Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 29 września 2026 02:01
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Epilog sopocki - (88)

Tym felietonem na portalu „Nasz Tomaszów” chciałbym zakończyć swoje cykliczne pisarstwo w postaci cyklu artykułów "Subiektywna Historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim". Może powrócę na łamy portalu w innej formule, o innej, tematycznej konstrukcji artykułów. Ale dziś na ten temat nie chciałbym się wypowiadać. Na początku lipca na moją pocztę mailową wpłynęło od Marcina Jacobsona z Sopotu zaproszenie na jazzową imprezę z programem o niżej wymienionej treści:
Kliknij aby odtworzyć
Drogi użytkowniku! Wykryliśmy, że korzystasz z programu blokującego reklamy w przeglądarce (AdBlock lub inny). Dzięki reklamom oglądasz nasz serwis za darmo. Prosimy, wyłącz ten program i odśwież stronę.

 

XVII Molo Jazz Festiwal Sopot 2014
1 sierpnia – piątek   18:00 – Muszla Koncertowa – Molo
SIERGIEJ WOWKOTRUB
GYPSY SWING QUARTET  (UA/PL)
POLISH POLKA JAZZ ORCHESTRA  (PL)
PETER BEETS TRIO  (NL)
22:00 – Klub Scena, ul. Mamuszki 2 - JAM SESSION

2 sierpnia – sobota    17:00 – ulica Bohaterów Monte Cassino

POCHOD NOWOORLEAŃSKI

17:30 – Muszla Koncertowa – Molo

DETKO BAND  (PL)

DOMINIK BUKOWSKI QUARTET  (PL)

GRZEGORZ NAGÓRSKI  (PL)

JAN KONOP BIG BAND  (PL)

22:00 – Klub Scena, ul. Mamuszki 2 JAM SESSION


3 sierpnia – niedziela  17:30 – Muszla Koncertowa – Molo

RIVERBOAT RAMBLERS  (RU/PL)

& Dave Burman  (GB)

BERNARD MASELI TRIO  (PL)

JAN PTASZYN WRÓBLEWSKI QUARTET  (PL)

INNER OUT  (PL)

22:00 – Ogródek Let’s Art Cafe - Molo  JAM SESSION

 

oraz CODZIENNIE - 12:00 – 24:00 – Ogródek Let’s Art Cafe - Molo 

WYSTAWA OKŁADEK MARKA KAREWICZA

16:00 – 22:00 – Molo – Główna Aleja KIERMASZ PŁYT JAZZOWYCH

organizator:

Kąpielisko Morskie Sopot

sponsorzy:

Związek Artystów Wykonawców STOAR, Bank Zachodni WBK – Grupa Santander

współpraca:

Stowarzyszenie Muzyków Jazzowych, Stowarzyszenie For Baltic, Let’s Art Cafe – Sopot, Klub Scena - Sopot 
 

Od chwili otrzymania w/w zaproszenia, kiedy zapoznałem się z programem jazzowych koncertów, imprez okolicznościowych oraz wymienionych wykonawców muzycznych przedsięwzięć, moją głowę absorbowała nieustępliwa myśl „muszę za wszelką cenę być w pierwszy weekend sierpnia w Sopocie”. Pomimo poniesionych sporych kosztów, jak na moją kieszeń, związanych z czerwcową wyprawę do Szkocji, poszukiwałem na wyjazd do Trójmiasta nowych środków pieniężnych. W międzyczasie na moją komórkę zadzwoniła Maryla Michowska ze Sztumu k/Malborka, uczestniczka  wielu imprez organizowanych przez Fundację Sopockie Korzenie, w czerwcu była w naszym mieście na spotkaniu z Markiem Karewiczem w Miejskiej Bibliotece Publicznej przy Placu Kościuszki 18, zaprzyjaźniając się z naszą, tomaszowską grupą uczestniczącą w Trójmiejskich, muzycznych eskapadach, zwróciła się do mnie: - Antek czy przyjeżdżasz do Sopotu  na jazzowy festiwal? Załatwiłam, rezerwując bardzo tanie, jak na tą porę roku, noclegi (70 zł łóżko) w Domu Studenckim nr. 7 przy ul. Armii Krajowej, w samym centrum Sopotu. Powiadomiłam telefonicznie wszystkich „naszych”. Potwierdzili swój przyjazd. Przyznam, że informacja od Maryli podbudowała moją próżność i chęć bycia za wszelką cenę na sopockim Molo w weekend sierpniowy.

 

* * *

Kim jest Marcin Jacobson? Marcin Jacobson to wielki fan, organizator i animator jazzu. W 2008 roku wraz z Wojtkiem Korzeniewskim i Wiesławem Śliwińskim, współtworzył  Fundację Sopockie Korzenie, zostając jej wiceprezesem. Dzisiaj tworzy i pracuje na własny rachunek. Jest pomysłodawcą, animatorem i reżyserem XVII Molo Jazz Festiwal a zarazem jest to jego zorganizowane, pierwsze, firmujące własnym nazwiskiem spotkanie w tym cyklu.


W 1970 roku zadebiutował jako prezenter (DJ) w pierwszej polskiej dyskotece Musicorama w Sopocie. Kierownik Akcji Lato (Gdańsk 1977), programu promującego młode polskie zespoły rockowe. Współtwórca muzycznego ruchu - Muzyka Młodej Generacji (1978). Współorganizator festiwali Pomorska Jesień Jazzowa i Jazz Jantar, Międzynarodowych Konfrontacji Muzycznych  - Pop Session w Sopocie (1978-81) i Festiwalu w Jarocinie (1980). Dyrektor programowy festiwalu w Jarocinie (1987). Dyrektor, a następnie redaktor naczelny Radia BIELSKO w Bielsku-Białej (1996-98). Prezes oraz A&R Sceny FM w Krakowie (1998-2001). Współorganizator koncertów m.in. Tiny Turner, Jana Garbarka, Joe Zawinula, Paco De Lucii, Davida Murraya, Tilla Broennera, Petera Beetsa i Candy Dulfera, a także Festiwali Piosenki w Sopocie (1989-91), Opolu (1988) oraz Bielskiej Zadymki Jazzowej (2002-04).

 

W charakterze konferansjera prowadził wiele koncertów jazzowych (Jazz nad Odrą, Jazz Jantar, Pomorska Jesień Jazzowa) i rockowych (Pop Session, John Mayall, Suzi Quatro). Publikował teksty o muzyce w periodykach: Jazz, Jazz Forum, Magazyn Muzyczny, Warsaw Voice, Tygodnik Kulturalny, Czas, Scena, Machina. We współpracy z Metal Mind Productions, zapoczątkował serię wydawniczą wykonawców, którzy w latach 80-tych nie doczekali się wydania płyt - Cytrus, Ogród Wyobraźni, Art Rock, Mietek Blues Band, Immanuel. Doprowadził również do wydania reedycji wszystkich nagrań grup Krzak i TSA.

Współpracował m.in. z zespołami TSA, Krzak, SBB, Akurat, Psio Crew. Współtwórca sukcesu m.in. grupy Dżem i Martyny Jakubowicz. Obecnie prowadzi agencję koncertową, jest managerem m.in. pianisty jazzowego Sławka Jaskułki i legendarnej formacji String Connection. Napisał sporo publikacji, tekstów, artykułów a ostatnie jego dzieło to książka Karewicz Big Beat z zapisaną narracją o polskim big beacie, opowiedzianą przez mistrza fotografii.

 

Jest współorganizatorem i byłym graczem Bielskiej Ligi Koszykówki (druga co do wielkości liga amatorska koszykówki w Polsce). Jest też mężem, ojcem czwórki dzieci oraz dziadkiem czwórki wnucząt.

 

* * *

Już od wczesnych, porannych godzin w niesamowicie upalny czwartek 30 lipca, spakowany, siedząc na walizkach, z niecierpliwością oczekiwałem wieczoru, w przysłowiowo tak zwanych blokach startowych, by busem dostać się do pobliskiego Piotrkowa Trybunalskiego. Bo tu z dworca PKP o godzinie 22.37 miałem bezpośredni pociąg do Sopotu. Dotychczasowe Molo Jazz Festiwale odbywały się w jeden lub dwa dni, zawsze w pierwszy weekend sierpnia. Po raz pierwszy w historii ten festiwal będzie trwał trzy dni, a rozpocznie go nowość w programie (pomysł pana Jacobsona) - dzień jazzu tanecznego. Choć podróż miałem koszmarną, cała noc przestana w korytarzu wagonu, to radość jaka ogarnęła mnie stojącego o 6.00 rano na peronie sopockiego dworca, była ogromna.

 

 

Sopot. Piątek 1 sierpnia 2014


O 6.30 znalazłem się w recepcji Domu Studenckiego nr. 7 przy ulicy Armii Krajowej. Hotelowa doba zaczyna się, jak w większości hotelach w Polsce, o godzinie 12.00. Do hotelu dotarłem o tej porze dnia świadomie, by sprawdzić rezerwację i zostawić bagaże. Po ich pozbyciu się natychmiast ruszyłem w kierunku morza. Już o 6.50 znalazłem się na głównej ulicy miasta, Bohaterów Monte Cassino. Ulica rozrywki, która stała się synonimem turystycznym wczasowiczów, przechodniów i wszystkich, nie tylko tych z Trójmiasta, mieszkańców Polski, wyglądała niczym filmowy krajobraz po bitwie.

 

Ulica dziesiątków, po lewej i prawej stronie, tanecznych lokali, ogródków piwnych, ulicznych grajków, całonocnej rozrywki. Bezpośrednio prowadząca na sopockie Molo (miejsce spacerów, sportowych zmagań, koncertów muzycznych) i nadmorskie plaże. Gdy znalazłem się na wysokości kościoła garnizonowego św. Jerzego i byłej restauracji Złoty Ul, ujrzałem wielu ludzi, maszyn ze służb porządkowych miasta, pracowników kawiarń, restauracji jak zmagali się z usuwaniem stosów śmieci, puszek, plastikowych opakowań, szklanych stłuczek, podlewaniem wodą klombów, nawierzchni ulicy, trawników, czyli nie jak w piosence Beatlesów Noc po ciężkim dniu (A Hard Day’s Night) lecz parafrazując ten tytuł, Dzień po ciężkiej nocy.

 

 

 

Na niektórych ławkach, ławeczkach, murkach siedzieli w objęciach i uściskach młodzi kochankowie, tudzież niedopici, roznegliżowani młodzieńcy prawie wszyscy oblani atramentem. Zachowywali się bardzo głośno i agresywnie. Obawiałem się z ich strony nieprzewidzianej zaczepki, nieco przyspieszyłem by szybko znaleźć się w małej kafejce tuż przy Molo, gdzie pracownicy lokalu czynili tak jak wszyscy, codzienne poranne porządki, usuwając stłuczki i inne zanieczyszczenia.

 

Usiadłem na zewnątrz kafejki, i choć  jeszcze była nieczynna, poprosiłem jedną z dziewczyn krzątających się wokół lokalu, o kawę i dużą (2 litry) Muszyniankę. Nie odmówiła, podała do stolika. Dochodziła 8.00, temperatura już sięgała + 25 stopni C, nie odczuwałem od morza żadnego powiewu. Dopiero teraz poczułem zmęczenie i senność po nieprzespanej w podróży nocy. Mocna, duża kawa, bardzo szybko postawiła mnie na nogi a przemieszczające się na morskie piaski, skromnie, kuso odziane, piękne dziewczyny nie pozwoliły mi zasnąć.

 

Popijając z plastikowej butelki Muszyniankę coraz bardziej wytężałem wzrok na przemieszczające się na plażę półnagie, zgrabne, żywe śliczności. Wykonałem kilka telefonów do przyjaciół, którzy mieli dotrzeć do Domu Studenta. Krzysiek i Ewa Jochanowie jechali z Łodzi autobusem PKS, mieli planowo dotrzeć do Sopotu na godzinę 16.00, Henia Erez z Tadeuszem jechali koleją od Puław, Maryla Michowska, jej koleżanka Henia Laskowska i Iwona Thierry jechały ze Sztumu własnym samochodem, Marek Karewicz z Wiesiem Śliwińskim jadąc PKP od Warszawy mieli dotrzeć na 15.00 (choć zamieszkali w innym hotelu), natomiast Maryla Tejchman dojechać miała na 15.00 w sobotę 2 sierpnia. Wymieniłem wszystkich „naszych”, którzy mieli reprezentować tak zwaną grupę tomaszowską. Czas szybko i pięknie mi zleciał, nim się zorientowałem dochodziła już godzina 11.30.

 

Kwadrans po 12.00 znalazłem się w swoim pokoju, zanim rozpakowałem bagaże rzuciłem się na studenckie wyro i natychmiast jak zabity zasnąłem. Około 15.30 obudził mnie telefon, to Wiesiek Śliwiński poinformował, że razem z Markiem czekają na nas, na tarasie piwnym przy muszli koncertowej Molo (na tyłach hotelu Sheraton), na której miało rozpocząć się o godzinie 18.00 XVII Molo Jazz Festiwal. Około 16.10 dotarli na bazę Jochanowie a w chwilę po nich dojechały Iwona Thierry, Maryla Michowska z Henią Laskowską. Kwadrans przed 17.00 dołączyliśmy do Marka i Wiesia by wspólnie uczestniczyć w sopockim, jazzowym wydarzeniu.

 

Nim rozpoczął się koncert - XVII Molo Jazz Festiwal – punktualnie o godzinie 17.00 wybiła godzina „W”, informująca wszystkich mieszkańców polskich miast i wsi, że 70 lat temu wybuchło w Warszawie Powstanie zwane Warszawskim. W całym mieście Sopot bardzo głośno „zawyła syrena” oznajmująca tę chwilę.

 

Wszyscy siedzący przy stolikach odrywając od ust butelkę czy kufel z piwem, natychmiast jak jeden mąż, wstali z miejsc przyjmując postawę zasadniczą. Zerknąłem kątem oka, wszyscy wokół sceny, muzycy na scenie przygotowujący się do występu, na plaży, na Sopockim Molo, przed hotelem Sheraton czy Grand Hotelem zatrzymali się przyjmując podobną postawę. Poczułem jak ciarki przeszły po moim ciele. Przez minutę byłem z powstańcami na barykadach. To piękna, wzruszająca chwila przypominająca mi, że jestem Polakiem.

 

 Jak przystało na głównego animatora dnia jazzu tanecznego, imprezę otworzył Marcin Jacobson a na scenie jako pierwszy wystąpił kwartet Siergieja Wowokotruba & Gypsy Swing. Po Marcinie mikrofon przejął Przemek Dyakowski (saksofonista jazzowy) i poprowadził imprezę do końca. W mistrzowskiej grze Siergieja (skrzypce) mocno wyczuwało się emocje cygańskiego swingu manouche połączone nutką rytmów wschodniosłowiańskich. Siergiej jest Ukraińcem od 20 lat mieszka w Polsce, wszyscy jego muzycy (Sebastian Ruciński - gitara, Tomasz Wójcik - gitara, Piotr Górka - kontrabas) to absolwenci  Akademii Muzycznej (Instytut Jazzu) w Katowicach. Wokół muszli koncertowej Molo i przyległych piwnych ogródkach zrobiło się tanecznie i swingowo. Przed sceną kilka wytrwałych par kołatało. Kwartet Siergieja Wowokotruba rozgrzał do białości, i tak już gorące, roznegliżowane ciała słuchaczy. Temperatura powietrza sięgało +28 stopni C.

 

Przez wszystkie dni trwania festiwalu jazzowego (piątek/niedziela) na spacerowym chodniku przed muszlą koncertową Molo, trwał kiermasz (w czterech drewnianych kioskach) związany z tematem JAZZ: sprzedaż festiwalowych towarów odbywała się w postaci podkoszulków, płyt (CD, DVD), literatury (biuletyny, albumy, książki), znaczków (gadżety), koszul i innych nie wymienionych bliżej akcesoriów. Dla zbieraczy muzycznych staroci był to istny raj na ziemi. Codziennie, przez okres trwania festiwalu, kioski oblegane były przez fanów jazzu i zbieraczy. Swoją działalność handlową prowadziły aż do zakończenia festiwalu, do niedzielnego późnego wieczoru.

 

Po kwartecie Wowkotruba konferansjer Dyakowski zapowiedział kolejny zespół Polish Polka Jazz Orchestra i na scenie ukazał się kwartet w składzie Emil Mikszt- klarnet, Tomasz Chyła- trąbka, Szymon Jabłoński –skrzypce, Michał Ciesielski – akordeon oraz Tomasz Kupczyński – wokal. Zrobiło się swojsko, skocznie, coś w stylu raz na ludowo. Żywiołowe, najsłynniejsze polskie polki, oberki, mazurki, kujawiaki wszystkich wprowadziły w muzyczną ekstazę. Na widowni rozlegały się rytmiczne oklaski, rozpoczęła się zabawa na całego. Na szczęście temperatura powietrza lekko spadła poniżej +20 stopni C, choć nadal panowała duchota. Na morzu żadnej falki. W międzyczasie dołączyli do nas z Kozienic, spóźnieni Hania Erez i jej partner Tadeusz.

Po godzinie ludowo jazzowej sekwencji Przemek Dyakowski zaprosił na scenę kolejny, ostatni tego wieczoru zespół Peter Beet’s Trio: Peter Beets – piano, Rodney Whitaker – kontrabas oraz Willie Jones III – perkusja. Ze sceny powiało prawdziwym, amerykańskim brzmieniem. Grali stare, dobre standardy jazzowe, w których dominowały kompozycje Oscara Petersona. Wirtuoz klawiszowego instrumentu, Peter Beets dał próbkę prawdziwego jazzu i w tak dobrym nastroju tuż przed 22.00 pan Dyakowski, żegnając publiczność pierwszego dnia festiwalu, zaprosił wszystkich na jazzowe jam session do Klubu SCENA. Lokal mieściL się na tyłach Grand Hotelu około 150 metrów za muszlą koncertową, idąc plażą w kierunku Gdyni.

 

Wszyscy przenieśliśmy się do SCENY gdzie do godziny 1.00 w nocy, przy zastawionych stolikach kuflami piwa, przekąskami, trwała jazzowa uczta, w której udział wzięło kilku muzyków wcześniej grających na muszli koncertowej Molo. Między innymi wirtuoz piana Peter Beets czy perkusista Willie Jones III, a co była dla mnie szczególnie piękne, to usłyszałem wreszcie na żywo grającego kilka, jazzowych standardów na saksofonie, konferansjera sopockiego spotkania Przemysława Dyakowskiego, przyjaciela Marka Karewicza. To Marek podczas jamu do mnie rzekł te słowa, - Antek, to dzięki Przemkowi ja żyję. Mieszkaliśmy w Zakopanem na Kalatówkach w jednym pokoju kiedy dopadł mnie ten potworny wylew. To on mnie odnalazł bezwładnie leżącego na łóżku. Uruchomił szybko, co było bardzo ważne w tym wypadku, służby pogotowia medycznego. Zostałem cudem wyrwany z „objęć kostuchy”, dzięki czemu dzisiaj możemy uczestniczyć razem w tym spektaklu jazzowym.

 

 

Około 1.30 przemieszczaliśmy się przez zatłoczony - głośny muzycznie przez wykonujących na przeróżnych instrumentach klasyczne utwory, uliczni grajkowie - sopocki deptak ulicy Bohaterów Monte Cassino. Również dobiegająca muzyka z tanecznych lokali z lewej i prawej strony deptaka tworzyła istną, zagłuszającą kakafonię dźwięków, przy której trudno było się porozumieć. Wśród panującego zgiełku ulicy, około 3.00 dotarliśmy na hotelową bazę i jeszcze długo na schodach studenckiego ośrodka, przy szczypcie alkoholu, piwa, skrupulatnie podsumowywaliśmy pierwszy, zakończony dzień sopockiego festiwalu. Przed godziną 4.00 rano, kiedy na dworze dobrze zaczęło świtać, rozeszliśmy się do swoich pokoi.

 

 

 

Sopot. Sobota 2 sierpnia 2014


W samo południe, około 12.00 niczym w filmie Freda Zinnemanna z 1952 roku, nasze kobiety przygotowały wspólne śniadanie, które to kulinarne produkty zabezpieczyły panie ze Sztumu, Maryla Michowska i Henia Laskowska oraz jak zwykle Jochanowie. A czegóż tu nie było? I kotlety mielone, schabowe, kapusta młoda zasmażana, piersi, udka i galantyna z kurczaka, suszona kiełbasa, kilka gatunków szynki, trzy rodzaje pieczywa, małosolne ogórki, grzybki w occie, kompot wiśniowy, domowy smalec czy świeże, słodkie bułeczki (jagodzianki). Na stole wszystkiego były duże ilości. Jak to się mówi – nie do przejedzenia.  Wspaniałe gatunki piwa, których marek nie sposób wymienić i oczywiście stała specjalność Ewy Jochan, cytrynówka zaprawiana cukrem brzozowym i wiele innych doskonałości, których nie jestem w stanie wymienić.

 

Na szczególne, jazzowe śniadanie przybyli wcześniej zaproszeni Marek Karewicz ze swoim, stałym opiekunem Wiesiem, tomaszowscy gdańszczanie Czarek Francke z żoną Henryką, dwóch dorosłych synów Maryli Michowskiej ze swoimi partnerkami oraz mieszkańcy DS-nr.7 tj małżeństwo Ewa i Krzysiek Jochan z Tomaszowa, Hania Erez z Tadeuszem z Kozienic, Iwona Thierry z Warszawy, Maryla Michowska, Henryka Laskowska ze Sztumu oraz moja skromna osoba. Wielkie żarcie niczym w filmowym dramacie Marco Ferrieri’ego z 1973 roku miało nas wzmocnić przed nowoorleańskim przemarszem ulicą Bohaterów Monte Cassino.

 

W trakcie śniadania dotarła do nas, spóźniona o jeden dzień Maryla Tejchman, tomaszowianka z Warszawy. Jej spóźnienie było spowodowane udziałem w stolicy w dniu 1 sierpnia w tradycyjnych pieśniach powstańczych na Placu Piłsudskiego z okazji 70 rocznicy Powstania Warszawskiego. Od niej w prezencie otrzymałem mały okolicznościowy znaczek (gadżet) - 70 Rocznica Powstania Warszawskiego.

 

To z Sopotu w 1956 roku powiał wiatr optymizmu i wolności. Wówczas lato w mieście było bardzo gorące nie tylko ze względu na panujące upały ale szczególnie na przybycie ponad 50 tysięcy fanów jazzu, muzyków, artystów, wczasowiczów i zwykłych obywateli siermiężnego PRL-u. W słynnym marszu ulicą Bohaterów Monte Cassino, nazwanym nowoorleańskim, z organizowanym przez Leopolda Tyrmanda i Franciszka Walickiego, jak to się mówi, nie było gdzie palca wsadzić. W żaden sposób nie da się porównać tych wydarzeń z przymusowym, pierwszomajowym pochodem. Nigdzie dotąd w państwach zza żelaznej kurtyny (demoludów) nie doszło do takiej demonstracji wolności.

 

Odpowiedzialnie mogę powiedzieć - młodzieżowej rewolucji obyczajowej, która wyniosła JAZZ z podziemia na salony. W pochodzie uczestniczył również, 18-letni wówczas, usiłujący grać na trąbce przyszły, wybitny artysta fotografik, Marek Karewicz. Wielki miłośnik i znawca jazzu. Kiedy Krzysztof Komeda i Jan Ptaszyn Wróblewski maszerujący w pochodzie nieśli trumnę z napisem „stare polskie przeboje” władza PRL-u i polityczny establishment mocno się wystraszyli. Miało to ogromne znaczenie na przyznanie Sopotowi pierwszego w Polsce Festiwalu Jazzowego, którą to imprezę współtworzyli Tyrmand, Kisielewski, Kosiński. Premiera tego historycznego wydarzenia miała miejsce w dniu 6 sierpnia (rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę) 1956 roku.

 

Kiedy w upalną sobotę przed godziną 17.00, stanęliśmy w ogromnym tłumie ludzi przy kościele garnizonowym św. Jerzego a po lewej już nieistniejąca, słynna restauracja Złoty Ul, wszyscy mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w wielkim, historycznym wydarzeniu. Z dużą powagą sytuacji, nasza grupa znalazła się wśród wielu notabli miasta, muzyków, sporą liczbą osób, uczestników przemarszu tamtego lata 1956 i ludzi z Fundacji Sopockie Korzenie (prezes Wojtek Korzeniewski, Wiesław Śliwiński czy animator i reżyser XVII Molo Jazz Festiwal Sopot 2014, Marcin Jacobson).

 

Na platformie samochodu stali muzycy zespołu Detko Band, grając klasyczne, dixlandowe przeboje z epoki lat 40/50-tych minionego wieku. Gdy tylko ruszyliśmy w dół Bohaterów Monte Cassino w kierunku Mola, zespół Detko Band uraczał wszystkich maszerujących i zebranych wokół tłumów, zwykłych gapiów, najznakomitszymi, światowymi szlagierami jak When The Saints Go Marchin In, Shaine, Down By The Riverside czy Mack The Knife. Kolumnę samochodową prowadził pilot ze Straży Miejskiej, w drugim, odkrytym samochodzie jechał Przemek Dyakowski, za nim platforma z muzykami a tuż za platformą maszerujący tłum, w którym i ja się znalazłem, tworzący szczególny pochód.

 Wśród zatłoczonego montciaka, wiwatującego na cześć nowoorleańskiego przemarszu, doszliśmy do bijącej w górę potężnym wytryskiem wody - fontanny, gdzie po lewej jej stronie, patrząc na morze, znajduje się muszla koncertowa Molo, na którą to scenę dotarł zespół Detko Band i zgodnie z programem rozpoczął, przy wypełnionej po brzegi widowni, swój cudowny, muzycznie lekki, koncert nowoorleańskiego jazzu. Po prawej stronie fontanny w Letnim Ogródku Let’s Art Cafe zorganizowana była wystawa okładek płytowych (LP) Marka Karewicza. Równolegle z koncertem Detko Band odbyła się tu konferencja prasowa z udziałem Karewicza i Marcina Jacobsona. Marek, znany gawędziarz, jak zwykle uraczał słuchaczy swoimi anegdotami, aforyzmami z bogatego życia fotografa a Marcin Jacobson opowiedział genezę powstania książki Karewicz Big Beat, którą to pozycję, wraz z Karewicza This Is Jazz można była zakupić na kiermaszu płyt jazzowych. Szczęśliwcy, zakupując w/w tytuły, mogli na miejscu otrzymać wpisy od obu autorów.

 

 

Po zespole Detko Band, zapowiedziane przez Przemka Dykowskiego wystąpili kolejno:
Kwartet Dominika Bukowskiego - „Zaprosiłem muzyków którym w 100% mogłem zaufać: Piotra Lemańczyka, z którym po tylu latach wspólnego grania i nagrywania łączy nas niewidzialna ,,tkanka muzyczna", Przemka Jarosza, którego usłyszałem na Jazz Camping Kalatówki od razu wiedziałem że potrzebuję takiego brzmienia w tym kwartecie; oraz Sri Hanuragę, wybitnego pianistę młodego pokolenia z Indonezji, z którym spotkałem się podczas nagrywania płyty Krystyny Stańko. Latem 2013 roku wyruszyliśmy na trasę koncertową po Polsce, zagraliśmy 10 koncertów, co bardzo pomogło w zgraniu zespołu, po czym weszliśmy do studia i nagraliśmy materiał. Premiera płyty w gdańskim Żaku to owoc tamtego spotkania” -  tak o zespole wypowiedział się jego lider grający na wibrafonie, Dominik Bukowski.

 

 

 

Grzegorz Nagórski - to jeden z najlepszych puzonistów jazzowych w Polsce, kompozytor, który ze swoim kwartetem dał tu, w Sopocie, cudowny koncert przy wypełnionej po brzegi widowni muszli koncertowej Molo. Karewicz, który przez wszystkie dni trwał w swoim wózku przy scenie Mola tak oto do mnie wyraził się o tym muzyku, - Antek musisz wiedzieć, że instrument na którym gra, puzon, jest wbrew pozorom, trudnym instrumentem. Osobiście Grzegorza uważam za najlepszego, gra pięknie jazzowe frazy. Zresztą niezły na puzonie jest tomaszowianin Marek Michalak. Zapewne wzoruje się na tym muzyku i chwała mu za to, w przyszłości może być wielki.

 

Jan Konop Big Band, który na zakończenie drugiego dnia festiwalu dał z zespołem Inner Out w składzie Michał Zienkowski – gitara, Michał Jan Ciesielski – sax tenor, Krzysztof Słomkowski – kontrabas, Sławek Koryzno – perkusja jakże inny, odbiegający od poprzednio występujących zespołów, styl jazzowy. Tak jak miało to miejsce wczoraj, na zakończenie muzycznego maratonu, konferansjer Przemek Dyakowski zaprosił wszystkich do odległego nieopodal Klubu SCENA, w którym tradycyjnie odbyło się jam session, z udziałem muzyków grających wcześniej na muszli koncertowej Molo. Ponownie muzyczna uczta trwała do godziny 1.30 i nasz powrót, muzycznie spełnionych na kwaterę, przez hałaśliwą, zatłoczoną do bólu polską młodzieżą, ulicą Bohaterów Monte Cassino, był koszmarny. Radośni i zmęczeni około 3.00 nad ranem poszliśmy spać.

 

Sopot. Niedziela 3 sierpnia 2014


Ostatni, niedzielny dzień sopockiego festiwalu zapowiadał się również atrakcyjnie co poprzednie. Zapewne jedną z atrakcji miał być zapowiedziany udział naszego mistrza saksofonu, wielkiego Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Około południa, z dużymi trudnościami ze wstawaniem zebraliśmy się na śniadaniu, które przygotowały nasze kobiety. Przybyli również Marek Karewicz z Wiesiem Śliwińskim. Nie dotarli tylko Franckowie z Gdańska. Kryptonim „śniadanie” to nie tylko sama konsumpcja ale również szczególne rozmowy o jazzie, rock’n’rollu, podsumowujące dyskusje z kończącego się weekendu, a co najpiękniejsze to jak zawsze przy tego typu spotkaniach wymiana dowcipów, anegdot, aforyzmów. Nie będę w tym felietonie opisywał zasłyszanych kawałów ale dwie anegdoty opowiem ze względu na ich oryginalność, inteligentną, zaskakującą pointą i dobrze opowiedziane przez Iwonę Thierry: Pierwszy – Rzecz działa się w PRL-u. Zawsze wyjeżdżający na zagraniczne delegacje nasi prominenci polityczni, sportowcy czy naukowcy mieli ograniczone diety w dolarach i wysłani na w/w formę pobytu w innym państwie, by godnie przeżyć ten okres, zmuszeni byli przemycać w celach handlowych różnego rodzaju towary, gadżety wykazujące braki w danym kraju. Tak też było gdy dwaj prezesi firm państwowych wyjechali służbowo do jednego z państw azjatyckich. Zabrali z sobą dwa jednakowe, kryształowe, (bardzo „chodliwe” w tym kraju) duże puchary ze złotymi tabliczkami na łańcuszku z napisem: „Koło Gospodyń Wiejskich w Brzanie Dolnej”. Za nim doszło do umówionej transakcji, prezesi wystawili je w swoim hotelowym pokoju, gdzie przyglądali się arcydziełu sztuki hutniczej szkła. Nagle jeden z pucharów rozerwał się jak granat na dziesiątki odłamków (na skutek naprężeń wewnętrznych co jest charakterystyczne dla tego typu wyrobów) pozostawiając w tym miejscu złotą tabliczkę na łańcuszku. W tym momencie jeden z prezesów zwraca się do drugiego, - „Jaka szkoda, że pański puchar się rozsypał”. – „A skąd pan wie, że to mój się rozsypał?”. – „Bo jak pan widzi, mój stoi!”.

 

Drugi dowcip – Prezes i wice prezes jednej z dużych firm mieli wspólną sekretarkę, która była panną i obaj mieli (o swoich kontaktach z sekretarką dobrze wiedzieli) z nią miłosne przygody. Sekretarka zaszła w ciążę. Kiedy zbliżało się „rozwiązanie”, prezes zwrócił się do swojego zastępcy, - „Panie kolego, by w naszym biurze nie było podejrzeń, które mogłoby wywołać skandal, zlecam panu wyjazd z naszą sekretarką, aż do porodu, do dobrej kliniki w Zakopanem, mam tam przyjaciela ordynatora. Proszę pana o wszystkim mnie informować telexem”. Po kilku dniach pobytu na „służbowej delegacji” wice prezes wysyła do swojego szefa informację, - „Szanowny Panie prezesie, nasza sekretarka dziś rano powiła bliźniaki, pragnę również pana poinformować, że moje zmarło”.

 

Około 16.00 opuściliśmy hotel udając się w kierunku Mola na ostatni dzień jazzowego festiwalu. Kiedy znaleźliśmy się na Bohaterów Monte Cassino to na już zatłoczonej ulicy trwało życie „artystyczne” skupiające wielu gapiów czy ludzi podziwiających kunszt wykonawców. Dwie młode śliczne dziewczyny (najprawdopodobniej uczennice szkoły muzycznej) cudownie grały na skrzypcach Czardasza Montiego, obok klarnecista wydmuchiwał hit Acker Bilka „Stranger On The Shore” a naprzeciw, po drugiej stronie deptaka akordeonista wygrywał francuskie walczyki. Nieco dalej idąc w kierunku morza, ogromne zbiegowisko, grupa młodych chłopaków wykonywała ekwilibrystyczne figury taneczne w break dance. Tuż obok tanecznego zbiegowiska młodzi gimnastycy grupowo wykonywali karkołomne, trudne technicznie ćwiczenia, przy których dłonie same składały się do oklasków. Dalej pożeracz ognia przerażał odwagą gapiów i przechodniów.

 

Ze względu na niesamowity upał zatrzymaliśmy się na chwilę, by ugasić pragnienie, na tarasie Błękitnego Pudla. Do nas siedzących, spijających chłodne płyny, doszedł i przywitał się z nami John Blues, lokalny miłośnik bluesa, jazzu (z stąd jego pseudonim), który słynie, nie tylko w Trójmieście, z grania ulicznego na harmonijce ustnej, amerykańskiego bluesa. Czyni to doskonale, profesjonalnie. Zagrał dla Marka mały koncert (trzy świetne utwory amerykańskiego południa). – Panie Marku jak tylko spotkam pana w Sopocie, zawsze z wdzięczności zagram najlepiej jak tylko potrafię. Po muzycznym recitalu Johna Bluesa udaliśmy się w kierunku morza. Tak oto doszliśmy na taras ogródka w pobliżu muszli koncertowej Molo, na której to scenie trwały przygotowania, próby do ostatnich sopockich, jazzowych zmagań.  

 

Jak w poprzednie dni festiwalu, tak w niedzielne spotkanie na scenie muszli Molo pojawił się Przemysław Dyakowski i zapowiedział zespoły kończące XVII Molo Jazz Festiwal. Kolejno wystąpili: Inner Out, Riverboat Ramblers & Dave Burman i Bernard Maseli Trio. Rozpoczęli mocnym akordem wprowadzając widownię w swingowo taneczną atmosferę. My tymczasem po raz pierwszy oglądaliśmy koncert z pewnego dystansu (około 60 m od sceny), bardziej  nastawiliśmy się na słuchanie jazzowych reminiscencji by siedząc przy piwie i innych napojach, rozmawiając, cieszyć się sobą, cieszyć się ze wspólnego spotkania. Pod scenę muszli oddelegowaliśmy tylko wózek z Markiem, bo jak twierdził mistrz fotografii, - Ja bez jazzu, jak ryba bez wody, nie mogę żyć. Nastawiliśmy się na ostatni punkt niedzielnego programu, na oczekiwany z niecierpliwością koncert kwartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

 

Kiedy mistrz Jan Ptaszyn pojawił się na scenie, wszyscy jak jeden mąż, znaleźliśmy się przy niej. Z widowni przywitały go głośne okrzyki, - Ptaszyn, Ptaszyn, Ptaszyn … i gromkie, gorące owacje, zupełnie jak 58 lat temu, podczas przemarszu nowoorleańskiego ulicą Bohaterów Monte Cassino.


Jan „Ptaszyn” Wróblewski – blisko 80-letni, wybitny polski muzyk jazzowy, kompozytor, aranżer i dyrygent, dziennikarz, krytyk muzyczny, dobry przyjaciel, człowiek kochający wszystkich ludzi. Nieprzeciętny intelekt, nie tylko muzyczny, cechuje jego osobę. Specjalność Jana Ptaszyna to gra na saksofonie tenorowym i barytonowym. Wróblewski założył kilku zespołów jazzowych angażując się w kilkanaście muzycznych projektów. Autor wielu programów jazzowych m.in. Trzy kwadranse jazzu. Członek Akademii Muzycznej Trójki. Uważany za jednego z największych popularyzatorów muzyki jazzowej w Polsce i na świecie. Komponował również muzykę filmową (m.in. do Pan Anatol szuka miliona, Niech żyje miłość) oraz popularne piosenki wykonywane przez Ewę Bem, Marylę Rodowicz, Andrzeja Zauchę, Łucję Prus i dla wielu innych wykonawców. Tworzył również koncerty symfoniczne. Nagrał kilkanaście albumów autorskich, brał udział w nagraniu kilkudziesięciu płyt innych zespołów, wykonawców.

 

Jak przystało na taką osobowość muzyczną, pan Jan nie zawiódł licznie zebranej publiczności, fanów jazzu. Swojemu zespołowi „dał pograć”. Każdy grający czy to na fortepianie, kontrabasie czy perkusji miał swoje wejścia, swoje pięć minut w każdym utworze. Wszystkie instrumentalne solówki, Jan Ptaszyn znaczącym skinieniem głowy, mimiką dawał znak muzycznego wejścia a sam niczym dyrygent wielkiej orkiestry, frontując ku muzykowi czytał jego improwizacyjną solówkę. Każde włączenie tenorowego saksofonu w wykonujący utwór, kwitowane było brawami a mistrz odwzajemniał się improwizacją godną wybitnej postaci w świecie jazzu. Koncert kwartetu Ptaszyna był jedynym podczas festiwalowych zmagań zespołów, w którym wykonawcy dwukrotnie bisowali. Owacje publiczności na stojąco, przez długi czas nie pozwoliły kłaniającym się muzykom zejść ze sceny. Pomógł im konferansjer Przemysław Dyakowski, który kończąc tegoroczne, trzydniowe, jazzowe zmagania zaprosił wszystkich na ostatnie jam session, do mieszczącego się obok fontanny, po jej drugiej stronie, Ogródka Let’s Art. Cafe, miejsce w którym trwała wystawa okładek płyt (LP) Marka Karewicza. Tu odbyły się ostatnie, jazzowe warsztaty muzyków występujących w niedzielnym koncercie ale bez osobistego udziału Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

Około 1.00 w nocy po zakończonym jam session, nasza tomaszowska grupa udawała się do hotelu przez pustoszejący (koniec weekendu) główny, sopocki deptak przy Bohaterów Monte Cassino. Po drodze, szukając jeszcze tanecznej rozrywki, wstąpiliśmy do SPATiF-u, do Błękitnego Pudla (lokal baza Marka Karewicza) czy do Krzywego Domku. Nigdzie, z braku wolnych miejsc przy stolikach czy na parkiecie, w zatłoczonych lokalach nie zagrzaliśmy na dłużej miejsca. Postanowiliśmy pójść, uprzednio dokonując tak zwany zakup właściwy, na swoją bazę noclegową, gdzie na schodkach akademika, do godziny 4.00 rano zrobiliśmy swojską, huczną zieloną noc, o której nie sposób pisać w tym felietonie. Jako pierwszy przybyły w piątek na noclegową bazę, pierwszy poszedłem do łóżka przerywając szaloną, zieloną noc, również jako pierwszy opuściłem budynek Domu Studenta nr.7. Bo już o 8.45 udałem się na dworzec PKP, kiedy wszyscy jeszcze spali. Pociąg do Piotrkowa Tryb. odjeżdżał o 9.40. O tej godzinie pożegnałem się z przyjaznym mi Sopotem, z dręczącą mnie myślą, - Kiedy ponownie będzie mi dane znaleźć się na podobnej imprezie? W przeciwieństwie do koszmarnej jazdy na Wybrzeże, powrotna droga do domu była komfortowa. Do samego Piotrkowa w przedziale znajdowały się tylko trzy osoby, ja i dwoje nastolatków (chłopak i dziewczyna) wracający z wakacyjnych wojaży. Podczas jazdy miałem czas na przemyślenia, na retrospektywny przegląd sopockich wydarzeń, o których jeszcze długo będę rozpamiętywał.

 

 

 

Epilogiem sopockim kończę swoją, pisarską przygodą na portalu „nasz tomaszow”, retrospektywną zabawę, przypominając wszystkim pokoleniom o najpiękniejszych (lata 50/60) dekadach XX wieku które dzięki przenikającemu zza żelaznej kurtyny do Polski, do mojego miasta egzotycznego, stylu muzycznego, zwanym - Rock’n’Roll.

 

Styl, który raz na zawsze zmienił świat w jakim przyszło mi żyć, który w sposób ewolucyjny zwalczył wszystkie totalitaryzmy (amerykański rasizm, komunizm, faszyzm czy szowinistyczny nazizm), który zaraził mnie i moje pokolenie osobistą wolnością, trwającą do dzisiaj. Chciałem także nowym pokoleniom przedstawić tamtą, bardzo ważną epokę, która współtworzyła dzisiejszy świat. Bez niej nie byłoby współczesności.

 

Jeśli patrzysz z przymrużeniem oka na historyczną epokę swoich ojców, dziadków – to zamiast gwizdać - przeczytaj, wysłuchaj. Zakończę swoją Subiektywną Historię Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim, przepiękną, nostalgiczną sentencją krakowianina, Andrzeja Sikorowskiego z grupy muzycznej „Pod Budą”:

 

Nim na pożarcie rzucą nas tłumom,
Chcę coś powiedzieć ważnym gościom:
To nie jest tęsknota za PRL- em,
To jest tęsknota za młodością!!!

 


 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Antek Malewski 15.08.2014 11:53
do 6. FOTO nr.6 - nie dopisałem za co przepraszam, "Rząd drugi: od prawej Maryla Tejchman, Henia Francke i jej mąż Czarek

Antek Malewski 14.08.2014 17:41
Opisuję FOTO: 1. FOTO nr.1 - Klub SCENA pierwsze jam session (1.08.2014), od lewej Przemysław Dyakowski saksofonista i konferansjer (w białej koszuli) u dołu Marek Karewicz 2. FOTO nr.2 - podczas przemarszu noeoorleańskiego od lewej- Maryla Tejchman, moja osoba, Krzysiek Jochan, Wojtek Korzeniewski, Wiesław Śliwiński, Czarek Francke i Marek Karewicz 3. FOTO nr.3 - od lewej Iwona Thierry, Marcin Jacobson, Ewa Jochan 4. FOTO nr.4 - scena koncertowa MOLO a na niej zespół "Detko Band" 5. FOTO nr.5 - na konferencji prasowej Marka Karewicza i Marcina Jacobsona. Rząd pierwszy od prawej; Iwona Thierry, Antek Malewski, Wojtek Korzeniewski córką 6. FOTO nr.6 - od lewej Ewa Jochan, Marek Karewicz, Hania Erez 7. FOTO nr.7 - na scenie muszli koncertowej MOLO Jan Ptaszyn Wróblewski ze swym kwartetem w akcji 8. FOTO nr.8 - na schodkach Domu Studenta nr.7 Agnieszka z W-wy, Iwona Thierry z Warszawy, Wiesław Śliwiński z Gdańska, Maryla Michowska ze Sztumu, Tadeusz z Kozienic, Henia Laskowska ze Sztumu, Ewa Jochan

Urodzony w Tomaszowie Mazowieckim 14.08.2014 16:28
Tolek, dzięki za to co zrobiłeś pisząc przy okazji o - trochę - naszych szalonych latach młodości. Wróciły wspomnienia... O tych co jeszcze żyją, o tych co odeszli jak choćby Wojtek Marczułajtis na drugą stronę grani. Dzięki.

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

Dowiedz się, jak dobrać najlepszy system ostrzenia noży, uwzględniając różne technologie, budżet oraz praktyczność użytkowania, aby zapewnić długowieczność i ostrość Twoim nożom. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:58
Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

VeloBank został sponsorem głównym polskiej premiery najnowszego filmu w reżyserii Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”. Produkcja już przed premierą na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto (TIFF) przyciągnęła uwagę widzów i mediów. 21 września film otworzył 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a na ekrany polskich kin trafi w styczniu 2027 r. Dla VeloBanku, który wspiera artystów m.in. poprzez program stypendialny VeloTalent, to kolejny ważny projekt i następny krok w budowaniu marki banku jako mecenasa kultury. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:39
VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Oświetlenie w zakładzie produkcyjnym wpływa na komfort pracowników, bezpieczeństwo, dokładność wykonywanych czynności i koszty eksploatacji. Dobrze dobrane oprawy LED powinny zapewniać właściwe natężenie światła, ograniczać olśnienie i równomiernie doświetlać przestrzeń. Znaczenie ma wysokość hali, rodzaj pracy, zapylenie, wilgotność oraz czas działania instalacji. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:29
Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Polskie firmy zyskują dostęp do nowego, preferencyjnego źródła finansowania inwestycji w cyfryzację, automatyzację, robotyzację oraz zieloną transformację. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) rozpoczyna program z pięcioma Partnerami Finansującymi, uruchamiając tym samym pierwszą pulę 500 mln zł na pożyczki z warunkową dotacją na spłatę części kapitału. Łączna wartość środków europejskich przeznaczonych na instrument wynosi 792 mln zł w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:22
Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

Finansowanie sportu, dostępna infrastruktura, sprawne zarządzanie i aktywność najmłodszych - te zagadnienia znalazły się w centrum uwagi podczas IV Europejskiego Forum Regionalnego Sportu. 24 września w Arenie Legionowo spotkali się przedstawiciele samorządów, administracji publicznej, klubów, organizacji społecznych, biznesu i środowiska dyplomatycznego. Ważnym wątkiem rozmów była rola rodziców w zachęcaniu dzieci i młodzieży do regularnej aktywności fizycznej. Data dodania artykułu: 28.09.2026 11:46
Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: 28.09.2026 08:07
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

Historia 27 września zaczyna się od szczęku mieczy pod Płowcami, później prowadzi przez Rzym, Meksyk i Egipt, by w 1939 roku zejść do konspiracyjnych mieszkań oblężonej Warszawy. Tego dnia rodziła się Służba Zwycięstwu Polski, zalążek niezwykłego państwa działającego bez własnych urzędów, ale z wojskiem, sądami, szkołami i administracją. Co wydarzyło się 27 września? To także dzień, w którym Champollion pokazał światu klucz do egipskich hieroglifów, ruszyła kolej zwiastująca transportową rewolucję, ukazała się „Silent Spring”, a Chiny wykonały pierwszy własny spacer kosmiczny. W naszym regionie data prowadzi prosto do tomaszowskiej konspiracji, wywiadu w Spale i ludzi, którzy prowadzili swoją wojnę kilka kilometrów od niemieckiego sztabu. Data dodania artykułu: 27.09.2026 09:59
27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP

Sobota, 26 września 2026 roku, zaczęła się nad Ukrainą od charakterystycznego buczenia silników dronów. Rosja wysłała jednej nocy aż 173 bezzałogowce, w tym ponad 50 szybkich maszyn odrzutowych. Ukraińska obrona twierdzi, że zestrzeliła lub zakłóciła 134 z nich, ale trafienia odnotowano w 19 miejscach. W Kijowie znaleziono ciała czterech osób w pobliżu i wewnątrz budynku biurowego objętego pożarem. Kilka tysięcy kilometrów dalej dyplomacja również ugrzęzła: Iran zaproponował otwarcie Cieśniny Ormuz w ciągu siedmiu dni w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady i sankcji na ropę, lecz – według „Wall Street Journal” – Donald Trump plan odrzucił. Polska ma z kolei własny dyplomatyczny dylemat, bo na grudniowy szczyt G20 w Miami zaproszono równocześnie Karola Nawrockiego i Władimira Putina. W Łódzkiem sobota wyglądała chwilami jak kadr z filmu wojennego: amerykański AH-64D Apache wylądował na Starym Rynku w Łowiczu przed inauguracją 2. Brygady Rakiet. A w naszym powiecie historię odmierzano dziś zupełnie innym zegarem. Spała została kolejową stolicą Polski, świętując stulecie PKP. Data dodania artykułu: 26.09.2026 23:44
173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP
Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios zaprasza na seans najnowszej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa, który odbędzie się w czwartek, 1 października. To jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich premier tego roku, która zwraca uwagę gwiazdorską obsadą. Pokaz będzie okazją, by ponownie spotkać się z bohaterami powieści oraz zobaczyć ich losy w nowej odsłonie.Stanisław Wokulski, dzięki fortunie zdobytej podczas wojny, postanawia wkroczyć do świata wyższych sfer, by zdobyć względy Izabeli Łęckiej – pięknej, choć zubożałej arystokratki. Aby zwrócić uwagę kobiety, bohater wspiera jej rodzinę i angażuje się w działania charytatywne, nie bacząc na ostrzeżenia swojego przyjaciela Ignacego Rzeckiego. Tymczasem arystokratyczne salony okazują się bezwzględnym środowiskiem pełnym intryg, a uczucie Wokulskiego stopniowo prowadzi go na drogę autodestrukcji.W rolach głównych występują Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski, Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka oraz Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki. W obsadzie znajduje się także plejada gwiazd, w tym wybitne postaci polskiego kina, takie jak Maja Komorowska, Andrzej Seweryn i Krystyna Janda.„Lalka” zostanie zaprezentowana w ramach Salonu Kultury Helios – cyklu stworzonego z myślą o dojrzałej widowni, która w kinie poszukuje wartościowych tematów, inspirujących do refleksji i rozmowy. Każdy seans w ramach projektu poprzedza specjalne wprowadzenie przygotowane przez krytyka filmowego Tomasza Raczka, który przybliża widzom kontekst prezentowanego dzieła.Bilety na seanse Salonu Kultury Helios dostępne są w kasach kin sieci, na stronie: www.helios.pl oraz w aplikacji mobilnej. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić. Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.10.2026
Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

„Raz Dwa Trzy... dzieści pięć okrążeń wokół słońca”Jubileusz 35-lecia zespołu ! W dniu 10 października w Tomaszowie Mazowieckim wystąpi zespół Raz, Dwa, Trzy. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych zespołów na polskiej scenie zagra w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej z okazji jubileuszu 35-lecia. Bilety dostępne w sprzedaży! 35 lat temu, na korytarzu akademika w Zielonej Górze trójka młodych ludzi zagrała pierwsze wspólne dźwięki i zaczęła się historia.Historia zespołu, który pozostał wierny sobie i swojej muzycznej drodze, konsekwentnie krocząc z boku głównego nurtu. Historia zespołu, który w tylko sobie znany sposób potrafił połączyć talent literacki Adama Nowaka z muzyczną finezją i  fantazją, wytwarzając swój własny, charakterystyczny i rozpoznawalny muzyczno - literacki język. Zespołu, który w niedościgniony  sposób zinterpretował piosenki A.Osieckiej i W.Młynarskiego - z pełnym szacunkiem dla pierwowzorów.Nadto zespołu, który przez te wszystkie lata zbudował ogromną więź ze słuchaczami, grając tysiące koncertów – od małych klubów po wielkie sale koncertowe. To właśnie koncerty stały się znakiem rozpoznawczym „Raz, Dwa, Trzy”  - jego swoistym DNA.  Jubileuszowymi koncertami właśnie - bez wielkich fet, akademii i transmisji, zespół pragnie uczcić wieloletnią przyjaźń ze swoją publicznością i wyrazić wdzięczność za to, że wiernie mu od lat towarzyszy . Raz, Dwa, Trzy – Jubileusz 35-lecia zespołu10.10.2026, godz.19.00Powiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie MazowieckimBilety dostępne w sprzedaży internetowej:KupBilecik, Eventim, Biletyna.  Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.10.2026

Polecane

Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją

Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją

Poniedziałek, 28 września 2026 roku, przyniósł obraz, do którego lepiej się nie przyzwyczajać. Rosyjski odrzutowy dron uderzył po ukraińskiej stronie zaledwie około dwóch kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zdążyło wysłać mieszkańcom Lubelszczyzny alert, polskie samoloty znalazły się w gotowości, a po kilkunastu minutach alarm odwołano. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono. Tego samego dnia MON zapowiedziało jednak zmianę procedur pozwalających szybciej podejmować decyzje o zestrzeliwaniu obcych statków powietrznych. Po drugiej stronie granicy wojna nie zostawiała już miejsca na procedury: 165 dronów jednej nocy, płonąca Akademia Nauk w Kijowie, zabici w Dnipro i Synelnykowem. Na światowych rynkach ropa Brent w pewnym momencie przekraczała 108 dolarów za baryłkę, bo rozmowy USA z Iranem o Cieśninie Ormuz znowu ugrzęzły. W Mjanmie nalot na okolice targowiska miał zabić co najmniej 33 osoby. W Polsce właśnie dziś ruszył Tydzień Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej. W Tomaszowie trudno nie czytać tej informacji przez pryzmat niedawnego pobicia 15-latka w Parku Solidarności. A lokalna polityka już szykuje własny wtorkowy rachunek: sprzedaż nieruchomości, przeprowadzka rehabilitacji dzieci i korekta miejskiego budżetu, w której znika 2,45 mln zł planowanych wpływów z podatku od nieruchomości od firm. Data dodania artykułu: Wczoraj, 22:14
ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term

ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term

Po latach wiercenia, badań, koncepcji, politycznych sporów i kolejnych wizualizacji odwiert GT-1 wchodzi w zupełnie nowy etap. Marszałek Województwa Łódzkiego udzielił Zakładowi Gospodarki Wodno-Kanalizacyjnej koncesji na wydobywanie wód termalnych ze złoża „Tomaszów Mazowiecki”. Koncesja nie jest pozwoleniem na budowę basenów, ale oznacza coś bardzo konkretnego: miasto przestaje mieć wyłącznie przebadany odwiert. Otwiera się droga do rzeczywistej eksploatacji złoża. A ponieważ wiosną 2026 roku magistrat ponownie przedstawił koncepcję basenów termalnych, najważniejsze pytanie brzmi dziś: co Tomaszów zamierza zrobić z wodą, którą już formalnie może wydobywać? Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:57
Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Tego rodzaju inwestycje są wyznacznikiem naszego człowieczeństwa. Witko po raz kolejny przenosi nasze miasto o całą epokę w przód. To kolejna prospołeczna inicjatywa Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego. Poprzednie, jak hospicjum, kaplica na miejskim cmentarzu, parki, dedykowane były ludziom. Tym razem przyszła kolej na zwierzęta. Marcin Witko i jego drużyna obiecywali w kampanii nowe schronisko i słowa dotrzymali. Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi rozpoczęło działalność w nowej siedzibie. Inwestycja warta 16,6 mln zł ma zapewnić lepsze warunki psom i kotom, a przeprowadzka zwierząt stała się wydarzeniem, do którego mogli dołączyć także mieszkańcy. Data dodania artykułu: Wczoraj, 19:37
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: Wczoraj, 08:07
Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term Powiat nie kupuje komputerów. Chce wynająć 70 zestawów na trzy lata z prawem wykupu Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze Pielęgnacja psów rasowych – Kosmetyki totobi Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami Przewlekły stan zapalny może latami zmieniać serce. Badanie niemal pół miliona osób Będków znów pójdzie do urn. Radna zrzekła się mandatu, będą kolejne wybory uzupełniające Bakterie grupy coli w wodociągu Wiaderno. Woda znów jest zdatna do picia, ale co właściwie się wydarzyło? Mostu już nie będzie. Między Brzustowem a Inowłodzem powstanie przepust, mieszkańców czeka długi objazd 28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków Tomaszów pytał RIO, czy może płacić za śmieci z innych pieniędzy. Dlaczego?
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: atm Treść komentarza: Hipokryzja do sześcianu. Najpierw towarzysze z PiS upolitycznili wszystkie możliwe instytucje i urzędy a teraz grupa obrażonych na Prezesa próbuje nam wmówić, że będą z tym walczyć. Źródło komentarza: Tomaszów Mazowiecki. Morawiecki: naszym celem jest sprawiedliwy podział podatków, cyfryzacja i odpartyjnienie samorządów Autor komentarza: Rodzic Treść komentarza: Ta pani oszukuje te biedne niepełnosprawne dzieci i rodziców. Najlepsza jest w kłamaniu i manipulacji za to powinna dostać nagrode. Źródło komentarza: Pracownica zarzuca mobbing i dyskryminację. Skargą na dyrektor SOSW zajmą się radni Autor komentarza: Ford Tramp Treść komentarza: Niech wmurują więcej słupków z łańcuchami (wyższych i gęściej), wtedy bendzie bespiecznie :-)) Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W nawiązaniu do mojego pytania z mojego poprzedniego wpisu. Na początek cytat z materiału powyżej: "Gmina wskazuje aż kilka pozycji rozporządzenia Rady Ministrów o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko: § 3 ust. 1 pkt 80, pkt 37 lit. c, pkt 30 lit. c oraz § 3 ust. 2 pkt 2." I następny cytat z tego materiału powyżej: "Dokumentacja znajduje się w Referacie Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Tomaszów Mazowiecki przy ul. Mościckiego 4. Strony postępowania mogą przeglądać akta, wypowiadać się o zgromadzonym materiale i składać wnioski. Co stoi na przeszkodzie, opublikować dokumenty w BIP, aby osoby zainteresowane mogły się z nimi zapoznać on-line? " Podtytuł materiału powyżej brzmi: Oczyszczalnia i myjnia. Ale dla kogo? No właśnie. To, co dzieje się w tej sprawie, to plucie w twarz zwykłym mieszkańcom kilku wsi w Gminie Tomaszów Mazowiecki. To totalne ściemnianie sprawy. Przyszły/przyszli użytkownicy tego środowiskowego strupa na dupie oraz zasyfiali urzędnicy idą ręka w rękę, bo wiedzą, co szykują dla mieszkańców kilku wsi i że z rzek Moszczanki i Wolbórki zrobią totalne ścieki. Pytanie jest takie: co na taką ściemę radni: Gminy wiejskiej Tomaszów Mazowiecki, Gminy miejskiej Tomaszów Mazowiecki, sołtysi poszczególnych wsi w gminie Tomaszów Mazowiecki. Przecież bierzecie kasę publiczną, czyli nasze podatki i za tę kasę powinniście działać w imieniu mieszkańców, a nie cichociemnych inwestorów. To, co ?! teraz ludzie mają się ustawiać w kolejce do gminnych urzędasów po to aby zajrzeć do specjalistycznej dokumentacji oczyszczalni i czytać niezrozumiałe dla nich rzeczy?! I powtarzam swoje pytanie: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować? Autor komentarza: tom Treść komentarza: Nie ma co się czepiać drogi i robić kierowcom utrudnienia. Trzeba wziąć się za złych kierowców i na zawsze eliminować ich z prawa bycia kierowcą. Są jeszcze fotoradary a nie tłuczenie aut po progach... Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Parę minut temu próbowałem wstawić swój wpis, ale został zablokowany. Teraz napiszę krótko: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować?
Reklama
Reklama
Wózek inwalidzki Meyra SMART F WERSJA STAB

Wózek inwalidzki Meyra SMART F WERSJA STAB

Cena: Do negocjacji Aktywny wózek inwalidzki dopasowany do potrzeb użytkownikaW naszej ofercie dostępny jest lekki, aluminiowy wózek inwalidzki, zaprojektowany z myślą o osobach, które cenią mobilność, wygodę i możliwość indywidualnego dopasowania sprzętu do codziennego funkcjonowania.Wózek posiada składaną krzyżakowo ramę aluminiową, zintegrowany z ramą podnóżek oraz możliwość wyboru przedniej części ramy — z przewężeniem lub bez. Dostępne są także trzy długości ramy, co pozwala lepiej dopasować konstrukcję do wzrostu, sylwetki i sposobu poruszania się użytkownika.Komfort jazdy zwiększa oparcie z regulacją napięcia pasami, poduszka siedziska oraz możliwość regulacji środka ciężkości, kąta i wysokości siedziska. Do wyboru są różne rozmiary i rodzaje kółek przednich, szeroka gama kół tylnych na szybkozłączkach, a także kamber 0,5° lub 3°. Wózek można wyposażyć w ciągi aluminiowe lub stalowe oraz hamulce dociskowe pionowe albo poziome.To sprzęt, który można skonfigurować bardzo indywidualnie — od koloru ramy i tapicerki, przez rodzaj rączek do pchania, po rozwiązania dla osób z większymi potrzebami stabilizacji. Dostępne są m.in. tapicerki oddychające, ciągi dla tetra- i paraplegików, zagłówek, pas, kamizelka, klin, pasy odwodzące nogi, kółka podporowe, osłony na szprychy, śpiwór oraz plecak.Wózek wyposażony jest również w boczek aktywny, jednoczęściowy stopień podnóżka oraz pas podudzia. Dzięki szerokiej gamie opcji może być dopasowany zarówno do użytkownika aktywnego, jak i osoby wymagającej dodatkowego wsparcia w codziennym poruszaniu się.Z pełną ofertą wózków inwalidzkich można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż i dostawy bezpośrednio do domów pacjentów. 
Wózek inwalidzki Meyra Nano X WERSJA STAB

Wózek inwalidzki Meyra Nano X WERSJA STAB

Aktywny wózek inwalidzki na stałej ramie otwartejW naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki na stałej ramie otwartej, przeznaczony dla osób, które oczekują lekkości, wytrzymałości i bardzo dobrego dopasowania do indywidualnych potrzeb użytkownika.Rama wózka wykonana jest z wytrzymałego aluminium, stosowanego również w przemyśle wojskowym. Dzięki temu konstrukcja łączy trwałość z niską wagą i sprawdza się w codziennym, aktywnym użytkowaniu.Wózek można dopasować do sylwetki oraz sposobu poruszania się użytkownika. Dostępna jest szerokość siedziska od 30 do 50 cm, głębokość od 38 do 50 cm oraz wysokość oparcia pleców od 25 do 45 cm. Istnieje również możliwość regulacji wysokości siedziska – z przodu od 45 do 53 cm, a z tyłu od 36 do 51 cm. Różnica między przednią i tylną wysokością siedziska może wynosić do 10 cm, a kąt siedziska do 13 stopni, w zależności od długości ramy.Dużym atutem modelu jest płynna regulacja środka ciężkości, która pozwala lepiej dostosować wózek do poziomu aktywności i techniki jazdy. Wózek może być wyposażony w boczek aktywny, aluminiowy – stały lub wyjmowany. Jednoczęściowy stopień podnóżka wykonano z lekkiej i wytrzymałej płyty aluminiowej, a jego wysokość, głębokość i kąt można regulować.Model posiada wytrzymałą tapicerkę, przednie kółka w rozmiarach 4”, 5” lub 5,5”, a w wersji standardowej dostępne jest oparcie z rączkami do pchania lub bez nich.W ramach dodatkowych opcji można dobrać elementy stabilizacji, takie jak peloty, pasy piersiowe, kamizelki oraz zagłówki. Dostępne są także regulowane na wysokość rączki do pchania, szeroka gama modeli i kolorów kółek przednich oraz tylnych, bogata paleta kolorów ram i tapicerek, stopień podnóżka z oświetleniem drogowym LED, kółka podporowe oraz tylne wąsy.Z pełną ofertą wózków inwalidzkich można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż i dostawy bezpośrednio do domów pacjentów.

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama