Sztuka lekarska nie jest oczywiście doskonała. Zdarzają się błędy, popełniane nawet przez najlepszych specjalistów — błędy niezawinione, wynikłe z najlepszej woli niesienia ulgi cierpiącemu. Błędy te każdy wybaczy, traktując je jako zło konieczne.
Gorzej jednak, jeżeli błąd powstaje z niedbalstwa, jeżeli winę zań ponoszą nie braki wiedzy, lecz człowiek tę wiedzę posiadający i wykorzystujący ją w celach zarobkowych — słowem, jeżeli winę ponosi lekarz przez swą karygodną niesumienność. Wówczas słusznie spotyka go oburzenie ogółu i żadnych słów wytłumaczenia znaleźć dlań nie można.
Ostatnio na Pomorzu zaszedł wypadek, który do głębi powinien poruszyć przede wszystkim sumienie samych lekarzy.
W maju 1932 r. lekarz powiatowy jednego z miast prowincjonalnych, w obecności swego asystenta, dokonał operacji wyrostka robaczkowego na funkcjonariuszce Kasy Chorych, p. St. Q. Pacjentka osiem miesięcy później poczuła bóle i udała się ponownie do swego operatora. Gdy ten nie mógł jej pomóc, w lutym 1933 r. zwróciła się do znanego chirurga w Grudziądzu.
Lecz i temu trudno było postawić diagnozę, gdyż z podobnymi objawami — mimo doświadczenia i długoletniej praktyki — nigdy dotąd się nie spotkał.
Ponieważ jednak w miejscu operacji zebrało się dużo ropy, lekarz grudziądzki przeciął ranę i polecił chorej co kilka dni poddawać się opatrunkowi w lecznicy, gdyż ropa sączyła się bez ustanku. Ostatecznie wyznaczono termin operacji, aby zbadać przyczynę ropienia i choroby.

I oto nastąpił fakt niespodziewany.
W przeddzień operacji siostra, opatrująca ranę, wyciągnęła z niej pincetą kawał waty, a ciągnąc dalej — ku zdziwieniu i przerażeniu obecnych lekarzy — wydobyła cały długi zwój bandaża muślinowego! Operacja nazajutrz była już oczywiście zbyteczna.
Świadectwo tego niesłychanego lekceważenia zdrowia i życia ludzkiego przez niesumiennego lekarza znajduje się obecnie, zakonserwowane w spirytusie, w lecznicy Kasy Chorych w Grudziądzu, gdzie za opłatą 10 gr od osoby można je oglądać. Dochód stąd osiągnięty przeznaczony jest na odszkodowanie dla ofiary niesumiennego lekarza.
A cóż na to wszystko ów lekarz, który w tak „mistrzowski” sposób operuje swoich pacjentów? Sądzimy, że powinien uderzyć się w piersi, przyznać się do popełnionego niedbalstwa i ponieść przynajmniej materialne konsekwencje swego przewinienia na rzecz skrzywdzonej pacjentki — zanim oczywiście sąd i izba lekarska zajmą się jego sprawą.




























































Napisz komentarz
Komentarze