Fairport Convention – „Rising for the Moon” (1975). Kiedy Sandy Denny wróciła do domu, a księżyc wschodził nad końcem pewnej epoki
Nie wszystkie powroty do domu kończą się szczęśliwie. Czasami człowiek przekracza znajomy próg, rozpoznaje twarze dawnych przyjaciół i słyszy głosy przechowywane przez lata w pamięci, lecz szybko odkrywa, że czas zmienił wszystko. Ktoś przestawił meble, ktoś inny zajął dawne miejsce przy stole, a wspomnienia okazują się trwalsze niż więzi, które miały je podtrzymywać. Tak wyobrażam sobie powrót Sandy Denny do Fairport Convention w połowie lat siedemdziesiątych. Wokalistka, która pomogła grupie stworzyć fundamenty brytyjskiego folk rocka, ponownie stanęła przed mikrofonem, ale zastała już inny zespół i odmienny muzyczny świat. Album „Rising for the Moon” z 1975 roku brzmi jak spotkanie dawnych przyjaciół próbujących odnaleźć wspólny język po latach rozłąki. Skrzypce Dave’a Swarbricka przypominają o angielskich balladach, gitara Jerry’ego Donahue’a kieruje muzykę w stronę amerykańskiego rocka, a głos Sandy Denny nadaje całości wyjątkową emocjonalną głębię. To płyta piękna, nierówna, chwilami zbyt wygładzona, ale posiadająca szczególny urok dzieła, w którym artystyczne ambicje spotykają się z doświadczeniem i świadomością upływającego czasu.
Dzisiaj, 10:10