Nasz artykuł w skrócie
- Rewolucyjny zakaz trzymania zwierząt na uwięzi – od 28 lipca 2027 roku w całej Polsce zaczną obowiązywać nowe, rygorystyczne przepisy, które bezwzględnie zabraniają trzymania psów oraz kotów na łańcuchach i uwięzi.
- Nowe normy i minimalne wymiary kojców – Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi proponuje wprowadzenie precyzyjnych kryteriów dotyczących wielkości kojców; ich minimalna powierzchnia ma wynosić od 4 do 10 mkw. i będzie ściśle uzależniona od gabarytów oraz wysokości czworonoga.
- Kojec to nie rozwiązanie problemu – prof. Hanna Mamzer alarmuje, że nawet spełniające normy kojce nie zaspokajają fundamentalnych potrzeb behawioralnych zwierząt. Długotrwałe izolowanie i zamknięcie czworonoga w ograniczonej przestrzeni drastycznie potęguje ryzyko zaburzeń zachowania oraz agresji.
- Apel o głęboką zmianę mentalności – ekspertka podkreśla, że kluczem do poprawy dobrostanu psów i kotów jest nie tylko modyfikacja samego prawa karnego czy administracyjnego, ale przede wszystkim fundamentalna ewolucja ludzkiego podejścia do odpowiedzialności za żywe stworzenie.
Cztery metry kwadratowe wolności
Polska przygotowuje się do pożegnania z jednym z najbardziej ponurych obrazów naszych podwórek – psem przywiązanym łańcuchem do budy. Problem w tym, że uwolnienie zwierzęcia nie musi oznaczać rzeczywistej wolności.
7 października zakończyły się konsultacje publiczne projektu rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, określającego minimalne warunki utrzymywania psów w kojcach.
Zaproponowane rozwiązania przewidują powierzchnię 4 mkw. dla psów mierzących poniżej 40 cm w kłębie, 5 mkw. dla zwierząt o wysokości od 40 do 59 cm, 8 mkw. dla psów mierzących 60–70 cm oraz 10 mkw. dla największych czworonogów. Każdy kolejny pies oznaczałby konieczność powiększenia kojca o połowę wymaganej powierzchni.
Organizacje prozwierzęce protestują. Ich zdaniem tak niewielka przestrzeń nie zapewnia psom odpowiednich warunków życia. To raczej klatka niż miejsce, w którym zwierzę mogłoby realizować swoje naturalne potrzeby.
Resort rolnictwa tłumaczy, że za punkt odniesienia przyjęto normy unijne dotyczące dobrostanu psów i kotów. Podkreśla również, że zaproponowane wymiary nie są ostateczne.
Zamiast łańcucha cztery ściany
Prof. Hanna Mamzer z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, biegła sądowa specjalizująca się w dobrostanie zwierząt, w rozmowie z Polską Agencją Prasową podważa samą ideę utrzymywania psów w kojcach.
– To wybór między dżumą a cholerą, bo z punktu widzenia dobrostanu zwierząt kojców w ogóle nie powinno być. To nasza świadomość musi się zmienić, a nie forma uwięzi zwierzęcia – podkreśla ekspertka.
Jej zdaniem przeniesienie psa z łańcucha do kojca oznacza jedynie zamianę jednej formy ograniczenia przestrzeni na drugą.
Pies nie jest przecież przedmiotem, który można odstawić do schowka i wyciągnąć wtedy, gdy właściciel znajdzie wolną chwilę. To istota społeczna, potrzebująca ruchu, poznawania otoczenia, kontaktu i aktywności.
Nawet największy kojec nie zastąpi spacerów, zabawy czy możliwości swobodnego eksplorowania terenu.
Zamknięcie rodzi frustrację. Frustracja może prowadzić do agresji
Ekspertka zwraca uwagę na konsekwencje psychiczne długotrwałego ograniczania przestrzeni życiowej zwierząt.
Psy zachowały instynktowne potrzeby związane z poszukiwaniem, tropieniem i zdobywaniem pożywienia. Udomowienie nie sprawiło, że te zachowania zniknęły. Zmienił się jedynie sposób ich realizowania.
Zwierzę pozbawione możliwości naturalnej aktywności może doświadczać przewlekłego stresu i frustracji. Ich objawami bywają między innymi nadmierne szczekanie, niszczenie przedmiotów, uporczywe gonienie własnego ogona czy inne powtarzalne zachowania.
Prof. Mamzer przywołuje teorię frustracji i agresji, wskazując, że niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb może zwiększać prawdopodobieństwo zachowań agresywnych.
Ma to również wymiar związany z bezpieczeństwem ludzi. Pies przez długi czas izolowany, pozbawiony odpowiedniej socjalizacji i aktywności, może reagować gwałtownie po wydostaniu się z zamknięcia.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy pies utrzymywany w kojcu jest agresywny. Na zachowanie zwierzęcia wpływają również jego doświadczenia, stan zdrowia, wychowanie i sposób traktowania przez człowieka. Ekspertka zwraca jednak uwagę, że niewłaściwe warunki bytowania są istotnym czynnikiem ryzyka.
Co zmieni się od lipca 2027 roku?
Nowelizacja ustawy z 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt wprowadza zakaz utrzymywania psów i kotów na uwięzi. Nowe rozwiązania zaczną obowiązywać 28 lipca 2027 roku.
Ustawodawca dopuścił jednak możliwość utrzymywania psa w kojcu, jeżeli właściciel nie może zapewnić mu swobodnego poruszania się po ogrodzonym terenie albo zwierzę stwarza zagrożenie dla ludzi lub innych zwierząt.
Co istotne, nowe przepisy wymagają również zapewnienia psu codziennego ruchu poza kojcem, odpowiedniego do jego wieku, zdrowia i potrzeb behawioralnych.
Sam kojec nie będzie więc wystarczającym sposobem wywiązania się z obowiązków właściciela.
Warto przypomnieć, że już obecnie art. 5 ustawy o ochronie zwierząt nakazuje humanitarne traktowanie każdego zwierzęcia, a art. 6 zakazuje znęcania się nad nim. Z kolei art. 9 zobowiązuje osobę utrzymującą zwierzę domowe do zapewnienia mu odpowiedniego pomieszczenia, pokarmu i dostępu do wody.
Problem dotyczy także naszych miejscowości
Dyskusja o nowych przepisach ma szczególne znaczenie również w Tomaszowie Mazowieckim i okolicznych gminach.
Na terenach wiejskich psy nadal często pełnią funkcję stróżów posesji, gospodarstw i zabudowań. Niektóre spędzają znaczną część życia w kojcach, inne na ogrodzonych podwórkach. Samo zapewnienie dachu nad głową, miski z wodą i regularnego karmienia nie oznacza jednak, że wszystkie potrzeby zwierzęcia zostały zaspokojone.
Nowe prawo wymusi na części właścicieli zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń. Nie chodzi wyłącznie o zakup siatki, budowę ogrodzenia czy powiększenie kojca. Najważniejsze będzie codzienne zapewnienie psu odpowiedniej aktywności i opieki.
To także wyzwanie edukacyjne dla samorządów, organizacji społecznych i służb zajmujących się ochroną zwierząt.
Psa nie trzeba mieć
Najmocniejsze słowa prof. Mamzer dotyczą jednak nie wymiarów kojców, lecz odpowiedzialności człowieka.
– Na to odpowiedź jest jedna: psa nie trzeba mieć. A jeśli się go ma, to trzeba o niego dbać zgodnie z jego potrzebami – mówi ekspertka, odnosząc się do argumentów właścicieli, którzy tłumaczą brak spacerów czy odpowiedniej opieki ograniczeniami czasowymi.
I trudno o bardziej jednoznaczne podsumowanie tej dyskusji.
Pies nie jest obowiązkowym wyposażeniem gospodarstwa, żywym alarmem ani dodatkiem do posesji. Decyzja o jego przygarnięciu oznacza zobowiązanie na wiele lat. Nie tylko do karmienia, ale także do zapewnienia bezpieczeństwa, ruchu, kontaktu i warunków odpowiadających potrzebom żywego stworzenia.
Możemy więc przez kolejne miesiące spierać się, czy kojec powinien mieć cztery, osiem czy dwadzieścia metrów kwadratowych. Możemy regulować wysokość ogrodzeń i rodzaj podłoża.
Ale pozostaje pytanie ważniejsze od wszystkich zapisów rozporządzenia: czy naprawdę poprawiamy życie psa, czy tylko zmieniamy rodzaj jego więzienia?
Źródła: Polska Agencja Prasowa – rozmowa Pauliny Kurek z prof. Hanną Mamzer; Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi; ustawa o ochronie zwierząt.



Napisz komentarz
Komentarze