Szkoła czy polityczna scena? Uczniowie, czy publiczność dla partyjnych działaczy?
Zakończenie roku szkolnego powinno być świętem uczniów, nauczycieli i rodziców. Powinno pachnieć wakacjami, świadectwami, kwiatami niesionymi trochę z wdzięczności, a trochę z tradycji. Powinno być momentem, w którym młody człowiek słyszy: „dobrze pracowałeś, odpocznij, idź dalej”. Tymczasem coraz częściej szkolna sala gimnastyczna zaczyna przypominać nie tyle miejsce edukacji, ile scenę objazdowego teatru politycznego. Z dekoracją z biało-czerwonych flag, z mikrofonem w ręku, z obowiązkowym przemówieniem i z tą dobrze znaną lokalną przypadłością: polityk musi być wszędzie, nawet tam, gdzie nikt go nie zamawiał.