Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 20 kwietnia 2026 18:17
Reklama

Tajlandia (Bangkok) - Miasto tysiąca i jednej pokusy

Tydzień w Bangkoku to nie był jakiś byle jaki tydzień. To był czas kiedy przyszło mi zmierzyć się z moimi najgłębszymi lękami i rozterkami. Przypomniał mi się Pakistan gdzie doszedłem do wniosku, że świetnie mógłbym się odnaleźć w roli sapera. Cięcie kolorowych kabelków byłoby nawet fajne. Czego tu się bać? Jeden błąd i bum, po wszystkim. Jest stres, jest presja - są idealne warunki pracy. A jak jeszcze do tego pojawi się presja czasowa w postaci np. parcia na pęcherz? No genialnie wręcz. Miny? Bomby? Broń? Narkotyki? Strach? Męskie ręce na moich pośladkach w BTSie, kobiety mówiące barytonem i faceci w sukienkach - to dopiero budzi strach i to nie mały.

 

Po śniadaniu z Freddiem i kilkoma jego birmańskimi znajomymi w muzułmańskiej knajpcę, wyszedłem na główną drogę kawałek za terminal autobusowy. Kierowcy w Tajlandii mają dziwną tendencję do podrzucania autostopowiczów akurat do najbliższego dworca.

 

Dobrym rozwiązaniem jest ustawienie się za terminalem lub gdzieś pomiędzy miastami. Ważne żeby droga była bo gdzieś po środku dżungli łatwo byłoby pewnie machać, ale skutek byłby marny. Kierowca, który się zatrzymał, a którego angielskiego, za cholerę nie mogłem zrozumieć, zawiózł mnie do 7-11, gdzie wręczył mi słodki chleb i wodę. Następnie, podjechał kawałek przed siebie, zawrócił na U-turnie, odstawił na postój busów, dał mi bilet do Tak za 80 bahtów (8zł za 100 kilometrów!!!!), zrobił charakterystyczny południowoazjatycki ukłon i odjechał.

 

Po pierwszych trzech kwadransach drogi mój wynik wyniósł -2 (słownie: minus dwa) kilometry. Na skrzyżowanie z superhajłejem dojechałem klimatyzowanym busem. Drogę opóźniły ustawione co kilkanaście kilometrów blokady policyjne skierowane na kontrolę pod kątem nielegalnych imigrantów z Birmy.

 

W Mae Sot leżącym po tajskiej stronie Mostu Przyjaźni, celnicy siedzą i liczą bahty. Prawdziwa granica zaczyna się dopiero dalej. Gdyby tak nie mieć dokumentów i każdemu dawać po 20 bahtów, szybko możnaby zbankrutować. Ode mnie nikt paszportu nie wołał. Może nie przypominam birmańczyka?

 

Dalej też poszło łatwo. Odszedłem kawałek od skrzyżowania za światła. Po kilku minutach, zatrzymał się pierwszy pickup. Miałem szczęście bo wiatr się obraził, chmury się gdzieś pochowały, wskazówki tajskich zegarków sprowadzanych z Chin pokazywały coś około południa, a ja nie lubię klimatyzacji. Co innego jazda z tyłu na pacę. Kierowca mówił trochę po angielsku, ale i tak, znów nie mogłem zrozumieć dokąd jechał. Miał mnie wysadzić w Kampheng Phet. Wysadził mnie kilkadziesiąt kilometrów dalej w Nakhon Sawan. Przez cały czas nie zrobiliśmy żadnego postoju na toaletę a prezent w postaci wody mineralnej od obydwu kierowców dał o sobie znać mniej więcej w połowie drogi. Do tego, musiałem się trochę powiercić żeby znaleźć jak najlepsze miejsce.

 

Zła pozycja i przy większych prędkościach wiatr dosłownie wali w bębenki uszne. Przypomniał mi się test tupecików w różnych kabrioletach przeprowadzany kiedyś w Top Gear. Każdy tupecik zwiewało do czasu aż panowie przetestowali jakiegoś Mercedesa z wynalazkiem nazywającym się wiatrochron. Najlepsza pozycja w pickupie to oczywiście pozycja siedząca, tyle że tyłem do kierunku jazdy z plecami opartymi o tylną szybę tak żeby głowa była poniżej linii dachu. Przez mój pęcherz testowałem różne sposoby siedzenia i ten okazał się faktycznie najlepszy. Nie wiało ani trochę.

 

W Nakhon Sawan było już trochę gorzej. Najpierw musiałem poszukać toalety. Po okresie Buddyjskiego Nowego Roku, nie wypada już wylewać żadnych płynów z samochodu. Później musiałem przejść całe miasto bo, oczywiście, tajski hajłej ma tendencję przecinania samego, zakorkowanego, centrum. Długo też nikt nie chciał się zatrzymać. W końcu jest, jest - kolejny pickup. Tym razem, trafił mi się kierowca nie tylko mówiący po angielsku ale jeszcze jadący aż 20 kilometrów od Bangkoku. Niestety nie miałem radochy z jazdy na pacę. Musiałem męczyć się z ustawioną na pełną parę klimatyzacją. Z drugiej strony i tak lepsze to niż tzw. Vip Busy, w których białopośladkowcy skarżą się, że jest im zimno. Faktycznie, w oczach azjatyckich właścicieli firm transportowych, im niższa temperatura, tym większy prestiż. Niedługo będą chwalić się śniegiem w autobusach. Po drodzę zatrzymaliśmy się na kilku farmach słodkiej kukurydzy. Niestety, chociaż bardzo chciałem się dowiedzieć czym różni się słodka kukurydza od tej zwykłej, nie dane było mi spróbować ani świeżego, ani przegotowanego produktu. Dowiedziałem się za to, że tajskie produkty rolne mają problemy na rynku europejskim ze względu na stosowanie cen dumpingowych. U nas po prostu nie może być tanio bo jest to nielegalne.

 

Mój zbawiciel, którego imię zapomniałem a wizytówkę zgubiłem odstawił mnie najdalej jak tylko mógł. Już wjeżdżając na rozległe przedmieścia Bangkoku, spodobało mi się to miasto za świetne rozwiązanie komunikacyjne. Zamiast obwodnicy, wybudowano tutaj płatną drogę ekspresową nad głównymi arteriami miasta. Kierowcy mają zatem wybór - albo płacić i jechać szybko, albo stać w korkach. Trasa jest zawsze taka sama, tyle, że GPS-y sobie z nią nie radzą. Może byłoby to dobre rozwiązanie dla problemu płatnych/bezpłatnych autostrad w Polsce?

 

Zawsze mówiłem żeby przed jakimkolwiek remontem drogi wybudować nową drogę obok. W Bangkoku buduje się drogi piętrowo.

 

Wysiadłem na przystanku autobusowym. Zbyt ciemno było na łapanie stopa więc pomyślałem, że do miasta dojadę jednym z wielu autobusów przypominających niektóre nasze tabory MZK z linii Classic - tyle, że bardziej wyeksploatowane. Powinno być więc tanio. Nic z tego. Nawet rdzenni mieszkańcy stolicy nie potrafią rozkminić autobusów, którymi nie jeżdżą na codzień bez pomocy google. W kolejnych dniach znalazłem na to idealny sposób - tymbardziej, że autobusy są o wiele tańsze niż tzw. skytrain. Podreptałem kawałek dalej i wszedłem na pierwsze, nadal bezpłatne, piętro drogi, która w jakiś sposób urosła w tym miejscu do trzech kondygnacji. Zatrzymywali się tylko kierowcy charakterystycznych różowych taksówek. W końcu zatrzymał się radiowóz - policjant wygonił mnie znów na dół. A taką wygodną pakę mieli! Znowu postałem trochę licząc na to, że nikt mnie nie rozjedzie. W końcu podeszła młodo wyglądająca pani w podejrzanym makijażu i zaproponowała że mnie podrzuci kawałek. Podwiozła mnie do stacji BTS (metra) i poprosiła ładnie o 5.000 bahtów (500 zł.). Podziękowałem grzecznie i pochwaliłem za świetne poczucie humoru.

 

Nawet rodowici mieszkańcy Bangkoku nie mogą się połapać w autobusach bez użycia googli. Z czasem, i na to znalazłem sposób.

 

Metrem, z którego można podziwiać panoramę Bangkoku dojechałem do samego centrum, w którym mój host z couchsurfingu, Mark, miał się tego wieczoru akurat spotkać ze znajomymi. Dziwne miejsce i dziwne osoby w okolicznych barach, ale cóż.... w końcu wiedziałem, że byłem w mieście "tysiąca i jednej pokusy". Mark przedstawił mnie "Moooooo" - takiego imienia w Tajlandii używał Muhammad. Powód? Tajowie nie potrafili wymówić jego prawdziwego imienia. Ja też zacząłem się przedstawiać jako Michael albo Misha bo z krótkiego Mike wszyscy robili jeszcze krótsze Mai.

 

Metro pod miastem..... nuuuuuuudaaaaaa. Im wyżej tym lepszy widok.

 

Po suto zakrapianej alkoholem imprezie, która dla mnie skończyła się na trzeźwo ze względu na to, że wszyscy pili znienawidzoną przeze mnie whiskey, pojechaliśmy do wielkiego domu Marka, który zaczął mi tłumaczyć układ ulic w stolicy, polecając najważniejsze atrakcje. Widząc jak Mark daje mi mapę, nie mogłem się skupić na tym co mówi łypiąc niepozornie jednym z oczu na jego siostrę i udając, że słucham. Nic nie pamiętam z tamtej rozmowy. Najważniejsze było, że dostałem mapę. I tak, kilka następnych dni spędziłem z Muhammadem z Iranu.

 

Podobnie jak większość poznanych przeze mnie Persów, Muhammad cierpi na kompleks przesytu Azadi (wolności). Chwali się ilością znajomych na zablokowanym w Persji facebooku, pije dużo alkoholu i demonstracyjnie je przyrządzone na różny sposób prosiaki. Mimo wszystko, nadal jest typowym Irańczykiem - gościnnym, uprzejmym i inteligentnym. Mieliśmy bardzo dużo wspólnych i bardzo dużo dzielących nas tematów. Największą różnicą było to, że Mooooo marzy o ułożeniu sobie życia w Tajlandii i odwleka moment powrotu do ojczyzny, a ja z chęcią wróciłbym do Iranu. Dzięki niemu, również, rozkminiłem autobusy. Kiedy byłem w Teheranie, metro kosztowało ok. ćwierć dolara. W Bangkoku,minimalna opłata to pół dolara. Przeważnie, jeśli chcemy się gdzieś przemieścić, przyjdzie nam się pożegnać z dolarem. Toż to zbankrutować tutaj na transporcie idzie.

 

Muhammad bardzo się dziwił kiedy mówiłem, że z chęcią zamieszkałbym gdzieś nad Zatoką Perską.

 

Muhammad przyjechał do Tajlandii na roczny kurs angielskiego w bardzo nietypowej szkole językowej. Otwarte biuro, w którym wszystkie zajęcia odbywają się w jednym pomieszczeniu zajmuje jedno z kilkunastu pięter biurowca. Nie ma tu pracowni. Jest kącik zajęć, jest kącik nauki samodzielnej, jest też bardzo fajny kącik z ekspresem i darmową kawą. Na początku, częstując się małą czarną, czułem się jak intruz, ale gdy tylko wszedł jeden z nauczycieli i rzucił baaaaaaardzooooo miękkie haaaaaaaaiiiiii, od razu przeszło mi uczucie wyobcowania. Do tego podczas naszej krótkiej rozmowy był aż przesadnie miły. Muhammad wyjaśnił, że wszyscy mężczyźni zatrudnieni w tej szkole nie przepadają zbytnio za zróżnicowaniem płciowym. Piersi? Jakie piersi? Toż to takie babskie; niemęskie no.....

 

Pierwsze wrażenie Bangkoku - prawie jak Hong Kong czy Singapur.... prawie robi jednak wielką różnicę.

 

- Daj mapę?
- Co to?
- Czekaj
- Co to za kropki?
- Musisz tam iść
- Ale po co?
- Fajne dzielnice, odpowiedział Muhammad z błyskiem w oku.


Te fajne dzielnice znajdowały się bardzo blisko China Town - miejsca, które do bólu przypominało kantońskie miasta w Chinach. Baaaa, nawet niektórzy ludzie po tajsku nie mówili. Przez chwilę czułem się praktycznie jak w domu. Gdyby tylko panowie w sukienkach się o mnie nie ocierali. Tłok, wielki tłok, wszyscy jak mrówki zajęci pracą - dosłownie jakbym był spowrotem w Chinach. Targi, główne ulice i boczne sojki China Town zajęły mi prawie cały dzień - głównie ze względu na położone obok Little India, na której znów objadłem się chiapati. Niestety, w odróżnieniu od Mae Sot, tutaj chleb i curry okazały się cenić tyle samo co tajskie jedzenie.

 

W Chinatown, czułem się jak w domu. To nie sztuczne chińskie miasto z kolorowymi smokami i wymyślnymi pagodami. To prawdziwie kantońska dzielnica z prawdziwymi Chińczykami nie mówiącymi po tajsku.

 

Wieczorem przeszedłem na Patpong. Już wychodząc z China Town w ciemnych uliczkach słyszałem "Bum bum? 600 baht". Kiedy doszło trochę więcej pań, które wyszły z założenia, że skoro najciemniej jest pod latarnią to najłatwiej będzie je znaleźć tam gdzie ledwo światło dochodzi, ceny spadły do 300 bahtów - jak się okazało, była to ulica adresowana do tajskiej i chińskiej klienteli.

 

Na autobus ta pani raczej nie czeka.

 

Niektóre dziewczyny mówiły podejrzanie niskim głosem, ale może to sprawa mutacji? W sumie, Azja Południowoschodnia robi ostatnio nagonkę na pedofili a po wyglądzie, na prawdę ciężko jest określić wiek Azjatów. Tylko czy dziewczynki mają mutacje? Nie no, one mają coś innego na M - miesiączkę, macicę..... a może to na "j" było? Jajniki, jajowody, jajka? Jajka na twardo? Omlet? Kurdę, tak niedawno byłem w czwartej klasie podstawówki a już zapomniałem. Zaraz, tak! Niektórym dziewczynkom pojawia się jabłko.... jabłko Adama..... dobrze pamiętam. Pięć plus!

 

Jak się nazywa to na J co się wykształca dziewczynkom podczas dojrzewania? A tak, mam - jabłko Adama. A tak całkiem na poważnie to jeśli ktoś przyjeżdża do Tajlandii korzystać z uciech cielesnych to polecam abstynencję od alkoholi i innych wspomagaczy.

 

Wszedłem do jednego z salonów masażu i jak tylko wyjąłem aparat żeby zrobić zdjęcie znudzonym kobietom siedzącym za witryną (tzw. fishbowlem), ledwo uchyliłem się od ciosu burdelmamy i ochroniarza w jednym - określane slangowo jako mamasan sutenerki często posiadają nienaganną figurę..... zawodnika sumo. Próbując ugłaskać hipopotamicę słowami, szukając drogi wyjściowej, powiedziałem, że chiałem zrobić zdjęcie by pokazać koledzę bo porównuje lokale, bo kolega z daleka, bo może wrócimy, trele morele, papa. Tam na pewno bym nie wrócił. Na zewnątrz też musiałem ćwiczyć sprint. Panowie policjanci rozmawiający z czekającymi na coś, siedzącymi na krawężniku paniami znów na widok aparatu, zaczęli mówić coś w bardzo głośny sposób - tym razem po tajsku. Cóż mogłem odpowiedzieć? "Mib mib" i jak Struś Pędziwiatr pognałem omijając szczury w bocznych uliczkach w stronę Patpongu. Błysk w oku Muhammada.... wielki rynek, na którym kupić można wszystko - ubrania, jedzenie, zegarki, bieliznę, wibratory, wiagrę, narkotyki, masaż, seks i takie tam - artykuły codziennej potrzeby. Wszędzie jest happy hour, tyle że - za wszystkie darmowe usługi trzeba płacić - Od 5.000 do 1.000 bahtów. A co za darmo? Za darmo jest atmosfera tej ulicy. Albo nie potrafiłem się w nią jakoś wczuć, albo po prostu ten cały cyrk rozśmieszył mnie do łez.

 

Paradoksalnie zwany przez Tajów Miastem Aniołów/Dziewic Bangkok (Krung Thep), jest jednym z ulubionych miejsc, do których tatusiowie, wujkowie i dziadkowie udają się w "interesach".

 

Klub o nazwie Super Pussy, Muay Thai w kiślu, płatne klapsy, pokazy go-go czy ping-pong bez użycia stołów ping-pongowych czy rakietek to tylko niektóre sposoby na przyciągnięcie klienta. Swoją drogą zadziwiające co można zrobić ze zwykłą plastikową, leciutką jak piórko piłeczką..... Taaaaak..... Tajowie mają wyobraźnię!

 

Kolejne dni spędziłem na mierzeniu się z pokusami Bangkoku, paradoksalnie nazywanego przez Tajów Krung Thep, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Miasto Aniołów lub.... Dziewic. W praktycę, powszechnie uczona na lekcjach geografii nazwa z nieco eufemistycznym sposobem zapisu (Bangkok zamiast Bang Cock) jest jak najbardziej akuratna. Odpuściłem sobie nawet największe atrakcje turystyczne. Tym bardziej, że największą atrakcją była dla mnie czająca się za każdym rogiem odmienność. Wiele ulicznych happeningów sprawia, że nawet przechodząc kilka razy tą samą ulicą, nigdy nie będzie tak samo.

 

Uliczne happeningi sprawiają, że znalezienie się drugi raz w tym samym miejscu, nie koniecznie musi być zawsze takie same.

 

Bangkok nie tylko stawia przed największymi lękami, o których sam Siegmunt Freud bałby się napisać. To również jeden z hubow transportowych, w których można wyhaczyć całkiem ciekawe okazje na przeloty w różne miejsca na świecie. Większość osób lecących do Kambodży, Wietnamu, Laosu czy Birmy, pierwsze przyziemienie w Azji, zalicza właśnie w Bangkoku. Dzięki Freddiemu znów napaliłem się na Indonezję. Z kolei, po wyjeździe z Chiang Mai, moje serce biło już w Ameryce Południowej. Marzyłem o dżungli, o przygodach, o nauce hiszpańskiego, może i nawet o wzbogaceniu się niczym Pablo Escobar na własnym przedsiębiorstwie produkcyjno-handlowym. Do Bangkoku jechałem z bardzo mieszanymi uczuciami. Ameryka Południowa? Victor zarezerwował lot do San Francisco za 400 dolarów. Co tam, że na drugiej półkuli? Jakoś da się przejechać. Indonezja? Michał i Dorota, których poznałem w Laosie, zarezerwowali lot do Penang za 50 dolarów. No, ale ja miałem nie latać. I jeszcze ta Indonezja po drodzę. Przypomniałem sobie i kilka razy jak mantrę powtórzyłem strategiczne motto "keep your target". Pozostałem więc przy standardowym planie na dalszą drogę, choć wieczorami przeglądałem wyszukiwarki lotów. Do tego doszła propozycja zostania i pracy - dobrze płatnej i, tym razem, nie w roli nauczyciela.

 

 

Stolica Tajlandii to żywa metafora wielopoziomowości, którą można interpretować wielopoziomowo.

 

Głównie za tą ostatnią pokusę, znienawidziłem Bangkok. Paradoksalnie, mogłoby to być jedno z niewielu wielkich miast, w których mógłbym mieszkać. Jest tanio, jest łatwo o dobrze płatną pracę i najważniejsze - Bangkok nie jest prawdziwą metropolią. To miasto idące w stronę Singapuru czy Hong Kongu..... tyle, że powoli i ociężale. W jego lepiej obdarzonych (przez finansjerów) kolegach wszystko jest robione, jakby, na jedną nutę. Bangkok, z kolei, łączy w sobie elementy XXI wieku, Science Fiction, Mangi, egzotyki, miłości, przemocy, straszliwej biedy, wielkiego bogactwa, kiczu i sztuki wysokich lotów. Jak drapacz chmur, to miasto posiada wiele niepoukładanych i niespasowanych poziomów. W życiu nie widziałem takiego zagęszczenia Iphonów, szczurów i karaluchów jednocześnie. Słowem, jeden wielki bałagan i chaos zapakowany w eleganckie pudełko wyprodukowane na zlecenie renomowanej firmy w jednej z wielobranżowych fabryk w chińskim Kantonie. Brak miejsca na monotonię. Bangkok to nie jest miejsce, które się kocha albo nienawidzi. Bangkok to miejsce, które jednego dnia się kocha, a drugiego nienawidzi.

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Reklama

Produkty z Ryk od 100 lat na polskich stołach. Historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych serów w kraju

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w wielu gospodarstwach w okolicach Ryk dzień zaczynał się od dojenia krów. Mleko trafiało do kuchni, gdzie powstawały masło, twaróg i sery przygotowywane według domowych receptur. Dziś ta lokalna tradycja ma swoją kontynuację w jednym z najbardziej rozpoznawalnych serów produkowanych w Polsce - Ryckim Edamie.Data dodania artykułu: 20.04.2026 15:25
Produkty z Ryk od 100 lat na polskich stołach. Historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych serów w kraju

SFD rozwija sieć influencerów - 1000 twórców w Europie

SFD, producent suplementów i żywności funkcjonalnej, konsekwentnie rozwija działania w obszarze influencer marketingu. Marka współpracuje już z ponad 1000 twórców w Europie, a łączny zasięg influencerów zaangażowanych w jej działania przekracza 25 mln odbiorców. Współprace realizowane są na wszystkich kluczowych platformach społecznościowych, gdzie twórcy prezentują m.in. nowości produktowe, premiery oraz wybrane pozycje z portfolio marek SFD.Data dodania artykułu: 20.04.2026 12:48
SFD rozwija sieć influencerów - 1000 twórców w Europie

Poniedziałek, 20 kwietnia — dzień jak każdy? Niekoniecznie.

20 kwietnia zapisuje się w historii od Piłsudskiego na Syberii po Elvisa i Aviciiego. Dziś ten poniedziałek przynosi też ważne spotkanie w Gdańsku i nowe napięcia na świecie.Data dodania artykułu: 20.04.2026 12:05
Poniedziałek, 20 kwietnia — dzień jak każdy? Niekoniecznie.

19 kwietnia – dzień, w którym historia mówi szeptem i krzykiem jednocześnie

Niedzielny świt nad Warszawą (wschód słońca o 5:33, zachód o 19:38) przynosi nie tylko wiosenne światło, ale i ciężar pamięci. To 109. dzień roku, a imieniny obchodzą m.in. Jerzy, Leon i Sokrates – patronowie refleksji, odwagi i dialogu. Trudno o lepsze symbole dla daty, która w polskiej historii pulsuje dramatem i godnością.Data dodania artykułu: 19.04.2026 09:07
19 kwietnia – dzień, w którym historia mówi szeptem i krzykiem jednocześnie

18 kwietnia – dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością

Sobota budzi się dziś miękkim światłem o 5.35, by zamknąć dzień o 19.36. To 108. dzień roku, a kalendarz – jak stara kronika – otwiera kolejne karty. Imieniny obchodzą m.in. Alicja, Bogusław, Bogumiła, Maria, Ryszard i Sabina. Ale to tylko preludium. Prawdziwa opowieść zaczyna się tam, gdzie historia pulsuje.Data dodania artykułu: 18.04.2026 08:56
18 kwietnia – dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością

Sondaż CBOS: KO wyraźnie prowadzi, PiS traci. Ale to nie koniec gry o władzę

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, Koalicja Obywatelska (KO) mogłaby liczyć na 32 proc. głosów, a Prawo i Sprawiedliwość (PiS) na 18,2 proc. – wynika z kwietniowego sondażu CBOS. Na trzecim miejscu uplasowała się Konfederacja z poparciem 13 proc., dalej Konfederacja Korony Polski (KKP) – 8,7 proc. oraz Nowa Lewica – 5,8 proc.Data dodania artykułu: 17.04.2026 19:08
Sondaż CBOS: KO wyraźnie prowadzi, PiS traci. Ale to nie koniec gry o władzę

Sejm chce uciszyć patostreamy. Ale czy wystarczy zmienić prawo, by zmienić rzeczywistość?

Jest w tym coś gorzko symbolicznego. W kraju, który przez dekady walczył o wolność słowa, dziś parlament pochyla się nad tym, jak ograniczyć jego najbardziej wynaturzoną formę. Bo patostreaming – słowo, które brzmi jak internetowy slang, a w istocie jest diagnozą społeczną – stał się lustrem, w którym odbija się coś więcej niż tylko brutalne transmisje.Data dodania artykułu: 17.04.2026 11:52
Sejm chce uciszyć patostreamy. Ale czy wystarczy zmienić prawo, by zmienić rzeczywistość?

17 kwietnia – dzień, w którym historia przyspiesza, a pamięć domaga się głosu

Poranek nad Polską wstaje dziś o 5.37, a dzień gaśnie o 19.35 – jakby natura chciała zostawić nam więcej światła na refleksję. Piątek, 17 kwietnia, sto siódmy dzień roku, niesie ze sobą ciężar wydarzeń, które – niczym wersy z „Trenu” Kochanowskiego – wracają i nie pozwalają o sobie zapomnieć.Data dodania artykułu: 17.04.2026 10:34
17 kwietnia – dzień, w którym historia przyspiesza, a pamięć domaga się głosu
Reklama
Repertuar kina Helios

Repertuar kina Helios

Nowy kinowy tydzień przyniesie moc różnorodnych seansów w sieci Helios! W repertuarze znajdą się premiery dla każdego miłośnika kina: „Pucio”, „Mumia: Film Lee Cronina” oraz od 22 kwietnia wyczekiwana premiera „Michael”. Ponadto na wielkich ekranach pojawią się największe hity ostatnich tygodni oraz seanse specjalne, w tym Maraton Filmowy.Wśród nowości znajdzie się polska bajka „Pucio” – ekranizacja niezwykle popularnych książek, ukazujących codzienne przygody pełne ciepła i humoru. Tytułowy bohater wraz z rodziną uczy się poprzez zabawę i wspólne spędzanie czasu. Od gotowania konfitury, przez malowanie portretu, aż po domowy biwak – każda sytuacja staje się okazją do rozwijania wyobraźni, budowania relacji i poznawania emocji. Seans niesie wartościowy przekaz dla najmłodszych widzów i ich opiekunów.Zupełnie inne emocje będą czekać na widzów podczas seansu „Mumia: Film Lee Cronina”. Twórca horroru „Martwe zło: Przebudzenie” powraca z nową, mroczną interpretacją klasycznej historii grozy. Opowieść o dziewczynie, która znika na pustyni, a po latach powraca w niewyjaśnionych okolicznościach, stopniowo przeradza się w pełen napięcia koszmar…Wyjątkowym wydarzeniem będzie premiera filmu „Michael”, która została zaplanowana na środę, 22 kwietnia. Produkcja przedstawia życie Michaela Jacksona – od pierwszych występów w Jackson Five aż po status światowej ikony popkultury. To nie tylko opowieść o sukcesie, lecz także o presji sławy i trudnych relacjach rodzinnych. W artystę wciela się Jaafar Jackson – bratanek króla popu.W repertuarze znajdą się także inne głośne tytuły, a wśród nich tytuł science fiction „Projekt Hail Mary”. Produkcja opowiada o samotnej misji ratunkowej, od której zależą losy całej planety. Główny bohater budzi się na statku kosmicznym i stopniowo odkrywa, że jego zadaniem jest powstrzymanie globalnej katastrofy. Natomiast „Drama” to tytuł o parze, której związek zaczyna się rozpadać tuż przed ślubem. Gdy na jaw wychodzi tajemnica z przeszłości kobiety, przyszły pan młody musi podjąć decyzję, czy jest gotów na wybaczenie… W rolach głównych gwiazdorski duet – Zendaya i Robert Pattinson!Inną filmową propozycją będzie thriller „Przepis na morderstwo” – to historia mężczyzny, który zostaje wydziedziczony przez swoją bajecznie bogatą rodzinę i postanawia odzyskać należny majątek w najbardziej bezwzględny sposób… Tytułem dla widzów o mocnych nerwach będzie „Zabawa w pochowanego 2” – kontynuacja popularnego horroru. Chwilę po krwawym starciu z rodziną Le Domas, Grace odkrywa, że została wciągnięta w kolejny, jeszcze bardziej bezlitosny etap śmiertelnej gry.Najmłodsi widzowie mogą liczyć na wyjątkowo bogatą ofertę. „Super Mario Galaxy Film” to wyczekiwana kontynuacja animacji inspirowanej kultową grą. Po pokonaniu Bowsera i uratowaniu Brooklynu Mario staje przed kolejnym wyzwaniem – tym razem musi zmierzyć się z niebezpiecznym sojuszem Wario i Bowsera Jr. Nadal będzie można oglądać animację Disnay i Pixar „Hopnięci”, w której bohaterka przenosi się do ciała… elektrycznego bobra. Dzięki temu trafia do niezwykłej społeczności zwierząt i odkrywa świat natury z zupełnie nowej perspektywy. Na najmłodszych będą czekać także pokazy Disney Junior w kinie z cyklu Helios dla Dzieci, które odbędą się w weekend 18-19 kwietnia. To interaktywne wydarzenie, podczas którego uczestnicy mogą śpiewać, tańczyć i rozwiązywać zagadki!W dniach 18–19 kwietnia w kinach pojawią się także specjalne pokazy filmu religijnego „Maryja. Matka Papieża”. To poruszająca opowieść o duchowej relacji św. Jana Pawła II z Matką Bożą, ukazująca jej znaczenie w jego życiu oraz w historii świata. Film prowadzi widzów przez najważniejsze momenty życia papieża, podkreślając rolę wiary, zawierzenia i nadziei. Dla fanów mocnych emocji Helios przygotował Maraton Strachu, który rozpocznie się w piątkowy wieczór, 17 kwietnia. To nocne wydarzenie dedykowane miłośnikom horrorów, rozpoczynające się premierowym seansem filmu „Mumia: Film Lee Cronina”. Następnie w poniedziałek, 20 kwietnia, w wybranych kinach sieci odbędzie się pokaz w ramach cyklu Kino Konesera. Na ekranach pojawi się „Tajny agent” – brazylijski film czterokrotnie nominowany do Oscara, który przenosi widzów do realiów lat 70. i opowiada historię człowieka uciekającego przed własną przeszłością w cieniu wojskowej dyktatury. Z kolei w środę, 22 kwietnia, Helios zaprasza do wybranych lokalizacji na wyjątkowy seans kultowego filmu „Żywot Briana” z błyskotliwym humorem grupy Monty Pythona.Szczegóły dotyczące aktualnego repertuaru można znaleźć na stronie: www.helios.pl, w aplikacji mobilnej oraz w kasach kinowych sieci w całej Polsce. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić.Data rozpoczęcia wydarzenia: 17.04.2026

Polecane

Smartwatch męski jako Twoje centrum dowodzenia.

Smartwatch męski jako Twoje centrum dowodzenia.

Współczesny świat stawia przed nami liczne wyzwania. Szybkie tempo życia, natłok obowiązków i nieustanne dążenie do bycia w formie – to codzienność wielu mężczyzn. Właśnie w takiej rzeczywistości, nowoczesny smartwatch męski przestaje być jedynie modnym dodatkiem, a staje się prawdziwym centrum dowodzenia – osobistym asystentem, który wspiera nas w organizacji czasu, dbaniu o zdrowie i utrzymaniu stałej łączności ze światem. Zegarek smart na nadgarstku to już nie tylko wskaźnik czasu, ale narzędzie, które pozwala Ci efektywniej zarządzać każdym dniem, zapewniając spójność między Twoimi dążeniami do rozwoju, zdrowia i bezpiecznej codzienności. Z jego pomocą możesz przejąć kontrolę nad każdym aspektem swojego życia, stając się kapitanem własnego #everydayyou, przygotowanym na każdą sytuację.Data dodania artykułu: Dzisiaj, 13:05
Lechia była lepsza, ale wróciła z niedosytem. W Łomży zabrakło kropki nad „i”

Lechia była lepsza, ale wróciła z niedosytem. W Łomży zabrakło kropki nad „i”

Są takie remisy, które wpisuje się do tabeli bez emocji. I są takie, które zostają pod skórą. Lechia Tomaszów Mazowiecki przywiozła z Łomży punkt po remisie 1:1 z ŁKS-em, ale to nie jest wynik, po którym w zielono-czerwonej szatni powinno się otwierać szampany. To raczej wieczór z gatunku tych, gdy człowiek patrzy w sufit i myśli, ile jeszcze takich okazji trzeba stworzyć, by mecz naprawdę zamknąć. Oficjalna strona tomaszowskiego klubu przed tym spotkaniem podkreślała, że po wygranej z Widzewem II Łódź zespół Bartosza Grzelaka był już po trzech ligowych zwycięstwach z rzędu i awansował na siódme miejsce w tabeli.Data dodania artykułu: Wczoraj, 09:44 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Policjanci z Komendy Powiatowej Policji prowadzą poszukiwania Jana BrzezińskiegoBillie Eilish Hit Me Hard and Soft: The Tour   w Helios na ScenieSmartwatch męski jako Twoje centrum dowodzenia.Poniedziałek, 20 kwietnia — dzień jak każdy? Niekoniecznie.Smardzewice na scenie ogólnopolskiej. Kornelia Formalczyk pokazała charakter w „The Voice Kids”Lechia czwartą drużyną w Polsce. Juniorzy zakończyli mistrzostwa tuż za podiumŚmiertelny wypadek w Tomaszowie Mazowieckim. Nie żyje 26-letni motocyklistaLechia była lepsza, ale wróciła z niedosytem. W Łomży zabrakło kropki nad „i”19 kwietnia – dzień, w którym historia mówi szeptem i krzykiem jednocześnieDramat w Radomiu. Widzew miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, ale wypuścił je w doliczonym czasieKryształowa Płoza dla Semirunnija. Tomaszów Mazowiecki ma powody do dumyDzień Doceniania Męża. Święto cichego bohatera codzienności
Reklama
Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

1. Podstawowym obowiązkiem dozorcy jest dbałość o powierzone jego pieczy budynki i ich wyposażenie w urządzenia techniczne.2. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości i właściwych służb technicznych o dostrzeżonych uszkodzeniach lub wadliwym działaniu instalacji i urządzeń technicznych.3. Podejmowanie doraźnych działań w zakresie ochrony mieszkańców przed niebezpiecznymi skutkami uszkodzeń lub wadliwego działania urządzeń wspólnego użytku.4. Niezwłoczne usuwanie skutków opadów śniegu i gołoledzi w okresie zimowym.5. Sprzątanie, konserwacja i właściwe utrzymywanie przydzielonych terenów zielonych w okresie letnim.6. Udział w organizowanych akcjach sanitarno-porządkowych, odśnieżania, odgruzowywania itp.7. Dbałość o należyty stan wyposażenia nieruchomości, sprzętu ppoż. oraz pojemników do gromadzenia nieczystości, zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności ich wymiany.8. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności wywozu nieczystości.9. Czuwanie nad sprawnym działaniem wszystkich punktów świetlnych w budynkach mieszkalnych i gospodarczych.10. Zgłaszanie do administratora faktów o samowolnym zajmowaniu lokali.11. Zawiadamianie zarządcy nieruchomości o rażących przypadkach naruszania przez mieszkańców regulaminu porządku domowego.12. Wywieszanie flag z okazji świąt i uroczystości oraz utrzymywanie ich w czystości.13. Rozklejanie ogłoszeń, dostarczanie lokatorom korespondencji dot. zmian wysokości czynszu, upomnień itp.14. Wystawianie pojemników na odpady komunalne, selektywne i biodegradowalne zgodnie z harmonogramem wywozów przedstawionych przez firmę zajmującą się wywozem odpadów; wstawianie opróżnionych pojemników w wyznaczone miejsce.15. Sprzątanie pozostałości odpadów w miejscu składowania pojemników.16. Dbałość o należyty stan sprzętu i narzędzi przeznaczonych do utrzymywania porządku i czystości posesji.17. Wykonywanie innych czynności nieobjętych niniejszym zakresem obowiązków, a wynikających z umowy o pracę, obowiązujących przepisów oraz poleceń administratora. 
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Mariusz StrzępekTreść komentarza: Rafale Głogowski, bo jak się domyślam po numerze IP jest to twój komentarz. Jesteśmy obrzydliwym, chorym na łeb bydlakiem, który nie zasługuje w życiu na jedno dobre słowo. Kasuje codziennie rano twoje wpisy, ale ten wyjątkowo udostępniłem, by pokazać wszystkim jak nikczemną kanalią i wyjątkowo obrzydliwą kreaturą jesteśŹródło komentarza: Śmiertelny wypadek w Tomaszowie Mazowieckim. Nie żyje 26-letni motocyklistaAutor komentarza: JarekTreść komentarza: patrząć na twój komenarz możesz smiało ustawiać sobie nick jako "Tu-man" i wtedy jasno określisz wielkość swojego IQŹródło komentarza: Nocny rajd zakończony na latarniAutor komentarza: Wadzka Zawadzka mordę prująca nie mając nic w głowieTreść komentarza: Selekcja naturalna jak to mówią. Mam nadzieję że auto nie bardzo obfite. Bo to wystarczy że zaczepił, na pewno było prute na łeb na szyjęŹródło komentarza: Śmiertelny wypadek w Tomaszowie Mazowieckim. Nie żyje 26-letni motocyklistaAutor komentarza: Figo-fagoTreść komentarza: Uczestnicy tego forum internetowego: czy naprawdę jesteście takimi bezmózgimi gnomami, które nic nie kumają?! To dziewczyna z naszego podwórka, która pokazała coś bardzo dobrego na swoim poziomie. A wy, zapyziałe, lokalne, palanty śpicie!!! Obudzicie się, lokalni frajerzy, tylko wtedy, gdy ktoś dopie#doli waszemu, ukochanemu, ryżemu szwabowi donkowi.Źródło komentarza: Smardzewice na scenie ogólnopolskiej. Kornelia Formalczyk pokazała charakter w „The Voice Kids”Autor komentarza: tomTreść komentarza: Może to nie dotyczy tego wypadku i nieszczęścia tego motocyklisty, ale motocykliści przestrzegają tylko tyle że jeżdżą prawą stroną. Reszta przepisów ich nie tyka, motory wręcz wyją strzelają z wydechów,prędkość przekroczona a policji ani widu,bezkarność całkowita...Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek w Tomaszowie Mazowieckim. Nie żyje 26-letni motocyklistaAutor komentarza: uczestnikTreść komentarza: ,,Tłumy,, Amazonki i TUTW I kilka osób z poza...Źródło komentarza: Tłumy w Urzędzie Miasta. Mieszkańcy postawili na zdrowie
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 340

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 340

Cena: Do negocjacjiZ pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż gratisNa zdjęciu: Łóżko PB 340 w rozmiarze 120×200 cm w kolorze buk z płytą osłaniającą napęd łóżka. Akcesoria: stolik Rubens 9 w kolorze buk.Wyjątkowa propozycja wśród łóżek, zaprojektowana z myślą o komforcie i bezpieczeństwie użytkowników o zwiększonej masie ciała. Wzmocniona konstrukcja, szersze leże oraz dostosowane do dużych obciążeń napędy, pozwalają na korzystanie z tego łóżka przez użytkowników o maksymalnej wadze do 215 kg. Z uwagi na ponadprzeciętne parametry techniczne, łóżko PB 340 przeznaczone jest szczególnie dla pacjentów bariatrycznych.DETALE PRODUKTU:1. Szerokość leża 100 i 120 cm4. Wytrzymałe, higieniczne leże2. Dopuszczalne obciążenie 250kg5. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji3. Nowoczesny napęd podnoszenia łóżka6. Osłona frontu (opcja)OPCJE:osłona frontu • zmiana długości i szerokości leżaPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze250 kgMaksymalna waga użytkownika215 kgRegulacja wysokości leża:od 30 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:218 × 112 (132) cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 16 cmCiężar całkowity:109,8 (123,5) kgKółka jezdne:100 mm z hamulcem
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama