Szymanówek to nie jest miejsce z legendy, gdzie wybitni archeolodzy prowadzą ważne wykopaliska. To nie jest enklawa dziewiczej przyrody, o którą przez lata toczyły się spory w cieniu wielkich idei, na której rosną rzadkie gatunki rośli i gdzie mieszkają egzotyczne i będące na wymarciu zwierzęta. To przestrzeń, która dla większości mieszkańców istnieje gdzieś obok codzienności – niedookreślona, zaniedbana, bardziej potencjał niż rzeczywistość. Zdarzyło nam się na naszym portalu pokazywać porzucane tu stery śmieci, pozostałości po remontach. I właśnie dlatego, gdy pojawia się pomysł, by nadać jej sens, by tchnąć w nią życie, powinien rozpocząć się dialog. Tymczasem zamiast rozmowy dostajemy coś, co w Tomaszowie znamy aż za dobrze – szybkie, stanowcze i bezdyskusyjne „nie”.
Wpis radnego Piotra Kucharskiego nie jest tylko informacją. To manifest pewnej postawy, która w tym mieście rozgościła się na dobre. Przodowali w niej długo działacze PiS, ale teraz radni KO u ich satelici idealnie kontynuują. Postawy, która nie szuka możliwości, tylko przeszkód. Która nie pyta „jak to zrobić”, lecz „dlaczego się nie da”. I która z zadziwiającą regularnością pojawia się zawsze wtedy, gdy znajduje się szansa na jakąkolwiek zmianę. W dodatku zmianę na lepsze.
Można oczywiście mówić o ochronie środowiska, o procedurach, o konieczności rozwagi. To wszystko brzmi poważnie, odpowiedzialnie, wręcz szlachetnie. Tylko że w Tomaszowie ten język coraz częściej zaczyna pełnić funkcję wygodnego alibi. Bo łatwiej jest zasłonić się przepisem niż podjąć decyzję. Łatwiej zatrzymać niż wziąć odpowiedzialność za to, co mogłoby powstać. A już najlepiej, żeby komuś się... nie udało.
I w tym miejscu pojawia się pytanie, które nie jest już tylko publicystyczną prowokacją, ale realnym głosem mieszkańców zmęczonych tym samym scenariuszem powtarzanym od lat. Czy naprawdę chodzi o dobro wspólne, czy może o to, by żadna inicjatywa nie wyszła poza etap pomysłu? Czy mamy do czynienia z troską o miasto, czy z polityką, która żywi się blokowaniem wszystkiego, co nie wpisuje się w określony układ?
Bo jeśli każda próba zmiany kończy się w tym samym miejscu, jeśli każda koncepcja natrafia na mur zanim zdąży zostać poważnie rozważona, to trudno mówić o przypadku. To zaczyna przypominać mechanizm, który działa zbyt sprawnie, by był dziełem spontanicznych reakcji. Mechanizm, w którym najważniejsze nie jest to, co można zrobić, ale to, czego zrobić nie wolno.
Tomaszów Mazowiecki nie potrzebuje kolejnych debat o tym, dlaczego się nie da. Potrzebuje odwagi, by choć raz spróbować powiedzieć „sprawdzam”. Bo miasto, które boi się własnych pomysłów, skazuje się na powolne trwanie. A trwanie, jak wiadomo, nie buduje ani przyszłości, ani dumy.
I dlatego pytanie wraca, coraz bardziej natarczywe, coraz mniej wygodne dla tych, którzy wolą ciszę niż odpowiedź: czy naprawdę chodzi o rozwój, czy tylko o to, by nic się nie zmieniło?

























































Napisz komentarz
Komentarze