Są wydarzenia, które zapisują się w kalendarzu, i takie, które zapisują się w pamięci. Vikings Run w Smardzewicach należy do tej drugiej kategorii – to nie tylko sportowa rywalizacja, ale spektakl, w którym adrenalina miesza się z klimatem nordyckiej opowieści. 30 maja 2026 roku uczestnicy znów staną na starcie, tym razem pod hasłem „Koronacja”. Ale zanim zabrzmi sygnał startu, zanim pierwsze kroki wbiją się w leśne ścieżki wokół Zalewu Sulejowskiego, ktoś musi ten świat zbudować.
I tu zaczyna się historia, która rzadko trafia na pierwsze strony.
Organizacja takiego wydarzenia to nie jest kwestia kilku taśm i gwizdka. To precyzyjna machina, w której każdy element ma znaczenie – od biura zawodów, przez oznaczenie trasy, po punkty z wodą, gdzie zmęczeni biegacze łapią drugi oddech. To właśnie tam, w cieniu drzew i namiotów, rozgrywa się drugi, mniej widoczny bieg – bieg wolontariuszy.
Vikings Run otwiera przed mieszkańcami Tomaszowa i okolic drzwi do tego świata. Nie jako widzów, ale jako współtwórców. Wolontariat podczas wydarzenia to coś więcej niż pomoc – to wejście do środka całej operacji. To moment, w którym zamiast patrzeć na trasę, zaczyna się ją współorganizować. Kierowanie zawodników, wsparcie na punktach odżywczych, pomoc przy starcie i mecie – to właśnie te role budują kręgosłup wydarzenia.
I choć nie ma tu medali na szyi, jest coś innego – doświadczenie, którego nie da się kupić. Bo zobaczyć, jak rodzi się duża impreza sportowa od kulis, to jak zajrzeć za scenę teatru, w którym wcześniej było się tylko widzem.
Organizatorzy nie zostawiają tej energii bez odpowiedzi. Wolontariusze mogą liczyć na konkretne wsparcie – od wyżywienia, przez nocleg dla przyjezdnych, po pamiątkowe koszulki i zniżki na kolejne edycje biegu. Jest też coś, co dla wielu ma dziś realną wartość: zaświadczenie o wolontariacie. Dokument, który w świecie CV i doświadczeń potrafi znaczyć więcej niż kolejny wpis o „umiejętności pracy w zespole”.
Ale najważniejsze pozostaje coś, czego nie wpisze się w żaden formularz – atmosfera. To ona sprawia, że ludzie wracają. Że po zakończeniu biegu, kiedy ostatni zawodnik przekroczy linię mety, a sprzęt zacznie znikać z pola widzenia, zostaje coś jeszcze. Wspomnienie wspólnej pracy, śmiechu, zmęczenia i satysfakcji.
Smardzewice na jeden dzień zamieniają się w miejsce, gdzie lokalność spotyka się z czymś większym. Bo Vikings Run to nie tylko wydarzenie sportowe. To dowód, że nawet w mniejszych miejscowościach można tworzyć rzeczy z rozmachem – pod warunkiem, że znajdą się ludzie gotowi wziąć w tym udział.
Zgłoszenia dla wolontariuszy już trwają. Formularz dostępny jest online, a organizatorzy zachęcają do kontaktu wszystkich, którzy chcą spróbować swoich sił po drugiej stronie biegu.
Bo czasem warto na chwilę zejść z trybun i wejść na trasę – nie po to, by biec, ale by pomóc innym dotrzeć do mety.

























































Napisz komentarz
Komentarze