Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 15:53
Reklama
Reklama

Kambodża (Siem Reap/Preah Vihear) - Wahadłowy poślizg, bazy wojskowe i świątynia na wzgórzu

Na zrobienie 300 kilometrów dałem sobie dwa dni. Dzięki znalezieniu się we właściwym miejscu we właściwym czasie, udało mi się zrobić ponad 500 kilometrów i zobaczyć trudno dostępne autostopem miejsca. Początkowym celem było Siem Reap. Dojechałem, zaliczając wielki, wahadłowy poślizg

 

- Wiesz. Jako żołnierz, zarabiam 100 dolarów miesięcznie....

 

.... Kiedy to usłyszałem, wyobraziłem sobie, co mogło znajdować się w bagażniku srebrnej, połyskującej Toyoty Camry, kiedy przekraczaliśmy zieloną, lecz pilnie strzeżoną, granicę z Tajlandią. Szczerze mówiąc, ani mnie to specjalnie nie interesowało, ani nie zadawałem jakichś namolnych pytań ani nie próbowałem martwić się na zapas. Czułem dziwny spokój, wzmagany ciekawością dalszego biegu wydarzeń i myślą, że gdybym zdecydował się na autobus, w życiu taka sytuacja by mnie nie spotkała.

 

Kiedy opuszczałem Phnom Penh trochę się zastanawiałem, jak mógłby wyglądać autostop w Kambodży. Obrałem sobie więc bardzo łatwy cel - byłą stolicę Imperium Khmerskiego, Siem Rieap. Obecne miasto stołeczne, okazało się być tak małe, że bez problemu, na piechotę, wdreptałem na właściwą ścieżkę. Nie wyobrażałbym sobie tego zrobić chociażby w Łodzi, która nigdy koło stolicy nawet nie "leżała."

 

Dojście na piechotę do wylotu ze stolicy nie było problemem.

 

Widząc ruch uliczny i ogromną ilość samochodów prywatnych od razu poprawił mi się humor. Pierwszy zatrzymał się kierowca motocykla. Wywiózł mnie kilkanaście kilometrów poza rogatki miasta. Kawałek od Phnom Penh, zaczynała się wąska, ale w miarę prosta dróżka, niosąca patosowe miano "hajłeja". Widząc gęsto zasadzone palmy kokosowe i cukrowe przy domkach ustawionych na palach, idealnie komponujące się z mieniącą się w porannym słońcu zielenią trawy i kolorami kwitnących kwiatów, których zapach unosiła w powietrze ledwo wyczuwalna bryza, odniosłem wrażenie, że Kambodża nigdy nie zasługiwała na los, który ją spotkał w ciągu ostatnich kilku stuleci.

 

Kiedy, dzięki przysłudze kolejnego motocyklisty, znalazłem się w biednej wsi, nie mogłem zrozumieć w jaki sposób, mogło tutaj dojść do krwawych potyczek. Wszyscy wokół, pozdrawiali mnie radosnym HELLO. Wszyscy - dzieci wracające na obiad ze szkoły, rolnicy pracujący w pocie czoła czy przypadkowi przechodnie mieli uśmiechy na ustach.

 

Kawałek za Phnom Penh, zrobiło się zielono i pachnąco.

 

Kiedy zatrzymał się mały busik, dostałem burę od mnicha siedzącego na miejscu pasażera.


- W takim słońcu nie powinieneś wychodzić na zewnątrz. Wsiadaj, podwieziemy Cię. Dokąd jedziesz?
- Siem Reap -  odpowiedziałem
 - My tylko do Kampung Thum, ale możesz ten kawałek się z nami zabrać
- A ile to będzie kosztować?
- zapytałem, mając przed oczyma płatny autobus
- Nic - odpowiedział roześmiany w tym momencie mnich..... idealnym angielskim.

 

Z tego, co udało mi się w ciągu kilku pierwszych dni w Kambodży dowiedzieć, mnisi wstępują do świątyni niekoniecznie z czystego powołania. Przyjmując najbardziej ascetyczny styl życia, jaki tylko mogą, jednocześnie, otwierają sobie drogę do bezpłatnej, dobrej edukacji. Drzwi świątyni, przy tym, nigdy nie są zamknięte. W każdej chwili można dojść do wniosku, że integrując się podczas medytacji z wyższą materią, dojrzało się inną dla siebie ścieżkę i po prostu, odejść.

 

Wielu mnichów w Kambodży mówi biegle po angielsku. Przejście na ascetyczny i duchowy styl życia jest jednocześnie drogą do dobrej edukacji.

 

 

 

W Kampung Thum nie musiałem długo czekać, by zatrzymać bardzo dziwny, ale dobrze klimatyzowany pojazd. Przypominało to trochę..... skrzyżowanie Żuka z dużolitrażowym motocyklem z późnych lat 80-tych. Choć na otwartej przyczepce siedziało już ponad dwadzieścia osób wraz z zakupami w postaci między innymi żywego drobiu, kierowca zaprosił mnie gestem na miejsce obok. Nie potrafiłem odmówić. Przez cały czas, mimo braku wspólnego języka, próbowaliśmy się porozumieć. Znowu, zdziwiło mnie to, że kiedy wysadzał mnie we wsi, w której odbijał z głównej drogi, nie zawołał ani riela.

 

Droga numer 6 wiodąca od Phnom Penh do zachodniej granicy pełna jest obcokrajowców. Turystyka to główne źródło dochodu obecnej Kambodży. Niestety, większość osób decyduje się na zorganizowany przejazd z miasta A do B. Tym sposobem, mogą faktycznie porobić zdjęcia budynkom i atrakcjom turystycznym, ale nie mogą zobaczyć jak toczy się życie poza miejscami, w których autokar robi przerwę na posiłek i zew natury.

 

Po zeskoczeniu z autobuso-tuktuka, poczułem palące słońce. Rozejrzałem się dookoła - faktycznie, mnich miał rację. Wszyscy byli gdzieś pochowani, tylko ja sobie dreptałem. Wymyśliłem, że zrobię sobię przerwę na..... no właśnie, trzeba było wymyśleć jeszcze pretekst.


- Po ile te kokosy?
- 1 - pokazała palcem pani
- 1 dolar?
- 1 riel  -
pokazała banknot 1.000 rieli (0.25 usd) - w tym momencie, przypomniało mi się, że ktoś mi wspominał, że w Kambodży, o wszystko trzeba się targować. W miejscu, w którym się znalazłem, wydawało mi się to być czystym absurdem.
 

Wypiłem zalatujący niestety trochę fermentem soczek, zjadłem żelowy środek i znów wyszedłem na drogę. Miałem jakieś dziwne szczęście, że akurat w tej chwili przejeżdżało dwóch umundurowanych panów w rozbitym samochodzie. "Oooops..... chyba mam kłopoty", pomyślałem. Nic z tych rzeczy. Żołnierz, który wysiadł, powiedział, że jedzie akurat do Siem Reap i może mnie podwieźć za darmo, ale zastrzegł, że jego auto nie ma klimatyzacji. Ponieważ, nie byłem nigdy jakoś specjalnie wybredny i nawet nigdy klimy nie lubiłem bo po jakimś czasie wysychały mi oczy, nie potrafiłem odpowiedzieć niczym innym jak wybuchem kontrolowanego śmiechu. Po drodzę, zatrzymaliśmy się na lunch i zrobiliśmy zapasy wody. Chwilę przed wjazdem do Siem Reap, Sophan zapytał się mnie o mój plan na Kambodżę. Pokazałem na mapie wyglądające na trudno dostępne świątynie.

 

- O, tam jest moja baza wojskowa i ja tam akurat jutro jadę. Jak chcesz, możesz zabrać się z nami
- Nie chciałbym robić problemu
- To ja nie chciałbym robić problemu bo ja muszę się tam pojawić na jeden dzień i byśmy musięli spać tam, a warunki są kiepskie
- Że spać w bazie?
- No tak
- A to obcokrajowcy mogą?
- A w to Polsce nie mogą?
- U mnie to.... jak chodziłem kiedyś na poligon zbierać łuski to jeden strażnik straszył mnie, że mnie ktoś ostrzela. Nie wiem czy pozwoliłby zostać na noc.

 

Zatrzymanie Sophana było początkiem 3-dniowego autostopu z jednym kierowcą.

 

 

 

Sophan odstawił mnie do pensjonatu o dumnej nazwie Angkor View. Kiedy zobaczyłem co można w Kambodży, poza stolicą dostać za 4 dolary za dobę, aż mi szczęka opadła. Nie rozumiem ludzi, którzy decydują się na hotel za ponad 100 dolarów - bo takich w Siem Reap nie brakuje. Na realia europejskie, to czyste, schludne miejsce z dwukolorową pościelą ułożoną na łóżkach jak serwetki na stole w eleganckich restauracjach, spokojnie mogłoby dostać trzy gwiazdki.

 

Następnego dnia, Sophan, stawił się punktualnie o 8.30. Kiedy rozgościłem się na tylnej kanapie, tym razem, Toyoty Camry, poznałem jego mieszkającego na stałę w Wietnamie kuzyna. Po leniwym śniadaniu, objechaliśmy jeszcze kilka wiosek. Trzeba było rozdać znajomym i rodzinie prezenty w postaci dobrej jakości kawy i owoców oraz, jak na wycieczkę przystało, zabrać jeszcze jedną kuzynkę Sophana. Przez kolejne 200 kilometrów, zrobiliśmy jeszcze kilka innych postoi. 

 

Obecność sprawdzona - czas na wycieczkę. Cel - północna granica kraju.

 

Po wyposażeniu się, między innymi w ryby i warzywa na jednym z targów, zawieźliśmy je do bazy by podczas naszych odwiedzin świątyni, niżsi stopniem żołnierze mogli je przygotować. Po kilku minutach, ruszyliśmy dalej. Kolejnym przystankiem było pobocze drogi znajdujące się kilkadziesiąt kilometrów za paroma blokadami wojskowymi.

 

- Jak Ci się podobała Tajlandia? Zapytał Sophan wsiadając  do samochodu po krótkiej rozmowie z żołnierzami z samochodu, za którym na chwilę się ustawiliśmy.
- Jaka Tajlandia? Przecież tu nie ma przejścia.
- No nie ma, ale drogi się łączą. Musiałem coś załatwić.  Wiesz. Jako żołnierz, zarabiam 100 dolarów miesięcznie....

 

.... Kiedy to słyszałem, wyobraziłem sobie co mogło znajdować się w bagażniku srebrnej, połyskującej Toyoty Camry kiedy przekraczaliśmy zieloną, lecz pilnie strzeżoną, granicę z Tajlandią. Szczerze mówiąc, ani mnie to specjalnie nie interesowało, ani nie zadawałem jakiś namolnych pytań ani nie próbowałem martwić się na zapas. Czułem dziwny spokój, wzmagany ciekawością dalszego biegu wydarzeń i myślą, że gdybym zdecydował się na autobus, w życiu taka sytuacja by mnie nie spotkała.

 

Skupiłem się za to na zwiedzaniu świątyni Preah Vihear, do której dojechaliśmy wkrótcę. Osobówkę musięliśmy zostawić na parkingu u stóp wzgórza. Na szczyt można dostać się jedynie pickupem. Na szczęście, cały teren znajduje się w gestii wojska więc będąc w towarzystwie mundurowego, za użyczenie paki nie musięliśmy nic płacić.

 

Na święte wzgórze nie wolno wjeżdżać prywatnym samochodem. 

 

Zanim to jednak zrobiliśmy, musiałem udać się po bilet...... Podałem dane paszportowe, dostałem kwitek, wyciągnąłem portfel, otworzyłem go i schowałem do kieszeni. Bilet do Świątyni Preah Vihear, który wszyscy obcokrajowcy muszą posiadać kosztuje tylko tyle co kalorie użyte do wyciągnięcia paszportu. To był pierwszy w życiu, darmowy bilet, który trzymałem w ręcę.

 

Świątynia Preah Vihear.

 

 

 

Świątynia Preah Vihear jest kością niezgody i punktem zaczepnym wiszącego w powietrzu konfliktu tajsko-khmerskiego. Obydwie strony roszczą sobie prawo do terytorium, na którym znajdują się wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego ruiny.

 

Trzy ustawione po każdej ze stron, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od siebie linie obrony czekają w pełnej gotowości. Dzięki temu, świątynia pochodząca z czasów największej świetności Imperium Khmerskiego przypomina trochę harcerski obóz historyczny. Dookoła wszędzie widać worki z piaskiem, broń i ledwo widoczne z odległości kilku metrów polowe bunkry.

 

O krwawych potyczkach przypominają między innymi dziury po pociskach w ścianach a do schodzenia z głównych ścieżek zniechęcają tabliczki o znajdujących się w okolicy minach lądowych. Prowincja Preah Vihear jest bowiem uważana za najbardziej zaminowany obszar w tym drugim co do ilości wybuchowych niespodzianek państwie Świata.

 

Teren khmerskiej Świątyni, do którego rości też sobie prawo Tajlandia jest równocześnie ostatnią linią obrony pogranicza. Dzięki temu, otoczenie przypomina nieco obóz harcersko-historyczny.

 

Jak dla mnie, militarny wystrój wcale nie komponuje się z liczącymi ponad 1000 lat kamieniami użytymi do wybudowania grubych murów Świątyni. Za to atmosfera, jak na gorący klimat przystało, jest w pełni wyluzowana. Dzieci pląsają z balonikami i piłkami, wartownicy bujają się na hamakach lub zwijają skręty z tytoniu. Nikomu nie chce się nawet dźwigać ze sobą karabinu. Mimo takiego zagęszczenia mundurów, wszystkie strzelające przedmioty są albo porozwieszane gdzieś na drzewach, albo porozrzucane po schronach.

 

Mimo sytuacji przypominającej ciszę przed burzą i dużego zagęszczenia wojsk, jak na gorący klimat przystało, atmosfera jest bardzo leniwa.


Zdobiona misternymi płaskorzeźbami, Świątynia Preah Vihear została wzniesiona pomiędzy IX a XIII wiekiem przez Khmerów, jako miejsce kultu najmocniejszego hinduistycznego bóstwa Shivy. Po upadku Hinduizmu w Kambodży, stała się świątynią buddyjską. Nie usunięto jednak wszystkich odwołań do poprzedniej religii. Dzięki temu, jak wiele innych khmerskich świątyń, jest ona interesującym pomnikiem wielokulturowości i żywą historią regionu. Do wtoczenia na strome wzgórze setek tysięcy kamieni, użyto między innymi słoni. Mimo krwawej historii, niespokojnej sytuacji i nadal trwającego zagrożenia ze strony tajskiej, dalej przyciąga tłumy pielgrzymów rocznie.

 

Do wtoczenia na wzgórze setek tysięcy ciężkich kamieni użyto między innymi słoni. Mimo trudnego położenia, było to niegdyś miejsce samowystarczalne.

 

Po kilku godzinach spędzonych w Świątyni Preah Vihear, zjechaliśmy spowrotem do bazy Sophana. Gdybym na miejscu znalazł się przez przypadek, w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że jest to baza wojskowa. Jak dla mnie, poza specyficznymi, ale ledwie i tylko w niektórych miejscach widocznymi motywami dekoracyjnymi w postaci worków z piaskiem, drutu kolczastego czy szlabanów, nie różniła się ona niczym od popularnych w Polsce leśnych ośrodków biwakowo-wczasowych.

 

Baza wojskowa, w której mieliśmy spać przypomina bardziej ośrodek wczasowo-biwakowy.

 

 

 

W jednym z rzadko rozstawionych, zarośniętych wysoką i suchą trawą domków zjedliśmy kolację, po czym panowie wyjęli skrzynkę piwa o dumnej nazwie Angkor. Mimo lekkiej presji, kontrolowałem się i w sumie wypiłem cztery małe puszki. Nie lubię pić ani brać narkotyków. Nie dlatego, że jestem jakimś specjalnym przeciwnikiem. Przeciwnie - uważam, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować i tak sobie wypośrodkować by nie popaść w żadną skrajność. Po większości używek, z którymi miałem styczność, zbyt ciężko chorowałem żeby pisać się z wielką chęcią na godzinę dobrej zabawy dla całego dnia cierpień. Z koleji, podróżując, trzeba wręcz uczulić się na zasadę ograniczonego zaufania wobec wszystkich nowopoznanych osób.

 

Kiedy zaszło słońce, Sophan przypomniał mi, że następnego dnia musimy wcześnie wstać. Dał mi do wyboru, albo spać w hamaku na ganku, albo w środku jednej z chatek. Zdecydowałem się na hamak. Dostałem przy tym mały briefing o malarii i dendzę więc na moje wiszące posłanie załadowałem jeszcze śpiwór.

 

Łazienka.

 

Nie dane mi było się jednak wyspać. Albo Sophan zmienił plany, albo mówiąc o wczesnej pobudce, miał na myśli drugą rano. Z drugiej strony, byłem wdzięczny, że w ogóle mnie obudzili. Mogli sobie przecież pojechać z moim plecakiem w bagażniku i zostawić mnie w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc poza zasięgiem jakichkolwiek głównych dróg.

 

Po kilkudziesięciu kilometrach zrobiliśmy kolejny przystanek.... pod barem Karaoke. Niestety, nie udało mi się pośpiewać do mikrofonu. Zabraliśmy za to ze sobą dziewczynę, która, ze względu na mini-spódniczkę po zachodzie słońca  i ilość komarów, które prędzej do niedoboru krwi by doprowadziły niż jakiejś choroby, wydała mi się być bardzo odważna. Możliwe, że była specjalnym agentem do zadań w dżungli - nie wiem. Sophan określił ją kryptonimem "taxi girl". Nasza nocna misja, w której przypadkowo brałem udział polegała na zameldowaniu się na herbatce, piwie i długaśnej dyskusji u przełożonego mojego przewodnika. Po wszystkim, wsiedliśmy spowrotem do samochodu. Agentka taxi girl nie chciała z nami jechać.

 

Nie ujechaliśmy zbyt długo. Sophan stwierdził, że jest zbyt zmęczony by prowadzić. Jego kuzynowi też się nie chciało.


- Umiesz prowadzić? - zapytał
- Chyba jeszcze tak..... raczej tak - poprawiłem się kiedy zwróciłem uwagę, że nasza Toyota miała automatyczną skrzynię biegów
- To wsiadaj.

 

Pierwszy raz od bardzo długiego czasu prowadziłem samochód. Pierwszy raz w miejscu, gdzie obowiązek zapalania świateł w nocy istnieje jedynie na papierze. Mimo senności, powoli, ale przezornie i z kilkunastoma przystankami na zawołanie pęcherzy pasażerów, udało nam się dojechać do Siem Reap. Na rogatkach, jednak, natknęliśmy się na blokadę. "Porca puttana", pomyślałem. Nie miałem pojęcia czy moje prawo jazdy, w którym adres zameldowania nie pokrywa się z innymi dokumentami (ahhh te przeprowadzki i opłaty urzędowe) jest ważne w Kambodży. Nie miałem pewności czy badanie alkomatem uplasowałoby mnie poniżej dopuszczalnego progu. W ogóle, nie wiedziałem jaki jest dopuszczalny próg. Do tego dochodziła jeszcze w tym momencie zawartość bagażnika.

 

- Proszę otworzyć bagażnik - powiedział funkcjonariusz
- Już, chwilka...... - obmacałem co się da i nie znalazłem przycisku


Z pomocą przyszedł Sophan. W niecałą minutę wykonał wszystkie polecenia, wsiadł spowrotem do samochodu i wytłumaczył, że była to straż leśna pilnująca by nikt nie wywoził drewna z lasu. Dbają o ekologię te władze Kambodży, oj dbają.

 

W Siem Reap było już za późno by szukać jakiegoś innego zakwaterowania, a tym bardziej by kontaktować się z osobą, którą znalazłem wcześniej na couchsurfingu. Zamiast tego, mój przewodnik zaproponował mi nocleg u siebie w domu i oprowadzenie przez jego brata po znajdującym się w okolicy, jednym z Cudów Świata - kompleksie Świątyń Angkor. Kolejną wycieczkę krajoznawczą odłożyliśmy sobie jednak na.... w sumie to nie wiem jak określić coś co następuje po 3 godzinach snu do którego się kładzie o wschodzie słońca. Na pewno nie był to KOLEJNY poranek.

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze. Data dodania artykułu: 29.07.2026 12:42
Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

Karol Nawrocki nadal jest politykiem, któremu Polacy ufają najbardziej. Jednak najważniejsza wiadomość z lipcowego rankingu zaufania IBRiS dla Onetu kryje się nie na pierwszym, lecz na czwartym miejscu. Krzysztof Bosak w ciągu miesiąca zyskał aż 10 punktów procentowych. To sygnał, że Konfederacja przestaje być wyłącznie partią protestu i zaczyna budować własne centrum politycznej grawitacji. Data dodania artykułu: 29.07.2026 11:38
Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

29 lipca prowadzi nas przez sześć stuleci historii: od królewskiego przywileju, który otworzył drogę do rozwoju Łodzi, przez wymarsz Jana III Sobieskiego pod Wiedeń, dramatyczne wezwania poprzedzające Powstanie Warszawskie, aż po śmierć Tomasza Stańki. W muzycznym kalendarzu spotykają się dziś Rush, Elvis Presley, The Beatles, Bob Dylan i The Doors. Tymczasem współczesność dopisuje kolejne rozdziały — w Sejmie, wokół praw obywatelskich i za oceanem, gdzie decyzje amerykańskiego banku centralnego mogą poruszyć światowe rynki. Data dodania artykułu: 29.07.2026 10:48
29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Nie jest to jeszcze społeczne odwrócenie się od Ukrainy ani zgoda na zwycięstwo Rosji. Wyniki badania Opinia24 dla „Polityki” pokazują jednak wyraźnie, że dotychczasowa polityka oparta na niemal bezwarunkowym poparciu dla Kijowa przestała odpowiadać nastrojom znacznej części Polaków. Najwięcej politycznie zyskuje dziś prezydent Karol Nawrocki. Najtrudniejsze zadanie stoi przed rządem, który musi jednocześnie bronić strategicznego sojuszu z Ukrainą i nie lekceważyć społecznego gniewu. Data dodania artykułu: 29.07.2026 09:32
Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Polityczne trzęsienie ziemi w PiS, rezygnacja Mateusza Morawieckiego z kierowania europejskimi konserwatystami, kolejny etap sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz gwałtowne zaostrzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Tak wygląda informacyjny bilans wtorku, 28 lipca. Data dodania artykułu: 28.07.2026 21:36
Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Polecane

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej Data dodania artykułu: Dzisiaj, 13:14 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Kinkiet ścienny - praktyczne światło czy tylko dekoracja? Druga odsłona Letniej Sceny Młodych. Galeria Tomaszów znów zabrzmiała muzyką lokalnych talentów Czwartek niemal bezchmurny. Upał do 36 stopni, w piątek możliwe burze Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze Mieszkanie za 1% wartości? Gdzie w Polsce miasta sprzedają lokale za grosze? Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Kościół św. Małgorzaty w Kiernozi odzyskuje blask. W murach zapisały się wieki historii Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku Inowłódz z niemal 3 mln zł na wodociągi i kanalizację. Skorzystają Królowa Wola i Konewka
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: czyli pochwalasz łamanie prawa... Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Ciekawe na jakiej podstawie zatrzymali motocyklistę skoro jest brak identyfikacji pojazdu gdyż motocykl nie posiada tablicy rej, z przodu ja bym nie przyjął mandatu bo z jakiej odległości namierzali jakim sprzętem czy było zrobione zdjęcie ? Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: ;) Treść komentarza: Pana Zdonka też kiedyś przyjął Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Treść komentarza: Poprzedni zarabiał 5000tys z funkcji dyrektora plus robił jako lekarz jeden i jedyny w całym ośrodku Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Na zdjęciu powyżej widać czterech społecznych i samorządowych (jeden parlamentarny), totalnych szkodników. Gęby tych pajaców zawsze mnie wkur...ą. Wkur....a mnie również to, że to towarzystwo spod ciemnej gwiazdy bezkarnie sobie hasa, a zarówno wyborcy jak i większość radnych na to im pozwala. Instytucjom i spółkom samorządowym się nie dziwię, bo tam siedzi większość tzw. "swoich", posadzonych przez tych społecznych szkodników. Natomiast pozostali radny?! Co wy, ku..a odwalacie?! Przecież, podobno, jesteście przedstawicielami swoich wyborców - baranie łby!!! Zapomnieliście o tym - totalne cymbały?! I z czystym sumieniem chodzicie spokojnie spać ?! Źródło komentarza: "Zabijcie ich wszystkich!" Autor komentarza: Krasnal Treść komentarza: Ile w takim ,,Byndkowie" dyrektor wyciągnie? Jakieś fajne pieniążki czy raczej dodatek do innych składowych tego gwiazdora? Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 533

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 533

Cena: Do negocjacji Zapraszamy Państwa do odwiedzenia naszego punktu zaopatrzenia medycznego Tomaszów Maz. ul. Słowackiego 4Na zdjęciu: Obudowa PB 533 w kolorze nabucco z wkładem PB 521 z okrągłymi podstawami łóżka oraz frontami z nakładką tapicerowaną. Akcesoria: Lampa przyłóżkowa.Wysokiej jakości obudowa drewniana PB 533 dostępna w kilku kolorach w połączeniu z wkładem regulowanym PB 521 tworzy spójną całość i oddaje domowy charakter łóżka przy zachowania jego podstawowych funkcji. Możliwość konfiguracji wyposażenia dodatkowego w postaci np. składanych barierek bocznych sprawia, iż model ten cieszy się dużym zainteresowaniem klientów indywidualnych oraz placówek opiekuńczych.  Kolory niestandardowe*: DETALE PRODUKTU:1. Aplikacje z drewna bukowego4. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji2. Możliwość konfiguracji z barierką składaną5. Tapicerowana nakładka (opcja)3. Różne wymiary leża 6. Okrągłe podstawy łóżka (opcja)OPCJE:zmiana długości i szerokości leża • zmiana kolorystyki • możliwość zastosowania okrągłych podstaw kół • tapicerowana nakładka frontuPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze175 kgMaksymalna waga użytkownika140 kgRegulacja wysokości leża:od 39 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:206 × 96 cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 16 cmCiężar całkowity:106,8 kgStopki regulowanemax 100 mm FUNKCJEDO POBRANIA: Karta produktu PB-533 [PDF]

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama