Z publicznie dostępnych dokumentów wynika, że całkowita wartość przedsięwzięcia została określona na 23 886 600 zł, a dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy na 9 111 197 zł. To oznacza, że wkład własny i ciężar finansowy po stronie powiatu były wielokrotnie wyższe niż sama dotacja nie w sensie symbolicznym, ale bardzo konkretnym: różnica między wartością inwestycji a wskazaną kwotą wsparcia to ok. 14,78 mln zł, jeszcze przed doliczeniem części kosztów towarzyszących.
Sam projekt nie pojawił się znikąd. Już w 2023 r. Rada Powiatu przyjęła uchwałę o zobowiązaniu do utworzenia Branżowego Centrum Umiejętności w Tomaszowie Mazowieckim, a zarząd uruchamiał procedury związane z doborem partnerów do realizacji przedsięwzięcia. Innymi słowy: to nie był nagły pomysł z ostatniej chwili, lecz inwestycja planowana od dłuższego czasu.
Prawdziwe schody zaczęły się wtedy, gdy projekt zderzył się z realiami budżetu i kalendarza. W styczniu 2025 r. podczas sesji budżetowej padły wyraźne ostrzeżenia. W protokole z obrad zapisano, że radny Piotr Kagankiewicz mówił o konsultacjach z firmami budowlanymi, które miały oceniać, że wykonanie zadania do 30 września 2025 r. jest nierealne. W tym samym protokole starosta Mariusz Węgrzynowski odpowiadał, że zarząd „na dzisiaj nie zakłada”, iż termin nie zostanie dotrzymany. To ważny fragment tej historii: obawy były zgłaszane publicznie, jeszcze zanim inwestycja weszła w decydującą fazę, a nawet zanim rozstrzygnięto przetarg.
Wątpliwości dotyczyły nie tylko terminu, ale też skali finansowego obciążenia powiatu. Z protokołu sesji XXIII wynika, że w Wieloletniej Prognozie Finansowej zwiększano wydatki majątkowe na zadanie BCU o 10 105 844 zł. Z kolei podczas styczniowej sesji budżetowej radny Piotr Kagankiewicz mówił już wprost o „28 milionach kredytów” i określał sposób procedowania tej inwestycji jako „bardzo, bardzo karkołomny”. W innym głosowaniu złożył wniosek o zmniejszenie wydatków o 3 mln zł z przeznaczeniem na ograniczenie deficytu; za tym wnioskiem głosowali m.in. Kagankiewicz, Mariusz Strzępek, Cezary Żegota i Sławomir Żegota, ale propozycja przepadła.
To właśnie ten zestaw faktów pokazuje sedno sporu politycznego wokół BCU. Krytycy inwestycji nie kwestionowali samej idei rozwoju szkolnictwa zawodowego, lecz tempo, opieszałość w przygotowywaniu inwestycji, sposób finansowania i realność wykonania zadania w terminie narzuconym przez warunki programu. W protokołach i relacjach prasowych przewijają się nazwiska Piotra Kagankiewicza, Mariusza Strzępka i Sławomira Żegoty jako osób sygnalizujących ryzyko nadmiernego obciążenia budżetu oraz niewykonalności harmonogramu. Z drugiej strony starosta Mariusz Węgrzynowski i ówczesny zarząd utrzymywali, że projekt da się dowieźć.
Później przyszły przetargi. Powiat powołał komisję przetargową dla postępowania dotyczącego pełnego zaprojektowania i kompleksowej budowy obiektu, a sam przetarg na budowę zakończył się wyborem firmy LK Inwest z Wrocławia. Oficjalny komunikat powiatu po podpisaniu umowy powtarzał liczby: 23 886 600 zł wartości inwestycji i 9 111 197 zł z KPO, przy zapewnieniu, że mimo krótkiego terminu realizacji inwestycja ma zostać ukończona na czas.
Problem w tym, że publiczne komunikaty zderzyły się z rzeczywistością. Według relacji naszego portalu z 19 listopada 2025 r., podkreślając, że „nadal nie rozpoczęto żadnych prac”, a teren był jedynie ogrodzony. Ten sam materiał podawał, że Powiat Tomaszowski wypowiedział umowę wykonawcy i że sprawa najpewniej trafi do sądu. To nie jest już spór o polityczną interpretację, lecz opis stanu inwestycji po miesiącach od podpisania umowy.
W marcu 2026 r. nadal „nic jeszcze nie ruszyło”. Od czasu wypowiedzenie umowy z wykonawcą nie nastąpił przełom. Jest to dla powiatu obraz jeszcze bardziej kompromitujący. A warto przypomnieć, że niewiele brakowało a zapaść pogłębiłby jeszcze wniosek radnego Mordaki, który postanowił przerwać na półtora miesiąca jedną z sesji i doprowadzić w ten sposób do zarządu komisarycznego w powiecie
Dodatkowo obok samej budowy pojawiły się kolejne koszty. Powiat wszczął osobne postępowanie na pełnienie funkcji inżyniera kontraktu i nadzoru inwestorskiego dla BCU, a najniższa wskazana cena w tym postępowaniu wynosiła 145 140 zł. To nie jest kwota, która przesądza o losach całego projektu, ale dobrze pokazuje mechanizm: kiedy inwestycja się rozjeżdża, rachunek nie kończy się na „głównej” umowie. Dochodzą wydatki towarzyszące, koszty procedur i ryzyko sporów.
Z informacji przekazywanych przez obecny Zarząd Powiatu wynika, że wykonawca zamierza dochodzi od powiatu ponad 1,5 mln zł za projekt. Sprawa „najpewniej trafi do sądu”.
Politycznie ten projekt zostawia po sobie bardzo niewygodne pytania. Po pierwsze: dlaczego przy tak dużym wkładzie własnym zdecydowano się na inwestycję z tak napiętym harmonogramem? Po drugie: dlaczego zignorowano ostrzeżenia, które padały publicznie na sesjach? Po trzecie: czy władze powiatu uczciwie przedstawiły mieszkańcom skalę finansowego ryzyka? Bo nawet jeśli ktoś wierzył w sens samego BCU, dziś trudno uciec od wniosku, że sposób prowadzenia tej sprawy wystawił powiat na utratę czasu, pieniędzy i wiarygodności.
I wreszcie: kto odpowie za realne finansowe straty? Niedawno radni musieli wprowadzić do budżetu kilkaset tysięcy złotych dla firmy JOKA, z którą Węgrzynowski toczył wieloletni spór sądowy. Teraz pojawiają się kolejne żądania zapłaty
Wkrótce, jak zwykle usłyszymy, że zawiniły okoliczności, terminy, wykonawca, procedury i wszyscy dookoła. Tylko nie ci, którzy decyzje podejmowali. To nie jest ostatni "trup" który wypada z szafy Mariusza Węgrzynowskiego. Pojawiają się kolejne podmioty, z następnymi roszczeniami.




























































Napisz komentarz
Komentarze