Przyzwyczailiśmy się przy rozpatrywaniu zagadnień społecznych, dotyczących spraw kobiecych, brać pod uwagę przeważnie kobiety pracujące zawodowo.
Obecne warunki życia zmusiły liczny zastęp kobiet do podporządkowania swych zadań domowych zajęciom zawodowym, niezależnie od tego, czy są one spełniane w warsztacie rzemieślniczym, murach fabryki czy biura lub wolnym zawodzie.
Pomimo to po dziś dzień istnieje również wielka ilość kobiet, których terenem pracy pozostał nadal własny dom.
Na barki tych kobiet czasy obecne rzuciły znacznie cięższe i trudniejsze zadania niż dawne, a jednak wysiłki ich pozostały najczęściej, zwłaszcza przez mężczyzn, niedoceniane i nieuznawane.
Już parę lat temu rumuńska Liga Kobiet podniosła ciekawy problem — corocznych urlopów miesięcznych — dla każdej pani domu, mając na myśli nie kobiety pracujące zawodowo, lecz te, które pełnią obowiązki matek, gospodyń i t. d.
Projekt ten, tak dla nas nowy i niepraktykowany, wywołuje mimowolny uśmiech na usta.
Przeważna ilość kobiet odpowie nań odrazu: ależ to wszystko moje, pracuję wszak we własnym domu, w którym ja wszystkiem kieruję i rządzę! Lecz czyż najbardziej wszechwładni kierownicy, najgenialniejsi mistrzowie nie korzystają z urlopów wypoczynkowych? A przyznać trzeba, że większość naszych pań domu, by dotrwać do „pierwszego”, musi wykazać istotnie mistrzowskie zdolności.
Pozostawiając jednak w tej chwili na boku praktyczne uzasadnienie projektu rumuńskiej Ligi Kobiet, chcemy tu podnieść pewien psychologiczny rys, jaki problem ten z sobą wnosi.
Jest nim uznanie zajęć kobiecych w domu za pracę rzeczywistą i to pracę męczącą, po której odpoczynek uważany jest za konieczny, jak po każdej innej.
Gdyby pogląd ten ustalił się, przyniósłby on wiele zmian na lepsze w życiu tysięcy kobiet wszystkich sfer.
We współczesnych stosunkach gospodarczych kobieta musi dzielić wspólne z mężczyzną prace nad utrzymaniem domu i rodziny — nie jest to jednak koniecznie jednoznaczne z pracą zawodową.
Trudne warunki mieszkaniowe całym swym ciężarem spadają na kobiety, zmuszone do przebywania dzień cały w domu i pokonywania niezliczonych, płynących stąd utrudnień i kłopotów. Okrojone budżety domowe stawiają kobiety często wobec zadań wprost przerastających ich siły, zmuszają do spełniania własnemi rękami szeregu prac dotychczas niewykonywanych, a ciągłą troską o „wiązanie końca z końcem” wyczerpują nietylko siły fizyczne, lecz i moralne.
Praca ta jednak dotąd jest bagatelizowana. Do niedawna nie liczono się z nią wcale, a i w ostatnich czasach, pomimo coraz częstszych głosów domagających się jej uznania, większość mężczyzn nie zdaje sobie wcale sprawy z tego, że żony ich, zajęte tylko w domu, pracują naprawdę i narówni z nimi przyczyniają się do utrzymania domu i rodziny.
Praca ich nie przynosi nic „na pierwszego”, a więc tem samem nie liczy się w budżecie; tego zaś, co one zaoszczędzą lub z kosztów domowych wykreślą — skoro się nie wydaje — to i siłą faktów — nie rachuje się.
A gdyby tak naprawdę projekt rumuńskiej Ligi Kobiet został u nas urzeczywistniony i płatna pomoc musiałaby zastąpić odpoczywającą panią domu? Jakże wtedy inaczej cyfrowo przedstawiłaby się owa bagatelizowana dziś praca?
Zanim jednak dojdzie do tego, by mówić o realizacji tego rodzaju projektów, dążyć winniśmy do wywalczenia obywatelstwa powszechnego tej prostej prawdzie życiowej, że praca żony około domowego ogniska jest równorzędną z pracą zawodową męża.
Niechaj trud, żmudna i niepozorna praca owych tysięcy nieznanych i nieuznanych pracowniczek domowych, wychowawczyń przyszłych pokoleń zostanie oceniony i otoczony szacunkiem.
Niech każdy zrozumie i zapamięta, że matka i gospodyni domu, spełniająca sumiennie swe zadania — pracuje naprawdę.






























































Napisz komentarz
Komentarze