Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 20:16
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Ja, zaoczny - Szkoły mojego życia (5)

W dzisiejszym felietonie Edwarda Wójciaka słów kilka o studenckim życiu

 

 

 

Praca w „kulturze” miała więcej dobrych niż ciemnych stron. Owszem, zarobki były fatalnie niskie, ale przy odrobinie wyobraźni każdy miał jakąś furteczkę. Dla mnie takim „skokiem” na małą, bo małą, lecz regularną dodatkową kasę było Towarzystwo Wiedzy Powszechnej. Kasowałem swoje za etat instruktora oświatowego plus parę setek honorarium za dodatkową fuchę - kierownika oddziału TWP. Pozostali instruktorzy radzili sobie jeszcze lepiej. Słowem, wszyscy dorabialiśmy na tak zwanych chałturach.

 

Ale skłamałbym twierdząc, że się przepracowywaliśmy. Zamiast grać w brydża w godzinach pracy, wpadłem na lepszy pomysł. Chciałem się uczyć. Pomyślałem, że skoro przed kilkoma laty nie wypaliły mi studia stacjonarne, można pomyśleć o studiach zaocznych. Tym bardziej, że na UŁ otworzono kierunek jakby specjalnie dla mnie: Pedagogika - Wiedza o Kulturze na Wydziale Filozoficzno-Historycznym. Ogarnięty euforią pozałatwiałem zgody i formalności przy dużym poparciu Szefa, złożyłem podanie i zostałem dopuszczony do egzaminów wstępnych.

 

Studia zaoczne. Dziś termin ten został wyparty przez inny – studia niestacjonarne. Jak pisze Wikipedia, jest to system studiów, w którym zajęcia odbywają się w systemie zjazdów trwających od piątkowego popołudnia do niedzieli. Wtedy studia zaoczne nie kosztowały studenta ani jednej złotówki. Mało tego – pracodawca zwracał pieniądze za dojazdy i wypłacał diety za tak zwane sesje. Obecnie studia niestacjonarne kosztują studenta średnio dwa tysiące złotych za semestr, czyli jak łatwo przeliczyć – około dwudziestu tysięcy za cały cykl pięcioletnich studiów.

 

Egzaminy na moje studia zaoczne wbrew plotkom nie były zwykłą formalnością. Należało wykazać się wiedzą nie gorszą niż tą, wymaganą podczas egzaminów na studia dzienne. Nie zapomnę specjalnej pochwały, jaką otrzymałem przy ogłaszaniu wyników od pani Izy Muchnickiej, wtedy jeszcze magister, nieco później doktor od socjologii. Podczas inauguracji roku akademickiego pierwszego października 1970 roku doznałem miłego szoku. Razem ze mną miała studiować moja ulubiona pani bibliotekarka z Biblioteki Miejskiej w Tomaszowie Maz., Teresa Zalewska. Była to osoba, która razem z niezapomnianą Teresą Gabrysiewicz-Krzysztofik  zaszczepiała we mnie od małego miłość do książek w ogóle, a do literatury pięknej w szczególności. Tego pięknego, słonecznego, październikowego dnia poznałem również Adasia Puto – świetnego tomaszowskiego poetę, którego wiejskie liryki lubił recytować Wojciech Siemion. Zostaliśmy trójką przyjaciół.

 

Trzymaliśmy się razem, bywało, że wspólnie przygotowywaliśmy się do egzaminów. Całej naszej trójce studia szły wyśmienicie, może dlatego, że wykładane przedmioty były nam bliskie i zgłębianie ich tajników było dla nas po prostu frajdą. Nie tylko przez sentyment do starych, dobrych czasów pozwolę sobie wymienić niektóre przedmioty, razem z nazwiskami wykładowców:

 

Kultura muzyczna – doc. dr R. Iżykowski; Organizacja pracy samodzielnej – dr K. Sporny; Wybrane zagadnienia z anatomii, biologii i anatomii (mówiliśmy na to – anatomia) – dr T. Michalski; sztuki plastyczne – dr J. Popławska; Psychologia – dr B. Warzyńska; Pedagogika – dr D. Greulich; Logika – dr Lenkiewicz; Socjologia kultury – dr Z. Bokszański; Etnografia – dr B. Jaworska; Historia kultury – dr F. Bronowski; Historia wychowania – dr Wł. Grabski; Etyka – doc. Dr I. Pawłowska; Dydaktyka – doc. dr R. Polny; Literatura – dr J. Rozental; Pedagogika porównawcza – dr J. Fudali; Film – dr E. Nurczyńska; Teatr – dr A. Kuligowska i dr A. Wieczorek, Polityka kulturalna – prof. E. Podgórska – żeby wymienić prawie wszystkich. Każdy były student zapewne pamięta, że w tamtych młodych latach różnie bywało z miłością do wykładowców. Jednych kochaliśmy bardziej, drugich mniej, niektórych wcale, a byli i tacy, których baliśmy się jak ognia.

 

 

 

Największe przerażenie na pierwszych semestrach budziła anatomia. I miała rację. Prawie każdy podchodził do tego przedmiotu po kilka razy. Ja wypożyczałem sobie od pani mgr Krysiakowej z I LO w Tomaszowie (była moją prelegentką w TWP, więc miałem i „dojście” i śmiałość) potrzebne na daną okazję do wkuwania na pamięć fragmenty oryginalnego kościotrupa z pracowni biologicznej. Nieraz budziły grozę współpasażerów tomaszowskiej komunikacji miejskiej wystające z mojej torby dłoń albo stopa pochodząca ze szkieletu człowieka. W końcu wszyscy zaliczyliśmy i koszmar się skończył. Dodam, że wszystkich szczególików kości i mięśni musieliśmy się wykuć po łacinie. Dzisiaj niestety pamiętam ledwie dwa elementy kości: obojczyk – clavicula i kość krzyżowa – oss sacrum. Najłatwiejsze, bo łatwe do skojarzenia. Ponieważ nasi wykładowcy to byli absolutni fachowcy i naukowcy, czuliśmy do nich niekłamany respekt i nie było mowy o lekceważeniu jakiegokolwiek przedmiotu. Najgorsze były dwie ekonomie, stanowiące dwa odrębne przedmioty do nauczenia oraz do zdania z nich dwóch odrębnych egzaminów – ekonomia polityczna kapitalizmu (ta zła) i ekonomia polityczna socjalizmu (najlepsza). Pierwszą z nich zadałem za pierwszym podejściem, tę drugą jako całkowicie nielogiczną, przez co trudniejszą do nauczenia, bo do pojęcia całkowicie niemożliwą – zdawałem kilka razy.

 

Najbardziej lubiłem przedmiot wykładany przez panią Ewę Nurczyńską. Od zawsze zafascynowany kinem, z zainteresowaniem słuchałem wykładów i żywo dyskutowałem na ćwiczeniach. Egzamin zaliczony na pięć był przyjemnością. Innym „moim”przedmiotem był język angielski. Cóż z tego. Kiedy pilny uczeń pani mgr Marii Suszkowej z II LO w Tomaszowie Maz. zwrócił uwagę osoby wykładającej na zajęciach na UŁ, że przysypia, gdyż wszystko na tym poziomie umie na pamięć, został przepytany podczas przerwy i zwolniony z lektoratu po wstawieniu zaliczenia na cztery. Dosyć przechwałek. Student nie tylko się uczy, student też wypoczywa i bawi się. Bawiłem się Pod Siódemkami, w Smakoszu, w Hotelu Grand, w SPATiF-ie, w Honoratce, w Irenie i w Halce – lubiłem pobawić się nawet w Hali Sportowej na Al. Politechniki, gdzie jeśli nigdzie nie było piwa – to tam było zawsze . A ludzie z Tomaszowa byli wszędzie.

 

Byłem wdzięczny losowi za to, że „skierował” mnie na studia, które dawały wiedzę szczegółowo wdającą się w każdy z aspektów historii kultury. Bardzo wiele tym studiom zawdzięczam, mimo że nie zakończyłem ich tradycyjnym dyplomem magistra.

 

Na seminarium magisterskim u pani dr Lepalczyk wybrałem bliski mi temat.  Zacząłem pisać pracę, kiedy nagle uznałem, że więcej wiedzy na tych studiach już nie zdobędę, wiec po co ja tu w ogóle jeszcze się włóczę. Wszystko mi się odmieniło. Sprowokowałem te zmiany sam.

 

Była głęboka komuna, ludziom żyło się jednakowo, a więc - nijako. Ja chciałem więcej niż ona miała do zaoferowania obywatelowi, czyli każdemu po trochu. To „trochę” było koszmarnie malutkie, więc poszedłem tam, gdzie było go pod dostatkiem. Zostałem, jak wtedy nazywano ludzi interesu – prywaciarzem. Ale to całkiem inna historia.

 

W każdym razie ta szkoła życia nauczyła mnie tyle, ile było mi potrzeba, a nawet trochę więcej. Przez cztery lata moje życie toczyło się w rytm wyjazdów na comiesięczne trzydniówki do Łodzi. Bywało goło, ale zawsze wesoło. Poproszę o komentarz Bazyla, mojego bohatera z „Akademii Politury” – akademii jego życia:

 

„Zaoczne studia pedagogiczne na Uniwersytecie Łódzkim wymagały dyscypliny. Z początku aż paliłem się do nauki. Imponował mi ponowny status studenta, chociaż tylko zaocznego. Ale nie na długo starczyło mi zacięcia. Po czwartym roku zaczęło się seminarium magisterskie. Pisałem pracę o drugim życiu wychowanków zakładu poprawczego. Temat sam wybrałem, bo był mi teraz najbliższy. Jeździłem do Łodzi na comiesięczne sesje. Miałem dużo wolnego czasu. Po zajęciach nie chciało mi się wracać do siedliska złodziei. Korzystałem z wolności.

 

Moi koledzy z ogólniaka porozrzucani byli po różnych uczelniach. Mecenas, Toni i Hammer kończyli inżynierię na politechnice. Szybko nawiązałem z nimi kontakt. Wszyscy mieliśmy zacięcie humanistyczne, a bodaj największe chłopaki z politechniki. Czytaliśmy, co wpadało w ręce, łącznie z krajową prasą społeczno-kulturalną, która się bardzo w tamtych czasach rozrosła. Literatura drugiego obiegu krążyła kanałami. Zaczytywaliśmy się Hłaską, mieliśmy dostęp do wydawnictw paryskiej „Kultury”.

 

 

 

Dyskutowaliśmy w oparach alkoholu, łaziliśmy do kina; nie opuszczaliśmy żadnego filmu podczas słynnych łódzkich „Konfrontacji”. Chłopaki rzadko chodzili na zajęcia. I ja zacząłem chodzić w kratkę, gdyż balangi przeciągały się do rana. Najczęściej zaczynaliśmy od piwa w studenckim klubie przy Piotrkowskiej 77, słynnych „siódemkach” albo jak kto woli „Pod Siódemkami”. Pod wieczór, jak zwykliśmy nazywać północną porę, kupowaliśmy na melinie flaszkę i wracaliśmy na Aleję Politechniki. Tam z różnym skutkiem piliśmy i dyskutowaliśmy, o czym tylko się dało. Częstym tematem była ucieczka z kraju. Nieliczni nasi znajomi już to zrobili. Prawie wszyscy pozostali, bardziej lub mniej oficjalnie, mieli to w planie. Chcieli tylko wytrwać do dyplomów.

 

Moja pozycja była najgorsza. Po „zajęciach”  musiałem wracać do pracy. Byłem jedynym człowiekiem z tego grona wytrwałych koneserów alkoholu, który miał stałą pracę. Zdarzało mi się coraz częściej zapominać o tym obowiązku. Kongo Killer aż siniał ze złości, kiedy przynosiłem mu kolejne zwolnienie lekarskie, wykombinowane od dziewczyn z medycyny. To był dyrektor mojego poprawczaka, człowiek z awansu partyjnego. Ksywę otrzymał w spadku po naj okrutniej szym białym najemniku z byłego Konga Belgijskiego. Na razie nie mógł nic mi zrobić.

 

To Mecenas wymyślił nazwę dla naszego klubu. Kiwaliśmy się kiedyś nad blatem zarzuconym butelkami i stertą tygodników. Wszystko zalane było przeraźliwie śmierdzącą zupą ogonową z torebek, specjalnością błyskawicznych zabiegów kulinarnych Mecenasa. To była jego ulubiona potrawa. Całymi dniami potrafił konsumować to świństwo. Jak zawsze zresztą i wtedy dyskutowaliśmy zażarcie na temat aktualnych wydarzeń politycznych.

 

Mecenas wymyślił, że my wszyscy, razem wzięci, nie mamy pojęcia, o czym mówimy. Cały się zacietrzewił, gdy nam wykładał, że te nasze wymądrzania, to jest zwykła politura. Czyli pobieżna znajomość tematu, zaczerpnięta przez takich jak my jełopów z ogłupiającej lektury komunistycznej prasy. A potem dokonał podsumowania:

 

- Dlaczego żłopiemy wódę, mądrujemy się bez końca, planujemy wielkie rzeczy, zamiast wziąć się do jakichś sensownych działań? Dlaczego udajemy playboyów, chociaż wyglądamy na kloszardów? Nawet studiować nam się nie chce. Prace semestralne kupujemy za pieniądze od pisarzy. Nawet nie chce nam się podrywać panienek, bo wtedy należało by się umyć, ogarnąć i na jakiś czas wytrzeźwieć. O dupach potrafimy tylko gadać. Kto z nas może się pochwalić jakąś stałą panienką? Dlaczego udajemy, że chodzenie z dziewczyną jest rzeczą niemodną, niegodną takich wspaniałych samców, jak my?

 

Okazało się, że nikt rzeczywiście nie miał dziewczyny, tylko ja miałem żonę. Ale żona w tym przypadku nie wchodziła w rachubę. Tym bardziej, że jej zaniedbywanie przeze mnie było dowodem na jego rację.

 

Mecenas katował nas dalej swoją mową niemiłosiernie:

- Całymi wieczorami zadręczamy się myślami, jak by się tu urwać z komuny. Po co? Czy ktoś w tej grupie jest takim idiotą, aby myśleć, że Zachód go odmieni? Że stanie się cud i, jak po machnięciu czarodziejską różdż -ką, z bezwolnych matołów staniemy się błyskotliwymi milionerami? Zapomnijmy o tym. My, całe nasze pokolenie, to zbiorowość straconych degeneratów. I pod każdą szerokością geograficzną będziemy z dumą prezentowali swoją politurę. Tym bardziej bezwartościową, że nie przykrywającą niczego, nawet nagiej prawdy o nas samych.

 

Po przemówieniu wstał, zebrał ze stołu tygodniki „Polityka”, „Literatura”  i „Kultura”, poplamione tą zupą ogonową koloru gówna, i tak zmyślnie złożył ich tytuły, że ujrzeliśmy słowo PO-LIT-URA”.

 

To by była ostatnia prawdziwa szkoła mojego życia, jeśli nie policzyć kilku kursów językowych na emigracji. Ale tak prawdę mówiąc, w Kanadzie było trochę inaczej - to życie dało mi szkołę.

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze. Data dodania artykułu: 29.07.2026 12:42
Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

Karol Nawrocki nadal jest politykiem, któremu Polacy ufają najbardziej. Jednak najważniejsza wiadomość z lipcowego rankingu zaufania IBRiS dla Onetu kryje się nie na pierwszym, lecz na czwartym miejscu. Krzysztof Bosak w ciągu miesiąca zyskał aż 10 punktów procentowych. To sygnał, że Konfederacja przestaje być wyłącznie partią protestu i zaczyna budować własne centrum politycznej grawitacji. Data dodania artykułu: 29.07.2026 11:38
Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

29 lipca prowadzi nas przez sześć stuleci historii: od królewskiego przywileju, który otworzył drogę do rozwoju Łodzi, przez wymarsz Jana III Sobieskiego pod Wiedeń, dramatyczne wezwania poprzedzające Powstanie Warszawskie, aż po śmierć Tomasza Stańki. W muzycznym kalendarzu spotykają się dziś Rush, Elvis Presley, The Beatles, Bob Dylan i The Doors. Tymczasem współczesność dopisuje kolejne rozdziały — w Sejmie, wokół praw obywatelskich i za oceanem, gdzie decyzje amerykańskiego banku centralnego mogą poruszyć światowe rynki. Data dodania artykułu: 29.07.2026 10:48
29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Nie jest to jeszcze społeczne odwrócenie się od Ukrainy ani zgoda na zwycięstwo Rosji. Wyniki badania Opinia24 dla „Polityki” pokazują jednak wyraźnie, że dotychczasowa polityka oparta na niemal bezwarunkowym poparciu dla Kijowa przestała odpowiadać nastrojom znacznej części Polaków. Najwięcej politycznie zyskuje dziś prezydent Karol Nawrocki. Najtrudniejsze zadanie stoi przed rządem, który musi jednocześnie bronić strategicznego sojuszu z Ukrainą i nie lekceważyć społecznego gniewu. Data dodania artykułu: 29.07.2026 09:32
Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Polityczne trzęsienie ziemi w PiS, rezygnacja Mateusza Morawieckiego z kierowania europejskimi konserwatystami, kolejny etap sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz gwałtowne zaostrzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Tak wygląda informacyjny bilans wtorku, 28 lipca. Data dodania artykułu: 28.07.2026 21:36
Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Polecane

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej Data dodania artykułu: Dzisiaj, 13:14 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Desant na Zalewie Sulejowskim. Terytorialsi ćwiczyli działania na wodzie i w trudnym terenie Kinkiet ścienny - praktyczne światło czy tylko dekoracja? Druga odsłona Letniej Sceny Młodych. Galeria Tomaszów znów zabrzmiała muzyką lokalnych talentów Czwartek niemal bezchmurny. Upał do 36 stopni, w piątek możliwe burze Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze Mieszkanie za 1% wartości? Gdzie w Polsce miasta sprzedają lokale za grosze? Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Kościół św. Małgorzaty w Kiernozi odzyskuje blask. W murach zapisały się wieki historii Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: czyli pochwalasz łamanie prawa... Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Ciekawe na jakiej podstawie zatrzymali motocyklistę skoro jest brak identyfikacji pojazdu gdyż motocykl nie posiada tablicy rej, z przodu ja bym nie przyjął mandatu bo z jakiej odległości namierzali jakim sprzętem czy było zrobione zdjęcie ? Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: ;) Treść komentarza: Pana Zdonka też kiedyś przyjął Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Treść komentarza: Poprzedni zarabiał 5000tys z funkcji dyrektora plus robił jako lekarz jeden i jedyny w całym ośrodku Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Na zdjęciu powyżej widać czterech społecznych i samorządowych (jeden parlamentarny), totalnych szkodników. Gęby tych pajaców zawsze mnie wkur...ą. Wkur....a mnie również to, że to towarzystwo spod ciemnej gwiazdy bezkarnie sobie hasa, a zarówno wyborcy jak i większość radnych na to im pozwala. Instytucjom i spółkom samorządowym się nie dziwię, bo tam siedzi większość tzw. "swoich", posadzonych przez tych społecznych szkodników. Natomiast pozostali radny?! Co wy, ku..a odwalacie?! Przecież, podobno, jesteście przedstawicielami swoich wyborców - baranie łby!!! Zapomnieliście o tym - totalne cymbały?! I z czystym sumieniem chodzicie spokojnie spać ?! Źródło komentarza: "Zabijcie ich wszystkich!" Autor komentarza: Krasnal Treść komentarza: Ile w takim ,,Byndkowie" dyrektor wyciągnie? Jakieś fajne pieniążki czy raczej dodatek do innych składowych tego gwiazdora? Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 325

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 325

Cena: Do negocjacji Z pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż gratisNa zdjęciu: Łóżko PB 325 w kolorze buk, z płytą osłaniającą napęd łóżka. Akcesoria: szafka Rubens 1 w kolorze buk.Ekonomiczne łóżko PB 325 wyróżnia się lekką konstrukcją przy zachowaniu wszystkich funkcji i wymogów nowoczesnego łóżka do opieki długoterminowej. Model ten sprawdza się doskonale zarówno w środowisku domowym jak i placówkach opiekuńczych. Z uwagi na szczególne parametry, łóżko to również idealnie wpisuje się w oczekiwania wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego.DETALE PRODUKTU:1. Dopuszczalne obciążenie 200 kg4. System napędowy Linak2. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji5. Dodatkowa regulacja za pomocą rastomatu (opcja)3. Solidne koło z hamulcem6. Osłona frontu (opcja) OPCJE:zmiana wypełnienia leża • zmiana długości leża • funkcja TrendelenburgaPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze200 kgMaksymalna waga użytkownika165 kgRegulacja wysokości leża:od 40 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:218 × 102 cmCiężar całkowity:87,0 kgKółka jezdne:100 mm z hamulcem FUNKCJE ŁÓŻKA REHABILITACYJNEGODO POBRANIA: Karta produktu [PDF]

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama