Tyle że kiedy patrzy się na ten sukces z perspektywy Tomaszowa Mazowieckiego, trudno uniknąć gorzkiej refleksji. Bo w naszym mieście powraca pytanie, które nigdy nie doczekało się jasnej odpowiedzi: dlaczego rozwój diagnostyki PET przy tomaszowskiej onkologii utknął w miejscu? I dlaczego przez długi czas w tej sprawie panowała cisza.
Pisma, które miały pozostać bez odpowiedzi
W środowisku związanym z tomaszowską onkologią od dawna mówi się o tym, że Affidea NU-MED, prowadząca w mieście nowoczesny ośrodek leczenia nowotworów, kierowała do władz powiatu pisma dotyczące inwestycji związanej z diagnostyką PET.
Według tych relacji na część z nich odpowiedzi miało nie być przez długi czas.
Jeśli rzeczywiście tak było, sprawa przestaje być administracyjnym drobiazgiem. Bo w onkologii każda decyzja – lub jej brak – ma bardzo realne konsekwencje. To nie jest kwestia papierów i procedur. To jest kwestia czasu i szans pacjentów.
A w chorobach nowotworowych czas często oznacza wszystko.
Dlatego pytanie o to, dlaczego starosta Mariusz Węgrzynowski nie odpowiadał na składane pisma, nie jest pytaniem politycznym. To pytanie o standard działania samorządu w sprawach, które dotyczą zdrowia mieszkańców.
Gdy inni przyspieszają, Tomaszów stoi
W Łodzi lekarze właśnie pokazali, że diagnostyka PET może być wykorzystywana już na etapie planowania operacji mózgu. W jednym ośrodku pacjent dostaje pełną ścieżkę leczenia: diagnostykę, operację, radioterapię i dalszą terapię.
To jest model nowoczesnej onkologii.
A Tomaszów? Tu wciąż wraca pytanie, czy miasto i powiat nie straciły kilku lat, które można by wykorzystać na rozwój jeszcze nowocześniejszej diagnostyki.
Bo ośrodek onkologiczny NU-MED w Tomaszowie już dziś jest jednym z ważniejszych w regionie. Leczy pacjentów z kilku powiatów. Dysponuje radioterapią, chemioterapią i zapleczem diagnostycznym.
Tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego kwestia PET – kluczowej technologii w onkologii – nie została potraktowana jako absolutny priorytet.
Cisza samorządu bywa najdroższa
W lokalnej polityce często słyszymy wielkie słowa o trosce o zdrowie mieszkańców. O rozwoju medycyny. O wspieraniu inwestycji.
Ale prawdziwym testem tych deklaracji są momenty, kiedy na biurko trafiają konkretne pisma i konkretne projekty.
Wtedy nie wystarczy konferencja prasowa ani zdjęcie z przecinania wstęgi. Wtedy trzeba podjąć decyzję. Odpowiedzieć. Rozmawiać. Przyspieszyć procedury.
Albo – jak twierdzą niektórzy – po prostu milczeć.
I jeśli rzeczywiście przez miesiące sprawa rozwoju diagnostyki PET przy tomaszowskiej onkologii była odkładana, ignorowana lub spowalniana, to nie jest to już tylko spór między instytucjami.
To jest historia o tym, jak łatwo w Polsce zatrzymać coś, co mogłoby pomóc chorym ludziom.
Czy opieszałość to choroba zakaźna
W samorządach mówi się, że nie tylko zakaźna ale wręcz śmiertelna, bo mimo zmiany zarządu powiatu, nadal nie ma ostatcznej decyzji, co do zgody na wydzierzawienie kawałka terenu, by mógł powistać nowy budynek. Czy tematem zajmie się rada na jednej z najbliższych sesji?

























































Napisz komentarz
Komentarze