KO pierwsza, PiS daleko z tyłu, Konfederacja nadal mocna
Z opublikowanego w czwartek badania wynika, że Koalicja Obywatelska zwiększyła poparcie o 2 pkt proc. względem poprzedniego sondażu tej pracowni. Prawo i Sprawiedliwość również lekko zyskało — o 0,4 pkt proc. — ale dystans między dwiema największymi formacjami pozostaje duży.
Na trzecim miejscu znalazła się Konfederacja z wynikiem 11,76 proc., choć w jej przypadku OGB odnotowuje spadek o 1,3 pkt proc. Do Sejmu weszłaby także Konfederacja Korony Polskiej z poparciem 9,32 proc. oraz Nowa Lewica, która uzyskała 5,20 proc. głosów.
Pod progiem wyborczym znalazłyby się ugrupowania, które jeszcze niedawno współtworzyły lub współkształtowały rządową układankę: Partia Razem z wynikiem 3,51 proc., PSL z poparciem 2,39 proc. oraz Polska 2050, na którą głos oddałoby 1,90 proc. ankietowanych. To polityczny sygnał alarmowy, zwłaszcza dla formacji centrum, które po wyborach 2023 roku miały być języczkiem u wagi.
Najważniejsze są mandaty, nie same procenty
Według symulacji OGB taki wynik oznaczałby 214 mandatów dla KO, 143 dla PiS, 53 dla Konfederacji, 43 dla Konfederacji Korony Polskiej i 7 dla Nowej Lewicy. To tutaj zaczyna się prawdziwa polityczna matematyka. KO, mimo wyraźnego zwycięstwa, razem z Lewicą miałaby 221 mandatów, czyli za mało do większości. Większość sejmowa wymaga co najmniej 231 mandatów.
Z kolei suma mandatów PiS, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej dawałaby 239 miejsc w Sejmie. Innymi słowy: w tym wariancie zwycięzca sondażu nie miałby samodzielnej drogi do rządu, a klucz do większości leżałby po prawej stronie sceny politycznej.
Próg wyborczy znów staje się polityczną zapadnią
W polskich wyborach do Sejmu obowiązuje próg wyborczy: zasadniczo 5 proc. dla komitetów partyjnych i 8 proc. dla koalicji wyborczych. Komitety, które go nie przekroczą, nie uczestniczą w podziale mandatów.
To dlatego wynik PSL czy Polski 2050 ma znaczenie nie tylko symboliczne. Głosy oddane na ugrupowania pozostające pod progiem nie przekładają się na mandaty, a w praktyce wzmacniają tych, którzy próg przekraczają. Polska polityka zna już takie momenty: po wyborach 1993 roku próg wyborczy radykalnie zmienił skład Sejmu i zamknął drogę wielu mniejszym ugrupowaniom. W najnowszym sondażu widać podobny mechanizm — im słabsze centrum, tym większa premia dla dużych bloków.
Sondaż to nie wyrok, ale ostrzeżenie
Badanie OGB przeprowadzono metodą CATI, czyli telefonicznych wywiadów wspomaganych komputerowo, między 12 a 23 maja, na reprezentatywnej próbie 1000 osób.
Warto pamiętać, że sondaż nie jest wyborczą przepowiednią wyrytą w kamieniu. To raczej zdjęcie politycznej pogody: pokazuje kierunek wiatru, ale nie gwarantuje, że za kilka tygodni nie przyjdzie front burzowy. A jednak ten pomiar mówi dużo. KO jest dziś w nim liderem, PiS utrzymuje twardy elektorat, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej pozostają realnymi graczami, a ugrupowania środka i lewicy walczą o polityczny tlen.
Dla wyborców z Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego ten sondaż ma także wymiar lokalny. Jeżeli taki układ utrzymywałby się do wyborów, kampania w terenie nie byłaby już tylko starciem dwóch wielkich szyldów. Byłaby walką o każdy mandat, każdy powiat, każdą listę i każdy głos, który może zdecydować, czy po wyborach powstanie rząd zwycięzcy, czy rząd arytmetycznej większości.









Komentarze