A że do święta został jeszcze 1 dzień, to jest ostatni moment, żeby:
- rozprostować barki,
- sprawdzić zasięg ramion,
- oraz przygotować minę „ja tylko na szybkie, bez dramatu”.
Skąd to się wzięło? Czyli jak Michigan uratowało ludzkość przed styczniem
Historia jest pięknie prosta. W USA, w miasteczku Caro (Michigan), pewien człowiek o imieniu Kevin Zaborney uznał, że okres między Nowym Rokiem a Walentynkami bywa dla wielu ludzi dość dołujący. No bo tak: święta już zjedzone, postanowienia noworoczne już zepsute, a do serduszek jeszcze daleko. Trzeba było czegoś, co podniesie morale.
I tak narodziło się święto przytulania, a pierwsze obchody odbyły się 21 stycznia 1986 roku. Pomysł rozlał się po świecie szybciej niż plotka na osiedlu — pomogło też to, że inicjatywa trafiła do znanego kalendarza wydarzeń w USA (Chase’s Calendar of Events). Efekt? Dziś święto obchodzą m.in. Australia, Anglia, Argentyna, Kanada, Niemcy, Szwecja, Holandia, Bułgaria, Kolumbia, Rosja czy RPA. Czyli krótko: globalna akcja „ramiona w ruch”.
Jak świętować, żeby było miło, a nie niezręcznie
Przesłanie jest łatwe: ludzie mają częściej okazywać sobie czułość — rodzinie, przyjaciołom, a czasem nawet obcym. I tu wchodzą ważne zasady, które powinny wisieć na tablicy ogłoszeń obok „nie dokarmiać gołębi”:
- Zgoda jest seksi – pytanie „przytulić?” naprawdę nikogo nie boli.
- Nie każdy jest z gatunku „misiek” – czasem ktoś jest bardziej „żółwik na dystans”.
- Dopasuj przytul do relacji – inne są standardy dla babci, inne dla kolegi z pracy, a jeszcze inne dla pana, który stoi w kolejce i tylko chciał zapłacić rachunek.
Po co to wszystko? Bo organizm lubi, kiedy człowiek nie jest samotną wyspą
To święto niby żartobliwe, ale ma też „misję”: przeciwdziałać izolowaniu się ludzi, zamykaniu w domach i spadkowi poczucia bezpieczeństwa. A przytulanie ma bonusy, które brzmią jak reklama suplementu, tylko bez tabletek:
- zmniejsza stres i strach,
- może obniżać ciśnienie,
- wspierać serce i odporność,
- a do tego podnosi poziom dopaminy, co w parach potrafi zrobić… no, miłą atmosferę.
Rekordy? Oczywiście, że rekordy. Ludzie są w stanie rywalizować nawet w „tuleniu”
Jeśli myślisz, że przytul to tylko „na chwilę”, świat mówi: „Potrzymaj mi herbatę.”
W 2010 roku Nick Vujicic przytulił 1749 osób w godzinę w Oregonie. A w Polsce padł rekord najdłuższego przytulania: pięć par przytulało się na Dworcu Centralnym w Warszawie przez 25 godzin. Czyli: romantycznie, ale też logistycznie wymagająco. (Spróbuj tyle wytrzymać bez „dobra, ja tylko do toalety”!)
Plan na środę (21 stycznia): wersja dla ludzi zapracowanych
Nie musisz od razu bić rekordów Guinnessa. Wystarczy:
- przytulić kogoś bliskiego (albo nawet siebie — serio, działa),
- wysłać wiadomość: „hej, dawno się nie widzieliśmy”,
- albo zrobić wersję minimalistyczną: ciepła herbata + przytul + brak telefonu przez 10 minut.
Bo choć Międzynarodowy Dzień Przytulania wypada raz w roku, to prawda jest prosta: każdy dzień jest dobry, żeby komuś zrobić trochę lepiej.





























































Napisz komentarz
Komentarze