Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 13 września 2026 06:17
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Tajlandia (Khao Lak, Phuket) - Długi przeskok, ciuciubabka z monsunem i wakacje

Jak pracowałem w Polsce, byłem zdania, że im krótsze spódniczki przy mundurkach szkolnych - w ich żeńskim wydaniu, oczywiście - tym lepiej. Dopiero w Tajlandii, przekonałem się do czego takie obyczajowe rozwolnienie może doprowadzić. Teraz w pełni popieram zakaz malowania się chłopców w liceach i przychodzenia na zajęcia topless..... obiecuję wszem i wobec, że kiedyś przeproszę pana Romana za głośne krytykowanie jego konserwatywnych poglądów.

Mimo, że słowa pozornie głupiej, popowej piosenki "One night in Bangkok makes a hard man humble", okazały się mieć nad wyraz głęboki sens, nie chciało mi się szybko opuszczać "Miasta Aniołów". Mama Marka przygotowywała zbyt pożywne śniadania żeby tak po dwóch dniach, po których odczułem przesyt wrażeń się już żegnać.

 

Właśnie podczas jednego z nich - świeżego Pad Thai z warzywami i kilkoma sadzonymi jajkami na spokojnych przedmieściach, o spokojnym poranku, zaglądając w głąb swojego żołądka (tj. duszy), doszedłem dlaczego nie boję się miejsc powszechnie uważanych za niebezpieczne, a zwykli, pospolici lejdiboje, rodzą we mnie poczucie panicznego strachu.

 

Odpowiedź znał już dziadek Zygmunt. Nazwał ją pięknymi, podniosłymi słowami "kompleks kastracyjny". Wybuch miny rodzi kompleks kastracyjny bez konsekwencji, ale już widok "motylicy" w stanie przeobrażania z motyla, podświadomie wywołuje u mnie dziwne stany lękowe. Cóż..... mogłem się bać np. potworów w szafie.

 

W końcu, kiedy strzeliło kilka piorunów z sino-ciemnego nieba, przypomniało mi się, że zaczęła się pora deszczowa. Wypadało ruszyć dalej, w stronę miejsca, gdzie nie będzie codziennie padać a małe opóźnienie czasowe przypłacić kilkoma postojami na suszenie.

 

Tylko jak się wywieźć z ogromnego miasta? Na którym piętrze głównej arterii stanąć? Ba... co tam piętro? Jak tutaj znaleźć drogę we właściwym kierunku. Skorzystałem z wyszukiwarki pociągów. Jest! W moją stronę - do niewielkiego Cha-Am, jakieś 200 kilometrów na południe od Bangkoku. Najfajniejsze jest to, że pociąg ten jest całkowicie za darmo, a stacja położona jest niedaleko znanego mi China Town. Poszedłem na stację, kupiłem w kasie bilet za 40 bahtów (4zł), udałem się na peron, na którym, mimo pozornego chaosu, wszystko okazało się być ładne, przejrzyste i czytelne i wsiadłem do mojego, bez problemu odszukanego składu.

 

40 Bahtów to oczywiście tajska darmocha dla falangów. Niby mogłem się targować; mogłem wsiąść bez biletu i zgrać głupa, że google translator przetłumaczył mi, że nie trzeba mieć biletu, ale po co? Gdyby to było 400 bahtów to tak, ale dla 40 nie ma co robić awantury. Z drugiej strony, mimo, że rodzi to lekkie poczucie dyskryminacji, ma taka polityka ręce i nogi. Skoro Tajowie płacą podatki, a koleje są państwowe, czyli zbudowane i utrzymywane z tych ich podatków to po co mają dopłacać kolejny podatek w postaci biletu? Co innego falandzy ze swoimi wielkimi czterema literami, czasem podniesionymi do przypominającego owal kwadratu przez nadmiar tłuszczy w diecie. Oni podatków w Tajlandii nie płacą.

 

Mimo, że komfort jazdy trzecią klasą na twardych drewnianych fotelach nie należy do najwyższych a wagony sprawiają wrażenie jakby zostały losowo powyrywane z różnych innych pociągów z różnych dekad i połączone ze sobą w bardzo ciekawy i wymagający wielkiej wyobraźni sposób, Tajskie koleje bardzo dbają o komfort pasażerów. Co tam podwieszone do sufitu wiatraki i chodzący tam i spowrotem sprzedawcy przekąsek na których można zbankrutować? Najważniejsze było to, że na bilecie, który trzymałem w ręku buła nadrukowana godzina przyjazdu.

 

 

 

 

W Cha-Am byliśmy prawie planowo. Poślizg wyniósł tylko dwie godziny co w porównaniu do pociągu, który w Pakistanie wiózł mnie 700 kilometrów przez prawie 40 godzin nie było najgorsze. W Cha-Am zjadłem smażony ryż z jajem i pikantną sałatką z papaji i wyszedłem na trasę łapać spokojnie dalej stopa. Pani, która się zatrzymała, podwiozła mnie na kolejną stację oferując mi darmowy pociąg w pobliże Phukhetu. Nie wykręcałem się - łudziłem się, że rodowita Tajka może załatwić przejazd na gapę - niestety, nic z tego. Falang to falang. Money money give me all your money.

 

Zostałem za to odstawiony na posterunek ochrony ośrodka wypoczynkowego, w którym pracowała jej znajoma. Po piętnastu minutach, zza bramy wyłonił się prywatny songthaew, który rozwoził pracowników do domów. W ten sposób, zaliczyłem kolejne 50 kilometrów, przetoczyłem się przez kolejne miasto i złapałem dwie panie, które wręczyły mi świeży chleb, wodę i chciały mi dać 100 bahtów na szczęście, których mimo, że kończyła mi się gotówka, nie przyjąłem.

 

W miejscu, w którym mnie wysadziły zaczęło porządnie wiać. Chwilę później pojawiła się chmura i deszcz.... i to jaki deszcz! Zwiałem pod wiatę. Kiedy przestało dmuchać a ulewa zmieniła się w mżawkę, wymyśliłem, że pójdę pod drzewo obok drogi. Jakieś 20 metrów i już byłem cały mokry. W życiu nie widziałem takiej gęęęęęęstej mżawki. Niby wcale tak mocno nie padało, ale to była dosłownie kropla obok kropli. Na szczęście, w takich warunkach, od razu zatrzymało się dwóch żołnierzy. Podwieźli mnie kilkadziesiąt kilometrów na dworzec autobusowy.

 

Przestało padać. Przeszedłem kawałek dalej i znów złapałem króciutki przeskok do kolejnego dworca. Znów zaczęło padać. Tym razem tak mocno, że założyłem na plecak pokrowiec przeciwdeszczowy. Płaszcza nie chciało mi się wyciągać - z cukru nie jestem, było ciepło, a deszczówka czysta powinna być - można się małymi łyczkami napić przy okazji idąc.

 

Machając, przeszedłem kawałeczek na stację benzynową. Pomyślałem, że skoro jest restauracja i 711 to mogę sobie zamówić herbatę i przeczekać noc przy stoliku. Nic z tego! Zapomniałem, że im cieplejszy kraj tym wydajniejsza i zimniejsza klimatyzacja. Spanie w środku nie wchodziło w grę. Postawiłem na ławeczkę przed 711. Wyiągnąłem chleb, który dostałem i....... wróciłem do sklepu i poprosiłem o kartkę papieru. Napisałem na niej nazwę najdalszego miasta, przed rozjazdem dróg w stronę wybrzeża Morza Andamańskiego i Zatoki Tajskiej, położyłem ją na plecaku i zacząłem konsumować moją kolację. Zobaczyłem kierowcę ciężarówki, który najpierw zatankował, później ustawił się ukosem na parkingu i zniknął w arktycznych temperaturach sklepu. Pomyślałem, że pewnie jedzie daleko dlatego kiedy tylko wychodził, pokazałem mu kartkę.


- Co masz? Tylko ten plecak?
- Tak, tylko ten plecak i torbę z aparatem i wodą. A gdzie pan jedzie? Kierowca pokazał mi na mapie jakąś miejscowość położoną pod samą granicą z Malezją. A ja jadę Na Phukhet.
- To mogę Cię odstawić przed mój rozjazd do [jakaś skomplikowana i trudna do zapamiętania nazwa, którą wymawiając chyba bezbłędnie wzbudził we mnie pełny szacunek].


Jechaliśmy przez całą noc a mój kierowca co jakiś czas zatrzymywał się by uzupełnić prowiant, zapasy tytoniowe i kofeinowe. Najfajniejsze było to, że za cholerę nie wiedziałem, gdzie mnie wiezie. Zresztą po co wiedzieć zbyt dużo? Ważne, że w dobrą stronę, nie pod prąd i on sam wie najlepiej gdzie mam wyskoczyć. Do tego, choć zimno, było bezpiecznie - tak mi się wydawało do momentu kiedy ciężarówka zaczęła mu pływać. Chwilę później zrobiliśmy kolejną, dłuższą przerwę na kawę. Kierowcy w Tajlandii nie mają tachografów.


- Wooooow
- Woooooow
- Może się zatrzymamy? Zapytałem widząc jak jadący przed nami pickup, na zakręcie pojechał prosto i przedachował w rowie pomiędzy jezdniami
- Nie, nie trzeba
- To może zadzwonimy na policję?
- Nie trzeba. On na pewno zasnął, na pewno śpi.

 

No tak, Azjaci są bardzo pomocni i chojni - pod warunkiem, że się ich o coś poprosi - nieproszeni, z reguły trzymają się z daleka. Do tego, wszystkiego panicznie się boją - zatrzymanie się w środku nocy do udzielenia pierwszej pomocy daleko wykracza poza ich poczucie bezpieczeństwa. Ale już po prozaicznych rusztowaniach z bambusa skaczą bez żadnych linek jak gibony.

 

Chwilę po feralnym zaśnięciu. Ja też odpłynąłem. Obudził mnie mój kierowca, który faktycznie, odwiózł mnie najdalej jak mógł - nadrobił całe 20 kilometrów żeby wywieźć mnie poza rogatki miasta tak żebym mógł łapać auta wyjeżdżające poza nie. Ponieważ niedaleko była świeżo skoszona trawka, stwierdziłem, że dalszą jazdę odłożę na następny dzień. Wyciągnąłem namiot i..... rama - gdzie jest rama? Zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć gdzie ją zgubiłem - pokrowiec był, aluminiowych rurek brak. Zostało płutno, śledzie i folia, której używam zamiast tropiku oszczędzając na wadzę. Przynajmniej nie padało. Rozłożyłem karimatę i położyłem się na trawcę. Przypomniały mi się węże, które naliczyłem w ogródku Freddiego z Mae Sot, ale jakoś bez problemu zasnąłem.

 

 

Następnego dnia, spokojnie, na kilka przeskoków, dotoczyłem się najpierw w okolice Khao Sok,gdzie zastanawiałem się czy nie zostać na chwilę. Wielkie, wystające z ziemi postrzępione skały porośnięte nienaruszoną dżunglą. Trekking w dżungli? Nie głupi pomysł, ale wszędzie tylko nie w Tajlandii. Jeszcze by mnie jakieś dzikie plemię lejdibojów zaatakowało. Nic z tego!

 

 

 

 

 

Zjechałem dalej, do Khao Lak, gdzie skontaktowałem się z Ursulą z Niemiec. Na pozór, miła, starsza pani. W praktycę, autorka kilku przewodników, która w latach 80-tych, wraz z mężem zjeździła wszystkie kontynenty Volgswagenem Transporterem. Typowy backpacking tamtych czasów, jednak bardziej wymagający niż teraz.

 

Teraz mamy internet, wszystko można posprawdzać, zaaranżować, a Google zna odpowiedzi na większość nurtujących nas egzystencjonalnych pytań. Wcześniej? Już poza rogatkami rodzimego miasta czaiła się przepaść i potwory. Ursula, opowiadając jak robiła paszportowe pieczątki z ziemniaków bo nie zawsze udawało się znaleźć celników tam gdzie być powinni, przypomniała mi by bardziej realistycznie patrzeć na sprawy biurokratyczno-dokumentowe. Jeśli czegoś brakuje i przeskoczenie jest zbyt kosztowne lub niemożliwe, zawsze można to sobie samemu dorobić.

 

Mnie nadal brakuje prawa jazdy na motor..... ale już wyszperałem opisy zabezpieczeń i zacząłem tutorial photoshopa ;-). Kurortowe Khao Lak było jednym z najciężej dotkniętych przez Tsunami w 2004 roku miejsc. Tsunami w nadmorskich rejonach tej części Azji to nic nadzwyczajnego i ma prawo się co jakiś czas wydarzyć. Poziom wody, szczególnie podczas pory deszczowej, nie raz sięga na ponad kilometr w głąb lądu. Ale dopiero po tym jak przygrzmociło konkretnie, niczym nie przejmujący się na codzień Tajowie, zwrócili uwagę na zagrożenie jakie niesie ze sobą woda i opracowali odpowiednie przepisy budowlane, jak i plany ewakuacyjne.

 

W Tajlandii, Ursula robi to co większość starszych wiekiem falangów - odpoczywa. Z mężem się rozwiodła bo zostawił ją dla Tajki. Co te Tajki w sobie mają to ja nie wiem. Starsi panowie mają brzuszek, łysinkę i rencinkę, ale młode Tajki? Wcale nie oponowałem by w tym odpoczynku jej potowarzyszyć. W końcu, jeśli nie na polowania na żonę/męża/osobnika wielofunkcyjnego, to głównie po to przyjeżdża się do Krainy Uśmiechów. Mimo stabilizacji finansowej, Ursuli nadal zostały backpakerskie zwyczaje. Nie wzbudzając żadnych, najzwyczajniej w świecie mieszając się w tłum, korzystaliśmy m.in. z hotelowych basenów, prysznicy po kąpieli w słonej wodzie i.... biblioteki.

 

Po kilku dniach w Khao Lak, zjechałem dalej na Phukhet. Wystarczyło mi tylko przejść do kafejki, sprawdzić mapę, bo ta, którą miałem wcześniej zdążyła brzydko się od deszczu posklejać, i wyjść na drogę. Na Phukhecie zatrzymałem się u Aleksandra i Julii z Rosji. Gdyby nie oni, w życiu nie byłoby mnie stać na zakwaterowanie na tej luksusowej wyspie. Rosjanie w Tajlandii to specyficzna grupa przybyszy, o czym udało mi się przekonać kiedy wpadła mi gazetka m.in. z anonsami. Ogłoszenia na wynajem domków - nie jakichś wielkich willi tylko zwyczajnych domków - minimum 500 dolarów za noc (dla porównania, korzystając z jednej z wielu agencji, 80-metrowy, parterowy dom z ogrodem można wynająć za 400 dolarów miesięcznie). Za jacht trzeba rzucić co najmniej 1000 dolarów dziennie. Nie ma się, zresztą co dziwić. W tej samej gazecie było zestawienie największych jachtów na świecie. Na 10 z nich, połowa należała właśnie do rosyjskich "oligarchów", którzy najbardziej skorzystali na przejściu komunizmu w.... to coś co jest teraz.

 

Aleks i Julia to również podróżnicy, tylko, że innego rodzaju. Chcąc zmienić miejsce zamieszkania, bukują bilety, wynajmują dom, wprowadzają swoje sprzęty z najważniejszymi - laptopami i zajmują się pracą.; Aleks jest programistą w jednej z rosyjskich firm. Dzięki temu i dzięki erze powszechnego bardziej niż ciepła woda w spłuczce wifi, nie musi ograniczać się do jednego, stałego miejsca zamieszkania. Pogadaliśmy trochę o Indonezji i pobyczyliśmy się na plaży starając się łapać promyki słońca przeplatane co chwila ostrym i gwałtownym deszczem.
 

Pływanie w morzu podczas pory deszczowej ma taką wadę, że morze robi się nerwowe. Jest to idealna pora dla adeptów surfingu, którego już niedługo mam nadzieję spróbować. O ile na obrzydliwą i parzącą meduzę nie trafiłem, o tyle, silne prądy doświadczyłem na własnej skórze. Nigdy wcześniej, pozornie niska fala nie zwaliła mnie z nóg, obracając i koziołkując pod wodą.

 

Na szczęście ani w okolicach Khao Lak ani na Phukhecie nie ma raf koralowych więc nie ma możliwości rozbicia sobie głowy i utraty przytomności. Jednak zwykły wir może się okazać tak silny, że poniesie nas w zupełne inne miejsce niż chcemy. Co w takim przypadku zrobić? To samo co podczas bójek ulicznych - nie tracić kalorii na mocowanie się tylko spokojnie się poddać. Znudzona zabawą woda, wcześniej czy później nas wypluje. A jeśli nas nie odda? Można poczekać aż prąd zwolni i dopiero wtedy wypływać w górę. Warto przy tym spojrzeć czy nie idzie kolejna fala - jeśli właśnie łamie się przed nami, lepiej uciec znów pod wodę. Takie porady dostałem od kilku osób - między innymi od Aleksa, który właśnie podczas pory deszczowej surfował w Indonezji na większych falach. Dzięki tej nieocenionej wiedzy, "łapanie" wirów było moją ulubioną zabawą na Phukhecie.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: 12.09.2026 21:28
Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

Dziś jest sobota, 12 września, dwieście pięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostało 110 dni. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 6.09, a zachodzi około 19.01. Data dodania artykułu: 12.09.2026 08:04
Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września)

11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Nie ma wielu dat, które stały się nazwą wydarzenia. „11 września” należy do nich. Dokładnie 25 lat temu cztery porwane samoloty zamieniły zwykły wtorkowy poranek w jeden z najbardziej przejmujących obrazów początku XXI wieku. Dwie wieże World Trade Center runęły, płonął Pentagon, a lot 93 zakończył się na polu w Pensylwanii. Ale 11 września ma znacznie dłuższą historię: tego dnia William Wallace zwyciężał pod Stirling, ginęli Żwirko i Wigura, wojska gen. Kutrzeby odbijały Łowicz, rozpoczęto budowę Pentagonu, armia obalała Salvadora Allende, a Węgry otwierały granicę dla obywateli NRD. Muzycznie mamy dziś 45. rocznicę powstania Lady Pank oraz urodziny Moby’ego, Harry’ego Connicka Jr. i Ludacrisa. Sportowo zaczynają się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship, Polki grają z Beninem na mundialu U-20, Formuła 1 po raz pierwszy wyjeżdża na Madring, a Lechia Tomaszów walczy w Ząbkach o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo sezonu. Data dodania artykułu: 11.09.2026 09:22
11 września w historii i dziś: od Stirling po 9/11, rocznica Lady Pank i mecz Lechii Tomaszów w Ząbkach

Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

Czwartek, 10 września 2026 roku, pokazał, że światowa mapa bezpieczeństwa zaczyna przypominać system naczyń połączonych. Huti przejęli strategiczny port Mokha w Jemenie i znaleźli się jeszcze bliżej cieśniny Bab el-Mandeb, przez którą prowadzi jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Ropa Brent przebiła dziś 105 dolarów za baryłkę, a Europejski Bank Centralny odpowiedział na rosnącą presję inflacyjną podwyżką stóp procentowych. Nad ranem rosyjskie drony atakujące zachodnią Ukrainę po raz kolejny postawiły na nogi polskie lotnictwo; RCB wysyłało alerty mieszkańcom Lubelszczyzny i Podkarpacia, a ruch w Rzeszowie i Lublinie został czasowo wstrzymany. W kraju po tragicznej katastrofie kolejowej rząd zapowiada odbieranie prawa jazdy za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, TSUE wydał ważny wyrok dla frankowiczów, a Łódź po dziesięcioleciach żegnała dzieci zamordowane i wyniszczone w niemieckim obozie przy Przemysłowej. W Tomaszowie natomiast zaczęło się dziś głosowanie, w którym mieszkańcy zdecydują, jak wydać 1,7 mln zł z Budżetu Obywatelskiego. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 10.09.2026 21:22
Huti biorą Mokhę, ropa ponad 105 dolarów. Polska poderwała lotnictwo. Łódź żegna dzieci wojny

10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Dziś jest czwartek, 253. dzień roku. Do końca 2026 roku pozostają 112 dni. W Tomaszowie Mazowieckim Słońce wschodzi około godz. 6.07, a zachodzi o 19.06. Imieniny obchodzą m.in. Łukasz, Sebastian, Mikołaj, Piotr, Izabela, Antoni i Monika. Data dodania artykułu: 10.09.2026 07:01
10 września w historii. Deyna daje Polsce złoto, Ulmowie zostają błogosławieni, Mazowsze wraca do Korony

Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

Historia nie zawsze zaczyna się w odległych stolicach. Czasem jej ważny rozdział powstaje tuż obok — jak odezwa Władysława Jagiełły przeciw zakonowi krzyżackiemu, wydana w Wolborzu dokładnie 617 lat temu. Dziś polityczne rozmowy toczą się już w zupełnie innej Europie: w Warszawie tematem będzie przyszły budżet Unii. W kalendarium wracamy też do sprawy brzeskiej, sukcesu „Noża w wodzie” i muzyki Otisa Reddinga. Data dodania artykułu: 09.09.2026 08:08
Od Jagiełły w Wolborzu po rozmowy o unijnych miliardach. Dziś w kraju i na świecie — 9 września

8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

8 września Tomaszów Mazowiecki ma swoją własną, bardzo ważną kartkę w kalendarzu. Dokładnie 196 lat temu komisarz rządowy odczytał akt nadania praw miejskich, a pierwszy burmistrz złożył przysięgę. Tego samego dnia historii przypominamy wielkie zwycięstwo pod Orszą, początek tragedii Leningradu, dramatyczny protest Ryszarda Siwca i śmierć Elżbiety II. Muzycznie 8 września łączy P!nk, Patsy Cline i Aviciiego. Sportowo zaś najważniejszy polski punkt dnia jest w Katowicach: biało-czerwone zagrają z Meksykiem na mistrzostwach świata U-20. A skoro obchodzimy również Dzień Dobrych Wiadomości, spróbujmy przez chwilę spojrzeć na historię inaczej niż wyłącznie przez dym, wojny i katastrofy. Data dodania artykułu: 08.09.2026 09:08
8 września. To dziś Tomaszów został uroczyście ogłoszony miastem. Orsza, Siwiec, Avicii i wielki mecz Polek

Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Poniedziałek, 7 września 2026 roku, przynosi ten rodzaj wiadomości, w których słowo „pokój” pojawia się niemal równie często jak „atak”. Kreml po weekendowej misji Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera nie wyklucza wznowienia trójstronnych rozmów Rosja–Ukraina–USA. W tym samym czasie ukraińskie drony uderzają w trzy rosyjskie rafinerie, a Rosjanie atakują ukraińskie porty. Na Bliskim Wschodzie Iran zapowiada stworzenie nowej „strefy ograniczonej” w Zatoce Perskiej i ostrzega amerykańskie firmy energetyczne, że ich instalacje mogą stać się celem. Ropa Brent doszła dziś do 98 dolarów za baryłkę. W Polsce wojsko rozpoczyna przemieszczanie sprzętu przed dużymi ćwiczeniami „Czarny Obrońca ’26”, a w Sejmie naukowcy po raz pierwszy rozmawiają o zmianie klimatu jak o elemencie bezpieczeństwa narodowego. W Łódzkiem ruszają przygotowania do budowy wielkiej sieci tras rowerowych, w tym Velo Pilica, mającej bezpośredni związek z naszym regionem. A Tomaszów? Tutaj poniedziałek nadal żyje skutkami jednego z najbardziej burzliwych walnych zgromadzeń w historii SM „Przodownik”. Stan informacji: około godz. 20.00. Data dodania artykułu: 07.09.2026 23:14
Pokój mówi jedno, drony drugie. Kreml dopuszcza rozmowy, Iran grozi energetyce. Wojsko rusza na drogi

Polecane

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale

Sobota, 12 września 2026 roku, przypomniała, że granica między wiadomością ze świata a komunikatem na polskim telefonie zrobiła się niebezpiecznie cienka. Rosyjskie drony uderzały w zachodnią Ukrainę, Polska podniosła gotowość obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alerty RCB. W samej Ukrainie rosyjskie naloty zabiły co najmniej osiem osób, podczas gdy Wołodymyr Zełenski deklaruje gotowość do spotkania z Władimirem Putinem na grudniowym G20. Jednocześnie drugi wielki front kryzysu przesuwa się przez Bliski Wschód: Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po ataku dronów, Huti zajęli wyspę Perim w cieśninie Bab el-Mandeb, a Brent zakończyła tydzień na poziomie 104,61 dolara za baryłkę. W Polsce obchodzimy dziś Święto Wojsk Lądowych – datę szczególnie bliską Tomaszowowi Mazowieckiemu, gdzie stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. A jutro oczy całego rolniczego kraju zwrócą się kilkanaście kilometrów od nas: Spała będzie gospodarzem Dożynek Polskich. Stan informacji: około godz. 20.15. Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:28
33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie?

Koszulki, spodnie, buty i foliowe worki zamiast do pojemnika trafiają na chodnik i trawnik. Kontener, który ma służyć ponownemu wykorzystaniu odzieży, potrafi w krótkim czasie zmienić swoje otoczenie w prowizoryczne wysypisko. Według Zarządu Dróg Powiatowych w pasach dróg powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim stoją 33 takie pojemniki. Za zajęcie 32 metrów kwadratowych publicznego terenu ich operator płaci powiatowi 1408 zł rocznie. A kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, ubrania i inne przedmioty zdarza się sprzątać… pracownikom ZDP. Dokumenty ujawniają jednak jeszcze więcej pytań. Choćby tak podstawowe, jak to, czy pojemników rzeczywiście jest 33. Data dodania artykułu: Wczoraj, 20:05
Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa

Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie? Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:37 Liczba komentarzy: 3
Wydarzenia sportowe w skrócie – sobota, 12 września, godz. 22.00 Rosyjskie drony znów stawiają Polskę w gotowości. Saudyjski rurociąg zamknięty, ropa ponad 100 dolarów. Jutro wielkie dożynki w Spale Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego 33 pojemniki, 1408 zł rocznie, czasem sprząta ZDP. Kto odpowiada za kontenery na odzież w Tomaszowie? Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Pilne! Zaginęła 17-letnia Izabela Bąbol. Policja prosi o pomoc Pilne! Policjanci z Tomaszowa poszukują 17-letniej W.... /osoba odnaleziona/ Lechia wraca z Ząbek bez punktów. Fatalny początek przesądził o porażce Dziś w kraju i na świecie (sobota, 12 września) Mateusz Stolarski nowym trenerem Widzewa Łódź. Debiut już przeciwko Legii
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: xyz Treść komentarza: Bardzo oryginalny sposób na wybór nowego prezesa. Czy był jakiś konkurs? Ciekawe jest, że na prezesa wyciągnięto z kapelusza człowieka, który nie zarządzał zasobami mieszkaniowymi. Epizod w radzie nadzorczej TBS to nie to samo co spółdzielnia. Wypada tylko życzyć powodzenia. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Szanowna Redakcjo. Chcieliście pomóc tym artykułem naszym, lokalnym i polskim, ceramicznym gigantom: Ceramice Paradyż i Opocznu?! Pięknie, kur5a, ładnie... Szkoda tylko, że nie podaliście Waszym czytelnikom adresów tych hurtowni, który niemal za bezcen sprowadzają płytki z Indii. Ludzie. Gdzie wy macie rozum?! Źródło komentarza: Indyjska płytka płynie tysiące kilometrów i jest tańsza. Czy kryzys ceramiki uderzy w Tomaszów? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Cytat ostatniego zdania z materiału powyżej: "Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe: kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz? " W normalnym świecie (świat dotychczasowego kierownictwa SM Przodownik, to nie był normalny świat) najważniejszy pomiot spółdzielni, czyli jej członkowie już przed Walnym i przed ewentualną zmianą władz spółdzielni powinni dokładnie wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli powinni znać listy kandydatów do zarządu, do rady nadzorczej i kandydatów na prezesa spółdzielni. Do takich informacji powinny w odpowiednim czasie dotrzeć lokalne media. Teraz, ta końcowa informacja, podana grubym drukiem pod koniec powyższego materiału, to już musztarda po obiedzie. Ten totalny burdel, jaki widzieliśmy w trakcie Walnego, wynikał i dalej wynika z braku rzetelnych informacji, jakie powinny do nas dotrzeć przed Walnym. Informacje, które teraz dostaniemy, to będą tylko opowieści dziwnej treści. No, ale dobre i to.... PS. Za ostatnimi prezesami SM Przodownik nie przepadałem Jeśli, wg Redakcji, ten nowy prezes, to jednak fachowiec, który zaczynał u Prezydenta Zagozdona w Tomaszowie, a potem wiele razy zmieniał pracę, to pozostaje pytanie: jaka była tak częsta zmiana tych stołków... Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: Green Treść komentarza: Dziennikarz portalu jak zawsze obiektywny xD Źródło komentarza: Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja Autor komentarza: Ada Treść komentarza: w tej sytuacji należy przedstawić innego jeszcze kandydata na stanowisko prezesa. Ciężar zasług, wyróżnień i dokonań pana Pietkiewicza może wprowadzić dodatkową dyspropocję w zarządzie spółdzielni. Źródło komentarza: Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa Autor komentarza: jvz Treść komentarza: czekamy na krs kto podpisze Źródło komentarza: Nowy prezes SM Przodownik zapowiada audyt i porządkowanie spraw po burzliwym walnym w Tomaszowie Mazowieckim
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama