Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 10 sierpnia 2026 02:25
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Dr Sanak: wieczna czujność jest ceną naszej wolności

Cywilni pracownicy słabo się sprawdzają na wojnie. To jest strategiczne dla naszego bezpieczeństwa, żebyśmy mieli wykształcone kadry medyczne o specjalizacji militarnej. Bardzo mi się podobają słowa Thomasa Jeffersona, który powiedział, że "wieczna czujność jest ceną naszej wolności" – powiedział PAP dr n. med. Tomasz Sanak z Collegium Medicum UJ.

PAP: Nasi ratownicy pomagają rannym na wojnie w Ukrainie i, jak wiem, są tam bardzo cenieni. W Polsce mamy dobrą szkołę ratownictwa?

Dr n.med. Tomasz Sanak: Polscy ratownicy medyczni, na tle innych z krajów UE, mają najwyższe kompetencje dotyczące realizacji medycznych czynności ratunkowych. Od kilkunastu lat mogą samodzielnie wykonywać pewne procedury medyczne i podawać leki. System Państwowego Ratownictwa Medycznego nauczył nas tej samodzielności, przy czym my te medyczne czynności ratunkowe możemy stosować – zgodnie z przepisami – tylko podczas pracy w pogotowiu ratunkowym lub na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Jednak wojna to stan wyższej konieczności, no i inny kraj, więc te umiejętności, które mamy z cywilnego pogotowia ratunkowego, możemy wykorzystywać na Ukrainie.

PAP: Co umieją polscy ratownicy, czego nie potrafią ich unijni koledzy?

T.S.: W każdym kraju człowiek umiera w ten sam sposób, więc poziom wiedzy i umiejętności jest porównywalny. Chodzi o kompetencje – w niektórych krajach ratownik nie może wykonać pewnych procedur czy podać pewnych leków, dlatego, zamiast ratować człowieka na miejscu, wiezie go do szpitala. Ale nie popadajmy w samozachwyt, to, że mamy większe kompetencje wcale nie znaczy, że wszyscy jesteśmy tacy wspaniali. Oczywiście większość wykorzystuje w stu procentach kompetencje, ale brakuje nam jeszcze uprawnień do podawania pewnych leków, by jeszcze bardziej profesjonalnie wykonywać medyczne czynności.]]

Ratownicy są jednak różni. Część to są osoby, które realizują grafik i tyle. A część to ludzie z pasją, chętni do samorozwoju. Ale niestety system nie promuje tych ambitnych – nie ma ekstra dodatków za to, że się kształcisz i zdobywasz nowe umiejętności. Jest zaledwie kilku dyrektorów pogotowia w Polsce, którzy promują takie osoby i za to pełny szacunek.

PAP: Praca ratownika na wojnie jest specyficzna, gdyż spotyka się z obrażeniami, które na co dzień, w czasach pokoju, zdarzają się bardzo rzadko.

T.S.: Na polu walki dziewięćdziesiąt parę procent zgonów wynika z wybuchu rakiet czy improwizowanych ładunków wybuchowych, ostrzałów moździerzowych. Obrażenia wynikające z postrzału z broni krótkiej czy długiej to zaledwie kilka procent. Faktycznie więc – w normalnym życiu tego typu obrażenia zdarzają się incydentalnie.

Na szczęście ci koledzy i koleżanki, którzy aktualnie przebywają na Ukrainie, a znam kilkoro takich, to ludzie, którzy mają doświadczenie, np. służby w Polskich Kontyngentach Wojskowych w Afganistanie/Iraku – i to jest piękne, że możemy wykorzystać nasze doświadczenie misyjne, aby dziś udzielać pomocy Ukraińcom.

Jeśli chodzi o samą medycynę pola walki, to od momentu powstania obrażeń do momentu przyjazdu do szpitala, to – paradoksalnie – nie jest to skomplikowana medycyna. To wręcz rzemieślnictwo polegające na tym, że musimy zatamować krwotoki, rozpoznać odmę prężną jamy opłucnej i niedrożność górnych dróg oddechowych, po czym przewieźć pacjenta do szpitala. Problemem jest potężny ładunek stresu związany z udzielaniem pomocy, ponieważ wchodzimy w środowisko taktyczne i zawsze istnieje ryzyko tzw. ataków wtórnych.

Ponadto medycy muszą być podporządkowani pod reguły tzw. dyscyplin – np. udzielamy pomocy zgodnie z dyscypliną świetlną, co może oznaczać, że mamy poszkodowanego, którego widzimy tylko przez noktowizor, nie jest możliwe podświetlenie latarką tak, jak na sali operacyjnej, pacjenta, żeby dokonać detekcji krwotoków.

Kolejna dyscyplina – dźwiękowa – bardziej dotyczy walki na bliskich odległościach, czyli w budynkach (co na Ukrainie nieczęsto się wydarza) – trzeba zachować ciszę, żeby nie zdradzić swojego miejsca pobytu potencjalnemu wrogowi i nie sprowokować ataku.

Kolejna dyscyplina – czasowa – polega na tym, że to nie stan kliniczny pacjenta, ale sytuacja taktyczna dyktuje to, co my możemy zrobić dla naszego poszkodowanego. Głównodowodzącym każdą akcją jest dowódca zespołu czy plutonu, niemedyk. Jeżeli on powie medykowi, że ma zakaz zejścia czy odłączenia się od sekcji, to musimy się temu podporządkować co, naturalnie, ma wpływ na los poszkodowanych. Z badań prowadzonych na polach walki wynika, że 90 proc. rannych umiera na etapie przedszpitalnym, dlatego to od ratowników, ich wyszkolenia i wyposażenia zależy, czy poszkodowany przeżyje. Przy czym około 30 proc. zgonów odbywa się w czasie od zdarzenia do jednej minuty, a 58 proc. zgonów w czasie od 1 minuty do 60 minut – i właśnie w tej grupie ratownicy mają największe pole do popisu.

PAP: Powiedział pan, że oprócz umiejętności ratownika medycznego ważne jest jego wyposażenie.

T.S.: Miałem dzisiaj nieprzyjemność rozmawiać z dystrybutorem sprzętu bez certyfikatu medycznego, który przekonywał mnie, że jego sprzęt jest lepszy niż ten atestowany, bo tańszy. Otóż nie, radykalnie się z tym nie zgadzam – na równi z ratowniczymi umiejętnościami człowieka, życie ratuje także sprzęt. Dobry sprzęt, certyfikowany, najlepiej przez Komitet Naukowy TC3, czyli Tactical Combat Casualty Care, ponieważ udzielanie pomocy na polu walki jest bezwzględnie podporządkowane pod wytyczne. To nie jest tak, że ja sobie wymyślę, iż do swojego plecaka spakuję to, to i to, tylko w procesie przygotowania do misji uczestniczę w certyfikowanych kursach, na ich podstawie przygotowuję się do udzielania pomocy.

PAP: Co ma ratownik w plecaku? Jakie jest jego wyposażenie?

T.S.: Jest kilka segmentów wyposażenia. Na pierwszy składa się to, co mamy przy sobie – każdy żołnierz, medyk i nie medyk, ma Indywidualny Pakiet Medyczny, zwany ipemedem. W tym ipemedzie znajduje się sprzęt, który służy do tamowania masywnych krwotoków: opaska uciskowa, gazy homeostatyczne, czyli opatrunki, które w kontakcie z krwią powodują natychmiastowe powstawanie skrzepu, gaza rolowana do upakowywania silnie krwawiących ran penetracyjnych oraz opatrunek indywidualny.

Drugi segment ipemedu to rzeczy, które służą do zabezpieczania odmy prężnej, która powstaje, kiedy mamy do czynienia z postrzałem klatki piersiowej i powietrze dostaje się do jamy opłucnej. Służy do tego opatrunek okluzyjny albo okluzyjny z mechanizmem zastawkowym – chodzi o to, żeby zablokować dostęp powietrza do jamy opłucnej oraz umożliwić pozbycie się gazu z klatki piersiowej. Niektóre jednostki mają także igły do dekompresji odmy.

Trzecia sekcja wyposażenia ipemedu to rurka nosowo-gardłowa do udrażniania górnych dróg oddechowych. To ważne, aby pamiętać o tych trzech największych zabójcach pola walki: masywnych krwotokach, niedrożności górnych dróg oddechowych i odmie prężnej opłucnej. Paradoksalnie – każdy pacjent, który jest ranny i z obrażeniami, np. wyciągnięty spod tramwaju – będzie w tych patomechanizmach umierał – jeśli nie dostanie natychmiastowej pomocy, gdyż te patomechanizmy to są tzw. reversible causes of cardiac arrest, odwracalne przyczyny zatrzymania krążenia: jeżeli mamy odpowiednie przygotowanie i sprzęt, to żaden poszkodowany, u którego wcześnie się pojawiliśmy, nie powinien zginąć na ich skutek. Jest takie powiedzenie płk Nicholasa Senna, amerykańskiego wojskowego i lekarza: "Los rannego spoczywa w rękach tego, kto założy mu pierwszy opatrunek".

PAP: To omówiliśmy zawartość ipemedu, co dalej?

T.S.: Kolejne elementy należą już do wyposażenia ratowników medycznych – to rzeczy związane z zaawansowanym sposobem udrażniania górnych dróg oddechowych oraz z leczeniem wstrząsu krwotocznego za pomocą płynoterapii, choć płynoterapia poprzez kroplówkę, tzw. krystolaidami, to przestarzała metoda. Nowoczesna medycyna ratunkowa nakazuje leczyć wstrząs krwotoczny preparatami krwi lub krwią pełną.

Mamy także sprzęt związany z zabezpieczaniem urazów narządów ruchu, czyli szyny. Dysponujemy także lekami – kluczowym jest, aby medyk, na odpowiednio wczesnym etapie, podał poszkodowanemu leki przeciwbólowe, gdyż pacjenta, który ma urazy, krwawi po wybuchu, cholernie boli. Są także leki, które pomagają organizmowi pacjenta w wytworzeniu skrzepu, np. kwas traneksamowy, leki pomagające w zabezpieczeniu drożności górnych dróg oddechowych do procedury rapid sequence intubation, ale są także bardzo prozaiczne leki typu apap czy ibuprom, maść na odciski czy zasypka do stóp

PAP: Żołnierz powinien dbać o stopy.

T.S.: Jak byłem na misji w Afganistanie, a spędziłem tam prawie dwa lata, to pomocy na polu walki udzielałem trzy razy, większość porad, jakie udzielałem żołnierzom, miała związek z niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Zimą to były odmrożenia, latem uszkodzenia rogówki, zapalenia spojówek, dlatego taki medyk, oprócz tego, że jest przygotowany do działania w sytuacjach ekstremalnych, musi także mieć wiedzę na poziomie lekarza rodzinnego, musi też wiedzieć, jak wyleczyć pacjenta z grzybicy stóp, jakiego pudru używać, żeby zapobiec stopie okopowej. Żołnierz przebywający w okopach w trudnych warunkach atmosferycznych jest bardzo narażony na choroby górnych, a nawet dolnych dróg oddechowych (zapalenie płuc). Trzeba umieć sobie radzić ze wszystkim.

PAP: Mówi się, że wojna przynosi postęp w medycynie. Czy pan to obserwuje na co dzień?

T.S.: Zgadzam się z tym w stu procentach, medycyna pola walki, zwłaszcza jeśli chodzi o zabezpieczanie obrażeń, zdecydowanie wyprzedza medycynę cywilną. Dla przykładu: w 2007 r., kiedy pojechałem pierwszy raz do Afganistanu, czyli 15 lat temu, miałem na wyposażeniu opaski uciskowe i homeostatyki, a w pogotowiu ratunkowym, w którym jeżdżę, mam je zaledwie od paru lat.

W mojej opinii medycyna pola walki o 10 lat wyprzedza medycynę cywilną. To smutne doświadczenie – nauka na rannych – ale jeśli wojna już jest, należy wyciągać z niej wnioski. Dlatego U.S. Army posiada coś takiego, co się nazywa "trauma registry", rejestr urazów. Na tej podstawie naukowcy badają liczbę i rodzaje obrażeń kończyn górnych, dolnych, klatki piersiowej, głowy, analizują sposoby ich leczenia i na tej podstawie ustalają wytyczne – jak, w przypadku konkretnego urazu, postępować. Nieustannie trwają badania dotyczące ulepszania sprzętu, umiejętności oraz szkolenia żołnierzy – jak zabezpieczać obrażenia.

Nie wyobrażam więc sobie, aby Ukraińcy nie zbierali podobnych danych, szczególnie że ilościowe próby rannych są gigantyczne. Wojsko Polskie straciło w ciągu 10 lat w Afganistanie i Iraku ok. 200 żołnierzy, a chłopców na Ukrainie zginęło już przynajmniej kilkanaście tysięcy i ważnym jest, żeby świat nauki analizował przyczyny zgonów i wyciągał odpowiednie wnioski.

PAP: Oprócz żołnierzy na Ukrainie giną także cywile, głównie pod gruzami domów.

T.S.: Wojskowi ratownicy medyczni pomagają często przy tego typu zdarzeniach, ale nie zapominajmy, że na Ukrainie wciąż działa pogotowie ratunkowe, straż pożarna i to oni są zobowiązani do udzielenia pomocy cywilom w strefie bezpiecznej.

Jest takie powiedzenie – no medicine in a gun fight, żadnej medycyny w trakcie wymiany ognia, to dotyczy również żołnierzy. Inne powiedzenie mówi, że najlepszym opatrunkiem na polu walki jest lufa karabinu, gdyż jeśli zneutralizujemy przeciwnika, tym samym mniej rannych będzie po naszej stronie. Dowiedziono, że udzielanie pomocy pod ogniem będzie skutkowało tym, że ranni i zabici zostaną również medycy. Polscy ratownicy niosą pomoc ukraińskim żołnierzom na polu walki, ale polscy lekarze leczą ich także w naszych szpitalach.

PAP: Trafiają do nas najcięższe przypadki?

T.S.: Nie mam ogólnokrajowych danych. Szpital Uniwersytecki, w którym pracuję, przyjął już z kilkadziesiąt osób. Wielkie chapeau bas dla wszystkich szpitali, dla wszystkich zespołów medycznych, które podjęły się leczenia ukraińskich żołnierzy.

U nas odbywa się leczenie rehabilitacyjne, ranni zostali zabezpieczeni na miejscu, na Ukrainie, u nas przechodzą dłuższe procesy terapeutyczne, dzięki czemu udrażniamy szpitale ukraińskie. Pacjent z raną postrzałową brzucha leży w szpitalu dobre kilkanaście dni, ale jeżeli po podstawowym zabiegu uda się go przetransportować gdzie indziej, zwalnia miejsce dla następnych.

Na wojnie w placówkach medycznych obowiązuje zasada pustych noszy. Polega na tym, że w szpitalach przyfrontowych staramy się jak najszybciej zabezpieczyć pacjenta i ewakuować – w głąb kraju albo za granicę, aby mieć wolną intensywną terapię, wolny blok operacyjny dla kolejnych poszkodowanych.

PAP: W ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda powiedział podczas uroczystości 20–lecia utworzenia Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, że trwają prace nad stworzeniem wojsk medycznych. Jaka jest pana opinia na ten temat?

T.S.: Jestem wielkim fanem Wojskowego Instytutu Medycznego, pracowałem tam przez pięć lat, w Zakładzie Medycyny Pola Walki, zrobiłem tam doktorat, i jestem przekonany, że gen. Grzegorz Gielarak jest najlepszą osobą predystynowaną do utworzenia takiej formacji. Bardzo źle się stało, że została zamknięta Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi, która była nakierowana na kształcenie wojskowych medyków.

Specyfika udzielania pomocy na polu walki jest inna niż uczą lekarzy cywilnych, dlatego uważam, że jeśli ktoś chciałby zostać wojskowym lekarzem, ratownikiem czy pielęgniarką, powinien się kształcić w odrębnych instytucjach, gdyż równolegle do medycznych powinien mieć zajęcia taktyczne związane z wojną. Cywilni pracownicy słabo się sprawdzają na wojnie. To jest strategiczne dla naszego bezpieczeństwa, żebyśmy mieli wykształcone kadry medyczne o specjalizacji militarnej.

Bardzo mi się podobają słowa Thomasa Jeffersona, który powiedział, że "wieczna czujność jest ceną naszej wolności", to, że jesteśmy przygotowani na najgorsze, jest dowodem naszego profesjonalizmu. Ja bardzo boję się takich pospolitych ruszeń polegających na tym, że nagle, kiedy wybuchnie kolejna pandemia albo wojna, zaczynamy się uczyć – to jest za późno. Musimy być przygotowani na wroga i to odpowiednio wcześnie.

PAP: Kto miałby przygotowywać te nowe kadry?

T.S.: Mamy w Polsce wielu weteranów, którzy dziś nie są należycie wykorzystywani, ludzi, którzy wąchali krew, piach i proch na polach walki. Do realnej wojny personelu nie da się przygotować na tzw. kwitach. Wszystkie kwity, procedury i książeczki możemy spalić, kiedy stajemy face to face z wrogiem. (PAP)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

W nocy z niedzieli na poniedziałek w pobliżu Ziemi przemknie planetoida 2019 NY2. Obiekt może mieć około 150–330 metrów średnicy, a w chwili największego zbliżenia znajdzie się około 2,5 miliona kilometrów od naszej planety. Brzmi jak początek „Armageddonu”, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Astronomowie podkreślają: nie ma zagrożenia zderzeniem. Data dodania artykułu: 09.08.2026 09:14
Kosmiczny gość minie Ziemię. Planetoida 2019 NY2 przeleci 2,5 mln km od nas

9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

9 sierpnia to jedna z tych dat, przy których historia nie pozwala się nudzić. Tego dnia na częstochowskim wzgórzu pojawili się paulini, urodził się Roman Dmowski, polscy czołgiści ruszyli do walk pod Studziankami, Richard Nixon opuszczał Biały Dom, a kilka dekad później Freddie Mercury po raz ostatni stanął przed publicznością jako koncertowy frontman Queen. Do tego Whitney Houston, Bee Gees, AC/DC, Jerry Garcia i „San Francisco” Scotta McKenziego. A w niedzielę 9 sierpnia 2026 roku historia spotyka się z teraźniejszością również w Małopolsce, Janowie Podlaskim i na trasie Tour de Pologne. Data dodania artykułu: 09.08.2026 07:48
9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen

Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

Nie sala konferencyjna w Warszawie, nie pałacowe korytarze i nie kolejna debata prowadzona zza mównicy. Tym razem rozmowa o Polsce ma przenieść się nad Bałtyk. Marta Nawrocka zwróciła się bezpośrednio do młodych Polek, zapraszając je na spotkanie w Juracie. W ostatni weekend wakacji, 29 i 30 sierpnia, młodzi ludzie mają spotkać się tam z parą prezydencką i rozmawiać o swoich oczekiwaniach, pomysłach oraz o tym, jak widzą przyszłość kraju. Data dodania artykułu: 09.08.2026 00:08
Marta Nawrocka zaprasza młode Polki do Juraty. „O jakiej Polsce marzycie?”

8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Sobota, 8 sierpnia 2026 roku, to 220. dzień roku. Imieniny obchodzą dziś Dominik, Esmeralda, Jan, Joanna i Sylwiusz. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 5.14, a zachodzi około 20.19. Data dodania artykułu: 08.08.2026 08:43
8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Groźby z Białego Domu, dwa ważne głosowania w polskim Senacie, kolejna odsłona wojny energetycznej i dramat cywilów w Ukrainie. Czwartek, 6 sierpnia 2026 roku, przyniósł wydarzenia, które pozornie dzielą tysiące kilometrów. W rzeczywistości łączy je jedno słowo: bezpieczeństwo. Militarne, energetyczne, polityczne i ekonomiczne. Data dodania artykułu: 06.08.2026 23:36
Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polecane

Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?

Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?

Od czerwca tomaszowskim Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt kieruje Monika Węgrzyniak-Sęk. Nie jest osobą, która temat ochrony zwierząt poznała dopiero po objęciu stanowiska. Wcześniej kierowała zespołem do spraw zwierząt, odpowiadała za program kastracji i sterylizacji, w swoim CV ma również nadzór nad schroniskiem. Od lat angażowała się w ratowanie przebywających w nim psów. Dziś nie tylko stara się uporządkować stare Schronsiko, ale też przygotowuje placówkę do przeprowadzki, porządkuje procedury. Równocześnie staje się celem brutalnych ataków w internecie. Można tylko przypuszczać, że za tym idą również dziesiątki skarg - a co za tym idzie kontroli Data dodania artykułu: Wczoraj, 12:12 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 2
Ponad 100 osób odwiedziło tomaszowską porodówkę. Oddział, który odzyskał zaufanie pacjentek „NPL to nie SOR”. Dyskusja o chorym dziecku w TCZ pokazała, że pacjenci wciąż nie wiedzą, gdzie szukać pomocy Największym problemem nie musi być samo 58 procent Pięć interwencji jednego dnia na Zalewie Sulejowskim. Ratownicy apelują o ostrożność Lechia wraca przed własną publiczność. Znamy terminy trzech kolejnych spotkań Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja? Osiem medali z Astany. Polscy uczniowie w światowej czołówce sztucznej inteligencji Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy Dwa mecze, dwa razy 1:2. Lechia znów płaci za błędy i wciąż czeka na pierwsze punkty Spokojna niedziela, a potem skok temperatury. W Tomaszowie nawet 33 stopnie 9 sierpnia. Od Jasnej Góry i Dmowskiego po Watergate, Whitney Houston i ostatni koncert Queen Świątek w ćwierćfinale, Zmarzlik rządzi w Rydze, Kuś mistrzynią świata. Sportowa sobota pełna polskich sukcesów
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Ekspert specjalista Treść komentarza: Ci panowie co to ich się tutaj górnolotnie nazywa "DJ-ami" to najwyżej "CJ-e". Różnica w literkach drobna, ale w znaczeniu - kolosalna. Ani jeden ani drugi "grajek" nie jest "DJ"-em, nigdy nim nie był i prawdopodobnie nie będzie bo oni nie mają ZIELONEGO pojęcia jak się beaty klei :D NIE MAJĄ ZIE-LO-NE-GO pojęcia. I spoko. Nie muszą, dziś ze sprzęu dla "sidżejów" imprezę zagra nawet tresowana ameba albo inna nibynóżka. Dlatego uprzejmie proszę o zmianę tekstu - nie "DJ", a "CJ" Źródło komentarza: Plac Kościuszki znów zatańczył. DJ Junior i BAILA porwali Tomaszów do wspólnej zabawy Autor komentarza: lokator Treść komentarza: Dlaczego rozliczenia mediów ( woda, ogrzewanie )nie są w kopertach? Dostarczane są przez pracowników spółdzielni . Tak nie powinno być!! Moja sąsiadka nie musi wiedzieć ile pobieram wody i jak się ogrzewam. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Ujazd Treść komentarza: To ta altana będzie pewnie pozłacana Ludzie nie dajcie się dymac Źródło komentarza: Ujazd wybrał wykonawcę altany. Inwestycja na działce rekreacyjno-sportowej ruszy po podpisaniu umowy Autor komentarza: ...) Treść komentarza: dziękuję za wyjaśnienie teraz już będę wiedział ale nie będę stosował tego nazewnictwa Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W ogóle nie chce mi się w całości czytać tego tekstu powyżej. Ten tekst pokazuje tę totalną siermięgę, a może nawet i to totalne oszustwo, dotyczące tego MBA, które to MBA traktuje się, jak wybawienie dla różnych, lokalnych, mniej lub więcej debilnych, tzw. działaczy i formujących lokalne społeczności. To MBA, to jest dokładnie to samo, co kiedyś działało przy KC PZPR: tam była taka niby naukowa szkoła partyjnych działaczy PZPR. Podsumowanie: komuna, na czele z towarzyszem czarzastym ma się u nas dalej bardzo dobrze... Źródło komentarza: Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Dziecko drogie: Janka i Grzesia znam dobrze i równie dobrze znałem innych, poprzednich prezesów ( Jasiu Piątek, śp. Koszuta), a byłem również w radzie nadzorczej. Z tych informacji wynika, że chyba byłem członkiem spółdzielni - co?! Więc nie pier... mi tutaj dziewucho jakichś, tanich farmazonów. Jeśli akurat nie masz dobrych, łóżkowych układów z partnerem, to już nie moja wina. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama