Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 29 września 2026 04:29
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Okrakien: Szkoły mojego życia (4) – Natura (ludzka), Kultura (osobista) i Sztuka (przetrwania)

Z Edwardem Wójciakiem wybieramy się w kolejną podróż, odwiedzając jego kolejne szkoły życia.

 

„Natura, przyroda – w najszerszym znaczeniu to wszechświat, rzeczywistość. Termin ten obejmuje także zjawiska fizyczne oraz życie – bez uwzględnienia wytworów i oddziaływania ludzi” (Wikipedia)

 

„Kultura, czyli cywilizacja, jest to złożona całość, która obejmuje wiedzę, wierzenia, sztukę, moralność, prawa, obyczaje oraz inne zdolności i nawyki nabyte przez ludzi jako członków społeczeństwa.” (Edward Taylor)

 

„ Sztuka – dziedzina działalności ludzkiej uprawiana przez artystów. Nie istnieje jedna spójna, ogólnie przyjęta definicja sztuki, gdyż jej granice są redefiniowane w sposób ciągły, w każdej chwili może pojawić się dzieło, które w arbitralnie przyjętej, domkniętej definicji się nie mieści. Sztuka spełnia rozmaite funkcje, m.in. estetyczne, społeczne, dydaktyczne, terapeutyczne, jednak nie stanowią one o jej istocie.  Sztuka narodziła się wraz z rozwojem cywilizacji ludzkiej. Można przypuszczać, że na początku pełniła przede wszystkim funkcję związaną z obrzędami magicznymi, którą zachowała u ludów pierwotnych. (Wikipedia)

 

Jak świat światem, a filozofowie – filozofami, mądrzy i przemądrzali, dyskutując na temat natury i kultury, często sobie te pojęcia przeciwstawiali. Istnieją również sądy zmierzające do kompromisu, mówiące o tym, że człowiek, jako że jest częścią natury,  jest tworem tej natury. Kultura natomiast to jest wszystko, co człowiek wytworzył. W tym sensie kultura nie jest antagonistką natury - jest jej koniecznym rezultatem.

 

Ale to tylko tytułem wstępu. Miało być o szkołach mojego życia. Za kolejną taką szkołę uważam doświadczenia, jakie odebrałem w pierwszych latach mojej tak zwanej działalności zawodowej, tego etapu, kiedy już znikąd pomocy i należy skupić się na takim podejściu do życia, by je przeżyć w miarę godnie i na własny rachunek. Może bardziej za wstęp do mojej szkoły życia uważam pracę w kilku instytucjach kultury mojego miasta.

 

Był rok 1969, miałem 21 lat, w kieszeni dyplom nauczyciela języka polskiego i zero doświadczenia w jakiejkolwiek pracy. Pierwsze co zrobiłem, to odwiedziłem Wydział Oświaty, czy Inspektorat Oświaty, niepotrzebne skreślić. Słodziutki jak cukierek pan inspektor (jakieś ptaszysko miał w nazwisku) przyjął mnie uściskiem dłoni i posadził w fotelu.  Po dziesięciu minutach opuszczałem jego gabinet pouczony w sposób nie pozostawiający złudzeń, że w tym fachu nie mam w Tomaszowie szans na znalezienie pracy. Poczłapałem do Wydziału Kultury U.M. Chyba ktoś mnie tam polecił. Kierownik (także jakieś elementy ptaka miał w nazwisku) przyjął mnie nie mniej dziarsko jak pan Ptak od oświaty. Ale tutaj już coś niecoś ugrałem. Dostałem etat instruktora oświatowego w Miejskim Ośrodku Kultury z pensją tysiąca dwustu złotych. Na początek – pocieszył mnie ten maleńki, korpulentny  paniczyk ubrany w niebieski garniturek i białą koszulę zdobną czerwoną muszką w białe grochy. Od razu powiem, bo później mogę zapomnieć, że wystarczało mi tego uposażenia na średnio dziesięć dni przetrwania.

 

Byłem żonaty, miałem małe dziecko, mieszkałem u teściów i nic w tym nie było dziwnego dla nikogo, nawet dla mnie samego, bo tak żyło większość młodych małżeństw. Wtedy. I jestem zdziwiony do szaleństwa, że dzisiaj, po czterdziestu czterech latach od tamtych czasów, taplający się w ukochanej wolności, rządzeni przez ludzi których sami wybrali na wodzów narodu, młodzi ludzie w moim mieście żyją – nie – oni egzystują w podobny co ja wtedy sposób, z tym że ja mam usprawiedliwienie, liche bo liche, ale zawsze. Bo ja tak żyłem w czasach siermiężnej komuny, kiedy narodem rządzili namiestnicy obcego mocarstwa. Oni zaś w wolnym kraju, w ustroju o którym my mogliśmy tylko pomarzyć – w przez ich dziadów i ojców wywalczonym z poświęceniem kapitalizmie.

 

Pan kierownik jeździł niebieściutkim zaporożcem, zwanym przez zawistnych ludzi „samochodem – widmo” z powodu niemożności zogniskowania za kierownicą postaci kierowcy. Autko poruszało się po równych jeszcze wtedy nawierzchniach ulic naszego miasta bardzo dostojnie, lecz jakby samo. No dobrze, czubek kapelusza pana kierownika można było zobaczyć, jeśli się nie było akurat złośliwym. Ja nie byłem. Pan kierownik szybko to wyczuł i podjął próby uczynienia ze mnie swojego sojusznika, czyli tak zwane „ucho”. Cały majątek MOK-u zlokalizowany był wtedy w kilku pokoikach na zapleczu Muszli Koncertowej w parku  XX–lecia PRL-u, obecnie Parku Solidarności. Mieściła się tam nawet spora biblioteka oraz biurka: kierownika, instruktora muzycznego i instruktora oświatowego i bibliotekarki. Moim szefem był uroczy, operatywny i zdolny człowiek. Bezpośredni, pomocny i towarzyski. Ta towarzyskość była widocznie największym cierniem w oku kierownika Wydziału Kultury. W kulturze, jak to w kulturze, wszystko kręciło się wokół organizacji imprez. Bywało, a należało to do etykiety i obowiązku, wychylić z jakimś mniej lub bardziej znanym i szlachetnym artystą lampkę wina, lub „kieliszek chleba”. Nie powiem, żeby często, nie powiem, że codziennie, w każdym razie kierownik podejrzewał Szefa (tak zwracaliśmy się wszyscy do najlepszego mojego szefa ever) o to, że jest koneserem mocnawych trunków. Był, czy nie był, nieważne. Ja byłem. Dlatego właśnie nie mogłem się nadziwić kierownikowi W.K., że kiedy mnie wzywał na dywanik w celu wymuszenia na mnie „sprzedania” Szefa, nigdy nie zorientował się, że człowiek któremu zaufał, czyli ja, ma w organizmie już kilka promili. Na insynuacje o rzekomych upodobaniach Szefa odpowiadałem ze świętym oburzeniem, że to nieprawda, względnie że to jest potwarz. Pan kierownik nie odpuszczał, tylko kusił mnie i wabił mirażami zastąpienia szefa MOK-u moją osobą w bardzo szybkim czasie oraz osiągnięcia szczytów kariery urzędniczej zaraz potem. Pękałem ze śmiechu śmiechem wewnętrznym.

 

W MOK-u przytrzymano mnie jakieś dwa lata, a potem sprzedano do Muzeum. Pod opieką wspaniałego małżeństwa dyrektorów, ludzi pochłoniętych do cna muzealnictwem (ptaki znowu mnie prześladowały) pracowałem tam w charakterze technika muzealnego. Do obowiązków moich należało wyklepywanie na starej maszynie do pisania wizytówek eksponatów. W przerwach pomiędzy tym usypiającym zajęciem oprowadzałem po ekspozycjach wycieczki. Nauczyłem się na pamięć zmyślonych historii o miejscowych komunistycznych „bohaterach” oraz o prawdziwej do bólu historii połączenia się powojennych partii politycznych w tę najdoskonalszą – PZPR. Recytowałem wyuczone brednie, a kiedy widziałem i czułem, że męczennicy zasypiają, windowałem się na górę. Zdarzało się, że na najwyższym pięterku mieliśmy z Jurkiem, kolegą nie tylko z pracy, ukrytą w fałdach sukmany chłopa opoczyńskiego butelkę wina marki Wino. Bywało, że konsumowaliśmy ten rarytas pod palec.

 

 

 

 

Później oddelegowano mnie do obsługi wyremontowanego zabytku - Galerii pod Arkadami – oddanej we władanie Muzeum  kawiarni i galerii obrazów, przerobionej z autentycznej zabytkowej Końskiej Jatki. Był tutaj i punkt spożywczy Ruchu, serwujący kawę i herbatę. Do moich obowiązków należało organizowanie wystaw, przygotowywanie i prowadzenie wernisaży, zapraszanie i prezentacja wybitnych pisarzy i innych artystów. Życie toczyło się dosyć leniwie. Pewnego razu wezwał mnie sam pan kierownik Wydziału Kultury i zaproponował awans. Czym ja sobie zasłużyłem, nie pamiętam, na pewno nie tym, do czego namawiał mnie kiedyś ów pan, o czym wcześniej wspomniałem. W każdym razie z dnia na dzień uczynił mnie kierownikiem Klubu Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik”, mieszczącego się w rozległym budynku przy ulicy Bartosza Głowackiego. Zarabiałem już dużo więcej, a do roboty miałem o wiele mniej. Wszystkie imprezy były zaplanowane przez kierownika Wydziału Kultury, który nie dawał nikomu innemu dostępu do ich załatwiania. Dopiero po latach dowiedziałem się, dlaczego. Wspomnę tylko, że coś na rzeczy i do tego miała instytucja o nazwie ZAiKS.

 

I być może moje życie zawodowe toczyłoby się, jak to w kulturze -  od imprezy do imprezy, gdyby nie jedna wizyta. Pewnego słonecznego lipcowego dnia zawitał do mnie Adek Drabiński, mój stary przyjaciel, a jednocześnie całkiem przypadkowo odwiedził mnie w miejscu pracy mój najstarszy brat Zdzisław. Coś tam ze sobą przynieśli. Od słowa do słowa rozmowy nasze stawały się coraz bardziej ciekawe, tematy się rozwijały, a najbardziej zaciekle rozprawiał Zdzisio z Adkiem na temat literatury, tej starszej i tej współczesnej. Panowie dopiero co się poznali, ale od razu bardzo się polubili. Nie wiadomo jak i kiedy opuściliśmy lokal Klubu, co – jak się potem okazało miało znaczyć, że ja porzuciłem pracę. Dyskusje na tematy literackie, potem muzyczne,  na koniec o malarstwie, wydawały się nie mieć końca. Zeszło nam dzionków parę, to trzeba przyznać i kiedy wreszcie okazało się, że musimy wrócić do rzeczywistości, każdy udał się w swoją stronę. Ja już podejrzewałem, i słusznie, że do pracy mogę wrócić jedynie z prośbą o zwolnienie. Ówczesny prezes Spółdzielni poszedł mi na rękę i nie robił kłopotów. Wziąłem zaległy urlop i już postanowiłem szukać pracy, kiedy praca znalazła mnie. Dyrektor Szkoły Specjalnej (ten miał coś z ryby w nazwisku, chyba że śledź to nie ryba) zaproponował mi posadę wychowawcy internatu. Złożyłem podanie i udałem się z rodziną na wczasy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po wakacjach zgłosiłem się do pracy i ten sam dyrektor, w stanie wskazującym na spożycie nie tylko że mnie nie rozpoznał, ale uparcie przysięgał, że nigdy nie widział na oczy ani mnie, ani mojego podania o pracę. Zapadając w letarg w skórzanym fotelu, wachlujący się  kopią zaakceptowanego  i potwierdzonego w sekretariacie mojego podania o pracę sprzed dwóch miesięcy, wyprosił mnie z gabinetu. Poszedłem w dal siną, ja, bezrobotny. Teraz to mogę się z tego najwyżej obśmiać. Ale wtedy…ale, ale…ale od czego ja mam mojego bohatera literackiego, Bazyla, który tak opowiada w  „Akademii Politury”:

 

„Tamtego ranka Joasia przyniosła mi całkiem nową wiadomość, która powinna wywołać u mnie radość, ale nie wywołała. „Zakład Poprawczy w Szyszkowicach poszukuje wychowawców!” - wyczytała w „Głosie Robotniczym”. Nie miałem wyboru, musiałem spróbować szczęścia tam, gdzie jeszcze mnie przedtem nie było. Pojechałem do Sądu Wojewódzkiego w Łodzi i złożyłem papiery. Nikt tam mnie o nic nie pytał. Po krótkiej rozmowie wyglądali na zadowolonych. Gratulowali decyzji, ściskając moje ręce. Dali wskazówki, jak mam się dostać do zakładu. Prawie wypchnęli mnie za drzwi. Trzeba było się wtedy od razu domyślić, dlaczego byli tacy uprzejmi. Czarne chmury zbierały się nad miastem, kiedy wsiadałem do tramwaju nr 43, by dojechać nim do Szyszkowic. W miarę zbliżania się do celu pogoda ulegała stopniowo przemianie. Kiedy po więcej niż półgodzinnym telepaniu po wsiach wagoniki zatrzymały się zgrzytliwie na krańcówce, świeciło już słońce. Uznałem to za dobry omen i z dziarską miną wkroczyłem w nowe życie.

 

Był piękny, październikowy dzień, ciepło jak w lecie. Wielki, zbudowany na planie krzyża, trzypiętrowy budynek tonął we wszystkich tonacjach kolorów jesiennych liści, pokrywających jeszcze gęsto stare drzewa parku. Miejsce wyglądałoby całkiem sielankowo, gdyby nie wysoka siatka otaczająca teren, zwieńczona na szczycie kłębami drutu kolczastego. Wartownik w czarnym mundurze sprawdził moje papiery i spojrzał mi ostro w oczy, kiedy ze złośliwą satysfakcją pytał:

 

- A pan to do nas na długo?

 

Zignorowałem to dziwne pytanie. Rozglądałem się wokół ciekawie. Przede mną rozciągał się rozległy staw ze spokojną wodą. Pod wielką tablicą informującą, że łapanie ryb jest tu surowo zabronione, siedział facet na oko po trzydziestce i łapał ryby. Podszedłem do niego bliżej, ten jednak długo nie odrywał oczu od spławika. W końcu strzyknął śliną i spojrzał na mnie, do góry: oczy zimne, żółte jak u węża, współgrały znakomicie z żółtym sztucznym zębem, ozdobą wyszczerzonego, cynicznego uśmieszku.

 

- Pan chce u mnie pracować - stwierdził raczej, niż zapytał. No, panie, optymiści próbują. Paliński jestem, kierownik internatu w tym bajzlu. Siadaj pan.

 

Usiadłem na trawie. Opowiedział mi trochę o instytucji, w której pracował już osiem lat. Z beznamiętnej relacji dowiedziałem się, że brakuje tu wychowawców, bo mimo wysokiego dodatku za trudną i niebezpieczną pracę ludzie jak szybko przychodzą, tak jeszcze szybciej odchodzą. Dowiedziałem się, że ten poprawczak prowadzi obostrzony rygor, szkołę podstawową i zawodową, oraz przysposabia dzieci do zawodów ślusarza, tokarza i murarza. Tak się wyraził: „dzieci”, ale kiedy wypowiadał to słowo, miał dziwnie zacięty wyraz twarzy. To urodzeni kryminaliści i nie wolno się z nimi cackać, bo wlezą na głowę. I nasrają na nią. To zdanie powtórzył kilka razy. Ci złodzieje dzielą się na gitów i frajerów. Kiedy wymawiał słowo „złodzieje”,  jego twarz zakwitła rozmarzonym uśmieszkiem, a żółty ząb mienił się słonecznymi refleksami. Wprowadzał mnie jeszcze dosyć długo w zawiłe problemy odpowiedzialności zawodowej i materialnej, ale ja już go nie słuchałem, poruszony nagłą zmianą wyrazu jego oblicza. Bo raptem Paliński wywołał całkiem nowy, rozanielony, przepełniony miłością grymas na swojej iście traperskiej twarzy, gdy razem ze mną obserwował następującą scenkę.

 

 

 

 

Wydeptaną dróżką, z głębi parku, maszerowali młodzi ludzie w wieku pomiędzy szesnastym a dwudziestym rokiem życia. Ubrani w jednakowe, brązowego koloru garnitury firmy „Odra”, niektóre nowe, inne mocno sfatygowane, szli wyraźnie rozbawieni. Pomiędzy nimi plątał się człowieczek w wieku około lat pięćdziesięciu, niziutki, z zadartą dumnie do góry głową. Wyglądał jak kogucik wśród dorosłych kogutów. Biegał niestrudzenie między chłopakami, próbując ustawić ich w kolumnę marszową, ale mu się to nie udawało, gdyż stosowali oni aż do znudzenia prosty manewr: kiedy zdołał ustawić ich na początku kolumny, rozłaził mu się koniec i na odwrót, w nieskończoność. Zirytowany, zaczął w końcu wykrzykiwać falsecikiem: „Bacz -ność! Baczność! Baczność!”, ale efektem tego popiskiwania był tylko gromki śmiech niewdzięczników. Aż naraz wszyscy ujrzeli kierownika internatu, wyrównali więc szyk i przycichli.

 

- Przysięgał się, że jest urodzonym wychowawcą, dupek. - Strzyknął śliną kierownik internatu i dodał:  - Ten facecik to emerytowany major z wojska. Trzeba przyznać, że wybiegany dobrze. Taki chłam nam tu przysyłają”.

 

Nie ma co, nieźle się wpakowałem, przemknęło mi po głowie. Ale nie widząc innego wyjścia, w obliczu śmierci głodowej rodziny, postanowiłem grać dalej”.

 

Jak się rzekło,  kultura nie jest antagonistką natury. Także w moim życiu była tylko koniecznym jej rezultatem.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Brother Louis 16.05.2013 19:20
Rewelacyjny tekst autora znanego z lekkiego pióra. Ludzie, tak się jeszcze do niedawna pisało! Aż żal, że już nie ma tygodnika "Kultura", a "Polityka" szmaci się zamieszczając szambo tak zwanej Kuby. Mam nadzieję, że Pan Edward rozwinie te felietony w książkę. Chyba tylko z braku miejsca Edward był powściągliwy. Ile by się dało napisać o jednym zaledwie "ptaku", który był legendą domu noszącego na sobie godło miasta! Autor był na tyle oględny (ani okrutny, ani łaskawy), że nie zdradził do końca tajemnic muzealnych, które zwykle sa pokryte grubym kurzem. A co w tej "muszli" się wyprawiało! Edwardzie, miej litość nad tym miastem, i na podobieństwo Aghaty Christie, pozostaw tajemnicę, kto zatruł malenki kawałek tortu, na ostatni rozdział. Być może coś szepniesz, coś ujawnisz. Czy to już w piątek, 17-go?

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

Dowiedz się, jak dobrać najlepszy system ostrzenia noży, uwzględniając różne technologie, budżet oraz praktyczność użytkowania, aby zapewnić długowieczność i ostrość Twoim nożom. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:58
Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

VeloBank został sponsorem głównym polskiej premiery najnowszego filmu w reżyserii Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”. Produkcja już przed premierą na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto (TIFF) przyciągnęła uwagę widzów i mediów. 21 września film otworzył 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a na ekrany polskich kin trafi w styczniu 2027 r. Dla VeloBanku, który wspiera artystów m.in. poprzez program stypendialny VeloTalent, to kolejny ważny projekt i następny krok w budowaniu marki banku jako mecenasa kultury. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:39
VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Oświetlenie w zakładzie produkcyjnym wpływa na komfort pracowników, bezpieczeństwo, dokładność wykonywanych czynności i koszty eksploatacji. Dobrze dobrane oprawy LED powinny zapewniać właściwe natężenie światła, ograniczać olśnienie i równomiernie doświetlać przestrzeń. Znaczenie ma wysokość hali, rodzaj pracy, zapylenie, wilgotność oraz czas działania instalacji. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:29
Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Polskie firmy zyskują dostęp do nowego, preferencyjnego źródła finansowania inwestycji w cyfryzację, automatyzację, robotyzację oraz zieloną transformację. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) rozpoczyna program z pięcioma Partnerami Finansującymi, uruchamiając tym samym pierwszą pulę 500 mln zł na pożyczki z warunkową dotacją na spłatę części kapitału. Łączna wartość środków europejskich przeznaczonych na instrument wynosi 792 mln zł w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:22
Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

Finansowanie sportu, dostępna infrastruktura, sprawne zarządzanie i aktywność najmłodszych - te zagadnienia znalazły się w centrum uwagi podczas IV Europejskiego Forum Regionalnego Sportu. 24 września w Arenie Legionowo spotkali się przedstawiciele samorządów, administracji publicznej, klubów, organizacji społecznych, biznesu i środowiska dyplomatycznego. Ważnym wątkiem rozmów była rola rodziców w zachęcaniu dzieci i młodzieży do regularnej aktywności fizycznej. Data dodania artykułu: 28.09.2026 11:46
Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: 28.09.2026 08:07
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

Historia 27 września zaczyna się od szczęku mieczy pod Płowcami, później prowadzi przez Rzym, Meksyk i Egipt, by w 1939 roku zejść do konspiracyjnych mieszkań oblężonej Warszawy. Tego dnia rodziła się Służba Zwycięstwu Polski, zalążek niezwykłego państwa działającego bez własnych urzędów, ale z wojskiem, sądami, szkołami i administracją. Co wydarzyło się 27 września? To także dzień, w którym Champollion pokazał światu klucz do egipskich hieroglifów, ruszyła kolej zwiastująca transportową rewolucję, ukazała się „Silent Spring”, a Chiny wykonały pierwszy własny spacer kosmiczny. W naszym regionie data prowadzi prosto do tomaszowskiej konspiracji, wywiadu w Spale i ludzi, którzy prowadzili swoją wojnę kilka kilometrów od niemieckiego sztabu. Data dodania artykułu: 27.09.2026 09:59
27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP

Sobota, 26 września 2026 roku, zaczęła się nad Ukrainą od charakterystycznego buczenia silników dronów. Rosja wysłała jednej nocy aż 173 bezzałogowce, w tym ponad 50 szybkich maszyn odrzutowych. Ukraińska obrona twierdzi, że zestrzeliła lub zakłóciła 134 z nich, ale trafienia odnotowano w 19 miejscach. W Kijowie znaleziono ciała czterech osób w pobliżu i wewnątrz budynku biurowego objętego pożarem. Kilka tysięcy kilometrów dalej dyplomacja również ugrzęzła: Iran zaproponował otwarcie Cieśniny Ormuz w ciągu siedmiu dni w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady i sankcji na ropę, lecz – według „Wall Street Journal” – Donald Trump plan odrzucił. Polska ma z kolei własny dyplomatyczny dylemat, bo na grudniowy szczyt G20 w Miami zaproszono równocześnie Karola Nawrockiego i Władimira Putina. W Łódzkiem sobota wyglądała chwilami jak kadr z filmu wojennego: amerykański AH-64D Apache wylądował na Starym Rynku w Łowiczu przed inauguracją 2. Brygady Rakiet. A w naszym powiecie historię odmierzano dziś zupełnie innym zegarem. Spała została kolejową stolicą Polski, świętując stulecie PKP. Data dodania artykułu: 26.09.2026 23:44
173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP
Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios zaprasza na seans najnowszej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa, który odbędzie się w czwartek, 1 października. To jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich premier tego roku, która zwraca uwagę gwiazdorską obsadą. Pokaz będzie okazją, by ponownie spotkać się z bohaterami powieści oraz zobaczyć ich losy w nowej odsłonie.Stanisław Wokulski, dzięki fortunie zdobytej podczas wojny, postanawia wkroczyć do świata wyższych sfer, by zdobyć względy Izabeli Łęckiej – pięknej, choć zubożałej arystokratki. Aby zwrócić uwagę kobiety, bohater wspiera jej rodzinę i angażuje się w działania charytatywne, nie bacząc na ostrzeżenia swojego przyjaciela Ignacego Rzeckiego. Tymczasem arystokratyczne salony okazują się bezwzględnym środowiskiem pełnym intryg, a uczucie Wokulskiego stopniowo prowadzi go na drogę autodestrukcji.W rolach głównych występują Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski, Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka oraz Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki. W obsadzie znajduje się także plejada gwiazd, w tym wybitne postaci polskiego kina, takie jak Maja Komorowska, Andrzej Seweryn i Krystyna Janda.„Lalka” zostanie zaprezentowana w ramach Salonu Kultury Helios – cyklu stworzonego z myślą o dojrzałej widowni, która w kinie poszukuje wartościowych tematów, inspirujących do refleksji i rozmowy. Każdy seans w ramach projektu poprzedza specjalne wprowadzenie przygotowane przez krytyka filmowego Tomasza Raczka, który przybliża widzom kontekst prezentowanego dzieła.Bilety na seanse Salonu Kultury Helios dostępne są w kasach kin sieci, na stronie: www.helios.pl oraz w aplikacji mobilnej. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić. Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.10.2026
Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

„Raz Dwa Trzy... dzieści pięć okrążeń wokół słońca”Jubileusz 35-lecia zespołu ! W dniu 10 października w Tomaszowie Mazowieckim wystąpi zespół Raz, Dwa, Trzy. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych zespołów na polskiej scenie zagra w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej z okazji jubileuszu 35-lecia. Bilety dostępne w sprzedaży! 35 lat temu, na korytarzu akademika w Zielonej Górze trójka młodych ludzi zagrała pierwsze wspólne dźwięki i zaczęła się historia.Historia zespołu, który pozostał wierny sobie i swojej muzycznej drodze, konsekwentnie krocząc z boku głównego nurtu. Historia zespołu, który w tylko sobie znany sposób potrafił połączyć talent literacki Adama Nowaka z muzyczną finezją i  fantazją, wytwarzając swój własny, charakterystyczny i rozpoznawalny muzyczno - literacki język. Zespołu, który w niedościgniony  sposób zinterpretował piosenki A.Osieckiej i W.Młynarskiego - z pełnym szacunkiem dla pierwowzorów.Nadto zespołu, który przez te wszystkie lata zbudował ogromną więź ze słuchaczami, grając tysiące koncertów – od małych klubów po wielkie sale koncertowe. To właśnie koncerty stały się znakiem rozpoznawczym „Raz, Dwa, Trzy”  - jego swoistym DNA.  Jubileuszowymi koncertami właśnie - bez wielkich fet, akademii i transmisji, zespół pragnie uczcić wieloletnią przyjaźń ze swoją publicznością i wyrazić wdzięczność za to, że wiernie mu od lat towarzyszy . Raz, Dwa, Trzy – Jubileusz 35-lecia zespołu10.10.2026, godz.19.00Powiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie MazowieckimBilety dostępne w sprzedaży internetowej:KupBilecik, Eventim, Biletyna.  Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.10.2026

Polecane

Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją

Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją

Poniedziałek, 28 września 2026 roku, przyniósł obraz, do którego lepiej się nie przyzwyczajać. Rosyjski odrzutowy dron uderzył po ukraińskiej stronie zaledwie około dwóch kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zdążyło wysłać mieszkańcom Lubelszczyzny alert, polskie samoloty znalazły się w gotowości, a po kilkunastu minutach alarm odwołano. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono. Tego samego dnia MON zapowiedziało jednak zmianę procedur pozwalających szybciej podejmować decyzje o zestrzeliwaniu obcych statków powietrznych. Po drugiej stronie granicy wojna nie zostawiała już miejsca na procedury: 165 dronów jednej nocy, płonąca Akademia Nauk w Kijowie, zabici w Dnipro i Synelnykowem. Na światowych rynkach ropa Brent w pewnym momencie przekraczała 108 dolarów za baryłkę, bo rozmowy USA z Iranem o Cieśninie Ormuz znowu ugrzęzły. W Mjanmie nalot na okolice targowiska miał zabić co najmniej 33 osoby. W Polsce właśnie dziś ruszył Tydzień Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej. W Tomaszowie trudno nie czytać tej informacji przez pryzmat niedawnego pobicia 15-latka w Parku Solidarności. A lokalna polityka już szykuje własny wtorkowy rachunek: sprzedaż nieruchomości, przeprowadzka rehabilitacji dzieci i korekta miejskiego budżetu, w której znika 2,45 mln zł planowanych wpływów z podatku od nieruchomości od firm. Data dodania artykułu: Wczoraj, 22:14
ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term

ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term

Po latach wiercenia, badań, koncepcji, politycznych sporów i kolejnych wizualizacji odwiert GT-1 wchodzi w zupełnie nowy etap. Marszałek Województwa Łódzkiego udzielił Zakładowi Gospodarki Wodno-Kanalizacyjnej koncesji na wydobywanie wód termalnych ze złoża „Tomaszów Mazowiecki”. Koncesja nie jest pozwoleniem na budowę basenów, ale oznacza coś bardzo konkretnego: miasto przestaje mieć wyłącznie przebadany odwiert. Otwiera się droga do rzeczywistej eksploatacji złoża. A ponieważ wiosną 2026 roku magistrat ponownie przedstawił koncepcję basenów termalnych, najważniejsze pytanie brzmi dziś: co Tomaszów zamierza zrobić z wodą, którą już formalnie może wydobywać? Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:57
Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Tego rodzaju inwestycje są wyznacznikiem naszego człowieczeństwa. Witko po raz kolejny przenosi nasze miasto o całą epokę w przód. To kolejna prospołeczna inicjatywa Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego. Poprzednie, jak hospicjum, kaplica na miejskim cmentarzu, parki, dedykowane były ludziom. Tym razem przyszła kolej na zwierzęta. Marcin Witko i jego drużyna obiecywali w kampanii nowe schronisko i słowa dotrzymali. Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi rozpoczęło działalność w nowej siedzibie. Inwestycja warta 16,6 mln zł ma zapewnić lepsze warunki psom i kotom, a przeprowadzka zwierząt stała się wydarzeniem, do którego mogli dołączyć także mieszkańcy. Data dodania artykułu: Wczoraj, 19:37
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: Wczoraj, 08:07
Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term Powiat nie kupuje komputerów. Chce wynająć 70 zestawów na trzy lata z prawem wykupu Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze Pielęgnacja psów rasowych – Kosmetyki totobi Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami Przewlekły stan zapalny może latami zmieniać serce. Badanie niemal pół miliona osób Będków znów pójdzie do urn. Radna zrzekła się mandatu, będą kolejne wybory uzupełniające Bakterie grupy coli w wodociągu Wiaderno. Woda znów jest zdatna do picia, ale co właściwie się wydarzyło? Mostu już nie będzie. Między Brzustowem a Inowłodzem powstanie przepust, mieszkańców czeka długi objazd 28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków Tomaszów pytał RIO, czy może płacić za śmieci z innych pieniędzy. Dlaczego?
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: atm Treść komentarza: Hipokryzja do sześcianu. Najpierw towarzysze z PiS upolitycznili wszystkie możliwe instytucje i urzędy a teraz grupa obrażonych na Prezesa próbuje nam wmówić, że będą z tym walczyć. Źródło komentarza: Tomaszów Mazowiecki. Morawiecki: naszym celem jest sprawiedliwy podział podatków, cyfryzacja i odpartyjnienie samorządów Autor komentarza: Rodzic Treść komentarza: Ta pani oszukuje te biedne niepełnosprawne dzieci i rodziców. Najlepsza jest w kłamaniu i manipulacji za to powinna dostać nagrode. Źródło komentarza: Pracownica zarzuca mobbing i dyskryminację. Skargą na dyrektor SOSW zajmą się radni Autor komentarza: Ford Tramp Treść komentarza: Niech wmurują więcej słupków z łańcuchami (wyższych i gęściej), wtedy bendzie bespiecznie :-)) Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W nawiązaniu do mojego pytania z mojego poprzedniego wpisu. Na początek cytat z materiału powyżej: "Gmina wskazuje aż kilka pozycji rozporządzenia Rady Ministrów o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko: § 3 ust. 1 pkt 80, pkt 37 lit. c, pkt 30 lit. c oraz § 3 ust. 2 pkt 2." I następny cytat z tego materiału powyżej: "Dokumentacja znajduje się w Referacie Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Tomaszów Mazowiecki przy ul. Mościckiego 4. Strony postępowania mogą przeglądać akta, wypowiadać się o zgromadzonym materiale i składać wnioski. Co stoi na przeszkodzie, opublikować dokumenty w BIP, aby osoby zainteresowane mogły się z nimi zapoznać on-line? " Podtytuł materiału powyżej brzmi: Oczyszczalnia i myjnia. Ale dla kogo? No właśnie. To, co dzieje się w tej sprawie, to plucie w twarz zwykłym mieszkańcom kilku wsi w Gminie Tomaszów Mazowiecki. To totalne ściemnianie sprawy. Przyszły/przyszli użytkownicy tego środowiskowego strupa na dupie oraz zasyfiali urzędnicy idą ręka w rękę, bo wiedzą, co szykują dla mieszkańców kilku wsi i że z rzek Moszczanki i Wolbórki zrobią totalne ścieki. Pytanie jest takie: co na taką ściemę radni: Gminy wiejskiej Tomaszów Mazowiecki, Gminy miejskiej Tomaszów Mazowiecki, sołtysi poszczególnych wsi w gminie Tomaszów Mazowiecki. Przecież bierzecie kasę publiczną, czyli nasze podatki i za tę kasę powinniście działać w imieniu mieszkańców, a nie cichociemnych inwestorów. To, co ?! teraz ludzie mają się ustawiać w kolejce do gminnych urzędasów po to aby zajrzeć do specjalistycznej dokumentacji oczyszczalni i czytać niezrozumiałe dla nich rzeczy?! I powtarzam swoje pytanie: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować? Autor komentarza: tom Treść komentarza: Nie ma co się czepiać drogi i robić kierowcom utrudnienia. Trzeba wziąć się za złych kierowców i na zawsze eliminować ich z prawa bycia kierowcą. Są jeszcze fotoradary a nie tłuczenie aut po progach... Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Parę minut temu próbowałem wstawić swój wpis, ale został zablokowany. Teraz napiszę krótko: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować?
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 337

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 337

Z pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż gratisNa zdjęciu: Łóżko PB 337 w wykonaniu standardowym w kolorze buk. Akcesoria: stolik Rubens 3 w kolorze buk.Łóżko PB 337 jest szczególnym łóżkiem do opieki długoterminowej, które w przeciwieństwie do klasycznych łóżek posiada możliwość opuszczenia krawędzi leża do poziomu ok. 23 cm. Niskie, dolne położenie leża ułatwia dostęp osobom z problemami z koordynacją ruchową i zwiększa bezpieczeństwo pacjenta nawet przy opuszczonych barierkach bocznych.Więcej informacjiKolory standardowe: DETALE PRODUKTU:1. Położenie leża 23 cm od podłogi4. Solidne koło z hamulcem2. Zabudowane napędy podnoszenia łóżka5. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji3. Leże z regulacją twardości6. Dodatkowa regulacja za pomocą rastomatu OPCJE:zmiana wypełnienia leża • zmiana długości leża • zmiana kolorystykiPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze175 kgMaksymalna waga użytkownika140 kgRegulacja wysokości leża:od 23 do 63 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:219 × 102 cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 7 cmCiężar całkowity:101,4 kgKółka jezdne:100 mm z hamulcem FUNKCJEDO POBRANIA: Karta produktu PB-337 [PDF]

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama