Prawo do dzieciństwa nie kończy się na granicy państwa. Nie znika wraz z paszportem, językiem, kolorem skóry ani statusem migracyjnym. Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak zaapelowała o zmianę przepisów, które od 1 stycznia 2026 roku pozwalają na umieszczanie w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców małoletnich bez opieki, ubiegających się w Polsce o ochronę międzynarodową.
Sprawa dotyczy niewielkiej liczby dzieci, ale — jak często bywa w prawach człowieka — właśnie na takich „niewielkich liczbach” najłatwiej sprawdzić, czy państwo naprawdę przestrzega zasad, które samo wpisało do konstytucji, ustaw i międzynarodowych konwencji.
„Prawo do dzieciństwa ma każde dziecko”
Podczas konferencji prasowej poprzedzającej wydarzenie „Stop detencji – prawo dziecka do wolności” Rzeczniczka Praw Dziecka mówiła, że dziecko, które szuka bezpiecznego domu, nie powinno trafiać za mury i kraty.
— Prawo do dzieciństwa ma każde dziecko, niezależnie od tego, skąd pochodzi, jakiej jest narodowości. W sposób szczególny prawo do dzieciństwa, do szczęśliwego i bezpiecznego dzieciństwa mają dzieci, które szukają bezpiecznego domu — podkreśliła Monika Horna-Cieślak.
Jej zdaniem obowiązujące przepisy stoją w sprzeczności z prawami dziecka i wymagają zmiany. Rzeczniczka zwróciła uwagę, że dzieci cudzoziemskie umieszczane w strzeżonych ośrodkach są pozbawiane swobody poruszania się, naturalnych relacji i codziennego doświadczenia dzieciństwa. W takim miejscu dzieciństwo zostaje zawieszone jak film zatrzymany w pół kadru: jest łóżko, ściana, regulamin, procedura — ale nie ma podwórka, szkoły, beztroski i poczucia bezpieczeństwa.
Co zmieniło się od 1 stycznia?
Od 1 stycznia 2026 roku obowiązuje zmiana art. 88a ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP. Jak wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich, nowe przepisy umożliwiły umieszczanie w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców małoletniego bez opieki, który złożył wniosek o ochronę międzynarodową w Polsce. Wcześniej takie rozwiązanie było bezwzględnie wykluczone.
RPO Marcin Wiącek już na początku roku zwracał uwagę, że tryb wprowadzenia tej zmiany budzi poważne wątpliwości legislacyjne, ponieważ — według Biura RPO — nie było jej w pierwotnym projekcie przedstawionym Sejmowi, a pojawiła się dopiero jako poprawka po pierwszym czytaniu w komisji. RPO ocenił, że rozwiązanie to obniża standard ochrony praw dziecka i pozostaje w napięciu z zasadą najlepszego interesu dziecka, wynikającą m.in. z art. 72 Konstytucji RP, art. 3 Konwencji o prawach dziecka oraz art. 24 Karty praw podstawowych UE.
To nie są suche paragrafy. Art. 72 Konstytucji RP mówi o ochronie praw dziecka przez państwo. Konwencja o prawach dziecka nakazuje, by we wszystkich działaniach dotyczących dzieci nadrzędne było ich dobro. A dobro dziecka trudno pogodzić z kratą, drutem kolczastym i zamkniętym ośrodkiem, nawet jeśli państwo nada temu język administracyjnej konieczności.
Organizacje społeczne: to nie są internaty, to placówki odosobnienia
Katarzyna Słubik, prezeska Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, mówiła podczas konferencji, że strzeżone ośrodki nie są miejscami przeznaczonymi dla dzieci.
— To nie są ośrodki wychowawcze, to nie są internaty, to nie są miejsca odosobnienia, to są kwatery więzienne, placówki absolutnie nieprzeznaczone dla dzieci — oceniła.
Według niej problem przez lata bywał spychany na margines, bo liczba dzieci cudzoziemskich w takich placówkach jest relatywnie niewielka. Obecnie chodzi o około kilkanaście osób. Część dzieci — jak wskazywano podczas konferencji — może być kwalifikowana jako osoby dorosłe po badaniach antropologicznych, zwłaszcza wtedy, gdy nie posiada dokumentów potwierdzających tożsamość.
Ten fragment sprawy jest szczególnie delikatny. Ustalanie wieku osoby, która uciekła przed wojną, przemocą, biedą albo chaosem państwowym, nie jest prostą operacją z rubryki „data urodzenia”. To często śledztwo prowadzone na granicy medycyny, prawa i ludzkiej pamięci. A pomyłka może oznaczać, że dziecko zostanie potraktowane jak dorosły.
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę: detencja niszczy poczucie sprawiedliwości
Dr Jolanta Zmarzlik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę mówiła, że umieszczanie dzieci w przymusowym odosobnieniu, bez wyroku sądu, „za kratkami, za murami, za drutami kolczastymi”, jest normalizowaniem sytuacji, która nigdy nie powinna stać się normą.
Jej zdaniem dzieci w detencji tracą wiarę w sprawiedliwość i przyszłość. To doświadczenie niszczy ich wyobrażenie świata jako miejsca, w którym dorosły może ochronić słabszego. A mowa o dzieciach bez opieki — takich, za którymi nie stanie rodzic, dziadek, sąsiad, nauczyciel czy lokalna wspólnota. W praktyce zostają im instytucje państwa i organizacje społeczne.
Tu brzmi echo „Małego Księcia”: dorośli często lubią liczby, procedury i dokumenty. Ale dziecko nie jest numerem sprawy. Dziecko jest kimś, kto pyta, czy świat jeszcze można uznać za bezpieczny.
MSWiA: chodzi o bezpieczeństwo małoletnich
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji tłumaczy, że celem regulacji jest ochrona małoletnich, m.in. przed zaginięciem czy wykorzystaniem przez osoby trzecie. W odpowiedzi dla RPO wiceminister Czesław Mroczek wskazywał, że resort widzi potrzebę wzmocnienia gwarancji wykonawczych, w tym kontroli sądowej, opieki psychologicznej oraz rozwoju alternatywnych form opieki pozadetencyjnej. MSWiA zapowiedziało też dalsze działania na rzecz „odpowiedniego, wyważonego stosowania” środków przewidzianych prawem wobec małoletnich cudzoziemców bez opieki.
To jest istotny argument państwa: dzieci bez opieki mogą stać się ofiarami przemocy, handlu ludźmi albo wykorzystania. Tyle że pytanie brzmi, czy odpowiedzią na zagrożenie ma być zamknięcie dziecka w ośrodku strzeżonym, czy raczej stworzenie takiego systemu opieki, który nie będzie przypominał kary za to, że dziecko przekroczyło granicę bez dorosłego.
HFPC i organizacje społeczne: państwo obniżyło standard ochrony
Helsińska Fundacja Praw Człowieka wraz z innymi organizacjami społecznymi zarzuca ustawodawcy świadome obniżenie standardów ochrony praw dziecka. Według HFPC od 1 stycznia 2026 roku małoletni cudzoziemcy bez opieki, ubiegający się w Polsce o ochronę międzynarodową, mogą być umieszczani w ośrodkach strzeżonych, co organizacje uznają za rozwiązanie sprzeczne z zasadą najlepszego interesu dziecka.
Adwokatka Maria Poszytek z HFPC mówiła podczas konferencji, że pozbawienie dziecka wolności jest formą przemocy, a państwo argumentuje, że stosuje ten rodzaj przemocy, by ochronić dzieci przed inną przemocą. To zdanie brzmi jak moralny paradoks z Kafki: system zamyka człowieka, by go ochronić, a potem pyta, dlaczego zamknięty człowiek boi się systemu.
Sądy już wcześniej krytykowały Polskę
Problem detencji dzieci cudzoziemskich nie pojawił się dziś. Helsińska Fundacja Praw Człowieka przypominała wcześniej o orzeczeniach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczących Polski, w których wskazywano m.in. na brak należytego zbadania alternatyw wobec pozbawienia wolności i na traktowanie detencji nie jako środka ostatecznego, lecz praktycznego narzędzia administracyjnego.
W sprawach migracyjnych państwo ma prawo chronić granice i prowadzić procedury. Ale jednocześnie ma obowiązek pamiętać, że dziecko — także cudzoziemskie, także bez dokumentów, także przestraszone, także milczące — pozostaje podmiotem praw, nie przedmiotem zarządzania kryzysowego.
Lokalny wymiar: to także sprawa dla Tomaszowa i regionu
Choć konferencja odbyła się w Warszawie, temat nie jest odległy od Tomaszowa Mazowieckiego, Piotrkowa, Opoczna czy Rawy Mazowieckiej. W ostatnich latach także lokalne społeczności uczyły się, czym jest migracja: najpierw w kontekście pracowników z zagranicy, później uchodźców wojennych z Ukrainy, dzieci w szkołach, rodzin szukających mieszkań, pomocy psychologicznej i językowej.
Dla samorządów, szkół, organizacji pozarządowych i mieszkańców to lekcja trudna, ale potrzebna: bezpieczeństwo państwa i prawa dziecka nie muszą stać po przeciwnych stronach barykady. Dobrze zorganizowany system opieki, kuratorzy, wsparcie psychologiczne, piecza zastępcza, małe placówki opiekuńcze i realna kontrola sądowa mogą być odpowiedzią bardziej cywilizowaną niż zamknięty ośrodek.
Bo granica państwa jest linią na mapie. Dzieciństwo — nie.





























































Komentarze