Według relacji Onetu Witczak w czasie konferencji prasowej usiłował zadać pytanie prezydentowi, który zareagował ze stoickim spokojem, upominając parlamentarzystę o właściwą formę zachowania. „Musi pan podejść do mikrofonu, panie redaktorze, jeśli chce pan zadać pytanie. A nie — pan jest posłem. To po co pan tu krzyczy, panie pośle?” – powiedział prezydent.
Z kolei „Do Rzeczy” przytacza, że poseł tłumaczył później, iż chciał zapytać: „czy podpisze pan ustawę” (w kontekście mechanizmu SAFE), a Nawrocki odpowiedział: „Będzie pan mógł zapytać, kiedy podejdę”. Do sytuacji odniósł się też rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz: „Panie pośle, to jest konferencja prasowa. To nie jest regionalna konferencja Koalicji Obywatelskiej. Zachowajmy kulturę”.
Problem nie w pytaniu, tylko w stylu
W demokracji posłowie mają prawo pytać – nawet ostro i niewygodnie. Tyle że konferencja prasowa rządzi się prostymi zasadami: kolejka, mikrofon, jedno pytanie, bez zagłuszania. W cywilizowanym kraju ktoś zazwyczaj konferencję prowadzi i udziela głosu dziennikarzom. Jeśli polityk wchodzi w rolę „przerywacza”, to zamiast merytorycznej rozmowy dostajemy show, w którym treść przegrywa z formą. Oczywiście podobne chuligańskie wybryki zdarzają się na całym świecie, ale stanowią raczej powszechnie krytykowane przypadki.
W tym konkretnym przypadku można odnieść wrażenie, że ważniejszy od odpowiedzi był sam gest: wtrącenie się do konferencji w sposób, który natychmiast wywołał spięcie i dał paliwo do klipów w mediach społecznościowych. Pozwoli też budować wizerunek „posła walczącego”. Tylko o co walczy Witczak? Czy znamy jakieś poselskie sukcesy, a może są one takie same jak te, które odnosił, będąc… radnym? To, co robi Witczak i jemu podobni, to prosta droga do obniżania standardów debaty – niezależnie od tego, kto akurat stoi przy mównicy.
To nie pierwsza sytuacja, gdy Witczak trafia na nagłówki przez konfrontacyjny ton
Incydent z konferencji Nawrockiego nie wziął się z próżni. W ostatnich miesiącach nazwisko Adriana Witczaka pojawiało się w mediach zazwyczaj przy okazji ostrych, stojących na niskim poziomie kultury spięć w telewizyjnych dyskusjach. Onet opisywał np. awanturę w „Debacie Gozdyry” (Polsat News) wokół mechanizmu SAFE, gdzie emocje w studiu eskalowały, a jeden z uczestników wprost zarzucał posłowi KO „głupie odzywki” i „cyrk”. W innym materiale Polsat News informował o programie, który prowadząca musiała przerywać, co samo w sobie pokazuje styl Adriana Witczaka.
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego podobne zachowania lidera powiatowych struktur Koalicji Obywatelskiej nie są zaskoczeniem ani nowością. Wszystko wskazuje jednak na to, że w środowisku KO jest to zachowanie nie tylko akceptowane, ale wręcz pożądane. Teraz, przed wyborami wewnętrznymi, działaczom podsuwano do podpisu listy poparcia dla posła na kolejną kadencję jako szefa powiatowych struktur i większość z nich listy te podpisywała, a tylko nieliczni podpisu odmawiali.
Ci, którym z podobnym stylem jest nie po drodze, odeszli. Powiatowe struktury KO zostały zdziesiątkowane. Z partią pożegnali się wieloletni członkowie. Ostatnim spoiwem jest nienawiść nie tyle do samego PiS (bo pamiętamy wsparcie radnych Witczaka dla Mariusza Węgrzynowskiego i pisowskiego zarządu powiatu), co do Marcina Witko.
Poseł – pochodzący z Tomaszowa Mazowieckiego – zbudował rozpoznawalność na obecności w mediach oraz w internecie, gdzie kreuje się za pomocą poniedziałkowych postów sponsorowanych. Pytanie, czy ta rozpoznawalność idzie dziś w parze z polityczną skutecznością, czy raczej z narracją: „dużo hałasu, mało konkretu”.
Komentarz redakcyjny
Są momenty, w których polityk powinien zadać sobie jedno pytanie: czy ja jeszcze rozmawiam z ludźmi, czy już gram w klipy pod zasięgi? W Sejmie – miejscu, gdzie i tak jest dość wrzawy – demonstracyjne wchodzenie w cudzą konferencję bez zachowania podstawowych reguł nie wygląda jak troska o odpowiedź, tylko jak próba ustawienia sceny pod konflikt i dokonania kontrowersyjnej autoprezentacji.
I nie ma tu znaczenia, czy ktoś popiera prezydenta Nawrockiego, czy jest po stronie KO. Standard jest jeden: merytoryka, forma, szacunek do procedury. Jeśli poseł z Tomaszowa Mazowieckiego chce być traktowany poważnie, niech zacznie od zachowywania się jak ktoś, kto naprawdę chce usłyszeć odpowiedź – a nie tylko ją zagłuszyć.































































Napisz komentarz
Komentarze