Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 11 sierpnia 2026 07:15
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Okrakiem: Szkoły mojego życia (3) – Widmo wojska i dwa Eseny

Kolejny retrospektywny felieton Edwarda Wójciaka. Tym o tym, jak radzili sobie Ci, którzy nie chcieli "iść w kamasze", przysięgając przy okazji wierność radzieckiemu okupantowi.

 

Nie masz granicy szczęścia, gdy tworzy się epoka:

Płucom oddech szeroki, młodym droga szeroka,

Przyszłość należy do tych, czyja wola niezłomna,

Drogę wskazał nam Stalin - chwała mu wiekopomna!

Świat nowy budujemy od podstaw, od podwalin -

Sta - lin! Sta - lin! Sta - lin!!!

(Jan Brzechwa – Nowa Huta)

 

Ten świetny bajkopisarz dla dzieci miał w swym życiorysie haniebne 10 lat pierwszego okresu powojennego, kiedy "najdziksze wyprawiał swawole" w ohydnym stalinowskim duchu. Nie chodzi o kilka, lecz o paręset wierszy i satyr, zebranych w aż 8 tomach. (J.R.Nowak)

 

Stosunek do służby wojskowej (także: stosunek do powszechnego obowiązku obrony RP (Rzeczypospolitej Polskiej)) – wyrażenie prawne określające odniesienie obywatela polskiego podlegającego poborowi do czynnej służby wojskowej. Termin: „uregulowany stosunek do służby wojskowej” oznaczał zwykle, że obywatel polski służył w wojsku, odbył obowiązkowe przeszkolenie wojskowe bądź przeszkolenie wojskowe studentów i Wojsko Polskie (jako instytucja) dalej nie rościło sobie w stosunku do niego praw wynikających z obowiązku stawienia się do poboru lub na przeszkolenie. Ostatni pobór do wojska odbył się w roku 2008, a ostatnie wcielenie do wojska w ramach tego poboru od 2 do 4 grudnia 2008. Później poborów nie było, ponieważ 9 stycznia 2009 r. Sejm dokonał nowelizacji odpowiedniej ustawy (obowiązuje od 11 lutego 2009 r.). Zwolnienie z zasadniczej służby wojskowej ostatnich poborowych odbyło się w sierpniu 2009 r. (Wikipedia)

 

Oprócz kilku zuchów, którzy zdecydowali się świadomie na karierę wojskową i jak czas pokazał, kilku z nich dochrapało się stopni pułkowników a nawet generałów, reszta moich kolegów maturzystów z tomaszowskich szkół średnich na myśl o wojsku dostawała wysypki. Były to czasy, kiedy egzaminy na studia były dosyć trudne, ale „władza ludowa”, chyba dla podkreślenia tej swojej „ludowości” zrobiła ułatwienia dla kandydatów zdolnych do wykazania pochodzenia robotniczego lub chłopskiego, wprowadzając tak zwane punkty za pochodzenie. Kto takie pochodzenie mógł mieć? Moim zdaniem wszyscy mieli, a jak nie mieli, to sobie załatwili. Wiadomą rzeczą było przecież, że przedstawicieli arystokracji, szlachty czy przedwojennej inteligencji w powojennej Polsce może i trochę się uchowało, ale nie zapominajmy, jak bardzo okupanci niemieccy i radzieccy zadbali o to, żeby ich zostało jak najmniej. Ci, co przezyli, niezbyt chętnie się do pochodzenia przyznawali. Jasne, że wśród nas byli i tacy, których rodzice wykonywali zawody, na podstawie których przynajmniej nazw można było zaliczyć ich do inteligencji. Ale najnowszą grupę nowej inteligencji mieliśmy stanowić w przyszłości my, obecni maturzyści i przyszli (na razie  niedoszli) studenci.

 

Moje aspiracje, żeby skończyć polonistykę i w przyszłości być - nie, nie nauczycielem języka polskiego, tylko dziennikarzem, a najlepiej – pisarzem, uzasadniał choćby fakt, że mój brat Tadeusz od dwóch lat z powodzeniem studiował ten kierunek na Uniwersytecie Warszawskim, a w przyszłości miał być, i został – cenionym dziennikarzem, po ukończeniu elitarnego podyplomowego Studium Dziennikarskiego na tej samej uczelni.

 

Już na jakieś dwa lata przed maturą moje zainteresowania skierowane były na pochłanianie ogromnej ilości lektur, śledzenie wydarzeń literackich a szerzej – kulturalnych w Polsce i marginalnie – na świecie, jako że do świata to my mieliśmy cieniutki dostęp, na skutek jakby nie było zawieszonej samobójczo przez komunę tak zwanej żelaznej kurtyny. Ta kurtyna to nie był żaden żart. Przedrzeć się przez nią czy to fizycznie (paszporty wydawała bezpieka), czy też psychicznie (cenzura, również wydawnictw), to znaczy – intelektualnie, do zadań łatwych nie należało. Kanałami i zrzutami docierała zakazana literatura, szczególnie obszarpane i wystrzępione egzemplarze książek autorów przeklętych, lub dobrze ukrytych pod pseudonimami, wydawane przez księcia Jerzego Giedroycia w paryskiej „Kulturze”. Wielką radość sprawiały nam te książczyny, chociaż niektóre z nich czytane po latach utraciły niestety swój podziemny, konspiracyjny blask.

 

Tak więc dobrze na oko przygotowany, oczytany i pewny siebie, przystąpiłem do egzaminów na UŁ. Szkoda, że po drodze nastąpiły okoliczności jakby nie za bardzo przewidziane, a z cała pewnością niezaplanowane. Dość, że mimo punktów za autentyczne pochodzenie robotnicze, nie dostałem się. Panika opanowała nie tylko mnie, ale także wielu moich przyjaciół, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Zajrzało nam głęboko w oczy widmo odbycia zasadniczej służby wojskowej. Trzeba było wiać. Nikt przytomny nie chciał „iść w kamasze”. Jedynym ratunkiem był Esen, czyli Studium Nauczycielskie. Szkoła półwyższa, jak określono w oficjalnej nomenklaturze. Wraz z kilkoma kolegami z Tomaszowa zdaliśmy wcale niełatwy egzamin do tej wcale niegłupiej szkoły w Piotrkowie Trybunalskim. Wykładowcami byli tam dobrze wykształceni ludzie z tytułami naukowymi, zajęcia prowadzili na wysokim poziomie i wymagania mieli także niemałe. Nie każdy mógł sprostać, a już na pewno nie wspomniana, wąska grupka tomaszowskich przyszłych inteligentów. Najlepiej (dla mnie) będzie, jeśli o finale „studiowaniu” przez zaledwie jeden semestr na tej uczelni opowie pożyteczny w takich przypadkach Filip Krawiec – bohater mojej powieści „Zupa z Króla”.

 

 

 

 

 

„Gaśnica była bardzo ciężka i wymykała mi się z rąk, podobnie jak Lisowaty, który przebiegle wykorzystał moment i już po chwili na czele reszty drugiego roku, dużymi susami, ze straszliwym rykiem pędził w kierunku schodów. Ponieważ gaśnica padając uderzyła zbijakiem o podłogę, zaczęła wyrzucać ogromne ilości śniegu, to ja zacząłem ich gasić. Na całej długości korytarza, po którym goniłem strugami śniegu uciekających intruzów, ze ścian spadały tynki razem z portretami partyjno-rządowych dostojników.  Następnego dnia dyrektor wyrzucił ze szkoły wszystkich nas, mieszkańców pokoju numer 9. Zapowiedział przy tym uroczyście, że dopóki on będzie dyrektorem Studium, żaden mężczyzna z Tomaszowa nie będzie przyjęty na tę uczelnię. I podobno słowa dotrzymał.

 

Był początek grudnia i całkiem biała zima królowała w Tomaszowie, kiedy zawitał w nim syn marnotrawny, czyli ja. Sierota raczej, bo mój tata zmarł już dawno, a mama dopiero przed rokiem. Byłem przeraźliwie sam. Starszy brat odwalał wojsko, jako największy wróg polskiego narodu oraz siła antysocjalistyczna. Wiosną esbecy przebrani za „aktyw robotniczy”, do nieprzytomności pobili go drewnianymi pałkami na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Prosto z więziennego szpitala, zawieźli go, podobnie jak wielu innych, na przyspieszoną komisję poborową. A stamtąd do jakiejś zaplutej jednostki wojskowej. „Studenci - do nauki, pisarze - do piór”, darła się wtedy propaganda. No cóż, brat nie potrafił uszanować przywileju studiowania w PRL-u.

 

Pierwszy dzień wolności przesiedziałem trzęsąc się z zimna w nieopalanym, od dawna opuszczonym, rodzinnym domku. (…) Przed południem wyszedłem na miasto, gdzie spotkałem chłopaków. Rozpoczęły się świąteczne ferie, pozjeżdżali wszyscy na święta. Stali jak dawniej naprzeciwko kościoła i pilnowali kasztana. Lokator, Drab z Hampusem, Owsiok, Elas, Wąż, Clay, Romanek, Kwaśny, Czombe, Bolek, Larry, Dżaki i Eichmann - moi najwięksi przyjaciele. Przelecieliśmy się przez Tomaszowiankę, powtórzyliśmy na Dołku, poprawiliśmy w Tramwaju i tam zrobiło nas się jeszcze więcej. Dołączyliśmy do Ciurajli i dwóch braci Ros, rozpijających półlitrówkę pod lastriko. Wąż nazywał tak zimne nóżki, specjalność zakładu. Mój ty Boże, dużo nas wtedy było, trzeba przyznać. Doczłapał się Toni z  pijanym furmanem, który saniami zaprzężonymi w dwa wielkie konie, rozwoził opał. Węgielny właśnie sprzedał na lewo cały wóz towaru i opijał biznes. Po jakimś czasie telepaliśmy się drogą do Spały, wyśpiewując ulubioną piosenkę patriotyczną z repertuaru Claya: - Lance do góry, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń....

 

Na pokładzie mieliśmy skrzynkę wódki. Nie powiem dokładnie, kto z nami jechał, bo bez przerwy ktoś spadał z tych sań. Prawem doboru naturalnego tylko najsilniejsi dotarli do Spały. Knajpę „Pod Żubrem” jeszcze pamiętałem, resztę nad ranem opowiedziała mi milicja. Aresztowali nas wszystkich tuż pod domem Węgielnego, gdzie dotarły późną nocą mądre szkapy, ciągnące śnieżną nocą przez dystans dziesięciu kilometrów wóz, z dobrze rokującymi młodymi koneserami mocniejszych trunków. Nad ranem pałkarze coś tam ode mnie chcieli, ale ja za bardzo nie kontaktowałem. Wyrzucili mnie z komendy na ulicę, prosto w bielusieńką zaspę. Pobrudzili tylko śnieg”.

 

Tylko usunąć trochę fikcji literackiej, a reszta już się sama pozgadza. Tak to więc ja, jako świeżo usunięty ze szkoły półwyższej nieborak odebrałem kolejną szkołę życia. Nauka (nauczka), jak się w niedalekiej przyszłości miało okazać, nie poszła w las. Na razie byłem świeżutkim, całkiem bezbronnym kandydatem do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Ale że wojsko jeszcze się o mnie nie upomniało, to siedziałem jak mysz pod miotłą i planowałem ponowne zdawanie na polonistykę UŁ w kolejnym roku. Tylko że troszkę mi się ścieżka życia poplątała. W efekcie pewnych zawirowań natury osobistej za rok wylądowałem znowu nie za bardzo ambitnie, bo na kolejnym Esenie, tym razem w Radomiu.

 

Pojechaliśmy tam razem z moim przyjacielem, Jankiem Bernatem, zdaliśmy egzaminy i zaczęliśmy studiowanie w celu uzyskania dyplomów nauczycieli: on - języka rosyjskiego, ja - języka polskiego. Dwuletni pobyt w tym uroczym mieście był bardzo przyjemny. Od wojska nie udało się nam uciec całkowicie. Na Esenach odbywało się tak zwane wojskowe szkolenie studentów. Każdego wtorku mieliśmy zajęcia w Studium Wojskowym i tak przez dwa lata rozbieraliśmy i składaliśmy KBKAK, wędrowaliśmy po okolicznych lasach i udawaliśmy żołnierzy, a tak na poważnie, bawiliśmy się w wojsko. Mieliśmy „na stanie” po sztuce broni, po mundurze polowym w ciapki, buty ogólnowojskowe i po czapce rogatywce z orzełkiem bez korony. Dodatkowo, jak żartowaliśmy – każdy z nas miał przy sobie po transzei. Przypomnę trochę wyświechtany dowcip z tego okresu:  -Syn pisze z wojska list do matki: „Kochani rodzice, czuje się dobrze, tylko przyślijcie mi dwieście złotych, ponieważ ukradli mi transzeję i muszę ją odkupić”

 

Na pierwszym roku bawiliśmy się w wojsko. W wakacje, w miesiącu lipcu, żarty się skończyły i wojsko zabrało nas na Obóz Wojskowy do Hrubieszowa żeby się z nami zabawić. Wylądowaliśmy w prawdziwej jednostce wojskowej, gdzie mieliśmy być przez okrągły miesiąc poddawani wojskowej obróbce. Wzięli nas w obroty prawdziwi kaprale i groźni sierżanci. A były to czasy, kiedy prawdziwi robotnicy i prawdziwi żołnierze niekoniecznie kochali studentów, nawet takich jak my - nie za bardzo prawdziwych. Dawali w kość jak należy, a my na początku myśleliśmy, że to żarty. Że się myliliśmy okazało się prędzej niż mogliśmy się spodziewać. Na początku niefrasobliwie podejmowaliśmy próby wciągnięcia tak zwanej kadry w nasze wyrafinowane dowcipy na temat wojska. W dowód uznania kilku naszych wesołków zagoniono do okopywania się do pozycji stojąc w porze obiadu. Kiedy około kolacji wydawało im się, że są gotowi, niejaki kapral Kiciński przeszedł się jakby przypadkiem po równiutkich jak naciągnięty sznur brzegach ich stanowisk i spowodował osunięcie się gleby. Wystarczająco fatalne, żeby dowcipnisie musieli pracować do północy. A i tak szef nie był do końca zadowolony z ich wysiłków.

 

Mówię wam, fajnie było. Na końcowym egzaminie, czołgający się w maskach słabiej zaprawieni w boju ni to studenci, ni to żołnierze, padali zemdleni jak przysłowiowe muchy.  Lipcowe upały nie pomagały nam raczej w atakach na wcześniej upatrzone przez kadrę pozycje. Za to po tym morderczym egzaminie, który jednak wszyscy zaliczyliśmy, pozwoliliśmy sobie na dwa niezbyt chlubne wyczyny. Pierwszym z nich był samowolny, upozorowany atak na z okrzykem: hurra! na maleńką podhrubieszowską wioskę. Cywile pakowali dobytek i wiali jak na wojennych filmach w kartofle, aż się kurzyło. Po drugie, co było zresztą następstwem tego pierwszego, nie dano nam upragnionych przepustek. Nie martwiliśmy się tym zbytnio. Już dawno odkryliśmy bowiem wąską ścieżynę, prowadzącą zakamarkami i zagajnikami prosto do dziury w ogrodzeniu, za którym na cudownej łące pasły się piękne koniki. Na samym końcu tej ścieżki stał samotnie, jakby zrzucony z nieba, zielony kiosk z winem i herbatnikami. Po nabyciu drogą kupna po sztuk trzy „kwacha” na głowę, trójka przyjaciół, w tym autor tego felietonu, rozpoczęła konsumpcję. Kiedy przyszło niechętnie wracać do jednostki, jeden z kolegów z gumki od majtek zrobił sobie po trzy belki. Dwóch szeregowych za fałszywym plutonowym dosyć chwiejnie wmaszerowało na teren z pieśnią ogólnowojskową na ustach („A un do wojska był przynależniony”, w skrócie -„Aundo”), już nie przez jakąś nędzną dziurę, tylko główną bramą. Wartownicy aresztowali tylko tego z gumkami na pagonach.

 

Ten obóz kompletnie wyostrzył moją czujność w temacie wojsko polskie. Zaraz po powrocie z wakacji tak kombinowałem, żeby na drugim roku za nic nie być zdolnym do służby wojskowej. Efektem tych zabiegów było nabycie drogą kupna wpisu do książeczki wojskowej z upragnioną formułką: „Niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju. Kat. „D”. I na drugim roku miałem wolny każdy wtorek. Dobrze wiedziałem jak go zagospodarować.

 

Kolejną szkołę mojego życia wreszcie ukończyłem i wręczono mi dyplom nauczyciela języka polskiego. W tym wspaniałym zawodzie pracowałem jednak bardzo krótko. Na całe szczęście, jak mi się teraz wydaje. Praca w tak zwanej kulturze była o wiele ciekawsza, chociaż ja w nią wpadłem niekoniecznie z własnego wyboru.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

10.05.2013 19:44
Ale, ze wojsko w czasach ZSRR bylo obcym wojskiem? Bylo znacznie mniej obcym wojskiem niz jest teraz i dawalo rowne szanse wszystkim..... "Nie matura lecz chec szczera zrobi z Ciebie oficera". Z drugiej strony, ja chcialem isc do wojska...... nawet tego obecnego, najemnego. Specjalnie zaswiadczenia o studiowaniu nie zanioslem bo liczylem na to, ze mnie wciela, studia przy okazji dokoncze, jakis darmowy kurs sobie zrobie przy okazji, postrzelam z karabinu, a moze nawet na spadochronie poskacze. I co? I w roku, w ktorym powinno mi przyjsc wezwanie do meldunku, zniesli obowiazkowa sluzbe wojskowa. C'est la vie ;-)

Do bohaterów 10.05.2013 14:40
Hej, słuchajcie no, bohaterowie, wyzwoleni spod (jak chce redaktor) "okupacji radzieckiej". Czy w okresie 1939-1945 Tomaszów znajdował się na byłych kresach II Rzeczpospolitej? Spytajcie swoich dziadków i rodziców, kto ich wyzwolił, a kto był okupantem. Dobrze też dowiedzieć się, jak hitlerowscy Niemcy terroryzowali miasto (kraj) przez sześć lat, a jak po wyzwoleniu narodziły się rzesze takich osobników jak wy, żyjące pod ciepłym namiotem darmowych żłobków i przedszkoli, kolonii i obozów letnich, zakładowych wczasów w Kołobrzegu, darmowych studiów wyższych i opieki lekarskiej, a także w warunkach całkowicie nieobecnego bezrobocia. Przypomnijcie też sobie, jak większość z was latała po mieście z paluszkami w kształcie litery V, by wywalczyć kapitalizm, którego produktem jest Tomaszów-miasto widmo, zasiedlone ponurymi, sfrustrowanymi i nadętymi osobnikami (niektórzy z nich przedstawili się "godnie" poniżej).

c 10.05.2013 14:11
Tekst świetny, wspaniały dowcipny dystans do przeszłości. Szkoda, że dyskusja pod nim ciężka i ponura jak polityka. Do wojska wtedy nikt nie chciał iść. Służba to była ponura pańszczyzna. Niechęć do jej spełnienia zwykle motywowała chłopaków przed maturą do wytężonego wysiłku umysłowego, aby uciec od tej powinności na studia. Jako kobieta musiałam odrobić tzw. studium wojskowe. Wszelka indoktrynacja polityczna była tam wykluczona. Nauczycielami byli głównie starsi stopniem i wiekiem wojskowi, którzy wpadali w panikę na widok grupy 30 studentek. Nie nadawali się do służby pewnie z powodu jakiś uszczerbków na zdrowiu fizycznym. Ich sprawność umysłowa uszczerbku doznać nie mogła, bo była nieobecna. I te okoliczności pchnęły tych nieszczęsnych ludzi do pracy ze studentkami, która często okazywała się trudniejsza od okopywania się w palącym słońcu na poligonie. Studentki, dziewczyny praktyczne, nie traciły czasu na słuchanie ględzenia o syrenach alarmowych, ratowaniu się przez atakiem jądrowym czy definicji pagórka, więc robiły swetry na drutach, czytały książki, przepisywały wykłady itd. Pisanie czegokolwiek wojskowych nauczycieli nie drażniło, ale już dziergania swetrów na drutach znosili ciężko. Zwykle po jakimś czasie nie wytrzymywali i krzyczeli: „Niech studentka przestanie robić na szydłach”. To wywoływało gwałtowny przypływ wesołości całej babskiej grupy. Ta wesołość kończyła się zwykle karą w postaci wystawania pod drzwiami obrażonego nauczyciela, aby zechciał jednak wypełnić pustą rubrykę w indeksie oceną choć trochę pozytywną. Drzwi gabinetu wojskowego nauczyciela zwykle bywały zamknięte i karą było właśnie to oczekiwanie. Czasem bardziej ludzki nauczyciel zostawił życzliwie przypiętą pinezką wskazówkę na drzwiach swojego gabinetu, gdzie go odnaleźć : „Jeśli któś cóś by ode nie chciał, to załatwiam się w pok.7” Czy trzeba było przeżyć ten komedio-dramat? Jeśli się przeżyło, to chyba trzeba było. Nie mam jednak nic do tych, którzy się wymigali.

kiki 10.05.2013 13:37
Dziadzio dodaje ,że zwyły żołnierz Wojska Polskiego niczemu winien nie jest. Winni to zdrajcy interesów Polski z kacapskiego nadania: Rokosowski - kacap Żymierski - zdrajca. Spychalski - żyd Jaruzelski - zięć żyda ido tego moskiewski pachołek

As Kier 10.05.2013 10:39
Zacytuję dosłownie Rotę Przysięgi LWP z nadzieją, że pomoże to zrozumieć adwersarzom, gdzie pies leży pogrzebany, w temacie: komu przysięgał żołnierz PRL-u: „Ja, obywatel Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, stając w szeregach Wojska Polskiego, przysięgam Narodowi Polskiemu być uczciwym, zdyscyplinowanym, mężnym i czujnym żołnierzem, wykonywać dokładnie rozkazy przełożonych i przepisy regulaminów, dochować ściśle tajemnicy wojskowej i państwowej, nie splamić nigdy honoru i godności żołnierza polskiego. Przysięgam służyć ze wszystkich sił Ojczyźnie, bronić niezłomnie praw ludu pracującego, zawarowanych w Konstytucji, stać nieugięcie na straży władzy ludowej, dochować wierności Rządowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Przysięgam strzec niezłomnie wolności, niepodległości i granic Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przed zakusami imperializmu, stać nieugięcie na straży pokoju w braterskim przymierzu z Armią Radziecką i innymi sojuszniczymi armiami i w razie potrzeby nie szczędząc krwi ani życia mężnie walczyć w obronie Ojczyzny, o świętą sprawę niepodległości, wolności i szczęścia ludu. Gdybym nie bacząc na tę moją uroczystą przysięgę obowiązek wierności wobec Ojczyzny złamał, niechaj mnie dosięgnie surowa ręka sprawiedliwości ludowej”.

Amigo 10.05.2013 09:38
Multi ileś tam, posłuchaj: "Prawdziwy facet" spełnił obowiązek wobec obcych dowódców wojskowych, którzy za pomocą tego "wojska polskiego" dokonali inwazji na próbującą odzyskać wolność Czechosłowację. "Polskie wojsko" dokonało pacyfikacji bezbronnych tłumów na Placu Wacława w Pradze czeskiej. Fajnie? Miałeś wybór Multi ileś tam, "prawdziwy facecie"? W tym rzecz, że niby nie miałeś, ale po co w takim razie wychwalasz ten badziew? Powinieneś zamilczeć albo zmienić temat.

kiki 10.05.2013 08:59
Qrde...ciekawa polemika.Dziadzio mówi,że wojsko było polskie tylko dowodzili nim sowieci czyli kacapy. Okazuje się,że taxidrajwer to facet bez jaj bo przed armią zmykał. Dziadzio rzekł,że ci co w wojsku nie byli to upsledzone mienoty i niezdary...takie coś tam bez jaj.

10.05.2013 09:44
oczywiście że było to Polskie Wojsko a przysiegę zdawalo sie na Polski Sztandar a na czapkach zamiast gwiazdy czerwonej nosiliśmy orła tylko bez korony ale takie były czasy. A pierwsze zdanie PRZYSIEGI brzmiało : Ja, obywatel Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, stając w szeregach Wojska Polskiego, przysięgam Narodowi Polskiemu ...... Resztę zostawiam Państwu do oceny komu żołnierze Wojska Polskiego przysiegali ...

Anty-bohater 10.05.2013 04:38
Teraz już nie ma najmniejszej wątpliwości: Taxidrajwer jest największym polskim bohaterem wszechczasów! Nic podobnego, nie jest megalomanem, jakimś zakompleksionym typkiem, od których roi się w tego rodzaju mediach, wyszczekującym swą wyższość nad wszystkimi i nad zdrowym rozsądkiem przy każdej okazji. To prawdziwy hero, gotów poprowadzić wszystkich tam, gdzie należy i gdzie jest BARDZO niebezpiecznie!

10.05.2013 07:17
Argument nie ad meritum ale ad personum, świadczy o infantylizmie i braku argumentów. To tyle w temacie. Reszta nie zasługuje na odpowiedź

10.05.2013 08:05
Nie ma to, jak robić tylko to, co jest bezpieczne, poprawne i nijakie. Najlepiej się nie "wychylać", nie dyskutować i przyjmować z pokorą co nam dają. To powód, dla którego Polska i takie miasta jak Tomaszów zdychają. Miernoty wybierają sobie podobne miernoty, by je reprezentowały i miernie w ich imieniu zarządzały w wyborach zwanych demokratycznymi. Kiedy ktoś ma odrobinę poczucia własnej godności, natychmiast jest niszczony, bo miernota nie tylko powodzenia w życiu zawodowym i rodzinnym innym zazdrości ale również tego, że inni zachowują się w sposób przyzwoity. Starają się więc za wszelką cenę takie osobnika zeszmacić, jak szmacą samych siebie każdego dnia. Nazywają to zdrowym rozsądkiem. Tymczasem to najzwyklejsza zawiść, która wynika z tego, że starają się samych przed sobą usprawiedliwić i chociaż przez chwilę sprawić wrażenie, że brudne gęby, jakie posiadają, są czyste. One jednak przecież takie nie są. Co najwyżej brud przypudrowany zostaje cynizmem. Najgorsze jednak jest to, że miernoty, płodzą i wychowują swoje kolejne kalki. W ten sposób mierność się rozprzestrzenia, udając normę. Z drugiej strony wystarczy uderzyć w stół, by nożyce się odezwały. Pozwolę sobie zacytować "taxidrajwera": "...Za każdym razem kiedy ja opowiadam o tym, że migałem się przed wojskiem, bo dla mnie to był dyshonor przysięgać wierność obcej armii, widzę jak moi rozmówcy najchętniej rozszarpali by mnie na kawałki..." Jak widać nie trzeba było długo czekać, by pojawił się ktoś, kto te słowa potwierdzi.

Myślenia trochę! 09.05.2013 23:53
Niechlujny wstęp (domyślam się: od redakcji, bo Wójciak nigdy tak by nie napisał) niszczy dobry tekst. Kto, gdzie i kiedy przysięgał "radzieckiemu okupantowi"? Kto i gdzie widział tego "okupanta"? Czy ktoś go znalazł pod pomnikiem zwanym "Gwiazdą" na Placu Kościuszki? Czy jest sens prymityzować skomplikowane sprawy? Oczywiście, tekst Edwarda znakomity.

10.05.2013 00:39
Dla jednego okupant, dla innego przyjaciel. Pytanie kim jest ten, dla którego to "padrug" był. Oczywiście ma charakter retoryczny. Tu nie ma nic skomplikowanego. Za każdym razem kiedy ja opowiadam o tym, że migałem się przed wojskiem, bo dla mnie to był dyshonor przysięgać wierność obcej armii, widzę jak moi rozmówcy najchętniej rozszarpali by mnie na kawałki. Powodem jest to, że moja opowieść stawia ich w złym świetle, dlatego za wszelką cenę próbują mi udowadniać swoje racje. Nie będę przytaczał argumentów, bo nie są one ani ważne ani tym bardziej potrzebne. Jestem w stanie pojąć poziom służalczości, bezmyślności i całkowitego braku jakichkolwiek poglądów, no i oczywiście strach. Ale szczerze mówiąc mało one mnie dzisiaj obchodzą. W latach 80-tych wolałem pójść siedzieć niż iść do wojska. Ktoś wybrał inną drogę. Wybierało ją 99% osób. Nie oceniam. Dziwne jest to, że te osoby próbują oceniać mnie.

09.05.2013 23:03
Panie Edwardzie, doskonały felieton. Sam uciekałem przed komunistycznym wojskiem. Dla mnie to jednak wiązało się z możliwości trafienia do więzienia. Wybrałem więc inną drogę. Tak czy inaczej byłem przestępcą uchylającym się od obowiązku zasadniczej służby wojskowej. I powiem tylko tyle, że jestem z tego dumny.

10.05.2013 07:29
szkoda że nie spełniłeś obowiązku służby zasadniczej w Polskim Wojsku .. Prawdziwy Facet powinien ten obowiązek spełnic, ale cóż każdy ma swój wybór. Ja byłem 28 miesiecy i nie narzekam głowy mi nie urwali...

Ech 10.05.2013 08:36
Przecież ci tłumaczy, że to nie było Polskie Wojsko

Peter 09.05.2013 22:40
Świetny tekst.

kiki 09.05.2013 14:00
Ano,tak ględzili, że nie matura a chęć szczera zrobi z chłopa oficera. A co z tego wyszło,to najlepszym przykladem był GRUDZIEŃ 70.

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: 11.08.2026 05:24
Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości jak kadry z kilku różnych filmów rozgrywających się jednocześnie. Donald Trump zaostrza retorykę wobec Iranu, Rosja zwiększa produkcję rakiet, w Moskwie ludzie wychodzą przed Sąd Najwyższy w obronie opozycji, a w Kolumbii ratownicy przeszukują ruiny po potężnym trzęsieniu ziemi. W Polsce mowa przede wszystkim o kolejnych miliardach z KPO, finansach partii politycznych i postępowaniu dotyczącym pomocy dla powodzian. Oto najważniejsze informacje poniedziałku. Data dodania artykułu: 10.08.2026 22:10
Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Plac Piłsudskiego po raz kolejny stał się sceną dramatu, w którym pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej spotkała się z najbardziej gorącym językiem bieżącej polityki. Jarosław Kaczyński uznał słabe notowania gabinetu Donalda Tuska za zapowiedź zmiany władzy. Mówił o tworzeniu nowych instytucji, zatrzymaniach i surowych karach. Najdalej poszedł jednak w sprawie Smoleńska, przekonując o rosyjskiej zbrodni i możliwym udziale polskich współpracowników. To pozostaje tezą prezesa PiS, a nie ustaleniem prawomocnego wyroku ani zakończonego śledztwa. Data dodania artykułu: 10.08.2026 13:07
Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

W pierwszym półroczu 2026 roku liczba ujawnionych kradzieży sklepowych spadła niemal o jedną piątą. Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra wiadomość. Statystyka ma jednak konstrukcję dobrego kryminału: najważniejszy szczegół pojawia się dopiero w drugim akcie. Ubywa przede wszystkim drobnych wykroczeń, podczas gdy liczba poważniejszych czynów maleje znacznie wolniej. Problem nie tyle znika, ile zmienia swoją twarz. Data dodania artykułu: 10.08.2026 09:22
Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Historia 10 sierpnia nie mówi jednym głosem. Raz trzaska ogniem nad Wawelem, innym razem szepcze z kart Jerzego Pilcha i Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Potrafi zabrzmieć fletem Iana Andersona, soulowym głosem Roberty Flack, ale też hukiem niemieckich pocisków nad powstańczą Warszawą. Data dodania artykułu: 10.08.2026 08:45
10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Polecane

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 05:24
Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce Ostatni tydzień letnich ślizgawek. W sierpniu można jeszcze wskoczyć na lód Sportowy poniedziałek: Schilder ze złotem, Kuchta w Legii i mocny front przeciw FIFA Wybuch gazu na Zawadzkiej pod lupą prokuratury. Biegły zbada przyczynę, w tle kara do 10 lat Akcja „Prędkość” w powiecie tomaszowskim. 99 przypadków przekroczenia limitu Jazz nad Zalewem Sulejowskim i łemkowskie brzmienia w regionie PILNE. Zaginął 37-letni Michał Szczepaniak z Tomaszowa. Policja prosi o pomoc 33 stopnie, potem grad i wiatr do 80 km/h. IMGW ostrzega Tomaszów i powiat Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł? 10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale Ponad 100 osób odwiedziło tomaszowską porodówkę. Oddział, który odzyskał zaufanie pacjentek „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: rwd Treść komentarza: Jak zawsze winny pacjent, który przychodzi, nic nie wie i tylko przeszkadza w pracy i rządzeniu ( jak się okazuje każdej władzy). Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Chłopie: 100 % racji. Ta cała, tzw. "służba zdrowia" , to w rzeczywistości jest kolejne dojne koryto dla różnych, debilowatych samorządowców, dla różnych, debilowatych lekarzy i innych debilowatych, samorządowych przygłupów. To jest istny świat matrixu, szkodliwy dla tych chorych, którzy się (niestety) znajdą się w tym debilowatym świecie. P.S. Pacjent? Dla tego, debilowatego towarzystwa, to jest tylko jednostka chorobowa, na której trzeba na maska zarobić. A, że tego pacjenta nie wyleczyliśmy i zszedł z tego świata?! A co to, kur.., kogokolwiek obchodzi ..... Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Ten materiał powyżej dosyć szczegółowo i fachowo pokazuje, że ta spółdzielnia, to firma, która bardzo łatwo może stać się zwykła mafią, decydującą o losach ludzi, będących członkami tej spółdzielczej mafii. I rzeczywiście, ten stołek prezesa i szefa rady nadzorczej, tak "na oko", nie wydają się najważniejsze, jednak, tak, jak w każdej mafii, to są najważniejsze stołki, bo te stołki kierują tym mafijnym procederem wykorzystywania informacji o ludziach ze spółdzielni. Stad wzięła się i nadal trwa burza o szefostwo w tej spółdzielczej mafii. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Opiekun Treść komentarza: A z innej beczki. Musiałem z tatą - mającym problem z poruszaniem się, udać się do jednej z poradni przy TCZ. Aby do niej dojść, musieliśmy przejć przez mocno zniszczony plac ( między innymi wyrwy w płytach chodnikowych). Dla mojego taty, było to arcytrudne i od budki przy bramie, do drzwi - trwało z przerwami, około 15 minut. No i przy drzwiach wyrwana klamka i karteczka z napisem, że remont, a wejście drzwiami głównymi do szpitala. Kolejne około 15 minut w drugą stronę i niebotyczne zmęczenie osoby chorej i opiekuna. Z pomocy tych poradni raczej nie korzystają ludzie zdrowi, często są to pacjenci neurologiczni, ortopedyczni z urazami kończyn. Czy naprawdę trzeba uświadamiać ludzi odpowiedzialnych, za to że konieczne jest oznakowanie od strony bramy i furtki którędy teraz wiedzie droga do określonych poradni? Po wejściu na hol główny to samo. Nikogo w punkcie informacyjnym, rozumiem, że może pani poszła do toalety, ma prawo. Tylko nie każdy zna od lewa do prawa topografię szpitala, wystarczyłyby oznaczenia przyklejone na ścianach... Wydrukowanie czarnym tuszem i ofoliowanie kilku kartek, nie będzie finansowym gwoździem do trumny, już i tak zadłużonego szpitala, a zdecydowanie pomoże osobom chorym. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jak czytam tego gniota powyżej, to scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni. Ten materiał powyżej, to, co to, do kur.. nędzy, jest?! Publiczna scysja pomiędzy p. Strzępkiem i pozostałymi podmiotami tzw. "służby zdrowia" czy może to jest jakiekolwiek wyjaśniania dla zwykłych ludzi, którzy są zainteresowania takimi sytuacjami - co ?! Szanowna Redakcjo: nie traktujcie Waszych Czytelników jak zwykłych debili!!! Ten materiał powyżej, to jest zwykły bełkot, które nic nam nie wyjaśnia. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Wpisy tej dziewuchy z dnia 06.08.2026 r. z następujących godzin: 17:06, 17:10, 17:15, 17:42, 17:48. Dziewczyno: te Twoje wpisy, to jedna , wielka kakofonia, czy pomieszanie z poplątaniem, a inaczej: syf, kiła i mogiła. Mam wątpliwości, czy Ty sama siebie zrozumiesz z tych swoich wpisów. A może ktoś Cię wcześniej skrzywdził, albo po prostu Ci nie dogodził - co? Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama