Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 10:07
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama

Epilog sopocki - (88)

Tym felietonem na portalu „Nasz Tomaszów” chciałbym zakończyć swoje cykliczne pisarstwo w postaci cyklu artykułów "Subiektywna Historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim". Może powrócę na łamy portalu w innej formule, o innej, tematycznej konstrukcji artykułów. Ale dziś na ten temat nie chciałbym się wypowiadać. Na początku lipca na moją pocztę mailową wpłynęło od Marcina Jacobsona z Sopotu zaproszenie na jazzową imprezę z programem o niżej wymienionej treści:
Kliknij aby odtworzyć
Drogi użytkowniku! Wykryliśmy, że korzystasz z programu blokującego reklamy w przeglądarce (AdBlock lub inny). Dzięki reklamom oglądasz nasz serwis za darmo. Prosimy, wyłącz ten program i odśwież stronę.

 

XVII Molo Jazz Festiwal Sopot 2014
1 sierpnia – piątek   18:00 – Muszla Koncertowa – Molo
SIERGIEJ WOWKOTRUB
GYPSY SWING QUARTET  (UA/PL)
POLISH POLKA JAZZ ORCHESTRA  (PL)
PETER BEETS TRIO  (NL)
22:00 – Klub Scena, ul. Mamuszki 2 - JAM SESSION

2 sierpnia – sobota    17:00 – ulica Bohaterów Monte Cassino

POCHOD NOWOORLEAŃSKI

17:30 – Muszla Koncertowa – Molo

DETKO BAND  (PL)

DOMINIK BUKOWSKI QUARTET  (PL)

GRZEGORZ NAGÓRSKI  (PL)

JAN KONOP BIG BAND  (PL)

22:00 – Klub Scena, ul. Mamuszki 2 JAM SESSION


3 sierpnia – niedziela  17:30 – Muszla Koncertowa – Molo

RIVERBOAT RAMBLERS  (RU/PL)

& Dave Burman  (GB)

BERNARD MASELI TRIO  (PL)

JAN PTASZYN WRÓBLEWSKI QUARTET  (PL)

INNER OUT  (PL)

22:00 – Ogródek Let’s Art Cafe - Molo  JAM SESSION

 

oraz CODZIENNIE - 12:00 – 24:00 – Ogródek Let’s Art Cafe - Molo 

WYSTAWA OKŁADEK MARKA KAREWICZA

16:00 – 22:00 – Molo – Główna Aleja KIERMASZ PŁYT JAZZOWYCH

organizator:

Kąpielisko Morskie Sopot

sponsorzy:

Związek Artystów Wykonawców STOAR, Bank Zachodni WBK – Grupa Santander

współpraca:

Stowarzyszenie Muzyków Jazzowych, Stowarzyszenie For Baltic, Let’s Art Cafe – Sopot, Klub Scena - Sopot 
 

Od chwili otrzymania w/w zaproszenia, kiedy zapoznałem się z programem jazzowych koncertów, imprez okolicznościowych oraz wymienionych wykonawców muzycznych przedsięwzięć, moją głowę absorbowała nieustępliwa myśl „muszę za wszelką cenę być w pierwszy weekend sierpnia w Sopocie”. Pomimo poniesionych sporych kosztów, jak na moją kieszeń, związanych z czerwcową wyprawę do Szkocji, poszukiwałem na wyjazd do Trójmiasta nowych środków pieniężnych. W międzyczasie na moją komórkę zadzwoniła Maryla Michowska ze Sztumu k/Malborka, uczestniczka  wielu imprez organizowanych przez Fundację Sopockie Korzenie, w czerwcu była w naszym mieście na spotkaniu z Markiem Karewiczem w Miejskiej Bibliotece Publicznej przy Placu Kościuszki 18, zaprzyjaźniając się z naszą, tomaszowską grupą uczestniczącą w Trójmiejskich, muzycznych eskapadach, zwróciła się do mnie: - Antek czy przyjeżdżasz do Sopotu  na jazzowy festiwal? Załatwiłam, rezerwując bardzo tanie, jak na tą porę roku, noclegi (70 zł łóżko) w Domu Studenckim nr. 7 przy ul. Armii Krajowej, w samym centrum Sopotu. Powiadomiłam telefonicznie wszystkich „naszych”. Potwierdzili swój przyjazd. Przyznam, że informacja od Maryli podbudowała moją próżność i chęć bycia za wszelką cenę na sopockim Molo w weekend sierpniowy.

 

* * *

Kim jest Marcin Jacobson? Marcin Jacobson to wielki fan, organizator i animator jazzu. W 2008 roku wraz z Wojtkiem Korzeniewskim i Wiesławem Śliwińskim, współtworzył  Fundację Sopockie Korzenie, zostając jej wiceprezesem. Dzisiaj tworzy i pracuje na własny rachunek. Jest pomysłodawcą, animatorem i reżyserem XVII Molo Jazz Festiwal a zarazem jest to jego zorganizowane, pierwsze, firmujące własnym nazwiskiem spotkanie w tym cyklu.


W 1970 roku zadebiutował jako prezenter (DJ) w pierwszej polskiej dyskotece Musicorama w Sopocie. Kierownik Akcji Lato (Gdańsk 1977), programu promującego młode polskie zespoły rockowe. Współtwórca muzycznego ruchu - Muzyka Młodej Generacji (1978). Współorganizator festiwali Pomorska Jesień Jazzowa i Jazz Jantar, Międzynarodowych Konfrontacji Muzycznych  - Pop Session w Sopocie (1978-81) i Festiwalu w Jarocinie (1980). Dyrektor programowy festiwalu w Jarocinie (1987). Dyrektor, a następnie redaktor naczelny Radia BIELSKO w Bielsku-Białej (1996-98). Prezes oraz A&R Sceny FM w Krakowie (1998-2001). Współorganizator koncertów m.in. Tiny Turner, Jana Garbarka, Joe Zawinula, Paco De Lucii, Davida Murraya, Tilla Broennera, Petera Beetsa i Candy Dulfera, a także Festiwali Piosenki w Sopocie (1989-91), Opolu (1988) oraz Bielskiej Zadymki Jazzowej (2002-04).

 

W charakterze konferansjera prowadził wiele koncertów jazzowych (Jazz nad Odrą, Jazz Jantar, Pomorska Jesień Jazzowa) i rockowych (Pop Session, John Mayall, Suzi Quatro). Publikował teksty o muzyce w periodykach: Jazz, Jazz Forum, Magazyn Muzyczny, Warsaw Voice, Tygodnik Kulturalny, Czas, Scena, Machina. We współpracy z Metal Mind Productions, zapoczątkował serię wydawniczą wykonawców, którzy w latach 80-tych nie doczekali się wydania płyt - Cytrus, Ogród Wyobraźni, Art Rock, Mietek Blues Band, Immanuel. Doprowadził również do wydania reedycji wszystkich nagrań grup Krzak i TSA.

Współpracował m.in. z zespołami TSA, Krzak, SBB, Akurat, Psio Crew. Współtwórca sukcesu m.in. grupy Dżem i Martyny Jakubowicz. Obecnie prowadzi agencję koncertową, jest managerem m.in. pianisty jazzowego Sławka Jaskułki i legendarnej formacji String Connection. Napisał sporo publikacji, tekstów, artykułów a ostatnie jego dzieło to książka Karewicz Big Beat z zapisaną narracją o polskim big beacie, opowiedzianą przez mistrza fotografii.

 

Jest współorganizatorem i byłym graczem Bielskiej Ligi Koszykówki (druga co do wielkości liga amatorska koszykówki w Polsce). Jest też mężem, ojcem czwórki dzieci oraz dziadkiem czwórki wnucząt.

 

* * *

Już od wczesnych, porannych godzin w niesamowicie upalny czwartek 30 lipca, spakowany, siedząc na walizkach, z niecierpliwością oczekiwałem wieczoru, w przysłowiowo tak zwanych blokach startowych, by busem dostać się do pobliskiego Piotrkowa Trybunalskiego. Bo tu z dworca PKP o godzinie 22.37 miałem bezpośredni pociąg do Sopotu. Dotychczasowe Molo Jazz Festiwale odbywały się w jeden lub dwa dni, zawsze w pierwszy weekend sierpnia. Po raz pierwszy w historii ten festiwal będzie trwał trzy dni, a rozpocznie go nowość w programie (pomysł pana Jacobsona) - dzień jazzu tanecznego. Choć podróż miałem koszmarną, cała noc przestana w korytarzu wagonu, to radość jaka ogarnęła mnie stojącego o 6.00 rano na peronie sopockiego dworca, była ogromna.

 

 

Sopot. Piątek 1 sierpnia 2014


O 6.30 znalazłem się w recepcji Domu Studenckiego nr. 7 przy ulicy Armii Krajowej. Hotelowa doba zaczyna się, jak w większości hotelach w Polsce, o godzinie 12.00. Do hotelu dotarłem o tej porze dnia świadomie, by sprawdzić rezerwację i zostawić bagaże. Po ich pozbyciu się natychmiast ruszyłem w kierunku morza. Już o 6.50 znalazłem się na głównej ulicy miasta, Bohaterów Monte Cassino. Ulica rozrywki, która stała się synonimem turystycznym wczasowiczów, przechodniów i wszystkich, nie tylko tych z Trójmiasta, mieszkańców Polski, wyglądała niczym filmowy krajobraz po bitwie.

 

Ulica dziesiątków, po lewej i prawej stronie, tanecznych lokali, ogródków piwnych, ulicznych grajków, całonocnej rozrywki. Bezpośrednio prowadząca na sopockie Molo (miejsce spacerów, sportowych zmagań, koncertów muzycznych) i nadmorskie plaże. Gdy znalazłem się na wysokości kościoła garnizonowego św. Jerzego i byłej restauracji Złoty Ul, ujrzałem wielu ludzi, maszyn ze służb porządkowych miasta, pracowników kawiarń, restauracji jak zmagali się z usuwaniem stosów śmieci, puszek, plastikowych opakowań, szklanych stłuczek, podlewaniem wodą klombów, nawierzchni ulicy, trawników, czyli nie jak w piosence Beatlesów Noc po ciężkim dniu (A Hard Day’s Night) lecz parafrazując ten tytuł, Dzień po ciężkiej nocy.

 

 

 

Na niektórych ławkach, ławeczkach, murkach siedzieli w objęciach i uściskach młodzi kochankowie, tudzież niedopici, roznegliżowani młodzieńcy prawie wszyscy oblani atramentem. Zachowywali się bardzo głośno i agresywnie. Obawiałem się z ich strony nieprzewidzianej zaczepki, nieco przyspieszyłem by szybko znaleźć się w małej kafejce tuż przy Molo, gdzie pracownicy lokalu czynili tak jak wszyscy, codzienne poranne porządki, usuwając stłuczki i inne zanieczyszczenia.

 

Usiadłem na zewnątrz kafejki, i choć  jeszcze była nieczynna, poprosiłem jedną z dziewczyn krzątających się wokół lokalu, o kawę i dużą (2 litry) Muszyniankę. Nie odmówiła, podała do stolika. Dochodziła 8.00, temperatura już sięgała + 25 stopni C, nie odczuwałem od morza żadnego powiewu. Dopiero teraz poczułem zmęczenie i senność po nieprzespanej w podróży nocy. Mocna, duża kawa, bardzo szybko postawiła mnie na nogi a przemieszczające się na morskie piaski, skromnie, kuso odziane, piękne dziewczyny nie pozwoliły mi zasnąć.

 

Popijając z plastikowej butelki Muszyniankę coraz bardziej wytężałem wzrok na przemieszczające się na plażę półnagie, zgrabne, żywe śliczności. Wykonałem kilka telefonów do przyjaciół, którzy mieli dotrzeć do Domu Studenta. Krzysiek i Ewa Jochanowie jechali z Łodzi autobusem PKS, mieli planowo dotrzeć do Sopotu na godzinę 16.00, Henia Erez z Tadeuszem jechali koleją od Puław, Maryla Michowska, jej koleżanka Henia Laskowska i Iwona Thierry jechały ze Sztumu własnym samochodem, Marek Karewicz z Wiesiem Śliwińskim jadąc PKP od Warszawy mieli dotrzeć na 15.00 (choć zamieszkali w innym hotelu), natomiast Maryla Tejchman dojechać miała na 15.00 w sobotę 2 sierpnia. Wymieniłem wszystkich „naszych”, którzy mieli reprezentować tak zwaną grupę tomaszowską. Czas szybko i pięknie mi zleciał, nim się zorientowałem dochodziła już godzina 11.30.

 

Kwadrans po 12.00 znalazłem się w swoim pokoju, zanim rozpakowałem bagaże rzuciłem się na studenckie wyro i natychmiast jak zabity zasnąłem. Około 15.30 obudził mnie telefon, to Wiesiek Śliwiński poinformował, że razem z Markiem czekają na nas, na tarasie piwnym przy muszli koncertowej Molo (na tyłach hotelu Sheraton), na której miało rozpocząć się o godzinie 18.00 XVII Molo Jazz Festiwal. Około 16.10 dotarli na bazę Jochanowie a w chwilę po nich dojechały Iwona Thierry, Maryla Michowska z Henią Laskowską. Kwadrans przed 17.00 dołączyliśmy do Marka i Wiesia by wspólnie uczestniczyć w sopockim, jazzowym wydarzeniu.

 

Nim rozpoczął się koncert - XVII Molo Jazz Festiwal – punktualnie o godzinie 17.00 wybiła godzina „W”, informująca wszystkich mieszkańców polskich miast i wsi, że 70 lat temu wybuchło w Warszawie Powstanie zwane Warszawskim. W całym mieście Sopot bardzo głośno „zawyła syrena” oznajmująca tę chwilę.

 

Wszyscy siedzący przy stolikach odrywając od ust butelkę czy kufel z piwem, natychmiast jak jeden mąż, wstali z miejsc przyjmując postawę zasadniczą. Zerknąłem kątem oka, wszyscy wokół sceny, muzycy na scenie przygotowujący się do występu, na plaży, na Sopockim Molo, przed hotelem Sheraton czy Grand Hotelem zatrzymali się przyjmując podobną postawę. Poczułem jak ciarki przeszły po moim ciele. Przez minutę byłem z powstańcami na barykadach. To piękna, wzruszająca chwila przypominająca mi, że jestem Polakiem.

 

 Jak przystało na głównego animatora dnia jazzu tanecznego, imprezę otworzył Marcin Jacobson a na scenie jako pierwszy wystąpił kwartet Siergieja Wowokotruba & Gypsy Swing. Po Marcinie mikrofon przejął Przemek Dyakowski (saksofonista jazzowy) i poprowadził imprezę do końca. W mistrzowskiej grze Siergieja (skrzypce) mocno wyczuwało się emocje cygańskiego swingu manouche połączone nutką rytmów wschodniosłowiańskich. Siergiej jest Ukraińcem od 20 lat mieszka w Polsce, wszyscy jego muzycy (Sebastian Ruciński - gitara, Tomasz Wójcik - gitara, Piotr Górka - kontrabas) to absolwenci  Akademii Muzycznej (Instytut Jazzu) w Katowicach. Wokół muszli koncertowej Molo i przyległych piwnych ogródkach zrobiło się tanecznie i swingowo. Przed sceną kilka wytrwałych par kołatało. Kwartet Siergieja Wowokotruba rozgrzał do białości, i tak już gorące, roznegliżowane ciała słuchaczy. Temperatura powietrza sięgało +28 stopni C.

 

Przez wszystkie dni trwania festiwalu jazzowego (piątek/niedziela) na spacerowym chodniku przed muszlą koncertową Molo, trwał kiermasz (w czterech drewnianych kioskach) związany z tematem JAZZ: sprzedaż festiwalowych towarów odbywała się w postaci podkoszulków, płyt (CD, DVD), literatury (biuletyny, albumy, książki), znaczków (gadżety), koszul i innych nie wymienionych bliżej akcesoriów. Dla zbieraczy muzycznych staroci był to istny raj na ziemi. Codziennie, przez okres trwania festiwalu, kioski oblegane były przez fanów jazzu i zbieraczy. Swoją działalność handlową prowadziły aż do zakończenia festiwalu, do niedzielnego późnego wieczoru.

 

Po kwartecie Wowkotruba konferansjer Dyakowski zapowiedział kolejny zespół Polish Polka Jazz Orchestra i na scenie ukazał się kwartet w składzie Emil Mikszt- klarnet, Tomasz Chyła- trąbka, Szymon Jabłoński –skrzypce, Michał Ciesielski – akordeon oraz Tomasz Kupczyński – wokal. Zrobiło się swojsko, skocznie, coś w stylu raz na ludowo. Żywiołowe, najsłynniejsze polskie polki, oberki, mazurki, kujawiaki wszystkich wprowadziły w muzyczną ekstazę. Na widowni rozlegały się rytmiczne oklaski, rozpoczęła się zabawa na całego. Na szczęście temperatura powietrza lekko spadła poniżej +20 stopni C, choć nadal panowała duchota. Na morzu żadnej falki. W międzyczasie dołączyli do nas z Kozienic, spóźnieni Hania Erez i jej partner Tadeusz.

Po godzinie ludowo jazzowej sekwencji Przemek Dyakowski zaprosił na scenę kolejny, ostatni tego wieczoru zespół Peter Beet’s Trio: Peter Beets – piano, Rodney Whitaker – kontrabas oraz Willie Jones III – perkusja. Ze sceny powiało prawdziwym, amerykańskim brzmieniem. Grali stare, dobre standardy jazzowe, w których dominowały kompozycje Oscara Petersona. Wirtuoz klawiszowego instrumentu, Peter Beets dał próbkę prawdziwego jazzu i w tak dobrym nastroju tuż przed 22.00 pan Dyakowski, żegnając publiczność pierwszego dnia festiwalu, zaprosił wszystkich na jazzowe jam session do Klubu SCENA. Lokal mieściL się na tyłach Grand Hotelu około 150 metrów za muszlą koncertową, idąc plażą w kierunku Gdyni.

 

Wszyscy przenieśliśmy się do SCENY gdzie do godziny 1.00 w nocy, przy zastawionych stolikach kuflami piwa, przekąskami, trwała jazzowa uczta, w której udział wzięło kilku muzyków wcześniej grających na muszli koncertowej Molo. Między innymi wirtuoz piana Peter Beets czy perkusista Willie Jones III, a co była dla mnie szczególnie piękne, to usłyszałem wreszcie na żywo grającego kilka, jazzowych standardów na saksofonie, konferansjera sopockiego spotkania Przemysława Dyakowskiego, przyjaciela Marka Karewicza. To Marek podczas jamu do mnie rzekł te słowa, - Antek, to dzięki Przemkowi ja żyję. Mieszkaliśmy w Zakopanem na Kalatówkach w jednym pokoju kiedy dopadł mnie ten potworny wylew. To on mnie odnalazł bezwładnie leżącego na łóżku. Uruchomił szybko, co było bardzo ważne w tym wypadku, służby pogotowia medycznego. Zostałem cudem wyrwany z „objęć kostuchy”, dzięki czemu dzisiaj możemy uczestniczyć razem w tym spektaklu jazzowym.

 

 

Około 1.30 przemieszczaliśmy się przez zatłoczony - głośny muzycznie przez wykonujących na przeróżnych instrumentach klasyczne utwory, uliczni grajkowie - sopocki deptak ulicy Bohaterów Monte Cassino. Również dobiegająca muzyka z tanecznych lokali z lewej i prawej strony deptaka tworzyła istną, zagłuszającą kakafonię dźwięków, przy której trudno było się porozumieć. Wśród panującego zgiełku ulicy, około 3.00 dotarliśmy na hotelową bazę i jeszcze długo na schodach studenckiego ośrodka, przy szczypcie alkoholu, piwa, skrupulatnie podsumowywaliśmy pierwszy, zakończony dzień sopockiego festiwalu. Przed godziną 4.00 rano, kiedy na dworze dobrze zaczęło świtać, rozeszliśmy się do swoich pokoi.

 

 

 

Sopot. Sobota 2 sierpnia 2014


W samo południe, około 12.00 niczym w filmie Freda Zinnemanna z 1952 roku, nasze kobiety przygotowały wspólne śniadanie, które to kulinarne produkty zabezpieczyły panie ze Sztumu, Maryla Michowska i Henia Laskowska oraz jak zwykle Jochanowie. A czegóż tu nie było? I kotlety mielone, schabowe, kapusta młoda zasmażana, piersi, udka i galantyna z kurczaka, suszona kiełbasa, kilka gatunków szynki, trzy rodzaje pieczywa, małosolne ogórki, grzybki w occie, kompot wiśniowy, domowy smalec czy świeże, słodkie bułeczki (jagodzianki). Na stole wszystkiego były duże ilości. Jak to się mówi – nie do przejedzenia.  Wspaniałe gatunki piwa, których marek nie sposób wymienić i oczywiście stała specjalność Ewy Jochan, cytrynówka zaprawiana cukrem brzozowym i wiele innych doskonałości, których nie jestem w stanie wymienić.

 

Na szczególne, jazzowe śniadanie przybyli wcześniej zaproszeni Marek Karewicz ze swoim, stałym opiekunem Wiesiem, tomaszowscy gdańszczanie Czarek Francke z żoną Henryką, dwóch dorosłych synów Maryli Michowskiej ze swoimi partnerkami oraz mieszkańcy DS-nr.7 tj małżeństwo Ewa i Krzysiek Jochan z Tomaszowa, Hania Erez z Tadeuszem z Kozienic, Iwona Thierry z Warszawy, Maryla Michowska, Henryka Laskowska ze Sztumu oraz moja skromna osoba. Wielkie żarcie niczym w filmowym dramacie Marco Ferrieri’ego z 1973 roku miało nas wzmocnić przed nowoorleańskim przemarszem ulicą Bohaterów Monte Cassino.

 

W trakcie śniadania dotarła do nas, spóźniona o jeden dzień Maryla Tejchman, tomaszowianka z Warszawy. Jej spóźnienie było spowodowane udziałem w stolicy w dniu 1 sierpnia w tradycyjnych pieśniach powstańczych na Placu Piłsudskiego z okazji 70 rocznicy Powstania Warszawskiego. Od niej w prezencie otrzymałem mały okolicznościowy znaczek (gadżet) - 70 Rocznica Powstania Warszawskiego.

 

To z Sopotu w 1956 roku powiał wiatr optymizmu i wolności. Wówczas lato w mieście było bardzo gorące nie tylko ze względu na panujące upały ale szczególnie na przybycie ponad 50 tysięcy fanów jazzu, muzyków, artystów, wczasowiczów i zwykłych obywateli siermiężnego PRL-u. W słynnym marszu ulicą Bohaterów Monte Cassino, nazwanym nowoorleańskim, z organizowanym przez Leopolda Tyrmanda i Franciszka Walickiego, jak to się mówi, nie było gdzie palca wsadzić. W żaden sposób nie da się porównać tych wydarzeń z przymusowym, pierwszomajowym pochodem. Nigdzie dotąd w państwach zza żelaznej kurtyny (demoludów) nie doszło do takiej demonstracji wolności.

 

Odpowiedzialnie mogę powiedzieć - młodzieżowej rewolucji obyczajowej, która wyniosła JAZZ z podziemia na salony. W pochodzie uczestniczył również, 18-letni wówczas, usiłujący grać na trąbce przyszły, wybitny artysta fotografik, Marek Karewicz. Wielki miłośnik i znawca jazzu. Kiedy Krzysztof Komeda i Jan Ptaszyn Wróblewski maszerujący w pochodzie nieśli trumnę z napisem „stare polskie przeboje” władza PRL-u i polityczny establishment mocno się wystraszyli. Miało to ogromne znaczenie na przyznanie Sopotowi pierwszego w Polsce Festiwalu Jazzowego, którą to imprezę współtworzyli Tyrmand, Kisielewski, Kosiński. Premiera tego historycznego wydarzenia miała miejsce w dniu 6 sierpnia (rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę) 1956 roku.

 

Kiedy w upalną sobotę przed godziną 17.00, stanęliśmy w ogromnym tłumie ludzi przy kościele garnizonowym św. Jerzego a po lewej już nieistniejąca, słynna restauracja Złoty Ul, wszyscy mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w wielkim, historycznym wydarzeniu. Z dużą powagą sytuacji, nasza grupa znalazła się wśród wielu notabli miasta, muzyków, sporą liczbą osób, uczestników przemarszu tamtego lata 1956 i ludzi z Fundacji Sopockie Korzenie (prezes Wojtek Korzeniewski, Wiesław Śliwiński czy animator i reżyser XVII Molo Jazz Festiwal Sopot 2014, Marcin Jacobson).

 

Na platformie samochodu stali muzycy zespołu Detko Band, grając klasyczne, dixlandowe przeboje z epoki lat 40/50-tych minionego wieku. Gdy tylko ruszyliśmy w dół Bohaterów Monte Cassino w kierunku Mola, zespół Detko Band uraczał wszystkich maszerujących i zebranych wokół tłumów, zwykłych gapiów, najznakomitszymi, światowymi szlagierami jak When The Saints Go Marchin In, Shaine, Down By The Riverside czy Mack The Knife. Kolumnę samochodową prowadził pilot ze Straży Miejskiej, w drugim, odkrytym samochodzie jechał Przemek Dyakowski, za nim platforma z muzykami a tuż za platformą maszerujący tłum, w którym i ja się znalazłem, tworzący szczególny pochód.

 Wśród zatłoczonego montciaka, wiwatującego na cześć nowoorleańskiego przemarszu, doszliśmy do bijącej w górę potężnym wytryskiem wody - fontanny, gdzie po lewej jej stronie, patrząc na morze, znajduje się muszla koncertowa Molo, na którą to scenę dotarł zespół Detko Band i zgodnie z programem rozpoczął, przy wypełnionej po brzegi widowni, swój cudowny, muzycznie lekki, koncert nowoorleańskiego jazzu. Po prawej stronie fontanny w Letnim Ogródku Let’s Art Cafe zorganizowana była wystawa okładek płytowych (LP) Marka Karewicza. Równolegle z koncertem Detko Band odbyła się tu konferencja prasowa z udziałem Karewicza i Marcina Jacobsona. Marek, znany gawędziarz, jak zwykle uraczał słuchaczy swoimi anegdotami, aforyzmami z bogatego życia fotografa a Marcin Jacobson opowiedział genezę powstania książki Karewicz Big Beat, którą to pozycję, wraz z Karewicza This Is Jazz można była zakupić na kiermaszu płyt jazzowych. Szczęśliwcy, zakupując w/w tytuły, mogli na miejscu otrzymać wpisy od obu autorów.

 

 

Po zespole Detko Band, zapowiedziane przez Przemka Dykowskiego wystąpili kolejno:
Kwartet Dominika Bukowskiego - Zaprosiłem muzyków którym w 100% mogłem zaufać: Piotra Lemańczyka, z którym po tylu latach wspólnego grania i nagrywania łączy nas niewidzialna ,,tkanka muzyczna", Przemka Jarosza, którego usłyszałem na Jazz Camping Kalatówki od razu wiedziałem że potrzebuję takiego brzmienia w tym kwartecie; oraz Sri Hanuragę, wybitnego pianistę młodego pokolenia z Indonezji, z którym spotkałem się podczas nagrywania płyty Krystyny Stańko. Latem 2013 roku wyruszyliśmy na trasę koncertową po Polsce, zagraliśmy 10 koncertów, co bardzo pomogło w zgraniu zespołu, po czym weszliśmy do studia i nagraliśmy materiał. Premiera płyty w gdańskim Żaku to owoc tamtego spotkania” -  tak o zespole wypowiedział się jego lider grający na wibrafonie, Dominik Bukowski.

 

 

 

Grzegorz Nagórski - to jeden z najlepszych puzonistów jazzowych w Polsce, kompozytor, który ze swoim kwartetem dał tu, w Sopocie, cudowny koncert przy wypełnionej po brzegi widowni muszli koncertowej Molo. Karewicz, który przez wszystkie dni trwał w swoim wózku przy scenie Mola tak oto do mnie wyraził się o tym muzyku, - Antek musisz wiedzieć, że instrument na którym gra, puzon, jest wbrew pozorom, trudnym instrumentem. Osobiście Grzegorza uważam za najlepszego, gra pięknie jazzowe frazy. Zresztą niezły na puzonie jest tomaszowianin Marek Michalak. Zapewne wzoruje się na tym muzyku i chwała mu za to, w przyszłości może być wielki.

 

Jan Konop Big Band, który na zakończenie drugiego dnia festiwalu dał z zespołem Inner Out w składzie Michał Zienkowski – gitara, Michał Jan Ciesielski – sax tenor, Krzysztof Słomkowski – kontrabas, Sławek Koryzno – perkusja jakże inny, odbiegający od poprzednio występujących zespołów, styl jazzowy. Tak jak miało to miejsce wczoraj, na zakończenie muzycznego maratonu, konferansjer Przemek Dyakowski zaprosił wszystkich do odległego nieopodal Klubu SCENA, w którym tradycyjnie odbyło się jam session, z udziałem muzyków grających wcześniej na muszli koncertowej Molo. Ponownie muzyczna uczta trwała do godziny 1.30 i nasz powrót, muzycznie spełnionych na kwaterę, przez hałaśliwą, zatłoczoną do bólu polską młodzieżą, ulicą Bohaterów Monte Cassino, był koszmarny. Radośni i zmęczeni około 3.00 nad ranem poszliśmy spać.

 

Sopot. Niedziela 3 sierpnia 2014


Ostatni, niedzielny dzień sopockiego festiwalu zapowiadał się również atrakcyjnie co poprzednie. Zapewne jedną z atrakcji miał być zapowiedziany udział naszego mistrza saksofonu, wielkiego Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Około południa, z dużymi trudnościami ze wstawaniem zebraliśmy się na śniadaniu, które przygotowały nasze kobiety. Przybyli również Marek Karewicz z Wiesiem Śliwińskim. Nie dotarli tylko Franckowie z Gdańska. Kryptonim „śniadanie” to nie tylko sama konsumpcja ale również szczególne rozmowy o jazzie, rock’n’rollu, podsumowujące dyskusje z kończącego się weekendu, a co najpiękniejsze to jak zawsze przy tego typu spotkaniach wymiana dowcipów, anegdot, aforyzmów. Nie będę w tym felietonie opisywał zasłyszanych kawałów ale dwie anegdoty opowiem ze względu na ich oryginalność, inteligentną, zaskakującą pointą i dobrze opowiedziane przez Iwonę Thierry: Pierwszy – Rzecz działa się w PRL-u. Zawsze wyjeżdżający na zagraniczne delegacje nasi prominenci polityczni, sportowcy czy naukowcy mieli ograniczone diety w dolarach i wysłani na w/w formę pobytu w innym państwie, by godnie przeżyć ten okres, zmuszeni byli przemycać w celach handlowych różnego rodzaju towary, gadżety wykazujące braki w danym kraju. Tak też było gdy dwaj prezesi firm państwowych wyjechali służbowo do jednego z państw azjatyckich. Zabrali z sobą dwa jednakowe, kryształowe, (bardzo „chodliwe” w tym kraju) duże puchary ze złotymi tabliczkami na łańcuszku z napisem: „Koło Gospodyń Wiejskich w Brzanie Dolnej”. Za nim doszło do umówionej transakcji, prezesi wystawili je w swoim hotelowym pokoju, gdzie przyglądali się arcydziełu sztuki hutniczej szkła. Nagle jeden z pucharów rozerwał się jak granat na dziesiątki odłamków (na skutek naprężeń wewnętrznych co jest charakterystyczne dla tego typu wyrobów) pozostawiając w tym miejscu złotą tabliczkę na łańcuszku. W tym momencie jeden z prezesów zwraca się do drugiego, - „Jaka szkoda, że pański puchar się rozsypał”. – „A skąd pan wie, że to mój się rozsypał?”. – „Bo jak pan widzi, mój stoi!”.

 

Drugi dowcip – Prezes i wice prezes jednej z dużych firm mieli wspólną sekretarkę, która była panną i obaj mieli (o swoich kontaktach z sekretarką dobrze wiedzieli) z nią miłosne przygody. Sekretarka zaszła w ciążę. Kiedy zbliżało się „rozwiązanie”, prezes zwrócił się do swojego zastępcy, - „Panie kolego, by w naszym biurze nie było podejrzeń, które mogłoby wywołać skandal, zlecam panu wyjazd z naszą sekretarką, aż do porodu, do dobrej kliniki w Zakopanem, mam tam przyjaciela ordynatora. Proszę pana o wszystkim mnie informować telexem”. Po kilku dniach pobytu na „służbowej delegacji” wice prezes wysyła do swojego szefa informację, - „Szanowny Panie prezesie, nasza sekretarka dziś rano powiła bliźniaki, pragnę również pana poinformować, że moje zmarło”.

 

Około 16.00 opuściliśmy hotel udając się w kierunku Mola na ostatni dzień jazzowego festiwalu. Kiedy znaleźliśmy się na Bohaterów Monte Cassino to na już zatłoczonej ulicy trwało życie „artystyczne” skupiające wielu gapiów czy ludzi podziwiających kunszt wykonawców. Dwie młode śliczne dziewczyny (najprawdopodobniej uczennice szkoły muzycznej) cudownie grały na skrzypcach Czardasza Montiego, obok klarnecista wydmuchiwał hit Acker Bilka „Stranger On The Shore” a naprzeciw, po drugiej stronie deptaka akordeonista wygrywał francuskie walczyki. Nieco dalej idąc w kierunku morza, ogromne zbiegowisko, grupa młodych chłopaków wykonywała ekwilibrystyczne figury taneczne w break dance. Tuż obok tanecznego zbiegowiska młodzi gimnastycy grupowo wykonywali karkołomne, trudne technicznie ćwiczenia, przy których dłonie same składały się do oklasków. Dalej pożeracz ognia przerażał odwagą gapiów i przechodniów.

 

Ze względu na niesamowity upał zatrzymaliśmy się na chwilę, by ugasić pragnienie, na tarasie Błękitnego Pudla. Do nas siedzących, spijających chłodne płyny, doszedł i przywitał się z nami John Blues, lokalny miłośnik bluesa, jazzu (z stąd jego pseudonim), który słynie, nie tylko w Trójmieście, z grania ulicznego na harmonijce ustnej, amerykańskiego bluesa. Czyni to doskonale, profesjonalnie. Zagrał dla Marka mały koncert (trzy świetne utwory amerykańskiego południa). – Panie Marku jak tylko spotkam pana w Sopocie, zawsze z wdzięczności zagram najlepiej jak tylko potrafię. Po muzycznym recitalu Johna Bluesa udaliśmy się w kierunku morza. Tak oto doszliśmy na taras ogródka w pobliżu muszli koncertowej Molo, na której to scenie trwały przygotowania, próby do ostatnich sopockich, jazzowych zmagań.  

 

Jak w poprzednie dni festiwalu, tak w niedzielne spotkanie na scenie muszli Molo pojawił się Przemysław Dyakowski i zapowiedział zespoły kończące XVII Molo Jazz Festiwal. Kolejno wystąpili: Inner Out, Riverboat Ramblers & Dave Burman i Bernard Maseli Trio. Rozpoczęli mocnym akordem wprowadzając widownię w swingowo taneczną atmosferę. My tymczasem po raz pierwszy oglądaliśmy koncert z pewnego dystansu (około 60 m od sceny), bardziej  nastawiliśmy się na słuchanie jazzowych reminiscencji by siedząc przy piwie i innych napojach, rozmawiając, cieszyć się sobą, cieszyć się ze wspólnego spotkania. Pod scenę muszli oddelegowaliśmy tylko wózek z Markiem, bo jak twierdził mistrz fotografii, - Ja bez jazzu, jak ryba bez wody, nie mogę żyć. Nastawiliśmy się na ostatni punkt niedzielnego programu, na oczekiwany z niecierpliwością koncert kwartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

 

Kiedy mistrz Jan Ptaszyn pojawił się na scenie, wszyscy jak jeden mąż, znaleźliśmy się przy niej. Z widowni przywitały go głośne okrzyki, - Ptaszyn, Ptaszyn, Ptaszyn … i gromkie, gorące owacje, zupełnie jak 58 lat temu, podczas przemarszu nowoorleańskiego ulicą Bohaterów Monte Cassino.


Jan „Ptaszyn” Wróblewski – blisko 80-letni, wybitny polski muzyk jazzowy, kompozytor, aranżer i dyrygent, dziennikarz, krytyk muzyczny, dobry przyjaciel, człowiek kochający wszystkich ludzi. Nieprzeciętny intelekt, nie tylko muzyczny, cechuje jego osobę. Specjalność Jana Ptaszyna to gra na saksofonie tenorowym i barytonowym. Wróblewski założył kilku zespołów jazzowych angażując się w kilkanaście muzycznych projektów. Autor wielu programów jazzowych m.in. Trzy kwadranse jazzu. Członek Akademii Muzycznej Trójki. Uważany za jednego z największych popularyzatorów muzyki jazzowej w Polsce i na świecie. Komponował również muzykę filmową (m.in. do Pan Anatol szuka miliona, Niech żyje miłość) oraz popularne piosenki wykonywane przez Ewę Bem, Marylę Rodowicz, Andrzeja Zauchę, Łucję Prus i dla wielu innych wykonawców. Tworzył również koncerty symfoniczne. Nagrał kilkanaście albumów autorskich, brał udział w nagraniu kilkudziesięciu płyt innych zespołów, wykonawców.

 

Jak przystało na taką osobowość muzyczną, pan Jan nie zawiódł licznie zebranej publiczności, fanów jazzu. Swojemu zespołowi „dał pograć”. Każdy grający czy to na fortepianie, kontrabasie czy perkusji miał swoje wejścia, swoje pięć minut w każdym utworze. Wszystkie instrumentalne solówki, Jan Ptaszyn znaczącym skinieniem głowy, mimiką dawał znak muzycznego wejścia a sam niczym dyrygent wielkiej orkiestry, frontując ku muzykowi czytał jego improwizacyjną solówkę. Każde włączenie tenorowego saksofonu w wykonujący utwór, kwitowane było brawami a mistrz odwzajemniał się improwizacją godną wybitnej postaci w świecie jazzu. Koncert kwartetu Ptaszyna był jedynym podczas festiwalowych zmagań zespołów, w którym wykonawcy dwukrotnie bisowali. Owacje publiczności na stojąco, przez długi czas nie pozwoliły kłaniającym się muzykom zejść ze sceny. Pomógł im konferansjer Przemysław Dyakowski, który kończąc tegoroczne, trzydniowe, jazzowe zmagania zaprosił wszystkich na ostatnie jam session, do mieszczącego się obok fontanny, po jej drugiej stronie, Ogródka Let’s Art. Cafe, miejsce w którym trwała wystawa okładek płyt (LP) Marka Karewicza. Tu odbyły się ostatnie, jazzowe warsztaty muzyków występujących w niedzielnym koncercie ale bez osobistego udziału Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

Około 1.00 w nocy po zakończonym jam session, nasza tomaszowska grupa udawała się do hotelu przez pustoszejący (koniec weekendu) główny, sopocki deptak przy Bohaterów Monte Cassino. Po drodze, szukając jeszcze tanecznej rozrywki, wstąpiliśmy do SPATiF-u, do Błękitnego Pudla (lokal baza Marka Karewicza) czy do Krzywego Domku. Nigdzie, z braku wolnych miejsc przy stolikach czy na parkiecie, w zatłoczonych lokalach nie zagrzaliśmy na dłużej miejsca. Postanowiliśmy pójść, uprzednio dokonując tak zwany zakup właściwy, na swoją bazę noclegową, gdzie na schodkach akademika, do godziny 4.00 rano zrobiliśmy swojską, huczną zieloną noc, o której nie sposób pisać w tym felietonie. Jako pierwszy przybyły w piątek na noclegową bazę, pierwszy poszedłem do łóżka przerywając szaloną, zieloną noc, również jako pierwszy opuściłem budynek Domu Studenta nr.7. Bo już o 8.45 udałem się na dworzec PKP, kiedy wszyscy jeszcze spali. Pociąg do Piotrkowa Tryb. odjeżdżał o 9.40. O tej godzinie pożegnałem się z przyjaznym mi Sopotem, z dręczącą mnie myślą, - Kiedy ponownie będzie mi dane znaleźć się na podobnej imprezie? W przeciwieństwie do koszmarnej jazdy na Wybrzeże, powrotna droga do domu była komfortowa. Do samego Piotrkowa w przedziale znajdowały się tylko trzy osoby, ja i dwoje nastolatków (chłopak i dziewczyna) wracający z wakacyjnych wojaży. Podczas jazdy miałem czas na przemyślenia, na retrospektywny przegląd sopockich wydarzeń, o których jeszcze długo będę rozpamiętywał.

 

 

 

Epilogiem sopockim kończę swoją, pisarską przygodą na portalu „nasz tomaszow”, retrospektywną zabawę, przypominając wszystkim pokoleniom o najpiękniejszych (lata 50/60) dekadach XX wieku które dzięki przenikającemu zza żelaznej kurtyny do Polski, do mojego miasta egzotycznego, stylu muzycznego, zwanym - Rock’n’Roll.

 

Styl, który raz na zawsze zmienił świat w jakim przyszło mi żyć, który w sposób ewolucyjny zwalczył wszystkie totalitaryzmy (amerykański rasizm, komunizm, faszyzm czy szowinistyczny nazizm), który zaraził mnie i moje pokolenie osobistą wolnością, trwającą do dzisiaj. Chciałem także nowym pokoleniom przedstawić tamtą, bardzo ważną epokę, która współtworzyła dzisiejszy świat. Bez niej nie byłoby współczesności.

 

Jeśli patrzysz z przymrużeniem oka na historyczną epokę swoich ojców, dziadków – to zamiast gwizdać - przeczytaj, wysłuchaj. Zakończę swoją Subiektywną Historię Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim, przepiękną, nostalgiczną sentencją krakowianina, Andrzeja Sikorowskiego z grupy muzycznej „Pod Budą”:

 

Nim na pożarcie rzucą nas tłumom,
Chcę coś powiedzieć ważnym gościom:
To nie jest tęsknota za PRL- em,
To jest tęsknota za młodością!!!

 


 

 


Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)

Epilog sopocki - (88)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Antek Malewski 15.08.2014 11:53
do 6. FOTO nr.6 - nie dopisałem za co przepraszam, "Rząd drugi: od prawej Maryla Tejchman, Henia Francke i jej mąż Czarek

Antek Malewski 14.08.2014 17:41
Opisuję FOTO: 1. FOTO nr.1 - Klub SCENA pierwsze jam session (1.08.2014), od lewej Przemysław Dyakowski saksofonista i konferansjer (w białej koszuli) u dołu Marek Karewicz 2. FOTO nr.2 - podczas przemarszu noeoorleańskiego od lewej- Maryla Tejchman, moja osoba, Krzysiek Jochan, Wojtek Korzeniewski, Wiesław Śliwiński, Czarek Francke i Marek Karewicz 3. FOTO nr.3 - od lewej Iwona Thierry, Marcin Jacobson, Ewa Jochan 4. FOTO nr.4 - scena koncertowa MOLO a na niej zespół "Detko Band" 5. FOTO nr.5 - na konferencji prasowej Marka Karewicza i Marcina Jacobsona. Rząd pierwszy od prawej; Iwona Thierry, Antek Malewski, Wojtek Korzeniewski córką 6. FOTO nr.6 - od lewej Ewa Jochan, Marek Karewicz, Hania Erez 7. FOTO nr.7 - na scenie muszli koncertowej MOLO Jan Ptaszyn Wróblewski ze swym kwartetem w akcji 8. FOTO nr.8 - na schodkach Domu Studenta nr.7 Agnieszka z W-wy, Iwona Thierry z Warszawy, Wiesław Śliwiński z Gdańska, Maryla Michowska ze Sztumu, Tadeusz z Kozienic, Henia Laskowska ze Sztumu, Ewa Jochan

Urodzony w Tomaszowie Mazowieckim 14.08.2014 16:28
Tolek, dzięki za to co zrobiłeś pisząc przy okazji o - trochę - naszych szalonych latach młodości. Wróciły wspomnienia... O tych co jeszcze żyją, o tych co odeszli jak choćby Wojtek Marczułajtis na drugą stronę grani. Dzięki.

Opinie

Reklama

14 marca 2026 – kalendarium wydarzeń w Polsce i na świecie

14 marca to 73. dzień roku. Sprawdź najważniejsze wydarzenia historyczne, kalendarium muzyczne oraz aktualne wiadomości z Polski i ze świata.Data dodania artykułu: 14.03.2026 08:17
14 marca 2026 – kalendarium wydarzeń w Polsce i na świecie

Nawet 20 lat więzienia. Sejm chce zaostrzyć kary za seksualne nadużycie zależności

Sejm rozpoczął prace nad projektem zmian w Kodeksie karnym, który zakłada znaczące podniesienie kar za seksualne nadużycie zależności. Nowelizacja przygotowana przez posłów PiS przewiduje nawet do 20 lat więzienia dla sprawców wykorzystujących swoją pozycję wobec podwładnych, uczniów, pacjentów czy osób pozostających w trudnej sytuacji życiowej.Data dodania artykułu: 13.03.2026 17:31
Nawet 20 lat więzienia. Sejm chce zaostrzyć kary za seksualne nadużycie zależności

NFZ ukarał szpital w Łodzi. Ponad 200 tys. zł kary za naruszenie praw pacjentki

Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył ponad 200 tys. zł kary na Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Kontrola wykazała naruszenie praw pacjentki w ciąży z poważną wadą płodu, m.in. w zakresie dostępu do informacji i sposobu prowadzenia leczenia. Sprawa wywołała szeroką dyskusję o standardach opieki nad pacjentkami w łódzkich szpitalach.Data dodania artykułu: 13.03.2026 16:23
NFZ ukarał szpital w Łodzi. Ponad 200 tys. zł kary za naruszenie praw pacjentki

Czy Kościół będzie bliżej ludzi? Kard. Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim

Decyzja papieża o powołaniu kard. Konrada Krajewskiego na metropolitę łódzkiego może okazać się ważnym momentem dla Kościoła w Polsce, ale także dla wiernych z regionu łódzkiego. Wielu z nich zastanawia się dziś, czy Kościół w Polsce będzie bardziej skupiony na sporach publicznych i polityce, czy raczej na codziennych problemach ludzi.Data dodania artykułu: 13.03.2026 15:15
Czy Kościół będzie bliżej ludzi? Kard. Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim

Sondaż Opinia24: liderem Koalicja Obywatelska, spadek poparcia dla Konfederacji

Gdyby wybory parlamentarne w Polsce odbyły się w najbliższych dniach, wygrałaby je Koalicja Obywatelska z poparciem 34,5 proc. – wynika z najnowszego sondażu Opinia24 dla „Faktów” TVN i TVN24. Oznacza to wzrost poparcia o 0,3 punktu procentowego w porównaniu z badaniem z 5 marca.Data dodania artykułu: 13.03.2026 09:10
Sondaż Opinia24: liderem Koalicja Obywatelska, spadek poparcia dla Konfederacji

13 marca – kalendarium dnia. Polityka w Polsce, wojna Izrael–Iran, wydarzenia na świecie

Najważniejsze wydarzenia dnia w Polsce i na świecie. Dziś nadzwyczajne posiedzenie rządu po decyzji prezydenta w sprawie programu SAFE, Sejm wybierze sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a na świecie trwa konflikt Izrael–Iran. W Paryżu spotkają się Emmanuel Macron i Wołodymyr Zełenski.Data dodania artykułu: 13.03.2026 08:46
13 marca – kalendarium dnia. Polityka w Polsce, wojna Izrael–Iran, wydarzenia na świecie

Sebastian M. przed sądem: „nie przyznaję się”. Proces ws. tragicznego wypadku na A1

Oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 Sebastian M. nie przyznał się przed sądem do zarzucanych mu czynów. Podczas rozprawy podkreślał, że nie czuje się winny śmierci trzech osób, a z kraju wyjechał, ponieważ był przekonany o swojej niewinności.Data dodania artykułu: 12.03.2026 22:48
Sebastian M. przed sądem: „nie przyznaję się”. Proces ws. tragicznego wypadku na A1

Kard. Konrad Krajewski arcybiskupem metropolitą łódzkim. Papież Leon XIV ogłosił nominację

Kard. Konrad Krajewski został mianowany przez papieża Leona XIV arcybiskupem metropolitą łódzkim — nominację ogłosiła w czwartek Nuncjatura Apostolska. Łodzianin i były papieski jałmużnik wraca z Watykanu, by zastąpić kard. Grzegorza Rysia i wnieść doświadczenie dla dobra archidiecezji.Data dodania artykułu: 12.03.2026 22:34
Kard. Konrad Krajewski arcybiskupem metropolitą łódzkim. Papież Leon XIV ogłosił nominację
Reklama
Otwarcie letniego sezonu jeździeckiego 2026 w Bogusławicach

Otwarcie letniego sezonu jeździeckiego 2026 w Bogusławicach

W dniach 10–12 kwietnia 2026 roku w Stadzie Ogierów w Bogusławicach odbędzie się otwarcie letniego sezonu jeździeckiego 2026. Wydarzeniu towarzyszyć będą zawody ogólnopolskie, regionalne oraz towarzyskie w skokach przez przeszkody, które co roku przyciągają do Bogusławic zawodników oraz miłośników jeździectwa z całej Polski.To jedna z pierwszych dużych imprez jeździeckich sezonu w tej części kraju, dlatego na starcie spodziewani są zarówno doświadczeni zawodnicy, jak i młodzi jeźdźcy rozpoczynający rywalizację w nowym sezonie.Tradycja i sportowa rywalizacjaStado Ogierów w Bogusławicach od lat jest ważnym miejscem na mapie polskiego jeździectwa. Organizowane tu zawody w skokach przez przeszkody cieszą się dużym zainteresowaniem zarówno zawodników, jak i publiczności. Rywalizacja odbywa się na profesjonalnie przygotowanym parkurze, a uczestnicy startują w różnych konkursach – od klas dla początkujących po bardziej wymagające przejazdy dla doświadczonych jeźdźców.Zawody ogólnopolskie pozwalają zdobywać cenne punkty rankingowe, natomiast konkursy regionalne i towarzyskie są okazją do sprawdzenia formy koni i zawodników przed kolejnymi startami w sezonie.Atrakcje dla kibiców i całych rodzinOrganizatorzy zadbali nie tylko o sportowe emocje, ale również o bogatą ofertę dla odwiedzających. Przez cały czas trwania zawodów działać będzie duży bar gastronomiczny, w którym serwowane będą m.in.:domowe posiłkipizza i zapiekankiprzekąski i napojedesery lodoweDodatkowo dostępna będzie strefa Grill Bar z potrawami z grilla oraz Food Truck, w którym będzie można spróbować m.in. lodów świderków, waty cukrowej, popcornu i gofrów.Niedzielna strefa rekreacyjna dla dzieciSzczególnie atrakcyjnie zapowiada się niedziela, kiedy na terenie obiektu powstanie nowa strefa rekreacyjna dla dzieci. Najmłodsi będą mogli skorzystać z wielu atrakcji, w tym:placu zabawdmuchanego zamku i zjeżdżalnidmuchanego toru przeszkódprofesjonalnego pola do minigolfaanimacji i oprowadzania na kucykuZaplanowano także trening hobby horse, przejażdżki bryczką, zwiedzanie obiektu z przewodnikiem, a także mini zoo z karmieniem kucyków oraz spotkanie z alpakami.Zaproszenie dla zawodników i kibicówOrganizatorzy zapraszają zawodników do zgłaszania udziału w konkursach, a wszystkich miłośników koni i aktywnego wypoczynku – do odwiedzenia Bogusławic. Trzy dni zawodów to nie tylko sportowa rywalizacja na wysokim poziomie, ale także okazja do spędzenia czasu na świeżym powietrzu w rodzinnej atmosferze.Otwarcie sezonu w Bogusławicach tradycyjnie zapowiada początek intensywnego roku dla polskiego jeździectwa i jest świetną okazją, by z bliska zobaczyć emocjonujące skoki przez przeszkody oraz piękno sportowej rywalizacji koni i jeźdźców.Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.04.2026

Polecane

Gala konkursu „Mieczysław Fogg i jego następcy” w Tomaszowie MazowieckimLiga Mistrzów w kinie Helios Tomaszów. Manchester City, Real Madryt i Barcelona na wielkim ekranie14 marca 2026 – kalendarium wydarzeń w Polsce i na świecieObdarci z faktów30-latek zatrzymany z narkotykami. Policja zabezpieczyła prawie 50 gramów klofedronuGdy budzi się ziemia… budzą się też dawne tradycjeOlimpijczycy z Tomaszowa nagrodzeni przez województwo. Spotkanie z panczenistami na Arenie LodowejSeniorzy z Tomaszowa i Lubochni wśród wybranych gmin w Łódzkiem. Czeka ich bogaty program wydarzeńNagrodzony Złotą Palmą film w Kinie Konesera. Poruszająca historia zemstyTomaszów znów stanie się sceną. Ruszają XIX Tomaszowskie TeatraliaSemirunnij gwiazdą mistrzostw Polski. Wielkie ściganie w Arenie Lodowej w TomaszowieWicelider przyjeżdża do Tomaszowa. Lechia przed trudnym wyzwaniem
Reklama
Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

1. Podstawowym obowiązkiem dozorcy jest dbałość o powierzone jego pieczy budynki i ich wyposażenie w urządzenia techniczne.2. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości i właściwych służb technicznych o dostrzeżonych uszkodzeniach lub wadliwym działaniu instalacji i urządzeń technicznych.3. Podejmowanie doraźnych działań w zakresie ochrony mieszkańców przed niebezpiecznymi skutkami uszkodzeń lub wadliwego działania urządzeń wspólnego użytku.4. Niezwłoczne usuwanie skutków opadów śniegu i gołoledzi w okresie zimowym.5. Sprzątanie, konserwacja i właściwe utrzymywanie przydzielonych terenów zielonych w okresie letnim.6. Udział w organizowanych akcjach sanitarno-porządkowych, odśnieżania, odgruzowywania itp.7. Dbałość o należyty stan wyposażenia nieruchomości, sprzętu ppoż. oraz pojemników do gromadzenia nieczystości, zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności ich wymiany.8. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności wywozu nieczystości.9. Czuwanie nad sprawnym działaniem wszystkich punktów świetlnych w budynkach mieszkalnych i gospodarczych.10. Zgłaszanie do administratora faktów o samowolnym zajmowaniu lokali.11. Zawiadamianie zarządcy nieruchomości o rażących przypadkach naruszania przez mieszkańców regulaminu porządku domowego.12. Wywieszanie flag z okazji świąt i uroczystości oraz utrzymywanie ich w czystości.13. Rozklejanie ogłoszeń, dostarczanie lokatorom korespondencji dot. zmian wysokości czynszu, upomnień itp.14. Wystawianie pojemników na odpady komunalne, selektywne i biodegradowalne zgodnie z harmonogramem wywozów przedstawionych przez firmę zajmującą się wywozem odpadów; wstawianie opróżnionych pojemników w wyznaczone miejsce.15. Sprzątanie pozostałości odpadów w miejscu składowania pojemników.16. Dbałość o należyty stan sprzętu i narzędzi przeznaczonych do utrzymywania porządku i czystości posesji.17. Wykonywanie innych czynności nieobjętych niniejszym zakresem obowiązków, a wynikających z umowy o pracę, obowiązujących przepisów oraz poleceń administratora. 
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: AnimatorTreść komentarza: Chyba niewiele?Źródło komentarza: Dofinansowanie na wymianę kopciuchówAutor komentarza: mTreść komentarza: Informacje zostały zawarte w książce biograficznej "Żołnierze powstania 1863 - 1864 i legioniści z powiatu tomaszowskiego".Źródło komentarza: Legioniści z Tomaszowa Mazowieckiego.Autor komentarza: KarolTreść komentarza: Trudno zająć w tej sprawie jednoznaczne stanowisko, bo to tak jak w starym porzekadle każdy ma racje tylko, że swoją. I widać to jak na dłoni, że część dysydentów chce tu coś ugrać politycznie kosztem mieszkańców. Są i tacy, którzy się cieszyli zarówno z jednego wariantu jak i z każdego innego. Trudno tu również winić Ministra Klimczka, który musi działać w ramach obowiązujących przepisów (odnośnie do możliwości uzyskania decyzji środowiskowej). Warto sobie jednak czasami zadać ważne pytanie komu i czemu ta droga ma służyć i jakie efekty przynieść. Bo to co jest najtańsze nie zawsze przy tak dużych inwestycjach mających służyć dziesiątki lat jest zawsze najkorzystniejsze! Czy ktoś policzył, jakie korzyści ta droga ma przynieść w perspektywie jej życia terenom i mieszkańcom wokół niej, czy tez może szkody, czy tylko patrzymy tu i teraz, że będzie drożej! A może warto spojrzeć kompleksowo na ten projekt jako pewien bodziec do rozwoju terenów wokół, zarówno pod kątem przebiegu, ilości zjazdów, etc. W innym przypadku może się okazać, że budowa takiej drogi będzie kolejnym bodźcem do omijania Tomaszowa i gmin przyległych, a nie do końca chyba o to chodzi! W mojej ocenie warto to przeanalizować nawet kosztem odciągnięcia budowy o pewien czas. A hasło TKN jest po prostu głupie. Głupie dlatego, że gdyby nie Klimczak wielu inwestycji w Tomaszowie by nie było. Tomaszów jak nigdy ma dwóch posłów w koalicji rządzącej i powinien to wykorzystać do granic możliwości!Źródło komentarza: Plan budowy S12 w Sejmie; nie ma zgody co do obejścia Tomaszowa MazowieckiegoAutor komentarza: pppTreść komentarza: Jak nie mogą się pogodzić, to niech zrobią przez środek miasta, będzie wilk syty i owca cała :PŹródło komentarza: Plan budowy S12 w Sejmie; nie ma zgody co do obejścia Tomaszowa MazowieckiegoAutor komentarza: hejTreść komentarza: Oby szła południowym!Źródło komentarza: Plan budowy S12 w Sejmie; nie ma zgody co do obejścia Tomaszowa MazowieckiegoAutor komentarza: JediTreść komentarza: A TTBS ,to co robi w tej sprawie ?Źródło komentarza: Dofinansowanie na wymianę kopciuchów
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama