Dziś jest sobota, 23 maja
Sobota, 143. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.31, zajdzie o godz. 20.32. Imieniny obchodzą: Iwona, Emilia, Jan, Julian, Lucjusz oraz Michał.
Są takie dni w kalendarzu, które brzmią jak stara, wielowątkowa suita. Zaczynają się od dzwonów Wawelu i królewskiego pogrzebu, przechodzą przez oceaniczną przygodę Maurycego Beniowskiego, zatrzymują się przy paryskich biednych pokojach Norwida, przy barykadach Komuny Paryskiej, przy dysku Haliny Konopackiej lecącym w warszawskie niebo, a kończą dźwiękiem syntezatora Mooga i finałowym gwizdkiem na stadionach.
23 maja to dzień pamięci, literatury, sportu, muzyki i politycznych sporów, które nie zamknęły się w podręcznikach. To także dzień, w którym historia ma kilka twarzy: królewską, emigracyjną, wojenną, rockową i piłkarską.
Królewski cień Wawelu. Pogrzeb Stefana Batorego
438 lat temu, w 1588 roku, w krypcie katedry na Wawelu odbył się pogrzeb króla Stefana Batorego. W polskiej pamięci pozostał jako władca energiczny, wojskowy, surowy, a zarazem jeden z tych monarchów, którzy rozumieli znaczenie silnego państwa. Jego panowanie było krótkie, ale intensywne — jak mocny akord w dziejach Rzeczypospolitej.
Batory był królem czasów wielkiej polityki i wielkich napięć. W epoce, gdy Rzeczpospolita musiała ważyć ambicje magnaterii, interesy szlachty i zagrożenia ze wschodu, próbował narzucić państwu rytm bardziej zdecydowany. Jego pogrzeb na Wawelu był więc nie tylko ceremonią pożegnania monarchy, ale też symbolicznym domknięciem pewnej wizji Polski: dumnej, wojennej, europejskiej.
Maurycy Beniowski. Polak, którego Madagaskar nazwał władcą
240 lat temu, w 1786 roku, na Madagaskarze zginął Maurycy Beniowski — podróżnik, konfederat barski, zesłaniec, uciekinier z Kamczatki, człowiek o życiorysie tak barwnym, że Hollywood mogłoby go uznać za przesadę.
Beniowski należał do ludzi, którzy nie mieścili się w granicach własnej epoki. Walczył, uciekał, negocjował, pisał pamiętniki, szukał wolności na mapach świata. W imieniu Francji prowadził działania na Madagaskarze, a miejscowa ludność miała ogłosić go władcą wyspy. W polskiej tradycji pozostał trochę jak bohater romantycznej powieści przygodowej: pomiędzy konfederacją barską, carskim zesłaniem i egzotyczną legendą.
Maria Konopnicka. Poetka, która nie pisała z wieży z kości słoniowej
184 lata temu, w 1842 roku, w Suwałkach urodziła się Maria Konopnicka — poetka, nowelistka, publicystka, krytyczka literacka, kobieta pióra i społecznego niepokoju.
Nie była autorką zamkniętą w salonie. Jej twórczość i działalność wyrastały z realnych sporów epoki: walki o język, godność, prawa kobiet, los dzieci, więźniów politycznych, ludzi wypychanych poza margines. Współorganizowała protest przeciwko pruskim represjom wobec dzieci polskich we Wrześni, wspierała działania społeczne i emancypacyjne.
W Tomaszowie Mazowieckim jej nazwisko także jest obecne w przestrzeni miasta — ulica Marii Konopnickiej przypomina, że literatura nie kończy się na bibliotekach i szkolnych akademiach, lecz zostaje z nami w codziennym pejzażu, między domem, pracą i drogą do szkoły.
Jarosław Dąbrowski. Polski generał na barykadzie Paryża
155 lat temu, w 1871 roku, na barykadzie w Paryżu zginął Jarosław Dąbrowski, naczelny wódz wojsk Komuny Paryskiej, działacz niepodległościowy i rewolucyjny.
Jego biografia pokazuje, jak silnie XIX-wieczna sprawa polska była spleciona z europejskimi ruchami wolnościowymi. Polacy walczyli nie tylko „za naszą”, ale także — jak głosiło hasło epoki — „za waszą wolność”. Dąbrowski stał się jednym z tych bohaterów, których nie da się łatwo zamknąć w prostych kategoriach. Dla jednych był rewolucjonistą, dla innych żołnierzem sprawy wolności, dla jeszcze innych symbolem polskiej obecności w europejskich konfliktach społecznych.
Norwid. Genialny, spóźniony, samotny
143 lata temu, w 1883 roku, w Paryżu zmarł Cyprian Kamil Norwid — poeta, prozaik, dramatopisarz, malarz, rysownik i rzeźbiarz. Jeden z największych, a zarazem najbardziej samotnych twórców polskiej literatury.
Za życia był niezrozumiany, często lekceważony, materialnie upokorzony. Po śmierci — jak wielu artystów, którzy przyszli za wcześnie — został odkryty na nowo. Autor „Promethidiona”, „Bema pamięci żałobnego rapsodu”, „Fortepianu Szopena” i „Vade-mecum” do dziś brzmi zaskakująco nowocześnie. Jego zdania potrafią być jak rzeźba: twarde, skrótowe, nieraz trudne, ale kiedy pękną — odsłaniają światło.
Norwid pisał o sztuce, pracy, godności, narodzie i pamięci. Dobrze pasuje do dnia, w którym wspominamy także Konopnicką. Ona mówiła mocno do wspólnoty. On często mówił jak ktoś, kto stoi obok wspólnoty i widzi więcej, niż ona sama chce zobaczyć.
Halina Konopacka. Dysk, który poleciał po rekord świata
100 lat temu, w 1926 roku, Halina Konopacka ustanowiła w Warszawie pierwszy polski lekkoatletyczny rekord świata, rzucając dyskiem na odległość 34,15 m.
To ważna rocznica nie tylko sportowa. Konopacka była symbolem nowoczesnej kobiecości II Rzeczypospolitej: silnej, eleganckiej, wykształconej, odważnej. Uprawiała wiele dyscyplin, była wszechstronnie utalentowana, a kilka lat później została pierwszą polską złotą medalistką olimpijską. Polski Komitet Olimpijski przypomina, że Konopacka nie ograniczała się do dysku — próbowała sił także w sprintach, pchnięciu kulą, oszczepie, skoku wzwyż, grała w koszykówkę i interesowała się automobilizmem.
Z perspektywy regionu łódzkiego warto dodać, że Konopacka urodziła się w Rawie Mazowieckiej — niedaleko Tomaszowa. To kolejny dowód, że wielka historia sportu nie zawsze zaczyna się w metropoliach.
ORP „Orzeł”. Patrol, z którego nie było powrotu
86 lat temu, w 1940 roku, ORP „Orzeł” wypłynął z Rosyth na ostatni patrol. Okręt zaginął bez wieści, a miejsce jego zatonięcia do dziś pozostaje jedną z największych tajemnic polskiej Marynarki Wojennej.
„Orzeł” był czymś więcej niż jednostką bojową. Po brawurowej ucieczce z Tallinna stał się symbolem odwagi, determinacji i wojennej legendy, która żyje mimo braku grobu. Muzeum Historii Polski przypomina, że okręt budowano w holenderskim Vlissingen jako jedną z dwóch jednostek zamówionych dla polskiej floty podwodnej, a imię „Orzeł” nadano mu jeszcze przed wojną, w 1937 roku.
W tej historii najbardziej przejmujące jest właśnie niedopowiedzenie. Morze zabrało okręt, ludzi i odpowiedź. Została pamięć.
Ryszard Kukliński. Wyrok, który po latach wrócił jak akt oskarżenia wobec PRL
42 lata temu, w 1984 roku, w tajnym procesie Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego zaocznie skazał na karę śmierci płk. Ryszarda Kuklińskiego, uznając go za winnego zdrady państwa i dezercji.
To jedna z najbardziej spornych biografii polskiej historii najnowszej. Kukliński od początku lat 70. współpracował z CIA, przekazując informacje dotyczące Układu Warszawskiego i przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego. Dla jednych był zdrajcą przysięgi wojskowej, dla innych człowiekiem, który działał przeciwko sowieckiej dominacji i realnemu zagrożeniu dla Polski.
Ważny jest tu kontekst prawny. Wyrok śmierci został później uchylony. Według PAP/Dzieje.pl, w 1995 roku Izba Wojskowa Sądu Najwyższego uchyliła wyrok wobec Kuklińskiego, a w 1997 roku śledztwo umorzono; w praktyce oznaczało to jego rehabilitację.
Historia Kuklińskiego przypomina, że III RP długo rozliczała się z cieniem PRL — nie tylko politycznie, ale także sądownie, moralnie i językowo. Bo czasem najtrudniejsze pytanie brzmi: kto zdradził państwo, a kto zdradził system, który państwo zawłaszczył?
Kazimierz Górski. Trener, który nauczył Polskę wierzyć w piłkę
20 lat temu, w 2006 roku, w Warszawie zmarł Kazimierz Górski — piłkarz, trener reprezentacji Polski, człowiek, którego nazwisko do dziś wypowiada się z szacunkiem nawet wtedy, gdy kibice kłócą się o wszystko inne.
To za jego kadencji Polska zdobyła złoty medal olimpijski w Monachium w 1972 roku, srebro w Montrealu w 1976 roku i trzecie miejsce na mistrzostwach świata w RFN w 1974 roku. Górski miał w sobie coś z mądrego nauczyciela i starego boiskowego filozofa. Nie potrzebował krzyku, by mieć autorytet. Wystarczało zdanie, spojrzenie, prosta prawda.
W Tomaszowie i regionie piłka nożna także ma swój codzienny rytm. Lokalna Lechia Tomaszów Mazowiecki w sezonie 2025/2026 rywalizuje w III lidze, a klubowa tabela pokazuje, że piłka poza stadionami Ekstraklasy nadal jest częścią lokalnej tożsamości — tej bardziej kameralnej, ale często prawdziwszej.
Muzyczne kalendarium: od Mooga do Chylińskiej i Podsiadły
23 maja ma także mocny puls muzyczny.
W 1934 roku urodził się Robert Moog, wynalazca syntezatora, człowiek, który pomógł zmienić brzmienie XX wieku. Bez jego instrumentów inaczej brzmiałyby płyty Emersona, Wakemana, Kraftwerk, Depeche Mode, Tangerine Dream czy Jeana-Michela Jarre’a. Syntezator Mooga był dla muzyki popularnej tym, czym kamera dla kina nowej fali — narzędziem wyobraźni.
W 1960 roku The Everly Brothers rozpoczęli panowanie na amerykańskiej liście przebojów z „Cathy’s Clown”. W 1967 roku urodził się Philip Selway, perkusista Radiohead — zespołu, który po „Creep” poszedł dalej, aż do monumentalnego „OK Computer”. W 1970 roku album „Let It Be” The Beatles wszedł na pierwsze miejsce brytyjskiej listy, stając się łabędzim śpiewem zespołu, choć nagrywanym w atmosferze napięć i zmęczenia.
W 1976 roku w Gdańsku urodziła się Agnieszka Chylińska — głos ostry jak szkło, kojarzony najpierw z O.N.A., później z solową karierą i sceniczną przemianą. W 1993 roku urodził się Dawid Podsiadło, jeden z najważniejszych polskich artystów młodego pokolenia, który z telewizyjnego talent show przeszedł drogę do stadionów i wielkich tras.
Ten muzyczny 23 maja jest jak playlista bez jednego gatunku: rock, elektronika, pop, alternatywa, bunt i melancholia.
Cannes 2026. Pawlikowski w grze o Złotą Palmę
W sobotę wieczorem poznamy rozstrzygnięcie konkursu głównego 79. Festiwalu Filmowego w Cannes. Jury przewodniczy południowokoreański reżyser Park Chan-wook, twórca kina eleganckiego, mrocznego i precyzyjnego jak nóż w dobrze oświetlonej scenie. W konkursie jest film Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”, funkcjonujący w obiegu anglojęzycznym jako „Fatherland”. Agencja AP wskazuje, że obraz Pawlikowskiego należy do tytułów, które wyróżniły się w konkursie, obok filmów Ryusuke Hamaguchiego czy hiszpańskiego „The Black Ball” Javiera Calvo i Javiera Ambrossiego.
To ważny powrót Pawlikowskiego do Cannes po sukcesie „Zimnej wojny”, za którą w 2018 roku otrzymał nagrodę za reżyserię. Polskie kino znów czeka więc na werdykt z napięciem, jak przed ostatnią sceną filmu, w której jeszcze wszystko może się zdarzyć.
Sportowa sobota: Ekstraklasa kończy sezon, Lewandowski żegna Barcelonę
Sobotnie popołudnie przyniesie również finał sezonu piłkarskiej Ekstraklasy. Ostatnia, 34. kolejka została zaplanowana na 23 maja, a wszystkie mecze mają rozpocząć się o godz. 17.30. Według zapowiedzi TVP Sport, to właśnie ta kolejka ma rozstrzygnąć ostatnie kwestie sezonu.
Wieczorem oczy polskich kibiców zwrócą się też ku Hiszpanii. Robert Lewandowski, który zapowiedział odejście z FC Barcelony po zakończeniu sezonu, ma zamknąć czteroletni rozdział w klubie. Doniesienia z ostatnich dni wskazują, że kontrakt kapitana reprezentacji Polski nie zostanie przedłużony, a sam piłkarz mówił o zakończeniu misji w Katalonii.
Jeżeli rzeczywiście będzie to jego ostatni mecz w barwach „Dumy Katalonii”, symboliczna klamra jest mocna: dzień poświęcony Kazimierzowi Górskiemu kończy się obrazem najwybitniejszego polskiego napastnika XXI wieku, który schodzi z wielkiej europejskiej sceny klubowej.
Puenta
23 maja prowadzi nas przez królewskie krypty, paryskie barykady, emigracyjne pokoje poetów, oceaniczne legendy, wojenne tajemnice, sądowe archiwa PRL, stadiony i sceny koncertowe. To dzień, w którym historia nie układa się w prostą linię. Bardziej przypomina winylową płytę: igła wraca, trzaski pamięci są słyszalne, ale melodia wciąż działa.
I może właśnie po to jest kalendarium — żeby w codziennym pośpiechu zatrzymać się na chwilę i zobaczyć, że dzisiejsza data nie jest pusta. Ona już kiedyś płonęła, śpiewała, walczyła, pisała i żegnała.































































Komentarze