„W takich chwilach człowiek myśli tylko jedno: żeby żył. Reszta przestaje mieć znaczenie” – mówi jedna z osób, które w podobnych sytuacjach dzwoniły na numer alarmowy, kiedy „coś się w domu urwało”. To nie jest opowieść o sensacji. To historia o kryzysie, który może dotknąć każdego – i o tym, jak bardzo liczą się minuty oraz odwaga, by poprosić o pomoc.
„Nie wyglądał na kogoś, kto pęka”. Kryzys często nie ma „twarzy”
Osoby w kryzysie psychicznym nie zawsze sygnalizują go wprost. Zdarza się, że na zewnątrz wszystko wygląda „normalnie”, a w środku narasta bezradność, lęk i poczucie, że nie ma wyjścia. „To był typ, który zawsze wszystko ogarniał. Praca, dom, obowiązki. A potem nagle cisza” – usłyszałem kiedyś od znajomego, który stracił bliską osobę. Takie zdania wracają jak echo, bo pokazują najtrudniejszą prawdę: kryzys bywa niewidoczny.
Specjaliści mówią wprost: najczęściej to nie jeden powód, ale splot czynników – depresja, lęk, bezsenność, uzależnienia, przewlekły stres, konflikty w rodzinie, straty, problemy finansowe. Dochodzą przyczyny społeczne i kulturowe: presja, by „dawać radę”, wstyd przed przyznaniem się do słabości, samotność mimo ludzi dookoła. Szczególnie u mężczyzn wciąż działa szkodliwy schemat: „masz się nie skarżyć”.
„Najgorsze jest to, że człowiek w kryzysie zaczyna wierzyć, że jest ciężarem. I wtedy milknie” – mówi terapeutka pracująca z osobami po próbach samobójczych. „A milczenie potrafi być głośniejsze niż krzyk”.
„Zadzwoń. Nawet jeśli się mylisz” – co robić, gdy coś Cię niepokoi
W takich sytuacjach liczy się prosty odruch: reaguj. Nie czekaj na „pewność”, nie szukaj idealnych słów. „Pomyślałam: zadzwonię, bo wolę wstydzić się paniki niż żałować, że nie zrobiłam nic” – mówi kobieta, która kiedyś wezwała pomoc dla bliskiej osoby. To jest dokładnie ta decyzja, która ratuje życie.
Jeśli widzisz, że ktoś jest w kryzysie, zostaw na boku ocenianie i „motywacyjne” formułki. Lepiej powiedzieć: „Jestem. Martwię się. Chcę ci pomóc” niż: „Weź się w garść”. Warto też zapytać wprost, czy pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia – eksperci podkreślają, że takie pytanie nie „podsuwa pomysłu”, a często przynosi ulgę, bo ktoś wreszcie nazywa problem po imieniu.
„W kryzysie nie potrzebujesz kazania. Potrzebujesz człowieka obok” – słyszą często osoby pracujące na liniach wsparcia. I dodają: jeśli ryzyko jest realne, nie zostawiaj bliskiego samego, dzwoń po pomoc, zadbaj o bezpieczeństwo tu i teraz.
W sytuacji zagrożenia życia zawsze dzwoń pod 112.
Dodatkowo dostępne są bezpłatne formy wsparcia:
- 800 70 2222 – całodobowe Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie (telefon, czat, e-mail).
- 116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania dla dorosłych.
- 116 111 – Telefon Zaufania dla dzieci i młodzieży.
Tomaszów: sprawna akcja i jeszcze ważniejszy „ciąg dalszy”
W opisywanym przypadku łańcuch zadziałał: telefon, szybkie działania, odnalezienie mężczyzny, opieka medyków. To pokazuje, że pomoc bywa bardzo konkretna – i zaczyna się od jednego kroku. Ale specjaliści zwracają uwagę na coś jeszcze: kryzys nie zawsze kończy się wraz z interwencją. Potrzebna jest dalsza opieka, kontakt ze specjalistą, rozmowa w rodzinie, czasem plan bezpieczeństwa na wypadek nawrotu gorszego stanu.
„Po wszystkim przychodzi zmęczenie i wstyd. I wtedy człowiek znów może zostać sam” – mówi osoba, która przeszła przez ciężki epizod depresyjny. Dlatego tak ważne jest, by po „uratowaniu” było także „zaopiekowanie”: spokojne towarzyszenie, leczenie, powrót do kontaktu ze światem.
Puentą niech będzie jedno zdanie
To, co wydarzyło się w Tomaszowie Mazowieckim, można opisać jako „szybką i skuteczną interwencję”. Ale w praktyce to coś więcej: dowód, że życie czasem zależy od telefonu wykonanego w porę i od tego, czy ktoś obok nie zignoruje sygnałów.
Jeśli masz wątpliwości – reaguj. Jeśli boisz się, że przesadzasz – reaguj. Bo w takich sprawach lepiej narobić zamieszania niż urządzić ciszę, której już nie da się odkręcić.

































































Napisz komentarz
Komentarze