Dziś w kraju i na świecie, niedziela 14 czerwca. To sto sześćdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.57. Imieniny obchodzą: Eliza, Konstancja, Alojzy, Anastazy, Feliks, Michał, Ryszard i Walery.
Są takie daty, które nie mieszczą się w zwykłym kalendarzu. Nie są tylko kratką między sobotą a poniedziałkiem. 14 czerwca należy właśnie do nich. To dzień, w którym historia mówi głosem wagonów jadących z Tarnowa do Auschwitz, krzykiem pogromu w Białymstoku, poezją Słowackiego wracającą z paryskiego Montmartre na Wawel, gorzkim śmiechem Barei i papierosowym cieniem Marka Hłaski. A gdzieś obok, jak w radiu grającym w pustej kuchni po północy, brzmią Four Tops, Yes, Culture Club, Faithless, Jamiroquai, Henry Mancini i Rory Gallagher.
Narodowy Dzień Pamięci. 14 czerwca zaczął się Auschwitz
Najważniejszym akcentem dzisiejszego dnia w Polsce jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady. Data nie jest przypadkowa. 14 czerwca 1940 roku Niemcy skierowali z Tarnowa do KL Auschwitz pierwszy transport więźniów politycznych. Było ich 728. Przeważali Polacy, wśród nich członkowie konspiracji niepodległościowej, ludzie zatrzymani w obławach i łapankach, młodzi, bardzo młodzi, których biografie miały dopiero nabrać rozpędu.
Ten dzień uznawany jest za początek funkcjonowania obozu Auschwitz. Początkowo niemiecki aparat terroru tworzył go przede wszystkim z myślą o więzieniu Polaków. Później Auschwitz stał się jednym z najstraszniejszych symboli Zagłady Żydów europejskich, miejscem śmierci Romów, jeńców sowieckich i więźniów wielu narodowości. Niemcy zamordowali tam około 1,1 mln ludzi.
Dziś w Oświęcimiu i Harmężach odbywają się obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu. W programie znalazło się złożenie hołdu ofiarom przed Ścianą Straceń na terenie byłego obozu Auschwitz I, upamiętnienie więźniów pierwszego transportu oraz msza święta w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. W uroczystościach uczestniczyć mają byli więźniowie oraz przedstawiciele władz państwowych.
To nie jest pamięć muzealna, zamknięta za szkłem. To pamięć żywa. Także dla lokalnych społeczności, takich jak Tomaszów Mazowiecki i cały powiat tomaszowski, gdzie wojna, okupacja, wywózki, niemieckie represje i utrata sąsiadów wciąż są częścią rodzinnych opowieści. W takich dniach warto przypominać, że historia nie zaczyna się w podręczniku. Zaczyna się w nazwisku, fotografii, adresie, ciszy po kimś, kto nie wrócił.
Białystok 1906. Pogrom, który odsłonił truciznę imperium
120 lat temu, 14 czerwca 1906 roku, rozpoczął się trzydniowy pogrom w Białymstoku. W wyniku zamieszek inspirowanych przez zaborcze władze rosyjskie zginęło 82 Żydów. Pretekstem miał być wybuch bomby na trasie katolickiej procesji Bożego Ciała.
To był czas rewolucyjnego wrzenia po 1905 roku, strachu władzy przed społeczną energią i starych mechanizmów imperialnej polityki: skłócić, wskazać winnego, wypuścić nienawiść z klatki, a potem udawać, że była żywiołem. Pogromy w Imperium Rosyjskim nie były tylko „zamieszkami”. Były polityczną technologią przemocy. W Białymstoku uderzyły w społeczność żydowską, ale mówiły także coś strasznego o państwie, które własną słabość próbowało przykryć cudzą krwią.
Słowacki wraca na Wawel. Poezja jako akt państwowy
99 lat temu, 14 czerwca 1927 roku, na paryskim Cmentarzu Montmartre przeprowadzono ekshumację szczątków Juliusza Słowackiego. Na polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego sprowadzono je do Polski i uroczyście złożono na Wawelu.
Ten gest był czymś więcej niż ceremonią pogrzebową. II Rzeczpospolita budowała własną symbolikę, własny mit założycielski, własny rytuał państwowy., Słowacki poeta „Kordiana”, samotności, ironii i wielkiego dramatu ducha, wracał do kraju, który powstał po latach zaborów. Piłsudski miał podczas wawelskiej uroczystości wypowiedzieć słynne słowa o tym, że w imieniu rządu Rzeczypospolitej poleca odnieść trumnę poety do krypty królewskiej, „bo królom był równy”.
W tym zdaniu jest cała polska wyobraźnia: przekonanie, że słowo może mieć rangę korony, a poeta — miejsce obok władców.
Żbik, Cat-Mackiewicz i indeks ksiąg zakazanych
95 lat temu, w 1931 roku, w stoczni w Caen zwodowano okręt podwodny ORP „Żbik”, zbudowany dla polskiej Marynarki Wojennej. Na początku II wojny światowej wraz z innymi polskimi jednostkami został internowany w Szwecji. Po wojnie wrócił do kraju i służył do 1955 roku. To fragment tej mniej widowiskowej, ale ważnej opowieści o II RP: państwie, które po latach niewoli chciało mieć własną flotę, własną technikę, własny język nowoczesności.
70 lat temu, w 1956 roku, do Polski powrócił z emigracji Stanisław Cat-Mackiewicz — publicysta, pisarz, polityk konserwatywny, dawny redaktor naczelny wileńskiego „Słowa”, poseł BBWR, więzień Berezy Kartuskiej, premier rządu RP na emigracji w latach 1954–1955. Jego powrót do PRL, poprzedzony kontaktami ze służbami specjalnymi, do dziś pozostaje jednym z tych epizodów, które nie pozwalają historii zamienić się w prostą laurkę. Cat był człowiekiem wielkiego talentu, ostrego pióra i dramatycznych wyborów. Jak bohater powieści politycznej, w której nikt nie wychodzi całkiem czysty.
60 lat temu, w 1966 roku, Watykańska Kongregacja Nauki Wiary zniosła obowiązujący w Kościele katolickim od XVI wieku Indeks Ksiąg Zakazanych. Przez stulecia trafiały na niego dzieła uznawane za niebezpieczne dla wiary lub moralności. Zniesienie indeksu było znakiem epoki po Soborze Watykańskim II — czasu, w którym Kościół próbował inaczej rozmawiać ze światem, kulturą i nowoczesnością.
Hłasko i Bareja. Dwaj kronikarze polskiego nerwu
57 lat temu, 14 czerwca 1969 roku, w Wiesbaden zmarł Marek Hłasko. Był jednym z tych pisarzy, których legenda zaczęła biec szybciej niż biografia. „Piękni dwudziestoletni”, „Baza Sokołowska”, „Następny do raju” — to literatura szorstka, zaciśnięta jak pięść, podszyta rozczarowaniem, ale też potrzebą wolności. Hłasko pisał tak, jakby każde zdanie było ostatnim papierosem przed odjazdem nocnego pociągu.
39 lat temu, w 1987 roku, zmarł Stanisław Bareja, reżyser, który potrafił opisać absurd PRL celniej niż niejeden traktat socjologiczny. „Miś”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, „Poszukiwana, poszukiwany”, „Alternatywy 4”, „Zmiennicy” — to nie tylko komedie. To kroniki państwa, w którym rzeczywistość sama pisała dialogi. Bareja pokazywał system jako wielką maszynę do produkcji nonsensu, ale robił to tak, że śmialiśmy się, choć często był to śmiech przez zęby.
Muzyczne kalendarium: od Four Tops do Jamiroquai
14 czerwca ma także mocny rytm muzyczny. W 1936 roku urodził się Renaldo „Obie” Benson, wokalista Four Tops, jednego z najważniejszych zespołów związanych z brzmieniem Motown. Trzy lata później, w 1939 roku, przyszli na świat Czesław Majewski, kompozytor i pianista znany polskiej publiczności także z telewizji, oraz Marek Gaszyński, dziennikarz muzyczny, autor tekstów piosenek i książek o historii polskiej muzyki rozrywkowej.
W 1945 roku urodził się Rod Argent, klawiszowiec i założyciel The Zombies, grupy, która wprowadziła do rocka elegancję, psychodelię i melancholię brytyjskich lat 60. Rok później urodził się Janusz Stefański, perkusista jazzowy, kompozytor i pedagog. W 1949 roku na świat przyszli Jim Lea ze Slade oraz Alan White, perkusista Yes, związany z progresywnym rockiem, w którym każdy utwór mógł być osobną katedrą dźwięku.
Wśród dzisiejszych solenizantów muzycznych są także Gianna Nannini, Maxi Jazz z Faithless, Nick Van Eede z Cutting Crew, Marcus Miller, Laurent Boutonnat, współtwórca sukcesów Mylène Farmer, oraz Boy George, głos Culture Club i jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury lat 80.
14 czerwca to również data premier płytowych i pożegnań. W 1993 roku ukazał się debiutancki album Jamiroquai „Emergency on Planet Earth”, który połączył acid jazz, funk, soul i ekologiczną wrażliwość początku lat 90. Rok później zmarł Henry Mancini, kompozytor muzyki filmowej, twórca tematów, które weszły do zbiorowej wyobraźni jak dobrze zapamiętana scena z kina. W 1995 roku odszedł Rory Gallagher, gitarzysta bluesowy — jeden z tych muzyków, którzy nie musieli udawać ognia, bo mieli go w palcach.
Dziś w kraju: pamięć i państwowe uroczystości
W Oświęcimiu i Harmężach odbywają się dziś obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. To centralny punkt krajowego kalendarza pamięci. Uroczystości mają przypominać nie tylko o pierwszym transporcie z Tarnowa, ale również o wszystkich ofiarach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady.
Warto, by tego dnia pamięć nie kończyła się na oficjalnych przemówieniach. Dla lokalnych redakcji, szkół, rodzin i samorządów to także impuls, by wracać do nazwisk ludzi z własnych miast i wsi. Bo wielka historia zawsze ma lokalny adres.
Świat: Ormuz, Waszyngton i szwajcarskie referendum
Na świecie uwaga skupia się dziś między innymi na doniesieniach dotyczących możliwego porozumienia USA–Iran. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że może dojść do podpisania dokumentu, który miałby otworzyć cieśninę Ormuz. Jednocześnie napływają sygnały ostrożności ze strony irańskiej dyplomacji. W tej sprawie trzeba więc zachować dystans: mamy do czynienia raczej z polityczną rozgrywką na wysokim napięciu niż z zakończonym procesem pokojowym.
Dziś prezydent Karol Nawrocki udaje się z wizytą do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Wizyta ma charakter roboczy, a w programie znalazły się rozmowy dotyczące bezpieczeństwa i relacji dwustronnych. Prezydent RP ma również uczestniczyć w gali UFC Freedom 250 organizowanej w Białym Domu przy okazji obchodów 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości USA oraz urodzin amerykańskiego prezydenta.
W Szwajcarii odbywa się natomiast referendum dotyczące inicjatywy Szwajcarskiej Partii Ludowej, która chce ograniczyć wzrost liczby mieszkańców kraju do 10 mln przed 2050 rokiem. Zwolennicy mówią o presji migracji na mieszkalnictwo, usługi publiczne i bezpieczeństwo. Przeciwnicy ostrzegają przed uderzeniem w gospodarkę, relacje z Unią Europejską i tradycję humanitarną Szwajcarii.
14 czerwca. Data, która nie pozwala przejść obojętnie
W jednym dniu spotykają się dziś Auschwitz, Białystok, Słowacki, Hłasko, Bareja, Cat-Mackiewicz, Henry Mancini i Rory Gallagher. Pamięć narodowa, literatura, polityka, muzyka i popkultura tworzą dziwny, ale prawdziwy chór. Nie zawsze harmonijny. Czasem brzmi jak requiem, czasem jak jazzowa improwizacja, czasem jak gorzka komedia Barei.
Ale właśnie takie jest kalendarium. Nie porządkuje świata do końca. Raczej pokazuje, że każdy dzień ma swoją warstwę światła i cienia. 14 czerwca przypomina przede wszystkim, że pamięć nie jest dodatkiem do życia publicznego. Jest jego kręgosłupem.



Komentarze