Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:46
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Kambodża (Siem Reap/Preah Vihear) - Wahadłowy poślizg, bazy wojskowe i świątynia na wzgórzu

Na zrobienie 300 kilometrów dałem sobie dwa dni. Dzięki znalezieniu się we właściwym miejscu we właściwym czasie, udało mi się zrobić ponad 500 kilometrów i zobaczyć trudno dostępne autostopem miejsca. Początkowym celem było Siem Reap. Dojechałem, zaliczając wielki, wahadłowy poślizg

 

- Wiesz. Jako żołnierz, zarabiam 100 dolarów miesięcznie....

 

.... Kiedy to usłyszałem, wyobraziłem sobie, co mogło znajdować się w bagażniku srebrnej, połyskującej Toyoty Camry, kiedy przekraczaliśmy zieloną, lecz pilnie strzeżoną, granicę z Tajlandią. Szczerze mówiąc, ani mnie to specjalnie nie interesowało, ani nie zadawałem jakichś namolnych pytań ani nie próbowałem martwić się na zapas. Czułem dziwny spokój, wzmagany ciekawością dalszego biegu wydarzeń i myślą, że gdybym zdecydował się na autobus, w życiu taka sytuacja by mnie nie spotkała.

 

Kiedy opuszczałem Phnom Penh trochę się zastanawiałem, jak mógłby wyglądać autostop w Kambodży. Obrałem sobie więc bardzo łatwy cel - byłą stolicę Imperium Khmerskiego, Siem Rieap. Obecne miasto stołeczne, okazało się być tak małe, że bez problemu, na piechotę, wdreptałem na właściwą ścieżkę. Nie wyobrażałbym sobie tego zrobić chociażby w Łodzi, która nigdy koło stolicy nawet nie "leżała."

 

Dojście na piechotę do wylotu ze stolicy nie było problemem.

 

Widząc ruch uliczny i ogromną ilość samochodów prywatnych od razu poprawił mi się humor. Pierwszy zatrzymał się kierowca motocykla. Wywiózł mnie kilkanaście kilometrów poza rogatki miasta. Kawałek od Phnom Penh, zaczynała się wąska, ale w miarę prosta dróżka, niosąca patosowe miano "hajłeja". Widząc gęsto zasadzone palmy kokosowe i cukrowe przy domkach ustawionych na palach, idealnie komponujące się z mieniącą się w porannym słońcu zielenią trawy i kolorami kwitnących kwiatów, których zapach unosiła w powietrze ledwo wyczuwalna bryza, odniosłem wrażenie, że Kambodża nigdy nie zasługiwała na los, który ją spotkał w ciągu ostatnich kilku stuleci.

 

Kiedy, dzięki przysłudze kolejnego motocyklisty, znalazłem się w biednej wsi, nie mogłem zrozumieć w jaki sposób, mogło tutaj dojść do krwawych potyczek. Wszyscy wokół, pozdrawiali mnie radosnym HELLO. Wszyscy - dzieci wracające na obiad ze szkoły, rolnicy pracujący w pocie czoła czy przypadkowi przechodnie mieli uśmiechy na ustach.

 

Kawałek za Phnom Penh, zrobiło się zielono i pachnąco.

 

Kiedy zatrzymał się mały busik, dostałem burę od mnicha siedzącego na miejscu pasażera.


- W takim słońcu nie powinieneś wychodzić na zewnątrz. Wsiadaj, podwieziemy Cię. Dokąd jedziesz?
- Siem Reap -  odpowiedziałem
 - My tylko do Kampung Thum, ale możesz ten kawałek się z nami zabrać
- A ile to będzie kosztować?
- zapytałem, mając przed oczyma płatny autobus
- Nic - odpowiedział roześmiany w tym momencie mnich..... idealnym angielskim.

 

Z tego, co udało mi się w ciągu kilku pierwszych dni w Kambodży dowiedzieć, mnisi wstępują do świątyni niekoniecznie z czystego powołania. Przyjmując najbardziej ascetyczny styl życia, jaki tylko mogą, jednocześnie, otwierają sobie drogę do bezpłatnej, dobrej edukacji. Drzwi świątyni, przy tym, nigdy nie są zamknięte. W każdej chwili można dojść do wniosku, że integrując się podczas medytacji z wyższą materią, dojrzało się inną dla siebie ścieżkę i po prostu, odejść.

 

Wielu mnichów w Kambodży mówi biegle po angielsku. Przejście na ascetyczny i duchowy styl życia jest jednocześnie drogą do dobrej edukacji.

 

 

 

W Kampung Thum nie musiałem długo czekać, by zatrzymać bardzo dziwny, ale dobrze klimatyzowany pojazd. Przypominało to trochę..... skrzyżowanie Żuka z dużolitrażowym motocyklem z późnych lat 80-tych. Choć na otwartej przyczepce siedziało już ponad dwadzieścia osób wraz z zakupami w postaci między innymi żywego drobiu, kierowca zaprosił mnie gestem na miejsce obok. Nie potrafiłem odmówić. Przez cały czas, mimo braku wspólnego języka, próbowaliśmy się porozumieć. Znowu, zdziwiło mnie to, że kiedy wysadzał mnie we wsi, w której odbijał z głównej drogi, nie zawołał ani riela.

 

Droga numer 6 wiodąca od Phnom Penh do zachodniej granicy pełna jest obcokrajowców. Turystyka to główne źródło dochodu obecnej Kambodży. Niestety, większość osób decyduje się na zorganizowany przejazd z miasta A do B. Tym sposobem, mogą faktycznie porobić zdjęcia budynkom i atrakcjom turystycznym, ale nie mogą zobaczyć jak toczy się życie poza miejscami, w których autokar robi przerwę na posiłek i zew natury.

 

Po zeskoczeniu z autobuso-tuktuka, poczułem palące słońce. Rozejrzałem się dookoła - faktycznie, mnich miał rację. Wszyscy byli gdzieś pochowani, tylko ja sobie dreptałem. Wymyśliłem, że zrobię sobię przerwę na..... no właśnie, trzeba było wymyśleć jeszcze pretekst.


- Po ile te kokosy?
- 1 - pokazała palcem pani
- 1 dolar?
- 1 riel  -
pokazała banknot 1.000 rieli (0.25 usd) - w tym momencie, przypomniało mi się, że ktoś mi wspominał, że w Kambodży, o wszystko trzeba się targować. W miejscu, w którym się znalazłem, wydawało mi się to być czystym absurdem.
 

Wypiłem zalatujący niestety trochę fermentem soczek, zjadłem żelowy środek i znów wyszedłem na drogę. Miałem jakieś dziwne szczęście, że akurat w tej chwili przejeżdżało dwóch umundurowanych panów w rozbitym samochodzie. "Oooops..... chyba mam kłopoty", pomyślałem. Nic z tych rzeczy. Żołnierz, który wysiadł, powiedział, że jedzie akurat do Siem Reap i może mnie podwieźć za darmo, ale zastrzegł, że jego auto nie ma klimatyzacji. Ponieważ, nie byłem nigdy jakoś specjalnie wybredny i nawet nigdy klimy nie lubiłem bo po jakimś czasie wysychały mi oczy, nie potrafiłem odpowiedzieć niczym innym jak wybuchem kontrolowanego śmiechu. Po drodzę, zatrzymaliśmy się na lunch i zrobiliśmy zapasy wody. Chwilę przed wjazdem do Siem Reap, Sophan zapytał się mnie o mój plan na Kambodżę. Pokazałem na mapie wyglądające na trudno dostępne świątynie.

 

- O, tam jest moja baza wojskowa i ja tam akurat jutro jadę. Jak chcesz, możesz zabrać się z nami
- Nie chciałbym robić problemu
- To ja nie chciałbym robić problemu bo ja muszę się tam pojawić na jeden dzień i byśmy musięli spać tam, a warunki są kiepskie
- Że spać w bazie?
- No tak
- A to obcokrajowcy mogą?
- A w to Polsce nie mogą?
- U mnie to.... jak chodziłem kiedyś na poligon zbierać łuski to jeden strażnik straszył mnie, że mnie ktoś ostrzela. Nie wiem czy pozwoliłby zostać na noc.

 

Zatrzymanie Sophana było początkiem 3-dniowego autostopu z jednym kierowcą.

 

 

 

Sophan odstawił mnie do pensjonatu o dumnej nazwie Angkor View. Kiedy zobaczyłem co można w Kambodży, poza stolicą dostać za 4 dolary za dobę, aż mi szczęka opadła. Nie rozumiem ludzi, którzy decydują się na hotel za ponad 100 dolarów - bo takich w Siem Reap nie brakuje. Na realia europejskie, to czyste, schludne miejsce z dwukolorową pościelą ułożoną na łóżkach jak serwetki na stole w eleganckich restauracjach, spokojnie mogłoby dostać trzy gwiazdki.

 

Następnego dnia, Sophan, stawił się punktualnie o 8.30. Kiedy rozgościłem się na tylnej kanapie, tym razem, Toyoty Camry, poznałem jego mieszkającego na stałę w Wietnamie kuzyna. Po leniwym śniadaniu, objechaliśmy jeszcze kilka wiosek. Trzeba było rozdać znajomym i rodzinie prezenty w postaci dobrej jakości kawy i owoców oraz, jak na wycieczkę przystało, zabrać jeszcze jedną kuzynkę Sophana. Przez kolejne 200 kilometrów, zrobiliśmy jeszcze kilka innych postoi. 

 

Obecność sprawdzona - czas na wycieczkę. Cel - północna granica kraju.

 

Po wyposażeniu się, między innymi w ryby i warzywa na jednym z targów, zawieźliśmy je do bazy by podczas naszych odwiedzin świątyni, niżsi stopniem żołnierze mogli je przygotować. Po kilku minutach, ruszyliśmy dalej. Kolejnym przystankiem było pobocze drogi znajdujące się kilkadziesiąt kilometrów za paroma blokadami wojskowymi.

 

- Jak Ci się podobała Tajlandia? Zapytał Sophan wsiadając  do samochodu po krótkiej rozmowie z żołnierzami z samochodu, za którym na chwilę się ustawiliśmy.
- Jaka Tajlandia? Przecież tu nie ma przejścia.
- No nie ma, ale drogi się łączą. Musiałem coś załatwić.  Wiesz. Jako żołnierz, zarabiam 100 dolarów miesięcznie....

 

.... Kiedy to słyszałem, wyobraziłem sobie co mogło znajdować się w bagażniku srebrnej, połyskującej Toyoty Camry kiedy przekraczaliśmy zieloną, lecz pilnie strzeżoną, granicę z Tajlandią. Szczerze mówiąc, ani mnie to specjalnie nie interesowało, ani nie zadawałem jakiś namolnych pytań ani nie próbowałem martwić się na zapas. Czułem dziwny spokój, wzmagany ciekawością dalszego biegu wydarzeń i myślą, że gdybym zdecydował się na autobus, w życiu taka sytuacja by mnie nie spotkała.

 

Skupiłem się za to na zwiedzaniu świątyni Preah Vihear, do której dojechaliśmy wkrótcę. Osobówkę musięliśmy zostawić na parkingu u stóp wzgórza. Na szczyt można dostać się jedynie pickupem. Na szczęście, cały teren znajduje się w gestii wojska więc będąc w towarzystwie mundurowego, za użyczenie paki nie musięliśmy nic płacić.

 

Na święte wzgórze nie wolno wjeżdżać prywatnym samochodem. 

 

Zanim to jednak zrobiliśmy, musiałem udać się po bilet...... Podałem dane paszportowe, dostałem kwitek, wyciągnąłem portfel, otworzyłem go i schowałem do kieszeni. Bilet do Świątyni Preah Vihear, który wszyscy obcokrajowcy muszą posiadać kosztuje tylko tyle co kalorie użyte do wyciągnięcia paszportu. To był pierwszy w życiu, darmowy bilet, który trzymałem w ręcę.

 

Świątynia Preah Vihear.

 

 

 

Świątynia Preah Vihear jest kością niezgody i punktem zaczepnym wiszącego w powietrzu konfliktu tajsko-khmerskiego. Obydwie strony roszczą sobie prawo do terytorium, na którym znajdują się wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego ruiny.

 

Trzy ustawione po każdej ze stron, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od siebie linie obrony czekają w pełnej gotowości. Dzięki temu, świątynia pochodząca z czasów największej świetności Imperium Khmerskiego przypomina trochę harcerski obóz historyczny. Dookoła wszędzie widać worki z piaskiem, broń i ledwo widoczne z odległości kilku metrów polowe bunkry.

 

O krwawych potyczkach przypominają między innymi dziury po pociskach w ścianach a do schodzenia z głównych ścieżek zniechęcają tabliczki o znajdujących się w okolicy minach lądowych. Prowincja Preah Vihear jest bowiem uważana za najbardziej zaminowany obszar w tym drugim co do ilości wybuchowych niespodzianek państwie Świata.

 

Teren khmerskiej Świątyni, do którego rości też sobie prawo Tajlandia jest równocześnie ostatnią linią obrony pogranicza. Dzięki temu, otoczenie przypomina nieco obóz harcersko-historyczny.

 

Jak dla mnie, militarny wystrój wcale nie komponuje się z liczącymi ponad 1000 lat kamieniami użytymi do wybudowania grubych murów Świątyni. Za to atmosfera, jak na gorący klimat przystało, jest w pełni wyluzowana. Dzieci pląsają z balonikami i piłkami, wartownicy bujają się na hamakach lub zwijają skręty z tytoniu. Nikomu nie chce się nawet dźwigać ze sobą karabinu. Mimo takiego zagęszczenia mundurów, wszystkie strzelające przedmioty są albo porozwieszane gdzieś na drzewach, albo porozrzucane po schronach.

 

Mimo sytuacji przypominającej ciszę przed burzą i dużego zagęszczenia wojsk, jak na gorący klimat przystało, atmosfera jest bardzo leniwa.


Zdobiona misternymi płaskorzeźbami, Świątynia Preah Vihear została wzniesiona pomiędzy IX a XIII wiekiem przez Khmerów, jako miejsce kultu najmocniejszego hinduistycznego bóstwa Shivy. Po upadku Hinduizmu w Kambodży, stała się świątynią buddyjską. Nie usunięto jednak wszystkich odwołań do poprzedniej religii. Dzięki temu, jak wiele innych khmerskich świątyń, jest ona interesującym pomnikiem wielokulturowości i żywą historią regionu. Do wtoczenia na strome wzgórze setek tysięcy kamieni, użyto między innymi słoni. Mimo krwawej historii, niespokojnej sytuacji i nadal trwającego zagrożenia ze strony tajskiej, dalej przyciąga tłumy pielgrzymów rocznie.

 

Do wtoczenia na wzgórze setek tysięcy ciężkich kamieni użyto między innymi słoni. Mimo trudnego położenia, było to niegdyś miejsce samowystarczalne.

 

Po kilku godzinach spędzonych w Świątyni Preah Vihear, zjechaliśmy spowrotem do bazy Sophana. Gdybym na miejscu znalazł się przez przypadek, w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że jest to baza wojskowa. Jak dla mnie, poza specyficznymi, ale ledwie i tylko w niektórych miejscach widocznymi motywami dekoracyjnymi w postaci worków z piaskiem, drutu kolczastego czy szlabanów, nie różniła się ona niczym od popularnych w Polsce leśnych ośrodków biwakowo-wczasowych.

 

Baza wojskowa, w której mieliśmy spać przypomina bardziej ośrodek wczasowo-biwakowy.

 

 

 

W jednym z rzadko rozstawionych, zarośniętych wysoką i suchą trawą domków zjedliśmy kolację, po czym panowie wyjęli skrzynkę piwa o dumnej nazwie Angkor. Mimo lekkiej presji, kontrolowałem się i w sumie wypiłem cztery małe puszki. Nie lubię pić ani brać narkotyków. Nie dlatego, że jestem jakimś specjalnym przeciwnikiem. Przeciwnie - uważam, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować i tak sobie wypośrodkować by nie popaść w żadną skrajność. Po większości używek, z którymi miałem styczność, zbyt ciężko chorowałem żeby pisać się z wielką chęcią na godzinę dobrej zabawy dla całego dnia cierpień. Z koleji, podróżując, trzeba wręcz uczulić się na zasadę ograniczonego zaufania wobec wszystkich nowopoznanych osób.

 

Kiedy zaszło słońce, Sophan przypomniał mi, że następnego dnia musimy wcześnie wstać. Dał mi do wyboru, albo spać w hamaku na ganku, albo w środku jednej z chatek. Zdecydowałem się na hamak. Dostałem przy tym mały briefing o malarii i dendzę więc na moje wiszące posłanie załadowałem jeszcze śpiwór.

 

Łazienka.

 

Nie dane mi było się jednak wyspać. Albo Sophan zmienił plany, albo mówiąc o wczesnej pobudce, miał na myśli drugą rano. Z drugiej strony, byłem wdzięczny, że w ogóle mnie obudzili. Mogli sobie przecież pojechać z moim plecakiem w bagażniku i zostawić mnie w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc poza zasięgiem jakichkolwiek głównych dróg.

 

Po kilkudziesięciu kilometrach zrobiliśmy kolejny przystanek.... pod barem Karaoke. Niestety, nie udało mi się pośpiewać do mikrofonu. Zabraliśmy za to ze sobą dziewczynę, która, ze względu na mini-spódniczkę po zachodzie słońca  i ilość komarów, które prędzej do niedoboru krwi by doprowadziły niż jakiejś choroby, wydała mi się być bardzo odważna. Możliwe, że była specjalnym agentem do zadań w dżungli - nie wiem. Sophan określił ją kryptonimem "taxi girl". Nasza nocna misja, w której przypadkowo brałem udział polegała na zameldowaniu się na herbatce, piwie i długaśnej dyskusji u przełożonego mojego przewodnika. Po wszystkim, wsiedliśmy spowrotem do samochodu. Agentka taxi girl nie chciała z nami jechać.

 

Nie ujechaliśmy zbyt długo. Sophan stwierdził, że jest zbyt zmęczony by prowadzić. Jego kuzynowi też się nie chciało.


- Umiesz prowadzić? - zapytał
- Chyba jeszcze tak..... raczej tak - poprawiłem się kiedy zwróciłem uwagę, że nasza Toyota miała automatyczną skrzynię biegów
- To wsiadaj.

 

Pierwszy raz od bardzo długiego czasu prowadziłem samochód. Pierwszy raz w miejscu, gdzie obowiązek zapalania świateł w nocy istnieje jedynie na papierze. Mimo senności, powoli, ale przezornie i z kilkunastoma przystankami na zawołanie pęcherzy pasażerów, udało nam się dojechać do Siem Reap. Na rogatkach, jednak, natknęliśmy się na blokadę. "Porca puttana", pomyślałem. Nie miałem pojęcia czy moje prawo jazdy, w którym adres zameldowania nie pokrywa się z innymi dokumentami (ahhh te przeprowadzki i opłaty urzędowe) jest ważne w Kambodży. Nie miałem pewności czy badanie alkomatem uplasowałoby mnie poniżej dopuszczalnego progu. W ogóle, nie wiedziałem jaki jest dopuszczalny próg. Do tego dochodziła jeszcze w tym momencie zawartość bagażnika.

 

- Proszę otworzyć bagażnik - powiedział funkcjonariusz
- Już, chwilka...... - obmacałem co się da i nie znalazłem przycisku


Z pomocą przyszedł Sophan. W niecałą minutę wykonał wszystkie polecenia, wsiadł spowrotem do samochodu i wytłumaczył, że była to straż leśna pilnująca by nikt nie wywoził drewna z lasu. Dbają o ekologię te władze Kambodży, oj dbają.

 

W Siem Reap było już za późno by szukać jakiegoś innego zakwaterowania, a tym bardziej by kontaktować się z osobą, którą znalazłem wcześniej na couchsurfingu. Zamiast tego, mój przewodnik zaproponował mi nocleg u siebie w domu i oprowadzenie przez jego brata po znajdującym się w okolicy, jednym z Cudów Świata - kompleksie Świątyń Angkor. Kolejną wycieczkę krajoznawczą odłożyliśmy sobie jednak na.... w sumie to nie wiem jak określić coś co następuje po 3 godzinach snu do którego się kładzie o wschodzie słońca. Na pewno nie był to KOLEJNY poranek.

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama