Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 31 stycznia 2026 22:13
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Marta Żmuda Trzebiatowska: czasami myślałam, że chyba już nie chcę uprawiać aktorstwa

Zorientowałam się, że rzadziej jestem zapraszana na takie castingi, o których marzyłam. Coraz częściej słyszałam: „Nie, ona się nie nadaje”. I mówili to ludzie, którzy nigdy się ze mną nie spotkali! A ja przecież przez te wszystkie lata bardzo się zmieniłam, dojrzałam – wspomina w rozmowie z PAP Life Marta Żmuda Trzebiatowska, którą w nowym serialu „Kibic” (Netflix) możemy zobaczyć w kompletnie innej roli niż te, z jakimi była dotychczas kojarzona.

PAP Life: Czy interesujesz się piłką nożną?

Marta Żmuda Trzebiatowska: Nie jestem jakąś wielką znawczynią futbolu. Ale czasami towarzyszę mężowi w oglądaniu meczów naszej reprezentacji. Poza tym, wychowywałam się w małej miejscowości, gdzie mieszkałam przy stadionie. Więc trochę znam realia trzecio- czy czwartoligowych klubów, ich problemy. Moi koledzy z podstawówki grali w takich klubach, część z nich gra do dzisiaj, niektórzy zostali trenerami.

PAP Life: Zapytałam cię o to nieprzypadkowo, bo grasz jedną z głównych ról w „Kibicu”. Ale paradoksalnie piłka wcale nie jest bohaterem tego serialu...

M.Ż.T.: Absolutnie się zgadzam. Kiedy przeczytałam ten scenariusz, od razu poczułam, że to nie jest o futbolu. Kibicowanie jest tylko tłem do poprowadzenia opowieści o dorastaniu, o wpływie rodziców i wszystkich ludzi, których spotykamy na swojej drodze, o wyborach i konsekwencjach tych wyborów, o nieumiejętności radzenia sobie z emocjami, trudnościach w porozumiewaniu się. Dla mnie jest to przede wszystkim serial społeczny, poruszający bardzo ważne tematy. A historia Justyny tak mocno chwyciła mnie za serce, że po prostu bardzo chciałam ją zagrać.

PAP Life: Justyna mieszka w ciasnym mieszkaniu na blokowisku, przez kilka lat samotnie wychowywała dwójkę dzieci, bo jej mąż siedział więzieniu. To postać bardzo odległa od bohaterek, z którymi jesteś kojarzona.

M.Ż.T.: To nie był do końca mój wybór, jakie role grałam. Aktorstwo to zawód - grałam to, co mi proponowano. Jeszcze jako studentka byłam zapraszana na rozmaite castingi i dosyć szybko zaczęłam występować w popularnych produkcjach. Między innymi w „Magdzie M.”, która z kolei była taką trampoliną do filmu „Nie kłam, kochanie” i serialu „Teraz albo nigdy”. Wszystko w nich było takie piękne. Apartamenty, ładni ludzie w drogich ubraniach i luksusowych autach. A ja w wieku 20 lat grałam trzydziestolatkę. O czym to świadczy? Że oszukiwaliśmy. Tamte produkcje powstały kilkanaście lat temu, wtedy wszyscy chcieliśmy oglądać taki świat, aspirowaliśmy do niego. Tamte moje role mocno zapadły widzom w pamięć, miały wielomilionową widownię i do dzisiaj są powtarzane. A mnie przyniosły ogromną popularność. Jako młoda dziewczyna kończąca szkołę teatralną mogłam tylko marzyć o takiej szansie. Skorzystałam z niej i nie żałuję. Ale niestety miało to też konsekwencje, których nie mogłam wtedy przewidzieć.

PAP Life: W ostatnich latach nie grałaś często w filmach.

M.Ż.T.: Z różnych powodów. Wiele się wydarzyło w moim życiu prywatnym, skupiłam się na rodzinie, urodziłam dwójkę dzieci. Po jakimś czasie zorientowałam się, że coraz rzadziej jestem zapraszana na takie castingi, o których marzyłam, coraz częściej słyszałam: „Nie, ona się nie nadaje”. I mówili to ludzie, którzy nigdy się ze mną nie spotkali. A ja przecież przez te wszystkie lata bardzo się zmieniłam, dojrzałam. Tylko że nikt nie był mnie ciekawy. Skupiłam się więc na pracy w teatrze, trochę pograłam za granicą - zrobiłam czeski i szwedzki film, napisałam książkę, rozwijałam swoje pasje, wychowywałam dzieci.

PAP Life: Dzisiaj kino ma pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest, bez lukru. Poszukiwani są też inni aktorzy. Może ty jesteś po prostu za ładna do tych filmów?

M.Ż.T.: Bez przesady. Owszem, jeśli ktoś kojarzy mnie z czerwonego dywanu, to może pomyśleć, że jestem tylko ozdobą, a nie kobietą z krwi i kości. Czerwony dywan wymaga innej prezencji. Ale faktycznie, reżyserzy i reżyserki obsady zdecydowanie wolą charakterystycznych aktorów. Nawet do szkół teatralnych przyjmuje się według tego klucza. Kręci się inne filmy. Tylko że to u nas tak jest, że łatwo się kogoś wrzuca do jakiejś szufladki. Pracowałam trochę w zagranicznych produkcjach i tam naprawdę nie jest problemem, żeby kogoś ładnego zbrzydzić. Natomiast u nas miałam wrażenie, że zderzyłam się ze ścianą.

PAP Life: I jak sobie z tym radziłaś?

M.Ż.T.: Były chwile totalnego zwątpienia, czasami myślałam, że chyba już nie chcę uprawiać tego zawodu. Bo przecież ktoś musi w ciebie uwierzyć, dać szansę, żeby chociaż zaprosić cię na casting, nagrać self-tape'a, bo dzisiaj to jest dużo bardziej popularne. Na szczęście, mam wspaniałych ludzi wokół, mojego męża, który jest aktorem i dobrze mnie rozumie, moją agentkę, która wierzyła we mnie za mnie. To ona tak bardzo walczyła, żeby zaproszono mnie na casting do „Kibica”, wiedziała, że będę idealną Justyną. Jestem też wdzięczna reżyserowi obsady, czyli Konradowi Bugajowi, który uwierzył, że to mogę być ja. A Łukasz Palkowski, reżyser oraz Olga i Bartek Czerkascy, czyli producenci, oglądając moje nagrania, powiedzieli: „Tak, to będzie nasza Justyna”.

PAP Life: Podobną historię przeżył Mateusz Damięcki, który przez lata był obsadzany w rolach przystojnych, sympatycznych chłopaków. I dopiero w filmie „Furioza” dostał szansę, żeby zagrać kompletnie inną postać.

M.Ż.T.: Przyjaźnimy się z Mateuszem od lat. Po „Mowie ptaków” Xawerego Żuławskiego, w której zagrałam zupełnie inną rolę niż te, z którymi byłam kojarzona, Mateusz do mnie zadzwonił i powiedział: „Jak ja się cieszę! Chciałbym, żeby ta +Mowa ptaków+ przyniosła ci coś dobrego. Bo ja doskonale wiem, jak się mogłaś czuć przez te wszystkie lata”. Wtedy Mateusz był jeszcze przed premierą „Furiozy”, trochę opowiadał mi o tym filmie. A potem zobaczyłam „Furiozę”, Mateusza w roli Goldena i wykonałam podobny telefon do niego, żeby powiedzieć mu: „Jak ja się cieszę, stary! Mam nadzieję, że da ci to coś dobrego”. Myślę, że „Furioza” dużo zmieniała w zawodowym życiu Mateusza i to jest cudowne. Daje nadzieję.

PAP Life: Rzeczywiście, Mateusz Damięcki zaczął grać inne role. Powstała też druga część „Furiozy”.

M.Ż.T.: U mnie „Mowa ptaków” jeszcze nie do końca była punktem zwrotnym. Po pierwsze, była trochę niszowym filmem, a po drugie, tak się złożyło, że za chwilę wydarzyła się pandemia, lockdowny i na dwa lata właściwie wszystkie projekty zostały zawieszone. A ja urodziłam drugie dziecko, więc też się na tym wtedy skupiłam. Dziś myślę, że „Mowa ptaków” była takim cudownym rozbiegiem do tego, co się teraz wydarza.

PAP Life: Napisałaś na Instagramie, że Justyna to jedna z tych postaci, które z tobą zostaną na dłużej. Co miałaś na myśli?

M.Ż.T.: Minął już ponad rok, odkąd zrobiliśmy ten serial i kiedy go teraz obejrzałam, wszystko we mnie odżyło. Poczułam, że tęsknię za Justyną. Bo ja bardzo lubiłam nią być. Na pewno to, czego mnie nauczyła i co mi dała – to siła. Nie mówię na życie, bo myślę, że jeśli chodzi o walkę o własne marzenia, o rodzinę, to nigdy mi tej siły nie brakowało. Ale nie miałam takiej zawodowej siły. Wiary we własne możliwości. Zagranie Justyny okazało się też bardzo wyzwalającym i oczyszczającym doświadczeniem. W normalnym życiu wiele emocji muszę trzymać pod kontrolą lub dusić w sobie. Kulturalny człowiek przecież wie, jak powinien się zachować w różnych sytuacjach, co może powiedzieć, a czego nie. Chociaż może czasami chciałby tak jak Justyna puścić wiąchę - na pewno jest to zdrowsze.

PAP Life: Faktycznie, Justyna nie przebiera w słowach. To było dla ciebie trudne, żeby mówić jej językiem?

M.Ż.T.: Na co dzień uważam na słowa i raczej takim językiem się nie posługuję (śmiech). Ale też znam ten język, wspominałam, że wychowywałam się koło stadionu i różne słowa wpadały przez okno. W czasie kręcenia musiałam po prostu przejść na język Justyny - trochę tak, jakbym przechodziła na angielski czy włoski. Pamiętam, jak kilka miesięcy po zakończeniu zdjęć pojechałam na postsynchrony. Musiałam poprawić jedną scenę, bo jakiś dźwięk się zatarł. Usiadłam, obejrzałam i mówię do chłopaków: „Poczekajcie, muszę to jeszcze trzy razy przesłuchać. Nie potrafię tak od razu wejść w ten sposób mówienia”. Więc to też nie było dla mnie do końca łatwe. Kiedy kręciłam film, to Justyna „wchodziła” we mnie. Oczywiście w domu nie byłam Justyną, ale zdarzały się takie sytuacje, kiedy ktoś mi podniósł trochę ciśnienie i ostro zareagowałam. Kilka razy mój mąż mnie stopował: „Hej, nerwy na wodzy, jesteś w domu, a nie na planie!”.

PAP Life: Kiedy oglądałam „Kibica”, zwróciłam uwagę na okropne włosy Justyny - przepalone, z czarnym odrostem. Te włosy pomogły ci zbudować postać?

M.Ż.T.: Bardzo. Pamiętam, że już w pierwszym etapie, kiedy ta rola została mi zaproponowana, padło pytanie, czy dam sobie zniszczyć włosy. Od razu powiedziałam, że jeśli to jest potrzebne, to oczywiście, że tak. Faktycznie, nie dało się inaczej niż po prostu fizycznie je spalić. Od góry był robiony ciemny odrost, a po 10 czy 15 centymetrach żółtojajeczny blond. Mój fryzjer, z którym się przyjaźnię, podjął się tej drastycznej zmiany. Śmialiśmy się, że to jest antyreklama dla jego salonu, ponieważ włosy wyglądały okropnie, zaczęły się kruszyć, wypadać. Co chwilę różni fryzjerzy pisali do mnie, kto mi je tak zniszczył, i proponowali, że chętnie je poprawią (śmiech). Ale nie tylko włosy, cała metamorfoza była ważna. Dotychczas, jak grałam w serialach, to zawsze na planie byłam pierwsza, bo moja charakteryzacja zajmowała godzinę, półtorej. A tutaj mogłam przyjechać na 10 minut przed rozpoczęciem zdjęć. Stasiu Doliński, który mnie charakteryzował, miał tylko trzy farbki: czarną, zieloną, szarą, którymi malował mi na twarzy zmęczenie i pogłębiał zmarszczki. Kiedy przyjeżdżałam na plan wypoczęta, wydawał się tym faktem niepocieszony: „O nie, wyspałaś się dzisiaj”.

Dziewczyny od kostiumów z góry mnie przeprosiły, że wszystko mi kupują o rozmiar, dwa za małe, żeby trochę mi się wylewało tu i ówdzie. To był też taki znak, że to są ubrania z dawnych czasów. Justyna kiedyś miała lepszą figurę, dzisiaj ma gorszą, ale nie ma kasy, żeby kupić sobie coś nowego. Ona po prostu funkcjonuje w określonym środowisku, pochodzi z takiej, a nie innej rodziny. Ale ja bardzo chciałam tak ją zagrać, żeby widz dostrzegł, że ona na maksa się stara być dobrą matką i uratować swoje dziecko.

PAP Life: Niestety to się nie udaje.

M.Ż.T.: I to też prowokuje do postawienia wielu pytań: czy to jest jakieś fatum, które wisi nad tą rodziną, czy to środowisko po prostu przygniata i wokół jest zbyt wiele ciemności, zła, złych ludzi, żeby ktoś mógł się z tego wyrwać?

PAP Life: Podobno jest to możliwe pod warunkiem, że w otoczeniu znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która poda rękę, pokaże inną drogę.

M.Ż.T.: Dla mnie w tym serialu potencjał na taką osobę miał nauczyciel w technikum stolarskim. Nie wiem, może zabrakło mu determinacji, żeby o Kubę (syn Justyny - red.) zawalczyć. Wiem też, że jest taka teoria, że są osoby o tak silnej konstrukcji psychicznej, które zawsze będą chciały wyjść w górę, „na powierzchnię”, których nie pogrąży mrok, nigdy nie będzie ich ciągnęło w dół. Kuba na pewno do nich nie należał. On idzie za złem, które go trochę pociąga. Kusi, aż w końcu przejmuje nad nim kontrolę. Ale jest szansa, że jego młodszy brat Mikołaj pójdzie inną drogą. W życiu też obserwowałam różne historie, nie jestem odklejona od rzeczywistości. Wychowałam się na dawnych terenach popegeerowskich, moi rodzice byli wiejskimi nauczycielami, którzy w wakacje dorabiali na saksach, a ja chodziłam w używanych ciuchach przywożonych z Niemiec od jakiejś rodziny. Niczego mi nie brakowało, ale też na wiele rzeczy nie było nas stać.

PAP Life: Ale nie poszłaś na skróty.

M.Ż.T.: Bo ja właśnie zawsze miałam silną konstrukcję psychiczną. To zresztą kiedyś, jak byłam w terapii, potwierdziła mi moja pani psycholog. Byłam zdeterminowana, że chcę stamtąd wyjechać, i wiedziałam, że jedyną drogą jest to, że muszę się uczyć. Uwielbiałam konkursy recytatorskie, zachwycałam się filmami Andrzeja Żuławskiego i stąd mi wpadło to aktorstwo. Właściwie to tyle, bo do najbliższego teatru miałam przecież 100 kilometrów. Ale pamiętam, że jak do niego pojechałam, to wszystko mnie tam zachwycało. I ta pasja była silniejsza od wszystkiego innego, mimo że się ze mnie śmiano. Na zjeździe z okazji 20-lecia matury koledzy powiedzieli: „Wiesz co, wow, ty to zrobiłaś”. Widziałam szacunek w ich oczach, że miałam marzenie i dopięłam swego. Ale przecież nie jest tak, że tylko mnie się udało. Różne są losy moich znajomych - niektóre tragiczne, a inne wspaniałe.

PAP Life: Wiążesz z rolą Justyny jakieś nadzieje na zawodowy zwrot?

M.Ż.T.: Ja już tyle w życiu przeżyłam jako aktorka, że na nic się nie nastawiam, niczego nie oczekuję. Jestem szczęśliwa, bo dostaję cudowny feedback od ludzi, od niektórych krytyków też, ale już wiem, że życie aktora to sinusoida. Jeżeli coś fajnego się wydarzy – wspaniale. Jeśli się nie wydarzy – okej, dalej będę mamą, będę miała więcej czasu dla dzieci. One dały mi takie cudowne oparcie, że już na nic nie czekam. Po „Kibicu” odeszłam z „Na dobre i na złe”, bo poczułam, że chcę robić więcej takich rzeczy. Ale też zdawałam sobie sprawę, że one mogą się nie wydarzać. I przez ostatni rok faktycznie niewiele zawodowo zrobiłam. Grałam w teatrze, a wolny czas, którego miałam dużo, poświęciłam na rozwijanie siebie. Zaczęłam uprawiać różne sporty, pilates, aerial jogę, grać w tenisa, zdobywać nowe umiejętności. W takich momentach dużo czasu spędzam na samorozwoju. Poza tym uważam, że lepiej być głodnym grania, niż czuć przesyt. Kiedy byłam na planie „Kibica” i słyszałam „akcja”, czułam, że chcę wykorzystać każdą sekundę bycia na ekranie. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/moc/ag/

Marta Żmuda Trzebiatowska wychowała się w Przechlewie na Kaszubach. W 2007 roku ukończyła Akademię Teatralną w Warszawie. Popularność przyniosły jej role w filmie „Nie kłam, kochanie” oraz serialu „Teraz albo nigdy”, za którą nagrodzono ją Telekamerą. W 2010 roku rozpoczęła pracę w stołecznym Teatrze Kwadrat. W nim też poznała swojego przyszłego męża, też aktora - Kamila Kulę, z którym wychowuje dwoje dzieci. Za rolę Jakubcowej w filmie Xawerego Żuławskiego „Mowa ptaków” (2019) otrzymała nominację do nagrody Orła za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą. Ostatnio zagrała jedną z głównych ról w serialu „Kibic” (Netflix). Ma 40 lat.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Reklama

Fałszywe nagie zdjęcia dziecka i AI. UODO: przepisy są, problemem jest ich niestosowanie (wywiad)

Sprawa deepfake’ów z udziałem dziecka z Mazowsza ujawniła problemy ze stosowaniem prawa wobec nowych technologii. Prezes UODO Mirosław Wróblewski wskazuje, że obowiązujące przepisy pozwalały na ściganie sprawców, lecz nie zostały użyte.Data dodania artykułu: 27.01.2026 09:59
Fałszywe nagie zdjęcia dziecka i AI. UODO: przepisy są, problemem jest ich niestosowanie (wywiad)

Dziś w kraju i na świecie (wtorek, 27 stycznia)

Dziś jest wtorek, dwudziesty siódmy dzień roku. Wschód słońca o godz. 7.26, zachód o 16.11. Imieniny obchodzą m.in. Chryzostom, Dacjusz, Elwira, Henryk, Jan, Jerzy, Julian, Karolina, Leander, Leandra, Przemysław, Rozalia.Data dodania artykułu: 27.01.2026 00:00
Dziś w kraju i na świecie (wtorek, 27 stycznia)

Sondaż IBRiS dla Onetu: Nawrocki numerem jeden; rośnie zaufanie do Tuska i Sikorskiego

Prezydent Karol Nawrocki pomimo lekkiego spadku utrzymuje pozycję lidera sondażu zaufania przeprowadzonego dla Onetu przez IBRiS. Na podium znaleźli się też szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski oraz premier Donald Tusk; obaj zaliczyli wzrosty o odpowiednio 3 i 4,4 pkt proc.Data dodania artykułu: 26.01.2026 21:24
Sondaż IBRiS dla Onetu: Nawrocki numerem jeden; rośnie zaufanie do Tuska i Sikorskiego

Dziś w kraju i na świecie (poniedziałek, 26 stycznia)

26 stycznia w Warszawie prezydent Karol Nawrocki spotka się z ministrem Radosławem Sikorskim, by rozstrzygnąć spór o nominacje ambasadorskie i omówić ewentualne przystąpienie Polski do Rady Pokoju. Tego samego dnia Pałac przyjmie prezydent Mołdawii Maię Sandu, MSZ gościć będzie saudyjskiego ministra, a PKOl ogłosi skład na igrzyska w Mediolanie.Data dodania artykułu: 26.01.2026 00:00
Dziś w kraju i na świecie (poniedziałek, 26 stycznia)
Reklama
Zawody Kontrolne w Arenie Lodowej

Zawody Kontrolne w Arenie Lodowej

Szybkość, setne sekundy i forma na półmetku sezonuSezon w Arenie Lodowej trwa w najlepsze – lód jest gotowy, a zawodnicy nie zwalniają tempa. Już 1 lutego 2026 roku obiekt zaprasza na Zawody Kontrolne w łyżwiarstwie szybkim. To nie jest impreza „na pokaz”, tylko konkretny, sportowy sprawdzian: pomiar aktualnej formy, test szybkości i ważny element przygotowań przed dalszą częścią sezonu.Kiedy i gdzie?📅 01.02.2026 (niedziela)🕙 10:00 – 12:00📍 Arena LodowaKto startuje i na jakich dystansach?W zawodach rywalizować będą kobiety i mężczyźni, a program obejmuje dwa klasyczne dystanse sprinterskie:500 m1000 mTo właśnie na tych odcinkach najlepiej widać, ile znaczy technika, rytm i praca nóg – a różnice na mecie potrafią zamknąć się w setnych i dziesiątych częściach sekundy.Dlaczego „kontrolne” są takie ważne?Zawody kontrolne są dla zawodników czymś w rodzaju sportowego „przeglądu technicznego”. Trenerzy dostają twarde dane:jak wygląda start,czy tempo jest stabilne,gdzie zawodnik traci czas na łukach,jak wypada praca na finiszu.A dla samych łyżwiarzy to szansa, by sprawdzić się w warunkach zbliżonych do tych najważniejszych – pod presją, z pomiarem czasu, w realnej rywalizacji.Informacje dla zawodników: zapisy📩 Zgłoszenia przyjmowane są mailowo: [email protected]🗓 do 30.01.2026 (piątek) do godz. 12:00Warto nie zostawiać tego na ostatnią chwilę – start w zawodach kontrolnych to często jeden z kluczowych punktów planu treningowego na ten etap sezonu.Zaproszenie dla kibiców: zobacz szybkość z bliskaDla kibiców to świetna okazja, by przekonać się, jak wygląda łyżwiarstwo szybkie „od środka”. Z trybun widać najlepiej, że tu nie wygrywa ten, kto jedzie „ładnie”, tylko ten, kto potrafi urwać ułamki sekund: na starcie, w dojeździe do łuku, na wyjściu i na ostatnich metrach.Jeśli lubisz sport, który jest równocześnie widowiskowy i bezlitośnie precyzyjny – 1 lutego Arena Lodowa będzie właściwym adresem.Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.02.2026

Polecane

Epidemia wśród działaczy PiS w Tomaszowie.

Epidemia wśród działaczy PiS w Tomaszowie.

Po zmianie powiatowych władz oraz kierownictwa tomaszowskiego szpitala, nastąpił prawdziwym wysyp zwolnień chorobowych. Kolejne osoby poczuły dolegliwości i dostarczyły pracodawcy L4. Na zwolnieniach są więc zatrudniani w szpitalu partyjni funkcjonariusze, zajmujących dotąd wysoko wynagradzane dyrektorskie stanowiska. Źle poczuli się nie tylko Marek Sarwa, Janusz Loda, czy Krzysztof Pardej, ale też radna Marta Lublin, Radosław Marzec. pełniący funkcję rzecznika prasowego oraz rzecznika pacjentów równocześnie. Z częścią "fachowców", zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych prezes Konrad Borowski rozwiązał umowy. Wiele z nich budzi wątpliwości prawne i być może ich analizą zajmie się prokuratura, ponieważ mogą one wykraczać poza niegospodarność o niskim poziomie szkodliwości społecznej.Data dodania artykułu: Wczoraj, 11:24 Liczba komentarzy: 13 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Ekstraklasa piłkarska - trener Widzewa: porażka 1:3 to zbyt wysoki wymiar kary27 stycznia: Regionalne Akademickie Targi Edukacyjne w TomaszowieCharytatywny koncert dla Jakuba i Adama. Tomaszów Mazowiecki zagra, żeby zostać z nimi na dłużejEPiC: Elvis Presley in Concert – film, który zabierze Cię za kulisy legendy rockaDziś w kraju i na świecie (sobota, 31 stycznia)Wizyta w Urzędzie Marszałkowskim – rozmowy o zdrowiu, edukacji i drogachBal Karnawałowy w MCK Tkacz – parkiet, który nie chciał zasnąćRadny, mundur i Marsz Niepodległości. Szczepan Goska ukarany grzywną i naganąIgrzyska 2026 - Semirunnij wciąż z nadziejami na start na 5000 mPODWÓJNY MARATON ANTYWALENTYNKOWY – PIĄTEK 13-GO!Bezpieczny wyjazd na narty i snowboard – na co szczególnie zwrócić uwagę przy wyborze ubezpieczenia?Epidemia wśród działaczy PiS w Tomaszowie.
Reklama
Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

1. Podstawowym obowiązkiem dozorcy jest dbałość o powierzone jego pieczy budynki i ich wyposażenie w urządzenia techniczne.2. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości i właściwych służb technicznych o dostrzeżonych uszkodzeniach lub wadliwym działaniu instalacji i urządzeń technicznych.3. Podejmowanie doraźnych działań w zakresie ochrony mieszkańców przed niebezpiecznymi skutkami uszkodzeń lub wadliwego działania urządzeń wspólnego użytku.4. Niezwłoczne usuwanie skutków opadów śniegu i gołoledzi w okresie zimowym.5. Sprzątanie, konserwacja i właściwe utrzymywanie przydzielonych terenów zielonych w okresie letnim.6. Udział w organizowanych akcjach sanitarno-porządkowych, odśnieżania, odgruzowywania itp.7. Dbałość o należyty stan wyposażenia nieruchomości, sprzętu ppoż. oraz pojemników do gromadzenia nieczystości, zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności ich wymiany.8. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności wywozu nieczystości.9. Czuwanie nad sprawnym działaniem wszystkich punktów świetlnych w budynkach mieszkalnych i gospodarczych.10. Zgłaszanie do administratora faktów o samowolnym zajmowaniu lokali.11. Zawiadamianie zarządcy nieruchomości o rażących przypadkach naruszania przez mieszkańców regulaminu porządku domowego.12. Wywieszanie flag z okazji świąt i uroczystości oraz utrzymywanie ich w czystości.13. Rozklejanie ogłoszeń, dostarczanie lokatorom korespondencji dot. zmian wysokości czynszu, upomnień itp.14. Wystawianie pojemników na odpady komunalne, selektywne i biodegradowalne zgodnie z harmonogramem wywozów przedstawionych przez firmę zajmującą się wywozem odpadów; wstawianie opróżnionych pojemników w wyznaczone miejsce.15. Sprzątanie pozostałości odpadów w miejscu składowania pojemników.16. Dbałość o należyty stan sprzętu i narzędzi przeznaczonych do utrzymywania porządku i czystości posesji.17. Wykonywanie innych czynności nieobjętych niniejszym zakresem obowiązków, a wynikających z umowy o pracę, obowiązujących przepisów oraz poleceń administratora. 
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: XxxTreść komentarza: Tak dla etnografaŹródło komentarza: Wizyta w Urzędzie Marszałkowskim – rozmowy o zdrowiu, edukacji i drogachAutor komentarza: Kow.Treść komentarza: Odczep się Pan od Kowalczyków. Ja też jestem Kowalczyk choć nie przy korycie samorządowym.Źródło komentarza: Rada Powiatu Tomaszowskiego wybrała starostę, lecz nie skompletowała ZarząduAutor komentarza: Obywatel TomaszowaTreść komentarza: Fajnie ,że pan minister działa w Tomaszowie ale mam pytanie czy po ostatniej powodzi odbudowaliscie już wszystkie mosty ,które były uszkodzone?Źródło komentarza: Most na ul. Legionów pod lupą ekspertów. Analiza stanu technicznego przeprawy nad WolbórkąAutor komentarza: EwelinaTreść komentarza: Sezon grypy w pełni ale ci co wzięli po siedem dawek na Covida, nie chorują... jakby grypa ich omijała. Ci obecnie chorzy też powinni sięgnąć po kolejne dawki to nie byłoby zwolnień chorobowych.Źródło komentarza: Epidemia wśród działaczy PiS w Tomaszowie.Autor komentarza: TomMazTreść komentarza: No co od dzisiaj mamy uśmiechniętego prezydenta witKOŹródło komentarza: Marcin Witko poza PiS? Narasta spór o polityczne konsekwencje powiatowego przesileniaAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Urzędnicy, którzy załatwili tę pomoc dla strażaków, powinni mieć z tyłu głowy to, że jak zmieni się opcja polityczna w Warszawie, czyli znów przyjdzie PiS, to te pisiory mogą powtórzyć numer ryżego donka i znów będą wsadzać do aresztu i ciągać po sądach tych urzędników.Źródło komentarza: Tomaszów wzmacnia strażaków na czasy „pogody ekstremalnej”. Unijna dotacja na wozy, drony i agregat
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama