W 1976 r. minęło sześć lat, odkąd Paul McCartney ogłosił, że nie jest już członkiem The Beatles, a zespół przestał istnieć. Fani nie stracili jednak nadziei na wielki powrót najsławniejszej być może grupy rockowej na świecie.
Decyzję o zaprzestaniu koncertowania Beatlesi podjęli wiele lat wcześniej, podczas amerykańskiej trasy w 1966 r. Uznali wówczas, że ich występy przestały mieć sens - muzyki na żywo nie dało się usłyszeć, ponieważ zagłuszały ją krzyki fanów. Zmęczeni beatlemanią John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr zdecydowali, że skupią się na pracy w studiu nagraniowym. Wystąpili publicznie jeszcze tylko raz - na dachu budynku przy Saville Road, siedziby założonej przez nich firmy Apple Corps. Po nieco ponad 40 minutach policja nakazała jednak muzykom zakończenie niezapowiedzianego koncertu dla przechodzących ulicą zaskoczonych Londyńczyków. Po raz ostatni w studiu Beatlesi spotkali się 20 sierpnia 1969 r., gdy kończyli pracę nad ostatnim albumem „Abbey Road”.
Peter Jackson nakręcił „Get Back” (2021), w którym pokazuje rozpad grupy i przyjaźni. Stworzony na podstawie archiwalnych materiałów serial pokazuje Beatlesów przy pracy nad piosenkami, które znalazły się na albumie „Let It Be”, wydanym w 1970 r., już po rozpadzie zespołu. W jednej ze scen George Harrison oznajmia jak gdyby nigdy nic, że odchodzi. Pozostali nie sprawiają wrażenia zmartwionych, natychmiast zaczynają myśleć o potencjalnych następcach (pada nazwisko Erica Claptona). W końcu uspokajają się nawzajem, że Harrison z pewnością wróci. Nazywany „Cichym Beatlesem” gitarzysta czuł się przytłoczony osobowościami McCartneya i Lennona, niedoceniany jako muzyk i autor piosenek, zmęczony byciem Beatlesem. Ale rzeczywiście wrócił.
W 1968 r., podczas prac nad płytą znaną jako „Biały Album”, z zespołem pożegnał się Ringo Starr. Perkusista czuł się osamotniony, odtrącony, niepewny swych umiejętności i miejsca w zespole. Dał się jednak przekonać do powrotu.
W ciągu kilku lat Beatlesi wiele przeszli - wspólnie dorastali jako artyści i ludzie, uczyli się bycia sławnymi i bogatymi. Przebyli drogę od występów w portowych klubach w Hamburgu i liverpoolskim The Cavern do stadionu Shea w Nowym Jorku i gmachu Prince of Wales Theatre w Londynie, gdzie grali przed brytyjską królową. Nagrali 12 albumów. Wzbudzali zachwyt, wręcz histerię, ale także kontrowersje i nienawiść. Wspólnie opłakiwali śmierć przyjaciela i menedżera zespołu Briana Epsteina, poszukiwali oświecenia i spokoju ducha w Indiach, eksperymentowali z LSD. Jednak po siedmiu latach niegdysiejsi przyjaciele i towarzysze broni nie potrafili już ze sobą pracować, wybaczyć sobie przewin. Zespół rozpadał się pośród kłótni i procesów sądowych. Nic nie zapowiadało jego powrotu, choćby na jeden występ.
Na początku 1976 r. ofertę złożył jednak muzykom promotor Bill Sargent. 30 mln dolarów - tyle obiecał za ich reunion. Miesiąc później podniósł kwotę do 50 mln. „Pewnego poranka przeczytałem w gazecie, że Beatlesi mają się reaktywować, a Sargent daje grube miliony” - wspominał McCartney w 2009 r. Lukratywna oferta nie przekonała jednak Harrisona. Sid Bernstein - który przed laty pracował przy amerykańskich trasach koncertowych zespołu - również namawiał ich na powrót. W 1979 r. chciał zorganizować trzy koncerty charytatywne. Według jego szacunków miały przynieść dochód w wysokości 500 mln dol. Nic z tego nie wyszło, choć McCartney wspominał, że rozważali ofertę.
Alan Amron powołał Międzynarodowy Komitet na rzecz Reaktywacji The Beatles, zwracając się do fanów grupy na całym świecie o przekazanie dolara na ten szczytny cel. W 1977 r. o pomoc w przekonaniu muzyków do jednorazowego powrotu na scenę poprosił pięściarskiego mistrza świata wagi ciężkiej Muhammada Alego. Bez efektu.
Próby zorganizowania występu grupy podejmowali także sami eks-Beatlesi. W 1971 r. kolegów z zespołu na scenę zaprosił Harrison, organizator charytatywnego koncertu na rzecz Bangladeszu. Na wezwanie stawił się jednak tylko Ringo Starr, nie udało się odłożyć na bok dawnych animozji i kłótni o pieniądze. W 1973 r. powrót chciał zorganizować McCartney, ale tym razem to Harrison nie był zainteresowany. „Jeśli do tego kiedyś dojdzie, to dlatego, że ktoś zbankrutował” - skwitował gorzko. „Nigdy nie chcieliśmy tego wszyscy - tłumaczył po latach McCartney. - Gdy trzech było zdecydowanych, czwarty był przeciwko”.
Fani tak bardzo pragnęli, by ich nadzieje się spełniły, że gotowi byli usłyszeć ukochaną grupę w innych zespołach. Członkowie kanadyjskiej grupy Klaatu musieli niemal przepraszać za to, że nie są Beatlesami pod inną nazwą, jak podejrzewali niektórzy słuchacze ich debiutanckiego albumu „3:47 EST”, wydanego w 1976 r. nakładem Capitol Records, amerykańskiego wydawcy The Beatles. Brzmienie zespołu przypominało im The Beatles, wskazywali na podobieństwa między partiami perkusji na płycie Klaatu a grą Ringo Starra, porównywali harmonie z partiami wokalnymi Lennona, McCartneya i Harrisona, zgłębiali bitelsowskie brzmienie. Album nie zawierał zdjęć, nie podawał nazwisk muzyków i autorów piosenek, zespół nie promował go podczas koncertów i występów telewizyjnych. Czy pod nazwą Klaatu mogli w rzeczywistości kryć się Beatlesi? Czy mogli w tajemnicy się reaktywować i nagrać nową płytę pod innym szyldem, nie dla sławy i pieniędzy, a jedynie z potrzeby wspólnego tworzenia muzyki? To zdawał się sugerować Steve Smith, dziennikarz „Providence Journal” i autor sensacyjnych teorii o Klaatu. Rozczarowująca prawda wyszła na jaw, gdy pewien radiowiec z Waszyngtonu dotarł do dokumentów z nazwiskami członków kanadyjskiego zespołu.
Członkowie The Beatles współpracowali ze sobą po rozpadzie zespołu; występowali na swoich solowych płytach, a także brali gościnny udział w nagrywaniu albumów Leona Russella, Billy'ego Prestona, Harry'ego Nilssona czy wirtuoza sitaru Raviego Shankara. Czwórka eks-Beatlesów uczestniczyła w pracy nad „Ringo”, płytą Starra z 1973 r., nie zagrali jednak wówczas razem jak za dawnych lat. Dwa lata wcześniej dawni przyjaciele wymienili ciosy: Lennon zaatakował McCartneya w piosence „How Do You Sleep?” napisanej w reakcji na atak McCartneya z utworu „Too Many People”. Fani tak bardzo pragnęli nowych piosenek - choćby były to stare, nigdy niewydane „odrzuty” - że gotowi byli uwierzyć w istnienie nagrań, które nigdy nie powstały.
W 1971 r. satyryk i dziennikarz Martin Lewis przygotował dla magazynu „Disc and Music Echo” drobiazgową dyskografię zespołu, w której umieścił cztery zmyślone piosenki. Niektóre miały tytuły brzmiące zupełnie prawdziwie, jak lennonowska - według jego opisu - „Left Is Right (And Right Is Wrong)”, niektóre sprawiały wrażenie niedorzecznych, jak „Pink Litmus Paper Shirt”, którą skomponować miał Harrison. Żart Lewisa zaczął żyć własnym życiem, tytuły wymyślonych przez niego piosenek zaczęły się pojawiać w innych artykułach i książkach, traktowane jako najprawdziwsze nagrania The Beatles, zaginiony skarb. Niektórzy badacze historii zespołu poświęcili całe lata na jego poszukiwania. Lewis tłumaczył, że był to zaledwie niewinny żart. Zarzekał się, że wszystko wymyślił, łącznie z datami sesji nagraniowych, ale niektórzy fani mu nie uwierzyli. Upierali się, że okryte tajemnicą taśmy istnieją naprawdę, ukryte w jakimś magazynie, archiwum, piwnicy czy strychu. Któregoś dnia ujrzą światło dzienne. Niektórzy mówili mu nawet, że na własne uszy słyszeli „Pink Litmus Paper Shirt”!
Do niezwykłego spotkania nieomal doszło w kwietniu 1976 r. na scenie programu telewizyjnego „Saturday Night Live”. Jako żart muzykom zaoferowano czek na 3 tys. dolarów. Do podziału - zaznaczono - „jak uznają za stosowne. Jeśli chcecie dać Ringo mniejszą część, to wasza sprawa”. Lennon opowiedział o tamtym wieczorze Davidowi Sheffowi, autorowi książki „All We Are Saying. The Last Major Interview with John Lennon and Yoko Ono”. Spędził go z McCartneyem, oglądając program w telewizji - kolega z dawnego zespołu odwiedził go w nowym mieszkaniu w nowojorskim apartamentowcu Dakota. „Zdecydowaliśmy się pojechać do studia dla żartu. Już niemal wsiadaliśmy do taksówki, ale w końcu odpuściliśmy - opowiadał Lennon. - Byliśmy zbyt zmęczeni”. McCartney potwierdził opowieść przyjaciela: „John powiedział, że powinniśmy tam iść. Jest nas tylko dwóch, więc podzielimy się po połowie. I przez chwilę wydawało się... ale to byłaby praca, a obaj tego dnia mieliśmy wolne, więc w końcu nie poszliśmy. To był fajny pomysł”.
Miesiąc później szefowie „Saturday Night Live” ponownie zwrócili się do muzyków, tym razem podnosząc kwotę do 3 tys. 200 dolarów i dodając nocleg w zajeździe The Cross Town Motor Inn.
8 grudnia 1980 r. John Lennon zginął od kul zamachowca w bramie Dakoty, gdy wracał do domu ze studia, gdzie pracował nad utworem „Walking on Thin Ice”. George Harrison poświęcił mu utwór „All Those Years Ago”, który nagrał z udziałem Starra i McCartneya. 15 lat później trójka Beatlesów nagrała dwie nowe piosenki. „Free As a Bird” i „Real Love” powstały na bazie nieukończonych domowych nagrań Lennona, szkiców przyszłych utworów. Pozostali dograli swoje partie do śpiewu z taśmy z 1977 r. Stanowiły część projektu „Anthology” - niemal 12-godzinnej filmowej opowieści o historii zespołu, a także płyt zawierających nagrania z prób, koncertów, alternatywne wersje przebojów The Beatles. A także dwie nowe piosenki.
Ponad 20 lat po śmierci Harrisona ukazał się jeszcze jeden „zagubiony” utwór. Ballada „Now and Then” została nagrana przez Lennona w latach 70. w jego nowojorskim mieszkaniu. Także nad nim pracowali pozostali członkowie zespołu, przygotowując „Antologię”. Porzucili go wówczas z powodu trudności technicznych. W listopadzie 2023 r. singiel trafił do sklepów, reklamowany jako „ostatnia piosenka The Beatles”. (PAP)



























































Napisz komentarz
Komentarze