Internet już dawno próbował odczarować to słowo. W sieci krąży nawet rozwinięcie skrótu Z.O.Ł.Z.A.: „Zgrabna, Obrotna, Ładna, Zaradna, Ambitna”. Trudno powiedzieć, kto wymyślił tę definicję, ale trzeba przyznać — dział PR zrobił kawał dobrej roboty.
Tomaszowskie zołzy istnieją naprawdę
Każde miasto ma swoje legendy. Tomaszów Mazowiecki ma zaś kobiety, które potrafią załatwić trzy sprawy naraz, jedną ręką mieszać rosół, drugą pisać maila do urzędu, a przy okazji jeszcze powiedzieć mężowi, że „to nie tak miało wyglądać”.
I właśnie wtedy najczęściej pada historyczne zdanie:
— „Ale z ciebie zołza”.
Tyle że prawda jest bardziej skomplikowana. Bo bardzo często „zołza” okazuje się po prostu osobą, która:
- nie daje sobie wejść na głowę,
- umie powiedzieć „nie”,
- pamięta wszystkie rodzinne afery od 2007 roku,
- i ma rację częściej, niż ktokolwiek chciałby przyznać.
To trochę jak z pilotem do telewizora — wszyscy narzekają, ale gdy zniknie, zaczyna się panika.
Zołza kontra stereotypy
Według internetowych opisów święta, jego geneza pozostaje tajemnicą, ale współczesne obchody coraz częściej mają żartobliwy i przewrotny charakter. Chodzi bardziej o dystans do stereotypów niż o obrażanie kogokolwiek.
W praktyce wygląda to mniej więcej tak:
- kobieta stanowcza = „zołza”,
- mężczyzna stanowczy = „konkretny facet”.
Historia zna ten mechanizm od dawna. Gdy Miranda Priestly z „Diabeł ubiera się u Prady” wydaje polecenia — jest postrachem biura. Gdy Don Corleone robi dokładnie to samo — zostaje legendą kina.
Dzień, w którym lepiej nie dyskutować
Są eksperci od relacji, którzy twierdzą, że mężczyźni lubią „zołzy”, bo te są bardziej pewne siebie i wyraziste. Internet pełen jest poradników w stylu „Dlaczego faceci kochają zołzy?”.
Choć prawdopodobnie większość panów po cichu przyzna, że najbardziej kocha moment, gdy „zołza” jednak się do nich odezwie po kłótni.
Dzień Zołzy jest więc trochę jak święto wszystkich kobiet, które:
- mówią wprost,
- nie udają miłych na siłę,
- potrafią walczyć o swoje,
- i doskonale wiedzą, że „nic” bardzo rzadko oznacza naprawdę nic.
Święto z przymrużeniem oka
Najważniejsze jest jednak to, że Dzień Zołzy coraz częściej traktowany jest z humorem i dystansem. To bardziej okazja do śmiechu z codziennych relacji niż prawdziwe etykietowanie kogokolwiek.
Bo prawda jest taka, że w każdym domu znajdzie się ktoś, kto czasem bywa „zołzą”. Czasem partner. Czasem teściowa. Czasem kierowca przed nami na rondzie. A czasem… my sami przed pierwszą kawą.
I być może właśnie dlatego to święto robi taką karierę w internecie. Bo wszyscy znamy jakąś zołzę. A wielu z nas po cichu trochę ją podziwia.



Napisz komentarz
Komentarze