Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 11 sierpnia 2026 07:42
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Okrakiem: Big Girls Don’t Cry

Kolejny felieton, będący efektem polsko - kanadyjskich obserwacji Edwarda Wójciaka. Tym razem coś dla feministek

 

Pewnego pięknego dnia, w roku bodaj 2005, w Kanadzie, zadzwoniła do mnie pani o bardzo miłym głosie, przedstawiła się jako Jola Rapalska-Śliwka i zapytała, czy mógłbym jej napisać dedykację na książce, którą niedawno kupiła. Że w jej zawodzie nie wie się nigdy dokładnie, kiedy będzie się miało wolny czas. Nie mogła być na promocji, więc ponieważ ma parę takich wolnych dni, to może dziś, a może jutro?

 

Zaciekawiony zapytałem, co to za zawód. I wtedy ta pani powiedziała lekko: jestem kierowcą ciężarówki. I naraz przypomniałem sobie, że gdzieś już o niej czytałem, że jakaś polonijna gazeta zamieściła o niej nie tak dawno szeroki materiał. Nie pamiętam daty, ale pamiętam niektóre fakty. Wtedy w Gazecie ukazywały się codziennie odcinki mojej książki, byłem aktualnie po promocji Zupy z Króla w Centrum Kultury Im. Jana Pawła II. Pamiętam też, że umówiliśmy się w Timie Hortonsie przy Dixie i Burrnhamthorpe na bardzo późną kawę.

 

Była 11 w nocy. – Pan jest z Tomaszowa? – zapytała. Potwierdziłem. I dodała - Ja też. – A gdzie pani mieszkała? – zapytałem zaciekawiony. – Na Anny 14, a potem przy Fabrycznej 21, w takiej starej kamienicy. Oniemiałem. Ja mieszkałem przez długie lata dokładnie naprzeciwko, w domku o numerze 24. Nie znaliśmy się wtedy. I trzeba było, żeby każde z nas pokonało granice, stało się emigrantem, żeby sąsiedzi z Tomaszowa Mazowieckiego spotkali się w Mississaudze, Ontario, Kanada.

 

Minęło wiele lat i odnaleźliśmy się na facebooku. Jola jest namiętną czytelniczką, wręcz pożeraczką książek. Chciała wskazówek, gdzie można moje brakujące jej do kolekcji książki zakupić. Zakupiła, przeczytała, napisała. Cenię sobie jej recenzje, gdyż wiem, że jak mało kto zna się na literaturze. Oto próbki:

 

"Połknęłam "Akademię Politury". Zaiste zajefajniste! Złapałam się na tym, że zapomniałam o podstawowej zasadzie przetrwania w tym kraju, a „Politura” właśnie zawiera ciągle aktualne rady. Pomijając powyższe, fajnie jest wrócić do zdarzeń, w które byliśmy bardziej lub mniej zaangażowani, czy nawet byliśmy ich uczestnikami. „Politura” jest właśnie tą książką, która zatrzymała i udokumentowała współczesną historię większości emigrantów lat osiemdziesiątych. Historię, która nie dla każdego jest chlubą, ale na pewno jest prawdą. Osobiście podziwiam Cię drogi autorze za wiarygodność i za świeżość umysłu w opisywaniu mnóstwa zdarzeń, o których dawno zapomnieliśmy. Dla czytelników w Polsce będzie może świadectwem ludzkiej determinacji w poszukiwaniu „godnego życia”. Jednym słowem: Dziekuję i pozdrawiamserdecznieoraz życzęspełnienia marzeń związanych z Politurą w kraju ojczystym. Jola”.

 

„Edku! Kupiłam oczywiście Twój „Siwy Dym” i „Krótką historię spodni w Tomaszowie Mazowieckim”. Została mi „Idę się bać...zaraz wracam”. Od kilku dni próbuję się otrząsnąć z "Siwego dymu”, ale nie daję rady. Choć przy czytaniu postawiłam mój ulubiony Szafirowy Bombaj i tonik, to nie przełknęłam ani łyka, a zgagę mam do teraz, śpię na siedząco i łykam Tectę. Czytając byłam razem ze wszystkimi bohaterami tak obok, wszędzie. Choć znam historie naszej wspólnej doli emigrantów, to Twoja opowieść jest tak brutalnie i autentycznie prawdziwa, że aż boli. Z powieści, dla mnie zrobił się dokument. Ale oprócz tego powiem ci, że gdybym miała problem AA, to ta książka byłaby dla mnie 911 #1. Książkę kończyłam w metrze. Skonfiskowali mi ją Darek i Konrad, którzy poznali Cię z okładki. Poszła w obieg i mam nadzieje, że z dobrym pożytkiem. Gratuluje Ci kunsztu obserwatora i umiejętności ubierania we właściwe słowa sytuacji, zdarzeń, ludzi. Pozdrawiam Cię. Jola.”

 

Pospieszyłem z wyjaśnieniem, że nie ma możliwości zakupienia mojej powieści „Idę się bać, zaraz wracam”, a powód jest oczywisty – chociaż szła w Gazecie przez więcej niż rok w odcinkach, nigdy nie ukazała się drukiem, i nie ukaże się …pod tym tytułem. Że po korekcie i po nowej redakcji, wkrótce ukaże się pod nowym tytułem – Piętno Anioła. Książka już jest w księgarniach. Jola dostanie ją od mojego bratanka, który zawita w Kanadzie na początku maja. Niecierpliwie będę czekał na jej jak zwykle – niezwykle cenną dla mnie recenzję.

 

 

 

 

Jola Rapalska-Śliwka przed opuszczeniem Polski była bardzo dobrze znana i rozpoznawalna w Tomaszowie Mazowieckim, gdyż pracowała w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, czyli w ZUS-ie. Dlaczego wybrała „tułaczkę”? Jak mówi, zawsze miała cygańską duszę i lubiła podróże. Jeśli nie było ją na nie stać, podróżowała posługując się wyobraźnią, której do dziś jej nie brakuje. Ale nie miała jej na tyle, żeby przewidzieć, co się zdarzy w Kanadzie. Chociaż coś jej mówiło, że marzenia się spełniają, nie wiedziała wtedy, że jej marzenia spełnią się co do joty, że na żywo zobaczy i przeżyje to, czym mamiła ją wyobraźnia. Jeszcze pierwsze lata pobytu w Kanadzie nie wróżyły tego, co stanie się później. Miała dobre stanowisko menadżerskie w znanej firmie odzieżowej Fabrykland, ale po siedmiu latach życia osiadłego stwierdziła, że to nie jest dla niej. Została trackerką – kierowcą wielkiej ciężarówki.

 

Spotkaliśmy się z Jolą po latach, chyba nawet osiem lat minęło od naszego pierwszego spotkania w Timie Hortonsie. Nie do wiary, ale nic się nie zmieniła. Dalej jest sympatyczną, niewielkiego wzrostu zgrabną kobietą, z nieustającym uśmiechem na ładnej twarzy. W dalszym ciągu uwielbia książki i dobrą muzykę, teatr i film. Spotkaliśmy się dwukrotnie w towarzystwie jej uroczej córki, Dagmary. Obie panie stanowią niezaprzeczalny dowód na to, że mimo różnicy pokolenia, matka z córka mogą mieć wspólne tematy i zainteresowania, lubią sobie pożartować, często wzajemnie z siebie, na luzie i szczerze. Niezwykłe chwile przeżyliśmy razem, rozmawiając, wspominając, słuchając muzyki. Nie zapomnę nigdy pożegnania, jakie „zgotowały” mi Jola z Dagmarą w klubie Roc’n Doc’s Live Music Grill przy Lakeshore w Mississaudze, podczas koncertu znanego muzyka Tony Springera.   

 

Niezwykła jest opowieść Joli o wrażeniach z pracy w mało kobiecym zawodzie, który wybrała z premedytacją, co wymagało wielkiej odwagi i determinacji. Jola już nie jeździ po Ameryce wielką ciężarówką. Zapytałem o powody. Jola odpowiedziała tak:

 

„Jak oznajmiła moja szczęśliwa córka, na taki prezent czekała całe życie. A było to  dokładnie 6 października 2009 roku. Był to jej dzień urodzin, kiedy pierwszy raz od czasów jakie pamiętała, mama nie pojechała więcej w żadna trasę i w ogóle nie musiała iść do żadnej pracy!!! Powód? Bardzo złożony. A tak po krotce: pracowałam dla dużej kanadyjskiej firmy, w której nasz rodak miał kilkanaście ciężarówek. Jako jedyna kobieta w jego zespole jeździłam wszędzie, gdzie szef chciał. Miasto, autostrady, Detroit, Buffalo, cała Ameryka. W momencie, kiedy chciałam kupić swoją ciężarówkę i pracować dla siebie, zaczęły się schody. Okazało się, że na układy naprawdę nie ma rady. Córka była szczęśliwa, a mama?

 

W dzień, w którym postanowiłam więcej do pracy nie iść, ubrałam koszulkę kupioną na koncercie poświęconym „Jersey Boys” z napisem - Big Girls Don't Cry - poszłyśmy z córką celebrować jej urodziny. Jako „dużej dziewczynce" nie wypadało mi płakać przecież. Tym bardziej, że w tym zawodzie z jedenastoletnim doświadczeniem - problemu ze znalezieniem  pracy - niet”!

 

A tak poważnie, to ostatnie dwa lata pracy nocą, brak snu w dzień, pieprzone telefony od szefa, dla którego ważne było tylko, aby kółka się kręciły, praca jak koń z klapkami na oczach przestała być ciekawa i zdrowa.

 

Decyzja jednego rasisty, który nie bardzo tolerował moje umiejętności w męskim bądź niebądź zawodzie oraz to, że od niego zależało moje „być albo nie być”, uratowała mnie przed „wyścigiem szczurów” i pozwoliła mi zatrzymać się w tym chorym biegu donikąd i poczuć jak pachną ostanie październikowe róże. Dziękuje mu za to!

 

 Lata, które spędziłam za fajerą, pokonując około 4.500 km. w jedną stronę, to te najbardziej fascynujące, choć bardzo często trudne i niebezpieczne. Piękno przyrody, barwy ziemi,  wynagradzają każdy trud. A jeszcze do tego moja ciekawość i umiejętność zatrzymania się bez względu na straty, pozwoliły mi poznać wszystko, co było możliwe do poznania. Moczyłam nogi w Pacyfiku, bawiłam się falami Atlantyku. Gamblowałam w Las Vegas, Reno i w mniejszych dziurach Newady. Podziwiałam przepiękne kaniony. Cieszyłam się śniegiem Flagstaff, skąd tylko 120 mil do  upalnych miejsc Arizony, gdzie najpiękniej kwitną kolczaste kaktusy. Ślad po jednym ukłuciu mam do dzisiaj – po prostu zapatrzyłam się na przystojnego żołnierza, który rozładowywał ładunek zawieziony do amerykańskiej jednostki wojskowej. Kalifornijskie góry i pustynie, kręte drogi, autostrady podzielone kwitnącymi krzewami. Zamykam oczy i znów tam mogę być. Tego nie odbierze mi nikt.

 

 

 

 

Ten  niespodziewany przystanek, który zafundowało mi życie, bardzo mi się spodobał. Okazało się jednak, że tyle rzeczy mnie w życiu omija. Nie wiedziałam, kto się urodził, a kto umarł, z kim nie zdążyłam się pożegnać. Ile niezaliczonych, wspaniałych koncertów, nieprzeczytanych książek. Ale od dawna już wiem, że w życiu nic nie ma za darmo - więc coś za coś.

 

Odstawienie „fajery” było dla mnie wybawieniem. Nie oznacza to, że przestałam lubić jazdę ciężarówką. To było najciekawsze doświadczenie w moim życiu. Wielka lekcja pokory, której w życiu nigdy nie jest za wiele. Zaczęłam zmieniać swoje życie. Po 37 latach gonitwy postanowiłam „wrzucić na luz”. Wiosna 2010 roku to czas, kiedy zaczęłam łazić tam, gdzie kwitły bzy, konwalie, jaśminy. Zapachy z mojego ogródka. Z Polski. Z Tomaszowa. Miejsc, o których pamiętam w każdym dniu mojego emigracyjnego życia.

 

Przesiadłam się z ciężarówki na rower i TTC (miejscowa komunikacja). Co za ulga!!! Nie muszę siusiać na rozkaz, aby móc wsiąść za fajerę! Nie muszę być dla nikogo szoferem! Mogę wypić żywca w Albatrosie, wsiąść na mój piękny biały jednośladowiec i mieć cały świat w wielkim poważaniu!

 

Ta zmiana nie była łatwa wcale. Nie wstydzę się przyznać, że samotność kierowcy ciężarówki to ciężka choroba. Aby móc się włączyć od nowa do otoczenia, po 11 latach  bycia najczęściej z samą sobą, potrzebna mi była fachowa pomoc. Wszyscy bardzo się starali. Ja też. Bardzo. Ale ten „czyściec” pozwolił mi jeszcze raz przekonać się, jak kruche jest życie i co tak naprawdę jest ważne. Próbuję zbliżyć się do ludzi, ale to okazuje się najtrudniejsze. Nie bawią mnie „głodne kawały”. Szkoda mi czasu na „wielkie żarcia” przy suto zastawionych stołach. Wolę „wąchać książki”. Wszystkie. A Twoje w szczególności. Są mi tak bliskie jak miejsca, gdzie byliśmy razem, chociaż osobno. Jak czasy i zdarzenia, które opisujesz. Żywa historia. Odrabiam zaległości kinowe.

 

Obecnie jestem świadkiem  umierającej na raka bliskiej znajomej. Zlekceważyła wczesne stadium choroby. Bardzo chce żyć. Obiecuje, że zmieni swoje życie jak wyzdrowieje. Nigdy nie miała czasu na urlop, na podróże, na czytanie. Nie miała czasu na pójście do lekarza.

 

Uświadomiłam sobie, że ze mną nie jest aż tak źle. Podróżowałam, korzystałam z urlopów. Z pomocą wrogów musiałam się zatrzymać. I to cenię sobie najbardziej. Nie nudzę się ze sobą na pewno. Wszystko inne to „pestka” i brak czegokolwiek tłumaczę za moją koleżanką Bożenką, że „trumna nie ma kieszeni”!

 

Drodzy Czytelnicy! Prawda, jak pięknie pisze Jola Rapalska-Śliwka? Namawiam ją do pisania krótkich form literackich, na początek. Ma w głowie masę cudownego materiału ze swojego bogatego w przygody życia. Przypuszczam, że wspólnie z nią napiszemy jeszcze co najmniej jeden z odcinków „Okrakiem”. Może już nawet następny?

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: 11.08.2026 05:24
Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości jak kadry z kilku różnych filmów rozgrywających się jednocześnie. Donald Trump zaostrza retorykę wobec Iranu, Rosja zwiększa produkcję rakiet, w Moskwie ludzie wychodzą przed Sąd Najwyższy w obronie opozycji, a w Kolumbii ratownicy przeszukują ruiny po potężnym trzęsieniu ziemi. W Polsce mowa przede wszystkim o kolejnych miliardach z KPO, finansach partii politycznych i postępowaniu dotyczącym pomocy dla powodzian. Oto najważniejsze informacje poniedziałku. Data dodania artykułu: 10.08.2026 22:10
Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Plac Piłsudskiego po raz kolejny stał się sceną dramatu, w którym pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej spotkała się z najbardziej gorącym językiem bieżącej polityki. Jarosław Kaczyński uznał słabe notowania gabinetu Donalda Tuska za zapowiedź zmiany władzy. Mówił o tworzeniu nowych instytucji, zatrzymaniach i surowych karach. Najdalej poszedł jednak w sprawie Smoleńska, przekonując o rosyjskiej zbrodni i możliwym udziale polskich współpracowników. To pozostaje tezą prezesa PiS, a nie ustaleniem prawomocnego wyroku ani zakończonego śledztwa. Data dodania artykułu: 10.08.2026 13:07
Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

W pierwszym półroczu 2026 roku liczba ujawnionych kradzieży sklepowych spadła niemal o jedną piątą. Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra wiadomość. Statystyka ma jednak konstrukcję dobrego kryminału: najważniejszy szczegół pojawia się dopiero w drugim akcie. Ubywa przede wszystkim drobnych wykroczeń, podczas gdy liczba poważniejszych czynów maleje znacznie wolniej. Problem nie tyle znika, ile zmienia swoją twarz. Data dodania artykułu: 10.08.2026 09:22
Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Historia 10 sierpnia nie mówi jednym głosem. Raz trzaska ogniem nad Wawelem, innym razem szepcze z kart Jerzego Pilcha i Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Potrafi zabrzmieć fletem Iana Andersona, soulowym głosem Roberty Flack, ale też hukiem niemieckich pocisków nad powstańczą Warszawą. Data dodania artykułu: 10.08.2026 08:45
10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Polecane

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 05:24
Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce Ostatni tydzień letnich ślizgawek. W sierpniu można jeszcze wskoczyć na lód Sportowy poniedziałek: Schilder ze złotem, Kuchta w Legii i mocny front przeciw FIFA Wybuch gazu na Zawadzkiej pod lupą prokuratury. Biegły zbada przyczynę, w tle kara do 10 lat Akcja „Prędkość” w powiecie tomaszowskim. 99 przypadków przekroczenia limitu Jazz nad Zalewem Sulejowskim i łemkowskie brzmienia w regionie PILNE. Zaginął 37-letni Michał Szczepaniak z Tomaszowa. Policja prosi o pomoc 33 stopnie, potem grad i wiatr do 80 km/h. IMGW ostrzega Tomaszów i powiat Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł? 10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale Ponad 100 osób odwiedziło tomaszowską porodówkę. Oddział, który odzyskał zaufanie pacjentek „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: rwd Treść komentarza: Jak zawsze winny pacjent, który przychodzi, nic nie wie i tylko przeszkadza w pracy i rządzeniu ( jak się okazuje każdej władzy). Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Chłopie: 100 % racji. Ta cała, tzw. "służba zdrowia" , to w rzeczywistości jest kolejne dojne koryto dla różnych, debilowatych samorządowców, dla różnych, debilowatych lekarzy i innych debilowatych, samorządowych przygłupów. To jest istny świat matrixu, szkodliwy dla tych chorych, którzy się (niestety) znajdą się w tym debilowatym świecie. P.S. Pacjent? Dla tego, debilowatego towarzystwa, to jest tylko jednostka chorobowa, na której trzeba na maska zarobić. A, że tego pacjenta nie wyleczyliśmy i zszedł z tego świata?! A co to, kur.., kogokolwiek obchodzi ..... Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Ten materiał powyżej dosyć szczegółowo i fachowo pokazuje, że ta spółdzielnia, to firma, która bardzo łatwo może stać się zwykła mafią, decydującą o losach ludzi, będących członkami tej spółdzielczej mafii. I rzeczywiście, ten stołek prezesa i szefa rady nadzorczej, tak "na oko", nie wydają się najważniejsze, jednak, tak, jak w każdej mafii, to są najważniejsze stołki, bo te stołki kierują tym mafijnym procederem wykorzystywania informacji o ludziach ze spółdzielni. Stad wzięła się i nadal trwa burza o szefostwo w tej spółdzielczej mafii. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Opiekun Treść komentarza: A z innej beczki. Musiałem z tatą - mającym problem z poruszaniem się, udać się do jednej z poradni przy TCZ. Aby do niej dojść, musieliśmy przejć przez mocno zniszczony plac ( między innymi wyrwy w płytach chodnikowych). Dla mojego taty, było to arcytrudne i od budki przy bramie, do drzwi - trwało z przerwami, około 15 minut. No i przy drzwiach wyrwana klamka i karteczka z napisem, że remont, a wejście drzwiami głównymi do szpitala. Kolejne około 15 minut w drugą stronę i niebotyczne zmęczenie osoby chorej i opiekuna. Z pomocy tych poradni raczej nie korzystają ludzie zdrowi, często są to pacjenci neurologiczni, ortopedyczni z urazami kończyn. Czy naprawdę trzeba uświadamiać ludzi odpowiedzialnych, za to że konieczne jest oznakowanie od strony bramy i furtki którędy teraz wiedzie droga do określonych poradni? Po wejściu na hol główny to samo. Nikogo w punkcie informacyjnym, rozumiem, że może pani poszła do toalety, ma prawo. Tylko nie każdy zna od lewa do prawa topografię szpitala, wystarczyłyby oznaczenia przyklejone na ścianach... Wydrukowanie czarnym tuszem i ofoliowanie kilku kartek, nie będzie finansowym gwoździem do trumny, już i tak zadłużonego szpitala, a zdecydowanie pomoże osobom chorym. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jak czytam tego gniota powyżej, to scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni. Ten materiał powyżej, to, co to, do kur.. nędzy, jest?! Publiczna scysja pomiędzy p. Strzępkiem i pozostałymi podmiotami tzw. "służby zdrowia" czy może to jest jakiekolwiek wyjaśniania dla zwykłych ludzi, którzy są zainteresowania takimi sytuacjami - co ?! Szanowna Redakcjo: nie traktujcie Waszych Czytelników jak zwykłych debili!!! Ten materiał powyżej, to jest zwykły bełkot, które nic nam nie wyjaśnia. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Wpisy tej dziewuchy z dnia 06.08.2026 r. z następujących godzin: 17:06, 17:10, 17:15, 17:42, 17:48. Dziewczyno: te Twoje wpisy, to jedna , wielka kakofonia, czy pomieszanie z poplątaniem, a inaczej: syf, kiła i mogiła. Mam wątpliwości, czy Ty sama siebie zrozumiesz z tych swoich wpisów. A może ktoś Cię wcześniej skrzywdził, albo po prostu Ci nie dogodził - co? Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama