Semirunnij jest jedną z największych nadziei medalowych biało-czerwonych, obok rywalizujących w tej samej dyscyplinie sprinterów Damiana Żurka i Kai Ziomek-Nogal oraz snowboardzistki Aleksandry Król-Walas. Dobrą formę potwierdził już w tym sezonie, osiągając jeden z najlepszych w historii wyników na 10 000 m (12.28,05), zaledwie 2,36 s od rekordu świata, a także stając na podium mistrzostw Europy na 1500 i 5000 m.
Na tym ostatnim dystansie kwalifikacji olimpijskiej nie uzyskał, ale nie traci nadziei.
Dalej czekam, jestem pierwszym rezerwowym, dalej w to wierzę. Jak mi ktoś powie nawet dzień przed, że startuję, to jestem gotowy - zapewnił w czasie ceremonii wręczenia nominacji i złożenia ślubowania olimpijskiego. Przyznał jednocześnie, że wolałby dowiedzieć się wcześniej, bo wtedy zdążyłby jeszcze wraz z trenerem dostosować trening pod ten dystans.
Urodzony w Rosji 23-letni panczenista pod polską flagą startował już w poprzednim sezonie, ale wtedy jeszcze nie miał obywatelstwa i nie był pewny startu w igrzyskach. Stosowne dokumenty otrzymał w sierpniu.
To znaczy dla mnie wszystko. Polska dała mi możliwość startować, a to, co ja mogę zrobić dla Polski, to zdobywać medale i śpiewać hymn - oświadczył.
Przyznał, że na razie nie odczuwa żadnej tremy w związku z nadchodzącymi najważniejszymi startami w jego dotychczasowej karierze. „Przedolimpijski luz” pomaga mu skupić się na przygotowaniach i swoich celach, a te należą do najambitniejszych z możliwych.
Jadę walczyć o medal, na pewno złoty, bo patrząc na czasy w tym sezonie - mam najlepszy. 10 000 m to jest mój ulubiony dystans. Jest nas pięciu czy sześciu, którzy mają bardzo podobne wyniki, i wszyscy możemy walczyć o medale. Ale ja nie jestem zależny od innych, tylko od tego, co zrobię sam. Na 1500 wszystko będzie zależeć od jakości lodu - im szybszy, tym moje szanse są mniejsze. Nie czuję się super pewnie na szybkich rundach. Moja technika lepiej pasuje na wolny lód. Podobno ten w Mediolanie będzie podobny do tego w Tomaszowie Mazowieckim, podobny ma być też promień łuku, a to dobrze wróży - analizował.
Po ślubowaniu, jeszcze w piątek, reprezentacja Polski uda się już do Włoch, gdzie 6 lutego odbędzie się ceremonia otwarcia igrzysk.
Już jutro po południu wchodzimy na lód. Fajnie, że od razu będzie można go wypróbować. Największa praca już jednak została zrobiona, teraz chodzi tylko o to, żeby złapać czucie lodu i po prostu bawić się, cieszyć tym, co robię - powiedział Semirunnij.
Igrzyska w północnych Włoszech potrwają do 22 lutego. (PAP)































































Napisz komentarz
Komentarze