Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 11 sierpnia 2026 01:27
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Z Tomaszowa do Piotrkowa oczami Emilii Topas-Berensztajn

Dawniej podróże wyglądały zupełnie inaczej niż w czasach obecnych. Prymitywne z perspektywy naszych czasów środki lokomocji podążające po nieprzyjaznych często szlakach umożliwiały jednak dokładniejszą obserwację otoczenia. 100 lat temu podróżny niemal zaglądał na ludzkie podwórka, oglądał domy, zabudowania gospodarskie, „dotykał” wzrokiem przydrożnych kapliczek, drzew, podziwiał kościoły i dumał nad codziennym życiem spotkanych mieszkańców.
 
W pierwszej połowie maja 1900 r. w taką oto podróż z Tomaszowa do Piotrkowa udała się Emilia Topas-Bernsztajnowa, znany ówcześnie społecznik, właścicielka księgarni i biblioteki w Tomaszowie. Swoimi spostrzeżeniami i barwnym, choć nierzadko kreślonym w szarej tonacji opisem otoczenia podzieliła się z czytelnikami wydawanego w Piotrkowie czasopisma „Tydzień” (nr 21 i 22 z 27 maja i 3 czerwca 1900 r.), przez co możemy poznać dawny wygląd miejscowości leżących na szlaku jej podróży.
 
Swój opis zaczęła o odzachodnich granic Tomaszowa:
 
U zachodniego skraju miasta, tu gdzie szosa pomiędzy dwiema ścianami młodego zagajnika skręca w prawo, grunt podnosi się nieznacznie. Przed laty, aż do tego miejsca nie widać było nic, jeno gąszcz jeden puszczy niebotycznej. Dziś ledwo o tem sterczący gdzieniegdzie pień zaświadczy. Miejsce lasu aż po pierwszy wiorstownik [wł. wiorsta – niemetryczna rosyjska miara długości po 1835 r. równa 1066,78 m. – przyp. red.] zajęły pola, kartofliska, albo i czarny smutny ugór. Droga wciąż lekko idzie pod górę, aż dopóki koła nie zadudnią po porządnym dość długim moście wiszącym nad krętym strumieniem, jednym z dopływów Wolborki, toczącym się leniwo w zarosłem trzciną i łopianem łożysku [obecnie w tym miejscu znajduje się niebieski nitowany most – przyp. red.]. Za mostem, z falisto położonych gruntów, wieś Zawada długim szeregiem chałup patrzy z góry na drogę, biegnącą u stóp jej równą liniją ku Chorzęcinowi. Chałupy ciągną się 2½ wiorstowym sznurem począwszy od Niebrowa, a wszystkie one mają wygląd porządny, dostatni. Wiele między niemi nowych, z cegły stawianych, o porządnych choć nie dużych okienkach, z pachnącą geraniją, lub białą i różową pelargoniją. Miłe jednak wrażenie pierzcha, o ile wzrok podniesieniem ku dachom: wszystkie one bowiem, nawet na chałupach murowanych, słomą szyte. Dreszcz grozy wstrząsa nerwami na myśl, jakie jedna drobna iskierka wnieść może zniszczenie w one ciche siedziby. U początku wsi, wprost chałup, młody zagajnik. Dalej nieco, uśmiecha się oku wesoło, zielona, niby aksamitna ruń pól gospodarskich; tylko że wszystkie one na małe pokrajane szmatki, lichemi ogrodzone opłotkami, wyglądają jak uwięzione. Że też człowiek zepsuć musi zawsze robotę natury!.. Na opłotkach mienią się w słońcu kolorowe chusty, przez baby porozwieszane, gdzieniegdzie przed chałupą kilka drzew starych, dziwem nie wyrąbanych, ogrodził gospodarz i ma cień przed zagrodą.
 
Zawadzie, która niewątpliwie zafascynowała Berensztajnową, poświęciła dużo miejsca, cofając się także do jej historii, mówiąc o jej wybitnej roli w fabrycznej historii Tomaszowa i jej późniejszym upadku:
 
Z 82 domków sukienniczych jedne porozpadały się same, inne rozebrała na opał bezwzględna ręka nędzy. Fundamenta pod kościół rozsypały się w gruzy, ogrody spacerowe chwastem zarosły, zdziczały, w końcu znikły bez śladu. W jednej tylko dolince, pod resztkami niewyrąbanego lasu, parę krzaczków, róż zdziczałych, sterczy po dziś dzień, jakby na świadectwo lepszej, minionej dawno przeszłości. Dawnej Zawady ni śladu. Las legł pod toporem, a w miejscu gdzie stare dęby i sosny dumnemi szczyty tonęły w obłokach, dziś tkwią sztywne słupy telefoniczne, łączące Zawadę z Ujazdem […], dalej nabytek nowej doby, młyn parowy czerwieni się z po za drzew.
 
Kolejnym etapem podróży był Chorzęcin, wieś leżąca obecnie na granicy powiatu tomaszowskiego i piotrkowskiego, która jak przypomina Berensztajnowa była „kolebką” Tomaszowa. Opisuje ją tak:
 
Podobna długim sznurem chałup do Zawady, tylko o wiele mniejsza, milsze od tej ostatniej robi wrażenie tem, że przed każdą prawie chałupą mieści się ogródek, mieniący się czerwonemi i lila georginijami, żółtemi słonecznikami i t. p. Ale co uderza oko tak tu jak w Zawadzie, a szczególnie w tej pierwszej, to na ścianach większości chat porobione wapnem ozdoby: okrągłe niby gomułki, na jednych świeże zupełnie, na innych pozamazywane, jakby poprzekreślane. I istotnie poprzekreślane. Gomułki owe bowiem mają oznaczać, że w chałupie jest jedna lub więcej „dzieuch” do wzięcia; pozamazywane – ostrzegają konkurentów, że tu gospodarskie córki już „żeniate”. Chałup murowanych tu niewiele; tylko karczma z cegły stawiana. Zawada wogóle od Chorzęcina bogatszy ma wygląd. W końcu wsi, na skręcie drogi, na wzgórku za murowanym parkanem o żelaznej kracie, wznosi się bardzo ładny kościołek z gotyckiemi wieżyczkami i murowaną dzwonnicą, ukończony w r. 1893. […]Ostaje od kościoła cmentarz, opasany od frontu murowanym parkanem, zaś tylna i boczna część niby wałem z kamienia; z po za niego góruje wysoko kapliczka, wyglądają czubki grobowców i krzyżów.
 
Kościół w Chorzęcinie musiał bardzo spodobać się Berensztajnowej, bo dość dokładnie opisała jego bogate i jak mówiła, piękne wnętrze. Jadąc od strony Chorzęcina w kierunku Wolborza, pierwszą napotkaną przez Berensztajnową miejscowością ówczesnej gminy Bogusławice była wieś Krzykowice, którą nazwała tak jak mówili miejscowi, czyli „Ścikowice”. Samej wiosce nie poświęciła dużo miejsca:
 
O jakie półtorej wiorsty od Chorzęcina, rozsypała się po obu stronach szosy wioska Ścikowice o 10 dymach, niczem się nie różniąca od innych takich małych siedzib.
 
 
Bardziej zafascynowały ją lokalne „ciekawostki” oraz walory przyrodnicze podwolborskiej okolicy, które opisała niezwykle obrazowo:
 
Od Ścikowic droga jednostajna, płaska, pusta, aż do kaplicy, którą już na drodze ku Wolborzowi wystawił chłop tamtejszy Łaski, zbogaciwszy się w Warszawie. Dawniej w miejscu tem była gospoda „Wesoła” [w księgach ludności stałej z 1845 jest rzeczywiście mowa o drewnianej karczmie w Krzykowicach – przyp. red.]. W bliskości kaplicy całe obszary końskiego zębu [odmiana kukurydzy o wydłużonych ziarnach – przyp. red.] tak wysokiego, że dobrze się w nim schowa koń z jeźdźcem. Dalej trochę, na lewo, na pagórkowatej przestrzeni, masa jakby w ziemię powtykanych rózeczek: „gdy nie będzie nas, będzie z tego las”. Wokół pusto, głucho. W prawo i w lewo, na nieużytkach, nad płachtami żółtego piasku, zielenią się gdzieniegdzie, oazom na pustyni podobne, spiczaste kępki jałowcu, to znowu skrzy się w słońcu wielki kwadrat łubinu, lub czerni świeżo zorane poletko. W dali niebieszczeje las, a na jego tle, zależny od kaprysów wiatru, to wolniej, to szybciej wymachuje śmigami wiatrak z rozpaczliwemi ruchami rąk wzywających pomocy. A wkoło pusta, zabójczo jednostajna płaszczyzna. Aż znowu stajesz nad Wolbórką. Kapryśnica coraz to inną na siebie bierze postać: to płynie równym, spokojnym ruczajem, to wrzyna się wazką strużką między wał zieleni, to znów szklistą taflą rozlewa się szeroko. Pod miastem rwący jej potok obraca wielkie koło młyńskie i tak figluje wciąż na paromilowej przestrzeni […].    
 
W tym zachwycie pięknem przyrody, Berensztajnowa stanęła w końcu u bram podupadłego (po odebraniu niecałe 40 lat wcześniej praw miejskich) i zniszczonego (m.in. wskutek wielkiej powodzi z 1893 r. która zalała m.in. cały rynek oraz częstych pożarów) Wolborza. Zubożenie wsi, którą mimo wszystko nazywa miasteczkiem, zauważyła tomaszowianka, pisząc:
 
Minąwszy most, wehikuł w istnych konwulsyjach niesie cię po niemożliwym bruku wązkiej żydowskiej uliczki [ulica Warszawska – przyp. red.]. I oto ów Wolbórz, po którym stąpały pierwsze powagi kraju, świeckie i duchowne, woła do ciebie swemi dwoma rzędami chałupek biało otynkowanych, o kilku koślawych schodkach ułożonych z brukowców: „sic transit gloria mundi”! Najpokaźniejszy – to domek rabina z czerwonej cegły; wprost niego i sklepik z wiktuałami, brudny, cuchnący, herbaciarnia i traktyjernia zarazem. W dalszym ciągu szyja ulicy jeszcze się zwęża, a u jej wylotu ukazuje się duży czworobok: rynek. Domki tu już porządniejsze, murowane, niektóre nawet z ganeczkami, sąd, bardzo ładny domek z balkonikiem, gdzie mieści się apteka i mieszka doktór.  Pośrodku rynku kościół. Obszerny, czworograniasty, wcale z zewnątrz imponującego nie robi wrażenia. Biało otynkowany, przysadzisty, ze swemi okratowanemi, nieproporcyjonalnie wielkiemi oknami, wygląda raczej na urząd jakiś lub coś w tym rodzaju, niż na świątynię. Miedzią jedynie pokryte wieże dodają mu powagi. 
 
Wnętrze kościoła opisuje z umiarkowaną fascynacją, choć mówi o wielu cennych obrazach. Opisując rynek pisze m.in. o ruinach zamku i widoku na cmentarz leżący na wzniesieniu pod Bogusławicami:
Naprzeciw kościoła plebanija. Przed trzydziestu laty, stał tu jeszcze obok niewielki, ale piękny ratusz w gotyckim stylu, z wysoką wieżycą; dziś z poza kościoła sterczą jego zwaliska, mchami i zielskiem porosłe, wisząc niby ogród Semiramidy nad zapadłemi piwnicami i lochami więziennemi. Nieopodal, na wzgórzu cmentarz, ze staruszką pochyloną kapliczką, z nieregularnie jakby przypadkowo porozrzucanemi grobami.
 
Minąwszy rynek Berensztajnowa widzi początek ulicy Piotrkowskiej (dzisiejsza ulica Modrzewskiego), którą dojeżdża do granic Wolborza (sznur domów w kończył się wtedy na wysokości dzisiejszej ulicy Sportowej):
 
W drugiej części miasteczka domki już porządniejsze, wszystkie prawie murowane, bruk tylko taki sam marny. Z miasta wjeżdżasz w aleję lip starych, po za któremi z jednej strony, z poza kępy zieleni, błyska lustrzanemi szybami domek maleńki, samotny. Temu to podobno domkowi zawdzięczamy doskonałą szosę tutejszą. Kiedy bowiem wpływowa jakaś gruba ryba, jeżdżąc w częste odwiedziny do zamieszkałej tam piękności, utknęła raz nosem w błocie, wytężyła nareszcie usilne swe starania w kierunku „dobra publicznego”.
 
Berensztajnowa opisała ówczesny wygląd oddalonego nieco od osady Pałacu Biskupów Kujawskich, w którym mieściły się od połowy XIX w. koszary wojskowe, przez co był on bardzo zdewastowany:
 
Na lewo od owej lipowej alei widnieje pałac biskupi z 365 oknami, symbolami dni w roku, 52 kominami – tygodni, i 12 bramami – miesięcy. Dawna rezydencyja książąt kościoła niczem na zewnątrz nie przypomina minionej ongi świetności. Widzisz tylko przejeżdżając, ciężki żółty budynek z pawilonami, o niezliczonej ilości okien, nie imponujący ani położeniem, ani architekturą, nie wyglądający też na takiego, jakim jest, starca. Ząb czasu oszczędził mury, nad któremi przepłynęły wieki; wewnątrz jednak ani cienia już dawnego blasku, wspaniałych makat, misternych sprzętów i t. p.
 
Mijając Wolbórz zdobywa się jeszcze na refleksję:
 
Ani się śni dzisiejszym mieszkańcom Wolborza, przeważnie biednym żydkom handlarzom, że stąpają przed wieki wydeptanemi śladami najpierwszych luminarzy kraju.
 
 
Zmierzając konsekwentnie w kierunku Piotrkowa nie zatrzymuje na dłużej swoich myśli przy kolejnych miejscowościach, jakby wystarczyło jej to co zdążyła już zobaczyć. Dalsza drogę, aż do wrót miasta opisuje bardzo skrótowo:
 
Za krzyżem, starością omszałym, ukryta w gąszczu drzew, rozsypała się we dwa rzędy mała wioseczka Polichno. Dalej już tylko całe obszary łubinu i gryki, i znów na prawo mała wioseczka Harczówka, za nią lasek z jednej, zagajnik z drugiej strony. Dalej jeszcze, na wiorstowej przestrzeni pusta poręba, z ustawionemi na niej siągami z odzimków [odzimek – dolna, nie mająca gałęzi część pnia drzewa – przyp. red.], i znowu płaszczyzna, pola i łąki, wśród których gdzieniegdzie mignie tylko grusza, sierota samotna w szczerem polu. Na prawo po za polami wieś Meszcze. To podobno jakiś niemiec-kolonista zdefigurował tak „miejsce”.
 
Dzisiejsza wieś Polichno jest znacznie bardziej rozbudowana niż na pod koniec XIX w. Dawniej leżała jedynie po lewej stronu dzisiejszej S8. Jeśli chodzi o wymienioną przez Berensztajnową nazwę Harczówka, to sprawa jest dość tajemnicza. Najprawdopodobniej była to nazwa używana jedynie potocznie, ponieważ poza tą publikacją nigdzie nie jest notowana. Prawdopodobnie chodziło o fragment wsi Proszenie.
 
Podróż tomaszowianki dobiega tymczasem powoli do końca. Kolejny opis dotyczy terenów leżących bezpośrednio pod miastem: zalewanych dość często łąk, dzisiejszego Lasu Wolborskiego i słabo zabudowanej jeszcze ulicy Wolborskiej.
 
Dzisiejszy wygląd opisywanej okolicy znacznie odbiega od tego co widziała Berensztajnowa. Wsie są nieporównywalnie bogatsze, a Wolbórz, który od niedawna ponownie jest miastem, rozwija się coraz szybciej.

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Nilu 09.03.2017 23:06
To wcześniej ktoś porównywał . O zabużanach wiem z doświadczenia .

Porównwnie 09.03.2017 20:03
słabe bo eksterminacji Żydów dokonali Niemcy. Ci którym udało się przeżyć w większości sprzedawali majatek i wyjeżdżali. Jeśli nie było właścicieli lub spadkobierców to przejęło je państwo. Polaków wypędzono z ich własnych domów. Poczytaj trochę jak "zabużanie" byli szczęśliwi, że każą im zostawiać groby przodków i własną ziemię. Co do majątku żydowskiegoCo ciekawe po 70 latach pojawiają się "spadkobiercy" tych, którzy zginęli podczas wojny i roszczą sobie prawa do wtedy opuszczonego majątku. Inna sprawa to własność gmin wyznaniowych. Do działającej od 1997 r. Komisji Regulacyjnej ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich wpłynęły w sumie 5544 wnioski. Komisja wszczęła 5504 postępowania. Do 2015 r. Komisja zakończyła ponad 2,5 tys. postępowań. 655 spraw zakończono ugodą; 477 - uwzględnieniem wniosku; 955 - umorzeniem postępowania; 431 - oddaleniem wniosku; 80 - nieuzgodnieniem orzeczenia. 54 postępowania zawieszono. Jak podawał w 2015 r. sekretarz Komisji, zawarte ugody przewidują dla gmin żydowskich rekompensaty w łącznej wysokości ok. 28 mln zł. Ponadto przyznano wnioskodawcom ponad 56 mln zł odszkodowań.(PAP) A tak z ciekawości jakie odszkodowanie dostali Palestyńczycy od Izraela za swoje ziemie zabrane podczas wojen 1949-73?

Nilu 07.03.2017 11:09
Milionów Żydów nie ma , ale ich majątki zostały . Co tutaj udowadniać ?

Na 07.03.2017 11:44
wschodzie milionów Polaków nie ma, a majątki pozostały. Co tutaj udowadniać?

Nilu 07.03.2017 13:17
Ci ze wschodu przejęli majątki pozostawione przez Niemców , które zdecydowanie w lepszym stanie były jak te pozostawione na wschodzie . A w tym przypadku chodzi o Żydów , których majątki zostały przez Polaków przejęte i nie można powiedzieć , że wszyscy Żydzi posiadali je nielegalnie . Setki lat żyli w Polsce , mieli sklepy ,gospody , fabryki ,byli pracownikami . Wszystko to zostało . Po co to zakłamanie ?

... 07.03.2017 13:04
Pytanie jak "zgromadzone" majątki

PJL 09.01.2013 14:51
Zdjęcia pochodzą prawdopodobnie z 1914 r. Pierwsze przedstawia most na Wolbórce widziany od strony Bogusławic, drugie to widok dzisiejszej ulicy Warszawskiej (niektóre z tych starych domków możliwe że jeszcze stoją)

pAULUS 09.01.2013 11:23
Co przedstawiają zdjecia?

kiki 09.01.2013 07:21
Ale jaja !...okazuje się,że to co było polskie dziwnym trafem stawało się żydowskie. Qrde...nawet i Wolbórz,najbardziej miasto polskie zrobiło się żydowskie....a co się stało z Polakami ?...

LSPR24 07.03.2017 00:19
no żydowskie inwentaryzowanie własności zaczyna się zawsze tam gdy to oni byli już posiadaczami. Gdy dopytujesz - czyje to było wcześniej to jesteś antysemitą... Ale i to przestaje już Polaków krępować. Mam nadzieje, że przynajmniej ta śmiałość do badania własnej przeszłości pozostanie po PiSie. Pewnie nie zawsze i nie wszędzie, ale biorąc pod uwagę jak niewielu było żydowskich robotników czy chłopów na terenach które potem weszły w skład II RP, no to można się spodziewać, że były to żydowskie przejęcia, które dziś albo uznawane są za nieetyczne, albo wręcz nielegalne. Prostackim wydaje się pytanie: kto kogo okradł, no ale ono już padło. Niedawno wydana była książka opisująca "polską grabież" po Soah - "Klucze i kasa" Wydało go prywatne wydawnictwo czym w istocie jest STOWARZYSZENIE Centrum Badań nad Zagładą Żydów ( w odróżnieniu od jednostki badawczej o tej samej nazwie działające w ramach PANu), więc sama akademia się pod tym nie podpisała (dlaczego?) Jest to zbiór relacji, w większości nie opatrzonej żadnym komentarzem, gdzie autorzy lamentują jak to Polacy ich cynicznie wykorzystywali. Jeśli już ukrywali podczas niemieckiej okupacji (jakby to było obowiązkiem, przymierającej głodem chłopskiej rodziny :) ale zostawmy to na razie ), jeśli już ukrywali to tylko przeliczając ryzyko denuncjacji na możliwość szybkiego dorobienia się. Zero faktów tylko lament i pomstowanie. Czyli oral history (opieranie relacji wyłącznie na opowieściach) - za którą przecież nie tak dawno linczowano Pawła Zyzaka (szczęśliwie już doktora, który swą magisterkę śmiał poświęcić relacjom otoczenia Lecha Wałęsy z czasów Popowa <wieś w której Wałęsa mieszkał i gdzie miał - wg Zyzaka - mieć nieślubne dziecko) Także badajmy własną historie jak najwnikliwiej i jak najszybciej, bo zrobią to za nas inni. I pod siebie.

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości jak kadry z kilku różnych filmów rozgrywających się jednocześnie. Donald Trump zaostrza retorykę wobec Iranu, Rosja zwiększa produkcję rakiet, w Moskwie ludzie wychodzą przed Sąd Najwyższy w obronie opozycji, a w Kolumbii ratownicy przeszukują ruiny po potężnym trzęsieniu ziemi. W Polsce mowa przede wszystkim o kolejnych miliardach z KPO, finansach partii politycznych i postępowaniu dotyczącym pomocy dla powodzian. Oto najważniejsze informacje poniedziałku. Data dodania artykułu: 10.08.2026 22:10
Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Plac Piłsudskiego po raz kolejny stał się sceną dramatu, w którym pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej spotkała się z najbardziej gorącym językiem bieżącej polityki. Jarosław Kaczyński uznał słabe notowania gabinetu Donalda Tuska za zapowiedź zmiany władzy. Mówił o tworzeniu nowych instytucji, zatrzymaniach i surowych karach. Najdalej poszedł jednak w sprawie Smoleńska, przekonując o rosyjskiej zbrodni i możliwym udziale polskich współpracowników. To pozostaje tezą prezesa PiS, a nie ustaleniem prawomocnego wyroku ani zakończonego śledztwa. Data dodania artykułu: 10.08.2026 13:07
Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

W pierwszym półroczu 2026 roku liczba ujawnionych kradzieży sklepowych spadła niemal o jedną piątą. Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra wiadomość. Statystyka ma jednak konstrukcję dobrego kryminału: najważniejszy szczegół pojawia się dopiero w drugim akcie. Ubywa przede wszystkim drobnych wykroczeń, podczas gdy liczba poważniejszych czynów maleje znacznie wolniej. Problem nie tyle znika, ile zmienia swoją twarz. Data dodania artykułu: 10.08.2026 09:22
Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Historia 10 sierpnia nie mówi jednym głosem. Raz trzaska ogniem nad Wawelem, innym razem szepcze z kart Jerzego Pilcha i Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Potrafi zabrzmieć fletem Iana Andersona, soulowym głosem Roberty Flack, ale też hukiem niemieckich pocisków nad powstańczą Warszawą. Data dodania artykułu: 10.08.2026 08:45
10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Sobota, 8 sierpnia 2026 roku, to 220. dzień roku. Imieniny obchodzą dziś Dominik, Esmeralda, Jan, Joanna i Sylwiusz. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 5.14, a zachodzi około 20.19. Data dodania artykułu: 08.08.2026 08:43
8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Polecane

Ostatni tydzień letnich ślizgawek. W sierpniu można jeszcze wskoczyć na lód Sportowy poniedziałek: Schilder ze złotem, Kuchta w Legii i mocny front przeciw FIFA Wybuch gazu na Zawadzkiej pod lupą prokuratury. Biegły zbada przyczynę, w tle kara do 10 lat Akcja „Prędkość” w powiecie tomaszowskim. 99 przypadków przekroczenia limitu Jazz nad Zalewem Sulejowskim i łemkowskie brzmienia w regionie PILNE. Zaginął 37-letni Michał Szczepaniak z Tomaszowa. Policja prosi o pomoc 33 stopnie, potem grad i wiatr do 80 km/h. IMGW ostrzega Tomaszów i powiat Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł? 10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale Ponad 100 osób odwiedziło tomaszowską porodówkę. Oddział, który odzyskał zaufanie pacjentek „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Największym problemem nie musi być samo 58 procent
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Ten materiał powyżej dosyć szczegółowo i fachowo pokazuje, że ta spółdzielnia, to firma, która bardzo łatwo może stać się zwykła mafią, decydującą o losach ludzi, będących członkami tej spółdzielczej mafii. I rzeczywiście, ten stołek prezesa i szefa rady nadzorczej, tak "na oko", nie wydają się najważniejsze, jednak, tak, jak w każdej mafii, to są najważniejsze stołki, bo te stołki kierują tym mafijnym procederem wykorzystywania informacji o ludziach ze spółdzielni. Stad wzięła się i nadal trwa burza o szefostwo w tej spółdzielczej mafii. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Opiekun Treść komentarza: A z innej beczki. Musiałem z tatą - mającym problem z poruszaniem się, udać się do jednej z poradni przy TCZ. Aby do niej dojść, musieliśmy przejć przez mocno zniszczony plac ( między innymi wyrwy w płytach chodnikowych). Dla mojego taty, było to arcytrudne i od budki przy bramie, do drzwi - trwało z przerwami, około 15 minut. No i przy drzwiach wyrwana klamka i karteczka z napisem, że remont, a wejście drzwiami głównymi do szpitala. Kolejne około 15 minut w drugą stronę i niebotyczne zmęczenie osoby chorej i opiekuna. Z pomocy tych poradni raczej nie korzystają ludzie zdrowi, często są to pacjenci neurologiczni, ortopedyczni z urazami kończyn. Czy naprawdę trzeba uświadamiać ludzi odpowiedzialnych, za to że konieczne jest oznakowanie od strony bramy i furtki którędy teraz wiedzie droga do określonych poradni? Po wejściu na hol główny to samo. Nikogo w punkcie informacyjnym, rozumiem, że może pani poszła do toalety, ma prawo. Tylko nie każdy zna od lewa do prawa topografię szpitala, wystarczyłyby oznaczenia przyklejone na ścianach... Wydrukowanie czarnym tuszem i ofoliowanie kilku kartek, nie będzie finansowym gwoździem do trumny, już i tak zadłużonego szpitala, a zdecydowanie pomoże osobom chorym. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jak czytam tego gniota powyżej, to scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni. Ten materiał powyżej, to, co to, do kur.. nędzy, jest?! Publiczna scysja pomiędzy p. Strzępkiem i pozostałymi podmiotami tzw. "służby zdrowia" czy może to jest jakiekolwiek wyjaśniania dla zwykłych ludzi, którzy są zainteresowania takimi sytuacjami - co ?! Szanowna Redakcjo: nie traktujcie Waszych Czytelników jak zwykłych debili!!! Ten materiał powyżej, to jest zwykły bełkot, które nic nam nie wyjaśnia. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Wpisy tej dziewuchy z dnia 06.08.2026 r. z następujących godzin: 17:06, 17:10, 17:15, 17:42, 17:48. Dziewczyno: te Twoje wpisy, to jedna , wielka kakofonia, czy pomieszanie z poplątaniem, a inaczej: syf, kiła i mogiła. Mam wątpliwości, czy Ty sama siebie zrozumiesz z tych swoich wpisów. A może ktoś Cię wcześniej skrzywdził, albo po prostu Ci nie dogodził - co? Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jest godzina 20:53. Wychodzi na to, że to moje głosowanie (powyżej) na zadane pytanie, to jest to dotychczas jedyny oddany głos i dlatego po moim głosie napisano 100% głosów. Konkluzja jest taka: te wszystkie sondaże można potłuc o kant dupy. Ja jestem zdecydowanym prawicowcem, a ponadto zdecydowanym wrogiem ryżowatych niemców, którzy udają premierów Polski, a zostali wysłani przez potomków hitlera, aby razem z ukraińskimi żydami utopić Polskę i Polaków. Wobec tego, mój głos na zapytanie powyżej nic nie znaczy, bo za moment zgłosi się stu wielbicieli ryżego donka i wówczas mój jedyny głos przeciwny będzie stanowił zaledwie 1%. Źródło komentarza: Największym problemem nie musi być samo 58 procent Autor komentarza: Ekspert specjalista Treść komentarza: Ci panowie co to ich się tutaj górnolotnie nazywa "DJ-ami" to najwyżej "CJ-e". Różnica w literkach drobna, ale w znaczeniu - kolosalna. Ani jeden ani drugi "grajek" nie jest "DJ"-em, nigdy nim nie był i prawdopodobnie nie będzie bo oni nie mają ZIELONEGO pojęcia jak się beaty klei :D NIE MAJĄ ZIE-LO-NE-GO pojęcia. I spoko. Nie muszą, dziś ze sprzęu dla "sidżejów" imprezę zagra nawet tresowana ameba albo inna nibynóżka. Dlatego uprzejmie proszę o zmianę tekstu - nie "DJ", a "CJ" Źródło komentarza: Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama