To nie był zwykły sukces sportowy. To była historia ludzi, którzy przez lata budowali klub niemal cegła po cegle. Historia zawodników, trenerów, działaczy i kibiców, którzy wierzyli, że Tomaszów Mazowiecki zasługuje na siatkówkę na wysokim poziomie.
Droga pełna walki i charakteru
Sezon 2016/2017 był dla Lechii wyjątkowy od samego początku. Drużyna prowadzona przez trenera Tomasza Migałę, wspieranego przez Bartłomieja Rebzdę, prezentowała siatkówkę opartą na walce, konsekwencji i ogromnym zaangażowaniu. Zespół potrafił wychodzić z trudnych momentów i udowadniał, że charakter często znaczy więcej niż budżety czy wielkie nazwiska.
Kapitanem drużyny był wówczas Bartłomiej Neroj – zawodnik, który stał się jednym z symboli tamtej drużyny. Ważną postacią pozostawał także kierownik zespołu Robert Papis, od lat związany z Lechią i uznawany przez wielu za człowieka-instytucję tomaszowskiej siatkówki.
To właśnie oni – razem z całym zespołem – stworzyli drużynę, która potrafiła porwać kibiców i zjednoczyć wokół siebie całe środowisko sportowe miasta.
Dzień, którego Tomaszów nie zapomni
7 maja 2017 roku w Tomaszowie Mazowieckim czuć było napięcie od samego rana. Hala wypełniła się kibicami ubranymi w zielono-czerwone barwy, a emocje rosły z każdą kolejną akcją. Gdy stało się jasne, że awans jest faktem, wybuchła euforia.
Były łzy szczęścia, śpiewy, owacje i momenty, które na długo zostały w pamięci fanów. Dla wielu osób był to jeden z tych sportowych wieczorów, które pamięta się całe życie – jak finały wielkich turniejów oglądane w telewizji, tylko że tym razem historia działa się tuż obok, na własnym parkiecie.
Awans Lechii był również ważnym sygnałem dla całego regionu. Pokazał, że Tomaszów Mazowiecki potrafi budować ambitny sport i tworzyć drużyny zdolne do rywalizacji na wysokim poziomie.
Awans, który otworzył nowy rozdział
Historyczne wejście do I ligi zmieniło klub. Lechia zaczęła regularnie rywalizować z uznanymi markami polskiej siatkówki, do Tomaszowa przyjeżdżały drużyny z całego kraju, a mecze coraz częściej przyciągały komplet publiczności.
To był również impuls dla młodych zawodników i lokalnych środowisk sportowych. Sukces pierwszej drużyny pokazał, że ciężka praca może prowadzić do wielkich rzeczy nawet w mieście, które nie należy do największych ośrodków sportowych w Polsce.



































































Napisz komentarz
Komentarze