Według relacji Onetu Adrian Witczak w czasie konferencji prasowej usiłował zadać pytanie prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, który zareagował ze stoickim spokojem, upominając parlamentarzystę o właściwą formę zachowania. „Musi pan podejść do mikrofonu, panie redaktorze, jeśli chce pan zadać pytanie. A nie — pan jest posłem. To po co pan tu krzyczy, panie pośle?” – powiedział prezydent Karol Nawrocki.
Z kolei „Do Rzeczy” przytacza, że poseł Adrian Witczak tłumaczył później, iż chciał zapytać: „czy podpisze pan ustawę” (w kontekście mechanizmu SAFE), a Karol Nawrocki odpowiedział: „Będzie pan mógł zapytać, kiedy podejdę”. Do sytuacji odniósł się też rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz: „Panie pośle, to jest konferencja prasowa. To nie jest regionalna konferencja Koalicji Obywatelskiej. Zachowajmy kulturę”.
Problem nie w pytaniu, tylko w stylu
W demokracji posłowie mają prawo pytać – nawet ostro i niewygodnie. Tyle że konferencja prasowa rządzi się prostymi zasadami: kolejka, mikrofon, jedno pytanie, bez zagłuszania. W cywilizowanym kraju ktoś zazwyczaj prowadzi konferencję i udziela głosu dziennikarzom. Jeśli polityk wchodzi w rolę „przerywacza”, to zamiast merytorycznej rozmowy dostajemy polityczne show, w którym treść przegrywa z formą. Oczywiście podobne incydenty na konferencjach prasowych zdarzają się na całym świecie, ale zwykle spotykają się z powszechną krytyką.
W tym konkretnym przypadku można odnieść wrażenie, że ważniejszy od odpowiedzi był sam gest: wtrącenie się do konferencji w sposób, który natychmiast wywołał spięcie i dał paliwo do klipów w mediach społecznościowych. Pozwala to budować wizerunek „posła walczącego”. Tylko o co walczy Adrian Witczak? Czy znamy jakieś poselskie sukcesy? A może są one podobne do tych, które odnosił jako radny w Tomaszowie Mazowieckim? To, co robi Witczak i jemu podobni politycy, prowadzi do obniżania standardów debaty publicznej – niezależnie od tego, kto akurat stoi przy mównicy.
To nie pierwsza sytuacja z udziałem Adriana Witczaka
Incydent podczas konferencji Karola Nawrockiego nie wziął się z próżni. W ostatnich miesiącach nazwisko Adriana Witczaka pojawiało się w mediach głównie przy okazji ostrych sporów w programach telewizyjnych. Onet opisywał m.in. awanturę w programie „Debata Gozdyry” w Polsat News, gdzie dyskusja o mechanizmie SAFE szybko przerodziła się w emocjonalny spór. Jeden z uczestników zarzucał posłowi „głupie odzywki” i „robienie cyrku”. W innym materiale Polsat News informował o programie, który prowadząca musiała przerwać, co samo w sobie pokazuje styl polityczny Adriana Witczaka.
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego podobne zachowania lidera powiatowych struktur Koalicji Obywatelskiej nie są zaskoczeniem. Wszystko wskazuje jednak na to, że w środowisku Koalicji Obywatelskiej taki styl jest nie tylko akceptowany, ale bywa wręcz promowany. Teraz, przed wyborami wewnętrznymi w KO, działaczom podsuwano listy poparcia dla Adriana Witczaka na kolejną kadencję jako szefa powiatowych struktur KO. Większość działaczy je podpisała, choć niektórzy odmówili.
Ci, którym taki konfrontacyjny styl polityki nie odpowiadał, opuścili struktury KO w powiecie tomaszowskim. Powiatowe struktury Koalicji Obywatelskiej zostały wyraźnie osłabione. Z partią pożegnali się wieloletni członkowie. Ostatnim spoiwem pozostaje dziś polityczny konflikt z Marcinem Witko, a nie tyle spór z samym Prawem i Sprawiedliwością. Warto przypomnieć choćby poparcie radnych Witczaka dla Mariusza Węgrzynowskiego i zarządu powiatu związanego z PiS.
Adrian Witczak, poseł z Tomaszowa Mazowieckiego, zbudował swoją rozpoznawalność polityczną głównie dzięki obecności w mediach oraz aktywności w internecie, gdzie pojawiają się m.in. poniedziałkowe posty sponsorowane. Pytanie pozostaje otwarte: czy ta rozpoznawalność medialna idzie dziś w parze z polityczną skutecznością, czy raczej z narracją „dużo hałasu, mało konkretu”.
Komentarz redakcyjny
Są momenty, w których polityk powinien zadać sobie jedno pytanie: czy jeszcze rozmawia z ludźmi, czy już gra pod zasięgi w mediach społecznościowych. W Sejmie, miejscu gdzie i tak jest dużo emocji, demonstracyjne przerywanie konferencji prasowej bez zachowania podstawowych zasad wygląda raczej jak ustawianie sceny pod konflikt niż próba uzyskania odpowiedzi.
I nie ma tu znaczenia, czy ktoś popiera prezydenta Karola Nawrockiego, czy stoi po stronie Koalicji Obywatelskiej. Standard powinien być jeden: merytoryczna debata, kultura wypowiedzi i szacunek do procedur. Jeśli poseł z Tomaszowa Mazowieckiego chce być traktowany poważnie, powinien zacząć od zachowywania się jak ktoś, kto naprawdę chce usłyszeć odpowiedź, a nie tylko ją zagłuszyć.




























































Napisz komentarz
Komentarze