PAP: Globalna Flotylla Sumud nie dotarła z pomocą do Strefy Gazy, a aktywiści zostali zatrzymani. To fiasko?
Janina Ochojska, założycielka i była szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej: Akcja udała się, bo ludzie znów zaczęli mówić o Strefie Gazy. Wysłanie kolejnego konwoju z pomocą humanitarną będzie aktem symbolicznym, bo wojska izraelskie znów nie pozwolą, by dotarł do Strefy Gazy. Ale takie akty symboliczne są niezwykle ważne, bo mówią o tym, że pamiętamy, że się solidaryzujemy i sprzeciwiamy się temu, co Izrael robi w Strefie Gazy. Jeśli jest to czyjaś przegrana, to Izraela, który nie dopuszcza pomocy humanitarnej i boi się tego, żeby ludzie przybywający do Strefy Gazy nie zobaczyli, z czym mierzy się tamtejsza ludność.
PAP: Niezależni i neutralni pracownicy humanitarni stają się aktywistami i świadkami zbrodni. To dobrze?
J.O.: Zadaniem Globalnej Flotylli Sumud jest nie tylko dostarczenie pomocy humanitarnej, ale też zwrócenie uwagi na Strefę Gazy i wywołanie dyskusji. Zapomnienie pozostawia ludzi w totalnej beznadziei. Obwinia tych, którzy są obojętni, członków rządów, którzy mogliby coś zrobić, ale nie robią, a także nas. Nie możemy powiedzieć, że skoro rząd nic nie robi, to my też nic nie możemy. Możemy jako społeczeństwo obywatelskie. Nie każda rodzina, nie każda osoba ma zasoby, żeby się w tę pomoc zaangażować, ale chodzi o to, żeby wiedzieć; żeby podpisać się pod protestem. Wierzę w siłę protestu, ona jest ulotna, ale ma znaczenie.
PAP: Czy to zainteresowanie przełoży się na sytuację Palestyńczyków?
J.O.: Dotychczasowe zabiegi dyplomatyczne niewiele dały, ale gdy jeszcze byłam w Parlamencie Europejskim, udało się przypomnieć o losach kilku osób i im pomóc. Dlatego zastanawiam się, czy nie wrócić do próby ewakuacji piątki dzieci ze Strefy Gazy, które wymagają leczenia. Polska jest w stanie sfinansować ich pobyt i leczenie przy udziale organizacji pozarządowych. Kilka miesięcy temu podjęliśmy taką próbę. Zabrakło jednak zgody na najwyższym szczeblu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Wierzę, że doprowadzimy do ewakuacji tych dzieci właśnie dzięki takim głośnym akcjom jak Globalna Flotylla Sumud. Popieram symboliczne akcje, bo chociaż mogą wydawać się pozbawione konkretnego wpływu, to jednak budują świadomość. Bardzo bliska jest mi filozofia Mariana Turskiego, który mówił, że obojętność zabija. Moja obojętność wobec sytuacji w Strefie Gazy przyczynia się do śmierci ludzi, dlatego staram się zawsze coś robić, nawet jeśli ogranicza się to jedynie do zdobywania wiedzy i świadomości.
PAP: O granicy polsko-białoruskiej, o uchodźcach próbujących otrzymać azyl, jest cicho; czy to oznacza, że Polacy nie chcą już wiedzieć?
J.O.: Rząd wykorzystał słowa: „bezpieczeństwo” i „szczelność”, żeby zbudować narrację wrogą migracji i migrantom. Rząd używa języka, który budzi niepokój w ludziach, a oprócz tego stworzył z migracji i migrantów narzędzie polityczne do uzyskiwania wyższych notowań. Nie mogłam startować kolejny raz w wyborach do Parlamentu Europejskiego z powodu moich opinii wygłaszanych na temat migracji i polityki rządu. To, że nie słychać o osobach, które próbują przekroczyć granicę, nie wynika z tego, że takich osób nie ma. Wiemy o młodej Somalijce, która była cofana przez Straż Graniczną na Białoruś, mimo że chciała złożyć w Polsce wniosek o ochronę międzynarodową. Skończyła się jej wiza białoruska i przebywa w areszcie deportacyjnym. Wróci do Somalii, chyba że uda jej się kupić bilet do bezpiecznego dla niej kraju afrykańskiego. Ponieśliśmy porażkę. Nie my, aktywiści, ale Straż Graniczna i rząd, bo wypchnęli za granicę osobę potrzebującą pomocy, po torturach. Takich przypadków trochę jest. Politycy, także europejscy, którzy przyjeżdżają na granicę polsko-białoruską, nie spotykają się z organizacjami pozarządowymi, z ludźmi, którzy tam działają albo z mieszkańcami. Nie pytają ich o to, jaki wpływ na ich życie ma świadomość, że ktoś ukrywający się w lesie lub tuż przy ich domu, może potrzebować pomocy. Mówię o tym z ogromną goryczą.
PAP: Mogłoby być inaczej?
J.O.: Polska miała szansę zbudować własną politykę migracyjną, która mogłaby być przykładem dla całej Europy. Jesteśmy na początku drogi, którą Francja albo Niemcy już przeszły i mogliśmy to wykorzystać, uczyć się na ich błędach. Tak się nie stało.
PAP: Wartości wpisane w prawo międzynarodowe chwieją się? Czy z pani szerokiej pespektywy, udzielanie pomocy humanitarnej było kiedyś łatwiejsze?
J.O.: Polska Akcja Humanitarna zaczęła być rozpoznawana międzynarodowo, bo Polacy chcieli włączyć się w pomoc dla mieszkańców krajów, w których toczyły się wojny. Polacy pokazali także, jak wiele mogą, gdy rozpoczął się konflikt na Ukrainie. Ta pomoc była niesamowita. W Parlamencie Europejskim gratulowano nam postawy narodu, postawy obywatelskiej, odwagi; a dziś dochodzi do pobić i przemocy tylko dlatego, że ktoś mówi po ukraińsku.
PAP: Skąd wzięła się taka zmiana?
J.O.: Chodzi o to, że zmieniły się postawy wobec obcych, migrantów. Poprzedni rząd budował kulturę nienawiści do obcych. Ten rząd buduje kulturę antyimigrancką, która może przekonywać młodych ludzi, że „trzeba się z tymi Ukraińcami rozprawić”, bo coś nam zabierają. Nie buduje pozytywnego wizerunku migracji, opowieści o ludziach, którzy muszą migrować i o tym, jak wspólnie możemy stworzyć bezpieczne warunki do ich życia tutaj. Rząd używa słowa „bezpieczeństwo” tak, że staje ono w sprzeczności z obroną praw człowieka. Te wartości absolutnie można pogodzić. Nie wyobrażam sobie bezpieczeństwa bez ochrony praw każdego człowieka, ubogich, ofiar przemocy czy wojny. Prawa człowieka są niezbywalne i pomagać należy tak, żeby ich nie naruszać. To złota zasada, a jeżeli coś się z nią nie zgadza, to wartości ulegają zachwianiu. „Bezpieczeństwo” w powiązaniu ze słowem „szczelność” jest kojarzone z ochroną przed migracjami i budowaniem coraz większej zapory na granicy polsko-białoruskiej. Obawiam się o aktywistów, bo ich działania nie są popierane, a w prasie czasem pisze się, że łamią prawo i współpracują z białoruskimi służbami.
PAP: Czyli jest trudniej?
J.O.: Na pewno jest trudno. Z drugiej strony świadomość Polaków jest o wiele większa niż lata temu. Polacy chętnie pomagają. Pytanie, czy polityka rządu nie doprowadzi do zniszczenia tej delikatnej tkanki.
Rozmawiała Katarzyna Nocuń (PAP)



























































Komentarze