Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 28 września 2026 20:05
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Indonezja (Flores) - Cztery wesela i pogrzeb

W piątek, trzynastego, bezwzględnie trzeba zostać w łóżku. W końcu, Jezus umarł w piątek po wieczerzy, przy której zasiadało 13 osób. Sabat czarownic wypadał w piątkowy wieczór. Dookoła wielkiego kotła, zbierało się dwanaście wiedźm by wywołać trzynastego imprezowicza - diabła. Włosi nienawidzą siedemnastki. bo po przestawieniu kolejności znaków, z niemożliwego do wymówienia XVII, wychodzi VIXI (oznaczające po łacinie "żyłem"). Z kolei, lubiący wszystko skrupulatnie zliczać Chińczycy panikują na dźwięk cyfry cztery. W mandaryńskim, wyraz "cztery" (四, si) brzmi bardzo podobnie do wyrazu "śmierć" (死, si). Różnica jest bardzo subtelna i polega jedynie na innej intonacji. Czarne koty, rozsypana sól. Bzdury, zawsze sobie myślałem. Gdyby było inaczej, film o skutecznie odstraszającym friggatriskaidekafobików tytule, "Piątek, trzynastego", nie zarobił by blisko 60 milionów dolarów.

 

WYSPA ZABOBONÓW


Flores to jedno z najbardziej naszpikowanych zabobonami miejsc, w których kiedykolwiek byłem. Paradoksalnie, większość mieszkańców wyspy to również jedni z najbardziej gorliwych Katolików z jakimi w życiu miałem styczność. 
 

- Nie rusz. Jutro to zrobisz! Krzyknął stąpający twardo po ziemi Andreas wyrywając mi igłę z dłoni. 

- Ale jutro nie będzie mi się chciało. 

- Tutaj nie wolno nic szyć wieczorem. Duchy tego nie lubią. 

- Jakie duchy?

 

Nie miałem okazji przekonać się jakie, bo od drugiego spotkania z duchami odwiódł mnie Stefan nie pozwalając mi zgasić lampy w pokoju, w którym spałem jeszcze w Manggarai. Od jeszcze kolejnego, Kris, szczypiąc mnie w taki sposób, że przez kilka dni miałem na ramieniu fioletowego siniaka. A przecież nic takiego nie zrobiłem. Patrząc w falujący księżyc, słuchałem echa swojego głosu odbijającego się od ścian studni.

 
- Za co to? 

- Nie wolno tak. 

- Jak? 

- Tak mówić?

- Tak? Nachyliłem się znów nad studnią i krzyknąłem po indonezyjsku "Duchu chodź tutaj. Mamy mocce".

- Auuu..... za co znowu?

- Nie tak głośno. Jeszcze sąsiedzi pomyślą, że czarną magię uprawiamy i nas zlinczują.

- Ty mnie tu przyprowadziłaś

- Bo się bałam sama. 

- A ja przyszedłem bo chciałem zobaczyć ducha. Duuu....

 

Uciekłem. Nie przed zjawą tylko przed szykującą się do kolejnego uszczypnięcia dłonią Kris. 

 

Floreskie duchy kryją się wszędzie - w drzewach, w krzewach, w tunelach gigantycznych, palmowych krabów a nawet w morzu. Piękne floreskie plaże, najczęściej stoją puste a większość mieszkańców wyspy, których znam nie potrafi pływać. Z jednej strony, Indonezyjczycy nie lubią opalenizny, z drugiej, boją się, że podwodny prąd nie jest prądem tylko ręką spragnionej świeżego mięsa topielicy. 

 

Aż chce się wskoczyć do wody. Na Flores, "odważni", na tłok na plażach narzekać nie będą. W turkusowych "odchłaniach", podobno, kryją się duchy.


By z czasem nie uwierzyć i nie zacząć się panicznie bać każdego szelestu węża czy jaszczurki przemierzającej ściółkę w gaju bananowym, który mijałem na codzień, musiałem nabrać cynizmu i nieco się zdystansować. Na własne życzenie, wpakowałem się w falę wesel. Wszystko dlatego, że wymyśliłem sobie by nauczyć się Bahasa Indonesia, testując przy tym autorską metodę nauczania języków obcych. Najważniejszy składnik - motywacja. Największą motywacją dla faceta są zazwyczaj kobiety i pieniądze. Wymiana numerów telefonów. Smsy ze słownikiem. System zaliczeniowy. Działało - zostawało mi w pamięci  bardzo dużo nowych słów. 

 

 

 

 

WESELNE NUDY

 

Na pierwszym weselu byłem jeszcze w Manggarai z Andreasem. Na drugim, z Etą i Jontą, na trzecim z Ayu. Po czwartym, powiedziałem weselom pas. Kultury i folkloru trzeba szukać podczas floreskich zalotów i samej ceremonii zaślubin. Są posłańcy, są negocjacje, jest posag w postaci koni, zarzynanie świni by głośnym kwiczeniem, obwieścić światu dobrą nowinę. Są symboliczne pożegnania i przywitania.

 

Samo wesele, im więcej zaproszono osób, tym mniej ciekawie wygląda. Największe, na którym byłem było ostatnie. Neni miała przyjechać po mnie o 18. Wykąpałem się, ubrałem się w przyzwoite ciuchy, zapaliłem papierosa i..... 18.05, 18.10, 18.15. Usiadłem na podłodzę i zacząłem czytać książkę. 18.30 - upał, zacząłem się pocić. Przebrałem się  z powrotem w domowe ubranie. 19.00. Eeee, już na pewno nie przyjedzie. Myliłem się, znów zapomniałem o "Waktu Indonesia". Przyjechała chwilę przed 20. 
 

- Ty nie gotowy? 

- Chwilę, muszę się wykąpać i przebrać. 

- Przecież umawialiśmy się. 

- Na 18.

- Szybko bo się spóźnimy. 
 

Ubrana w elegancki, odświętny, ikatowy sarong i nieco kiczowatą czerwoną, satynową bluzkę Neni usadziła mnie z przodu swojego malutkiego skuterka. Swoje pośladki ułożyła bokiem do kierunku jazdy w tylnej części siodełka. Czyli jak się przewracać to tylko na prawo by na plecy nie poleciała. W końcu, w konserwatywnym miejscu, bardziej niż bezpieczeństwo, ważne jest co wypada a co nie wypada.  Kobieta wioząca faceta? Ogromne faux-pas. Z kolei, pozycja "okrakiem", wiąże się z pomówieniami o pracę dorywczą w nocnym klubie.

 

Duży dom. Wielki weselny namiot i dużo gości. Ustawiliśmy się w kolejce do młodej pary, obok której stali rodzice. Potrząsnęliśmy dłoń każdemu z gospodarzy, wetknięliśmy koperty z drobną kwotą do zdobionej złotymi motywami urny i zajęliśmy miejsca w jednym z trzydziestu rzędów krzesełek ustawionych jak w kinie naprzeciw państwa młodych. "Hej, ten facet mówi więcej niż ja", szepnąłem do Neni. Przemówienia, podczas których wszyscy musieli siedzieć nieruchomo trwały do 23. W tym radosnym dniu, trochę współczułem pannie i panu młodemu. O ile, goście mogli jeszcze wymknąć się ukradkiem do toalety, o tyle na podium, na którym Młodzi siedzieli w blasku bardzo jaskrawego i rażącego światła, zwrócone były wszystkie oczy gości.

 

Floreskie wesela przypominają pogrzeby. 

 

Gdy mowy ustały, zaczęła się muzyka. Nie do tańców - do kotleta. A właściwie to ryżu z dodatkami - mięsa kurzego, wołowiny, wieprzowiny, psa, warzyw, galaretowatych owoców morza i innych frykasów. Posiłek podczas floreskich wesel to próba cierpliwości. Jada się rzędami  - pierwszy wstaje, przechodzi do osobnego pomieszczenia ze szwedzkim stołem, wraca z talerzami, zajmuje z powrotem miejsca i zaczyna jeść. Dopiero wtedy po jedzenie może udać się drugi, później trzeci, czwarty, piąty i tak dalej. Ponieważ ja siedziałem w rzędzie drugim, zanim wszyscy skończyli jeść, zrobiłem się głodny i przysnąłem. 
 

OLŚNIENIE?
 

W końcu, gwóźdź każdego wesela - butelki z mocce (lokalną odmianą arraku, czyli tropikalnej księżycówki) i tańce. Mocnego alkoholu nie piję. Tańce, zaś, jak najbardziej lubię. Podczas tych na weselu z Neni, po krótkiej drzemcę, nie potrafiłem jakoś wczuć się na nowo w ich specyficzną naturę. Dobrze za to wspominam te z wesela, na którym byłem z Jontą. Jednak nie ze względu na same tańce: 

 
- Nie dotykaj dziewczyn.

- Dlaczego?

- Tu są wszyscy pijani. Nie chcę Ci noża z pleców wyjmować. 
 

Zająłem z powrotem miejsce obok Jonty by poobserwować ruszające się naprzeciw siebie w rytm muzyki, dwa rządki - kobiet i mężczyzn. Przez ostatnie dwa lata, zaliczając kilka, na szczęście nieudanych, prób niechcianego gwałtu nabawiłem się lekkiej odmiany homofobii. W końcu, trafiłem na Jontę  - przedstawiciela mniejszości seksualnej z natury nieśmiałego i nie podejmującego inicjatywy. Nigdy nie spodziewałem się, że w kwestii przedłużania gatunku, homo i heteroseksualiści mogą, zupełnie szczerze i bez żadnej obłudy, nadawać na jednych falach. Jonta zaczął pokazywać mi co ładniejsze przedstawicielki płci pięknej. Zamiast przytakiwać, próbowałem zwrócić jego uwagę na męskie grono czekoladowych ciastek. Do wspólnej konsumpcji, na szczęście się nie posunęliśmy.

 

 

 



NIESPODZIANKA

 
- Już więcej zaproszeń na wesela nie przyjmuję. 

- Dlaczego? Zapytała Nonna

- Bo tutejsze wesela wyglądają jak pogrzeby a ja na pogrzeby nie lubię chodzić. 

- Nie mów tak, bo faktycznie jakiś pogrzeb będzie. 

 

Był. Z Nonną wybrałem się na pierwszą komunię jej trzech kuzynek. Udało się jej nawet wciągnąć mnie na mszę w kościele. Po tygodniu, byliśmy zaproszeni na pogrzeb jednej z nich. Podziękowałem. 
 

Za to przyjąłem zaproszenie na "rodzinną ceremonię" od Justin. "Ale to nie wesele?". Upewniłem się. "Nie, nie. Nie wesele". Justin wsadziła mnie do szalejącego na serpentynach bemo. Przejazd do położonej nad samym morzem wioski, z której pochodziła - Pagi, zajął ponad godzinę. "Pójdziemy zobaczyć plażę?" Zapytałem chwilę po zamienieniu kilku słów z jej mamą. "Później, najpierw pójdziemy tam", powiedziała, zwinnym ruchem chwytając sarong i zawijając go  sobie wokół bioder. Przeszliśmy do stojącej po środku gaju kokosowego malutkiej bambusowej chatki. Przed domkiem wielki stół i biesiadująca rodzina. Justin gestem pokazała na drzwi. "W porę", pomyślałem. "Akurat zrobiłem się głodny". Weszliśmy do środka. Mała powierzchnia. Potworny gorąc i zaduch. Tłum ludzi zwróconych w jedną stronę. Podążając za Justin, przepchnąłem się na przód do.... do ostatniej chwili.... wydawało mi się, że idziemy nałożyć na talerze jedzenie. W miejscu, w którym spodziewałem się szwedzkiego stołu stały.....  dwie  świece. Za nimi..... otwarta trumna z młodym, zawiniętym w sarongi chłopakiem w środku. Waciki w nosie. Nieruchoma twarz i kobiety gładzące go po czole.

 

Stojące w ogrodach domów nagrobki pełnią funkcję miejsca wiecznego spoczynku, krótkiego spoczynku i placu zabaw.

 

Myślałem, że już dawno zrobiłem się odporny na takie widoki. Widoki widokami, ale to był szok sytuacyjny. Wiedziałem, że jedziemy na ceremonię rodzinną. Wiedziałem, że nie na wesele. Wiedziałem, że nieodzownym elementem floreskich ceremonii rodzinnych jest jedzenie. Nie wiedziałem, że była to ceremonia pożegnania ze zmarłym. Nie wiedziałem, że w miejscu, w którym spodziewałem się jedzenia zastanę otwartą trumnę. Kiedy, w końcu, znalazłem się na zewnątrz, mężczyźni zaprosili mnie do stołu. Nie byłem głodny. Nie miałem ochoty również na mocce. "Bule!", spojrzałem w dół skąd dochodził głos. "Bule", powtórzył chłopak stojący w świeżo wykopanym przed domem grobie i wyciągający w moją stronę dłoń. Po raz pierwszy w życiu, zaczęło przeszkadzać mi ciężkie, wilgotne powietrze tropików. 

 
Do Maumere, wróciliśmy w nocy. Opowiedziałem wszystko Nonnie. 

 
- To co? Chcesz tu spać?. 

- Nie no, u siebie będę spał. Musiałem, po prostu komuś powiedzieć a Ty mieszkasz najbliżej. 

- Uważaj, bo w Twoim akademiku straszy. 

- Co straszy? Znowu jakieś duchy?

- Widziałeś tego czarnego psa? 
 

Nie widziałem. Aż do feralnego dnia, w którym o nim usłyszałem. Z racji gorąca, drzwi do mojego pokoju były otwarte. Siedziałem czekając aż sąsiedzi przestaną hałasować i czytałem książkę. Tak się wczytałem, że oderwałem się dopiero jak poczułem na sobie spojrzenie. Odwróciłem wzrok. Czarny pies. Mieszkańcy Maumere, panicznie boją się wścieklizny. Przy okazji moich zastrzyków w Laosie, trochę o tej chorobie poczytałem, więc zamiast panikować, zacząłem się przybłędzie przyglądać. Spokojny. Pstryknąłem palcami. Spojrzał w stronę dłoni. Wstałem, zwrócił pysk w górę. Zrobiłem kilka kroków. Zwiał. "Nie ma się czego bać", pomyślałem. Zanim położyłem się spać, drzwi jednak zamknąłem. 

 

 

 



FALSE START?



Z tego wszystkiego, po jakimś czasie się rozchorowałem. Zaczęło się od powrotu z plaży. Wróciłem do domu, położyłem się, a właściwie to padłem na materac i poprosiłem znajomą o sarong. Później o drugi. Później, wstałem, doczłapałem się do wieszaka z ubraniami i wróciłem pod koce w bluzie. Przy ponad trzydziestu stopniach na dworze, czułem się jakbym paradował w krótkich spodenkach w środku zimowej odwilży. Wszystko mnie bolało. Zakwasy po półgodzinnym pływaniu? Niemożliwe. Kawa? Fuuuj. Z imbirem. No przecież sam prosiłeś. Prosiłem? Przecież spałem. Mówiłeś, że chcesz kawę z imbirem. Coś było wyraźnie nie tak.   

 
Następnego dnia, wszystko byłoby już dobrze gdyby nie łamanie w kościach, "zakwasy" i uczucie jakby jakiś odkurzacz wyssał mi przez ucho wszystkie siły. Po kawie z imbirem, dużym śniadaniu i paracetamolu, czułem się już przyzwoicie. Do szkoły, jednak, nie poszedłem. Zająłem się dłubaniem przy rzeczy, dla której na Flores się zatrzymałem (a która nadal jest sekretem). 

 
Wieczorem, Jonta przywiózł mi kolację. Mniej więcej, w połowie jedzenia, miałem wrażenie jakby pokój zaczął się obracać we wszystkich możliwych kierunkach. Znów potworne zimno i osłabienie. "Chłopie, to może być malaria. Zabieram Cię do szpitala". "Nie ma mowy". Jonta próbował polubownie. Próbował też siłą. Nie udało mu się. Zniknął. Kiedy znów stanął w drzwiach, podał mi małą kopertkę z sześcioma tabletkami, napisem Suldox i rysunkiem komara w kółeczku. "Weź trzy sztuki na raz raz". Podziękowałem. Obiecałem, że wezmę następnego dnia, odłożyłem i odwróciłem się na drugi bok. 

 

Tabletek nie wziąłem. Z jednej strony, przestraszyłem się skutków ubocznych, z drugiej, jestem zagorzałym zwolennikiem zasady "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni". Zostałem przy niezawodnym imbirze, paracetamolu, witaminie C, soku młodych kokosów, kawie i.... żuciu liści papaji, które dostałem od sąsiadki. "Jeśli to malaria, powinno pomóc". Dzięki sąsiadcę, natknąłem się na kolejny specyfik wzmacniający odporność, o którym wcześniej nie wiedziałem i odkryłem moje nowe zboczenie smakowe. Papaji nigdy nie lubiłem.... poza smakującymi jak łagodny czarny pieprz pestkami.  Pomijając gorycz, liście smakują właśnie jak pestki i są za darmo.

 

Medycyna naturalna jest nie tylko skuteczna, ale i smaczna.

 

Kolejny tydzień z hakiem to zawieszająca się huśtawka, skacząca losowo pomiędzy paskudnym, przyzwoitym a świetnym samopoczuciem, w miarę normalny tryb życia, wpychanie w siebie ogromnych ilości jedzenia, mimo braku apetytu i odwiedziny masy znajomych, którzy udzielali cennych wskazówek. 

- Jak nie chcesz do lekarza to znam osobę, która może Ci pomóc

- Ale ja nie potrzebuję pomocy. Nie przy mojej odporności. Daj mi tydzień. A tak w ogóle to co to za osoba?

- Jest taka pani, która nawiązuje kontakt z duszami zmarłych i szybko leczy. Mogę Cię do niej zawieźć.....

Nie trzeba było nigdzie jechać. Dwa zdania Neni poprawiły mi humor. Próbując dodzwonić się do Polski, ledwo co słychać. Ciekawe jaka byłaby jakość połączenia z zaświatami. 

 

Flores to jedno z najbardziej naszpikowanych zabobonami miejsc, w których kiedykolwiek byłem. Paradoksalnie, większość mieszkańców wyspy to również jedni z najbardziej gorliwych Katolików z jakimi w życiu miałem styczność. 



Z kolei, Nonna postanowiła przeprowadzić ze mną poważną, przyszłościową rozmowę: 
 

- Wiesz, Indonezja słynie z otwartości religijnej.

- Wiem. 

- A Ty się nie określiłeś

- Do rzeczy

- Nie chcę krakać, ale nie chcesz iść do lekarza, nie chcesz wziąć leków. Jak się coś stanie, w jaki sposób Cię pochować? [Bardzo pokrzepiające]

- W żaden.

- Jak to w żaden?

- W żaden bo nie będzie takiej okazji. 

 

Nonnie musiało się zrobić przykro, że po tej rozmowie ją wygoniłem i postanowiła się zrehabilitować..... w bardzo specyficzny sposób. Późny wieczór. Płynące z położonego w oddali meczetu słowa "Hayya 'ala s-salah" (Przyjdźcie na modlitwę), zostały zagłuszone donośnym, rytmicznym i chóralnym "Salam Maria, penuh rahmat, Tuhan setamu" (Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą). Powtarzana wielokrotnie modlitwa dochodziła zaraz sprzed moich drzwi. Wstałem, wyszedłem i.... nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Oto, przede mną stał rządek krzesełek , proporczyk z wizerunkiem Maryji i połowa osiedla Sinde Kabor trzymająca w dłoniach świece i różańce i pogrążona w medytacyjnym transie. Zatkało mnie. Poczułem się jak w "Strasznym Filmie". "Trochę się pospieszyliście z tym pogrzebem", powiedziałem do Nonny, która była pomysłodawczynią zwołania kółka różańcowego właśnie u mnie.

 

Suldox został.... na wszelki wypadek.  



W końcu, wszystko, z dnia na dzień, minęło jak ręką odjął. Nie wiem co pomogło - to co w siebie wlewałem, żułem i co jadłem, bezgraniczna wiara w mój niezniszczalny układ odpornościowy, mieszanka Islamu z Katolicyzmem czy, po prostu,  dystans, którego do tych wszystkich duchów nabrałem. 

 

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

Dowiedz się, jak dobrać najlepszy system ostrzenia noży, uwzględniając różne technologie, budżet oraz praktyczność użytkowania, aby zapewnić długowieczność i ostrość Twoim nożom. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:58
Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

VeloBank został sponsorem głównym polskiej premiery najnowszego filmu w reżyserii Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”. Produkcja już przed premierą na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto (TIFF) przyciągnęła uwagę widzów i mediów. 21 września film otworzył 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a na ekrany polskich kin trafi w styczniu 2027 r. Dla VeloBanku, który wspiera artystów m.in. poprzez program stypendialny VeloTalent, to kolejny ważny projekt i następny krok w budowaniu marki banku jako mecenasa kultury. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:39
VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Oświetlenie w zakładzie produkcyjnym wpływa na komfort pracowników, bezpieczeństwo, dokładność wykonywanych czynności i koszty eksploatacji. Dobrze dobrane oprawy LED powinny zapewniać właściwe natężenie światła, ograniczać olśnienie i równomiernie doświetlać przestrzeń. Znaczenie ma wysokość hali, rodzaj pracy, zapylenie, wilgotność oraz czas działania instalacji. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:29
Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Polskie firmy zyskują dostęp do nowego, preferencyjnego źródła finansowania inwestycji w cyfryzację, automatyzację, robotyzację oraz zieloną transformację. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) rozpoczyna program z pięcioma Partnerami Finansującymi, uruchamiając tym samym pierwszą pulę 500 mln zł na pożyczki z warunkową dotacją na spłatę części kapitału. Łączna wartość środków europejskich przeznaczonych na instrument wynosi 792 mln zł w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:22
Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

Finansowanie sportu, dostępna infrastruktura, sprawne zarządzanie i aktywność najmłodszych - te zagadnienia znalazły się w centrum uwagi podczas IV Europejskiego Forum Regionalnego Sportu. 24 września w Arenie Legionowo spotkali się przedstawiciele samorządów, administracji publicznej, klubów, organizacji społecznych, biznesu i środowiska dyplomatycznego. Ważnym wątkiem rozmów była rola rodziców w zachęcaniu dzieci i młodzieży do regularnej aktywności fizycznej. Data dodania artykułu: 28.09.2026 11:46
Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: 28.09.2026 08:07
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

Historia 27 września zaczyna się od szczęku mieczy pod Płowcami, później prowadzi przez Rzym, Meksyk i Egipt, by w 1939 roku zejść do konspiracyjnych mieszkań oblężonej Warszawy. Tego dnia rodziła się Służba Zwycięstwu Polski, zalążek niezwykłego państwa działającego bez własnych urzędów, ale z wojskiem, sądami, szkołami i administracją. Co wydarzyło się 27 września? To także dzień, w którym Champollion pokazał światu klucz do egipskich hieroglifów, ruszyła kolej zwiastująca transportową rewolucję, ukazała się „Silent Spring”, a Chiny wykonały pierwszy własny spacer kosmiczny. W naszym regionie data prowadzi prosto do tomaszowskiej konspiracji, wywiadu w Spale i ludzi, którzy prowadzili swoją wojnę kilka kilometrów od niemieckiego sztabu. Data dodania artykułu: 27.09.2026 09:59
27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP

Sobota, 26 września 2026 roku, zaczęła się nad Ukrainą od charakterystycznego buczenia silników dronów. Rosja wysłała jednej nocy aż 173 bezzałogowce, w tym ponad 50 szybkich maszyn odrzutowych. Ukraińska obrona twierdzi, że zestrzeliła lub zakłóciła 134 z nich, ale trafienia odnotowano w 19 miejscach. W Kijowie znaleziono ciała czterech osób w pobliżu i wewnątrz budynku biurowego objętego pożarem. Kilka tysięcy kilometrów dalej dyplomacja również ugrzęzła: Iran zaproponował otwarcie Cieśniny Ormuz w ciągu siedmiu dni w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady i sankcji na ropę, lecz – według „Wall Street Journal” – Donald Trump plan odrzucił. Polska ma z kolei własny dyplomatyczny dylemat, bo na grudniowy szczyt G20 w Miami zaproszono równocześnie Karola Nawrockiego i Władimira Putina. W Łódzkiem sobota wyglądała chwilami jak kadr z filmu wojennego: amerykański AH-64D Apache wylądował na Starym Rynku w Łowiczu przed inauguracją 2. Brygady Rakiet. A w naszym powiecie historię odmierzano dziś zupełnie innym zegarem. Spała została kolejową stolicą Polski, świętując stulecie PKP. Data dodania artykułu: 26.09.2026 23:44
173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP
Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios zaprasza na seans najnowszej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa, który odbędzie się w czwartek, 1 października. To jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich premier tego roku, która zwraca uwagę gwiazdorską obsadą. Pokaz będzie okazją, by ponownie spotkać się z bohaterami powieści oraz zobaczyć ich losy w nowej odsłonie.Stanisław Wokulski, dzięki fortunie zdobytej podczas wojny, postanawia wkroczyć do świata wyższych sfer, by zdobyć względy Izabeli Łęckiej – pięknej, choć zubożałej arystokratki. Aby zwrócić uwagę kobiety, bohater wspiera jej rodzinę i angażuje się w działania charytatywne, nie bacząc na ostrzeżenia swojego przyjaciela Ignacego Rzeckiego. Tymczasem arystokratyczne salony okazują się bezwzględnym środowiskiem pełnym intryg, a uczucie Wokulskiego stopniowo prowadzi go na drogę autodestrukcji.W rolach głównych występują Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski, Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka oraz Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki. W obsadzie znajduje się także plejada gwiazd, w tym wybitne postaci polskiego kina, takie jak Maja Komorowska, Andrzej Seweryn i Krystyna Janda.„Lalka” zostanie zaprezentowana w ramach Salonu Kultury Helios – cyklu stworzonego z myślą o dojrzałej widowni, która w kinie poszukuje wartościowych tematów, inspirujących do refleksji i rozmowy. Każdy seans w ramach projektu poprzedza specjalne wprowadzenie przygotowane przez krytyka filmowego Tomasza Raczka, który przybliża widzom kontekst prezentowanego dzieła.Bilety na seanse Salonu Kultury Helios dostępne są w kasach kin sieci, na stronie: www.helios.pl oraz w aplikacji mobilnej. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić. Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.10.2026
Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

„Raz Dwa Trzy... dzieści pięć okrążeń wokół słońca”Jubileusz 35-lecia zespołu ! W dniu 10 października w Tomaszowie Mazowieckim wystąpi zespół Raz, Dwa, Trzy. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych zespołów na polskiej scenie zagra w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej z okazji jubileuszu 35-lecia. Bilety dostępne w sprzedaży! 35 lat temu, na korytarzu akademika w Zielonej Górze trójka młodych ludzi zagrała pierwsze wspólne dźwięki i zaczęła się historia.Historia zespołu, który pozostał wierny sobie i swojej muzycznej drodze, konsekwentnie krocząc z boku głównego nurtu. Historia zespołu, który w tylko sobie znany sposób potrafił połączyć talent literacki Adama Nowaka z muzyczną finezją i  fantazją, wytwarzając swój własny, charakterystyczny i rozpoznawalny muzyczno - literacki język. Zespołu, który w niedościgniony  sposób zinterpretował piosenki A.Osieckiej i W.Młynarskiego - z pełnym szacunkiem dla pierwowzorów.Nadto zespołu, który przez te wszystkie lata zbudował ogromną więź ze słuchaczami, grając tysiące koncertów – od małych klubów po wielkie sale koncertowe. To właśnie koncerty stały się znakiem rozpoznawczym „Raz, Dwa, Trzy”  - jego swoistym DNA.  Jubileuszowymi koncertami właśnie - bez wielkich fet, akademii i transmisji, zespół pragnie uczcić wieloletnią przyjaźń ze swoją publicznością i wyrazić wdzięczność za to, że wiernie mu od lat towarzyszy . Raz, Dwa, Trzy – Jubileusz 35-lecia zespołu10.10.2026, godz.19.00Powiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie MazowieckimBilety dostępne w sprzedaży internetowej:KupBilecik, Eventim, Biletyna.  Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.10.2026

Polecane

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Tego rodzaju inwestycje są wyznacznikiem naszego człowieczeństwa. Witko po raz kolejny przenosi nasze miasto o całą epokę w przód. To kolejna prospołeczna inicjatywa Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego. Poprzednie, jak hospicjum, kaplica na miejskim cmentarzu, parki, dedykowane były ludziom. Tym razem przyszła kolej na zwierzęta. Marcin Witko i jego drużyna obiecywali w kampanii nowe schronisko i słowa dotrzymali. Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi rozpoczęło działalność w nowej siedzibie. Inwestycja warta 16,6 mln zł ma zapewnić lepsze warunki psom i kotom, a przeprowadzka zwierząt stała się wydarzeniem, do którego mogli dołączyć także mieszkańcy. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 19:37
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 08:07
Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze Pielęgnacja psów rasowych – Kosmetyki totobi Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami Przewlekły stan zapalny może latami zmieniać serce. Badanie niemal pół miliona osób Będków znów pójdzie do urn. Radna zrzekła się mandatu, będą kolejne wybory uzupełniające Bakterie grupy coli w wodociągu Wiaderno. Woda znów jest zdatna do picia, ale co właściwie się wydarzyło? Mostu już nie będzie. Między Brzustowem a Inowłodzem powstanie przepust, mieszkańców czeka długi objazd 28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków Tomaszów pytał RIO, czy może płacić za śmieci z innych pieniędzy. Dlaczego? Paweł Olejnik pokieruje oddziałem Nowej Nadziei w Tomaszowie Mazowieckim Pięć ofert i znów bez wykonawcy. Co dalej z salą gimnastyczną w Inowłodzu? Po uwagach mieszkańców inwestor uzupełnił raport. Co dalej z fermą w Twardej?
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: atm Treść komentarza: Hipokryzja do sześcianu. Najpierw towarzysze z PiS upolitycznili wszystkie możliwe instytucje i urzędy a teraz grupa obrażonych na Prezesa próbuje nam wmówić, że będą z tym walczyć. Źródło komentarza: Tomaszów Mazowiecki. Morawiecki: naszym celem jest sprawiedliwy podział podatków, cyfryzacja i odpartyjnienie samorządów Autor komentarza: Rodzic Treść komentarza: Ta pani oszukuje te biedne niepełnosprawne dzieci i rodziców. Najlepsza jest w kłamaniu i manipulacji za to powinna dostać nagrode. Źródło komentarza: Pracownica zarzuca mobbing i dyskryminację. Skargą na dyrektor SOSW zajmą się radni Autor komentarza: Ford Tramp Treść komentarza: Niech wmurują więcej słupków z łańcuchami (wyższych i gęściej), wtedy bendzie bespiecznie :-)) Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W nawiązaniu do mojego pytania z mojego poprzedniego wpisu. Na początek cytat z materiału powyżej: "Gmina wskazuje aż kilka pozycji rozporządzenia Rady Ministrów o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko: § 3 ust. 1 pkt 80, pkt 37 lit. c, pkt 30 lit. c oraz § 3 ust. 2 pkt 2." I następny cytat z tego materiału powyżej: "Dokumentacja znajduje się w Referacie Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Tomaszów Mazowiecki przy ul. Mościckiego 4. Strony postępowania mogą przeglądać akta, wypowiadać się o zgromadzonym materiale i składać wnioski. Co stoi na przeszkodzie, opublikować dokumenty w BIP, aby osoby zainteresowane mogły się z nimi zapoznać on-line? " Podtytuł materiału powyżej brzmi: Oczyszczalnia i myjnia. Ale dla kogo? No właśnie. To, co dzieje się w tej sprawie, to plucie w twarz zwykłym mieszkańcom kilku wsi w Gminie Tomaszów Mazowiecki. To totalne ściemnianie sprawy. Przyszły/przyszli użytkownicy tego środowiskowego strupa na dupie oraz zasyfiali urzędnicy idą ręka w rękę, bo wiedzą, co szykują dla mieszkańców kilku wsi i że z rzek Moszczanki i Wolbórki zrobią totalne ścieki. Pytanie jest takie: co na taką ściemę radni: Gminy wiejskiej Tomaszów Mazowiecki, Gminy miejskiej Tomaszów Mazowiecki, sołtysi poszczególnych wsi w gminie Tomaszów Mazowiecki. Przecież bierzecie kasę publiczną, czyli nasze podatki i za tę kasę powinniście działać w imieniu mieszkańców, a nie cichociemnych inwestorów. To, co ?! teraz ludzie mają się ustawiać w kolejce do gminnych urzędasów po to aby zajrzeć do specjalistycznej dokumentacji oczyszczalni i czytać niezrozumiałe dla nich rzeczy?! I powtarzam swoje pytanie: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować? Autor komentarza: tom Treść komentarza: Nie ma co się czepiać drogi i robić kierowcom utrudnienia. Trzeba wziąć się za złych kierowców i na zawsze eliminować ich z prawa bycia kierowcą. Są jeszcze fotoradary a nie tłuczenie aut po progach... Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Parę minut temu próbowałem wstawić swój wpis, ale został zablokowany. Teraz napiszę krótko: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama