Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 9 sierpnia 2026 17:20
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Nie żyje reżyser, scenarzysta i pisarz Janusz Majewski

Nie żyje Janusz Majewski, jeden z najbardziej znanych polskich reżyserów filmowych, scenarzysta, pisarz i wieloletni prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich - poinformowało w środę SFP. Reżyser odszedł w wieku 92 lat.

Informację o śmierci reżysera przekazało SFP w środowym komunikacie i w mediach społecznościowych. "Z ogromnym smutkiem informujemy, że dziś w nocy zmarł Janusz Majewski. Jeden z najbardziej znanych, cenionych i popularnych polskich reżyserów filmowych. Mistrz kina gatunkowego, scenarzysta, pisarz, wykładowca akademicki. Laureat Nagrody Specjalnej +Platynowe Lwy+ za całokształt twórczości na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni (2016), Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne i wkład w rozwój polskiej kinematografii oraz Polskiej Nagrody Filmowej +Orzeł+ za Osiągnięcia Życia. Wieloletni prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich zaangażowany w sprawy polskiego środowiska filmowego" - czytamy.

Janusz Majewski urodził 5 sierpnia 1931 r. Pierwsze lata życia Janusz Majewski spędził we Lwowie, z rodzicami Marią i Tadeuszem oraz młodszą siostrą Zofią. "Mieszkaliśmy daleko od centrum, w nowym domu położonym na wzgórzu tak, że z okien kuchni było widać całe miasto. Był to budynek dwupiętrowy z kilkoma mieszkaniami na wynajem, który należał do mojej ciotki. Ojciec był jego administratorem i zatrudnił dozorcę – sumiennie pracującego Ukraińca" - wspominał w wywiadzie Kamila Broszko dla Magazynu Teraz Polska. "Kiedy w 1939 r. przyszli bolszewicy i nastała okupacja sowiecka, nasz dozorca założył czerwoną opaskę, przyszył do czapki czerwoną gwiazdę i zaczął wykrzykiwać, że nareszcie nastał koniec pańskiej Polski, teraz nastanie sprawiedliwość i władza proletariatu" - relacjonował. "Kiedy do Lwowa weszli Niemcy, nasz dozorca natychmiast zdjął czerwoną opaskę i założył niebiesko-żółtą. Krzyczał, że wreszcie powstanie wolna republika Ukrainy, a czasy polskich panów odejdą na zawsze" - dodał.

Ta opowieść doczekała się puenty po latach - w 1977 r. Majewski kręcił "Sprawę Gorgonowej", historię dziejącą się w przedwojennym Lwowie i okolicach. Wybrał się więc wraz ze scenografem Alanem Starskim, aby zobaczyć autentyczne miejsca wydarzeń, a następnie odtworzyć je na planie pod Warszawą.

"Korzystając z okazji, podjechałem pod swój dom z dzieciństwa. Pokazuję Alanowi nasze okna. Nagle z domu wychodzi nasz dawny dozorca i do mnie woła: +Czy ty jesteś ten mały Januszek od naszego gospodarza?+. Mieszkał wciąż w tej samej służbówce. Powiedział, że jego syn, starszy ode mnie o kilka lat, z którym kolegowałem się przed wojną, pracuje w Togliatti nad Wołgą w fabryce produkującej łady na włoskiej licencji. Oddał mi nawet parę pamiątek z naszego mieszkania, m.in. zdjęcie mojej mamy i kafel miśnieński ze ściany w kuchni. Ubolewał, że musi dzielić mieszkanie z rodziną przesiedloną z Mongolii i sam ma do dyspozycji jedynie kuchnię. Żegnając się, powiedział: +Zobacz, co oni teraz z nami Polakami tutaj wyprawiają+" - opowiadał Majewski.

Filmem zafascynował się właśnie we Lwowie - mając siedem lat, zobaczył "Królewnę Śnieżkę" - Walta Disneya. "Zauważyłem wtedy, że film ma władzę nad widzami, bo potrafi jednocześnie u wszystkich na sali wywołać takie same emocje – śmiechu albo strachu" - wspominał.

Kolejne wizyty w kinie uniemożliwił wybuch wojny. "Do kina chodzili Niemcy i mówiło się, że +tylko świnie siedzą w kinie+. Wobec tego postanowiliśmy z kuzynem skonstruować kino domowe" - mówił w rozmowie z PAP. Z pudełek po butach i starych soczewek od latarki zrobili prymitywny projektor i wyświetlali "Przygody Koziołka Matołka" - pocięte kartki rysunkowej książeczki sklejali w "taśmy filmowe".

W kierunku sztuki, humanistyki popchnęły go też lektury. "W czasie wojny nie wydawano żadnej prasy i książek w języku polskim. Przeczytałem całą literaturę dla dzieci, która była w moim domu i w domach kolegów. Nie miałem już skąd pożyczyć książek, więc zacząłem ukradkiem czytać pozycje z biblioteki mojej mamy. I tak poznałem literaturę Anatola France’a, laureata literackiej Nagrody Nobla, autora powieści satyryczno-heroikomicznych, dzięki któremu poznałem sens pojęcia ironii. Wuj przestrzegał mnie, abym nie stał się przypadkiem ironistą, bo Polak nie lubi ironii" - opowiadał Majewski.

"Nawyk czytania pozostał mi do dziś. Kiedy staram się przekonać do czytania studentów, patrzą na mnie jak na wariata, bo przecież wszystkie streszczenia są w internecie. Wystarczy wpisać pytanie i już się ma odpowiedź. Ale przecież literatura piękna to nie tylko fabuła czy zestaw informacji. To świat wzruszeń, to urok języka" - podkreślił.

"Jest pierwszej marki opowiadaczem, narratorem, świetnym prozaikiem" - napisał o Majewskim na stronie wydawnictwa Marginesy Paweł Huelle. "Owszem, kochamy go za jego filmy, ale twórczość prozatorska Mistrza – choć stale obecna – jest jakby mniej znana. Najniesłuszniej. To świetne opowiadania. Na miarę Bunina, Czechowa, Leskowa, Nabokova. Szkoła Rosyjska? Ależ tak. Nie ma lepszej ligi na świecie" ­­- wyjaśnił gdański pisarz.

"W ogóle nie rozumiem, jak można nie doceniać samego procesu czytania? Fantastycznego doświadczenia wyobraźni, które jest w istocie aktem tworzenia. Człowiek czyta, poznaje jakąś fabułę i zaczyna sobie to wszystko wyobrażać" - powiedział Janusz Majewski portalowi Booklips.pl (2017). "Mój ulubiony pisarz, Vladimir Nabokov, powiedział kiedyś, że chodzi właśnie o wywołanie w czytelniku tego dreszczyku na skórze, silnej emocji wywołanej nawet jednym zdaniem, pojedynczym akapitem. On deklarował się zresztą jako zdecydowany przeciwnik pisania w jakimś celu? - być za czy przeciw czemuś. Tworzył, aby wzbudzić ten wspomniany wcześniej dreszczyk przyjemności, wręcz zmysłowego doświadczenia" - tłumaczył.

Lwów rodzina Majewskich opuściła w kwietniu 1944 r. "Ojciec wrócił z pracy wcześniej i powiedział, że natychmiast musimy się pakować, możemy wziąć cztery walizki, za pół godziny przyjedzie po nas samochód. Okazało się, że wśród ludzi z komórki AK, do której należał, zaczęły się aresztowania, ostrzegł go jego kierownik, Niemiec. Wystawił nawet dokument, że udziela ojcu urlopu z powodów zdrowotnych. Mam to pismo do dziś. Uciekliśmy na wieś. Najbardziej z tej ucieczki martwiło mnie to, że jest 20 kwietnia, urodziny Hitlera, i będzie nowa seria znaczków, a ja ich nie będę miał" - wspominał.

Poza tym nie zabrał swojego projektora, ale rodzice wyjaśnili mu, że w Pantalowicach - bo tak się nazywała wieś pod Przeworskiem, gdzie wuj Marii Majewskiej był proboszczem - nie ma prądu. "Poza tym mieliśmy za kilka tygodni wrócić. Na wsi rzeczywiście nie było prądu, ale my już nigdy nie wróciliśmy do naszego domu we Lwowie" - dodał.

Maturę Janusz Majewski zdał w 1949 r. w krakowskim gimnazjum im. Króla Jana III Sobieskiego. Rodzice nie zgodzili się na jego studia filmowe, uważając kino za jarmarczną rozrywkę niezapewniającą utrzymania. Co innego architekt w odbudowującym się ze zniszczeń wojennych kraju. Podjął więc studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. "Architektura nauczyła mnie mnóstwa rzeczy potrzebnych w zawodzie filmowca. Gdy się buduje dom, najpierw trzeba postawić fundament i szkielet, następnie przykryć go dachem i jeszcze się postarać, żeby to wszystko pięknie wyglądało. Tak samo jest w filmie, który musi mieć solidną konstrukcję i estetyczną oprawę" - opowiadał Kamilowi Broszko.

Ze studiów filmowych nie zrezygnował. Jako pracę magisterską wymyślił projekt wytwórni filmowej pod Warszawą. Promotor, prof. Juliusz Żórawski, projektant m.in. warszawskich kin Atlantic i Femina, zaakceptował pomysł i wysłał Majewskiego na konsultacje do Szkoły Filmowej w Łodzi, do dziekana Wydziału Operatorskiego prof. Stanisława Wohla. Kończąc projekt, przyznał się Wohlowi do marzeń o studiach w szkole filmowej. "Profesor zachęcił mnie do egzaminu, a ja go zdałem" - wspominał Majewski.

Studia reżyserskie ukończył w 1960 r. Jego absolutoryjny film "Rondo" zdobył pewną popularność na świecie. "Kiedy jako gość Departamentu Stanu zwiedzałem w 1977 r. wydział filmowy UCLA (kalifornijski uniwersytet stanowy w Los Angeles - przyp. PAP), sympatyczny archiwista tamtejszej filmoteki pokazał mi pudełko z kopią +Ronda+ i powiedział: - To jest już trzecia nasza kopia, a i ta już prawie do końca zjechana. Mamy twój film już od blisko dwudziestu lat i wciąż nowe roczniki studentów oglądają go w kółko. Ja nie wiem, co oni w tym widzą… - zakończył typowo anglosaskim żartem na pograniczu arogancji, jakby wiedział, że jest to w moim guście" - napisał Majewski w autobiografii pt. "Retrospektywka" (2001).

W "Rondzie" wystąpili krakowscy koledzy Majewskiego: Sławomir Mrożek i Stefan Szlachtycz, późniejszy reżyser telewizyjny. "Mrożek wtedy chciał być aktorem, ale nie został przyjęty do szkoły, tym chętniej zgodził się zagrać u mnie. Grał klienta, który wchodzi do pustej, eleganckiej restauracji, ale nie może się doprosić obsługi przez kelnera granego przez Szlachtycza. Dochodzi między nimi do gonitw, a nawet w pewnym momencie tańczą tango. Po latach Mrożek napisał sztukę +Tango+. Taka klamra" - mówił reżyser. A Szlachtycz wyreżyserował w 2013 r. film pt. "Sen jest życiem. Portret Janusza Majewskiego reżysera i... nie tylko".

Za czwarty, zrealizowany w 1964 r., film telewizyjny "+Awatar+ czyli zamiana dusz" - adaptację opowiadania francuskiego pisarza Teofila Gautiera - Majewski otrzymał nagrodę międzynarodowej federacji krytyków FIPRESCI na festiwalu filmów telewizyjnych w Monte Carlo.

Następną nagrodą FIPRESCI na festiwalu w Mannheim został wyróżniony za wyreżyserowanego w 1966 r. "Sublokatora", który był jego debiutem pełnometrażowym.

Kolejne filmy Majewskiego to m.in. "Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię" (1969), nakręcony na podstawie powieści kryminalnej Krzysztofa Kąkolewskiego - uznany przez Alicję Helman za najlepszy polski film kryminalny, m.in. ze względu na kreację aktorską Zygmunta Hübnera; "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha" (1970) wg Prospera Mériméego, nagrodzony Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fantastycznych i Grozy w Sitges w Hiszpanii, i psychologiczny "Zazdrość i medycyna" (1973), będący ekranizacją powieści Michała Choromańskiego.

W 1975 r. powstały "Zaklęte rewiry", do których scenariusz napisał Pavel Hajny na podstawie debiutanckiej powieści Henryka Worcella (Tadeusza Kurtyki). Autorem zdjęć do tego filmu jest Miroslav Ondříček, "etatowy" operator Miloša Formana - który wówczas miał w Czechosłowacji zakaz pracy. "Mirek dopiero niedawno, kiedy był w Warszawie, zaproszony przez Ośrodek Czeski i Stowarzyszenie Filmowców, powiedział publicznie, nie kryjąc łez, że podałem mu rękę, kiedy był w najgorszym dołku: odebrano mu paszport, zmuszono do zerwania wszystkich kontraktów zagranicznych, siedział w domu i myślał, że już nigdy nie stanie za kamerą" - napisał Majewski w książce "Ostatni klaps. Pamiętnik moich filmów" (2006).

W 1977 premierę miała "Sprawa Gorgonowej", w 1979 r. zaś "Lekcja martwego języka" (wg powieści Andrzeja Kuśniewicza).

Popularność u polskich widzów zyskał historyczny serial "Królowa Bona" (1980), w którym występowali m.in. Aleksandra Śląska, Jerzy Zelnik i Anna Dymna. Do tych samych bohaterów Majewski powrócił w filmie "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny" (1982), którego akcja rozpoczynała się po śmierci królowej, a w scenach wspomnieniowych wykorzystano fragmenty wcześniejszego serialu.

Na zrealizowany w 1985 r. - już po stanie wojennym - film "C.K. Dezerterzy" poszło do kina ponad 7 mln ludzi. "Widzowie odebrali go jako reakcję na rządy wojska i sytuację w kraju. Traktowano go niemal jak manifest anarchizmu" - napisał Jan Bończa-Szabłowski.

Jak zrobiłem +Dezerterów+, to choć stan wojenny się skończył, ale skutki i pamięć o nim trwała, ze zdumieniem skonstatowałem, że ludzie odbierają ten film jako aluzję do rządów wojska i osławionej +wrony+ [Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - przyp. red.]. Dopiero publiczność mi powiedziała, jak ona to odbiera. Dla mnie to była historia z dawnych czasów, z koszarowym dowcipem i z określoną stylistyką łotrzykowskiej opowieści. Widownia uważała to za film satyrę na bieżącą władzę" - powiedział Majewski Dorocie Kieras w wywiadzie dla PAP Life.

"C.K. Dezerterów" nagrodzono Złotą Kaczką w kategorii najlepszy polski film roku.

Sukcesy frekwencyjne sprawiały Majewskiemu satysfakcję. "Nie wierzę w filmy dla garstki ludzi: krytyków i znajomych" – powiedział Barbarze Hollender w książce "Od Wajdy do Komasy" (2014). "Zawsze starałem się swoje robić tak, by przypominały widzom wygodne krzesło zrobione dla nich przez stolarza. Przeżyłem zresztą w związku z tym kilka niezwykłych chwil. Znalazłem się obok kina Atlantic, gdy grano tam +Zazdrość i medycynę+. Podszedł do mnie konik i powiedział: +Nie ma biletów, ale mogę panu sprzedać. Niedrogo. Wieczorem będzie podwójna cena+" - opowiadał.

"Dla mnie prawdziwą nagrodą za pracę jest to, kiedy zupełnie obcy człowiek zaczepia mnie na ulicy i dziękuje mi za jakiś film" - powiedział Dorocie Kieras.

Pod pseudonimem Patrick G. Clark Janusz Majewski napisał czarną komedię pt. "Upiór w kuchni", którą dwukrotnie reżyserował dla Teatru Telewizji (1976, 1993) - zrealizował zresztą dla niego blisko czterdzieści spektakli.

"To m.in. za jego sprawą polski teatr telewizyjny zaczął szukać własnej, pośredniej drogi między spektaklem przeniesionym ze sceny teatralnej i filmem, co w latach 90. skończyło się wręcz +ufilmowieniem+ tego gatunku" - napisał Konrad J. Zarębski w Culture.pl. "Inscenizacje Majewskiego dowodzą z jednej strony wysokiego stopnia opanowania teatralnych konwencji, z drugiej zaś umiejętności pracy z aktorem, dającej satysfakcję zarówno wykonawcy, jak i widzowi" - podkreślił Zarębski.

W 1998 r. Majewski nakręcił "Złoto dezerterów" - kontynuację "C.K. Dezerterów". W 1998 powstał na poły autobiograficzny serial "Siedlisko", a w 2005 r. film kinowy "Po sezonie" - z jedną z ostatnich kreacji Leona Niemczyka.

"Mała Matura 1947" (2010) to ekranizacja powieści Majewskiego - historii chłopca urodzonego we Lwowie przed II wojną światową, który wraz z rodziną pod koniec wojny przyjeżdża do Krakowa. Akcja filmu rozgrywa się w latach 1945-47 - bohater jest świadkiem kształtowania się nowego systemu, represji wobec członków Armii Krajowej i podziemia niepodległościowego.

"To nie jest film wymyślony, to moje własne życie. Bohater, choć inaczej się nazywa, ma moją datę urodzenia. Doszedłem do takiego momentu w życiu, że poczułem obowiązek, by odtworzyć te chwile, póki jeszcze pamiętam" - powiedział Majewski po krakowskim pokazie w 2010 r. "Wtedy wydawało się, że Polska będzie krajem demokratycznym. Dopiero następne lata pogrążały kraj w tej dyktaturze proletariatu, która okazała się dyktaturą obcego mocarstwa. Nasze doświadczenie nieudanego zamachu i zawiązania organizacji wywołało u mnie potrzebę dania świadectwa tamtym czasom za pośrednictwem filmu" - wyjaśnił.

W 2015 r. za "Excentryków, czyli po słonecznej stronie ulicy" reżyser otrzymał Srebrne Lwy 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni- nagrodę dla najlepszego aktora drugoplanowego odebrał wówczas Wojciech Pszoniak. A soundtrack z filmu zdobył Złotą Płytę.

"Nigdy nie przypuszczałem, że będę miał Złotą Płytę, którą będę mógł powiesić na ścianie, choć nie umiem grać na żadnym instrumencie" - powiedział Majewski w rozmowie z PAP Life.

Ostatnim - jak dotychczas - obrazem Janusza Majewskiego jest "Czarny mercedes" (2019) wyreżyserowany na podstawie własnej powieści. Rok wcześniej nakładem wydawnictwa Marginesy ukazała się jej kontynuacja pt. "Ryk kamiennego lwa". Nie wiadomo na razie nic o jej ekranizacji, choć w rozmowie z PAP Majewski przywołał żartem postać portugalskiego reżysera Manoela de Oliveiry, który ostatni swój film zrealizował, mając 105 lat.

"Twórczość Janusza Majewskiego wymyka się schematom, o które łatwo w kręgu tzw. kina autorskiego. On sam pozostaje artystą osobnym w takim znaczeniu, jak człowiek, który jest arystokratą ducha, a któremu historia zafundowała wieloletni sprawdzian; wyszedł z niego obronną ręką, mogąc sam sobie być okrętem, sterem i żeglarzem" – napisano w uzasadnieniu Nagrody Honorowej Jancia Wodnika na 18. Festiwalu Sztuki Filmowej "Prowincjonalia" we Wrześni w 2011 r. (PAP)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Sobota, 8 sierpnia 2026 roku, to 220. dzień roku. Imieniny obchodzą dziś Dominik, Esmeralda, Jan, Joanna i Sylwiusz. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 5.14, a zachodzi około 20.19. Data dodania artykułu: 08.08.2026 08:43
8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Groźby z Białego Domu, dwa ważne głosowania w polskim Senacie, kolejna odsłona wojny energetycznej i dramat cywilów w Ukrainie. Czwartek, 6 sierpnia 2026 roku, przyniósł wydarzenia, które pozornie dzielą tysiące kilometrów. W rzeczywistości łączy je jedno słowo: bezpieczeństwo. Militarne, energetyczne, polityczne i ekonomiczne. Data dodania artykułu: 06.08.2026 23:36
Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polecane

Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?

Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?

Od czerwca tomaszowskim Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt kieruje Monika Węgrzyniak-Sęk. Nie jest osobą, która temat ochrony zwierząt poznała dopiero po objęciu stanowiska. Wcześniej kierowała zespołem do spraw zwierząt, odpowiadała za program kastracji i sterylizacji, w swoim CV ma również nadzór nad schroniskiem. Od lat angażowała się w ratowanie przebywających w nim psów. Dziś nie tylko stara się uporządkować stare Schronsiko, ale też przygotowuje placówkę do przeprowadzki, porządkuje procedury. Równocześnie staje się celem brutalnych ataków w internecie. Można tylko przypuszczać, że za tym idą również dziesiątki skarg - a co za tym idzie kontroli Data dodania artykułu: Dzisiaj, 12:12 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 2
Największym problemem nie musi być samo 58 procent Pięć interwencji jednego dnia na Zalewie Sulejowskim. Ratownicy apelują o ostrożność Lechia wraca przed własną publiczność. Znamy terminy trzech kolejnych spotkań Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja? Osiem medali z Astany. Polscy uczniowie w światowej czołówce sztucznej inteligencji Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy Dwa mecze, dwa razy 1:2. Lechia znów płaci za błędy i wciąż czeka na pierwsze punkty Spokojna niedziela, a potem skok temperatury. W Tomaszowie nawet 33 stopnie 9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen Świątek w ćwierćfinale, Zmarzlik rządzi w Rydze, Kuś mistrzynią świata. Sportowa sobota pełna polskich sukcesów NU-MED w Tomaszowie rusza z serią podcastów o technologii, zdrowiu i bezpieczeństwie 9 sierpnia przypada Dzień Miłośników Książek. To dobra okazja, by wrócić do czytania
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ekspert specjalista Treść komentarza: Ci panowie co to ich się tutaj górnolotnie nazywa "DJ-ami" to najwyżej "CJ-e". Różnica w literkach drobna, ale w znaczeniu - kolosalna. Ani jeden ani drugi "grajek" nie jest "DJ"-em, nigdy nim nie był i prawdopodobnie nie będzie bo oni nie mają ZIELONEGO pojęcia jak się beaty klei :D NIE MAJĄ ZIE-LO-NE-GO pojęcia. I spoko. Nie muszą, dziś ze sprzęu dla "sidżejów" imprezę zagra nawet tresowana ameba albo inna nibynóżka. Dlatego uprzejmie proszę o zmianę tekstu - nie "DJ", a "CJ" Źródło komentarza: Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy Autor komentarza: lokator Treść komentarza: Dlaczego rozliczenia mediów ( woda, ogrzewanie )nie są w kopertach? Dostarczane są przez pracowników spółdzielni . Tak nie powinno być!! Moja sąsiadka nie musi wiedzieć ile pobieram wody i jak się ogrzewam. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Ujazd Treść komentarza: To ta altana będzie pewnie pozłacana Ludzie nie dajcie się dymac Źródło komentarza: Ujazd wybrał wykonawcę altany. Inwestycja na działce rekreacyjno-sportowej ruszy po podpisaniu umowy Autor komentarza: ...) Treść komentarza: dziękuję za wyjaśnienie teraz już będę wiedział ale nie będę stosował tego nazewnictwa Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W ogóle nie chce mi się w całości czytać tego tekstu powyżej. Ten tekst pokazuje tę totalną siermięgę, a może nawet i to totalne oszustwo, dotyczące tego MBA, które to MBA traktuje się, jak wybawienie dla różnych, lokalnych, mniej lub więcej debilnych, tzw. działaczy i formujących lokalne społeczności. To MBA, to jest dokładnie to samo, co kiedyś działało przy KC PZPR: tam była taka niby naukowa szkoła partyjnych działaczy PZPR. Podsumowanie: komuna, na czele z towarzyszem czarzastym ma się u nas dalej bardzo dobrze... Źródło komentarza: Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Dziecko drogie: Janka i Grzesia znam dobrze i równie dobrze znałem innych, poprzednich prezesów ( Jasiu Piątek, śp. Koszuta), a byłem również w radzie nadzorczej. Z tych informacji wynika, że chyba byłem członkiem spółdzielni - co?! Więc nie pier... mi tutaj dziewucho jakichś, tanich farmazonów. Jeśli akurat nie masz dobrych, łóżkowych układów z partnerem, to już nie moja wina. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama