Dla Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to jednak coś więcej niż telewizyjna legenda. To także fragment lokalnej historii filmowej. Sceny serialu kręcono m.in. w Tomaszowie, Spale, Inowłodzu, Poświętnem, Ujeździe i Wolborzu, a filmowcy pracowali w regionie przez około pół roku. Dziś przypomina o tym m.in. Szlak Pancernych w okolicach Tomaszowa oraz tablica ustawiona w Skansenie Rzeki Pilicy.
Serial, który przeżył własną epokę
„Czterej pancerni i pies” powstali na podstawie powieści Janusza Przymanowskiego. Serial liczył 21 odcinków, a większość z nich wyreżyserował Konrad Nałęcki. Już czołówka z piosenką „Deszcze niespokojne”, śpiewaną przez Edmunda Fettinga do słów Agnieszki Osieckiej, działała jak zaklęcie.
Historia załogi czołgu T-34 „Rudy” — Janka, Gustlika, Grigorija, Tomka Czereśniaka i psa Szarika — szybko stała się jednym z największych fenomenów telewizji PRL. W czerwcu 1995 roku, w plebiscycie TVP, serial uznano za najpopularniejszy polski serial.
Oglądali go dorośli, dzieci i nastolatkowie. Na podwórkach trwały spory o to, kto będzie Jankiem, kto Gustlikiem, a komu przypadnie mniej pożądana rola Tomka. Dziewczynki zaplatały włosy jak Marusia, chłopcy biegali z patykami udającymi karabiny, a imię Szarik nosiły nie tylko owczarki, ale też kundelki i ratlerki.
Tomaszowskie plenery „Pancernych”
W serialowej geografii „Czterech pancernych” Tomaszów i okolice zajmują miejsce szczególne. Filmowcy korzystali z plenerów nad Pilicą, w Spale, Inowłodzu, Poświętnem, Ujeździe i Wolborzu. Dzięki temu nasz region stał się częścią telewizyjnego mitu, który przez dekady wracał na ekrany.
Dziś te miejsca tworzą lokalną mapę pamięci. Nie jest to może Hollywood nad Pilicą, ale dla miłośników serialu ma swój urok: mosty, drogi, lasy, rzeka i krajobrazy, które w czarno-białym kadrze udawały wojenny szlak od Syberii po Berlin.
W Tomaszowie działa także Klub Pancernych, środowisko miłośników serialu i historii wojskowości. Jego reaktywacja była związana m.in. z tomaszowską inscenizacją „Przełamanie linii Pilicy 1945”.
T-34 w Skansenie Rzeki Pilicy
Jednym z najmocniejszych lokalnych symboli „pancernej” legendy pozostaje czołg T-34-85 w Skansenie Rzeki Pilicy. To nie jest ten sam egzemplarz, który grał w serialu, ale ten sam typ pojazdu, jaki wykorzystywano w produkcji. Sam skansen wyjaśnia, że tomaszowski czołg nie jest filmowym „Rudym”, lecz należy do tej samej rodziny maszyn.
Pojazd trafił do Skansenu w depozyt z Muzeum Wojska Polskiego i uchodzi za jedną z najciekawszych atrakcji działu militariów. Przy jego utrzymaniu od lat pomagają członkowie Stowarzyszenia „Klub Pancernych”.
To właśnie tu, nad Pilicą, serialowa nostalgia spotyka się z namacalną historią techniki wojskowej. Można spojrzeć na stalowy kadłub i zrozumieć, dlaczego dla dzieciaków z PRL-u „Rudy 102” był niemal piątym Beatlesem — tylko że na gąsienicach.
Propaganda, której nie da się pominąć
Nie ma jednak uczciwej rozmowy o „Czterech pancernych” bez drugiej strony medalu. Serial był produktem PRL-u, obciążonym politycznym zamówieniem i historycznymi przemilczeniami.
Największym przekłamaniem był obraz Armii Czerwonej jako wyłącznie przyjaznej, serdecznej i wyzwolicielskiej. W serialu nie było miejsca na deportacje, łagry, NKWD, dramat Kresów czy represje wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego.
Janek Kos trafia na Syberię, ale widz nie dowiaduje się, czym dla tysięcy polskich rodzin naprawdę była Syberia. W serialowej rzeczywistości nie ma grozy Gułagu, jest za to przygoda, przyjaźń i droga ku zwycięstwu.
Dlatego historycy od lat podkreślają: „Czterej pancerni i pies” mogą być oglądani jako fenomen kultury, ale nie jako lekcja historii.
Dlaczego wciąż wracamy do „Rudego”?
Fenomen serialu polega na tym, że mimo propagandowego kostiumu przetrwał dłużej niż państwo, które go stworzyło. Widzowie wracali niekoniecznie do ideologii, ale do bohaterów, melodii, dialogów i wspomnień.
Była w tym przygoda, przyjaźń, pies, czołg i młodzi ludzie rzuceni w wielką historię. Trochę western, trochę kino drogi, trochę wojenny komiks. Takie opowieści, nawet jeśli powstały w fałszywej ramie politycznej, potrafią mocno wrosnąć w pamięć.
„Czterej pancerni” są więc dziś jak stary album rodzinny, w którym część zdjęć była pozowana, część retuszowana, a część podpisana nie do końca zgodnie z prawdą. Ale album nadal istnieje. I nadal budzi emocje.
Tomaszów ma swój pancerny ślad
Po 60 latach od premiery pierwszego odcinka warto pamiętać, że ta historia ma również tomaszowski rozdział. Okolice Pilicy były filmowym planem, Skansen Rzeki Pilicy przechowuje pancerną pamiątkę, a lokalni pasjonaci dbają o to, by serialowy ślad nie zniknął.
Można więc spierać się o propagandę, można punktować historyczne fałsze, można patrzeć na serial krytycznie. Ale trudno zaprzeczyć, że „Czterej pancerni i pies” pozostają częścią polskiej wyobraźni.
A w Tomaszowie Mazowieckim ta wyobraźnia ma bardzo konkretny adres — nad Pilicą, w miejscach, gdzie kiedyś filmowcy ustawiali kamery, a dziś mieszkańcy mogą powiedzieć: to kręcono u nas.

































































Napisz komentarz
Komentarze