Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 21 lipca 2026 14:24
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Tajlandia (Bangkok) - Miasto tysiąca i jednej pokusy

Tydzień w Bangkoku to nie był jakiś byle jaki tydzień. To był czas kiedy przyszło mi zmierzyć się z moimi najgłębszymi lękami i rozterkami. Przypomniał mi się Pakistan gdzie doszedłem do wniosku, że świetnie mógłbym się odnaleźć w roli sapera. Cięcie kolorowych kabelków byłoby nawet fajne. Czego tu się bać? Jeden błąd i bum, po wszystkim. Jest stres, jest presja - są idealne warunki pracy. A jak jeszcze do tego pojawi się presja czasowa w postaci np. parcia na pęcherz? No genialnie wręcz. Miny? Bomby? Broń? Narkotyki? Strach? Męskie ręce na moich pośladkach w BTSie, kobiety mówiące barytonem i faceci w sukienkach - to dopiero budzi strach i to nie mały.

 

Po śniadaniu z Freddiem i kilkoma jego birmańskimi znajomymi w muzułmańskiej knajpcę, wyszedłem na główną drogę kawałek za terminal autobusowy. Kierowcy w Tajlandii mają dziwną tendencję do podrzucania autostopowiczów akurat do najbliższego dworca.

 

Dobrym rozwiązaniem jest ustawienie się za terminalem lub gdzieś pomiędzy miastami. Ważne żeby droga była bo gdzieś po środku dżungli łatwo byłoby pewnie machać, ale skutek byłby marny. Kierowca, który się zatrzymał, a którego angielskiego, za cholerę nie mogłem zrozumieć, zawiózł mnie do 7-11, gdzie wręczył mi słodki chleb i wodę. Następnie, podjechał kawałek przed siebie, zawrócił na U-turnie, odstawił na postój busów, dał mi bilet do Tak za 80 bahtów (8zł za 100 kilometrów!!!!), zrobił charakterystyczny południowoazjatycki ukłon i odjechał.

 

Po pierwszych trzech kwadransach drogi mój wynik wyniósł -2 (słownie: minus dwa) kilometry. Na skrzyżowanie z superhajłejem dojechałem klimatyzowanym busem. Drogę opóźniły ustawione co kilkanaście kilometrów blokady policyjne skierowane na kontrolę pod kątem nielegalnych imigrantów z Birmy.

 

W Mae Sot leżącym po tajskiej stronie Mostu Przyjaźni, celnicy siedzą i liczą bahty. Prawdziwa granica zaczyna się dopiero dalej. Gdyby tak nie mieć dokumentów i każdemu dawać po 20 bahtów, szybko możnaby zbankrutować. Ode mnie nikt paszportu nie wołał. Może nie przypominam birmańczyka?

 

Dalej też poszło łatwo. Odszedłem kawałek od skrzyżowania za światła. Po kilku minutach, zatrzymał się pierwszy pickup. Miałem szczęście bo wiatr się obraził, chmury się gdzieś pochowały, wskazówki tajskich zegarków sprowadzanych z Chin pokazywały coś około południa, a ja nie lubię klimatyzacji. Co innego jazda z tyłu na pacę. Kierowca mówił trochę po angielsku, ale i tak, znów nie mogłem zrozumieć dokąd jechał. Miał mnie wysadzić w Kampheng Phet. Wysadził mnie kilkadziesiąt kilometrów dalej w Nakhon Sawan. Przez cały czas nie zrobiliśmy żadnego postoju na toaletę a prezent w postaci wody mineralnej od obydwu kierowców dał o sobie znać mniej więcej w połowie drogi. Do tego, musiałem się trochę powiercić żeby znaleźć jak najlepsze miejsce.

 

Zła pozycja i przy większych prędkościach wiatr dosłownie wali w bębenki uszne. Przypomniał mi się test tupecików w różnych kabrioletach przeprowadzany kiedyś w Top Gear. Każdy tupecik zwiewało do czasu aż panowie przetestowali jakiegoś Mercedesa z wynalazkiem nazywającym się wiatrochron. Najlepsza pozycja w pickupie to oczywiście pozycja siedząca, tyle że tyłem do kierunku jazdy z plecami opartymi o tylną szybę tak żeby głowa była poniżej linii dachu. Przez mój pęcherz testowałem różne sposoby siedzenia i ten okazał się faktycznie najlepszy. Nie wiało ani trochę.

 

W Nakhon Sawan było już trochę gorzej. Najpierw musiałem poszukać toalety. Po okresie Buddyjskiego Nowego Roku, nie wypada już wylewać żadnych płynów z samochodu. Później musiałem przejść całe miasto bo, oczywiście, tajski hajłej ma tendencję przecinania samego, zakorkowanego, centrum. Długo też nikt nie chciał się zatrzymać. W końcu jest, jest - kolejny pickup. Tym razem, trafił mi się kierowca nie tylko mówiący po angielsku ale jeszcze jadący aż 20 kilometrów od Bangkoku. Niestety nie miałem radochy z jazdy na pacę. Musiałem męczyć się z ustawioną na pełną parę klimatyzacją. Z drugiej strony i tak lepsze to niż tzw. Vip Busy, w których białopośladkowcy skarżą się, że jest im zimno. Faktycznie, w oczach azjatyckich właścicieli firm transportowych, im niższa temperatura, tym większy prestiż. Niedługo będą chwalić się śniegiem w autobusach. Po drodzę zatrzymaliśmy się na kilku farmach słodkiej kukurydzy. Niestety, chociaż bardzo chciałem się dowiedzieć czym różni się słodka kukurydza od tej zwykłej, nie dane było mi spróbować ani świeżego, ani przegotowanego produktu. Dowiedziałem się za to, że tajskie produkty rolne mają problemy na rynku europejskim ze względu na stosowanie cen dumpingowych. U nas po prostu nie może być tanio bo jest to nielegalne.

 

Mój zbawiciel, którego imię zapomniałem a wizytówkę zgubiłem odstawił mnie najdalej jak tylko mógł. Już wjeżdżając na rozległe przedmieścia Bangkoku, spodobało mi się to miasto za świetne rozwiązanie komunikacyjne. Zamiast obwodnicy, wybudowano tutaj płatną drogę ekspresową nad głównymi arteriami miasta. Kierowcy mają zatem wybór - albo płacić i jechać szybko, albo stać w korkach. Trasa jest zawsze taka sama, tyle, że GPS-y sobie z nią nie radzą. Może byłoby to dobre rozwiązanie dla problemu płatnych/bezpłatnych autostrad w Polsce?

 

Zawsze mówiłem żeby przed jakimkolwiek remontem drogi wybudować nową drogę obok. W Bangkoku buduje się drogi piętrowo.

 

Wysiadłem na przystanku autobusowym. Zbyt ciemno było na łapanie stopa więc pomyślałem, że do miasta dojadę jednym z wielu autobusów przypominających niektóre nasze tabory MZK z linii Classic - tyle, że bardziej wyeksploatowane. Powinno być więc tanio. Nic z tego. Nawet rdzenni mieszkańcy stolicy nie potrafią rozkminić autobusów, którymi nie jeżdżą na codzień bez pomocy google. W kolejnych dniach znalazłem na to idealny sposób - tymbardziej, że autobusy są o wiele tańsze niż tzw. skytrain. Podreptałem kawałek dalej i wszedłem na pierwsze, nadal bezpłatne, piętro drogi, która w jakiś sposób urosła w tym miejscu do trzech kondygnacji. Zatrzymywali się tylko kierowcy charakterystycznych różowych taksówek. W końcu zatrzymał się radiowóz - policjant wygonił mnie znów na dół. A taką wygodną pakę mieli! Znowu postałem trochę licząc na to, że nikt mnie nie rozjedzie. W końcu podeszła młodo wyglądająca pani w podejrzanym makijażu i zaproponowała że mnie podrzuci kawałek. Podwiozła mnie do stacji BTS (metra) i poprosiła ładnie o 5.000 bahtów (500 zł.). Podziękowałem grzecznie i pochwaliłem za świetne poczucie humoru.

 

Nawet rodowici mieszkańcy Bangkoku nie mogą się połapać w autobusach bez użycia googli. Z czasem, i na to znalazłem sposób.

 

Metrem, z którego można podziwiać panoramę Bangkoku dojechałem do samego centrum, w którym mój host z couchsurfingu, Mark, miał się tego wieczoru akurat spotkać ze znajomymi. Dziwne miejsce i dziwne osoby w okolicznych barach, ale cóż.... w końcu wiedziałem, że byłem w mieście "tysiąca i jednej pokusy". Mark przedstawił mnie "Moooooo" - takiego imienia w Tajlandii używał Muhammad. Powód? Tajowie nie potrafili wymówić jego prawdziwego imienia. Ja też zacząłem się przedstawiać jako Michael albo Misha bo z krótkiego Mike wszyscy robili jeszcze krótsze Mai.

 

Metro pod miastem..... nuuuuuuudaaaaaa. Im wyżej tym lepszy widok.

 

Po suto zakrapianej alkoholem imprezie, która dla mnie skończyła się na trzeźwo ze względu na to, że wszyscy pili znienawidzoną przeze mnie whiskey, pojechaliśmy do wielkiego domu Marka, który zaczął mi tłumaczyć układ ulic w stolicy, polecając najważniejsze atrakcje. Widząc jak Mark daje mi mapę, nie mogłem się skupić na tym co mówi łypiąc niepozornie jednym z oczu na jego siostrę i udając, że słucham. Nic nie pamiętam z tamtej rozmowy. Najważniejsze było, że dostałem mapę. I tak, kilka następnych dni spędziłem z Muhammadem z Iranu.

 

Podobnie jak większość poznanych przeze mnie Persów, Muhammad cierpi na kompleks przesytu Azadi (wolności). Chwali się ilością znajomych na zablokowanym w Persji facebooku, pije dużo alkoholu i demonstracyjnie je przyrządzone na różny sposób prosiaki. Mimo wszystko, nadal jest typowym Irańczykiem - gościnnym, uprzejmym i inteligentnym. Mieliśmy bardzo dużo wspólnych i bardzo dużo dzielących nas tematów. Największą różnicą było to, że Mooooo marzy o ułożeniu sobie życia w Tajlandii i odwleka moment powrotu do ojczyzny, a ja z chęcią wróciłbym do Iranu. Dzięki niemu, również, rozkminiłem autobusy. Kiedy byłem w Teheranie, metro kosztowało ok. ćwierć dolara. W Bangkoku,minimalna opłata to pół dolara. Przeważnie, jeśli chcemy się gdzieś przemieścić, przyjdzie nam się pożegnać z dolarem. Toż to zbankrutować tutaj na transporcie idzie.

 

Muhammad bardzo się dziwił kiedy mówiłem, że z chęcią zamieszkałbym gdzieś nad Zatoką Perską.

 

Muhammad przyjechał do Tajlandii na roczny kurs angielskiego w bardzo nietypowej szkole językowej. Otwarte biuro, w którym wszystkie zajęcia odbywają się w jednym pomieszczeniu zajmuje jedno z kilkunastu pięter biurowca. Nie ma tu pracowni. Jest kącik zajęć, jest kącik nauki samodzielnej, jest też bardzo fajny kącik z ekspresem i darmową kawą. Na początku, częstując się małą czarną, czułem się jak intruz, ale gdy tylko wszedł jeden z nauczycieli i rzucił baaaaaaardzooooo miękkie haaaaaaaaiiiiii, od razu przeszło mi uczucie wyobcowania. Do tego podczas naszej krótkiej rozmowy był aż przesadnie miły. Muhammad wyjaśnił, że wszyscy mężczyźni zatrudnieni w tej szkole nie przepadają zbytnio za zróżnicowaniem płciowym. Piersi? Jakie piersi? Toż to takie babskie; niemęskie no.....

 

Pierwsze wrażenie Bangkoku - prawie jak Hong Kong czy Singapur.... prawie robi jednak wielką różnicę.

 

- Daj mapę?
- Co to?
- Czekaj
- Co to za kropki?
- Musisz tam iść
- Ale po co?
- Fajne dzielnice, odpowiedział Muhammad z błyskiem w oku.


Te fajne dzielnice znajdowały się bardzo blisko China Town - miejsca, które do bólu przypominało kantońskie miasta w Chinach. Baaaa, nawet niektórzy ludzie po tajsku nie mówili. Przez chwilę czułem się praktycznie jak w domu. Gdyby tylko panowie w sukienkach się o mnie nie ocierali. Tłok, wielki tłok, wszyscy jak mrówki zajęci pracą - dosłownie jakbym był spowrotem w Chinach. Targi, główne ulice i boczne sojki China Town zajęły mi prawie cały dzień - głównie ze względu na położone obok Little India, na której znów objadłem się chiapati. Niestety, w odróżnieniu od Mae Sot, tutaj chleb i curry okazały się cenić tyle samo co tajskie jedzenie.

 

W Chinatown, czułem się jak w domu. To nie sztuczne chińskie miasto z kolorowymi smokami i wymyślnymi pagodami. To prawdziwie kantońska dzielnica z prawdziwymi Chińczykami nie mówiącymi po tajsku.

 

Wieczorem przeszedłem na Patpong. Już wychodząc z China Town w ciemnych uliczkach słyszałem "Bum bum? 600 baht". Kiedy doszło trochę więcej pań, które wyszły z założenia, że skoro najciemniej jest pod latarnią to najłatwiej będzie je znaleźć tam gdzie ledwo światło dochodzi, ceny spadły do 300 bahtów - jak się okazało, była to ulica adresowana do tajskiej i chińskiej klienteli.

 

Na autobus ta pani raczej nie czeka.

 

Niektóre dziewczyny mówiły podejrzanie niskim głosem, ale może to sprawa mutacji? W sumie, Azja Południowoschodnia robi ostatnio nagonkę na pedofili a po wyglądzie, na prawdę ciężko jest określić wiek Azjatów. Tylko czy dziewczynki mają mutacje? Nie no, one mają coś innego na M - miesiączkę, macicę..... a może to na "j" było? Jajniki, jajowody, jajka? Jajka na twardo? Omlet? Kurdę, tak niedawno byłem w czwartej klasie podstawówki a już zapomniałem. Zaraz, tak! Niektórym dziewczynkom pojawia się jabłko.... jabłko Adama..... dobrze pamiętam. Pięć plus!

 

Jak się nazywa to na J co się wykształca dziewczynkom podczas dojrzewania? A tak, mam - jabłko Adama. A tak całkiem na poważnie to jeśli ktoś przyjeżdża do Tajlandii korzystać z uciech cielesnych to polecam abstynencję od alkoholi i innych wspomagaczy.

 

Wszedłem do jednego z salonów masażu i jak tylko wyjąłem aparat żeby zrobić zdjęcie znudzonym kobietom siedzącym za witryną (tzw. fishbowlem), ledwo uchyliłem się od ciosu burdelmamy i ochroniarza w jednym - określane slangowo jako mamasan sutenerki często posiadają nienaganną figurę..... zawodnika sumo. Próbując ugłaskać hipopotamicę słowami, szukając drogi wyjściowej, powiedziałem, że chiałem zrobić zdjęcie by pokazać koledzę bo porównuje lokale, bo kolega z daleka, bo może wrócimy, trele morele, papa. Tam na pewno bym nie wrócił. Na zewnątrz też musiałem ćwiczyć sprint. Panowie policjanci rozmawiający z czekającymi na coś, siedzącymi na krawężniku paniami znów na widok aparatu, zaczęli mówić coś w bardzo głośny sposób - tym razem po tajsku. Cóż mogłem odpowiedzieć? "Mib mib" i jak Struś Pędziwiatr pognałem omijając szczury w bocznych uliczkach w stronę Patpongu. Błysk w oku Muhammada.... wielki rynek, na którym kupić można wszystko - ubrania, jedzenie, zegarki, bieliznę, wibratory, wiagrę, narkotyki, masaż, seks i takie tam - artykuły codziennej potrzeby. Wszędzie jest happy hour, tyle że - za wszystkie darmowe usługi trzeba płacić - Od 5.000 do 1.000 bahtów. A co za darmo? Za darmo jest atmosfera tej ulicy. Albo nie potrafiłem się w nią jakoś wczuć, albo po prostu ten cały cyrk rozśmieszył mnie do łez.

 

Paradoksalnie zwany przez Tajów Miastem Aniołów/Dziewic Bangkok (Krung Thep), jest jednym z ulubionych miejsc, do których tatusiowie, wujkowie i dziadkowie udają się w "interesach".

 

Klub o nazwie Super Pussy, Muay Thai w kiślu, płatne klapsy, pokazy go-go czy ping-pong bez użycia stołów ping-pongowych czy rakietek to tylko niektóre sposoby na przyciągnięcie klienta. Swoją drogą zadziwiające co można zrobić ze zwykłą plastikową, leciutką jak piórko piłeczką..... Taaaaak..... Tajowie mają wyobraźnię!

 

Kolejne dni spędziłem na mierzeniu się z pokusami Bangkoku, paradoksalnie nazywanego przez Tajów Krung Thep, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Miasto Aniołów lub.... Dziewic. W praktycę, powszechnie uczona na lekcjach geografii nazwa z nieco eufemistycznym sposobem zapisu (Bangkok zamiast Bang Cock) jest jak najbardziej akuratna. Odpuściłem sobie nawet największe atrakcje turystyczne. Tym bardziej, że największą atrakcją była dla mnie czająca się za każdym rogiem odmienność. Wiele ulicznych happeningów sprawia, że nawet przechodząc kilka razy tą samą ulicą, nigdy nie będzie tak samo.

 

Uliczne happeningi sprawiają, że znalezienie się drugi raz w tym samym miejscu, nie koniecznie musi być zawsze takie same.

 

Bangkok nie tylko stawia przed największymi lękami, o których sam Siegmunt Freud bałby się napisać. To również jeden z hubow transportowych, w których można wyhaczyć całkiem ciekawe okazje na przeloty w różne miejsca na świecie. Większość osób lecących do Kambodży, Wietnamu, Laosu czy Birmy, pierwsze przyziemienie w Azji, zalicza właśnie w Bangkoku. Dzięki Freddiemu znów napaliłem się na Indonezję. Z kolei, po wyjeździe z Chiang Mai, moje serce biło już w Ameryce Południowej. Marzyłem o dżungli, o przygodach, o nauce hiszpańskiego, może i nawet o wzbogaceniu się niczym Pablo Escobar na własnym przedsiębiorstwie produkcyjno-handlowym. Do Bangkoku jechałem z bardzo mieszanymi uczuciami. Ameryka Południowa? Victor zarezerwował lot do San Francisco za 400 dolarów. Co tam, że na drugiej półkuli? Jakoś da się przejechać. Indonezja? Michał i Dorota, których poznałem w Laosie, zarezerwowali lot do Penang za 50 dolarów. No, ale ja miałem nie latać. I jeszcze ta Indonezja po drodzę. Przypomniałem sobie i kilka razy jak mantrę powtórzyłem strategiczne motto "keep your target". Pozostałem więc przy standardowym planie na dalszą drogę, choć wieczorami przeglądałem wyszukiwarki lotów. Do tego doszła propozycja zostania i pracy - dobrze płatnej i, tym razem, nie w roli nauczyciela.

 

 

Stolica Tajlandii to żywa metafora wielopoziomowości, którą można interpretować wielopoziomowo.

 

Głównie za tą ostatnią pokusę, znienawidziłem Bangkok. Paradoksalnie, mogłoby to być jedno z niewielu wielkich miast, w których mógłbym mieszkać. Jest tanio, jest łatwo o dobrze płatną pracę i najważniejsze - Bangkok nie jest prawdziwą metropolią. To miasto idące w stronę Singapuru czy Hong Kongu..... tyle, że powoli i ociężale. W jego lepiej obdarzonych (przez finansjerów) kolegach wszystko jest robione, jakby, na jedną nutę. Bangkok, z kolei, łączy w sobie elementy XXI wieku, Science Fiction, Mangi, egzotyki, miłości, przemocy, straszliwej biedy, wielkiego bogactwa, kiczu i sztuki wysokich lotów. Jak drapacz chmur, to miasto posiada wiele niepoukładanych i niespasowanych poziomów. W życiu nie widziałem takiego zagęszczenia Iphonów, szczurów i karaluchów jednocześnie. Słowem, jeden wielki bałagan i chaos zapakowany w eleganckie pudełko wyprodukowane na zlecenie renomowanej firmy w jednej z wielobranżowych fabryk w chińskim Kantonie. Brak miejsca na monotonię. Bangkok to nie jest miejsce, które się kocha albo nienawidzi. Bangkok to miejsce, które jednego dnia się kocha, a drugiego nienawidzi.

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie

Dziś jest wtorek, 21 lipca, dwieście drugi dzień 2026 roku. Do końca roku pozostały 163 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.38, a zajdzie o godz. 20.45. Imieniny obchodzą Andrzej, Benedykt, Daniel, Ignacy, Jan, Julia i Wiktor. Data dodania artykułu: 21.07.2026 09:18
Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie

CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego

Prezydent Karol Nawrocki pozostaje w lipcu liderem rankingu zaufania do polityków, ufa mu 55 proc. badanych - wynika z sondażu CBOS. Najwięcej - po 6 pkt proc. - stracili w tym miesiącu premier Donald Tusk i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Premierowi ufa 32 proc., prezydentowi stolicy - 34 proc. Data dodania artykułu: 20.07.2026 14:06
CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego

Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu

Dziś jest poniedziałek, 201. dzień roku. Do jego końca pozostały 164 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.37, a zajdzie o godz. 20.46. Imieniny obchodzą: Czesław, Czesława, Hieronim, Małgorzata, Leon, Leona, Ludwika i Remigiusz. Data dodania artykułu: 20.07.2026 08:13
Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu

Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca

Dziś jest niedziela, 19 lipca – dwusetny dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 165 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.35, a zajdzie o godz. 20.47. Imieniny obchodzą dziś Wincenty, Marcin, Teodor i Ambroży. Data dodania artykułu: 19.07.2026 14:15
Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca

17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

Piątek, 17 lipca, jest 198. dniem 2026 roku. Do jego końca pozostaje 167 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą dziś: Aneta, Konstancja, Marcelina, Jadwiga, Andrzej, Bogdan, Feliks oraz Leon. Data dodania artykułu: 17.07.2026 11:22
17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”

16 lipca w historii. Od Henryka Sławika i Grzegorza Przemyka po Coldplay, Cream i wielkie pytania o polski wymiar sprawiedliwości

Dziś jest czwartek, 16 lipca, sto dziewięćdziesiąty siódmy dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.32, a zajdzie o 20.50. Imieniny obchodzą dziś między innymi Maria, Marika, Bartłomiej, Andrzej, Stefan, Benedykt, Walenty i Walentyn. Data dodania artykułu: 16.07.2026 08:22
16 lipca w historii. Od Henryka Sławika i Grzegorza Przemyka po Coldplay, Cream i wielkie pytania o polski wymiar sprawiedliwości

15 lipca w kraju i na świecie. Grunwald, „Rota”, epidemia ospy i muzyka, która zmieniała epoki

Dziś jest środa, 15 lipca – sto dziewięćdziesiąty szósty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 169 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.30, a zajdzie o 20.51. Imieniny obchodzą dziś: Henryk, Włodzimierz, Dawid, Roksana, Anna, Daniel, Ignacy oraz Włodzimir. Data dodania artykułu: 15.07.2026 07:53
15 lipca w kraju i na świecie. Grunwald, „Rota”, epidemia ospy i muzyka, która zmieniała epoki

Polecane

70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem

70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem

Od 1 lipca szpitale mogą składać wnioski o pieniądze na inwestycje związane z konsolidacją. Do podziału jest ponad 1,1 miliarda złotych, a pojedynczy projekt obejmujący połączenie kilku podmiotów może otrzymać nawet 70 milionów (nie znaczy to jednak, że je otrzyma lub otrzyma w takiej wysokości). W Tomaszowie Mazowieckim natychmiast pojawia się jednak pytanie zasadnicze: czy konkurs Ministerstwa Zdrowia ma służyć rozwojowi Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, czy stanie się finansową przynętą ułatwiającą sprzedaż szpitala i oddanie nad nim kontroli łódzkiemu ośrodkowi akademickiemu? Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:00 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 2
„Wejście smoka” wraca na wielki ekran. Bruce Lee ponownie w kinie Helios Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa Jakie parapety wewnętrzne wybrać w Warszawie do nowoczesnego domu Planowane wyłączenia prądu w Tomaszowie i regionie. Sprawdź daty i miejscowości 1 sierpnia w Tomaszowie Mazowieckim. Obchody 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły Radny zamówił dwanaście lat papierów. Za urzędniczy maraton zapłacą mieszkańcy 21 lipca w Tomaszowie Mazowieckim odbędą się próby systemu alarmowego CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia? 70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem Chłodniej, wietrznie i z przelotnym deszczem. Prognoza pogody na 21 i 22 lipca
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Patryk słowik z Kanału Zero, oprócz tego, co napisał, powinien jeszcze doradzić temu posłowi pilną wizytę (lub wg zeszytu KO) i intensywne leczenie u dobrego specjalisty w zakresie psychiatrii. PS. Takich przypadków w KO do takiego leczenia jest w tej KO znacznie więcej. Źródło komentarza: Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły Autor komentarza: jackTM Treść komentarza: Zacznę od tego że owszem popieram każdą działalność promującą sport wśród dzieci, ale dlaczego nazwa klubu ma być dzieciom wpajana na piknikach ( uczą się "fair play" czy wpajane jest im kibicowanie jednej drużynie?). Z tego co od lat widzę, to kibicowanie w Polsce ma coraz mniej ze sportem, a więcej z bandytką i obawiam się że najmłodsi już tym mogą "nasiąkać" właśnie w czasie takich imprez. Nie można nazwać takiej imprezy nie wiem, np. "Wszyscy kopiemy piłkę"?. P.S Czy kibice innych drużyn z dziećmi będą mile widziani? Źródło komentarza: Spółdzielnia ostrzega, a Widzew odpowiada: dzieci zostawcie w spokoju Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Mój dodatkowy wpis do wpisu poprzedniego. Najpierw cytat z materiału powyżej. "Koncepcję przejęcia lub konsolidacji TCZ z łódzką placówką forsują przede wszystkim parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej oraz radni KO w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Wsparcie dla rozpoczęcia tego procesu płynie również ze strony części radnych Prawa i Sprawiedliwości." Dla przygłupów, którzy szykują zacytowany powyżej numer, proponuję reklamę pewnego leku, zamieszczoną na tym portalu powyżej: łatwa ulga na zaparcia. Źródło komentarza: CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Uniwersyteckie CKD w Łodzi, które przestaje przyjmować chorych, bo nie ma kasy i TCZ w Tomaszowie, to (w przenośni) takich dwóch braci, z których każdy nie ma jednej nogi i obydwaj chodzą o kulach. W takiej sytuacji ktoś debilowaty (w tym wypadku ryży donek i tomaszowski, parlamentarny głupek poseł) mówi im: trzymajcie się razem i wtedy razem będziecie chodzili bez kul. Źródło komentarza: CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia? Autor komentarza: prresident Treść komentarza: presydent przekazał dane mieszkańców w pandemi na pocztę na pendrive to i tu wszystko jest możłiwe Źródło komentarza: Spółdzielnia ostrzega, a Widzew odpowiada: dzieci zostawcie w spokoju Autor komentarza: Daria Treść komentarza: Wyciąć te zagrażające drzewa, zdrowie jest najważniejsze. Źródło komentarza: Silny wiatr nad Nagórzycami. Niebezpieczny konar zawisł nad ścieżką rowerową
Reklama
Reklama
Profilowana poduszka do siedzenia SEAT COMFORT

Profilowana poduszka do siedzenia SEAT COMFORT

Cena: Do negocjacji Z pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientówWygodna pozycja siedzącaOchrona przed napięciami mięśniowymiOdciążenie kręgosłupaSeat Comfort to idealne rozwiązanie dla osób szukających komfortu i prawidłowego ułożenia ciała podczas siedzenia. Dostosowująca się do ciężaru użytkownika pianka z pamięcią kształtu umożliwia właściwą pozycję i równomierne rozłożenie ciężaru ciała. Dzięki temu odciążony jest kręgosłup, co niweluje odczucie zmęczenia podczas czynności wykonywanych na siedząco. W zajęciu prawidłowej pozycji pomagają dodatkowe wyprofilowania pod uda.Poduszka uniwersalna ze względu na swoją elastyczność i możliwość dopasowania do miejsca, w którym jest stosowana. Idealna do wykorzystania w domu, pracy, samochodzie lub na wózku inwalidzkim. Spód wykonany jest z materiału antypoślizgowego, dzięki czemu poduszka nie przesuwa się i w przeciwieństwie do innych tego typu wyrobów, doskonale działa ze śliskimi powierzchniami (np. metal, tworzywo sztuczne).Wskazania: Profilaktyka w powstawaniu odleżyn, przeciążenie odcinka lędźwiowego kręgosłupa, choroba zwyrodnieniowa kręgosłupa, wymuszona długotrwała pozycja siedząca.Przeciwwskazania: Nie stwierdzonoKonserwacja: Pianka z pamięcią kształtu nie nadaje się do prania. Pokrowiec zewnętrzny jest zdejmowalny i może być prany w temperaturze do 30°C/ 86°F. Ze względu na sposób transportu, poduszka po wyjęciu z opakowania może mieć "zapach fabryczny". Aby zniknął, przed pierwszym użyciem, wystarczy przewietrzyć poduszkę.Skład:Poduszka: 100% PUPoszewka (góra i boki): 93% poliester, 7% spandex, z uchwytem z bokuPoszewka (spód): 100% poliester z kropkami antypoślizgowymiWymiary: 45X 37X9cmGęstość: 45kg/m3

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama