Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 21 lipca 2026 12:31
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Małgorzata Szejnert: PRL to jest szary kolor (wywiad)

PRL kojarzy mi się z szarością. I z nienajlepszym zapachem. Pamiętam, jak dostawałam paczki z zagranicy, to one przyjemnie pachniały. A PRL nie pachniał świeżo - powiedziała PAP pisarka i dziennikarka Małgorzata Szejnert. Właśnie ukazał się zbiór jej reportaży z PRL-u i wywiad rzeka, którego jest bohaterką.

PAP: Ludzka pamięć często działa tak, że pamiętamy głównie dobre rzeczy z naszej przeszłości. Dla wielu osób okres Polski Ludowej przypadał na czas młodości, która w dojrzałym życiu bywa idealizowana. Czy zgadza się pani z twierdzeniem, że wiele osób darzy PRL nostalgią?

Małgorzata Szejnert: Ci, którzy nie doświadczyli w PRL-u wyraźnych krzywd i żyli względnie spokojnie, rzeczywiście mogą wspominać niektóre elementy tego systemu i tej rzeczywistości z rodzajem nostalgii.

PAP: Czy nostalgia jest uczuciem dominującym?

M.S.: Nie można tak powiedzieć. Podobnie jest, kiedy wracamy do naszego dzieciństwa. Pamiętamy jednak także rzeczy złe. Nawet jeśli wspominamy ten czas z sentymentem, to nie odcinamy wszystkiego, co było trudne, skomplikowane i przynosiło cierpienie. To w nas tkwi.

PAP: A czy odczuwa pani rodzaj tej nostalgii?

M.S.: Tak, odczuwam.

PAP: A co jeszcze czuje pani wobec PRL-u?

M.S.: Pamiętam przykrości stanu wojennego. Ten czas niewątpliwie był związany z systemem rządzącym PRL-em. Czuję również, że mogłabym inaczej realizować się w dziennikarstwie niż tylko poprzez tzw. mały realizm, jak ogólnie mówiło się na reportaż w PRL-u. Gdybym żyła w innym systemie i była w nim dziennikarką, może pisałabym z większym rozmachem.

PAP: Czy nostalgia nie utrudnia jednak rzeczywistej oceny tego ustroju?

M.S.: Myślę, że nie. PRL jest w tej chwili oceniany może nie tyle przez dziennikarzy, ile przez pisarzy i historyków bardzo wnikliwie. Książki Marcina Zaremby na przykład mówią o PRL-u bardzo dotkliwie.

PAP: W swoich reportażach, mimo cenzury i także zapewne autocenzury, udało się pani bardzo dużo o PRL-u powiedzieć.

M.S.: To była nasza – autorów, którzy zajmowali się tym typem reportażu – specjalność. Było to oszukiwanie PRL-u za jego pewną zgodą. Zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy używać forteli, aby napisać to, co w jakiś sposób zbliży nas do prawdy o tym, w jakiej sytuacji żyjemy.

Jednocześnie ta grupa reporterów była traktowana przez władzę jak rodzaj bezpiecznika. W tym naszym baraku, który podobno był w obozie państw zależnych tym najweselszym, jednak władza pozwalała w imię własnej samoobrony na jakieś luzy. Jednym z nich był właśnie mały realizm.

PAP: Czy opowieść o PRL-u, którą poznajemy za pani pośrednictwem, jest poradnikiem, jak przetrwać w świecie, będąc osobą obdarzoną – a może właśnie obarczoną – samowiedzą?

M.S.: Tak. To bardzo piękne zdanie o tym obdarzeniu lub obarczeniu.

PAP: Czy pani reportaże z Polski, ale także ze Stanów Zjednoczonych opisujących tamtejszą Polonię, to kompendium wiedzy o PRL-u, historia tego okresu w pigułce?

M.S.: Aż tak to nie. Powiedziałabym, że jest to przyczynek do historii PRL-u.

PAP: A panorama ludzkich losów?

M.S.: Panorama ludzkich losów brzmi totalnie. Nie wydaje mi się, żeby to, co pisaliśmy, można było uznać za taką panoramę. Musielibyśmy jednak mieć więcej swobody.

W czasie PRL-u właściwie zupełnie nie mogliśmy pisać o wielu wydarzeniach, ponieważ na ogół wiązały się one z katastrofami. Nie mogliśmy napisać o wybuchu Rotundy, pożarze na Moście Łazienkowskim, o katastrofach w kopalniach. Ale przede wszystkim o protestach i nastrojach społecznych, o buntowniczych aktach twórczych, o manipulacjach politycznych… Skoro nie mogliśmy pisać o tak wielu rzeczach, nie można mówić o tym, że była to panorama ludzkich losów.

PAP: A stawiała pani sobie samej granice, że o czymś po prostu nie można napisać? Że ogrom cierpienia jest tak duży, że nie można tego oddać?

M.S.: Nas nie krępowało jakieś konkretne uczucie, wrażliwość na ludzkie cierpienie. To nie krępuje ani lekarza, ani reportera, choć może ich boleć. Reporterzy piszą niejednokrotnie o niezwykle tragicznych sytuacjach, także tych osobistych.

To, co nas krępowało, to niemożność pisania o sytuacjach, które władza uważała za podejrzane. Wspomniałam o wybuchu Rotundy. To wydarzenie od razu stawiało władzę w poczuciu zagrożenia, że coś się tu dzieje. Nie wiadomo, czy to był spisek, czy sytuacja, która ujawni niemożności i kłopoty, ale także konszachty i manipulacje systemu. Wobec tego z góry nie pozwalano nam na interesowanie się wydarzeniami nieprzewidzianymi, dramatycznymi.

Nie odchodząc od dziennikarstwa, wiedzieliśmy, że działamy w zamkniętej strefie, że ona ma swoje granice. Te granice przyjmowaliśmy. Tak jak przyjmowaliśmy to, że mieszkamy w tym kraju, nie uciekliśmy z niego. Dopiero stan wojenny sprawił, że zaczęliśmy myśleć o tym, że może trzeba się wyprowadzić. A wcześniej rok 1968 z antysemityzmem państwowym.

PAP: W pani reportażach uwagę zwraca styl. W zdaniach nie ma zbędnych słów. Czy ta surowość jest jedyną drogą, aby oddać czas PRL-u?

M.S.: O PRL-u powstają przecież także powieści, poezja, sztuki teatralne. Nie wydaje mi się, żeby akurat mały realizm był najtrafniejszą i jedyną formą rozprawienia się z PRL-em w literaturze czy w sztuce.

PAP: W „Małej książce kucharskiej reportera”, która stanowi postscriptum do wywiadu rzeki „Chłodnia, czyli grzejnia”, jaki przeprowadzili z panią Dorota Karaś i Marek Sterlingow, jest mowa o roli szczegółu. W reportażu o strajkach w szczecińskiej stoczni zauważa pani w torbie jednego z protestujących tom poezji Adama Mickiewicza. Czy szczegół może być metaforą systemu?

M.S.: Są różne systemy. Podam pewien przykład. Jest szczegół, który może być uznany za metaforę działania stacji emigracyjnej na Ellis Island (wyspa w porcie miasta Nowy Jork – PAP), kiedy przyjmowała ona ogromne rzesze imigrantów do Ameryki. Takim szczegółem był buttonhook.

To był haczyk do zapinania guzików, w czasach kiedy masowo nie używano jeszcze zamków błyskawicznych, a kobiece ubrania i buty zapinano na guziczki. Otóż na Ellis Island buttonhook był używany do tego, aby zbadać, czy przybysze nie mają jaglicy. To była wtedy poważna, nieuleczalna choroba oczu, która prowadziła do ślepoty. Władze amerykańskie nie wpuszczały uchodźców z jaglicą, a bardzo wielu ludzi z Europy Wschodniej na nią cierpiało, ponieważ to była choroba nędzy i brudu. Do tego bardzo zaraźliwa.

Żeby ją zbadać, trzeba było wywinąć powiekę. A przecież wywinięcie powieki palcami jest zabiegiem intymnym i brutalnym. Wymyślono więc, że ten łagodnie zakończony haczyk do guzików nadaje się także do wywijania powieki. To był malutki przedmiot, bardzo cywilny, a jednocześnie budził grozę wśród ludzi przybywających na Ellis Island. Buttonhooki trzeba było dezynfekować, w związku z tym zamawiano ogromne liczby tych haczyków. Obecnie w muzeum na Ellis Island buttonhook jest wystawiony do oglądania jako przykład przedmiotu przydatnego do segregacji emigrantów na tych, którzy powinni zostać w Ameryce, i tych, którzy będą stanowić „ciężar społeczny”.

Da się więc powiedzieć, że szczegół może być symbolem systemu.

PAP: Wrażliwość na szczegóły powinna zatem charakteryzować reportera?

M.S.: Myślę, że nie tylko reporter powinien być wrażliwy na szczegóły. Jest wiele zawodów, w których taka wrażliwość jest bardzo ważna. Proszę sobie wyobrazić lekarza, który nie ma wrażliwości na szczegół.

PAP: PRL można traktować jako rodzaj zewnętrznej rzeczywistości – z swoimi kolorami, zapachami, smakami, dźwiękami, fakturą tkanin etc. – ale także coś, co jest wewnątrz człowieka, jego pejzaż. Czy pani teksty można także odczytać w taki podwójny sposób?

M.S.: Nie wiem, czy one są tak odczytywane, ale tak bym chciała.

PAP: A ma pani jedno, konkretne wrażenie, które kojarzy się pani z PRL-em?

M.S.: PRL kojarzy mi się z szarością. To jest szary kolor.

PRL kojarzy mi się także z nienajlepszym zapachem. Pamiętam, jak w swoim czasie dostawałam paczki z zagranicy, a zwłaszcza z Ameryki, przyjemnie pachniały. I to mnie zdumiewało, że paczka, która przychodzi z daleka, przechodzi przez ileś urzędów pocztowych, ciągle zachowuje zapach świeżości. A PRL nie pachniał świeżo. Można by snuć jeszcze takie myśli, ale myślę, że te dwa wrażenia – kolor i zapach – są istotne.

PAP: Co pani czuje, kiedy dzisiaj sięga po swoje reportaże z PRL-u?

M.S.: Muszę powiedzieć coś, czego autor nigdy nie powinien mówić o swoich tekstach. Ja jestem z nich bardzo zadowolona. Znak wydał właśnie dwie moje książki i jedna z nich – „Chwila przed podróżą” – zawiera reportaże z PRL-u. Kiedy dostałam tę książkę jako egzemplarz autorski, zaczęłam ją czytać naprawdę z dużą ciekawością.

Pomyślałam sobie, że już bym teraz nie potrafiła tak pisać. Byłam młoda i strasznie zawzięta, aby zdobyć jakieś informacje, które uważałam za ważne. Byłam niezmordowana, jeśli chodzi o podróże, dopytywanie się, wręcz mordowanie pytaniami swoich rozmówców. Dzisiaj już bym tego nie potrafiła, z uznaniem myślę o tej pracy.

PAP: To dobra puenta naszej rozmowy. Przyznam, że miałam tremę przed rozmową z panią.

M.S.: Muszę pani powiedzieć, że ja też mam tremę przed każdym wywiadem, zawsze się boję, że się nie wywiążę. Przyznaję się do tego, bo już mogę sobie po prostu pozwolić na więcej szczerości.

Rozmawiała Anna Kruszyńska

Małgorzata Szejnert - pisarka i dziennikarka. Urodziła się w Warszawie w 1936 r. Ukończyła Żeńskie Liceum Ogólnokształcące im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej. Studiowała na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Pracowała w tygodniku „Literatura”. Szejnert zadebiutowała w 1972 r. reporterską książką o amerykańskiej Polonii „Borowiki przy ternpajku”. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych wydała - „Sławę i infamię” (rozmowę z historykiem teatru Bohdanem Korzeniewskim o postawach środowiska aktorskiego podczas okupacji) oraz „Śród żywych duchów”.

W sierpniu 1980 r. pracowała przy redagowaniu biuletynu strajkowego Stoczni w Szczecinie. Jest współzałożycielką „Gazety Wyborczej”, gdzie była wieloletnią szefową działu reportażu (zastąpiła na stanowisku Hannę Krall). Z jej „szkoły” wyszli m.in. Magdalena Grzebałkowska, Magdalena Grochowska, Katarzyna Surmiak-Domańska, Lidia Ostałowska, Wojciech Tochman, Jacek Hugo-Bader, Mariusz Szczygieł i wielu innych ważnych autorek i autorów reportaży. Do pisania powróciła dopiero po przejściu na emeryturę. Wśród książek Szejnert są także m.in. „Czarny ogród”, „Wyspa klucz”, „Dom Żółwia. Zanzibar”, „Usypać góry. Historie z Polesia” i „Wyspa Węży”.

W 2014 r. została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, m.in. za pielęgnowanie wartości, które legły u podstaw polskich przemian demokratycznych. Otrzymała Nagrodę Mediów Publicznych „Cogito” oraz Nagrody im. ks. Augustina Weltzla „Górnośląski Tacyt”.

Książki „Chwila przed podróżą. Reportaże z PRL” Małgorzaty Szejnert oraz „Chłodnia, czyli grzejnia. Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem” wydał Znak. (PAP)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

Piątek, 17 lipca, jest 198. dniem 2026 roku. Do jego końca pozostaje 167 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą dziś: Aneta, Konstancja, Marcelina, Jadwiga, Andrzej, Bogdan, Feliks oraz Leon. Data dodania artykułu: 17.07.2026 11:22
17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

16 lipca w historii. Od Henryka Sławika i Grzegorza Przemyka po Coldplay, Cream i wielkie pytania o polski wymiar sprawiedliwości

Dziś jest czwartek, 16 lipca, sto dziewięćdziesiąty siódmy dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.32, a zajdzie o 20.50. Imieniny obchodzą dziś między innymi Maria, Marika, Bartłomiej, Andrzej, Stefan, Benedykt, Walenty i Walentyn. Data dodania artykułu: 16.07.2026 08:22
16 lipca w historii. Od Henryka Sławika i Grzegorza Przemyka po Coldplay, Cream i wielkie pytania o polski wymiar sprawiedliwości

15 lipca w kraju i na świecie. Grunwald, „Rota”, epidemia ospy i muzyka, która zmieniała epoki

Dziś jest środa, 15 lipca – sto dziewięćdziesiąty szósty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 169 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.30, a zajdzie o 20.51. Imieniny obchodzą dziś: Henryk, Włodzimierz, Dawid, Roksana, Anna, Daniel, Ignacy oraz Włodzimir. Data dodania artykułu: 15.07.2026 07:53
15 lipca w kraju i na świecie. Grunwald, „Rota”, epidemia ospy i muzyka, która zmieniała epoki

Polska gospodarzem ćwiczeń „koalicji chętnych”. Do kraju przyjadą głównie Francuzi i Brytyjczycy

Jesienią na terytorium Polski mają odbyć się międzynarodowe ćwiczenia wojskowe z udziałem przede wszystkim żołnierzy francuskich i brytyjskich. Jak zapowiedział premier Donald Tusk, ich celem będzie praktyczne przygotowanie tzw. koalicji chętnych do udzielania Ukrainie i państwom regionu realnych gwarancji bezpieczeństwa. Polska nie będzie jedynie miejscem manewrów – ma być ich gospodarzem i aktywnym uczestnikiem. Data dodania artykułu: 14.07.2026 19:01
Polska gospodarzem ćwiczeń „koalicji chętnych”. Do kraju przyjadą głównie Francuzi i Brytyjczycy

Polecane

70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem

70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem

Od 1 lipca szpitale mogą składać wnioski o pieniądze na inwestycje związane z konsolidacją. Do podziału jest ponad 1,1 miliarda złotych, a pojedynczy projekt obejmujący połączenie kilku podmiotów może otrzymać nawet 70 milionów (nie znaczy to jednak, że je otrzyma lub otrzyma w takiej wysokości). W Tomaszowie Mazowieckim natychmiast pojawia się jednak pytanie zasadnicze: czy konkurs Ministerstwa Zdrowia ma służyć rozwojowi Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, czy stanie się finansową przynętą ułatwiającą sprzedaż szpitala i oddanie nad nim kontroli łódzkiemu ośrodkowi akademickiemu? Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:00 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 2
1 sierpnia w Tomaszowie Mazowieckim. Obchody 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły Radny zamówił dwanaście lat papierów. Za urzędniczy maraton zapłacą mieszkańcy 21 lipca w Tomaszowie Mazowieckim odbędą się próby systemu alarmowego CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia? 70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem Chłodniej, wietrznie i z przelotnym deszczem. Prognoza pogody na 21 i 22 lipca Polska U18 mistrzem Europy. Tomaszowski akcent w wielkim finale siatkarzy Plac Kościuszki znów zatańczył. „Roztańczony Tomaszów” przyciągnął mieszkańców Jedna noc, trzy filmy i blisko 11 godzin w Śródziemiu. Maraton „Władcy Pierścieni” w tomaszowskim Heliosie CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Patryk słowik z Kanału Zero, oprócz tego, co napisał, powinien jeszcze doradzić temu posłowi pilną wizytę (lub wg zeszytu KO) i intensywne leczenie u dobrego specjalisty w zakresie psychiatrii. PS. Takich przypadków w KO do takiego leczenia jest w tej KO znacznie więcej. Źródło komentarza: Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły Autor komentarza: jackTM Treść komentarza: Zacznę od tego że owszem popieram każdą działalność promującą sport wśród dzieci, ale dlaczego nazwa klubu ma być dzieciom wpajana na piknikach ( uczą się "fair play" czy wpajane jest im kibicowanie jednej drużynie?). Z tego co od lat widzę, to kibicowanie w Polsce ma coraz mniej ze sportem, a więcej z bandytką i obawiam się że najmłodsi już tym mogą "nasiąkać" właśnie w czasie takich imprez. Nie można nazwać takiej imprezy nie wiem, np. "Wszyscy kopiemy piłkę"?. P.S Czy kibice innych drużyn z dziećmi będą mile widziani? Źródło komentarza: Spółdzielnia ostrzega, a Widzew odpowiada: dzieci zostawcie w spokoju Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Mój dodatkowy wpis do wpisu poprzedniego. Najpierw cytat z materiału powyżej. "Koncepcję przejęcia lub konsolidacji TCZ z łódzką placówką forsują przede wszystkim parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej oraz radni KO w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Wsparcie dla rozpoczęcia tego procesu płynie również ze strony części radnych Prawa i Sprawiedliwości." Dla przygłupów, którzy szykują zacytowany powyżej numer, proponuję reklamę pewnego leku, zamieszczoną na tym portalu powyżej: łatwa ulga na zaparcia. Źródło komentarza: CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Uniwersyteckie CKD w Łodzi, które przestaje przyjmować chorych, bo nie ma kasy i TCZ w Tomaszowie, to (w przenośni) takich dwóch braci, z których każdy nie ma jednej nogi i obydwaj chodzą o kulach. W takiej sytuacji ktoś debilowaty (w tym wypadku ryży donek i tomaszowski, parlamentarny głupek poseł) mówi im: trzymajcie się razem i wtedy razem będziecie chodzili bez kul. Źródło komentarza: CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia? Autor komentarza: prresident Treść komentarza: presydent przekazał dane mieszkańców w pandemi na pocztę na pendrive to i tu wszystko jest możłiwe Źródło komentarza: Spółdzielnia ostrzega, a Widzew odpowiada: dzieci zostawcie w spokoju Autor komentarza: Daria Treść komentarza: Wyciąć te zagrażające drzewa, zdrowie jest najważniejsze. Źródło komentarza: Silny wiatr nad Nagórzycami. Niebezpieczny konar zawisł nad ścieżką rowerową
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama