Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 4 czerwca 2026 13:25
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama

Małgorzata Szejnert: PRL to jest szary kolor (wywiad)

PRL kojarzy mi się z szarością. I z nienajlepszym zapachem. Pamiętam, jak dostawałam paczki z zagranicy, to one przyjemnie pachniały. A PRL nie pachniał świeżo - powiedziała PAP pisarka i dziennikarka Małgorzata Szejnert. Właśnie ukazał się zbiór jej reportaży z PRL-u i wywiad rzeka, którego jest bohaterką.

PAP: Ludzka pamięć często działa tak, że pamiętamy głównie dobre rzeczy z naszej przeszłości. Dla wielu osób okres Polski Ludowej przypadał na czas młodości, która w dojrzałym życiu bywa idealizowana. Czy zgadza się pani z twierdzeniem, że wiele osób darzy PRL nostalgią?

Małgorzata Szejnert: Ci, którzy nie doświadczyli w PRL-u wyraźnych krzywd i żyli względnie spokojnie, rzeczywiście mogą wspominać niektóre elementy tego systemu i tej rzeczywistości z rodzajem nostalgii.

PAP: Czy nostalgia jest uczuciem dominującym?

M.S.: Nie można tak powiedzieć. Podobnie jest, kiedy wracamy do naszego dzieciństwa. Pamiętamy jednak także rzeczy złe. Nawet jeśli wspominamy ten czas z sentymentem, to nie odcinamy wszystkiego, co było trudne, skomplikowane i przynosiło cierpienie. To w nas tkwi.

PAP: A czy odczuwa pani rodzaj tej nostalgii?

M.S.: Tak, odczuwam.

PAP: A co jeszcze czuje pani wobec PRL-u?

M.S.: Pamiętam przykrości stanu wojennego. Ten czas niewątpliwie był związany z systemem rządzącym PRL-em. Czuję również, że mogłabym inaczej realizować się w dziennikarstwie niż tylko poprzez tzw. mały realizm, jak ogólnie mówiło się na reportaż w PRL-u. Gdybym żyła w innym systemie i była w nim dziennikarką, może pisałabym z większym rozmachem.

PAP: Czy nostalgia nie utrudnia jednak rzeczywistej oceny tego ustroju?

M.S.: Myślę, że nie. PRL jest w tej chwili oceniany może nie tyle przez dziennikarzy, ile przez pisarzy i historyków bardzo wnikliwie. Książki Marcina Zaremby na przykład mówią o PRL-u bardzo dotkliwie.

PAP: W swoich reportażach, mimo cenzury i także zapewne autocenzury, udało się pani bardzo dużo o PRL-u powiedzieć.

M.S.: To była nasza – autorów, którzy zajmowali się tym typem reportażu – specjalność. Było to oszukiwanie PRL-u za jego pewną zgodą. Zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy używać forteli, aby napisać to, co w jakiś sposób zbliży nas do prawdy o tym, w jakiej sytuacji żyjemy.

Jednocześnie ta grupa reporterów była traktowana przez władzę jak rodzaj bezpiecznika. W tym naszym baraku, który podobno był w obozie państw zależnych tym najweselszym, jednak władza pozwalała w imię własnej samoobrony na jakieś luzy. Jednym z nich był właśnie mały realizm.

PAP: Czy opowieść o PRL-u, którą poznajemy za pani pośrednictwem, jest poradnikiem, jak przetrwać w świecie, będąc osobą obdarzoną – a może właśnie obarczoną – samowiedzą?

M.S.: Tak. To bardzo piękne zdanie o tym obdarzeniu lub obarczeniu.

PAP: Czy pani reportaże z Polski, ale także ze Stanów Zjednoczonych opisujących tamtejszą Polonię, to kompendium wiedzy o PRL-u, historia tego okresu w pigułce?

M.S.: Aż tak to nie. Powiedziałabym, że jest to przyczynek do historii PRL-u.

PAP: A panorama ludzkich losów?

M.S.: Panorama ludzkich losów brzmi totalnie. Nie wydaje mi się, żeby to, co pisaliśmy, można było uznać za taką panoramę. Musielibyśmy jednak mieć więcej swobody.

W czasie PRL-u właściwie zupełnie nie mogliśmy pisać o wielu wydarzeniach, ponieważ na ogół wiązały się one z katastrofami. Nie mogliśmy napisać o wybuchu Rotundy, pożarze na Moście Łazienkowskim, o katastrofach w kopalniach. Ale przede wszystkim o protestach i nastrojach społecznych, o buntowniczych aktach twórczych, o manipulacjach politycznych… Skoro nie mogliśmy pisać o tak wielu rzeczach, nie można mówić o tym, że była to panorama ludzkich losów.

PAP: A stawiała pani sobie samej granice, że o czymś po prostu nie można napisać? Że ogrom cierpienia jest tak duży, że nie można tego oddać?

M.S.: Nas nie krępowało jakieś konkretne uczucie, wrażliwość na ludzkie cierpienie. To nie krępuje ani lekarza, ani reportera, choć może ich boleć. Reporterzy piszą niejednokrotnie o niezwykle tragicznych sytuacjach, także tych osobistych.

To, co nas krępowało, to niemożność pisania o sytuacjach, które władza uważała za podejrzane. Wspomniałam o wybuchu Rotundy. To wydarzenie od razu stawiało władzę w poczuciu zagrożenia, że coś się tu dzieje. Nie wiadomo, czy to był spisek, czy sytuacja, która ujawni niemożności i kłopoty, ale także konszachty i manipulacje systemu. Wobec tego z góry nie pozwalano nam na interesowanie się wydarzeniami nieprzewidzianymi, dramatycznymi.

Nie odchodząc od dziennikarstwa, wiedzieliśmy, że działamy w zamkniętej strefie, że ona ma swoje granice. Te granice przyjmowaliśmy. Tak jak przyjmowaliśmy to, że mieszkamy w tym kraju, nie uciekliśmy z niego. Dopiero stan wojenny sprawił, że zaczęliśmy myśleć o tym, że może trzeba się wyprowadzić. A wcześniej rok 1968 z antysemityzmem państwowym.

PAP: W pani reportażach uwagę zwraca styl. W zdaniach nie ma zbędnych słów. Czy ta surowość jest jedyną drogą, aby oddać czas PRL-u?

M.S.: O PRL-u powstają przecież także powieści, poezja, sztuki teatralne. Nie wydaje mi się, żeby akurat mały realizm był najtrafniejszą i jedyną formą rozprawienia się z PRL-em w literaturze czy w sztuce.

PAP: W „Małej książce kucharskiej reportera”, która stanowi postscriptum do wywiadu rzeki „Chłodnia, czyli grzejnia”, jaki przeprowadzili z panią Dorota Karaś i Marek Sterlingow, jest mowa o roli szczegółu. W reportażu o strajkach w szczecińskiej stoczni zauważa pani w torbie jednego z protestujących tom poezji Adama Mickiewicza. Czy szczegół może być metaforą systemu?

M.S.: Są różne systemy. Podam pewien przykład. Jest szczegół, który może być uznany za metaforę działania stacji emigracyjnej na Ellis Island (wyspa w porcie miasta Nowy Jork – PAP), kiedy przyjmowała ona ogromne rzesze imigrantów do Ameryki. Takim szczegółem był buttonhook.

To był haczyk do zapinania guzików, w czasach kiedy masowo nie używano jeszcze zamków błyskawicznych, a kobiece ubrania i buty zapinano na guziczki. Otóż na Ellis Island buttonhook był używany do tego, aby zbadać, czy przybysze nie mają jaglicy. To była wtedy poważna, nieuleczalna choroba oczu, która prowadziła do ślepoty. Władze amerykańskie nie wpuszczały uchodźców z jaglicą, a bardzo wielu ludzi z Europy Wschodniej na nią cierpiało, ponieważ to była choroba nędzy i brudu. Do tego bardzo zaraźliwa.

Żeby ją zbadać, trzeba było wywinąć powiekę. A przecież wywinięcie powieki palcami jest zabiegiem intymnym i brutalnym. Wymyślono więc, że ten łagodnie zakończony haczyk do guzików nadaje się także do wywijania powieki. To był malutki przedmiot, bardzo cywilny, a jednocześnie budził grozę wśród ludzi przybywających na Ellis Island. Buttonhooki trzeba było dezynfekować, w związku z tym zamawiano ogromne liczby tych haczyków. Obecnie w muzeum na Ellis Island buttonhook jest wystawiony do oglądania jako przykład przedmiotu przydatnego do segregacji emigrantów na tych, którzy powinni zostać w Ameryce, i tych, którzy będą stanowić „ciężar społeczny”.

Da się więc powiedzieć, że szczegół może być symbolem systemu.

PAP: Wrażliwość na szczegóły powinna zatem charakteryzować reportera?

M.S.: Myślę, że nie tylko reporter powinien być wrażliwy na szczegóły. Jest wiele zawodów, w których taka wrażliwość jest bardzo ważna. Proszę sobie wyobrazić lekarza, który nie ma wrażliwości na szczegół.

PAP: PRL można traktować jako rodzaj zewnętrznej rzeczywistości – z swoimi kolorami, zapachami, smakami, dźwiękami, fakturą tkanin etc. – ale także coś, co jest wewnątrz człowieka, jego pejzaż. Czy pani teksty można także odczytać w taki podwójny sposób?

M.S.: Nie wiem, czy one są tak odczytywane, ale tak bym chciała.

PAP: A ma pani jedno, konkretne wrażenie, które kojarzy się pani z PRL-em?

M.S.: PRL kojarzy mi się z szarością. To jest szary kolor.

PRL kojarzy mi się także z nienajlepszym zapachem. Pamiętam, jak w swoim czasie dostawałam paczki z zagranicy, a zwłaszcza z Ameryki, przyjemnie pachniały. I to mnie zdumiewało, że paczka, która przychodzi z daleka, przechodzi przez ileś urzędów pocztowych, ciągle zachowuje zapach świeżości. A PRL nie pachniał świeżo. Można by snuć jeszcze takie myśli, ale myślę, że te dwa wrażenia – kolor i zapach – są istotne.

PAP: Co pani czuje, kiedy dzisiaj sięga po swoje reportaże z PRL-u?

M.S.: Muszę powiedzieć coś, czego autor nigdy nie powinien mówić o swoich tekstach. Ja jestem z nich bardzo zadowolona. Znak wydał właśnie dwie moje książki i jedna z nich – „Chwila przed podróżą” – zawiera reportaże z PRL-u. Kiedy dostałam tę książkę jako egzemplarz autorski, zaczęłam ją czytać naprawdę z dużą ciekawością.

Pomyślałam sobie, że już bym teraz nie potrafiła tak pisać. Byłam młoda i strasznie zawzięta, aby zdobyć jakieś informacje, które uważałam za ważne. Byłam niezmordowana, jeśli chodzi o podróże, dopytywanie się, wręcz mordowanie pytaniami swoich rozmówców. Dzisiaj już bym tego nie potrafiła, z uznaniem myślę o tej pracy.

PAP: To dobra puenta naszej rozmowy. Przyznam, że miałam tremę przed rozmową z panią.

M.S.: Muszę pani powiedzieć, że ja też mam tremę przed każdym wywiadem, zawsze się boję, że się nie wywiążę. Przyznaję się do tego, bo już mogę sobie po prostu pozwolić na więcej szczerości.

Rozmawiała Anna Kruszyńska

Małgorzata Szejnert - pisarka i dziennikarka. Urodziła się w Warszawie w 1936 r. Ukończyła Żeńskie Liceum Ogólnokształcące im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej. Studiowała na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Pracowała w tygodniku „Literatura”. Szejnert zadebiutowała w 1972 r. reporterską książką o amerykańskiej Polonii „Borowiki przy ternpajku”. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych wydała - „Sławę i infamię” (rozmowę z historykiem teatru Bohdanem Korzeniewskim o postawach środowiska aktorskiego podczas okupacji) oraz „Śród żywych duchów”.

W sierpniu 1980 r. pracowała przy redagowaniu biuletynu strajkowego Stoczni w Szczecinie. Jest współzałożycielką „Gazety Wyborczej”, gdzie była wieloletnią szefową działu reportażu (zastąpiła na stanowisku Hannę Krall). Z jej „szkoły” wyszli m.in. Magdalena Grzebałkowska, Magdalena Grochowska, Katarzyna Surmiak-Domańska, Lidia Ostałowska, Wojciech Tochman, Jacek Hugo-Bader, Mariusz Szczygieł i wielu innych ważnych autorek i autorów reportaży. Do pisania powróciła dopiero po przejściu na emeryturę. Wśród książek Szejnert są także m.in. „Czarny ogród”, „Wyspa klucz”, „Dom Żółwia. Zanzibar”, „Usypać góry. Historie z Polesia” i „Wyspa Węży”.

W 2014 r. została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, m.in. za pielęgnowanie wartości, które legły u podstaw polskich przemian demokratycznych. Otrzymała Nagrodę Mediów Publicznych „Cogito” oraz Nagrody im. ks. Augustina Weltzla „Górnośląski Tacyt”.

Książki „Chwila przed podróżą. Reportaże z PRL” Małgorzaty Szejnert oraz „Chłodnia, czyli grzejnia. Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem” wydał Znak. (PAP)


Podziel się
Oceń

Komentarze

Opinie

Igor Matuszewski Igor Matuszewski

Nie piszę tego tekstu przeciwko komukolwiek. Nie przeciwko kibicom, którzy przestali przychodzić. Nie przeciwko działaczom, którzy próbują spinać budżety cienkie jak jesienna murawa po ciężkim meczu. Nie przeciwko piłkarzom, którzy wychodzą na boisko często bez wielkich świateł, kamer i fanfar. Piszę go raczej z niepokoju — tego samego, który pojawia się, gdy w miejscu dawniej pełnym gwaru zaczyna słychać echo.Tomaszowska piłka nożna ma za sobą historię dłuższą niż niejedna miejska instytucja. Ma swoje nazwiska, swoje derby, swoje trybuny, swoje rodzinne opowieści. Ma Lechię, ma Pilicę, ma pamięć boisk, na których spotykało się miasto — czasem po to, by kibicować, czasem by się spierać, ale przede wszystkim po to, by być razem.Dlatego dzisiejsze puste miejsca na trybunach bolą bardziej niż słabszy wynik w tabeli. Bo wynik można poprawić w następnym meczu. Utraconą więź odbudowuje się znacznie trudniej.Ten felieton jest więc pytaniem zadanym Tomaszowowi: czy lokalny klub ma być tylko kosztem, herbem, wspomnieniem i punktem w budżecie? Czy może nadal może być czymś, co łączy ludzi — tak zwyczajnie, po tomaszowsku, bez wielkich słów, za to z obecnością tam, gdzie naprawdę jest potrzebna: przy boisku.

Jeszcze nie tak dawno lokalny mecz piłkarski był czymś więcej niż dziewięćdziesięcioma minutami biegania za piłką. Był pretekstem, żeby wyjść z domu, spotkać znajomych, pokłócić się o skład, ponarzekać na sędziego, pochwalić bramkarza i przez chwilę poczuć, że miasto oddycha jednym rytmem. Dziś na trybunach coraz częściej słychać nie gwar kilku tysięcy gardeł, ale echo pustych krzesełek. W Tomaszowie Mazowieckim — mieście z mocną, robotniczą i sportową pamięcią — frekwencja na poziomie maksymalnie około 300 osób nie jest tylko statystyką. Jest pytaniem. I to pytaniem niewygodnym.
Igor Matuszewski Igor Matuszewski

W tej sprawie najważniejsze nie jest dziś pytanie, czy mandat radnej Pauliny Sochy powinien zostać wygaszony. To byłby wniosek przedwczesny, wymagający pełnej analizy dokumentów, zakresu obowiązków, ewentualnych pełnomocnictw i nagrań z sesji. Najważniejsze jest coś innego: czy w powiecie tomaszowskim potrafimy jeszcze wyraźnie oddzielać funkcję kontrolną radnego od lojalności wobec instytucji, w której ten radny pracuje.Bo nawet jeśli prawo ostatecznie nie dopatrzy się naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje problem standardu. Radny nie jest zwykłym komentatorem życia publicznego. Radny ma kontrolować, pytać, sprawdzać, domagać się dokumentów i patrzeć władzy oraz spółkom zależnym od samorządu na ręce. Jeżeli jednocześnie pełni funkcję kierowniczą w jednej z takich spółek, powstaje cień wątpliwości. A w sprawach publicznych cień bywa czasem wystarczająco ciemny, by mieszkańcy zaczęli tracić zaufanie.

Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.
Elwira Banaszkiewicz Elwira Banaszkiewicz

Piszę o świecie protez, bo w Polsce coraz częściej nie naprawiamy systemu, lecz dokładamy mu kolejne podpórki. Trochę jak w starym filmie Barei: wszystko się chwieje, wszyscy wiedzą, że się chwieje, ale oficjalnie nadal udajemy, że konstrukcja stoi dumnie i stabilnie. Prawo rodzinne, demografia, bezpieczeństwo, ochrona zdrowia, opieka nad osobami starszymi — to nie są osobne wyspy. To jeden organizm. Jeżeli w jednym miejscu zaczyna brakować kości, w innym pojawia się ból.Niepokoi mnie nie sama debata o związkach partnerskich czy małżeństwach jednopłciowych. Niepokoi mnie sposób, w jaki państwo tę debatę prowadzi: nerwowo, fragmentarycznie, bez odwagi nazwania konsekwencji. Jedni chcą wszystko przepchnąć hasłem nowoczesności, drudzy wszystko zatrzymać hasłem tradycji. A między nimi stoi zwykły obywatel, który chciałby wiedzieć, jakie prawo będzie obowiązywać jutro, kto za nie odpowiada i ile ta polityczna improwizacja będzie nas kosztować.Najważniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: jakie przepisy uchwalimy? Ważniejsze jest: czy mamy jeszcze odwagę myśleć o Polsce za dwadzieścia lat? O dzieciach, których rodzi się coraz mniej. O seniorach, których będzie coraz więcej. O rodzinach, które nie potrzebują propagandowych laurek, lecz stabilności. O ludziach chorych i niepełnosprawnych, którzy zamiast metaforycznych protez państwa potrzebują realnych protez, rehabilitacji, dostępnej pomocy i sprawnych instytucji.

Polski system od lat przypomina pacjenta, którego nikt już nawet nie próbuje porządnie leczyć. Zamiast diagnozy — plaster. Zamiast operacji — prowizorka. Zamiast prawa pisanego z myślą o następnych dekadach — kolejne protezy, które mają utrzymać konstrukcję w pionie jeszcze przez chwilę. Byle do następnego posiedzenia Sejmu. Byle do następnego sondażu. Byle nie powiedzieć obywatelom wprost, że państwo coraz częściej porusza się o kulach.

Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad)

Polacy pozytywnie oceniają wydarzenia z czerwca 1989 r., ale pamięć o nich pozostaje słabo zakorzeniona rytualnie i emocjonalnie – ocenił w rozmowie z PAP Antoni Głowacki z Narodowego Centrum Kultury. Jego zdaniem 4 czerwca łatwo staje się dziś pretekstem do bieżącego sporu politycznego. Data dodania artykułu: 04.06.2026 13:08
Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad)

Czerwona kartka dla komunistów. 4 czerwca 1989 roku Polska wybrała wolność

Polska 4 czerwca 1989 roku nie przypominała kraju gotowego do świętowania. Była raczej jak człowiek po długiej chorobie: wychudzona kryzysem, zmęczona kolejkami, reglamentacją, propagandą i strachem, ale wciąż z upartym błyskiem w oczach. W mieszkaniach pachniało nie rewolucją, lecz codziennym trudem. Na klatkach schodowych mówiło się półgłosem. W sklepach nadal brakowało więcej niż było. W telewizji wciąż pobrzmiewał język władzy, która przez dekady uczyła obywateli, że państwo należy do partii, a wybory są rytuałem potwierdzania tego, co już wcześniej zapisano w gabinetach. Data dodania artykułu: 04.06.2026 11:32
Czerwona kartka dla komunistów. 4 czerwca 1989 roku Polska wybrała wolność

4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej

Dziś jest czwartek, 4 czerwca, sto pięćdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.19, zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą: Franciszek, Karol, Dacjan, Kwiryn i Kwiryna. Data dodania artykułu: 04.06.2026 10:39
4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej

Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania. Sikorski wraca na drugie miejsce, Tusk spada na trzecią pozycję

Prezydent Karol Nawrocki pozostaje liderem majowego rankingu zaufania do osób publicznych. Tak wynika z najnowszego sondażu IBRiS przeprowadzonego dla Onetu. Za głową państwa uplasowali się Radosław Sikorski i Donald Tusk. Badanie pokazuje jednak coś więcej niż tylko kolejność na podium. To polityczny termometr kraju, w którym zaufanie coraz częściej miesza się z nieufnością, a każdy punkt procentowy przypomina ruch tektoniczny pod sceną publiczną. Data dodania artykułu: 03.06.2026 19:38
Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania. Sikorski wraca na drugie miejsce, Tusk spada na trzecią pozycję

EKF’26: ARP wspieranie rozwoju polskich firm ma w swoim DNA

Local content dotyczy całej polskiej gospodarki - chodzi o zwiększenie: udziału polskich firm w łańcuchach dostaw, poziomu marżowości, zdobywanie kompetencji i tym samym wzrost wartości dodanej, którą generują te firmy. „Agencja Rozwoju Przemysłu wspieranie rozwoju polskich firm ma w swoim DNA i aktywnie angażuje się w działania na rzecz zwiększenia udziału polskich firm w strategicznych projektach” - powiedział Krzysztof Telega, wiceprezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., podczas debaty „Local content w sektorze finansowym - między suwerennością a efektywnością” na 16. Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie. Data dodania artykułu: 03.06.2026 18:40
EKF’26: ARP wspieranie rozwoju polskich firm ma w swoim DNA

3 czerwca: Kopernik, Zamoyski, Aretha Franklin i nowe przepisy dla młodych rowerzystów

Środa, 3 czerwca 2026 roku, przynosi dzień utkany z wielkich ambicji, ostrych sporów i dźwięków, które zmieniały świat. W kalendarium spotykają się Mikołaj Kopernik piszący z Fromborka naukową polemikę, Jan Zamoyski — polityk, hetman i budowniczy własnego miasta, deklaracja mocarstw zapowiadająca odrodzenie Polski, Aretha Franklin z hymnem „Respect”, The Doors rozpalający radiowe etery i współczesna Polska, w której od dziś zmieniają się przepisy dla najmłodszych uczestników ruchu drogowego. Data dodania artykułu: 03.06.2026 09:11
3 czerwca: Kopernik, Zamoyski, Aretha Franklin i nowe przepisy dla młodych rowerzystów

Ukraiński dziennikarz: Ukraina nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej (wywiad)

Nikt w Ukrainie nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej, ale wielu Ukraińców uważa UPA za część walki o niepodległość – powiedział PAP Roman Romaniuk, dziennikarz polityczny opiniotwórczego portalu „Ukraińska Prawda”. Data dodania artykułu: 02.06.2026 08:20
Ukraiński dziennikarz: Ukraina nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej (wywiad)

2 czerwca: od Garibaldiego i Teatru Słowackiego po Jana Pawła II, telefony w szkołach i cyfrowe bezpieczeństwo dzieci

Dziś jest wtorek, 2 czerwca, sto pięćdziesiąty trzeci dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.20, zajdzie o godz. 20.46. Imieniny obchodzą: Maria, Marianna, Erazm, Eugeniusz, Mikołaj oraz Piotr. Data dodania artykułu: 02.06.2026 07:58
2 czerwca: od Garibaldiego i Teatru Słowackiego po Jana Pawła II, telefony w szkołach i cyfrowe bezpieczeństwo dzieci
Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia”

Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia”

Aktywność dla zdrowia i ważny celZapraszamy na Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia” w Tomaszowie Mazowieckim. To wydarzenie skierowane jest do wszystkich – zarówno osób aktywnych fizycznie, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę ze zdrowym stylem życia.Organizatorzy podkreślają, że to nie tylko sportowa rywalizacja, ale przede wszystkim wyraz troski o zdrowie, życie oraz promocja profilaktyki onkologicznej i wczesnego wykrywania nowotworów. Podczas wydarzenia będzie można skorzystać również z bezpłatnych badań profilaktycznych oraz konsultacji ze specjalistami.Program wydarzeniaRejestracja uczestników i wydawanie numerów startowych odbędą się w godzinach 08:30–10:00. Oficjalne otwarcie zaplanowano na 09:45.Start biegu rekreacyjnego na 1,5 km przewidziano na 10:00, biegu głównego na 5 km na 10:40, a marszu Nordic Walking na 10:45. Po zakończeniu rywalizacji odbędzie się dekoracja zwycięzców, a o 13:00 zakończy się festyn.Nagrody i udziałKażdy uczestnik otrzyma pamiątkowy medal. Najlepsi zawodnicy w biegu głównym oraz marszu Nordic Walking zostaną nagrodzeni w klasyfikacjach open i wiekowych. Organizatorzy przewidzieli nagrody rzeczowe oraz puchary dla zwycięzców.Do udziału zaproszone są całe rodziny, grupy przyjaciół i wszyscy, którym bliska jest idea zdrowego stylu życia oraz wspierania profilaktyki zdrowotnej. Data rozpoczęcia wydarzenia: 07.06.2026

Polecane

Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad) 4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej Święto 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Tomaszów oddał hołd żołnierzom, którzy służbę rozumieją dosłownie SAFE, czyli obrona, która schodzi z wielkiej polityki do zakładów pracy Mały Niewiadów, wielka piłka. Stalówka 2012/13 awansowała do CLJ U-15 Wojewoda wzywa Radę Powiatu do wygaszenia mandatu Pauliny Sochy. Spór o pracę w TCZ, konflikt interesów i przepisy antykorupcyjne „Niewypowiedziane” Marty Osińskiej. Książka z Powiatu Tomaszowskiego, która przypomina, że pamięć zaczyna się w rodzinie Kask nie jest już sugestią. Od 3 czerwca nowe przepisy dla młodych rowerzystów i użytkowników e-hulajnóg 5000 zł nagrody za pomoc w ustaleniu sprawcy zniszczenia Małych Grot. Nad Pilicą runął fragment lokalnej pamięci Szambo pod kontrolą – fakty i mity, które każdy właściciel posesji powinien znać Czerwiec w Heliosie. Premiery, klasyki i kinowe niespodzianki dla całej rodziny 3 czerwca: Kopernik, Zamoyski, Aretha Franklin i nowe przepisy dla młodych rowerzystów
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Tomasz Treść komentarza: Zgadzam się, właściwy obieg dokumentów i bezpieczeństwo danych powinny iść w parze. W dobie cyfryzacji każda firma przetwarza ogromne ilości informacji, dlatego zgodność z RODO jest równie ważna jak sprawne zarządzanie dokumentacją. To samo dotyczy serwisów finansowych, takich jak Kantor. live, gdzie bezpieczeństwo danych użytkowników ma kluczowe znaczenie. Źródło komentarza: Jak zadbać o bezpieczeństwo dokumentów finansowych i podatkowych w przedsiębiorstwie? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Brawo dla firmy KNAPTRANS. Po pierwsze - dobrze się reklamuje, po drugie - robi dobrą robotę w zakresie tych "gównianych" tematów, po trzecie - pomaga temu portalowi. Tak trzymać - chłopaki (i dziewczyny - też). Źródło komentarza: Nowoczesna obsługa szamb – jak technologia zmienia branżę asenizacyjną Autor komentarza: Antolin Treść komentarza: Już za poprzedniego starosty był chęci do zrobienie kilku dróg niestety wtedy pan Pawlak wolał politykować kosztem mieszkańców gminy! Źródło komentarza: Powiat i gmina Ujazd o inwestycjach. W planach ciąg pieszo-rowerowy do Skrzynek Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Szpital to niestety JEST arena polityczna. Od dawien dawna do teraz. Nie wierzę w uczciwe konkursy i nominacje. Zawsze wygrywa kolesiostwo i chęć łatwego zysku. Nadal są osoby które są w szpitalu po to żeby się " nachapać", mają nieracjonelnie wysokie pensje, wręcz nieprzyzwoicie wysokie - na które absolutnie nie zasługują. Doją szpital. Doją nas. Tyle w temacie. Źródło komentarza: „Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ Autor komentarza: 😂🤣😂🤣😂🤣 Treść komentarza: co to jest "susz z THC"? 😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣😂🤣 Źródło komentarza: 42-latek zatrzymany z marihuaną. Narkotyki w samochodzie, zarzut i groźba więzienia Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Porodówka w Brzezinach teraz Tuszyn a być może Tomaszów następny,ale pani minister wychodzin przed kamery i mówi że jeździ po Polsce i się wszyscy cieszą że jest lepiej!rząd popsl rządem nieudaczników! Źródło komentarza: Pulmonologia w Tuszynie: personel alarmuje o przyszłość oddziału
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 340

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 340

Cena: Do negocjacji Z pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż gratisNa zdjęciu: Łóżko PB 340 w rozmiarze 120×200 cm w kolorze buk z płytą osłaniającą napęd łóżka. Akcesoria: stolik Rubens 9 w kolorze buk.Wyjątkowa propozycja wśród łóżek, zaprojektowana z myślą o komforcie i bezpieczeństwie użytkowników o zwiększonej masie ciała. Wzmocniona konstrukcja, szersze leże oraz dostosowane do dużych obciążeń napędy, pozwalają na korzystanie z tego łóżka przez użytkowników o maksymalnej wadze do 215 kg. Z uwagi na ponadprzeciętne parametry techniczne, łóżko PB 340 przeznaczone jest szczególnie dla pacjentów bariatrycznych.DETALE PRODUKTU:1. Szerokość leża 100 i 120 cm4. Wytrzymałe, higieniczne leże2. Dopuszczalne obciążenie 250kg5. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji3. Nowoczesny napęd podnoszenia łóżka6. Osłona frontu (opcja)OPCJE:osłona frontu • zmiana długości i szerokości leżaPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze250 kgMaksymalna waga użytkownika215 kgRegulacja wysokości leża:od 30 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:218 × 112 (132) cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 16 cmCiężar całkowity:109,8 (123,5) kgKółka jezdne:100 mm z hamulcem

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama