Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 29 września 2026 01:02
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Kluby - TYGMONT/Muzyczna SCENA (91)

Jest takie miejsce, w samym sercu Warszawy przy ulicy Mazowieckiej 6/8, gdzie codziennie (oprócz poniedziałków) można posłuchać na żywo dobrej muzyki, które dziś stało się oazą, nie tylko polskiego jazzu, to - Jazz Klub Tygmont. Klub istnieje ponad 14 lat, a to oznacza, ze znalazł uznanie w oczach mieszkańców stolicy, miłośników dobrej muzyki, bluesa, jazzu, rock’n’rolla, rhytm&bluesa w Polsce, za granicą, zdobywając uznanie i dużą popularność.

Przed wojną istniała tu słynna kawiarnia Ziemiańska, do której przychodziło wielu polskich, wspaniałych pisarzy, poetów, aktorów, arystokratów czy polityków. Każdy kto interesuje się jazzem wie, że w Ziemiańskiej, w 1920 roku odbył się pierwszy w Polsce jazzowy koncert, na którym zagrał legendarny zespół Adi Rosnera. Dlatego miejsce, w którym znajduje się lokal przy tej ulicy ma już wspaniałą historię czerpiąc z niej fantastyczną, jazzową tradycję.

 

  A wszystko zaczęło się przed laty w innym, słynnym warszawskim klubie Remont, gdzie przy wina szklaneczce spotkali się dwaj wielcy fani, przyjaciele, miłośnicy jazzu marząc o swoim własnym pomieszczeniu, w którym grano by tylko ich ukochany styl muzyczny. Byli to Krzysztof Boguszewski (absolwent wydziału matematyczno-fizycznego Politechniki Warszawskiej) i Marek Karewicz (nasz słynny fotografik w dziedzinie jazz, rock’n’roll). Wówczas Krzysztof skierował do kolegi takie oto słowa, - „Marku, jeśli kiedyś tak się dobrze ułoży, to chciałbym zbudować w stolicy klub jazzowy, ale pod jednym warunkiem, że w tym klubie ty będziesz dyrektorem”. Kilkanaście lat później Krzysztof zadzwonił do Marka, - „Przyjdź jutro na ulicę Mazowiecką 6/8 do lokalu po przedwojennej Ziemiańskiej”. Po latach Marek Karewicz tak oto wspomina, - „Stałem przed wielką dziurą w ziemi, w której kłębiło się kilku robotników”. W tym chaosie Krzysztof perorował: „Tam będzie estrada a tu zrobimy bar”. „Nie bardzo wierzyłem – mówi Marek – ale klub powstał. Tam gdzie była wielka dziura w ziemi, została wzniesiona scena. Tak w powojennej Warszawie powstał z prawdziwego zdarzenia pierwszy klub jazzowy o nazwie Jazz Klub Tygmont.

 

W dniu 27 stycznia 2001 r odbyło się poświęcenie lokalu i odbył się pierwszy koncert jazzowy. Na otwarcie lokalu przyszło – jak zanotowali kronikarze – 428 osób a grali najlepsi muzycy jazzowi w kraju, którzy uformowali się jako Tygmont All Stars. Przewodził im Jerzy Duduś Matuszkiewicz, legendarny saksofonista, współzałożyciel grupy jazzowej Melomani. Matuszkiewicz i jego muzycy, to pierwszy zespół jazzowy w powojennej Polsce, uczestnicy pochodu jazzowego w 1956 roku w Sopocie. Dyrektorem klubu czuwając nad atmosferą, z wdziękiem ją kreując, zgodnie z zapowiedzią Krzysztofa, został Marek Karewicz, jedna z najbardziej barwnych postaci jazzowej Warszawy. Karewicz zawsze w rozmowie o klubie Tygmont nie wyrażał się inaczej jak, - Moje ukochane dziecko. Na forum międzynarodowym, amerykański magazyn „Down Beat” umieścił na liście stu najważniejszych klubów w świecie, Jazz Klub Tygmont.

 

W Tygmoncie na „górnych” ścianach (piętro) dominują graficzne prace światowej sławy grafika i plakacisty Roslawa Szaybo a na „dole” (parter) ściany zapełnione są najcenniejszymi FOTO pracami Marka Karewicza. W klubie grali najwięksi z największych polskiego jazzu, także muzycy młodej generacji przy zawsze wypełnionym do ostatniego miejsca, lokalu. Jak mówi Paweł Brodowski naczelny „Jazz Forum”, - Nie ma tu żadnej przepaści pokoleniowej, tędy płynie wciąż ta sama rzeka a nazywa się jazz. Pozwolę sobie wymienić kilka ważnych postaci krajowej i światowej sławy muzyków, „starej” i „nowej” generacji jak: Zb. Namysłowski, Duduś Matuszkiewicz, Ptaszyn Wróblewski, Karolak, Kurpiński, Nahorny, Miśkiewicz (z rodziną), Muniak, Bartz, Małek, Śmietana, Szukalski, Staroniewicz, Stankiewicz, Herdzin czy Baron. Często śpiewają tu Ewa Bem, Serafińska, Skrzypek czy światowej sławy, nasza wielka gwiazda, Urszula Dudziak. Nic dziwnego, że muzycy chętnie tu obchodzą swoje urodziny, jubileusze, benefisy. Świętowali swoje dni w tym lokalu, ważne dla siebie i środowiska, Jerzy Tatarak, Jerzy Duduś Matuszkiewicz, Jan Ptaszyn Wróblewski, Przemek Dyakowski, Janusz Muniak czy Jarosław Śmietana. Wtedy bywa tu tłoczno i bardzo przyjemnie, jest fantastycznie jazzowo, gra muzyka a na stół „wjeżdża” gigantyczny tort. Do klubu przychodzą znamienici goście: aktorzy, plastycy, rodzina jubilata, koledzy muzycy, fani i miłośnicy dobrej muzyki. Szczególnym wydarzeniem w Jazz Klubie są coroczne, styczniowe urodziny dyrektora Tygmontu, Marka Karewicza.

 

Klub powstał 27 stycznia a Marek obchodzi swoje urodziny 28 stycznia. Bez względu na jaki dzień tygodnia przypada 28, uroczystości urodzinowe zawsze odbywają się w poniedziałki i są połączone z jubileuszową rocznicą powstania Tygmontu. Od 2010 roku, roku w którym  nagrodzona została w sopockim konkursie (II nagroda) moja pierwsza książka „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie” bardzo zaprzyjaźniłem się z panem Markiem Karewiczem. W naszym mieście doprowadziłem, z wybitnym fotografikiem, do kilku spotkań. Cztery połączyłem z wystawą (dwukrotnie w Starostwie Powiatowym, raz w SCh TOMY przy Jerozolimskiej, raz w Bibliotece przy Placu Kościuszki i w Zakościelu w ośrodku PROEM) jego fotogramów, rollapów czy okładek płyt (LP) gramofonowych oraz do kilku spotkań na tak zwanej kanwie prywatnej. Karewicz co roku w styczniu zapraszał mnie na swoje urodziny. Tak się złożyło, że nie zawsze z przyczyn obiektywnych, nie docierałem na Marka święto. Tym samym nigdy nie byłem w warszawskiej świątyni jazzu. Postanowiłem za wszelką cenę na kolejne, 77 urodziny przyjechać do Tygmontu, wraz z grupą tomaszowskich przyjaciół, ale 15 stycznia otrzymałem na pocztę mailową informację z Sopotu, która moją pewność przyjazdu do Warszawy, lekko zakłóciła.

 * * * *

Było to zaproszenie na piątek 23 stycznia godz. 20.00 na zakończenie i ogłoszenie wyników VI Edycji konkursu Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla i VI rocznica powstania Fundacji Sopockie Korzenie. Do konkursu zgłosiłem swoją, drugą pracę, suplement „Subiektywnej Historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim”. Rok wcześniej pierwsza część tej publikacji zdobyła III nagrodę. W sopockich konkursach uczestniczę od II Edycji czyli od 2010 roku. Dlatego miałem kłopot z wyborem czy jechać do Sopotu czy wybrać Warszawę. Obie imprezy odbywały się prawie w jednym czasie, przedzielała je tylko niedziela. W moim przypadku emeryta, w grę wchodziła również sfera ekonomiczna. Ale tak się złożyło, że dwie ważne dla mnie imprezy, spotkania z przyjaciółmi, pogodziłem.

 

Do Sopotu zabrałem się z Ewą i Krzyśkiem Jochanami z Tomaszowa do Łodzi autobusem PKS by z Dworca Kaliskiego Polskim Busem po 4.5 godzinnej podróży znaleźć się na Dworcu Głównym w Gdańsku. Tu mieliśmy spotkać się z jadącą od Warszawy autobusem tej samej linii, Marylą Tejchman. Tak też się stało. Wszyscy razem, we czworo, kolejką SKL z Gdańska, dotarliśmy o 17.40 do Sopotu. Maryla miała załatwiony nocleg u koleżanki w Jelitkowie, Jochanowie rezerwację w centrum miasta w Hotelu ZUS a ja umówiony byłem z przyjacielem Czarkiem Francke na godzinę 19.00 w Klubie Muzycznym SCENA, miejscu, w którym miały odbyć się jubileuszowe uroczystości Fundacji Sopockie Korzenie a także finał konkursu Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla gdzie po ich zakończeniu mieliśmy pojechać do Gdańska na jego włościa, na uzgodniony wcześniej nocleg.

 

 

 

Punktualnie o 19.00 z Marylą Tejchman dotarliśmy do Klubu Muzycznego SCENA, gdzie przed klubem oczekiwał nas Czarek z Wieśkiem Śliwińskim (współorganizator imprezy) tym razem bez Marka Karewicza (nieobecny ze względu na poniedziałkowe w warszawskim Tygmoncie swoje 77 urodziny). Weszliśmy wszyscy do środka, byliśmy oprócz Wiesława, pierwszymi gośćmi w lokalu na godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Po lokalu krzątał się personel dopinając wszystko na tzw „ostatni guzik” a na małej scenie operatorzy dźwięku, muzycy stroili swoje urządzenia i instrumenty. Naszym zadaniem było zabezpieczenie miejsc siedzących dla tak zwanych „naszych”, co z Marylą i Czarkiem uczyniliśmy łącząc stoliki, ustawiając krzesełka na drugim poziomie klubu gdzie z tego poziomu na estradę, patrzyliśmy z góry z tak zwanego „lotu ptaka”.

 

Uderzające dla każdego pokonującego próg SCENY to ozdobione ściany w dużych formatach czarnobiałe FOTO, na których widniał przekrój polskiego rock’n’rolla (zespoły, piosenkarze) ale dla mnie najciekawsze były zdjęcia z I Non Stopu (istniał tu w latach 1961/62) przy ulicy Powstańców Warszawy, tuż przy wejściu na MOLO. W lipcu 1962r. przez okres około dwóch tygodni, a może i dłużej, pracowałem z moim przyjacielem, Wojtkiem Szymańskim w tym tanecznym Pawilonie. Niestety, nie znalazłem siebie na żadnej z fotografii. Znalazły się również fotogramy i rolapy Marka Karewicza. Około 19.30 klub przy dźwiękach polskiego big beatu, powoli zapełniał się gośćmi. Dotarli również nasi przyjaciele na wcześniej zabezpieczone miejsca, Jochanowie (Ewa z Krzyśkiem), żona Wiesława Anna z koleżanką i jej partnerem, Maryla Michowska ze Sztumu i jej dwie koleżanki. Przy połączonych stolikach, w towarzystwie 12 osób oczekiwaliśmy spokojnie na rozpoczęcie VI Gali zakończonego konkursu Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla.

 

Gdy wybiła godzina zero, z klubowej sceny rozległ głos prezesa Fundacji Sopockie Korzenie Wojtka Korzeniewskiego, - Niech żyje rock’n’roll, 3-krotnie powtarzany (wszystkie imprezy organizowane przez Fundację tak się rozpoczynają), po czym prezes opowiedział o 6-letniej działalności Fundacji, o równolegle z rocznicami organizowanych konkursach i dokonaniach na rzecz utrwalania rock’n’rolla w Trójmieście i kraju, włącznie z koncepcja powstania na Wybrzeżu muzeum muzyki rozrywkowej i rock’n’rollowej. Następnie zaprosił wszystkich obecnych do wspólnej zabawy gdy na scenę weszło nieśmiało, niepewnie kilku młodych chłopców reprezentujących zespół bluesowo rock’n’rollowy „Drunk Lamb”, którzy to młodzi muzycy od pierwszej piosenki, pierwszego uderzenia w struny, pokazali swój lwi pazur, umiejętności w stopniu nie odbiegającym, od umiejętności swoich starszych kolegów. Zachowywali się tak, jakby chcieli wykrzyczeć wszystkim przybyłym; słuchajcie „nie jesteśmy chłopcami do bicia”. W ich repertuarze znalazło się wiele bluesowych kompozycji własnych, covery z repertuaru Jimy Hendrixa czy hity zespołu The Beatles. Rock’n’rollowe szaleństwo na parkiecie SCENY trwało ponad godzinę, które przerwał silnie brzmiący głos prezesa Fundacji.

 

- Proszę państwa, przyszedł czas na przedstawienie wyników VI Gali konkursu „Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla” organizowanego przez moją fundację oraz pragnę ogłosić listę osób nagrodzonych w tym konkursie w trzech jego dziedzinach; wspomnienia, publikacja roku oraz pamiątki i kolekcje - zagaił Wojtek Korzeniewski. Nie muszę mówić, że przeszedł po moim ciele dreszczyk emocji w oczekiwaniu na ogłoszenie wyników. Był to mój piąty udział  z sześciu już z organizowanych przez Fundację konkursów z pozytywnymi osiągnięciami dla mojej osoby, zawsze w dziedzinie „publikacja roku”, i tak; w 2010 roku II nagroda, w 2011 i 2012 wyróżnienia a w 2013 III nagroda za „Subiektywną Historię Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim”, której SUPLEMENT zgłosiłem do niniejszego konkursu. Kiedy pan Wojtek Korzeniewski wymienił termin publikacja roku, zamarłem by nagle wybuchnąć z radości, -  … i tak drugą nagrodę w dziedzinie publikacja roku, zdobył człowiek dobrze znany naszej Fundacji, jego prace brały udział we wcześniejszych konkursach, szalony fan rock’n’rolla, który w swoim mieście od wielu lat reprezentuje i propaguje najwspanialsze lata świtowego rock’n’rolla w swoich cyklicznych spotkaniach „Herosi Rock’n’Rolla” – to Antoni Malewski z Tomaszowa Mazowieckiego, za suplement do swojej poprzedniej publikacji „Subiektywna Historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim”. Antoni zapraszam na scenę po odbiór nagrody.

 

Radosny, krokiem lekkim, swobodnym przedzierałem się przez tłum przybyłych na scenę po odbiór nagrody gdzie oczekiwał mnie prezes Fundacji. Po jej wręczeniu i uściskach dłoni mogłem kilka słów powiedzieć, co wykorzystałem, - Jest mi bardzo miło, że moje amatorskie pisarstwo o czasach, które dawno już odeszły do lamusa historii, mogłem retrospekcyjnie reanimować by ocalić od zapomnienia najpiękniejsze lata 50/60-te dla przyszłych pokoleń a konkursowe jury to dostrzegło, pozytywnie oceniło i nagrodziło. Jestem z siebie dumny, że mogę reprezentować swoje miasto w Trójmiejskim klimacie – schodząc ze sceny niczym pan prezes Fundacji wykrzyknąłem – Niech żyje rock’n’roll.

 

Kiedy na scenie Klubu Muzycznego SCENA ukazała się postać, najbardziej lubianego, wręcz uwielbianego przez wiele pokoleń miłośników, fanów rock’n’rolla, rocka, bluesa pana Marka Piekarczyka (tym razem bez swojej muzycznej grupy TSA), powitały go na stojąco ogromne brawa, nieustające owacje. Przyznam, że ze względu na jego zapowiedziany, programowy udział w VI Gali konkursowej, pogodziłem Sopot z wyprawą (na drugi dzień) do Warszawy na urodziny Marka Karewicza. Koncert rozpoczął bluesem Tadeusza Nalepy (dzień wcześniej zaśpiewał ten utwór w programie Agaty Młynarskiej „Świat się kręci”) by kolejno śpiewać akustyczne interpretacje swoich piosenek a także utwory stworzone przez artystów w latach 60/80-tych. Większość utworów widzowie śpiewali razem z Markiem. W pewnym momencie Piekarczyk zdjął odsłuch, wyłączył mikrofon a następnie zaśpiewał bez nagłośnienia swój wielki hit „Na przekór”. Wszyscy oszaleli słuchając każde wyśpiewane jego słowo. Po wykonaniu „Na przekór” artysta zszedł ze sceny ale nie zniknął z Klubu.

 

Tuż po koncercie Piekarczyka rozpoczęła się polska rockoteka prowadzona przez lokalnego DJ o artystycznym pseudonimie Fifi. Szaleństwa taneczne trwały do późnej nocy, jak lokalne media podawały, nawet do rana. Nasza grupa przyjaciół po kuluarowej rozmowie z Markiem Piekarczykiem, sesją zdjęciową z artystą, po północy rozjechała się do swoich zakwaterowań. Ja i Czarek Francke udaliśmy się do jego mieszkania w Gdańsku Wrzeszczu. W sobotę, drugi dzień pobytu w Trójmieście spędziliśmy, każdy z przybyłych na imprezę gości,  w swoich podgrupach w miejscach noclegowania. Po śniadaniu z Henią i Czarkiem Francke udaliśmy się, na wcześniej zaplanowaną wycieczkę szlakiem miejsc, w których przebywałem, zamieszkiwałem latem 1962 roku. Świat z przed ponad 50 laty jaki zakodował się w moim umyśle niczym nie przypominał mi obrazu Gdańska, dzielnic, obiektów dnia dzisiejszego. Dzięki Czarkowi, który mieszka na wybrzeżu od blisko 40 lat i pamiętał miasto z tamtego okresu starał mi się go przybliżyć. Szczątkowe ocalenie starego Gdańska w mojej pamięci, nie dało mi pełnej satysfakcji, bo dać go nie mogło. Ten świat po prostu już nie istnieje.

 

 

 

Wieczorem całą naszą grupą, nazwę ją „tomaszowską”, umówiliśmy się na pożegnalną kolację, w miejscu wczorajszego benefisu tj w Klubie Muzycznym SCENA. Przy muzykach grających lekki jazz, podsumowaliśmy swój pobyt w Trójmieście. Doświadczeni poprzednimi udziałami w sopockich imprezach, doszliśmy do wspólnej konkluzji, że obchody VI rocznicy powstania Fundacji Sopockie Korzenie, były najbardziej skromne od dotychczasowych. Jednoznacznie można powiedzieć, że jako całość, uratowali jubileusz Fundacji muzycy. Szczególnie występ Marka Piekarczyka swoim specyficznym recitalem. Kryzys gospodarczy, ekonomiczny jaki drąży nasze państwo, dotarł na Wybrzeże i zaatakował Fundację Sopockie Korzenie. Szczęśliwie doszło, pomimo przesuwanych wielu terminów, do zrealizowania tego projektu. Chwała organizatorom tego wydarzenia.  

 

Nazajutrz w niedzielę w samo południe, niczym w amerykańskim westernie o tym tytule, na gdańskim dworcu PKS zasiedliśmy, ja i państwo Jochanowie (Maryla Tejchman mniej więcej w tym samym czasie w autobus do Warszawy) w Polskie busy i odjechaliśmy w kierunku Łodzi, do swoich domów. Kiedy wieczorem dojeżdżaliśmy do Tomaszowa ustaliliśmy z Krzyśkiem, że jutro w poniedziałek 26 stycznia o 8.30 rano będzie pod moim domem i wspólnie jedziemy na 77 urodziny Marka Karewicza do warszawskiego Klubu Jazzowego Tygmont.

* * * *

Około 9.00 rano odjechaliśmy z Ewą i Krzyśkiem z pod mojego bloku w kierunku Warszawy. Przed południem Jochanowie zostawili mnie pod domem Karewicza przy ul. Nowolipki a sami udali się dalej służbowo realizować swój program. Umówiliśmy się przed godz. 19.00 w Jazz Klubie Tygmont przy ul. Mazowieckiej 6/8. Przekraczając próg mieszkania Karewicza, drzwi otworzył mi krzątający się po mieszkaniu, opiekun pana Marka, Wiesław Śliwiński. Jak zwykle kiedy się znalazłem w domu na Nowolipki witał mnie duet Ella Fitzgerald & Louis Armstrong. Tak było i tym razem. Marek już wykąpany, mocno pachnący firmową wodą kolońską, w szlafroku, tradycyjnie siedział „w swoim” fotelu upajając się głosami najsłynniejszego duetu świata. Bez przerwy przyjmował, zakłócające mu słuchanie, dzwoniące telefony. Cierpliwie, kończąc rozmowę, dziękował za złożone życzenia zapraszając każdego dzwoniącego na dzisiejszy wieczór do Tygmontu. Na zewnętrznych drzwiach ubraniowej szafy, wisiała granatowego koloru, dobrze skrojona marynarka, obok niej biała koszula z kamizelką. Wszystko galowo przygotowane było na szczególny wieczór, tak dla Marka jak i dla wszystkich przybyłych gości, bo o godz. 19.00, zawsze o tej porze roku są urodziny dyrektora Jazz Klubu Tygmont, Marka Karewicza połączone z narodzinami klubu, w tym roku kolejne, 14-te.

 

Jak zwykle, kiedy tylko zjawię się w mieszkaniu Marka zawsze padają pytania dotyczące naszego miasta, - Antek co tam w Tomaszowie słychać? Co u naszej Basi Goździkowej? Czy Pl. Kościuszki już oddano do użytku? Czy Galeria ARKADY jeszcze działa? Co u księdza pastora Pawlasa? I tak dalej i tak dalej. Zawsze muszę być przygotowany na najbardziej zaskakujące i niekiedy trudne pytania bo Karewicz nasze miasto, jak żadne inne, kocha ponad życie. Świadczy o tym wystrój ścian w jego pokojach na których dominują dwa kościoły, czarnobiałe FOTO w formacie A3 kościoła św. Trójcy przy Pl. Kościuszki czy w tym samym formacie obraz naszej, amatorskiej malarki, Marii Judy, kościół Zbawiciela przy ulicy św. Antoniego a obok w formacie A4 FOTO z fragmentem Pl. Kościuszki (dom, w którym dzisiaj mieści Deko Smaku i była księgarnia Basi Goździk). I wiele innych gadżetów, pamiątek, albumów ze zdjęciami kojarzących się z naszym miastem. Przyznam, że z przyjemnością na zadane pytania odpowiadam, może dlatego, że Marek z dużą uwagą wysłuchuje moich opowieści zadając mi w trakcie nasuwające się, dodatkowe pytania. Podczas wypowiedzi poinformował mnie, że swój przyjazd do Tygmontu, z dwiema koleżankami potwierdziła Ania Hoffmann ze Szczecina, co bardzo mnie ucieszyło, że dojdzie do niezamierzonego, naszego spotkania.

 

Około 14.00 dotarł na Nowolipki Staszek Kasperowicz z Oleśnicy (również oszalały na samo słowo – jazz), który wielokrotnie bywał na urodzinowych wieczorach w klubie Tygmont. Zasiedliśmy wszyscy do wspaniale przyrządzonej przez Wiesia kawy ze słodyczami i nasze wspomnieniowe rozmowy, Marek wsparł akcentem muzycznym, zapowiadając, - Słuchajcie, teraz puszczę wam moją płytę, na której nie tylko słuchałem ale uczyłem się jazzu. Faktycznie to co Marek nam zaprezentował to był prawdziwy, jazzowy majstersztyk, spojrzałem na opis krążka, a tu same sławy, że pozwolę sobie je wymienić, i tak kolejno, – Earl Bostic, Sydney Bechet, Tommy Dorsey, Duke Ellington, Glenn Miller, Benny Goodman, Veith Jarrett. Nie wyobrażam sobie by jako muzyczny „świeżak” słuchając czegoś takiego, niemożliwością by było by nie połknąć jazzowego bakcyla. Zrozumiałem teraz wielkie przywiązanie, miłość i wierność do jazzu, młodego Marka Karewicza. Bardzo szybko zleciał nam czas na słuchaniu jazzowych wspaniałości, na rozmowach, na wspomnieniach. Wiesiu przerwał nam doznania duchowe, mówiąc, - Kochani kończymy biesiadowanie, szykujemy się do wyjścia, za chwilę jedziemy, jak mówił Gaszyński na 75 urodzinach Karewicza w Tomaszowie, na balangę drugą. Za 15 minut będzie  TAXI a ja muszę Marka przygotować do wyjścia.

 

Wystrojony Marek, na tak zwanego „sztyfta” z bordową muchą pod szyją dostojnie zasiadł obok kierowcy, my na tylnym siedzeniu i kwadrans po 18.00 udaliśmy się na ul. Mazowiecką 6/8. Drzwi wejściowe do klubu były jeszcze zamknięte ale szybka interwencja pukającego w szybę drzwiową Wiesława, przywołała jednego z obsługi i na słowa, - Przybył jubilat, proszę otwierać – natychmiast jak w baśniowym sezamie, drzwi stanęły otworem. Marek w wózku i Wiesław jako opiekun zostali na parterze, tuż przy szatni, w oczekiwaniu na gości (jest to stałe miejsce dla jubilata). Zawsze w tym miejscu, goście przychodzący na spotkanie składają Markowi życzenia a jubilat odbiera od nich prezenty, suweniry. Ja ze Staszkiem zeszliśmy piętro niżej, gdzie mieścił się bufet z kilkunastoma wysokimi stołkami, mała muzyczna scena, parkiet dla tańczących, stoliki i po ścianach zewnętrznych mieściły się boxy z kanapowymi siedzeniami i stolikami dla 10/14 osób każdy. Naszym zadaniem było zabezpieczyć jeden z takich boxów dla naszych przyjaciół, o których wiedzieliśmy, że dotrą na urodzinowe spotkanie. Wybraliśmy taki box, tuż przy bufecie, gdzie na wprost było wysokie krzesełko przeznaczone dla jubilata.

 

Kwadrans po 19.00 do naszego, zarezerwowanego boxu dotarli wszyscy goście zapowiadani i potwierdzający swój udział, że wymienię: Iwonę Thierry z W-wy, Hanię Erez z Tadeuszem z Kozienic, Anię Hoffmann ze Szczecina z koleżankami, Staszka Kasperowicza z Oleśnicy, Ewę i Krzyśka Jochanów i moja osoba z Tomaszowa, Maryla Tejchman tomaszowianka z W-wy, Wiesiek Śliwiński z Gdańska i obok nas na wysokim stołku,  przy barowym bufecie jubilat, dyrektor Tygmontu, Marek Karewicz. Na Sali zauważyłem sam kwiat polskiej kultury jazzowej, muzyków, pisarzy, dziennikarzy pism muzycznych, piosenkarzy (Urszula Dudziak, Piotr Pułaski), artysta plastyk Rosław Szaybo, redaktorzy muzyczni: Dariusz Michalski, Marek Gaszyński, fani i miłośnicy jazzu, wszyscy to przyjaciele Marka Karewicza. Wieczór świąteczny Tygmontu i Karewicza powitał „klubowym, muzycznym hymnem” sztandarowy zespół muzyków klubu Tygmont w składzie: Waldemar Kurpiński - saksofon barytonowy, Wojtek Karolak - fortepian, Grzegorz Grzyb – perkusja po czym głos zabrał naczelny Jazz Forum, pan Paweł Brodowski. Przywitał przybyłych gości, opowiedział krótką historię klubu i z nim związaną postać Marka Karewicza po czym mikrofon oddał jubilatowi, a Marek, jak przystało na jubilata, zagaił w swoim stylu:

 

„Kochani. Minął kolejny rok… mam nadzieję, że był dla Was bardzo udany. Przed nami nowy, mam nadzieję jeszcze lepszy i ciekawszy! Tak, tak tego życzę sobie i Wam wszystkim. Nie wiem jak Wam ale mnie rozpoczęcie każdego nowego roku dobitnie uświadamia, że czas wcale nie płynie, jak powszechnie się uważa… on leci, gna. Kiedyś, szybko upływały poszczególne dni, później tygodnie… teraz już całe miesiące, lata. W mgnieniu oka mnóstwo rzeczy przemija, mnóstwo rzeczy się zmienia. Wielu z nas odchodzi na zawsze. Zmieniamy się my, zmieniają się miejsca, w których kiedyś bywaliśmy… Nie zmienia się tylko jedno… jak co roku, pod koniec stycznia, obchodzę swoje urodziny i jak co roku obchodzę je w jednym i tym samym, tak bliskim mojemu sercu miejscu, Tygmoncie. Które to urodziny? Nieważne! Ważne, że znów  mogliśmy się spotkać, jak za dawnych, dobrych czasów i jak zawsze pokażemy wszystkim jak bawią się jazzmani przy prawdziwej muzyce! Waldek Kurpiński, Wojtek Karolak, Grzegorz Grzyb i wielu innych czeka na Was tu, na tygmonckiej scenie. Przy barze, jak zawsze ja, no i moi przyjaciele. Oczywiście nie zapomnimy o potrzebach podniebienia …! A czy kiedyś zapomnieliśmy?!”.

 

Po krótkich przemówieniach, życzeniach, rozpoczęła się jazzowa zabawa, przywołująca na parkiet wiele tanecznych par. Między innymi i ja z Marylą, tańcząc, skorzystałem z parkietu tygmonckiego. Kelnerzy po sali, na tacach roznosili białe i czerwone wino a do wnętrza lokalu na wózku wjechał potężny tort z kremowym napisem „77 urodziny Marka Karewicza”. Podczas jego dzielenia, konsumpcji, potworzyły się kuluarowe grupy, podgrupy z udziałem wielu przyjaciół Marka, muzyków, które to ludzkie zespoły ciągle, personalnie się zmieniały i przemieszczały. Wokół jego osoby cały wieczór znajdował się tłum przeróżnych rozmówców, jego miłośników i fanów, jazzmanów m.in. Wojtek Karolak czy Urszula Dudziak, co Marek wykorzystywał przedstawiając naszą grupę przyjaciół, określając ją jako silną „grupę z Tomaszowa Maz. Wykorzystaliśmy nadającą się okazję, robiąc sobie ze sławnymi postaciami ze świata polskiego jazzu, wiele FOTO. Około godziny 1-ej w nocy, gdy muzycy z wielkim animuszem grali wspaniałe, muzyczne tematy a parkiet był ciągle zatłoczony, nasza grupa, ze względu na duże przeżycia, emocje i zmęczenie jubilata, opuściła Jazz Klub Tygmont, udając się na chatę przy ul. Nowolipki.

 

Nazajutrz po śniadaniu, przed południem, z Ewą i Krzyśkiem Jachan, wewnętrznie spełnieni, że wreszcie uczestniczyliśmy w słynnym Tygmoncie na Marka urodzinach, wsiedliśmy do samochodu udając się w powrotną drogę do Tomaszowa. Pisząc ten felieton ciągle mam w głowie tamten wieczór i myśl, - Czy za rok o tej samej porze spotkamy się na 15-leciu Jazz Klub Tygmont i 78 urodzinach Marka Karewicza?

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Antek Malewski 11.03.2015 01:20
Opisuję załączone w felietonie FOTO: 1. W klubie Tygmont - ja z Anią Hoffmann w towarzystwie jubilata. 2. W klubie SCENA - Maryla Michowska z Tczewa, jej koleżanka Danuta i Maryla Tejchman. 3. W klubie SCENA - od lewej Krzysiek Jochan, Maryla Michowska, Marek Piekarczyk, ja i koleżanka Danusia z Gdańska. 4. W klubie SCENA - w towarzystwie Krzyśka Jochana z dyplomem "II miejsce". 5. W klubie SCENA - Wojtek Korzeniewski wręcza mi II nagrodę za SUPLEMENT. 6. W klubie Tygmont - ja z Wojtkiem Karolakiem. 7. W klubie Tygmont - gra zespół Wojtka Karolaka. 8. W klubie Tygmont - ja z Urszulą Dudziak.

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

Dowiedz się, jak dobrać najlepszy system ostrzenia noży, uwzględniając różne technologie, budżet oraz praktyczność użytkowania, aby zapewnić długowieczność i ostrość Twoim nożom. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:58
Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

VeloBank został sponsorem głównym polskiej premiery najnowszego filmu w reżyserii Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”. Produkcja już przed premierą na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto (TIFF) przyciągnęła uwagę widzów i mediów. 21 września film otworzył 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a na ekrany polskich kin trafi w styczniu 2027 r. Dla VeloBanku, który wspiera artystów m.in. poprzez program stypendialny VeloTalent, to kolejny ważny projekt i następny krok w budowaniu marki banku jako mecenasa kultury. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:39
VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Oświetlenie w zakładzie produkcyjnym wpływa na komfort pracowników, bezpieczeństwo, dokładność wykonywanych czynności i koszty eksploatacji. Dobrze dobrane oprawy LED powinny zapewniać właściwe natężenie światła, ograniczać olśnienie i równomiernie doświetlać przestrzeń. Znaczenie ma wysokość hali, rodzaj pracy, zapylenie, wilgotność oraz czas działania instalacji. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:29
Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Polskie firmy zyskują dostęp do nowego, preferencyjnego źródła finansowania inwestycji w cyfryzację, automatyzację, robotyzację oraz zieloną transformację. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) rozpoczyna program z pięcioma Partnerami Finansującymi, uruchamiając tym samym pierwszą pulę 500 mln zł na pożyczki z warunkową dotacją na spłatę części kapitału. Łączna wartość środków europejskich przeznaczonych na instrument wynosi 792 mln zł w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:22
Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

Finansowanie sportu, dostępna infrastruktura, sprawne zarządzanie i aktywność najmłodszych - te zagadnienia znalazły się w centrum uwagi podczas IV Europejskiego Forum Regionalnego Sportu. 24 września w Arenie Legionowo spotkali się przedstawiciele samorządów, administracji publicznej, klubów, organizacji społecznych, biznesu i środowiska dyplomatycznego. Ważnym wątkiem rozmów była rola rodziców w zachęcaniu dzieci i młodzieży do regularnej aktywności fizycznej. Data dodania artykułu: 28.09.2026 11:46
Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: 28.09.2026 08:07
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

Historia 27 września zaczyna się od szczęku mieczy pod Płowcami, później prowadzi przez Rzym, Meksyk i Egipt, by w 1939 roku zejść do konspiracyjnych mieszkań oblężonej Warszawy. Tego dnia rodziła się Służba Zwycięstwu Polski, zalążek niezwykłego państwa działającego bez własnych urzędów, ale z wojskiem, sądami, szkołami i administracją. Co wydarzyło się 27 września? To także dzień, w którym Champollion pokazał światu klucz do egipskich hieroglifów, ruszyła kolej zwiastująca transportową rewolucję, ukazała się „Silent Spring”, a Chiny wykonały pierwszy własny spacer kosmiczny. W naszym regionie data prowadzi prosto do tomaszowskiej konspiracji, wywiadu w Spale i ludzi, którzy prowadzili swoją wojnę kilka kilometrów od niemieckiego sztabu. Data dodania artykułu: 27.09.2026 09:59
27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP

Sobota, 26 września 2026 roku, zaczęła się nad Ukrainą od charakterystycznego buczenia silników dronów. Rosja wysłała jednej nocy aż 173 bezzałogowce, w tym ponad 50 szybkich maszyn odrzutowych. Ukraińska obrona twierdzi, że zestrzeliła lub zakłóciła 134 z nich, ale trafienia odnotowano w 19 miejscach. W Kijowie znaleziono ciała czterech osób w pobliżu i wewnątrz budynku biurowego objętego pożarem. Kilka tysięcy kilometrów dalej dyplomacja również ugrzęzła: Iran zaproponował otwarcie Cieśniny Ormuz w ciągu siedmiu dni w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady i sankcji na ropę, lecz – według „Wall Street Journal” – Donald Trump plan odrzucił. Polska ma z kolei własny dyplomatyczny dylemat, bo na grudniowy szczyt G20 w Miami zaproszono równocześnie Karola Nawrockiego i Władimira Putina. W Łódzkiem sobota wyglądała chwilami jak kadr z filmu wojennego: amerykański AH-64D Apache wylądował na Starym Rynku w Łowiczu przed inauguracją 2. Brygady Rakiet. A w naszym powiecie historię odmierzano dziś zupełnie innym zegarem. Spała została kolejową stolicą Polski, świętując stulecie PKP. Data dodania artykułu: 26.09.2026 23:44
173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP
Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios zaprasza na seans najnowszej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa, który odbędzie się w czwartek, 1 października. To jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich premier tego roku, która zwraca uwagę gwiazdorską obsadą. Pokaz będzie okazją, by ponownie spotkać się z bohaterami powieści oraz zobaczyć ich losy w nowej odsłonie.Stanisław Wokulski, dzięki fortunie zdobytej podczas wojny, postanawia wkroczyć do świata wyższych sfer, by zdobyć względy Izabeli Łęckiej – pięknej, choć zubożałej arystokratki. Aby zwrócić uwagę kobiety, bohater wspiera jej rodzinę i angażuje się w działania charytatywne, nie bacząc na ostrzeżenia swojego przyjaciela Ignacego Rzeckiego. Tymczasem arystokratyczne salony okazują się bezwzględnym środowiskiem pełnym intryg, a uczucie Wokulskiego stopniowo prowadzi go na drogę autodestrukcji.W rolach głównych występują Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski, Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka oraz Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki. W obsadzie znajduje się także plejada gwiazd, w tym wybitne postaci polskiego kina, takie jak Maja Komorowska, Andrzej Seweryn i Krystyna Janda.„Lalka” zostanie zaprezentowana w ramach Salonu Kultury Helios – cyklu stworzonego z myślą o dojrzałej widowni, która w kinie poszukuje wartościowych tematów, inspirujących do refleksji i rozmowy. Każdy seans w ramach projektu poprzedza specjalne wprowadzenie przygotowane przez krytyka filmowego Tomasza Raczka, który przybliża widzom kontekst prezentowanego dzieła.Bilety na seanse Salonu Kultury Helios dostępne są w kasach kin sieci, na stronie: www.helios.pl oraz w aplikacji mobilnej. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić. Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.10.2026
Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

„Raz Dwa Trzy... dzieści pięć okrążeń wokół słońca”Jubileusz 35-lecia zespołu ! W dniu 10 października w Tomaszowie Mazowieckim wystąpi zespół Raz, Dwa, Trzy. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych zespołów na polskiej scenie zagra w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej z okazji jubileuszu 35-lecia. Bilety dostępne w sprzedaży! 35 lat temu, na korytarzu akademika w Zielonej Górze trójka młodych ludzi zagrała pierwsze wspólne dźwięki i zaczęła się historia.Historia zespołu, który pozostał wierny sobie i swojej muzycznej drodze, konsekwentnie krocząc z boku głównego nurtu. Historia zespołu, który w tylko sobie znany sposób potrafił połączyć talent literacki Adama Nowaka z muzyczną finezją i  fantazją, wytwarzając swój własny, charakterystyczny i rozpoznawalny muzyczno - literacki język. Zespołu, który w niedościgniony  sposób zinterpretował piosenki A.Osieckiej i W.Młynarskiego - z pełnym szacunkiem dla pierwowzorów.Nadto zespołu, który przez te wszystkie lata zbudował ogromną więź ze słuchaczami, grając tysiące koncertów – od małych klubów po wielkie sale koncertowe. To właśnie koncerty stały się znakiem rozpoznawczym „Raz, Dwa, Trzy”  - jego swoistym DNA.  Jubileuszowymi koncertami właśnie - bez wielkich fet, akademii i transmisji, zespół pragnie uczcić wieloletnią przyjaźń ze swoją publicznością i wyrazić wdzięczność za to, że wiernie mu od lat towarzyszy . Raz, Dwa, Trzy – Jubileusz 35-lecia zespołu10.10.2026, godz.19.00Powiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie MazowieckimBilety dostępne w sprzedaży internetowej:KupBilecik, Eventim, Biletyna.  Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.10.2026

Polecane

Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją

Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją

Poniedziałek, 28 września 2026 roku, przyniósł obraz, do którego lepiej się nie przyzwyczajać. Rosyjski odrzutowy dron uderzył po ukraińskiej stronie zaledwie około dwóch kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zdążyło wysłać mieszkańcom Lubelszczyzny alert, polskie samoloty znalazły się w gotowości, a po kilkunastu minutach alarm odwołano. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono. Tego samego dnia MON zapowiedziało jednak zmianę procedur pozwalających szybciej podejmować decyzje o zestrzeliwaniu obcych statków powietrznych. Po drugiej stronie granicy wojna nie zostawiała już miejsca na procedury: 165 dronów jednej nocy, płonąca Akademia Nauk w Kijowie, zabici w Dnipro i Synelnykowem. Na światowych rynkach ropa Brent w pewnym momencie przekraczała 108 dolarów za baryłkę, bo rozmowy USA z Iranem o Cieśninie Ormuz znowu ugrzęzły. W Mjanmie nalot na okolice targowiska miał zabić co najmniej 33 osoby. W Polsce właśnie dziś ruszył Tydzień Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej. W Tomaszowie trudno nie czytać tej informacji przez pryzmat niedawnego pobicia 15-latka w Parku Solidarności. A lokalna polityka już szykuje własny wtorkowy rachunek: sprzedaż nieruchomości, przeprowadzka rehabilitacji dzieci i korekta miejskiego budżetu, w której znika 2,45 mln zł planowanych wpływów z podatku od nieruchomości od firm. Data dodania artykułu: Wczoraj, 22:14
ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term

ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term

Po latach wiercenia, badań, koncepcji, politycznych sporów i kolejnych wizualizacji odwiert GT-1 wchodzi w zupełnie nowy etap. Marszałek Województwa Łódzkiego udzielił Zakładowi Gospodarki Wodno-Kanalizacyjnej koncesji na wydobywanie wód termalnych ze złoża „Tomaszów Mazowiecki”. Koncesja nie jest pozwoleniem na budowę basenów, ale oznacza coś bardzo konkretnego: miasto przestaje mieć wyłącznie przebadany odwiert. Otwiera się droga do rzeczywistej eksploatacji złoża. A ponieważ wiosną 2026 roku magistrat ponownie przedstawił koncepcję basenów termalnych, najważniejsze pytanie brzmi dziś: co Tomaszów zamierza zrobić z wodą, którą już formalnie może wydobywać? Data dodania artykułu: Wczoraj, 21:57
Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Tego rodzaju inwestycje są wyznacznikiem naszego człowieczeństwa. Witko po raz kolejny przenosi nasze miasto o całą epokę w przód. To kolejna prospołeczna inicjatywa Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego. Poprzednie, jak hospicjum, kaplica na miejskim cmentarzu, parki, dedykowane były ludziom. Tym razem przyszła kolej na zwierzęta. Marcin Witko i jego drużyna obiecywali w kampanii nowe schronisko i słowa dotrzymali. Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi rozpoczęło działalność w nowej siedzibie. Inwestycja warta 16,6 mln zł ma zapewnić lepsze warunki psom i kotom, a przeprowadzka zwierząt stała się wydarzeniem, do którego mogli dołączyć także mieszkańcy. Data dodania artykułu: Wczoraj, 19:37
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: Wczoraj, 08:07
Dron uderzył 2 km od Polski. Kijów i Dnipro pod ostrzałem, ropa skoczyła ponad 108 dolarów. Tomaszów przed ważną sesją ZGWK dostał koncesję na wodę z GT-1. To nowy etap historii tomaszowskich term Powiat nie kupuje komputerów. Chce wynająć 70 zestawów na trzy lata z prawem wykupu Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze Pielęgnacja psów rasowych – Kosmetyki totobi Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami Przewlekły stan zapalny może latami zmieniać serce. Badanie niemal pół miliona osób Będków znów pójdzie do urn. Radna zrzekła się mandatu, będą kolejne wybory uzupełniające Bakterie grupy coli w wodociągu Wiaderno. Woda znów jest zdatna do picia, ale co właściwie się wydarzyło? Mostu już nie będzie. Między Brzustowem a Inowłodzem powstanie przepust, mieszkańców czeka długi objazd 28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków Tomaszów pytał RIO, czy może płacić za śmieci z innych pieniędzy. Dlaczego?
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: atm Treść komentarza: Hipokryzja do sześcianu. Najpierw towarzysze z PiS upolitycznili wszystkie możliwe instytucje i urzędy a teraz grupa obrażonych na Prezesa próbuje nam wmówić, że będą z tym walczyć. Źródło komentarza: Tomaszów Mazowiecki. Morawiecki: naszym celem jest sprawiedliwy podział podatków, cyfryzacja i odpartyjnienie samorządów Autor komentarza: Rodzic Treść komentarza: Ta pani oszukuje te biedne niepełnosprawne dzieci i rodziców. Najlepsza jest w kłamaniu i manipulacji za to powinna dostać nagrode. Źródło komentarza: Pracownica zarzuca mobbing i dyskryminację. Skargą na dyrektor SOSW zajmą się radni Autor komentarza: Ford Tramp Treść komentarza: Niech wmurują więcej słupków z łańcuchami (wyższych i gęściej), wtedy bendzie bespiecznie :-)) Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W nawiązaniu do mojego pytania z mojego poprzedniego wpisu. Na początek cytat z materiału powyżej: "Gmina wskazuje aż kilka pozycji rozporządzenia Rady Ministrów o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko: § 3 ust. 1 pkt 80, pkt 37 lit. c, pkt 30 lit. c oraz § 3 ust. 2 pkt 2." I następny cytat z tego materiału powyżej: "Dokumentacja znajduje się w Referacie Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Tomaszów Mazowiecki przy ul. Mościckiego 4. Strony postępowania mogą przeglądać akta, wypowiadać się o zgromadzonym materiale i składać wnioski. Co stoi na przeszkodzie, opublikować dokumenty w BIP, aby osoby zainteresowane mogły się z nimi zapoznać on-line? " Podtytuł materiału powyżej brzmi: Oczyszczalnia i myjnia. Ale dla kogo? No właśnie. To, co dzieje się w tej sprawie, to plucie w twarz zwykłym mieszkańcom kilku wsi w Gminie Tomaszów Mazowiecki. To totalne ściemnianie sprawy. Przyszły/przyszli użytkownicy tego środowiskowego strupa na dupie oraz zasyfiali urzędnicy idą ręka w rękę, bo wiedzą, co szykują dla mieszkańców kilku wsi i że z rzek Moszczanki i Wolbórki zrobią totalne ścieki. Pytanie jest takie: co na taką ściemę radni: Gminy wiejskiej Tomaszów Mazowiecki, Gminy miejskiej Tomaszów Mazowiecki, sołtysi poszczególnych wsi w gminie Tomaszów Mazowiecki. Przecież bierzecie kasę publiczną, czyli nasze podatki i za tę kasę powinniście działać w imieniu mieszkańców, a nie cichociemnych inwestorów. To, co ?! teraz ludzie mają się ustawiać w kolejce do gminnych urzędasów po to aby zajrzeć do specjalistycznej dokumentacji oczyszczalni i czytać niezrozumiałe dla nich rzeczy?! I powtarzam swoje pytanie: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować? Autor komentarza: tom Treść komentarza: Nie ma co się czepiać drogi i robić kierowcom utrudnienia. Trzeba wziąć się za złych kierowców i na zawsze eliminować ich z prawa bycia kierowcą. Są jeszcze fotoradary a nie tłuczenie aut po progach... Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Parę minut temu próbowałem wstawić swój wpis, ale został zablokowany. Teraz napiszę krótko: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować?
Reklama
Reklama
Wózek inwalidzki Meyra Nano X WERSJA STAB

Wózek inwalidzki Meyra Nano X WERSJA STAB

Aktywny wózek inwalidzki na stałej ramie otwartejW naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki na stałej ramie otwartej, przeznaczony dla osób, które oczekują lekkości, wytrzymałości i bardzo dobrego dopasowania do indywidualnych potrzeb użytkownika.Rama wózka wykonana jest z wytrzymałego aluminium, stosowanego również w przemyśle wojskowym. Dzięki temu konstrukcja łączy trwałość z niską wagą i sprawdza się w codziennym, aktywnym użytkowaniu.Wózek można dopasować do sylwetki oraz sposobu poruszania się użytkownika. Dostępna jest szerokość siedziska od 30 do 50 cm, głębokość od 38 do 50 cm oraz wysokość oparcia pleców od 25 do 45 cm. Istnieje również możliwość regulacji wysokości siedziska – z przodu od 45 do 53 cm, a z tyłu od 36 do 51 cm. Różnica między przednią i tylną wysokością siedziska może wynosić do 10 cm, a kąt siedziska do 13 stopni, w zależności od długości ramy.Dużym atutem modelu jest płynna regulacja środka ciężkości, która pozwala lepiej dostosować wózek do poziomu aktywności i techniki jazdy. Wózek może być wyposażony w boczek aktywny, aluminiowy – stały lub wyjmowany. Jednoczęściowy stopień podnóżka wykonano z lekkiej i wytrzymałej płyty aluminiowej, a jego wysokość, głębokość i kąt można regulować.Model posiada wytrzymałą tapicerkę, przednie kółka w rozmiarach 4”, 5” lub 5,5”, a w wersji standardowej dostępne jest oparcie z rączkami do pchania lub bez nich.W ramach dodatkowych opcji można dobrać elementy stabilizacji, takie jak peloty, pasy piersiowe, kamizelki oraz zagłówki. Dostępne są także regulowane na wysokość rączki do pchania, szeroka gama modeli i kolorów kółek przednich oraz tylnych, bogata paleta kolorów ram i tapicerek, stopień podnóżka z oświetleniem drogowym LED, kółka podporowe oraz tylne wąsy.Z pełną ofertą wózków inwalidzkich można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż i dostawy bezpośrednio do domów pacjentów.
Skarpetki zdrowotne frotte ze srebrem

Skarpetki zdrowotne frotte ze srebrem

Skład:bawełna 80%, Prolen® Siltex ze srebrem 17%, Lycra® 3% Wielkości:35-37, 38-40, 41-43, 44-46, 47-49 (oprócz koloru białego i szarego)        (według ZN-JJW-P-005)Konstrukcja:Skarpetki nieuciskające Medic Deo® Silver to komfortowe skarpetki zdrowotne wykonane z naturalnej przędzy bawełnianej z dodatkiem jonów srebra. Skarpety ze srebrem Medic Deo® Silver mogą dzięki temu służyć jako naturalne wsparcie w profilaktyce i leczeniu różnych schorzeń stóp i nóg!Specjalna konstrukcja cholewki i niewielka domieszka nowoczesnego włókna Lycra® w całym wyrobie powodują idealne bezuciskowe przyleganie do nóg i maksymalną elastyczność - nietamowanie przepływu krwi i komfort nawet dla opuchniętych nóg.Dzięki działaniu przędzy z jonami srebra, wzmocnionemu apreturą antybakteryjną i antygrzybiczną Sanitized®, skarpetki hamują rozwój mikrobów i zapobiegają jednocześnie przykremu zapachowi podczas użytkowania. Miejsca stóp narażone na otarcia i urazy są chronione przez miękką trójwarstwową dzianinę frotte. Opaska elastyczna na śródstopiu zapobiega przesuwaniu się skarpetki na nodze.Skarpetki nadają się znakomicie do aktywności fizycznej. Do produkcji skarpetek jest używana czysta bawełna - naturalna przędza najwyższej jakości.SKARPETKI ZAREJESTROWANE JAKO WYRÓB MEDYCZNYZ pełną ofertą możecie zapoznać się odwiedzając nasz punkt zaopatrzenia medycznegoTomaszów Mazowiecki ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora 

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama