Leczenie chemioterapią trwało ponad pół roku i początkowo dawało nadzieję na trwałe wyzdrowienie. Gdy w 2022 roku przygotowywała się do ślubu, podczas rutynowej kontroli przyszła wznowa. Dziesięć dni przed weselem zapadła decyzja o pilnym przeszczepie szpiku od brata, bez możliwości zabezpieczenia płodności. Ślub odbył się symbolicznie, a dzień później Kinga wróciła do szpitala, by w październiku przejść allogeniczny przeszczep. Przez chwilę wszystko wskazywało na wygraną – wyniki były idealne, a życie zaczęło się odbudowywać.
Ta normalność nie trwała jednak długo. Dwa lata po przeszczepie doszło do pozaszpikowej wznowy, a następnie – mimo leczenia ambulatoryjnego – we wrześniu 2025 roku do trzeciego nawrotu choroby w szpiku. Intensywna chemioterapia reindukująca okazała się nieskuteczna, a standardowe możliwości leczenia zostały wyczerpane. Dla 29-letniej kobiety padła decyzja o postępowaniu paliatywnym, którą przełamało jedynie skierowanie do badania klinicznego w Warszawie – dziś to jej jedyna szansa. Kinga od miesięcy niemal nie opuszcza szpitala, zmaga się z ciężkimi powikłaniami i żyje w izolacji, wspierana nieustannie przez męża. Ta historia to nie prośba o komfort, lecz wołanie o czas i możliwość leczenia tam, gdzie inne drogi już się zamknęły.




































































Napisz komentarz
Komentarze