Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 22:34
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Z cyklu: "Okrakiem" - Na początku był hałas

„Pochylmy głowy. Zapalmy znicze. Rock and roll umiera… Pocisk wystrzelony w roku 1959 w Gdańsku z armaty rock and rolla, zatoczył podniebny łuk w kształcie paraboli i po osiągnięciu punktu kulminacyjnego zaczął opadać. Zderzenie z Ziemią było nieuniknione… 6 czerwca 1980 roku, z armaty Jarocina odpalono pocisk o większej sile rażenia. Pierwszy Festiwal Muzyki Młodej Generacji odrzucił to, co przyczyniło się do unicestwienia starych konwencji, wywiesił flagę z napisem ROCK i rozpoczął kolejny etap muzyki, która miała odpowiadać oczekiwaniom nowego pokolenia. A odpowiada? …Czy tworzy coś nowego i rewelacyjnie ciekawego? Własny kanon kultury? Styl życia i bycia? Obyczaje? Obrządki? Modę? Żegnam czas rock’n’rolla, epokę, której poświęciłem kilkadziesiąt lat życia. Żegnam świat „fruwających marynarek” i muzykę, która była nie tylko zjawiskiem artystycznym, ale przesłaniem pokolenia”.

 

Rock'n'roll przerodził się w jeden z najważniejszych (jeśli nie najważniejszy) fenomenów kulturowych XX wieku. Świadkiem, uczestnikiem i motorem tej rewolucji w Polsce był Franciszek Walicki, po latach nazwany „ojcem chrzestnym” polskiego rock’n’roll’a. Właśnie ukazała się jego autobiografia pt. „Epitafium na śmierć rock'n'rolla”, a powyższy fragment pochodzi z wypowiedzi autora zamieszczonej na okładce książki, która jest niezwykłym zbiorem pamiątek z początków, trwania i rozwoju dziwnego i niechcianego przez tak zwaną „władzę ludową” odłamu muzyki popularnej, zwanego przeróżnie: „rhytm and blues”, potem - „big beat” a na końcu - rock’n’roll. Franciszek Walicki miał szczęście w życiu. Obecny wszędzie tam, gdzie działo się coś ciekawego. Po wojnie przez kilkanaście lat był kierownikiem działu kulturalnego „Głosu Wybrzeża”. Walicki opisuje swoje spotkania z Agnieszką Osiecką, Jackiem Fedorowiczem czy Zbigniewem Cybulskim. Jednak tak naprawdę debiutuje w 1956 jako współorganizator pierwszych polskich festiwali jazzowych. Choć i to była dopiero przygrywka.

 

I Ogólnopolski Festiwal Muzyki Jazzowej odbył się w Sopocie w dniach 6-12 sierpnia 1956 roku. Towarzyszyła mu negatywna kampania w środkach masowego przekazu, które nie dostrzegały, że jazz był czymś nowym i rewelacyjnie oryginalnym. Konwencja jazzu była nawet dla wielu profesjonalnych muzyków niezrozumiała i przez to skazana na zagładę. „Jazzem w tamtych latach zajmowali się nie tyle profesjonaliści, ale inteligencka młodzież, dla której to było hobby – mówi Karolak. – Jazz wtedy wspaniale integrował środowiska. Grało się jazz, słuchało się jazzu, rozmawiało o jazzie z aktorami, malarzami, pisarzami. Mieliśmy poczucie, że jeśli PRL istnieje, to nas on nie dotyczy. Jazzmanów wtedy noszono na rękach”.

 

Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz – „Wystarczyło spojrzeć na Leopolda Tyrmanda. Intelektualiście nie wypadało wątpić w istnienie PRL, ale wypadało go nie zauważać. Więc Tyrmand, zwany Lolkiem, za cenę wielkich poświęceń finansowych, odcinał się od socjalizmu kosmopolitycznym ubiorem i gustem. Mieszkał biednie i jeździł Wartburgiem, ale na szarej ulicy szpanował, wyglądał jak motyl. W sierpniu 1956 r. w Sopocie były same motyle, więc Lolek był u siebie”.

 

– Tyrmand to był facet z innego świata, wielki autorytet, organizator festiwalu. Był już wtedy po wydaniu „Złego”, miał bestseller – wspomina Jan Ptaszyn Wróblewski. – Tyrmand miał niezłomny charakter, należał do całego świata, nie tylko do ZSRR. Rozpatrywał jazz jako zjawisko socjologiczne. Wiele nas nauczył od strony taktycznej. Mówił, jak dramaturgicznie rozegrać koncert, żeby był ciekawy dla publiczności. W „Złym” szemrane towarzystwo w melinach warszawskiej Pragi słucha właśnie jazzu i to amerykańskiego. To tyrmandowska stylizacja, bo jazz zawsze był niszowy – praskie towarzystwo raczej śpiewało swoje krwawe ballady uliczne. Ale świadczy o szczerości zainteresowań. Leopold Tyrmand już w 1954 r. organizował koncerty jazzowe w baraku BHP Ministerstwa Komunikacji przy ul. Wspólnej w Warszawie. Dosłownie wyciągał polski jazz z katakumb. W Sopocie Tyrmand otwierał festiwal. W komitecie honorowym oprócz niego był także Franciszek Walicki, Stefan Kisielewski, Zygmunt Mycielski, Jerzy Skarżyński (plastyk, znawca jazzu z Krakowa), Jan Kott i Marian Eile. Ten ostatni apelował w „Przekroju” do kierowców, aby jadąc na Wybrzeże zabierali autostopowiczów na hasło festiwal jazzowy.

 

Ale Walicki to tylko Rock and Roll. Rock'n'roll, a właściwie big beat - bo słowo rock'n'roll drażniło ówczesne władze - to było całe życie Walickiego.

 

24 marca 1959 roku w Klubie Kultury „Rudy Kot” przy ulicy Garncarskiej 18 w Gdańsku dokonał się pierwszy wyłom w murze starych konwencji muzycznych obowiązujących do tej pory między Bugiem a Odrą. Przy pomocy aparatury nagłaśniającej o mocy…15 Watów, dał inauguracyjny koncert zespół Rhytm & Blues – pierwszy zespół wykonujący rock and rolla w Polsce! Niestety, żywot tej super grupy trwał zaledwie siedem miesięcy, podczas której zagrano rewelacyjną na tamte czasy liczbę koncertów – 39 imprez. Ostatni koncert odbył się dnia 27 października 1959 roku w Klubie Pracowników Żeglugi w Gdańsku, przy Wałach Piastowskich 24. Wobec nakazów z góry popartych nasilającymi się atakami polskich mediów (banda debili otumanionych zachodnią subkulturą, pajace pozbawieni talentu i słuchu, troglodyci popularyzujący tandetę i szmirę), zespół nie miał szans dalszego istnienia. Powstali Czerwono-Czarni, którzy w zamyśle Walickiego mieli być w zasadzie tym samym zespołem, tylko pod inną nazwą. Na wszelki wypadek przestano używać określenia rock’n’roll, zastępując je zbitką słowną „big – beat” – wyłącznie jako synonim rock’n’rolla.

 

Franciszek Walicki nie był muzykiem, ale pełnił rolę kogoś w rodzaju menadżera, animatora i współtwórcy kolejnych zespołów. Nic tak nie oddaje kolorytu tamtych czasów i konfliktu młodzieży z władzami, jak gęste w książce cytaty z ówczesnej prasy i relacje ze spotkań z partyjniakami, którymi szafuje, mimo że sam był partyjniakiem.

 

Walicki unika podawania nazwisk członków PZPR, którzy w tamtych czasach wydawali niekorzystne decyzje czy opinie. Sam był członkiem partii komunistycznej i nigdy nie wypierał się socjalistycznych ciągotek. Jednak z kart książki wynika, ze bardzo często przeciwstawiał się ich decyzjom oraz potrafił przemycać w sobie tylko znany sposób to, co tylko chciał, do polskiej kultury poprzez  polskie estrady. Jego aktywność i przebojowość musi na każdym robić ogromne wrażenie, nie koniecznie pozytywne. Miał i ma wielu przeciwników a nawet zagorzałych wrogów.  Był dziennikarzem, szefem sopockiego Non-stopu oraz impresario, czyli poszukiwaczem talentów. Później, w latach 70. sprowadził z Zachodu do Polski sprzęt nagłośnieniowy i zorganizował jedną z pierwszych polskich dyskotek w Hotelu Grand. Pierwszą w Polsce kapelę rockową „Rhythm and Blues” zastąpili Czerwono-Czarni, z którymi występowali Wojciech Gąssowski, Karin Stanek czy Kasia Sobczyk. Walicki wykazywał się niezwykłym wyczuciem do wynajdowania nowych, oryginalnych talentów muzycznych. Pracował przecież z Czesławem Niemenem, Krzysztofem Klenczonem, Józefem Skrzekiem i Anthimosem Apostolisem z SBB, z Niebiesko-Czarnymi, Urszulą Sipińską, Tadeuszem Nalepą i Mirą Kubasińską. Te nazwiska można wymieniać bez końca. Niemal każdy jego projekt kończył się sukcesem, a nazwiska występujących z nim artystów popularne są do dzisiaj, choć minęło już kilkadziesiąt lat.

 

 

 

 

Jak to się stało? –„Nie szukałem muzyków o nadzwyczajnych umiejętnościach. Szukałem ludzi ambitnych, odpornych na niepowodzenia, gotowych do podjęcia ciężkiej pracy. A przede wszystkim, obdarzonych odrobiną szaleństwa". Walicki miał szczęście poznać i pracować z wielkimi postaciami lat 60. i potrafi o tym barwnie opowiadać. Z książki dowiemy się dlaczego Leopold Tyrmand nosił kolorowe skarpetki i jak Czesław Niemen doprowadził do łez więźniarki w Grudziądzu. Skąd się wziął pseudonim Michała Burano i skąd Tadeusz Nalepa miał pieniądze na wzmacniacze. Ta książka to niezwykły zbiór fotografii, wspomnień i pamiątek z czasów rozwoju muzyki popularnej. Walicki był niemal wszędzie, widział wszystko. Miał niesamowite jak na owe czasy pomysły i realizował je jakby się mogło wydawać – bez specjalnego trudu. Może dlatego wszystko to wyglądało dla niektórych ludzi podejrzanie? A może było?

 

2 lipca 1961 roku Franciszek Walicki stworzył sopocki „Non Stop”. Pod brezentowym baldachimem spotykała się młodzież z całej Polski, żeby posłuchać swojej muzyki. Pierwszym gospodarzem pawilonu był zespół Czerwono-Czarni, w latach 1962-63 Niebiesko-Czarni a w 1964 Pięciolinie, Czerwone Gitary, potem Skaldowie, grupa ABC, Test, Trio Wojtka Skowrońskiego, Breakout, Krzak, Budka Suflera, SBB oraz popularne zespoły z tak zwanych demoludów. „Non Stop” był w tym czasie na ustach każdego młodego człowieka od morza do Tatr. Być w Sopocie i nie być w „Non Stopie”? To niemożliwe! Utarło się powiedzenie, że prawo wstępu pod namiot mają tylko ludzie poniżej 20 lat, ale wpuszczano także trochę starszych. Zacytujmy dwa wpisy do księgi pamiątkowej z roku 1963:

 

Wiech: „Po półgodzinie przebywania w „Non Stopie” czuję się młodszy o 40 lat”.

 

Stefania Grodzieńska: Bardzo tu ładnie, ale mam następujące zarzuty: 1) mało chuliganów, 2) wszyscy trzeźwi, 3) grzecznie się bawią. Czyżby to była inscenizacja? Muszę tu wpaść kiedyś znienacka…”

 

„Non Stop” był rówieśnikiem Sopockich Festiwali Piosenki – wspomina Walicki – ich uzupełnieniem, ale jednocześnie jakby przeciwstawieniem. Założenia festiwali w Sopocie były ambitne (promocja polskiej piosenki, kontakt ze światem, wymiana doświadczeń), ale praktyka nie odpowiadała dobrym chęciom. Estetyka festiwali była wyraźnie opóźniona w stosunku do muzycznych trendów na świecie. Pół Polski słuchało nocami Radia Luksemburg, a na festiwalowych estradach wciąż dominował sentymentalny banał.”

 

Książkę czyta się naprawdę jednym tchem. Nic dziwnego, przecież przywołuje same wielkie postacie nie tylko polskiego show businessu. Znajdziemy tutaj życiorysy gwiazd muzyki, masę zdjęć oraz teksty Franka Walickiego, jakie pisał pod pseudonimem Jacek Grań dla Czesława Niemena, Wojciecha Kordy, Ady Rusowicz, Krzysztofa Klenczona, Piotra Szczepanika, dla zespołów Breakout i SBB. 

 

Mimo to Walicki jakby ze smutkiem konkluduje: „Kiedy przyglądam się sobie w lustrze, nie jestem zadowolony. Oczy, kiedyś niebieskie, dziś bladoszare i bez wyrazu (…) Dawni rebelianci zapomnieli o hasłach, które kiedyś głosili, a i hasła straciły znaczenie i sens. Świat wielkich gwiazd rock'n'rolla zamyka się dziś w luksusowych apartamentach, topi w fortunach". No cóż, nie da się ukryć, że ma dużo racji. Zwykle było tak, jest i będzie, że buntują się głównie ci, którym jest na tym świecie po prostu źle, czyli – niedobrze. Którzy bywają niedoceniani, muszą znosić gorycz porażek, zanim któremuś uda się przebić i wypłynąć na wyżyny swojej sztuki. A jak już im przestaje być źle, przestają się naturalną koleją rzeczy buntować. A karawana toczy się dalej.

 

 

 

 

Ale ta książka to nie tylko skrupulatnie, z doskonałą pamięcią do faktów, zdarzeń i nazwisk, spisana historia zespołów i artystów z którymi Walicki współpracował. To także mimowolne i bardzo subiektywne spojrzenie na wiek XX. Wiek, w którym tworzyła się od nowa niepodległa Polska.  Także próba podtrzymania legendy Wilna – wielokulturowego i w jego wypadku zwieńczonego małżeństwem z Żydówką. Małżeństwem, które kosztowało podczas wojny młodych małżonków przejście przez getto i ucieczki przed polskimi szmalcownikami. Ba, Walickiemu udało się nawet uciec z hitlerowskiego więzienia. Ale przecież wcześniej zahartował i ducha i ciało na „Darze Pomorza”, a jedna z historii jego morskiej wyprawy stała się osnową piosenki „Puste koperty”. Wielki manager i pomysłodawca rozlicznych koncertów oraz założyciel pierwszej w Polsce dyskoteki i to z rockowym repertuarem, w której DJ-em był Piotr Kaczkowski, nie ustawał w pomysłach w latach 80. W 1983 roku w Polsce oszołomionej niedawnym stanem wojennym juroruje w konkursie, w którym debiutuje Klaus Mitffoch, w połowie lat 80. organizuje Old Rock Meeting. Dinozaury naszego big beatu wracają, i na scenie i na widowni leją się łzy.

 

Książka ta, mimo bogactwa zdjęć, tekstów i  ciekawych opowieści pozostawia też pewne wrażenie niedosytu. Walicki kilka razy wspomina o swoich lewicowych przekonaniach, deklaruje sympatię dla socjalizmu. Służy w Marynarce Wojennej w czasach, gdy komandorów tejże tracono w sfingowanych procesach. Potem również bez problemów podróżuje na Zachód, nie wspominając w jaki sposób załatwiał niedostępny zwykłym obywatelom PRL paszport. Te rzeczy denerwują ludzi, uważny i znający realia życia i fakty historyczne czytelnik oczekuje na wyjaśnienia niektórych niedomówionych spraw i … nie otrzymuje ich na kartach tej książki. A szkoda.

 

Franciszek Walicki urodził się 20 lipca 1920 roku. Jest bardzo znaną i cenioną postacią w całej Polsce, a szczególnie na Wybrzeżu. Ma tam wielu przyjaciół, którzy doskonale znają jego życiorys. I co? A nic -  Po prostu kochają Franka Walickiego.

 

I on kocha ich. Oto fragment podziękowania, jakie kieruje do osób i instytucji, które pomogły wydać mu tę książkę:

 

„…Wojciech Trzciński pierwszy zachęcił mnie do napisania wspomnień i już w roku 1994 przyczynił się do wydania autobiografii „Szukaj, Burz, Buduj” (SBB), której „Epitafium” jest uzupełnieniem i kontynuacją. Wojciech Fułek – były wiceprezydent Sopotu -  i Wiesłąw Wilczkowiak wiele razy usuwali moje wątpliwości, gdy traciłem cierpliwość i byłem bliski rezygnacji. To samo robili Marek Gaszyński, Dariusz Michalski i Wiesław Królikowski., którzy mieli już za sobą podobne doświadczenia. Dużo zawdzięczam dr Annie Idzikowskiej- Czubie – autorce dokumentalnej publikacji „Rock w PRL-u”, której lektura nasunęła mi kilka ciekawych refleksji i Marcinowi Mindykowskiemu oraz Markowi Karewiczowi za dostęp do jego archiwum i fantastyczne fotografie. Był także nieprzeciętny artysta – Andrzej Barecki, który stworzył graficzny projekt książki. Ale nikt nie zrobił więcej niż Fundacja „Sopockie Korzenie”, jej prezes Wojciech Korzeniewski i wiceprezesi – niezmordowany Wiesław Śliwiński i Marcin Jacobson. I jeszcze ktoś, komu zawdzięczam, być może, najwięcej – wielkiej przyjaciółce polskich muzyków i „mocnego uderzenia” – pani Helenie Giersz, która uwierzyła w powodzenie mojej książki i była jej głównym sponsorem.”

 

Na koniec zacytuję pewną wypowiedź, która doskonale oddaje to, o czym pisze w swojej książce Franciszek Walicki, a którym zaczyna opowieść o swoim ciekawym życiu w pierwszym rozdziale, zatytułowanym - Pod Murami Jerycha:

 

„Można wznieść mur, by powstrzymać ludzi, ale muzyka po pewnym czasie pokona go. To właśnie jest wspaniałe w muzyce – nie ma przed nią obrony. Znacie przypowieść o Jozuem i tych cholernych Murach Jerycha? Jak pamiętacie, wystarczyło zaledwie kilka trąb, aby obrócić je w pył.”

Keit Richards, The Rolling Stones.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze. Data dodania artykułu: 29.07.2026 12:42
Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

Karol Nawrocki nadal jest politykiem, któremu Polacy ufają najbardziej. Jednak najważniejsza wiadomość z lipcowego rankingu zaufania IBRiS dla Onetu kryje się nie na pierwszym, lecz na czwartym miejscu. Krzysztof Bosak w ciągu miesiąca zyskał aż 10 punktów procentowych. To sygnał, że Konfederacja przestaje być wyłącznie partią protestu i zaczyna budować własne centrum politycznej grawitacji. Data dodania artykułu: 29.07.2026 11:38
Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

29 lipca prowadzi nas przez sześć stuleci historii: od królewskiego przywileju, który otworzył drogę do rozwoju Łodzi, przez wymarsz Jana III Sobieskiego pod Wiedeń, dramatyczne wezwania poprzedzające Powstanie Warszawskie, aż po śmierć Tomasza Stańki. W muzycznym kalendarzu spotykają się dziś Rush, Elvis Presley, The Beatles, Bob Dylan i The Doors. Tymczasem współczesność dopisuje kolejne rozdziały — w Sejmie, wokół praw obywatelskich i za oceanem, gdzie decyzje amerykańskiego banku centralnego mogą poruszyć światowe rynki. Data dodania artykułu: 29.07.2026 10:48
29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Nie jest to jeszcze społeczne odwrócenie się od Ukrainy ani zgoda na zwycięstwo Rosji. Wyniki badania Opinia24 dla „Polityki” pokazują jednak wyraźnie, że dotychczasowa polityka oparta na niemal bezwarunkowym poparciu dla Kijowa przestała odpowiadać nastrojom znacznej części Polaków. Najwięcej politycznie zyskuje dziś prezydent Karol Nawrocki. Najtrudniejsze zadanie stoi przed rządem, który musi jednocześnie bronić strategicznego sojuszu z Ukrainą i nie lekceważyć społecznego gniewu. Data dodania artykułu: 29.07.2026 09:32
Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Polityczne trzęsienie ziemi w PiS, rezygnacja Mateusza Morawieckiego z kierowania europejskimi konserwatystami, kolejny etap sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz gwałtowne zaostrzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Tak wygląda informacyjny bilans wtorku, 28 lipca. Data dodania artykułu: 28.07.2026 21:36
Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Polecane

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej Data dodania artykułu: Dzisiaj, 13:14 Liczba komentarzy: 1 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Desant na Zalewie Sulejowskim. Terytorialsi ćwiczyli działania na wodzie i w trudnym terenie Kinkiet ścienny - praktyczne światło czy tylko dekoracja? Druga odsłona Letniej Sceny Młodych. Galeria Tomaszów znów zabrzmiała muzyką lokalnych talentów Czwartek niemal bezchmurny. Upał do 36 stopni, w piątek możliwe burze Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze Mieszkanie za 1% wartości? Gdzie w Polsce miasta sprzedają lokale za grosze? Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Kościół św. Małgorzaty w Kiernozi odzyskuje blask. W murach zapisały się wieki historii Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Batory Treść komentarza: Patrząc na oświadczenie majątkowe batorskiego nie dziwie się że z takim uporem brnie w obalenie zarządu SM ... bieda w garniturze Źródło komentarza: STANOWISKO ZARZĄDU SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ „PRZODOWNIK” W TOMASZOWIE MAZOWIECKIM Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Ten materiał o tym drogowym przestępcy Karwacie, to mistrzostwo świata. Ten materiał pokazuje, jak wygląda teoria Nejmana z PO. Będziesz z nami, będziesz zawsze bezpieczny. Ten frajer był zatrudniony w Tomaszowskim Centrum Zdrowia jako konsultant do spraw współpracy z samorządami i innymi instytucjami (zajmował więc kolejne niepotrzebne nikomu stanowisko). I dlatego czuł się bezpieczny. Oczywiście ze strony powiatowych pisiorów. Jeden z obrońców tego drogowego przestępcy - Konrad Wiwat. On jest dobry, ale dla przestępcy drogowego okazał się zbyt czerwony. Źródło komentarza: Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Autor komentarza: ...) Treść komentarza: czyli pochwalasz łamanie prawa... Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Ciekawe na jakiej podstawie zatrzymali motocyklistę skoro jest brak identyfikacji pojazdu gdyż motocykl nie posiada tablicy rej, z przodu ja bym nie przyjął mandatu bo z jakiej odległości namierzali jakim sprzętem czy było zrobione zdjęcie ? Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: ;) Treść komentarza: Pana Zdonka też kiedyś przyjął Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Treść komentarza: Poprzedni zarabiał 5000tys z funkcji dyrektora plus robił jako lekarz jeden i jedyny w całym ośrodku Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama