Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:17
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Hong Kong - Kolejna wizyta w miejscu schadzek

Galian, Szisza, Nargila, Hubble bubble, czy po prostu fajka wodna, zupełnie nie przypadła mi do gustu. Jak dla mnie ten wynalazek jest trochę jak piwo - idealny do towarzyskich spotkań, ale nie jakoś specjalnie wciągający żeby samemu po niego sięgać. Dym, mimo, że smakowy, w ogóle nie drapie w gardło - ot, taki sobie, ładnie wyglądający piecyk do puszczania chmurek półleżąc wygodnie na mięciutkich poduchach. Kiedy w Iranie zwierzyłem się z tego egzystencjalnego problemu znajomemu, ten z hafeskim przekonaniem odparł, że jeśli coś nam się nie podoba za pierwszym razem, trzeba spróbować ponownie i wtedy dopiero wyrobić sobie właściwe zdanie.

O ile o Galianie, opinii nie zmieniłem, o tyle, okazało się, że Pooyan miał jednak rację. Jego uwaga, przypomniała mi się kiedy, wraz z Nowym Rokiem, zbliżał się koniec mojego nieformalnego kontraktu w Chinach. Zastanawiałem się co dalej - czy zostać jeszcze trochę, czy może spakować manatki i wynieść się gdzieś, gdzie słońce mocniej świeci. Wątpliwości rozwiało mi kilku uczniów ze szkoły średniej, którzy odprowadzając mnie jednego zimnego dnia do domu uraczyli mnie barwnymi opowieściami o Chińskim Nowym Roku. Sęk w tym, że moja wlepka kończyła się 11 stycznia, a w tym roku, Święto, którego obchody trwają cały miesiąc, a najbardziej hucznie świętuje się przez tydzień, przypada na 23 stycznia. Być tak blisko takiej okazji i ją przepuścić byłoby głupotą. Musiałem tylko skombinować nową wizę chińską. W tym celu, udałem się do Hong Kongu...... po raz drugi.

 

 

W Hong Kongu, panuje istnie eklektyczny nastrój świąteczno-noworoczno-chińskonoworoczny.

 

Kilka dni przed wycieczką, na samo słowo Hong Kong, reagowałem objawami grypopodobnymi i nudnościami. Za pierwszym razem, dzięki wysokim zarobkom, szerokim możliwościom, stopniem zaawansowania technologicznego i niskiemu bezrobociu, to miejsce wydało mi się być idealne do pracy i spokojnego życia w nadto poukładanym i ograniczonym przez surowe reguły społeczeństwie, ale zupełnie beznadziejne do podróżowania. Okazało się, że musiałem wybrać się tam drugi raz żeby odkryć eklektyczne piękno jednego z kosmopolitycznych SARsów.

 

Hong Kong, wcale nie jest taki zły.

 

Ponieważ robiłem tylko kolejny skok wizowy tam i spowrotem i zależało mi na czasie, zdecydowałem się jechać pociągiem. Zdając sobie sprawę z okresu świąteczno-noworoczno-chińskonoworocznego, bilet zarezerwowałem sobie tydzień wcześniej. Czekając w długaśnej kolejce na stacji w Yangchun, przypomniało mi się, że zapomniałem odrobić pracę domową i powtórzyć słówka z kategorii "stacja kolejowa", rozdział "kupowanie biletu i proszenie o tańszy". W ten sposób, dzięki moim wrodzonym umiejętnościom komunikowania się używając każdej znajdującej się pod ręką części ciała, oraz chęci niesienia pomocy pana siedzącego w kasie, udało mi się zarezerwować miejsce w interesującym mnie pociągu, przy okazji wyprowadzając całkowicie z równowagi grupkę kolejkowiczów czekających za mną. Niestety, według biletu, moja trasa kończyła się w Guangzhou. Jednak ze stolicy Kantonu, droga do granicy już niedaleka.

 

Na wypadek jakbym nie dostał wizy chińskiej, spakowałem do plecaka wszystko co najważniejsze i najpotrzebniejsze. Właściwie, odmowa nie wchodziła w grę bo, poza przejazdem przez Chiny, nie miałem żadnego alternatywnego planu na dalszą drogę. Po trzech miesiącach siedzenia w miejscu, wrzucając do worka cały mój życiowy dobytek, czułem się jak młody skaut, pierwszy raz wybierający się na obóz.

 

Jak przystało na nocny pociąg, całą drogę do Guangzhou, przespałem. Nie wychodząc ze stacji, kupiłem bilet na szybką kolejkę do  Shenzen (pomiędzy Guangzhou a Shenzen, nie kursują inne pociągi). Kupując bilet trzy minuty przed odjazdem, zamiast 80 juanów, zapłaciłem tylko 45. Niestety, bilet musiałem wymienić bo zaraz po wejściu do pociągu i rozgoszczeniu się w wagonie restauracyjnym, w którym poprosiłem o kubek ciepłej wody do przygotowania sobie kawy, którą miałem w torbie podeszła do mnie ciekawie wyglądająca dziewczyna.

 

 

 



- Mówisz po angielsku?
- Tak
- A mógłbyś mi to przetłumaczyć?
- Ale po chińsku nie mówię. Co potrzebujesz?
- To jest metro?
- Nie to jest pociąg do Shenzen, a gdzie jedziesz?
- Na lotnisko.
- O której masz lot?
- O dziesiątej.




Było chwilę po 8.00. Desperacki ton zdania "Na lotnisko" i zbliżająca się z prędkością światła godzina odlotu, zmusił mnie wręcz do włożenia palucha w zamykające się drzwi pociągu i ignorując krzyki konduktora wyskoczenia z nią ze składu, który powoli zaczął już ruszać. Mimo, że nie znałem Guangzhou, wydawało mi się, że co dwie głowy to nie jedna. Udało się nam bardzo szybko odnaleźć linię jadącą na lotnisko i odpowiednie wejście. Następnie, wzorem znajomych z prowincjonalnego Jangchun, wepchnąłem się na początek kolejki do automatów biletowych i kupiłem plastikowy żetonik na przejazd. Pomoc, okazała się jak najbardziej zasadna. Shefteh, studiująca w Malezji, pochodziła z Iranu. Co jak co, ale biorąc pod uwagę gościnność Persów, trzeba odpłacać się im przy każdej, najdrobniejszej okazji. Mimo czasu, którego miałem pod dostatkiem i świeżo zaparzonej kawy, nic nie straciłem - niewykorzystany bilet na pociąg w Chinach, można za drobną dopłatą wymienić na nowy lub zwrócić. Nie wiem jaki jest na to limit czasowy - na pewno nie wolno z tym zwlekać 10 lat, ale nawet średnio-bystra osoba w ciągu najwyżej kilku dni jest w stanie się połapać, że jest nie w tym miejscu, w którym być powinna.

 

Na moje szczęście, nie musiałem nawet błądzić w Shenzen - po nieco ponad godzinie jazdy, pociąg wtoczył się na stację LoHu (LoWu), zaraz obok przejścia granicznego. Pozostało mi tylko złamać jedną zasadę - 19 papierosów........ jeh, rajt. Kto by się tym przejmował? Zanim doszedłem do odprawy, na wielkim, nowoczesnym, przygranicznym targowisku wyglądającym jak strefa wolnocłowa, moją 15-sztukową paczkę uzupełniłem o dodatkowe 100 paluszków tytoniowych, które, w myśl zasady, że najciemniej jest pod latarnią, wrzuciłem niedbale do torby. Nie było to żadne dokonanie, żaden rekord, żaden występek, tylko zwykłe, niewinne nagięcie przepisów. Pięć paczek papierosów w Chinach, kosztowało mnie tyle co pół paczki w Hong Kongu.

 

Bezstresowe i bezproblemowe przekroczenie granicy, zajęło mi ponad dwie godziny. Nie dlatego, że tunel na drugą stronę, ciągnął się tym razem w nieskończoność, ale dlatego, że jak na złość, akurat tego dnia, wszyscy, po długim weekendzie, postanowili sobie wrócić do domów.

 

W Hong Kongu, czekała na mnie Ada - dyrektor internatu jednej ze szkół w Yuen Long z Lucą z Bologni, ciepłym obiadem i napiętym planem na nadchodzące popołudnie. Ada rozmyła moje nadzieje załatwiania roboty papierkowej w poniedziałek. Drugi stycznia był tutaj bowiem dniem wolnym dlatego, że Nowy Rok wypadł w tym roku w niedzielę. Jak na dzień wolny przystało, spędziliśmy go całkowicie oddając się relaksowi. Ada zabrała nas na wycieczkę po świątyniach i jak mogła, mimo swojej antyreligijności, streściła mi filozofię i obrządki buddyjskie i taoistyczne. Właśnie w jednej ze świątyń przeszła mi przez głowę myśl, że Hong Kong to nie tylko kraina labiryntów i drogich papierosów, ale i kosmopolityczna mieszanka stylów, w której starożytność, przeplata się z nowoczesnością, a dzięki supergęstej zabudowie, czasoprzestrzenną wycieczkę można sobie zorganizować w kilka minut. Luca, czekający na lot do Tajlandii, podsunął mi pomysł co zrobić w razie gdyby powinęła mi się noga przy uzyskaniu wlepki do Chin.

 

Hong Kong to miejsce, gdzie nie trzeba się daleko ruszać by znaleźć odskocznię od codzienności. Po pracy wysokim biurowcu, w kilka chwil można udać się do zielonej oazy spokoju lub zatłoczonej i głośnej dzielnicy rozpusty.

 

 

 

 

We wtorek, udałem się do konsulatu Chin z uprzednio uzupełnionym wnioskiem i zdjęciami na niebieskim tle. Koszt uzyskania wizy to 570 hkd, plus dodatkowe 300 za tryb ekspresowy (wiza gotowa na drugi dzień). Ja, miałem jedynie 4 dni na załatwienie dwóch wiz, więc ani jedna, ani druga opcja mi się nie podobała. Poza tym, bardzo zniechęciła mnie informacja o następującej treści na stronie Konsulatu:

 

 

Visa applicants are increasing in a large number and need longer waiting
time in the visa office recently. If you don't reside or work in Hong Kong
permanently, you are required to apply Chinese visafrom the Embassy
or Consulate-General of Peoples' Republic of China in your resident
country. You are welcome to China for tourism, business and visit .

 

Czyli wychodziłoby na to, że w razie odrzucenia wniosku, straciłbym nie tylko 870 dolarów, ale dodatkowo 4 dni w bardzo drogim Hong Kongu.

 

Skontaktowałem się z wyszperaną wcześniej w Internecie agencją Forever Bright, w której obiecują uzyskanie wizy w kilka godzin za ok. 800 hkd, ale pod warunkiem, że zmieści się w wyznaczonym czasie z dostarczeniem paszportu. Wizy turystyczne gotowe na ten sam dzień wystawiane są w PSB w Shenzen i maksymalnie można uzyskać dwa wjazdy i 90 dni pobytu, przy 90 dniach ważności wlepki. Nie wiem jak oni to robią. Próbując dociekać szczegółów, w biurze dowiedziałem się, że tylko firmy mogą aplikować o taką wizę. Poza tym, trzeba znajdować się poza terytorium Chin - nie jest to więc przedłużenie, mimo, że graficznie jak przedłużenie wygląda. Nauczyłem się jednak, nie próbować na siłę zrozumieć chińskiej biurokracji, tylko najzwyczajniej w świecie się jej podporządkować. Potwierdzili mi, że jeszcze mogę załapać się na wizę tego samego dnia. Przejechałem więc szybko z Wan Chai na Kowloon, odszukałem pieszy korytarz prowadzący do budynku New Mandarin Plaza, wejście do Wieży B i właściwą windę prowadzącą do biura. W Hong Kongu, przez to, że rozwój terytorialny odbywa się w kierunku pionowym, szukając drogi, trzeba nie tylko znaleźć budynek, ale prowadzący do niego pieszy korytarz - podziemny, naziemny czy nadziemny, połapać się którym wejściem wejść, oraz, która winda zaprowadzi nas w interesujące nas miejsce. W wielu przypadkach jest tak, że do jednego budynku da się przejść tylko z innego, albo koniecznie trzeba skorzystać z pasażu w centrum handlowym. Znów wyobraziłem sobie architektów jako szalonych naukowców, prowadzących eksperymenty na szczurach szukających w labiryntach kawałka sera.

 

Zdjęcie z jednej ze stacji metra. Hongkończycy najwyraźniej przyzwyczajeni są do życia w ścisku - prawie wszyscy tłoczą się pod ścianą mimo sporej ilości miejsca po środku. Za kolumną jest przejście do korytarza po lewej stronie.

 

W agencji, wypełniłem osobny, jednostronicowy wniosek, zupełnie inny niż ten, który można pobrać ze strony Konsulatu, zostawiłem paszport, jedno zdjęcie i..... udałem się na spacer po promenadzie Tsim Sha Tsui, z której miałem idealny, lecz nieco mglisty, widok na  panoramę Hong Kong Island - komercyjnego centrum Hong Kongku.

 

Promenada Tsim Sha Tsui pachnie Wenecją i oferuje widok na panoramę komercyjnego Hong Kong Island.

 

Przeszedłem się po Alei Gwiazd, na której, dzięki znajdującej się w pobliżu wody, zapach przypomina Wenecję. Odszukałem na chodniku gwiazdy należące do pochodzących z Hong Kongu Bruce'a Lee, i Jackie Chana (innych hongkońskich aktorów nie znam) i połaziłem po centrach handlowych, w których, mimo zbliżającego się Chińskiego Nowego Roku, nadal roiło się od dekoracji świątecznych.

 

Duma Chińczyków i jeden z najsłynniejszych azjatyckich aktorów Hollywood, wychował się w Hong Kongu.

 

W Hong Kongu, każdy czas jest dobry na zakupy. Kto wie? Może w którejś z odległych galaktyk, Święta dopiero za pasem?  Możliwe, że wieczorami przylatują tutaj goście z innych planet by pomóc Świętemu Mikołajowi w wyborze prezentów. Z uwagi na bardzo wysokie koszty transportu, nie widział mi się powrót do internatu szkoły Ady i wycieczka spowrotem na Kowloon po wizę. Kręciłem się więc po jednej okolicy do samego wieczora, podziwiając jak, wraz ze zmianą pory dnia, diametralnie zmienia się wygląd otoczenia. Chwilę przed 18 wróciłem do biura FTB. Odbierając paszport, przeżyłem miłe zaskoczenie - wiza nie kosztowała mnie 800 hkd, ale 700 hkd, co i tak było dość wysoką ceną. Na szczęście, po pierwsze była to niższa cena niż w Konsulacie, a po drugie, pieniądze na wlepkę chińską dostałem przed wyjazdem od Laury.

 

W niektórych miejscach, wydawać by się mogło, że Święta dopiero za pasem. Może potencjalni klienci z którejś z galaktyk dopiero szykują się do Bożego Narodzenia?

 

Następnego dnia, już wiedziałem, że uda mi się wyrobić wizę do następnego kraju - Wietnamu przed nadejściem weekendu bez żadnych problemów. Spokojnie więc, przejechałem do klaustrofobicznie ciasnego Wan Chai. Przeciskając się przez panujący na chodniku tłok, nie mogłem znaleźć właściwego budynku. Po znalezieniu odpowiedniej ulicy, kręciłem się przez ponad pół godziny tam i spowrotem. Spodziewałem się, że pod nazwą Great Smart Tower będzie krył się jakiś wysoki, wyróżniający się z otoczenia drapacz chmur. Nomen nie okazał się jednak w tym przypadku omenem gdy, w końcu, dojrzałem niepozorną tabliczkę z nazwą budynku.

 

Współczuję listonoszom obsługującym Wan Chai.

 

 

 

 

W środku, miła pani recepcjonistka, pokazała mi drogę do właściwej windy i sama, w obawie, że nie znam liczebników, nacisnęła przycisk "15". Trochę obawiałem się, że nie mam żadnych dokumentów oprócz wniosku, paszportu i zdjęć. Tym bardziej, że pod hasłem Vietnam Visa, google pokazuje strony agencji ściągające niebotyczne kwoty za pośrednictwo, a informacje zawarte na stronach ambasad, dotyczą głównie wiz uzyskanych na lotnisku i są bardzo mało szczegółowe. Na szczęście, mimo że mój uprzednio przygotowany wniosek różnił się od tego leżącego na biurku w Konsulacie, wizyta okazała się znów bezproblemowa i po 30 minutach, lżejszy o 300 hkd (na stronie podana jest zupełnie inna cena - 500) miałem już wlepkę w paszporcie.
 

 

 

 

Już niedługo - kierunek Viet Nam!

 

Kolejne dni, spędziłem z Luką, Adą i uczniami jej szkoły w internacie. Nie chciało mi się już robić żadnych wycieczek objazdowych po miejscu schadzek. Do Hong Kongu, przyjeżdża się albo w interesach, albo na zakupy, albo wyrabiać wizy. Jest wygodnie, bo pod ręką znajduje się się wiele ambasad i konsulatów. Dodatkowo, do zbyt częstego wychodzenia na zewnątrz, zniechęcił mnie gwałtowny spadek temperatur z 20-kilku do 15 stopni Celsjusza, którzy przy chłodnym wietrze sprawiał wrażenie jakby był środek zimy. Wychylałem się tylko na targ i spowrotem w celu zakupu kokosów. W Hong Kongu, za 12-15 hkd można kupić 4 żółte, pełne świeżego soku kokosy, które oprócz witamin i minerałów, idealnie zaspokajają pragnienie i, znanego z reklamy jogurtów małego głoda. Okazuje się, że w tym wypadku, Matka Natura daje o wiele tańsze źródło płynów niż jakikolwiek supermarket - mała butelka wody mineralnej kosztuje minimum 5hkd. O wiele bardziej, opłaca się kupić na ulicy kokoska, poprosić o słomkę, wypić sok i środek zostawić na później.


Wracając do Chin, przeliczyłem wolne strony w paszporcie. Przez to, że w Warszawie aplikowałem tylko o łączne 60 dni pobytu w Chinach i konieczność uzyskania dwóch przedłużeń na miejscu, zrobiło się ich strasznie mało. Na wymianę paszportu za granicą czeka się około 8 tygodni. Nie mam pojęcia, ile to kosztuje i jak ma się sprawa z uzyskaniem wizy i stempla wjazdowego do kraju, w którym już się jest. Musiałem więc poprosić chińskiego funkcjonariusza o wbicie stempla obok innych, a nie na pustej stronie obok wizy. Jakież było moje zaskoczenie, gdy miły pan w okienku po sprawdzeniu czy paszport zgadza się z osobą nim legitymującą i wklepaniu do komputera numeru wizy, przeszperał książeczkę i wstemplował mnie obok pieczątek irańskich i irackich, znajdujących się w zupełnie innym miejscu niż wlepka.

 

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej - nawet gdy ten dom jest tymczasowy :-).

 

Do Jangczun, wróciłem bezproblemowo w chłodny sobotni wieczór. Został mi miesiąc w Chinach, podczas którego, pracować będę tylko przez 4 dni po dwie godziny. Resztę czasu poświęcę na przygotowania do dalszej drogi i  świętowanie tego, po co tutaj znów przyjechałem - Chińskiego Nowego Roku.

 

Czerwone lampiony - czyli Nowy Rok się powoli zbliża.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep MEydczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama