Dla niektórych ludzi w naszym mieści czas zatrzymał się w latach 90-tych ubiegłego wieku. Mimo upływu ponad 30 lat nadal powtarzają te same frazesy i slogany. Słyszymy o inwestorach, ich ściąganiu, a może bardziej o ich braku. O tym, że brak perspektyw, że młodzież ucieka. Depopulacja małych i średnich miast jest faktem. I nic tego nie zmieni. Kiedy jednak czytam na profilu radnego i przedsiębiorcy, że porównuje Tomaszów do Czerniewic, to zastanawiam się, czy polityczne szaleństwo dotknęło już wszystkich i czy myślenie jeszcze ma przyszłość.
Na początek przyznam, że blisko 30 lat temu sam zachęcałem miasto do aktywnego gospodarowania gruntami, czyli skupowania, scalania, podziału i sprzedaży. Na różne cele, zarówno te przemysłowe, jak i mieszkaniowe. To miało o tyle sens, że zapewniało zarówno dochody dla samorządu w różnej postaci, na przykład premii planistycznej, czy opłat adiacenckich, a także marży wynikającej ze wzrostu wartości nieruchomości.
Tyle, że przez te 30 lat wszystko się zmieniło. Przede wszystkim trendy społeczne. W granicach administracyjnych miasta niewiele jest nieruchomości, które można byłoby przeznaczyć na działalność przemysłową. W północnej części są powistomowskie częściowo już zagospodarowane powierzchnie. Ale szansa dla miasta z nimi związana runęła w gruzy, kiedy przejęto od syndyka ponad 20 hektarów gruntów i oddano je za bezcen rzekomemu hiszpańskiemu inwestorowi, który deklarował, że… zbuduje tu hutę. Od początku było wiadomo, że to ściema. Ostrzegałem wtedy, że teren należy podzielić, wytyczyć drogi, uzbroić i sprzedawać po kawałku prawo wieczystego użytkowania, określając sposób zagospodarowania i datę jego rozpoczęcia oraz zakończenia.
Kolejny etap inwestowania w grunty przez miasto to wieloletnie skupowanie terenów przy ulicy Zawadzkiej. Sprzedano je następnie dwóm inwestorom i do dzisiaj powstały jedynie magazyny wysokiego składowania dla Ceramiki Paradyż. Wysiłek zmarnotrawiony.
Przejdźmy do genialnego porównania z Czerniewicami. To już nie tylko problem braku terenów przemysłowych w mieście. Wójt tak małej gminy może jednym popisem kupić hektar, dwa lub dziesięć nieużytków, a rolnik, który będzie je sprzedawał ucieszy się z tego, jak dobry interes zrobił. Dzieci wykształcił, mieszkają w Warszawie, Krakowie, albo nawet w Łodzi. Na gospodarce nie ma kto pracować, a na działki budowlane sprzedawać.. to już nie taka prosta sprawa. A tu przychodzi Wójt, wykłada pieniądze i… już. Problem z ojcowizną zakończony.
Da się wyczuć tę subtelną różnicę? W Tomaszowie, by kupić, scalić a następnie zapewnić odpowiednie uzbrojenie, hektar gruntu, trzeba skupować często kilkuset metrowe działki. Część z nich ma tak zagmatwaną sytuację prawną, że jest to proces nieopłacalny. Szczególnie, jeśli się weźmie pod uwagę, że cena działki w mieście, jest wielokrotnie wyższa niż na wsi.
Droga działka dla inwestora, plus konieczność doprowadzenia odpowiednich mediów zawsze spowodują, że pójdzie on do… Czerniewic. No może niekoniecznie tam, ale po prostu w inne miejsce. Hutę zbudowano w Ujeździe nie dlatego, że przejeżdżał tamtędy szalony inwestor i miejsce mu się spodobało.




























































Napisz komentarz
Komentarze