Gotowe = niezdrowe?
Początkowo, byłam bardzo powściągliwa, słysząc o cateringu dietetycznym. Dieta pudełkowa jako rozwiązanie nie wydawała mi się rozsądna - odnosiłam wrażenie, że przygotowany już posiłek ma w sobie więcej konserwantów niż to, co sama upichcę. Tutaj jednak rodził się problem - nienormowany czas pracy i ciągłe bycie "pod telefonem" sprawiały, że niekiedy moim jedynym posiłkiem był przypadkowy batonik w towarzystwie hektolitrów kawy.
Stosunkowo wcześnie ocknęłam się i zaczęłam działać - od wizyty u lekarza pierwszego kontaktu, przez systematyczne zmiany nawyków żywieniowych, aż po ukłon w stronę właśnie cateringu dietetycznego z dostawą. Dokładnie zapoznałam się z ofertą i poznałam nieocenione zalety opakowań próżniowych, dzięki którym rozwiałam moje obawy o wszystkich "ulepszaczach". Postanowiłam spróbować i dałam sobie trzy dni na decyzję, czy pudełka zostaną ze mną na dłużej. Opcja zamówienia-testu okazała się strzałem dziesiątkę. Nie przesadzę, jeśli powiem, że to była jedna z lepszych decyzji względem mojego dobrego samopoczucia.
Jak to ugryźć?
W momencie wyboru modelu diety (a jest ich mnóstwo!) zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno z każdym warzywem się polubimy... Moja lekarka rodzinna zaleciła mi też lekkostrawne posiłki i określiła moje zapotrzebowanie kaloryczne, co wzbudziło moje kolejne obawy - przecież to nie ja będę szykować te posiłki. Zaufałam jednak stronie WWW i dokładnie przestudiowałam warianty, liczbę posiłków i... własne preferencje, które można precyzyjnie dopasować podczas finalizowania zamówienia w niektórych typach diet. Wszystko jest dokładnie opisane i czytelnie przedstawione. Dotyczy to też alergenów i takich udogodnień jak sztućce czy eko-opakowania.
Kilka kliknięć, wpisany adres, opłata i... oczekiwanie na pierwsze jedzenie pudełkowe. Rano, idąc - a raczej biegnąc - do pracy, zabrałam paczkę i zaczęłam dzień w biurze od śniadania. Chrupiące pieczywo, świeży twarożek i warzywa - poezja! Kolejne z posiłków - lunch i obiad - były równie zadowalające i pełne dodatków, do których nie mam głowy na co dzień, czyli kiełków i nowalijek. Dania były dobrze doprawione, porcje sycące i miłe dla oka. Kolację zjadłam tuż przed powrotem do domu i nie mogłam doczekać się następnych dni.
Finansowa zagadka
Po upływie okresu startowego zrobiłam szybką kalkulację i rachunek sumienia w kwestii zaopatrzenia mojej lodówki. Dieta pudełkowa Kalisz w znacznej mierze okazała się być zbawienna dla mojego budżetu i pomogła mi zmienić nawyki gromadzenia jedzenia na zapas, które w efekcie... marnowałam. To były raptem trzy dni, ale bezapelacyjnie złożyłam kolejne zamówienie.
Jak się czuję?
Zauważyłam, że odkąd jadam regularne i urozmaicone posiłki, jestem mniej drażliwa i efektywniej zarządzam swoim dniem. Wprawdzie w weekendy pozwalam sobie na samodzielne, kuchenne wybryki, ale tydzień roboczy zupełnie wyklucza możliwość gotowania z należną estymą i szczyptą szaleństwa. Tanio, zdrowo i pysznie. 3 x TAK dla diety pudełkowej!

























































Wasze komentarze