Wczorajsza sesja Rady Powiatu Tomaszowskiego, na której miał być głosowany wniosek o odwołanie starosty, a z nim całego zarządu, nie odbyła się z powodu braku kworum. Wniosek w tej sprawie złożyła ośmioosobowa grupa radnych PiS, ale nie jest dla nikogo tajemnicą, że radni z grupy Macierewicza i Węgrzynowskiego wspierani są w głosowaniach przez Michała Jodłowskiego, Kazimierza Mordakę i Alicję Zwolak-Plichta. Cała trójka tych radnych KO już wcześniej zagłosowała za powtórnym powołaniem Mariusza Węgrzynowskiego na funkcję starosty.
Układy z PiS, które prowadziła ta trójka oraz poseł Adrian Witczak, były jednym z powodów masowych odejść z partii działaczy w powiecie tomaszowskim. Tymczasem w internecie prowadzona jest zupełnie inna narracja. Ze sponsorowanych postów dowiadujemy się o złych radnych, którzy rzekomo dla własnych korzyści odwoływali Węgrzynowskiego oraz odeszli z klubu w Radzie Miejskiej, nie godząc się na destrukcyjną politykę prowadzoną przez lokalnego posła i grupkę jego zwolenników.
Już samo złożenie wniosku było niespotykanym chyba nigdzie indziej kuriozum. Mariusz Węgrzynowski nie potrafiąc pogodzić się z utratą dobrze płatnej funkcji postanowił, że zrobi wszystko aby na stołek powrócić, niespełna w dwa miesiące po tym, jak nowy zarząd został powołany. Jaki podano powód? Taki jak zwykle, mieści się na dwóch stronach wniosku, ale można go streścić do jednego zdania: zostaliśmy odwołani i się z tym nie możemy pogodzić, a zarzuty w stosunku do nas są nieprawdziwe, kłamliwe i nie mające uzasadnienia. Zaprezentowane kilka tygodni temu, katastrofalne dane finansowe ze szpitala, są "ustawką" a niekompetencja Węgrzynowskiego, to jedynie wymysły i zmyślenia.
Jaka jest prawda? Dramatyczna. Opieszałość w załatwianiu spraw, przerost zatrudnienia, zamiatanie pod dywan afer, jak chociażby tej dotyczącej skarżących się na mobbing pracowników Środowiskowego Domu Samopomocy przez dyrektorkę a równocześnie działaczkę PiS. Kolejne roszczenia napływają do Starostwa a sprawą Erazmusa, o której były Starosta wiedział od czerwca ubiegłego roku zajmuje się unijna Prokuratura. Kosztować nas to może nawet 8 milionów złotych, jako tomaszowskich podatników. Od dwóch miesięcy próby przywrócenia normalności w Powiecie są torpedowane przez pisowskich radnych, w tym także tych, przebywających na zwolnieniach lekarskich.
Wczoraj na głosowanie nie przyszli wnioskodawcy z PiS oraz radni Koalicji Obywatelskiej. Dlaczego doprowadzili do zerwania kworum? Wszyscy byli w Urzędzie obecni. Trójka radnych KO siedziała na korytarzu, przed wejściem na salę obrad. Zapewne weszliby do środka, gdyby okazało się, że jednak kworum na sali jest i da się wniosek przegłosować. - Ja osobiście nie byłem bo nie będę brał udziału w tym cyrku. Wojna dwóch plemion Witko–Węgrzynowski trwa a nawet się nasila. Mieszkańcy płacą a oni mają wszystko w dupie. Cała uwaga skupia się jak tu kogoś przekupić - napisał w internecie Kazimierz Mordaka, który dotąd podobne zachowania krytykował. Podwójne standardy? Oczywiście nie. Standard zawsze ten sam, zresztą niezwykle niski, a sam radny KO jednak na sesji był, tylko że razem z dwójką swoich kolegów postanowił wziąć udział w spektaklu Węgrzynowskiego.
Z jednym jednak Kazimierz Mordaka ma rację. Odkąd złożono wniosek; trwa nagabywanie radnych, aby odwołali Dariusza Kowalczyka. Zapewne mamy do czynienia z typowymi dla Węgrzynowskiego ofertami "współpracy". Póki co jednak nie udało się zebrać 14 radnych niezbędnych do odwołania Zarządu. Tak naprawdę jest ich co najwyżej 12. Czasu coraz mniej, bo za chwilę może się okazać, że mandat radnej Sochy zostanie wygaszony, a kolejny samorządowiec straci możliwość zasiadania w Radzie z całkiem innego powodu, ale na ten temat szerszy materiał, przeczytacie jutro.

























































Napisz komentarz
Komentarze