Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 28 września 2026 20:55
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Indonezja (Flores) - Salam Maria!

Salam ma się do Maryi tak jak Dorotka do Krainy... Czarów. Wystarczyło przeskoczyć z jednej wyspy na drugą a później na trzecią by poczuć się jak w multikulturowej sokowirówce.

 

POMIESZANE BAJKI W INDONEZJI?

 

Indonezyjskie słowo Selamat można użyć praktycznie przed wszystkim, co chcięlibyśmy uszczęśliwić.

 

Selamat pagi - dzień dobry,

Selamat malam - dobry wieczór,

Selamat tidur - dobranoc,

Selamat makan - smacznego.

 

Nie wiem dlaczego, ale selamat mandi (miłej kąpieli) czy selamat pipis (miłego opróżniania pęcherza) brzmi dla indonezyjczyków pokracznie i zabawnie. Tym bardziej, że selamat wywodzi się od arabskiego Salam (pokój, zdrowie), powiązanego z As-Salamu-Aleykum.

 

Podobnie jak Salam, Selamat na ziemie Indonezji przywędrowało wraz z Koranem. Maria - z Biblią. Mało tego, Indonezyjscy Chrześcijanie nazywają Boga słowem Allah. Ale już użycie Allah Akbar zostawiają Muzułmanom. Również pozdrowienie As-Salamu-Aleykum mimo, wykonywanego przez wszystkich, charakterystycznego, cofnięcia dłoni w stronę serca po uścisku rozmówcy, zarezerwowane jest tylko i wyłącznie dla podążających śladami Mahometa. Dodać do tego pogańskie praktyki i mamy kolejną twarz Indonezji - nieco pokracznie przedstawionej w Shreku magicznej krainy, w której, obok siebie żyją postaci ze wszystkich bajek.  

 

WSPÓLNA, SAMOTNA PODRÓŻ


W Mataram, po raz pierwszy, spotkałem się z towarzyszem mojej samotnej podróży po Indonezji. Dzięki darmowym smsom w obrębie sieci Telkomsel i darmowym rozmowom po trzeciej minucie, z Filipem byliśmy w kontakcie kilka razy dziennie. Mimo kilkuset kilometrów odległości, można powiedzieć, że odkąd rozstaliśmy się w Johor Baru, podróżowaliśmy razem. Na żywo, wypiliśmy tylko kawę. Tematy rozmów były praktycznie wyczerpane, a na podróż, każdy miał inne plany.

 

Znalezienie otwartej knajpy w środku Ramadanu z prawdziwego zdarzenia nie było wcale łatwe. Tidak kopi myster. Puasa. Jeść czy nie jeść? Zastanawialiśmy się oglądając stragany z owocami. Bezpańska koza wcinająca ze smakiem zawartość leżącego obok kanału worka na śmieci. Powszechny widok na ulicach indonezyjskich miast. W ten sposób, władze oszczędzają na wydatkach na sprzątanie ulic. Ej - skoro ta koza może to i my też! Następnego dnia, Filip wypruł w stronę Sumbawy, którą ja planowałem przeskoczyć. "W przewodniku czytałem, że na Sumbawie nikt się nie zatrzymuje. Musi więc być fajnie". 

 

Kopi. Tidak ada! Puasa!

 

WAKTU INDONESIA

 

- Chcesz jechać na Flores autobusem? 

- Nie - autostopem. 

- Nie, nie - jak chcesz to lepiej będzie Ci pojechać autobusem.

- Możemy zapłacić Ci za połączenie do Bimy. - [hmmmmm....]

- Dobra, biorę! To będę po Ciebie o 14. 

 

Producent Sasak Tulen odstawił mnie pod sam autobus. Bilet - 20 dolarów za ok. 300 kilometrów jazdy. Sam bym sobie na taką przyjemność nie mógł pozwolić. Skąd ta cena, skoro paliwo w tym kraju kosztuje pół dolara za litr? Aaaaa - już wiem - pomyślałem, patrząc na napis "Business class" na boku mojego autobusu, którego przednia szyba przyozdobiona była ogromnym pęknięciem w kształcie pająka. Stojąc na terminalu i wcinając salaki, porządnie się przestraszyłem - nie pęknięcia tylko napisu. Im wyższa klasa autobusu tym wyższe obroty klimatyzacji. Szykowały się więc, InshaAllah, 24 godziny jazdy w arktycznych mrozach. 14.30, ruszyliśmy. Przejechaliśmy całe 100 metrów by przez kolejną godzinę zbierać pasażerów czekających poza dworcem. Parę kilometrów dalej - pół godzinki przerwy na papierosa i tankowanie.

 

Kolejny darmowy przejazd płatnym środkiem lokomocji. Teoretycznie, o nic nie trzeba się martwić - wszystko podane jest na tacy. Wiadomo, o której się odjedzie; o której przyjedzie na miejsce. Jadąc świeżo wybudowaną drogą przecinającą gaje kokosowe, w głowie już układałem sobie plan jak, najszybciej, dostać się z Bimy na Sumbawie do Labuanbajo na Flores. Zachłysnąłem się jednak tą niby-pewnością rozkładów jazdy, które w przypadku autobusów podawane są jedynie orientacyjnie. Na nabrzeżu promowym czekaliśmy dwie godziny. Cena krótkiej przeprawy wliczona w cenę biletu autobusowego. Znów nudny prom - za to z wifi, którego nie chciało mi się próbować.

 

Lody, lody dla ochłody! No szybko bo mi się topią no!. 

 

Hallo Sasak Tulen! O nie - dobrze, że jadę daleko od tego Mataram. Widziałam Cię w telewizji. O - naprawdę? [gatka szmatka]. 20? Nie wyglądasz. A na ile wyglądam? Nie wiem - 15, 16. No proszę - tak samo jak nam ciężko jest ocenić wiek Azjatów, tak samo i im odgadnąć nasz. Zawsze byłem przekonania, że mamy lat tyle, na ile się czujemy ;-). A może 15,16 to dla Sasaków już jedna noga w grobie? W końcu, tutaj, jedna godzina to pięć naszych. 

 

 

 

 

BIMA - MIASTO WYŁUDZACZY?

 

W połowie płaskiej i zygzakowatej Sumbawy, którą prawie w całości przespałem, zepsuł nam się autobus. Super - ciekawe czy zdążę na prom na Flores..... no nic - wracam spać. W Bimie, zamiast o 3 rano byliśmy o 8. Średnio atrakcyjne miasto. Oprócz robiącego poranne porządki stada bezpańskich kóz, właściwie nic ciekawego. Prom na Flores - tylko jeden dziennie. W dodatku właśnie o 8 i to z oddalonego o ponad godzinę od Bimy miasta. Czyżbym się spóźnił? Nie w Indonezji. Sir, Sir. Hello Myster. Bule! Jak ja nienawidzę tego ostatniego słowa.

 

Bule nie ma negatywnego znaczenia, ale o ile na Hello Myster, można odpowiedzieć sympatycznym hello, jak odpowiedzieć na wołanie zza pleców "Białas"? Chyba już wolę cały ten Sasak Tulen, myślałem uciekając przed grupką goniących mnie mototaksówek, próbujących wyciągnąć kilkadziesiąt dolarów za przewóz do Sape. O dziwo, wszyscy wiedzięli dokąd chciałem jechać, ale nie potrafili pokazać drogi do właściwego wylotu z miasta. No panie - na pieszo? Toż to się w głowie nie mieści! Myster, money, money. Nie no, tego już na prawdę nie lubię. Może więc śniadanie? Myster - banana. 20.000 rupiah. Mogę się targować, ale jak ktoś rzuca od razu cenę wziętą z kosmosu, nawet mi się nie chcę. Co za dziwne miasto - wszyscy coś chcą.

 

Pora zrobić się niewidzialny i zniknąć w kawiarni. Tylko gdzie tu kawiarnia jak słońce świeci? Otwarta knajpka - jest! jest! Puasa. Nieczynne. Ale ja tylko kawę chciałem. No dobrze, niech Ci będzie. Właściciel warunga zaordynował żonie przygotowanie mi filiżanki kopi pahid, kilkukrotnie upewniając się czy aby na pewno ma być tidak pake gula. Do tego kilka kawałków chleba. Kilka minut rozmowy o mojej podróży. Płatność. Wyciągnąłem 100.000 rupii nie pytając o cenę. Sudah, odpowiedział właściciel i poklepał mnie po plecach? Tidak, silakan. Sudah, sudah, selamat jalan. Terima kasih, pak. Sama sama, hati hati di jalan. Nareszcie jakiś miły początek dnia. Jak ja lubię takie honorowe zagrania.

 

 

Ilekroć wpada mi w ręce jakiś jednoślad, zapominam, że ja też mogę pobawić się w mototaksówkarza ;-). 


ROZKŁAD JAZDY? ILE LUDZI, TYLE OPINII

 

Wylot z Bimy. Stanąłem zaraz obok kamieniołomów. Dzieci przenoszące na głowach wielkie ciężary. Ojek myster? Sape. Nie, dziękuję. Motor - Sape? Wskakuj. Nie było mowy o pieniądzach więc wsiadłemno to wsiadam. Zwłaszcza, że na Yamaha Byson, mototaksówkarze zazwyczaj nie jeżdżą. Kilka serpentyn dalej byliśmy już na nabrzeżu w Sape. To z takiej pipidówy odpływa prom, którym przeprawa trwa 8 godzin?

 

Wołanie Azada z meczetu ustawionego na palach zanurzonych w morzu przypomniało mi o trwającym poście i chęci na kolejną kawę. Na szczęście, w okolicach stacji, dworców i portów, warungi są otwarte 24 godziny na dobę. Kopi pahid tidak gula. Senne nabrzeże, upał. Promu, oczywiście brak. Planów na dzień również. Równie dobrze, mógłbym iść znów spać. Albo.... rozejrzeć się dookoła.

 

Rzeczywistość może być bardziej kolorowa i surrealistyczna niż sny. Małe łódki odpływające co chwila na okoliczne wysepki. Koń.... z przyczepą. A na przyczepie? Ogromne bryły lodu..... ciekawe czy z fabryki czy z Antarktydy. Myster - Komodo, Labuanbajo? A, o której prom? Eeee, dziś już nie ma. To jak inaczej? Ja Cię przewiozę. 1.000.000 rupii. Co? Milion rupii to w Indonezji miesięczny koszt wynajęcia dużego domu. Chyba muszę sobie łódkę jakąś sprawić..... albo gondolę. Albo chociaż kajak.

 

Jak będę bogaty, zostanę gondolierem. 

 

Przeszedłem się po nabrzeżu. O której prom? Jutro. Za dwie godziny. O 18.00. Jutro wieczorem. Za dwa dni. Każdy mówił co innego. W Indonezji, każdą informację trzeba potwierdzić kilkaset razy bo ludzie mają to do siebie, że mówią pierwszą lepszą rzecz, która przyjdzie im na myśl. Może w biurze będą coś wiedzieli? Minąłem kilku pasażerów śpiących na matach. Wszedłem do pustego biura. Wszystkie drzwi pootwierane. Hmmm.... może chociaż z internetu skorzystam czekając aż ktoś przyjdzie. Najwyżej mnie stąd wywalą. A Pan co tutaj? Nikogo nie było więc pozwoliłem sobie poczekać i dojeść orzeszki. Prom? Sumba czy Flores? Flores. Kiedy w końcu będzie? Dziś powinien być jeszcze jeden. Pracownik biura miał rację. Prom był o 17. Z kartką z napisem A4 zacząłem iść w stronę bramy wjazdowej. Polowania na ciężarówki zacząć nie zdążyłem. Ticket? Tidak ada. Kenapa? Wytłumaczyłem biletowemu, że chciałbym przeskoczyć na "sąsiednią" wyspę ale nie mam biletu. Nie ma sprawy. Masz jakąś kartkę papieru? Po chwili, w łapkach trzymałem prowizoryczny "free pass" z życzeniami miłej drogi i niebieską pieczątką z kasy. Da się nawet w tak sennym miejscu jak Sape. 

 

RELIGIE JAK ZIARNKA KAWY. 


Spokojne morze, zachód słońca, wschód księżyca. Przesiedziałem ten czas na górnym pokładzie rozmawiając z floreskimi kierowcami ciężarówek, którzy dalej już sami zaproponowali mi podwózkę. Polska? A to kraj papieża. W Labuan Bajo jest polski ksiądz. Pater Stef. Katolik? Pragmatyk. Ateista? Nie. To jak? Bardziej Agnostyk. Jak? Religie są albo prawdziwe, albo fałszywe. Jeśli któraś z religii jest prawdziwa to inne również są prawdziwe. Różnią się jedynie otoczką, mitologią; ale macierz jest ta sama. Jak ziarnko kawy. Skórka na zewnątrz, skórka wewnątrz i koralik w środku. Koraliki w religiach są takie same. Nie mogę podpisywać się pod żadną z nich bo to tylko niepotrzebne różnice może wprowadzić. A różnice, na pozór, widoczne w Indonezji są gołym okiem. Z muzułmańskiego zachodu, przez hinduistyczno-muzułmańskie centrum do chrześcijańskiego (głównie Katolickiego) wschodu. Wycieczka na mostek. Zamieszkałe przez smoki wyspy Komodo i Rinca obejrzałem sobie, niestety, tylko na radarze. Nocleg na wygodnej macie podłogowej w salce sypialnej. Klimatyzacja działająca na pełnych obrotach. Gdzie jest wtyczka? O już. I znów byłem spowrotem w tropikach.

 

PIERWSZE SPOTKANIE Z "WYSPĄ KWIATÓW". 

 

Pobudka, Flores. Ale wielkie miasto to Labuanbajo. Tyle światełek. A może wróciliśmy na Jawę? Może to Jakarta? Kierowców nie mogłem znaleźć.  Środek nocy. Wyszedłem z promu pierwszy i wystawiłem kciuk. Taka pipidówa - jak nie teraz to dopiero przy okazji następnego promu uda mi się coś złapać. Udało się. Augustus, którego poznałem wcześniej na górnym pokładzie. Ten, który powiedział mi o polskim księdzu. Dokąd? W stronę wschodu. Tu, i tak, tylko jedna droga jest więc ciężko się zgubić. Może być Ruteng? Może. Labuanbajo wcale nie jest takie wielkie. Jest długie, ale wąskie. Noc. Jedyna droga, przecinająca Flores. Hajłejem tego nie da się określić. Ciągle ślimaki, zawijasy i urwane pobocza spadające w tarasy ryżowe.

 

A podobno, u nas na płaskim dróg budować się nie da ;-).

 

Do Ruteng dojechaliśmy o 4 rano. Gdzie chcesz się zatrzymać? Zzzzziiiimmmnnnoooo. Przydałby się się jakiś dach nad głową. Może kościół? Tam idź, prosto, za skrzyżowaniem. Ciemno jak w zadniej części ciała zebry. Przepraszam, jest tu jakiś kościół? Tak, tam. Kolejna osoba. Kolejna. Szedłem pół godziny. W tym czasie, minęło mnie kilka grupek bardziej niż ja żywych nastolatków. Co to? Wampiry? Gdzie oni wszyscy idą o tej porze? Kościoła nie znalazłem. Zbyt ciemno na szukanie czegokolwiek. Poszedłem w stronę najbardziej oświetlonego budynku. Hotel. Mogę się położyć na dwie godzinki? Pokazałem palcem podłogę. Chwilka. Manager. Spać? Kilka godzin. Nie ma sprawy. Zaprowadźcie go do staff roomu. Nie mogłem uwierzyć. Wszedłem do hotelu poprosić o kawałek podłogi blisko piecyka, dostałem wygodne łóżko z kocykiem i śniadanie rano.

 

Swoją nazwę, Flores zawdzięcza kwiatom. Cóż - kwiatków dużo nie widziałem, ale małp przecinających drogę..... a może też stopa łapały.

 

 

Powrót na główną drogę. Wyjście z miasta. Kolejny raz - gratulacje dla inżynierów, którzy byli w stanie do tego stopnia ujarzmić naturę. Kurffffaaaa, suka motor...... Według floreskich zabobonów, w dżungli nie powinno się używać brzydkich słów bo inaczej można zdenerwować duchy, elfy i hobbity. Ale co ja miałem poradzić, jak na widok wyłaniającego się zza zakrętu pędzącego prosto na mnie motorku, kurffa było pierwszym słowem, które cisnęło mi się na usta. Do tego, w Bahasa Indonesia, kurfa oznacza nic innego jak zakręt. Podobnie jak holenderskie curve, niemieckie Curve, angielskie curve, czy włoska curva.  Tylko słowianie wykazali się ogromną wyobraźnią by krzywe znaczenie skrzywić jeszcze bardziej Na motorku siedziała niewiasta. Suka? Nie - suka oznacza po indonezyjsku "lubić", a ja, od jakiegoś czasu jednoślady polubiłem. I w ten sposób, polskie brzydkie słowa, floreskie duchy dżungli, odebrały jako neutralne zdanie oznajmujące.

 

 

 

 

 

Pierwszy kierowca. "No money, no problem". Drugi kierowca - bemo. Ale nie takie jak na innych wyspach. Floreskie bemo mogą przyjmować różne rozmiary - od malutkich trójkołowców do..... mondstrualnych. Tidak ada duit? Tidak masala. Masz fajkę? Mam. Poczęstowałem kierowcę - i dziesięciu innych pasażerów. Po kilkunastu minutach jazdy zatrzymaliśmy się. To jest mój dom. Może wejdziesz na kawę. Jak chcesz możesz tutaj spać. Byłoby miło, ale dopiero co się obudziłem. Kawa. Godzinę później - to ja już pójdę. Dalej - kilku kierowców powtórzyło ten sam gest. W ten sposób, w jeden dzień przedostałem się jedynie kawałek przed oddalone o 60 kilometrów Borong. 

 

Znowu egipskie ciemności. Andreas. Tak na prawdę nazywam się Johanes i jestem nauczycielem angielskiego w szkole średniej w Kaca. Może chcesz się zatrzymać u mnie w domu? Jak by tu odmówić? Nie da się. Jadłeś już? Przechylając się to na lewo, to na prawo i ścinając kolejne zakręty, przejechaliśmy do cioci Andreasa. A jakby tak ciężarówka wyskoczyła? Spokojna głowa. Tu jest tylko jedna droga - zazwyczaj pusta a ja każdy zakręt znam jak własną kieszeń. Tutaj, po prostu, tak się jeździ. To jest moja ciotka, to wujek. Salamat malam, apa kabar? Baik. A to dziadek - Andreas pokazał palcem na grób ustawiony obok domu. Mimo, że Bahasa Indonesia znałem już na tyle dobrze by pozwolić sobie nawet na sprośne żarty, zupełnie nie wiedziałem jak się z dziadkiem przywitać. Na Flores, cmentarz to rzadki widok. Katolicy chowają ciała zmarłych obok domów a groby spełniają różne funkcje - od ławki, przez stół po plac zabaw. Oczywiście, żeby duchy były zadowolone, z każdego posiłku zostawia się im kawałek jedzenia.

 

Indonezyjski Bule?


Nasi goreng. Po całym dniu pycha. Jak Ty możesz ciągle ten nasi jeść, pytał się mnie Filip jeszcze w Mataram. Ja lubię ryż. Zdecydowanie bardziej niż pyry. A sera Ci nie brakuje? Sera - śmierdziela trochę tak, ale tofu też można sfermentować ;-). Good evening. Dobry wieczór. [gatka szmatka]. Skąd Pan jest? Stąd. Znaczy się urodził się Pan tutaj. A rodzice? W kraju, w którym codziennie chociaż raz słyszę za plecami "bule", nie mogłem powstrzymać ciekawości i ujarzmić prostolinijności pytań. Tutaj niektórzy się tak rodzą, powiedział Andreas. Nazywamy ich albo "bule lokal", albo "albino". Faktycznie - czerwone oczy, skóra w kolorze kości słoniowej. Każdy z nich wygląda tak samo. Jak wampiry. Noc - ciemno. Zmywam się stąd. Albo....? 
 

Chcesz jechać na wesele? Nie ma sprawy. Przejechaliśmy kilkanaście kilometrów dalej do jedynego oświetlonego miejsca. Wioska daleko od asfaltowej, głównej drogi. Prąd z generatora pijącego więcej diesla niż goście araku. Para młoda usadzona na kanapie. Kilkanaście rzędów długich ławek. Przemówienie. Długie przemówienie. Bardziej pogrzeb mi to wesele przypominało. Gdyby nie to, że w ciągu dnia wypiłem dużo floreskiej kawy, zasnąłbym od razu. Pierwszy rząd gdzieś wyszedł. Uścisk dłoni parze młodej. Przejście do osobnego pomieszczenia, powrót z talerzami. Drugi rząd. trzeci, czwarty. Wreszcie nasz - ostatni. Przyszły butelki z arakiem - wódką palmową - której sposób produkcji, Indonezyjczycy dostali w spadku od Arabów - razem z Islamem uznającym alkohol za rzecz kategorycznie haram. Zaczęły się tańce. Znów w rzędach - z przytupem. Araku nie piłem. Mocnego alkoholu nadal nie lubię. Za to w atmosferę się wczułem. Zwłaszcza w takiej mieszance etniczno-kulturowej. Obok mnie bardziej pokręcone niż moje włosy faceta wyglądającego jakby teleportował się z Papui. Z drugiej strony, albinos z jaśniejszą niż ja skórą. Przede mną dziewczyna o latynoskich rysach , które najprawdopodobniej zawdzięcza genom przywiezionym na Flores przez portugalskich misjonarzy, handlowców i żeglarzy. Za mną, kobieta z wąsami i jabłkiem Adama - lejdiboje są popularną atrakcją floreskich wesel. Podobno, przynoszą szczęście. 

 

Zawsze chciałem nauczyć się robić na drutach. Zmieniłem zdanie. Zapiszę się na lekcje wyplatania i zostanę budowlańcem.


Wróciliśmy do wioski Andreasa. Poranek. Sąsiadka, w przerwie od pracy wyplatała akurat bambusową ścianę domu. Kawa? Jasne. Może przejdziesz się ze mną do szkoły? A mogę zostać jeszcze jedną noc? Wygodna ta Twoja podłoga. I na głowę nie pada. Możesz ile chcesz. Zostałem - kilka kolejnych dni. Znów jako belfer. W wiosce bez nazwy. Z chatkami z plecionki - za to z murowanymi grobami obok. W wioscę , gdzie pytanie "Ada listrik di rumah kamu?" (Masz w domu prąd),  wywoływało oburzenie. No jak to? Jasne, że mam. Ale nie działa. Już dwa dni jakby nie patrzeć. Ale to tymczasowe. Prąd jest. Ale nie działa. No to nie ma. Jest, ale nie działa. No - czyli jest, ale nie działa. Za to szkoła - nauczycielki - modelki (wszystkie o imieniu Merlina i wszystkie sprowadzone z bardziej rozwiniętych wysp). Wszyscy idealnie mówiący po angielsku. Murowane budynki z bieżącą wodą, dieslowym generatorem prądu i nawet..... jedną kreską zasięgu telefonów komórkowych w pokoju nauczycielskim.

 

Hej ho, hej ho! Do szkoły (podładować telefon) by się szło. 

 

Do tego, nikt nie mówił na mnie bule i znalazłem kolejny wyjątek od reguły. Andreas - nauczyciel niemieckiego. Brzmi groźnie? Do tej pory znałem tylko jedną normalną nauczycielkę języka naszych zachodnich sąsiadów. Niestety, nie ona mnie uczyła. Mojej pierwszej, brakowało bicza, czapeczki w stylu-sado maso i pagonów SS. Drugiej, wrotek. Trzeciej nie pamiętam bo stwierdziłem, że niemiecki mnie nie pociąga i przestałem chodzić na zajęcia. Śmiało mogę powiedzieć, że normalni germaniści to albinosi branży. A może to takie.... Salam Maria?

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

Dowiedz się, jak dobrać najlepszy system ostrzenia noży, uwzględniając różne technologie, budżet oraz praktyczność użytkowania, aby zapewnić długowieczność i ostrość Twoim nożom. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:58
Jak wybrać idealny system ostrzenia noży dla swoich potrzeb

VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

VeloBank został sponsorem głównym polskiej premiery najnowszego filmu w reżyserii Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”. Produkcja już przed premierą na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto (TIFF) przyciągnęła uwagę widzów i mediów. 21 września film otworzył 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a na ekrany polskich kin trafi w styczniu 2027 r. Dla VeloBanku, który wspiera artystów m.in. poprzez program stypendialny VeloTalent, to kolejny ważny projekt i następny krok w budowaniu marki banku jako mecenasa kultury. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:39
VeloBank sponsorem głównym polskiej premiery filmu Jana Holoubka „Dziki Dziki Wschód”

Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Oświetlenie w zakładzie produkcyjnym wpływa na komfort pracowników, bezpieczeństwo, dokładność wykonywanych czynności i koszty eksploatacji. Dobrze dobrane oprawy LED powinny zapewniać właściwe natężenie światła, ograniczać olśnienie i równomiernie doświetlać przestrzeń. Znaczenie ma wysokość hali, rodzaj pracy, zapylenie, wilgotność oraz czas działania instalacji. Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:29
Jak dobrać oświetlenie LED w zakładzie produkcyjnym?

Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Polskie firmy zyskują dostęp do nowego, preferencyjnego źródła finansowania inwestycji w cyfryzację, automatyzację, robotyzację oraz zieloną transformację. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) rozpoczyna program z pięcioma Partnerami Finansującymi, uruchamiając tym samym pierwszą pulę 500 mln zł na pożyczki z warunkową dotacją na spłatę części kapitału. Łączna wartość środków europejskich przeznaczonych na instrument wynosi 792 mln zł w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Data dodania artykułu: 28.09.2026 15:22
Blisko 800 mln zł w programie na cyfrową i zieloną transformację. PARP uruchamia Fundusz Pożyczkowy dla firm

Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

Finansowanie sportu, dostępna infrastruktura, sprawne zarządzanie i aktywność najmłodszych - te zagadnienia znalazły się w centrum uwagi podczas IV Europejskiego Forum Regionalnego Sportu. 24 września w Arenie Legionowo spotkali się przedstawiciele samorządów, administracji publicznej, klubów, organizacji społecznych, biznesu i środowiska dyplomatycznego. Ważnym wątkiem rozmów była rola rodziców w zachęcaniu dzieci i młodzieży do regularnej aktywności fizycznej. Data dodania artykułu: 28.09.2026 11:46
Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: 28.09.2026 08:07
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

Historia 27 września zaczyna się od szczęku mieczy pod Płowcami, później prowadzi przez Rzym, Meksyk i Egipt, by w 1939 roku zejść do konspiracyjnych mieszkań oblężonej Warszawy. Tego dnia rodziła się Służba Zwycięstwu Polski, zalążek niezwykłego państwa działającego bez własnych urzędów, ale z wojskiem, sądami, szkołami i administracją. Co wydarzyło się 27 września? To także dzień, w którym Champollion pokazał światu klucz do egipskich hieroglifów, ruszyła kolej zwiastująca transportową rewolucję, ukazała się „Silent Spring”, a Chiny wykonały pierwszy własny spacer kosmiczny. W naszym regionie data prowadzi prosto do tomaszowskiej konspiracji, wywiadu w Spale i ludzi, którzy prowadzili swoją wojnę kilka kilometrów od niemieckiego sztabu. Data dodania artykułu: 27.09.2026 09:59
27 września w historii. Łokietek pod Płowcami, narodziny Polskiego Państwa Podziemnego i dzień, w którym przemówiły hieroglify

173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP

Sobota, 26 września 2026 roku, zaczęła się nad Ukrainą od charakterystycznego buczenia silników dronów. Rosja wysłała jednej nocy aż 173 bezzałogowce, w tym ponad 50 szybkich maszyn odrzutowych. Ukraińska obrona twierdzi, że zestrzeliła lub zakłóciła 134 z nich, ale trafienia odnotowano w 19 miejscach. W Kijowie znaleziono ciała czterech osób w pobliżu i wewnątrz budynku biurowego objętego pożarem. Kilka tysięcy kilometrów dalej dyplomacja również ugrzęzła: Iran zaproponował otwarcie Cieśniny Ormuz w ciągu siedmiu dni w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady i sankcji na ropę, lecz – według „Wall Street Journal” – Donald Trump plan odrzucił. Polska ma z kolei własny dyplomatyczny dylemat, bo na grudniowy szczyt G20 w Miami zaproszono równocześnie Karola Nawrockiego i Władimira Putina. W Łódzkiem sobota wyglądała chwilami jak kadr z filmu wojennego: amerykański AH-64D Apache wylądował na Starym Rynku w Łowiczu przed inauguracją 2. Brygady Rakiet. A w naszym powiecie historię odmierzano dziś zupełnie innym zegarem. Spała została kolejową stolicą Polski, świętując stulecie PKP. Data dodania artykułu: 26.09.2026 23:44
173 rosyjskie drony nad Ukrainą. Trump odrzuca plan dla Ormuzu. Apache wylądował w Łowiczu, a Spała świętowała 100 lat PKP
Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios z premierowym pokazem „Lalki”

Salon Kultury Helios zaprasza na seans najnowszej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa, który odbędzie się w czwartek, 1 października. To jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich premier tego roku, która zwraca uwagę gwiazdorską obsadą. Pokaz będzie okazją, by ponownie spotkać się z bohaterami powieści oraz zobaczyć ich losy w nowej odsłonie.Stanisław Wokulski, dzięki fortunie zdobytej podczas wojny, postanawia wkroczyć do świata wyższych sfer, by zdobyć względy Izabeli Łęckiej – pięknej, choć zubożałej arystokratki. Aby zwrócić uwagę kobiety, bohater wspiera jej rodzinę i angażuje się w działania charytatywne, nie bacząc na ostrzeżenia swojego przyjaciela Ignacego Rzeckiego. Tymczasem arystokratyczne salony okazują się bezwzględnym środowiskiem pełnym intryg, a uczucie Wokulskiego stopniowo prowadzi go na drogę autodestrukcji.W rolach głównych występują Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski, Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka oraz Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki. W obsadzie znajduje się także plejada gwiazd, w tym wybitne postaci polskiego kina, takie jak Maja Komorowska, Andrzej Seweryn i Krystyna Janda.„Lalka” zostanie zaprezentowana w ramach Salonu Kultury Helios – cyklu stworzonego z myślą o dojrzałej widowni, która w kinie poszukuje wartościowych tematów, inspirujących do refleksji i rozmowy. Każdy seans w ramach projektu poprzedza specjalne wprowadzenie przygotowane przez krytyka filmowego Tomasza Raczka, który przybliża widzom kontekst prezentowanego dzieła.Bilety na seanse Salonu Kultury Helios dostępne są w kasach kin sieci, na stronie: www.helios.pl oraz w aplikacji mobilnej. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić. Data rozpoczęcia wydarzenia: 01.10.2026
Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

Raz Dwa Trzy – 35 lat. Koncert jubileuszowy

„Raz Dwa Trzy... dzieści pięć okrążeń wokół słońca”Jubileusz 35-lecia zespołu ! W dniu 10 października w Tomaszowie Mazowieckim wystąpi zespół Raz, Dwa, Trzy. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych zespołów na polskiej scenie zagra w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej z okazji jubileuszu 35-lecia. Bilety dostępne w sprzedaży! 35 lat temu, na korytarzu akademika w Zielonej Górze trójka młodych ludzi zagrała pierwsze wspólne dźwięki i zaczęła się historia.Historia zespołu, który pozostał wierny sobie i swojej muzycznej drodze, konsekwentnie krocząc z boku głównego nurtu. Historia zespołu, który w tylko sobie znany sposób potrafił połączyć talent literacki Adama Nowaka z muzyczną finezją i  fantazją, wytwarzając swój własny, charakterystyczny i rozpoznawalny muzyczno - literacki język. Zespołu, który w niedościgniony  sposób zinterpretował piosenki A.Osieckiej i W.Młynarskiego - z pełnym szacunkiem dla pierwowzorów.Nadto zespołu, który przez te wszystkie lata zbudował ogromną więź ze słuchaczami, grając tysiące koncertów – od małych klubów po wielkie sale koncertowe. To właśnie koncerty stały się znakiem rozpoznawczym „Raz, Dwa, Trzy”  - jego swoistym DNA.  Jubileuszowymi koncertami właśnie - bez wielkich fet, akademii i transmisji, zespół pragnie uczcić wieloletnią przyjaźń ze swoją publicznością i wyrazić wdzięczność za to, że wiernie mu od lat towarzyszy . Raz, Dwa, Trzy – Jubileusz 35-lecia zespołu10.10.2026, godz.19.00Powiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie MazowieckimBilety dostępne w sprzedaży internetowej:KupBilecik, Eventim, Biletyna.  Data rozpoczęcia wydarzenia: 10.10.2026

Polecane

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze

Tego rodzaju inwestycje są wyznacznikiem naszego człowieczeństwa. Witko po raz kolejny przenosi nasze miasto o całą epokę w przód. To kolejna prospołeczna inicjatywa Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego. Poprzednie, jak hospicjum, kaplica na miejskim cmentarzu, parki, dedykowane były ludziom. Tym razem przyszła kolej na zwierzęta. Marcin Witko i jego drużyna obiecywali w kampanii nowe schronisko i słowa dotrzymali. Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi rozpoczęło działalność w nowej siedzibie. Inwestycja warta 16,6 mln zł ma zapewnić lepsze warunki psom i kotom, a przeprowadzka zwierząt stała się wydarzeniem, do którego mogli dołączyć także mieszkańcy. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 19:37
28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków

28 września jest jedną z tych dat, w których wielka historia niemal nie zostawia miejsca na oddech. W 1066 roku Wilhelm Zdobywca wysiada na angielskim brzegu i rozpoczyna marsz ku Hastings. W 1928 roku Alexander Fleming zauważa coś niezwykłego na szalce z bakteriami i otwiera drogę do penicyliny. Jedenaście lat później Warszawa, po tygodniach walki, podpisuje kapitulację, a tego samego dnia w Moskwie III Rzesza i Związek Sowiecki przypieczętowują kolejny podział Polski. Co wydarzyło się 28 września? To także tragedia promu „Estonia”, 33-dniowy pontyfikat Jana Pawła I, koncert Metalliki w rozpadającym się ZSRR i sportowa historia, która dzisiaj dopisze następny rozdział w meczu Szwecja–Polska. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 08:07
Nowe Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi otwarte. Psy przeszły tam w wyjątkowym spacerze Pielęgnacja psów rasowych – Kosmetyki totobi Jak budować silny sport lokalny? IV Europejskie Forum Regionalnego Sportu za nami Przewlekły stan zapalny może latami zmieniać serce. Badanie niemal pół miliona osób Będków znów pójdzie do urn. Radna zrzekła się mandatu, będą kolejne wybory uzupełniające Bakterie grupy coli w wodociągu Wiaderno. Woda znów jest zdatna do picia, ale co właściwie się wydarzyło? Mostu już nie będzie. Między Brzustowem a Inowłodzem powstanie przepust, mieszkańców czeka długi objazd 28 września w historii. Warszawa kapituluje, Stalin i Hitler dzielą Polskę, Fleming otwiera erę antybiotyków Tomaszów pytał RIO, czy może płacić za śmieci z innych pieniędzy. Dlaczego? Paweł Olejnik pokieruje oddziałem Nowej Nadziei w Tomaszowie Mazowieckim Pięć ofert i znów bez wykonawcy. Co dalej z salą gimnastyczną w Inowłodzu? Po uwagach mieszkańców inwestor uzupełnił raport. Co dalej z fermą w Twardej?
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: atm Treść komentarza: Hipokryzja do sześcianu. Najpierw towarzysze z PiS upolitycznili wszystkie możliwe instytucje i urzędy a teraz grupa obrażonych na Prezesa próbuje nam wmówić, że będą z tym walczyć. Źródło komentarza: Tomaszów Mazowiecki. Morawiecki: naszym celem jest sprawiedliwy podział podatków, cyfryzacja i odpartyjnienie samorządów Autor komentarza: Rodzic Treść komentarza: Ta pani oszukuje te biedne niepełnosprawne dzieci i rodziców. Najlepsza jest w kłamaniu i manipulacji za to powinna dostać nagrode. Źródło komentarza: Pracownica zarzuca mobbing i dyskryminację. Skargą na dyrektor SOSW zajmą się radni Autor komentarza: Ford Tramp Treść komentarza: Niech wmurują więcej słupków z łańcuchami (wyższych i gęściej), wtedy bendzie bespiecznie :-)) Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W nawiązaniu do mojego pytania z mojego poprzedniego wpisu. Na początek cytat z materiału powyżej: "Gmina wskazuje aż kilka pozycji rozporządzenia Rady Ministrów o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko: § 3 ust. 1 pkt 80, pkt 37 lit. c, pkt 30 lit. c oraz § 3 ust. 2 pkt 2." I następny cytat z tego materiału powyżej: "Dokumentacja znajduje się w Referacie Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Tomaszów Mazowiecki przy ul. Mościckiego 4. Strony postępowania mogą przeglądać akta, wypowiadać się o zgromadzonym materiale i składać wnioski. Co stoi na przeszkodzie, opublikować dokumenty w BIP, aby osoby zainteresowane mogły się z nimi zapoznać on-line? " Podtytuł materiału powyżej brzmi: Oczyszczalnia i myjnia. Ale dla kogo? No właśnie. To, co dzieje się w tej sprawie, to plucie w twarz zwykłym mieszkańcom kilku wsi w Gminie Tomaszów Mazowiecki. To totalne ściemnianie sprawy. Przyszły/przyszli użytkownicy tego środowiskowego strupa na dupie oraz zasyfiali urzędnicy idą ręka w rękę, bo wiedzą, co szykują dla mieszkańców kilku wsi i że z rzek Moszczanki i Wolbórki zrobią totalne ścieki. Pytanie jest takie: co na taką ściemę radni: Gminy wiejskiej Tomaszów Mazowiecki, Gminy miejskiej Tomaszów Mazowiecki, sołtysi poszczególnych wsi w gminie Tomaszów Mazowiecki. Przecież bierzecie kasę publiczną, czyli nasze podatki i za tę kasę powinniście działać w imieniu mieszkańców, a nie cichociemnych inwestorów. To, co ?! teraz ludzie mają się ustawiać w kolejce do gminnych urzędasów po to aby zajrzeć do specjalistycznej dokumentacji oczyszczalni i czytać niezrozumiałe dla nich rzeczy?! I powtarzam swoje pytanie: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować? Autor komentarza: tom Treść komentarza: Nie ma co się czepiać drogi i robić kierowcom utrudnienia. Trzeba wziąć się za złych kierowców i na zawsze eliminować ich z prawa bycia kierowcą. Są jeszcze fotoradary a nie tłuczenie aut po progach... Źródło komentarza: Śmierć na pasach i urzędnicze „niedasię”. Czy ulica Panfil doczeka się bezpiecznych rozwiązań? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Parę minut temu próbowałem wstawić swój wpis, ale został zablokowany. Teraz napiszę krótko: kto w tej sprawie kręci lody? Źródło komentarza: Przemysłowa oczyszczalnia i myjnia pod Tomaszowem. Dla jakiego zakładu mają pracować?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama