Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 11 sierpnia 2026 08:38
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Z cyklu: "Okrakiem" - Młodość jest nieśmiertelna

Wszystko zaczęło się od Adka Drabińskiego. Nie kto inny, tylko on zawsze wszystko wiedział pierwszy. To on nam powiedział o Marku Hłasko, jego książkach i problemach z powrotem do kraju, który opuścił jako najbardziej obiecujący polski pisarz i nigdy miał do niego nie powrócić z powodów politycznych, oczerniany przez przywódców komunistycznej partii rządzącej oraz niektórych „kolegów” po piórze. Również od Adka dowiadywaliśmy się prawdy, nie takiej, jaka była ówcześnie znana z oficjalnych gazet, tylko tej prawdziwej, pochodzącej od ludzi, którzy ją przemycali "kanałami" razem z zachodnimi gazetami i wydawnictwami, prawdy o sukcesach naszych polskich artystów, którym udało się wyrwać z komuny. Niestety, również o klęskach.

 

Najbardziej poruszające były niewiarygodne wiadomości urastające do magicznych, jak te, o dziwnych, jeden po drugim, zejściach młodych artystów, o ciągu tych nieprawdopodobnych śmierci ludzi utalentowanych, młodych, nieprzeciętnych, którzy jakby nie przypadkiem, za to w następstwie jakiegoś fatalnego przekleństwa lub zemsty losu tracili życie. O ludziach, którzy żyli jak motyle – otoczeni sławą, w pięknych miejscach świata. Żyli mocno, barwnie, bogato, lecz krótko.

 

Byliśmy zafascynowani tą legendą, która narastała wokół dziwnych i niepotrzebnych zejść ze świata ludzi, którzy w naszym pojęciu żyli i tworzyli jak nieśmiertelni. Czyż nie pozostali nieśmiertelni w pamięci nas, ludzi minimalnie tylko młodszych, ot tak, z połowę pokolenia: wybitna piosenkarka Ludmiła Jakubczak, wybitny reżyser Andrzej Munk, nie mniej wybitni aktorzy Bogumił Kobiela i Zbigniew Cybulski, wybitny kompozytor Krzysztof Komeda-Trzciński, nie mniej wybitny pisarz Marek Hłasko, całkiem wybitny playboy Wojciech Frykowski, zapowiadająca się na wybitną aktorkę żona Romana Polańskiego, Sharon Tate.  

 

Chodziliśmy wtedy do II Liceum Ogólnokształcącego w Tomaszowie Mazowieckim. Była wiosna, ciepło i miło. Adek nie wiadomo skąd wytrzasnął kamerę. Prawdziwą, niedużą, za to błyszczącą srebrem amatorską kamerę, która miała korbkę, sam już nie pamiętam, po co. Może do ręcznego kręcenia taśmą w razie awarii baterii, a może baterii wcale jeszcze wtedy nie było? Nie znałem się na tym i nie znam się do dziś. Nam nic innego wtedy nie było do szczęścia potrzebne. Kamera, to było coś – coś nie z tego świata.

 

Chodziliśmy zawsze stadem, wszyscy w obowiązkowych niebieskich dżinsach i podrywaliśmy dziewczyny w kawiarni Zacisze, położonej na górce dawnego Hrabskiego Ogrodu, już wtedy w Parku Kultury i Wypoczynku im. 10-ciolecia PRL, obecnie Parku Solidarności. Kręciliśmy żarliwie korbką kamery, kierując jej oko ku najfajniejszym dziewczynom, które przyjmowały to wyróżnienie jako przynależny im hołd. Stawiały nam nawet  z wielkiej wdzięczności piwo. Nie wiedziały jednak biedne ślicznotki, że w kamerze Adka nie było wtedy nawet centymetra taśmy filmowej. Nikomu to nie przeszkadzało, a najmniej nam, niesfornym obibokom.

 

Byliśmy straszliwie młodzi, bardzo pewni siebie, spragnieni wolności i tę wolność jakby na przekór faktom posiadający, ją przeżywający. Tak, my w zniewolonym przez Ruskich kraju, tkwiący po uszy w kłamliwej ideologii, lecz całkowicie jej nieprzyjmujący do wiadomości, wypracowaliśmy sobie swój sposób pojmowania i realizowania wolności – poprzez negowanie wszystkiego, co nam wciskano na siłę w szkole i w środkach masowego przekazu. My wiedzieliśmy lepiej „o co tu biega”. Wiedzieliśmy, mimo że w domach rodzice na słowa „komuna” czy „Katyń” reagowali popłochem i nagłą zmianą tematu. My wiedzieliśmy swoje, chociaż nie tego uczono nas w szkołach.

 

Niektórzy koledzy mieli rodziny za granicą. Mój brat Henryk pływał na statkach Polskiej Żeglugi Morskiej. Przysyłał nie tylko paczki z pomarańczami i z ciuchami. Mieliśmy wiele informacji i przecieków o tym, jak żyją ludzie za Żelazną Kurtyną. Wielu z nas marzyło, żeby to kiedyś zobaczyć, odczuć na własnej skórze. Jak wielu ludzi wtedy, myśleliśmy, że Ameryka czy Kanada, to kraje „zupełnej” wolności, „całkowitej” demokracji, „koszmarnego bogactwa” i to wszystko dotyczy wszystkich bez wyjątku żyjących tam ludzi. Żyjąc z konieczności, bo bez możliwości wyboru i dokonania zmian, w tym, jak to mówiono „najweselszym baraku obozu komunistycznego”, robiliśmy wszystko, żeby rzeczywiście żyć wesoło, tak, jak nam się wydawało – żyją ludzie tam – na Zachodzie.

 

Dlatego najważniejsze było nie to, co się dzieje u nas, w małym mieście, tylko to, co za granicą. Stąd brało się olbrzymie zainteresowanie Rock & Rollem. Jakże często przychodziliśmy do szkoły zaspani, wyczerpani nocnym wsłuchiwaniem się w zagłuszane listy przebojów z radia Luxemburg.  Przejęci stylem ubierania się młodzieży tam, na Zachodzie, jej sukcesami i szczęśliwym, jak nam się wydawało, życiem, nie dawaliśmy za wygraną. Namiastką realizacji tych marzeń był stworzony przez nas styl życia. Niedbały, olewający, z lekka pozerski, bo przecież też chcieliśmy mieć tutaj swoje pięć minut, swoje „kilka kroków w słońcu”.

 

Kiedy człowiek jest młodym szczawiem, nie martwi się o przyszłość, żyje tylko tym, co przyniesie dzień dzisiejszy, bo wydaje się mu, że będzie żył wiecznie. Sam dobrze pamiętam utyskiwania mojej mamy, że ją coś boli, że się zdenerwowała (czasem na mnie). Nie mogłem wtedy zrozumieć, co to znaczy „być zdenerwowanym”. Na moje wtedy szczęście, szkoda tylko, że ten stan nie przeciągnął się na całe dalsze życie. Niestety.

 

 

 

 

No więc nasza młodość mimo wszystko przebiegała dosyć wesoło, a z całą pewnością bez nerwów. Ale wtedy w naszym mieście zawsze coś się działo. W kawiarni „Literacka” starsze chłopaki urządzali „fajfy” na które chodziliśmy gromadnie, żeby ich podpatrzyć, jak tańczą dżajfa, czyli Rock’n’Rolla, aby za chwilę dołączyć do nich i tańczyć przy tej cudownej muzyce symbolizującej wolność. I czuliśmy się wolni, przysięgam. Wejścia na dansingi do takich restauracji jak Jagódka, Niedźwiedź czy Sosenka, pilnowali cerberzy, odpowiednio umięśnieni i z bardzo poważnymi obliczami. O wejściu do „Niedźwiedzia” można było tylko pomarzyć, jeśli nie było się akurat posiadaczem koszuli z kołnierzykiem, krawata i marynarki. Gdzie te czasy? Gdzie te knajpy?

 

Adek już wtedy wiedział, że będzie reżyserem filmowym. Jedyny z naszego otoczenia wiedział, co będzie robił kiedyś, w przyszłości. Nie krył też pewności siebie, kiedy snuł miraże ucieczki z Polski i robienia kariery w Stanach. Pamiętam, jak bardzo mu zazdrościłem tej pewności siebie. Ja wtedy jeszcze nawet w najskrytszych marzeniach nie miałem pomysłu, by opuścić Polskę. Nie, nie dla jakiegoś dziwnie pojętego patriotyzmu, nie o to szło, chociaż ze stuprocentową pewnością wszyscy byliśmy młodymi polskimi patriotami, tu nie mam żadnych wątpliwości, tak nas w domach i w szkołach wychowano, natomiast nie zależało nam zupełnie na byciu obywatelami tak zwanej Polski Ludowej.

 

Wracając do przerwanego wątku - ja po prostu nie miałem takiego poczucia wolności jak mój kolega, po prostu czułem się skazany na istnienie w kraju, w którym się urodziłem i dojrzewałem. Którego władców nie lubiłem, a ustrój którego był mi przykry, o którego zniewoleniu wiedziałem, choć nie myślałem nawet, a i całe moje ówczesne otoczenie też, żeby coś przy tym pokombinować, żeby można było to wszystko kiedyś zmienić. Tak to naprawdę wyglądało u nas, w mieście Tomaszów Mazowiecki, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, w grupce wyróżniających się, a prawdę mówiąc – pragnących się wyróżniać z szarego komunistycznego otoczenia, młodych i niepokornych nastolatków. Czuliśmy się i tak po swojemu wyróżnieni, swobodni i nieśmiertelni.

 

Wielu z naszej paczki opuściło Polskę, najczęściej po skończonych studiach. Niektórzy zostali w Stanach, RPA, w Australii, we Francji, w Kanadzie. Inni powracali i znowu wyjeżdżali za chlebem. Bywa, że się spotykamy, chociaż parę osób już niestety nie żyje. Bywało, że spotykaliśmy się za granicą. Teraz częściej spotykamy się w Polsce. Adek rzeczywiście został reżyserem filmowym. Reszta też nie narzeka, większość z nas spełniła swoje marzenia, innych los różnie doświadczył, a niektórym to sprowokował takie niespodzianki życiowe (w sensie pozytywnym), o jakich nigdy nawet nie marzyli.

 

Dobrze jest się spotkać w Tomaszowie. Narzekamy na otaczająca nas rzeczywistość, na niedostatki, jakie widać gołym okiem w naszym mieście. Nasze narzekanie nie jest z kategorii tych beznadziejnych, złośliwych, zawziętych. My bardzo kochamy nasze miasto, może nawet za bardzo, w każdym razie na tyle mocno, że chcielibyśmy ze wszystkich sił, żeby było ono najlepszym miastem na świecie, pod każdym względem. Po prostu wiele w życiu przeżyliśmy, wiele widzieliśmy, i dlatego mamy lepszą skalę porównawczą niż ci, którzy kraju nie opuszczali. Nie mówię wcale i nie chcę powiedzieć, że jesteśmy lepsi, czy mądrzejsi. Nie o to chodzi. Nikt nas tutaj z powrotem nie ciągnął na siłę, nie wołał, nie zachęcał, a na pewno nie zmuszał do powrotu. Jeśli o mnie chodzi, czuję się w Polsce dobrze. Mogę w dalszym ciągu realizować moje marzenia. Podobnie zresztą świetnie czuję się w Kanadzie.

 

Jakkolwiek jako nastolatek nawet nie marzyłem, żeby się z Polski wyrwać, już jako dorosły mężczyzna opuściłem kraj na bardzo długo. Jednak do niego wracam, można nawet powiedzieć, że wróciłem. Wspomniałem, że jako młodzian czułem się patriotą, mimo wszystko. I w dalszym ciągu tak myślę, chociaż czuję się także emigrantem.  Czy w ogóle wypada zabierać głos w kwestii patriotyzmu z pozycji emigranta?

 

Dla mieszkańców USA miłość ojczyzny nie jest pusto brzmiącym hasłem. Jest materiałem wiążącym, który zapewnia jedność temu narodowi. Można śmiało zaryzykować pogląd, że patriotyzm w Stanach Zjednoczonych pełni funkcję świeckiej religii państwowej. W kraju, w którym miejsca patriotycznego kultu są odwiedzane znacznie częściej niż w Europie, a mieszkańcy mają różny kolor skóry i pochodzenie etniczne, poczucie przynależności do narodu pielęgnuje się z religijną wręcz gorliwością. Miłość ojczyzny, czyli patriotyzm, okazuje się wyjątkowo silnym spoiwem.

 

Ameryka wzniosła wiele patriotycznych sanktuariów, które są celem obywatelskich pielgrzymek. W tych świątyniach patriotyzmu pielęgnuje się narodową mitologię, której nikt nie waży się kwestionować. Ścisły konstytucyjny rozdział Kościoła od państwa sprawia, że nauczanie religii w szkołach publicznych jest zabronione. Nie przeszkadza to jednak, aby każdy uczeń rozpoczynał dzień od patriotycznej modlitwy i uczczenia flagi państwowej. Rota szkolnej przysięgi mówi o Stanach Zjednoczonych jako o narodzie pod opieką Boga („One nation under God”). W laickim państwie taka religijna formuła?

 

Może to dziwne, ale mówienie o Ojczyźnie i o miłości Ojczyzny, wielu Polaków dzisiaj drażni. Mówi się dosyć powszechnie, że wynika to trochę ze współczesnej alergii Polaków na patos i gołosłowność. Ale może warto się zastanowić, skąd się bierze podobna ocena u naukowców. Socjologowie sygnalizują bowiem zatrważająco niską ocenę własnego narodu dostrzeganą wśród wielu dzisiejszych Polaków, zwłaszcza u młodych. Według współczesnych badań, wielu młodych wyjeżdżających za granicę wstydzi się tego, że jest Polakami.

Przypominają mi się początki mojej własnej emigracji. Kiedy latem 1987 roku wylądowałem wraz z rodziną w Republice Federalnej Niemiec, znalazłem się w Hamburgu, w samym sercu buzującego różnorodnością typów tygla uciekinierów, dla których motywacje opuszczenia kraju ojczystego miały przeogromną rozpiętość, od powodów politycznych, poprzez chęć poprawienia sobie życia, po najbardziej zwyczajne - po prostu komuś grunt palił się w Polsce pod nogami. Pamiętam, jak znakomita część nowo poznanych „towarzyszy niedoli” rozpowszechniała z wielkim upodobaniem historie o prześladowaniach, jakim podlegali z powodów ich szeroko zakrojonej podziemnej aktywności politycznej, skierowanej przeciwko komunistycznemu reżimowi. Jednakowoż według mojej tak ówczesnej, jak i obecnej oceny, większość wybierających wtedy wolność czyniła to z pobudek bardziej trywialnych, niż powszechnie głosili. Przeważały powody ekonomiczne.

 

Zacząłem od wspomnień z okresu lat szkolnych. I na nich zakończę. Są to wspomnienia najmilsze sercu, bardzo własne, których mi nikt nie odbierze, bo były to lata najlepsze  w całym moim życiu - przepiękne, niewinne, nieśmiertelne. Chociaż nie zapominam, że dokarmiano nas wtedy natrętną indoktrynacją, na każdym kroku nasycającą niewinne duszyczki jadem całkiem oryginalnie pojętego patriotyzmu, okraszonego nieodzownym internacjonalizmem. Czy ktoś w to wierzy, czy nie, trucizna ma to do siebie, że nie jest łatwo się jej pozbyć.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: 11.08.2026 05:24
Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości jak kadry z kilku różnych filmów rozgrywających się jednocześnie. Donald Trump zaostrza retorykę wobec Iranu, Rosja zwiększa produkcję rakiet, w Moskwie ludzie wychodzą przed Sąd Najwyższy w obronie opozycji, a w Kolumbii ratownicy przeszukują ruiny po potężnym trzęsieniu ziemi. W Polsce mowa przede wszystkim o kolejnych miliardach z KPO, finansach partii politycznych i postępowaniu dotyczącym pomocy dla powodzian. Oto najważniejsze informacje poniedziałku. Data dodania artykułu: 10.08.2026 22:10
Poniedziałek pod znakiem napięć i katastrof. Trump chce pieniędzy od Iranu, Rosja gromadzi rakiety, Kolumbia liczy ofiary

Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Plac Piłsudskiego po raz kolejny stał się sceną dramatu, w którym pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej spotkała się z najbardziej gorącym językiem bieżącej polityki. Jarosław Kaczyński uznał słabe notowania gabinetu Donalda Tuska za zapowiedź zmiany władzy. Mówił o tworzeniu nowych instytucji, zatrzymaniach i surowych karach. Najdalej poszedł jednak w sprawie Smoleńska, przekonując o rosyjskiej zbrodni i możliwym udziale polskich współpracowników. To pozostaje tezą prezesa PiS, a nie ustaleniem prawomocnego wyroku ani zakończonego śledztwa. Data dodania artykułu: 10.08.2026 13:07
Kaczyński zapowiada zmianę władzy i „nowe instytucje”. Sondaże są dla Tuska złe, ale to jeszcze nie wyrok

Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

W pierwszym półroczu 2026 roku liczba ujawnionych kradzieży sklepowych spadła niemal o jedną piątą. Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra wiadomość. Statystyka ma jednak konstrukcję dobrego kryminału: najważniejszy szczegół pojawia się dopiero w drugim akcie. Ubywa przede wszystkim drobnych wykroczeń, podczas gdy liczba poważniejszych czynów maleje znacznie wolniej. Problem nie tyle znika, ile zmienia swoją twarz. Data dodania artykułu: 10.08.2026 09:22
Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł?

10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Historia 10 sierpnia nie mówi jednym głosem. Raz trzaska ogniem nad Wawelem, innym razem szepcze z kart Jerzego Pilcha i Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Potrafi zabrzmieć fletem Iana Andersona, soulowym głosem Roberty Flack, ale też hukiem niemieckich pocisków nad powstańczą Warszawą. Data dodania artykułu: 10.08.2026 08:45
10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Polecane

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce

Są takie daty, które nie dają się zamknąć w kilku linijkach kalendarza. 11 sierpnia należy właśnie do nich. Tego dnia papież Urban IV ustanawiał święto, które na trwałe wpisało się w polski pejzaż religijny, rodził się Władysław Anders, Armia Czerwona stawała nad Wisłą, a Warszawa przeżywała kolejny dramatyczny dzień Powstania. W muzycznym kalendarzu spotykają się Eric Carmen, Joe Jackson, The Knack i „Ghostbusters”, a współczesność dopisuje własne rozdziały: pomoc dla poszkodowanych w programie „Czyste Powietrze”, wielki kontrakt dotyczący śmigłowców Apache w Łodzi i wybór nowego prezydenta Węgier po zakończeniu ery rządów Viktora Orbána. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 05:24
„Mogę was sprzedać”? Związek żąda odwołania dyrektor ZUS w Tomaszowie Mazowieckim. Poważne zarzuty po spotkaniu w Radomsku Od Monte Cassino po „Ghostbusters”. 11 sierpnia w historii, muzyce i dzisiejszej polityce Ostatni tydzień letnich ślizgawek. W sierpniu można jeszcze wskoczyć na lód Sportowy poniedziałek: Schilder ze złotem, Kuchta w Legii i mocny front przeciw FIFA Wybuch gazu na Zawadzkiej pod lupą prokuratury. Biegły zbada przyczynę, w tle kara do 10 lat Akcja „Prędkość” w powiecie tomaszowskim. 99 przypadków przekroczenia limitu Jazz nad Zalewem Sulejowskim i łemkowskie brzmienia w regionie PILNE. Zaginął 37-letni Michał Szczepaniak z Tomaszowa. Policja prosi o pomoc 33 stopnie, potem grad i wiatr do 80 km/h. IMGW ostrzega Tomaszów i powiat Kradzieży sklepowych jest mniej, ale rośnie udział przestępstw. Co naprawdę oznacza próg 800 zł? 10 sierpnia: Wawel w ogniu, Dyzma na salonach, Pilch przy biurku. Biało-czerwoni ruszają po medale Ponad 100 osób odwiedziło tomaszowską porodówkę. Oddział, który odzyskał zaufanie pacjentek
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: rwd Treść komentarza: Jak zawsze winny pacjent, który przychodzi, nic nie wie i tylko przeszkadza w pracy i rządzeniu ( jak się okazuje każdej władzy). Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Chłopie: 100 % racji. Ta cała, tzw. "służba zdrowia" , to w rzeczywistości jest kolejne dojne koryto dla różnych, debilowatych samorządowców, dla różnych, debilowatych lekarzy i innych debilowatych, samorządowych przygłupów. To jest istny świat matrixu, szkodliwy dla tych chorych, którzy się (niestety) znajdą się w tym debilowatym świecie. P.S. Pacjent? Dla tego, debilowatego towarzystwa, to jest tylko jednostka chorobowa, na której trzeba na maska zarobić. A, że tego pacjenta nie wyleczyliśmy i zszedł z tego świata?! A co to, kur.., kogokolwiek obchodzi ..... Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Ten materiał powyżej dosyć szczegółowo i fachowo pokazuje, że ta spółdzielnia, to firma, która bardzo łatwo może stać się zwykła mafią, decydującą o losach ludzi, będących członkami tej spółdzielczej mafii. I rzeczywiście, ten stołek prezesa i szefa rady nadzorczej, tak "na oko", nie wydają się najważniejsze, jednak, tak, jak w każdej mafii, to są najważniejsze stołki, bo te stołki kierują tym mafijnym procederem wykorzystywania informacji o ludziach ze spółdzielni. Stad wzięła się i nadal trwa burza o szefostwo w tej spółdzielczej mafii. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Opiekun Treść komentarza: A z innej beczki. Musiałem z tatą - mającym problem z poruszaniem się, udać się do jednej z poradni przy TCZ. Aby do niej dojść, musieliśmy przejć przez mocno zniszczony plac ( między innymi wyrwy w płytach chodnikowych). Dla mojego taty, było to arcytrudne i od budki przy bramie, do drzwi - trwało z przerwami, około 15 minut. No i przy drzwiach wyrwana klamka i karteczka z napisem, że remont, a wejście drzwiami głównymi do szpitala. Kolejne około 15 minut w drugą stronę i niebotyczne zmęczenie osoby chorej i opiekuna. Z pomocy tych poradni raczej nie korzystają ludzie zdrowi, często są to pacjenci neurologiczni, ortopedyczni z urazami kończyn. Czy naprawdę trzeba uświadamiać ludzi odpowiedzialnych, za to że konieczne jest oznakowanie od strony bramy i furtki którędy teraz wiedzie droga do określonych poradni? Po wejściu na hol główny to samo. Nikogo w punkcie informacyjnym, rozumiem, że może pani poszła do toalety, ma prawo. Tylko nie każdy zna od lewa do prawa topografię szpitala, wystarczyłyby oznaczenia przyklejone na ścianach... Wydrukowanie czarnym tuszem i ofoliowanie kilku kartek, nie będzie finansowym gwoździem do trumny, już i tak zadłużonego szpitala, a zdecydowanie pomoże osobom chorym. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jak czytam tego gniota powyżej, to scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni. Ten materiał powyżej, to, co to, do kur.. nędzy, jest?! Publiczna scysja pomiędzy p. Strzępkiem i pozostałymi podmiotami tzw. "służby zdrowia" czy może to jest jakiekolwiek wyjaśniania dla zwykłych ludzi, którzy są zainteresowania takimi sytuacjami - co ?! Szanowna Redakcjo: nie traktujcie Waszych Czytelników jak zwykłych debili!!! Ten materiał powyżej, to jest zwykły bełkot, które nic nam nie wyjaśnia. Źródło komentarza: „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Wpisy tej dziewuchy z dnia 06.08.2026 r. z następujących godzin: 17:06, 17:10, 17:15, 17:42, 17:48. Dziewczyno: te Twoje wpisy, to jedna , wielka kakofonia, czy pomieszanie z poplątaniem, a inaczej: syf, kiła i mogiła. Mam wątpliwości, czy Ty sama siebie zrozumiesz z tych swoich wpisów. A może ktoś Cię wcześniej skrzywdził, albo po prostu Ci nie dogodził - co? Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama