Informacja o likwidacji porodówki w Brzezinach została ogłoszona podczas sesji Rady Powiatu 1 kwietnia. Jak wskazała radna i była starosta Renata Kobiera, decyzję przedstawiono bez wcześniejszych konsultacji i bez próby szukania alternatywnych rozwiązań. Jeszcze większe zdumienie panowało wśród personelu. Położne dowiedziały się o wszystkim z internetu i – jak przyznała jedna z nich – początkowo uznały to za żart primaaprilisowy.
Tym bardziej że mowa o oddziale, który przez lata budował swoją renomę. W 2023 roku porodówka w Brzezinach zajęła pierwsze miejsce w województwie łódzkim i szóste w ogólnopolskim rankingu „Gdzie rodzić”. Pacjentki doceniały jakość opieki, wsparcie w karmieniu piersią i poszanowanie prywatności. To był oddział, do którego kobiety przyjeżdżały nawet z odległych miejscowości.
Dziś jednak nawet takie wyniki nie gwarantują przetrwania. Powód jest ten sam, który powraca w całym kraju – finanse i malejąca liczba porodów.
W Tomaszowie Mazowieckim sytuacja wygląda podobnie, choć scenariusz nie jest jeszcze przesądzony. Lokalna porodówka od lat zmaga się z niedofinansowaniem, a oddział generuje straty. W tym roku odnotowano około 100 porodów, co stawia go w trudnym położeniu ekonomicznym, ale daje też jakąś nadzieję na przyszłość
Dla porównania – w Lesku, gdzie również zamknięto oddział, porodów było 74 rocznie. Oficjalnie wskazywano tam problemy kadrowe i organizacyjne, ale kluczowym czynnikiem była właśnie niska liczba porodów.
Tomaszów stoi więc dziś w tym samym miejscu, w którym niedawno znalazły się inne miasta. Różnica polega na tym, że tutaj pojawiła się nowa nadzieja.
Oddział przejął nowy ordynator – Mateusz Nowak. Jego przyjście daje szansę na odbudowę pozycji porodówki i zatrzymanie niekorzystnych trendów. Jednak sama zmiana kadry nie wystarczy. Oddział potrzebuje dziś przede wszystkim dwóch rzeczy: stabilnego finansowania i skutecznej promocji.
Bez tego trudno będzie przekonać przyszłe mamy, by wybierały właśnie Tomaszów.
Władze miasta zdają się dostrzegać problem. Prezydent Marcin Witko zapowiedział, że miasto będzie wspierać porodówkę, między innymi poprzez fundowanie wyprawek dla noworodków. Taki gest mógłby być elementem budowania przewagi konkurencyjnej i zachęty dla mieszkańców.
Na razie jednak pozostaje to w sferze deklaracji.
Rzeczywistość jest taka, że oddział nadal przynosi milionowe straty, a liczba porodów nie daje gwarancji utrzymania. Bez realnych działań – zarówno ze strony samorządu, jak i systemu ochrony zdrowia – Tomaszów może podzielić los Brzezin.
W tle tych wydarzeń powraca jeszcze jeden wątek – wiarygodność państwa w reagowaniu na kryzys porodówek. Po głośnej sprawie Leska, gdzie premier Donald Tusk zapewniał, że oddział nadal funkcjonuje, choć był już zawieszony, pojawia się pytanie: czy tym razem rząd rzeczywiście jest na bieżąco?
Czy ktoś monitoruje sytuację takich miejsc jak Tomaszów Mazowiecki, zanim będzie za późno?
Bo dziś nie chodzi już tylko o liczby w statystykach. Chodzi o realny dostęp kobiet do bezpiecznego porodu w ich regionie. Każda kolejna zamykana porodówka to nie tylko decyzja administracyjna – to zmiana, która bezpośrednio dotyka mieszkańców.
Tomaszów jeszcze walczy. Ale czasu jest coraz mniej.





























































Napisz komentarz
Komentarze