Kierownik Zakładu Epistemologii i Filozofii Umysłu Uniwersytetu Wrocławskiego podkreślił, że najwyraźniej widać to w Afryce, a częściowo również w Azji i Oceanii. Naukowiec, który specjalizuje się m.in. w epistemologii odkryć geograficznych, podkreślił, że obecne zjawisko można nazwać drugim rozpadem zachodniego systemu kolonialnego.
- Pierwszy miał miejsce po zakończeniu II wojny światowej, a jego źródłem był przede wszystkim nowy porządek (...) i powstanie dwóch przeciwstawnych bloków: zachodniego i komunistycznego – powiedział Leszczyński.
- W efekcie w Afryce i Azji powstało wiele rzekomo niezależnych państw. Celowo używam przysłówka „rzekomo”, bo każde z nowopowstałych państw z jednej strony wymknęło się swemu dawnemu imperium, głównie Francji bądź Wielkiej Brytanii, tylko po to, by trafić pod wpływy któregoś z nowych hegemonów, czyli USA lub ZSRR - dodał.
Naukowiec z Uniwersytetu Wrocławskiego zgodził się z opinią, że w 2025 r. Afryka Zachodnia była regionem, w którym zrywanie więzi z byłą metropolią, w tym wypadku – Francją, było szczególnie widoczne. Przypomniał, że od 2022 r. postępuje wypychanie francuskiej obecności z Mali, Nigru i Burkina Faso, a w lipcu 2025 r. ostatni francuscy żołnierze opuścili kraj, który przez długi czas uchodził za jednego z bliższych sojuszników Paryża w tej części świata – Senegal.
W sumie na przestrzeni trzech ostatnich lat francuskie siły zbrojne wycofywały się też z: Czadu i Wybrzeża Kości Słoniowej. Prof. Leszczyński podkreślił, że poza Mauretanią, Beninem i Gwineą więzi pozostałych krajów, które do 1960 r. wchodziły w skład Francuskiej Afryki Zachodniej, są dziś tak odległe od Paryża, jak nigdy w historii.
Rozmówca PAP nie ma wątpliwości, że jednym z głównych podmiotów kształtujących nowy ład międzynarodowy są Chiny.
- Miałem okazję oglądać w niektórych afrykańskich państwach silną ekspansję Chin, m.in. w Zambii, gdzie przejęli niemal cały rynek surowców, w Zimbabwe, gdzie w ciągu 12 miesięcy zarejestrowano ponad 500 chińskich firm, a także w Demokratycznej Republice Konga, gdzie Chiny również dominują w przemyśle wydobywczym. Dziś wielu postkolonialnych sojuszników Rosji i USA zwróciło się w stronę Pekinu – powiedział Leszczyński.
Rozmówca PAP podkreślił też, że chiński sposób kolonizowania zasadniczo różni się od na przykład brytyjskiego, w którym „hamowano rozwój kolonii, maksymalnie eksploatowano je, a także traktowano jako rynek zbytu dla własnych produktów, co doprowadziło do zniszczenia potencjału Indii, które do dziś odczuwają skutki brytyjskiej kolonizacji”.
- Chińczycy owszem, eksploatują surowce, ale jednocześnie budują infrastrukturę i dają tanie towary, choć w większości niskiej jakości. Jak na razie nie stosują przemocy, ale są w stanie kontrolować zdominowane przez siebie rządy w inny sposób – powiedział naukowiec.
Leszczyński dodał, że równie ciekawe jest to, co dzieje się w Oceanii. - Wydarzenia 2025 r. w tej części świata mogą umknąć w natłoku innych spraw, a są nie mniej istotne.
Przywołał nową strategię bezpieczeństwa USA, w której Indo-Pacyfik „okazuje się kluczowym rejonem, o którego »otwartość« – jak czytamy – mają dbać Amerykanie. W rzeczywistości chodzi o to, by nie dopuścić, żeby Chiny i ogólnie kraje BRICS wzmocniły swoją obecność na Oceanie Spokojnym”.
- Chodzi nie tylko o rywalizację w wymiarze militarnym, ale przede wszystkim handlowym (ochrona szlaków morskich, od II wojny kontrolowanych przez USA), a także polityczną – podkreślił.
Rozmówca PAP nie zgodził się z tezą, że to w rejonie Indo-Pacyfiku wykuwa się przyszły porządek świata. Mimo to przywołał sekwencję wydarzeń z ostatnich kilku lat: z jednej strony Chiny zawarły umowy o współpracy w dziedzinach obronności, handlu i finansów z Kiribati, Wyspami Salomona, w lutym 2025 r. ze stowarzyszonymi z Nową Zelandią Wyspami Cooka, a w listopadzie 2025 r. przez tydzień z oficjalną wizytą w Chinach przebywał król Tonga, Tupou VI.
- Królestwo Tonga nigdy nie zostało skolonizowane i choć ekonomicznie jest bez znaczenia, mogłoby się okazać geostrategicznie istotnym miejscem. Nie można też zapominać o północnym Pacyfiku, gdzie USA mają swoje główne bazy wojskowe. Chodzi m.in. o Sfederowane Stany Mikronezji i prężnie działającą chińską ambasadę w największym z czterech stanów, które je tworzą – Pohnpei – wyjaśnił Leszczyński.
Dodał, że niejako w odpowiedzi na te działania Australia zawarła polityczne i gospodarcze umowy z Tuvalu, a w październiku 2025 r. z Papuą-Nową Gwineą, co wywołało negatywne komentarze w Chinach.
Leszczyński dodał, że nie mniejsza dynamika stosunków międzynarodowych ma miejsce w Azji i to nie tylko między Chinami z jednej a Japonią, Koreą Południową i Tajwanem z drugiej strony. W tym kontekście wymienił też próbę „wejścia USA do państw posowieckich w Azji Środkowej”, narastające napięcie w stosunkach indyjsko-pakistańskich czy sytuację na Środkowym i Bliskim Wschodzie.
- Kluczowa jest wciąż cieśnina Malakka, przez którą przechodzi m.in. 80 proc. chińskiego importu ropy. Ponieważ Malezja pozostaje sojusznikiem USA, dochodzi do prób wzniecenia konfliktów w okolicy i – w mojej ocenie – starcia na granicy Tajlandii i Kambodży są jednym z tego efektów – ocenił.
W opinii Leszczyńskiego zachodzące zmiany mają też drugi, filozoficzny i antropologiczny wymiar.
- Jeśli cofniemy się jeszcze do Greków, Rzymian czy Persów, widać wyraźnie, że relacja dominium-kolonia jest czymś stałym w stosunkach między państwami. Nie inaczej było w innych cywilizacjach. Imperia mają swoich wasali, czyli kraje drugiej kategorii, a także swoje kolonie, czyli kraje trzeciej kategorii. Obecne wydarzenia zmuszają nas do tego, by zmienić dotychczasowy sposób patrzenia i ponownie, na chłodno ocenić, czy aby kraje tzw. pierwszego świata nie stają się, bądź już nie są wasalami, a może nawet koloniami imperiów – uznał naukowiec.
- W tej wojnie wszystkich ze wszystkimi, jaką jest polityka międzynarodowa, silni mają władzę nad słabszymi i wykorzystują ich politycznie, ekonomicznie lub militarnie. Warto o tym pamiętać i mówić wprost, aby uniknąć rozczarowań i nie dać się uwikłać - dodał.
- Zmieniają się treści, które wlewa się w tę samą formę, a forma jest niezmienna, bo taka jest natura ludzka, a polityka jest tylko jej wyrazem. Jej źródłem zaś – jak pisał jeszcze św. Augustyn, analizując Imperium Rzymskie w „Państwie Bożym” – niezmiennie pozostaje libido dominandi (pragnienie dominacji – PAP) powodowane chęcią zysku, samego faktu posiadania władzy czy pragnieniem prestiżu. Dlatego, po prostu kolonializm jest jednym ze stałych sposobów realizacji żądzy władzy, choć realizuje się go w różny sposób: przy użyciu przemocy, poprzez dyplomację, środki ekonomiczne i traktaty – podsumował Leszczyński.(PAP)
piu/ fit/




























































Napisz komentarz
Komentarze