Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 19 stycznia 2026 21:49
Reklama
Reklama

Tajlandia (Khao Lak, Phuket) - Długi przeskok, ciuciubabka z monsunem i wakacje

Jak pracowałem w Polsce, byłem zdania, że im krótsze spódniczki przy mundurkach szkolnych - w ich żeńskim wydaniu, oczywiście - tym lepiej. Dopiero w Tajlandii, przekonałem się do czego takie obyczajowe rozwolnienie może doprowadzić. Teraz w pełni popieram zakaz malowania się chłopców w liceach i przychodzenia na zajęcia topless..... obiecuję wszem i wobec, że kiedyś przeproszę pana Romana za głośne krytykowanie jego konserwatywnych poglądów.

Mimo, że słowa pozornie głupiej, popowej piosenki "One night in Bangkok makes a hard man humble", okazały się mieć nad wyraz głęboki sens, nie chciało mi się szybko opuszczać "Miasta Aniołów". Mama Marka przygotowywała zbyt pożywne śniadania żeby tak po dwóch dniach, po których odczułem przesyt wrażeń się już żegnać.

 

Właśnie podczas jednego z nich - świeżego Pad Thai z warzywami i kilkoma sadzonymi jajkami na spokojnych przedmieściach, o spokojnym poranku, zaglądając w głąb swojego żołądka (tj. duszy), doszedłem dlaczego nie boję się miejsc powszechnie uważanych za niebezpieczne, a zwykli, pospolici lejdiboje, rodzą we mnie poczucie panicznego strachu.

 

Odpowiedź znał już dziadek Zygmunt. Nazwał ją pięknymi, podniosłymi słowami "kompleks kastracyjny". Wybuch miny rodzi kompleks kastracyjny bez konsekwencji, ale już widok "motylicy" w stanie przeobrażania z motyla, podświadomie wywołuje u mnie dziwne stany lękowe. Cóż..... mogłem się bać np. potworów w szafie.

 

W końcu, kiedy strzeliło kilka piorunów z sino-ciemnego nieba, przypomniało mi się, że zaczęła się pora deszczowa. Wypadało ruszyć dalej, w stronę miejsca, gdzie nie będzie codziennie padać a małe opóźnienie czasowe przypłacić kilkoma postojami na suszenie.

 

Tylko jak się wywieźć z ogromnego miasta? Na którym piętrze głównej arterii stanąć? Ba... co tam piętro? Jak tutaj znaleźć drogę we właściwym kierunku. Skorzystałem z wyszukiwarki pociągów. Jest! W moją stronę - do niewielkiego Cha-Am, jakieś 200 kilometrów na południe od Bangkoku. Najfajniejsze jest to, że pociąg ten jest całkowicie za darmo, a stacja położona jest niedaleko znanego mi China Town. Poszedłem na stację, kupiłem w kasie bilet za 40 bahtów (4zł), udałem się na peron, na którym, mimo pozornego chaosu, wszystko okazało się być ładne, przejrzyste i czytelne i wsiadłem do mojego, bez problemu odszukanego składu.

 

40 Bahtów to oczywiście tajska darmocha dla falangów. Niby mogłem się targować; mogłem wsiąść bez biletu i zgrać głupa, że google translator przetłumaczył mi, że nie trzeba mieć biletu, ale po co? Gdyby to było 400 bahtów to tak, ale dla 40 nie ma co robić awantury. Z drugiej strony, mimo, że rodzi to lekkie poczucie dyskryminacji, ma taka polityka ręce i nogi. Skoro Tajowie płacą podatki, a koleje są państwowe, czyli zbudowane i utrzymywane z tych ich podatków to po co mają dopłacać kolejny podatek w postaci biletu? Co innego falandzy ze swoimi wielkimi czterema literami, czasem podniesionymi do przypominającego owal kwadratu przez nadmiar tłuszczy w diecie. Oni podatków w Tajlandii nie płacą.

 

Mimo, że komfort jazdy trzecią klasą na twardych drewnianych fotelach nie należy do najwyższych a wagony sprawiają wrażenie jakby zostały losowo powyrywane z różnych innych pociągów z różnych dekad i połączone ze sobą w bardzo ciekawy i wymagający wielkiej wyobraźni sposób, Tajskie koleje bardzo dbają o komfort pasażerów. Co tam podwieszone do sufitu wiatraki i chodzący tam i spowrotem sprzedawcy przekąsek na których można zbankrutować? Najważniejsze było to, że na bilecie, który trzymałem w ręku buła nadrukowana godzina przyjazdu.

 

 

 

 

W Cha-Am byliśmy prawie planowo. Poślizg wyniósł tylko dwie godziny co w porównaniu do pociągu, który w Pakistanie wiózł mnie 700 kilometrów przez prawie 40 godzin nie było najgorsze. W Cha-Am zjadłem smażony ryż z jajem i pikantną sałatką z papaji i wyszedłem na trasę łapać spokojnie dalej stopa. Pani, która się zatrzymała, podwiozła mnie na kolejną stację oferując mi darmowy pociąg w pobliże Phukhetu. Nie wykręcałem się - łudziłem się, że rodowita Tajka może załatwić przejazd na gapę - niestety, nic z tego. Falang to falang. Money money give me all your money.

 

Zostałem za to odstawiony na posterunek ochrony ośrodka wypoczynkowego, w którym pracowała jej znajoma. Po piętnastu minutach, zza bramy wyłonił się prywatny songthaew, który rozwoził pracowników do domów. W ten sposób, zaliczyłem kolejne 50 kilometrów, przetoczyłem się przez kolejne miasto i złapałem dwie panie, które wręczyły mi świeży chleb, wodę i chciały mi dać 100 bahtów na szczęście, których mimo, że kończyła mi się gotówka, nie przyjąłem.

 

W miejscu, w którym mnie wysadziły zaczęło porządnie wiać. Chwilę później pojawiła się chmura i deszcz.... i to jaki deszcz! Zwiałem pod wiatę. Kiedy przestało dmuchać a ulewa zmieniła się w mżawkę, wymyśliłem, że pójdę pod drzewo obok drogi. Jakieś 20 metrów i już byłem cały mokry. W życiu nie widziałem takiej gęęęęęęstej mżawki. Niby wcale tak mocno nie padało, ale to była dosłownie kropla obok kropli. Na szczęście, w takich warunkach, od razu zatrzymało się dwóch żołnierzy. Podwieźli mnie kilkadziesiąt kilometrów na dworzec autobusowy.

 

Przestało padać. Przeszedłem kawałek dalej i znów złapałem króciutki przeskok do kolejnego dworca. Znów zaczęło padać. Tym razem tak mocno, że założyłem na plecak pokrowiec przeciwdeszczowy. Płaszcza nie chciało mi się wyciągać - z cukru nie jestem, było ciepło, a deszczówka czysta powinna być - można się małymi łyczkami napić przy okazji idąc.

 

Machając, przeszedłem kawałeczek na stację benzynową. Pomyślałem, że skoro jest restauracja i 711 to mogę sobie zamówić herbatę i przeczekać noc przy stoliku. Nic z tego! Zapomniałem, że im cieplejszy kraj tym wydajniejsza i zimniejsza klimatyzacja. Spanie w środku nie wchodziło w grę. Postawiłem na ławeczkę przed 711. Wyiągnąłem chleb, który dostałem i....... wróciłem do sklepu i poprosiłem o kartkę papieru. Napisałem na niej nazwę najdalszego miasta, przed rozjazdem dróg w stronę wybrzeża Morza Andamańskiego i Zatoki Tajskiej, położyłem ją na plecaku i zacząłem konsumować moją kolację. Zobaczyłem kierowcę ciężarówki, który najpierw zatankował, później ustawił się ukosem na parkingu i zniknął w arktycznych temperaturach sklepu. Pomyślałem, że pewnie jedzie daleko dlatego kiedy tylko wychodził, pokazałem mu kartkę.


- Co masz? Tylko ten plecak?
- Tak, tylko ten plecak i torbę z aparatem i wodą. A gdzie pan jedzie? Kierowca pokazał mi na mapie jakąś miejscowość położoną pod samą granicą z Malezją. A ja jadę Na Phukhet.
- To mogę Cię odstawić przed mój rozjazd do [jakaś skomplikowana i trudna do zapamiętania nazwa, którą wymawiając chyba bezbłędnie wzbudził we mnie pełny szacunek].


Jechaliśmy przez całą noc a mój kierowca co jakiś czas zatrzymywał się by uzupełnić prowiant, zapasy tytoniowe i kofeinowe. Najfajniejsze było to, że za cholerę nie wiedziałem, gdzie mnie wiezie. Zresztą po co wiedzieć zbyt dużo? Ważne, że w dobrą stronę, nie pod prąd i on sam wie najlepiej gdzie mam wyskoczyć. Do tego, choć zimno, było bezpiecznie - tak mi się wydawało do momentu kiedy ciężarówka zaczęła mu pływać. Chwilę później zrobiliśmy kolejną, dłuższą przerwę na kawę. Kierowcy w Tajlandii nie mają tachografów.


- Wooooow
- Woooooow
- Może się zatrzymamy? Zapytałem widząc jak jadący przed nami pickup, na zakręcie pojechał prosto i przedachował w rowie pomiędzy jezdniami
- Nie, nie trzeba
- To może zadzwonimy na policję?
- Nie trzeba. On na pewno zasnął, na pewno śpi.

 

No tak, Azjaci są bardzo pomocni i chojni - pod warunkiem, że się ich o coś poprosi - nieproszeni, z reguły trzymają się z daleka. Do tego, wszystkiego panicznie się boją - zatrzymanie się w środku nocy do udzielenia pierwszej pomocy daleko wykracza poza ich poczucie bezpieczeństwa. Ale już po prozaicznych rusztowaniach z bambusa skaczą bez żadnych linek jak gibony.

 

Chwilę po feralnym zaśnięciu. Ja też odpłynąłem. Obudził mnie mój kierowca, który faktycznie, odwiózł mnie najdalej jak mógł - nadrobił całe 20 kilometrów żeby wywieźć mnie poza rogatki miasta tak żebym mógł łapać auta wyjeżdżające poza nie. Ponieważ niedaleko była świeżo skoszona trawka, stwierdziłem, że dalszą jazdę odłożę na następny dzień. Wyciągnąłem namiot i..... rama - gdzie jest rama? Zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć gdzie ją zgubiłem - pokrowiec był, aluminiowych rurek brak. Zostało płutno, śledzie i folia, której używam zamiast tropiku oszczędzając na wadzę. Przynajmniej nie padało. Rozłożyłem karimatę i położyłem się na trawcę. Przypomniały mi się węże, które naliczyłem w ogródku Freddiego z Mae Sot, ale jakoś bez problemu zasnąłem.

 

 

Następnego dnia, spokojnie, na kilka przeskoków, dotoczyłem się najpierw w okolice Khao Sok,gdzie zastanawiałem się czy nie zostać na chwilę. Wielkie, wystające z ziemi postrzępione skały porośnięte nienaruszoną dżunglą. Trekking w dżungli? Nie głupi pomysł, ale wszędzie tylko nie w Tajlandii. Jeszcze by mnie jakieś dzikie plemię lejdibojów zaatakowało. Nic z tego!

 

 

 

 

 

Zjechałem dalej, do Khao Lak, gdzie skontaktowałem się z Ursulą z Niemiec. Na pozór, miła, starsza pani. W praktycę, autorka kilku przewodników, która w latach 80-tych, wraz z mężem zjeździła wszystkie kontynenty Volgswagenem Transporterem. Typowy backpacking tamtych czasów, jednak bardziej wymagający niż teraz.

 

Teraz mamy internet, wszystko można posprawdzać, zaaranżować, a Google zna odpowiedzi na większość nurtujących nas egzystencjonalnych pytań. Wcześniej? Już poza rogatkami rodzimego miasta czaiła się przepaść i potwory. Ursula, opowiadając jak robiła paszportowe pieczątki z ziemniaków bo nie zawsze udawało się znaleźć celników tam gdzie być powinni, przypomniała mi by bardziej realistycznie patrzeć na sprawy biurokratyczno-dokumentowe. Jeśli czegoś brakuje i przeskoczenie jest zbyt kosztowne lub niemożliwe, zawsze można to sobie samemu dorobić.

 

Mnie nadal brakuje prawa jazdy na motor..... ale już wyszperałem opisy zabezpieczeń i zacząłem tutorial photoshopa ;-). Kurortowe Khao Lak było jednym z najciężej dotkniętych przez Tsunami w 2004 roku miejsc. Tsunami w nadmorskich rejonach tej części Azji to nic nadzwyczajnego i ma prawo się co jakiś czas wydarzyć. Poziom wody, szczególnie podczas pory deszczowej, nie raz sięga na ponad kilometr w głąb lądu. Ale dopiero po tym jak przygrzmociło konkretnie, niczym nie przejmujący się na codzień Tajowie, zwrócili uwagę na zagrożenie jakie niesie ze sobą woda i opracowali odpowiednie przepisy budowlane, jak i plany ewakuacyjne.

 

W Tajlandii, Ursula robi to co większość starszych wiekiem falangów - odpoczywa. Z mężem się rozwiodła bo zostawił ją dla Tajki. Co te Tajki w sobie mają to ja nie wiem. Starsi panowie mają brzuszek, łysinkę i rencinkę, ale młode Tajki? Wcale nie oponowałem by w tym odpoczynku jej potowarzyszyć. W końcu, jeśli nie na polowania na żonę/męża/osobnika wielofunkcyjnego, to głównie po to przyjeżdża się do Krainy Uśmiechów. Mimo stabilizacji finansowej, Ursuli nadal zostały backpakerskie zwyczaje. Nie wzbudzając żadnych, najzwyczajniej w świecie mieszając się w tłum, korzystaliśmy m.in. z hotelowych basenów, prysznicy po kąpieli w słonej wodzie i.... biblioteki.

 

Po kilku dniach w Khao Lak, zjechałem dalej na Phukhet. Wystarczyło mi tylko przejść do kafejki, sprawdzić mapę, bo ta, którą miałem wcześniej zdążyła brzydko się od deszczu posklejać, i wyjść na drogę. Na Phukhecie zatrzymałem się u Aleksandra i Julii z Rosji. Gdyby nie oni, w życiu nie byłoby mnie stać na zakwaterowanie na tej luksusowej wyspie. Rosjanie w Tajlandii to specyficzna grupa przybyszy, o czym udało mi się przekonać kiedy wpadła mi gazetka m.in. z anonsami. Ogłoszenia na wynajem domków - nie jakichś wielkich willi tylko zwyczajnych domków - minimum 500 dolarów za noc (dla porównania, korzystając z jednej z wielu agencji, 80-metrowy, parterowy dom z ogrodem można wynająć za 400 dolarów miesięcznie). Za jacht trzeba rzucić co najmniej 1000 dolarów dziennie. Nie ma się, zresztą co dziwić. W tej samej gazecie było zestawienie największych jachtów na świecie. Na 10 z nich, połowa należała właśnie do rosyjskich "oligarchów", którzy najbardziej skorzystali na przejściu komunizmu w.... to coś co jest teraz.

 

Aleks i Julia to również podróżnicy, tylko, że innego rodzaju. Chcąc zmienić miejsce zamieszkania, bukują bilety, wynajmują dom, wprowadzają swoje sprzęty z najważniejszymi - laptopami i zajmują się pracą.; Aleks jest programistą w jednej z rosyjskich firm. Dzięki temu i dzięki erze powszechnego bardziej niż ciepła woda w spłuczce wifi, nie musi ograniczać się do jednego, stałego miejsca zamieszkania. Pogadaliśmy trochę o Indonezji i pobyczyliśmy się na plaży starając się łapać promyki słońca przeplatane co chwila ostrym i gwałtownym deszczem.
 

Pływanie w morzu podczas pory deszczowej ma taką wadę, że morze robi się nerwowe. Jest to idealna pora dla adeptów surfingu, którego już niedługo mam nadzieję spróbować. O ile na obrzydliwą i parzącą meduzę nie trafiłem, o tyle, silne prądy doświadczyłem na własnej skórze. Nigdy wcześniej, pozornie niska fala nie zwaliła mnie z nóg, obracając i koziołkując pod wodą.

 

Na szczęście ani w okolicach Khao Lak ani na Phukhecie nie ma raf koralowych więc nie ma możliwości rozbicia sobie głowy i utraty przytomności. Jednak zwykły wir może się okazać tak silny, że poniesie nas w zupełne inne miejsce niż chcemy. Co w takim przypadku zrobić? To samo co podczas bójek ulicznych - nie tracić kalorii na mocowanie się tylko spokojnie się poddać. Znudzona zabawą woda, wcześniej czy później nas wypluje. A jeśli nas nie odda? Można poczekać aż prąd zwolni i dopiero wtedy wypływać w górę. Warto przy tym spojrzeć czy nie idzie kolejna fala - jeśli właśnie łamie się przed nami, lepiej uciec znów pod wodę. Takie porady dostałem od kilku osób - między innymi od Aleksa, który właśnie podczas pory deszczowej surfował w Indonezji na większych falach. Dzięki tej nieocenionej wiedzy, "łapanie" wirów było moją ulubioną zabawą na Phukhecie.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Reklama
Reklama

Polecane

Co dalej z budżetem i Zarządem Powiatu. Wyjaśniamy co stanowią przepisy prawa

Co dalej z budżetem i Zarządem Powiatu. Wyjaśniamy co stanowią przepisy prawa

Nieodpowiedzialny wniosek o przerwę w obradach, złożony przez radnego Mordakę a wszystko wskazuje na to, że wcześniej skonsultowany z radnymi PiS i Koalicji Obywatelskiej, doprowadził do sytuacji patowej w powiecie. Chaos i destrukcja okazują się nie tylko sposobem na zarządzanie krajem ale zostały też przeniesione do samorządu. Do kogo na leży krzesło i kto powinien na nim siedzieć, kto z kim może a kto nie powinien rozmawiać. A przecież przepisy są jasne. Prawdopodobnie próba destabilizacji zrobiona przez Kazimierza Mordakę się nie powiedzie, bo radni z wybranym starostą Kowalczykiem na czele już złożyli wniosek o zwołanie kolejnej sesji. Powinna się odbyć w ciągu 7 dni, a więc najpóźniej we wtorek. Co jeśli Michał Jodłowski jej jednak nie zwoła? Wtedy zająć się nim będzie musiał prokurator.Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:24 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Most nad Wolbórką w ciągu ul. Legionów zamknięty od połowy listopada. Przebudowa najwcześniej wiosną

Most nad Wolbórką w ciągu ul. Legionów zamknięty od połowy listopada. Przebudowa najwcześniej wiosną

Most nad Wolbórką w ciągu ulicy Legionów pozostaje zamknięty dla ruchu od 17 listopada i – jak dziś wynika z deklaracji Zarządu Dróg Powiatowych – na szybkie rozpoczęcie przebudowy nie ma co liczyć. Wszystko wskazuje na to, że prace ruszą dopiero wiosną, a kluczową przeszkodą ma być brak uchwalonego budżetu powiatu, co blokuje możliwość ogłoszenia przetargu. Kazimierz Mordaka oraz radni PiS i KO postanowili, że przerwa w obradach Rady Powiatu może potrwać półtora miesiąca, mimo, że budżet należy przyjąć do 30 stycznia. Zgodnie z propozycją Starosty Dariusza Kowalczyka sesja budżetowa powinna się odbyć jutro.Data dodania artykułu: Wczoraj, 19:50 Liczba komentarzy: 2
Sławomir Żegota wyjaśnia: ustąpiłem dla dobra powiatu, poparłem Dariusza Kowalczyka

Sławomir Żegota wyjaśnia: ustąpiłem dla dobra powiatu, poparłem Dariusza Kowalczyka

Sławomir Żegota był prawdziwym a nie tylko domniemanym kandydatem na Starostę Powiatu Tomaszowskiego, którego wymyśliłby jednoosobowo poseł a wsparło wąskie, dwuosobowe kółko wzajemnej adoracji. W drodze dyskusji i kompromisu odpuścił zajmowanie tego stanowiska na rzecz Dariusza Kowalczyka, co było decyzją nie tylko kompromisową ale i pragmatyczną. Obaj panowie co prawda mają duże doświadczenie samorządowe, ale sam Żegota był wcześniej jedynie nieetatowym członkiem Zarządu, a Kowalczyk jednak wicestarostą, któremu podlegały bezpośrednio wszystkie najważniejsze wydziały w Powiecie. Ma Żegotę w ostatnich dnia wylano całe masę obrzydliwych a nawet wulgarnych komentarzy. Radny Mordaka krzyczał nawet do niego: wydymałeś mnie! Cokolwiek miałoby to oznaczać. Żegota do dzisiaj milczał, cierpliwe znosząc chamstwo i obelgi. Dzisiaj jednak postanowił zabrać głos. Poniżej jego komentarz do sytuacji w Powiecie, jaki opublikował na swoim profilu internetowym.Data dodania artykułu: 17.01.2026 11:41 Liczba komentarzy: 15 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 11
Pierwsza Złota Tarcza dla Technikum nr 6Noc w Śródziemiu w Heliosie. Maraton „Władcy Pierścieni” w wersjach reżyserskichProf. Przemysław Kosiński: poród może w sekundę z fizjologii przerodzić się w patologię (wywiad)Co dalej z budżetem i Zarządem Powiatu. Wyjaśniamy co stanowią przepisy prawaMost nad Wolbórką w ciągu ul. Legionów zamknięty od połowy listopada. Przebudowa najwcześniej wiosnąUKS Pilica rocznik 2019 najlepszy w Ekstralidze Talentów w SosnowcuDziś w kraju i na świecie (niedziela, 18 stycznia)Czwartek z PLS 1. Ligą: CUK Anioły Toruń – Lechia Tomaszów Mazowiecki 3:0Złota Łyżwa w Tomaszowie: pierwszy dzień Ogólnopolskich Zawodów Dzieci za nami.Perspektywy 2025: jak wypadły szkoły z Tomaszowa Mazowieckiego i co mówią o rankingu sami pedagodzy?Sławomir Żegota wyjaśnia: ustąpiłem dla dobra powiatu, poparłem Dariusza KowalczykaJeden telefon może uratować życie. Policyjna interwencja na ul. Tkackiej w Tomaszowie
Reklama
Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

1. Podstawowym obowiązkiem dozorcy jest dbałość o powierzone jego pieczy budynki i ich wyposażenie w urządzenia techniczne.2. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości i właściwych służb technicznych o dostrzeżonych uszkodzeniach lub wadliwym działaniu instalacji i urządzeń technicznych.3. Podejmowanie doraźnych działań w zakresie ochrony mieszkańców przed niebezpiecznymi skutkami uszkodzeń lub wadliwego działania urządzeń wspólnego użytku.4. Niezwłoczne usuwanie skutków opadów śniegu i gołoledzi w okresie zimowym.5. Sprzątanie, konserwacja i właściwe utrzymywanie przydzielonych terenów zielonych w okresie letnim.6. Udział w organizowanych akcjach sanitarno-porządkowych, odśnieżania, odgruzowywania itp.7. Dbałość o należyty stan wyposażenia nieruchomości, sprzętu ppoż. oraz pojemników do gromadzenia nieczystości, zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności ich wymiany.8. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności wywozu nieczystości.9. Czuwanie nad sprawnym działaniem wszystkich punktów świetlnych w budynkach mieszkalnych i gospodarczych.10. Zgłaszanie do administratora faktów o samowolnym zajmowaniu lokali.11. Zawiadamianie zarządcy nieruchomości o rażących przypadkach naruszania przez mieszkańców regulaminu porządku domowego.12. Wywieszanie flag z okazji świąt i uroczystości oraz utrzymywanie ich w czystości.13. Rozklejanie ogłoszeń, dostarczanie lokatorom korespondencji dot. zmian wysokości czynszu, upomnień itp.14. Wystawianie pojemników na odpady komunalne, selektywne i biodegradowalne zgodnie z harmonogramem wywozów przedstawionych przez firmę zajmującą się wywozem odpadów; wstawianie opróżnionych pojemników w wyznaczone miejsce.15. Sprzątanie pozostałości odpadów w miejscu składowania pojemników.16. Dbałość o należyty stan sprzętu i narzędzi przeznaczonych do utrzymywania porządku i czystości posesji.17. Wykonywanie innych czynności nieobjętych niniejszym zakresem obowiązków, a wynikających z umowy o pracę, obowiązujących przepisów oraz poleceń administratora. 
Reklama
Reklama
Sławomir Żegota wyjaśnia: ustąpiłem dla dobra powiatu, poparłem Dariusza Kowalczyka

Sławomir Żegota wyjaśnia: ustąpiłem dla dobra powiatu, poparłem Dariusza Kowalczyka

Sławomir Żegota był prawdziwym a nie tylko domniemanym kandydatem na Starostę Powiatu Tomaszowskiego, którego wymyśliłby jednoosobowo poseł a wsparło wąskie, dwuosobowe kółko wzajemnej adoracji. W drodze dyskusji i kompromisu odpuścił zajmowanie tego stanowiska na rzecz Dariusza Kowalczyka, co było decyzją nie tylko kompromisową ale i pragmatyczną. Obaj panowie co prawda mają duże doświadczenie samorządowe, ale sam Żegota był wcześniej jedynie nieetatowym członkiem Zarządu, a Kowalczyk jednak wicestarostą, któremu podlegały bezpośrednio wszystkie najważniejsze wydziały w Powiecie. Ma Żegotę w ostatnich dnia wylano całe masę obrzydliwych a nawet wulgarnych komentarzy. Radny Mordaka krzyczał nawet do niego: wydymałeś mnie! Cokolwiek miałoby to oznaczać. Żegota do dzisiaj milczał, cierpliwe znosząc chamstwo i obelgi. Dzisiaj jednak postanowił zabrać głos. Poniżej jego komentarz do sytuacji w Powiecie, jaki opublikował na swoim profilu internetowym.
Pomysł Mordaki może zabrać pieniądze dzieciom i niepełnosprawnym. Nie będzie też mostu na Legionów

Pomysł Mordaki może zabrać pieniądze dzieciom i niepełnosprawnym. Nie będzie też mostu na Legionów

W powiecie tomaszowskim wrze. Radni Koalicji Obywatelskiej najpierw odwołują Mariusza Węgrzynowskiego, a później go próbowali powołać ponownie. Nie wyszło, bo zabrakło jednego głosu. Co więc wydarzyło się takiego, że chwilę później nie udało się powołać pełnego składu Zarządu? Należałoby o to zapytać Mariusza Węgrzynowskiego oraz Michała Jodłowskiego. Stojąc na korytarzu obserwowaliśmy, jak dwaj ci panowie "ganiali" Leona Karwata. Do pokoju wrócił wyraźnie przestraszony. Ktoś temu człowiekowi groził? Wszystko na to wskazuje. Niestety kolejna sesja też nie przyniosła rozwiązania. Dzięki wnioskowi Kazimierza Mordaki. Poprosił o półtoramiesięczną przerwę. Genialne? Skrajnie głupie i nieodpowiedzialne. Niestety tak jest, kiedy ludzie bez odpowiedniej wiedzy starają się dorwać do władzy najgorzej jest wtedy, kiedy im się to udaje. Jaki jest efekt działania radnego z Wąwału. Skutki mogą być bardzo poważne. I nie chodzi o to, że mogą się odbyć kolejne wybory i miejsce obecnych radnych zgodnie z prawem Kopernika. Dzięki Kazimierzowi Mordace dzieci z tomaszowskich szkół mogą nie pojechać na Erazmusa, most na Legionów nie może być remontowany a osoby niepełnosprawne nie dostaną pieniędzy na rehabilitację.
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: EllaTreść komentarza: Brawo nauczyciele, brawo uczniowie. Swietna mlodziez, tak trzymac.Źródło komentarza: Pierwsza Złota Tarcza dla Technikum nr 6Autor komentarza: EllaTreść komentarza: Dobry artykul, autora prosimy. Tych ludzi ze zdjecia to juz chyba nie ma. A jednak sa, dzieki zdjeciu.Źródło komentarza: 18 stycznia 1945: przeprawy przez Pilicę i walka o miastoAutor komentarza: TomaszówTreść komentarza: Dobrze że nie wściekłe Lampertowe,kurdej szafranowe;)czy tęczowo lewackie napinatory!Źródło komentarza: Rycerze Maryi, Antoni Macierewicz, Anna Milczanowska, kluby Gazety PolskiejAutor komentarza: niebrowiakTreść komentarza: Lewa strona miasta licząc od Warszawskiej ma dwa mosty dla pojazdów a prawa tylko jeden. I dlatego te korki, rozumnym myśleniem dochodzimy do wniosku że po prawej od Warszawskiej powinny być też dwa mosty to nie byłoby bałaganu. Zaniechanie tego tematu przed laty mści się teraz na mieszkańcach, którzy przeklinają...Źródło komentarza: Most nad Wolbórką w ciągu ul. Legionów zamknięty od połowy listopada. Przebudowa najwcześniej wiosnąAutor komentarza: BeriaTreść komentarza: "ludzie ludziom zgotowali ten los ..." Znacie ten cytat? Tylko Stalin mógłby pomóc.Źródło komentarza: Most nad Wolbórką w ciągu ul. Legionów zamknięty od połowy listopada. Przebudowa najwcześniej wiosnąAutor komentarza: MigotekTreść komentarza: To co się dzieje w Starostwie to ŻENADA.Źródło komentarza: Sławomir Żegota wyjaśnia: ustąpiłem dla dobra powiatu, poparłem Dariusza Kowalczyka
Reklama
Profilowana poduszka do siedzenia SEAT COMFORT

Profilowana poduszka do siedzenia SEAT COMFORT

Cena: Do negocjacjiZ pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientówWygodna pozycja siedzącaOchrona przed napięciami mięśniowymiOdciążenie kręgosłupaSeat Comfort to idealne rozwiązanie dla osób szukających komfortu i prawidłowego ułożenia ciała podczas siedzenia. Dostosowująca się do ciężaru użytkownika pianka z pamięcią kształtu umożliwia właściwą pozycję i równomierne rozłożenie ciężaru ciała. Dzięki temu odciążony jest kręgosłup, co niweluje odczucie zmęczenia podczas czynności wykonywanych na siedząco. W zajęciu prawidłowej pozycji pomagają dodatkowe wyprofilowania pod uda.Poduszka uniwersalna ze względu na swoją elastyczność i możliwość dopasowania do miejsca, w którym jest stosowana. Idealna do wykorzystania w domu, pracy, samochodzie lub na wózku inwalidzkim. Spód wykonany jest z materiału antypoślizgowego, dzięki czemu poduszka nie przesuwa się i w przeciwieństwie do innych tego typu wyrobów, doskonale działa ze śliskimi powierzchniami (np. metal, tworzywo sztuczne).Wskazania: Profilaktyka w powstawaniu odleżyn, przeciążenie odcinka lędźwiowego kręgosłupa, choroba zwyrodnieniowa kręgosłupa, wymuszona długotrwała pozycja siedząca.Przeciwwskazania: Nie stwierdzonoKonserwacja: Pianka z pamięcią kształtu nie nadaje się do prania. Pokrowiec zewnętrzny jest zdejmowalny i może być prany w temperaturze do 30°C/ 86°F. Ze względu na sposób transportu, poduszka po wyjęciu z opakowania może mieć "zapach fabryczny". Aby zniknął, przed pierwszym użyciem, wystarczy przewietrzyć poduszkę.Skład:Poduszka: 100% PUPoszewka (góra i boki): 93% poliester, 7% spandex, z uchwytem z bokuPoszewka (spód): 100% poliester z kropkami antypoślizgowymiWymiary: 45X 37X9cmGęstość: 45kg/m3
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama