Wczorajsza sesja Rady Powiatu Tomaszowskiego zaczęła się nietypowo — od krótkiej prezentacji aktualnej sytuacji finansowej Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Nowy prezes, Konrad Borowski, przedstawił w sposób klarowny dane ze sprawozdań finansowych oraz bilansu. Do szczegółów wrócę w osobnym tekście, ale już dziś warto odnotować jedno: po 12 miesiącach zarządzania przez Mariusza Węgrzynowskiego oraz Marka Utrackiego, a także politycznych działaczy PiS — protegowanych Antoniego Macierewicza i Anny Milczanowskiej — z dochodowej spółki zrobiono „dojną krowę” i doprowadzono ją na skraj zapaści finansowej.
Z konta szpitala zniknęło 10 milionów złotych czystej gotówki. Dodatkowo o 8 milionów złotych spadł stan zapasów materiałowych. A jakby tego było mało, tegoroczny „plan finansowy” — przygotowany prawdopodobnie przez Paulinę Sochę — zakłada aż 40 milionów straty w bieżącym roku.
I co na to Mariusz Węgrzynowski, który odpowiadał za zarządzanie szpitalem przez ostatnie dwa lata? Przecież ludzie związani z jego stowarzyszeniem stanowili Radę Nadzorczą. Otóż… nic. Zamiast rzeczowych wyjaśnień dostaliśmy agresję i pokaz niekompetencji. Najpierw padła wymówka, że nie otrzymał danych przed sesją. Naprawdę? Jeśli podstawowe informacje finansowe są tajemnicą dla byłego starosty, to pojawia się pytanie zasadnicze: co ten człowiek robił na swoim stanowisku przez cały ten czas?
Węgrzynowski był starostą jeszcze dwa tygodnie temu i nie wiedział, że sytuacja szpitala stała się katastrofalna? Przecież zaledwie kilka tygodni wcześniej działacze PiS, z Węgrzynowskim na czele, masowo przekonywali o doskonałej kondycji szpitala. Równocześnie atakowano mnie — Mariusza Strzępka — twierdząc, że ostrzegając przed kryzysem, piszę nieprawdę, a wskazywane przeze mnie nieprawidłowości to rzekomo „wymyślone” problemy. Krytykę nazywano „hejtem” i „szczuciem”. Wczoraj wyszło na jaw, kto mówił prawdę, a kto okazał się ordynarnym łgarzem.
Znamienne jest również to, że przez ostatni rok Węgrzynowski właściwie nie przedstawiał sprawozdań z działalności szpitala, a kontakt z prezesem był — delikatnie mówiąc — ograniczony. Za to na profilu internetowym szpitala znalazło się miejsce na szkalowanie ludzi, którzy wykazywali się troską o spółkę i — przede wszystkim — o pacjentów.
Podczas obrad Węgrzynowski zachowywał się jak typowy polityczny chuligan: udzielał sobie sam głosu, przerywał innym, pokrzykiwał, obrażał, pomawiał, a nawet posuwał się do gróźb. Skandaliczne i żenujące. Maska uczciwego katolika spadła, odsłaniając prawdziwe oblicze byłego katechety, który ma wyraźne problemy emocjonalne — co było widać już wcześniej, choćby wtedy, gdy emeryci ze sztandarami „Rycerzy Maryi” wtargnęli po godzinach pracy do Starostwa Powiatowego. Nie było pokory, nie było posypania głowy popiołem, nie było przyznania się do błędów — nie padło nawet jedno słowo: „przepraszam”. Zamiast tego: cynizm, arogancja, kłamstwa i pycha.
Był też strach. I — niestety — dość uzasadniony. Wystarczyły dwa tygodnie, aby na jaw wyszły sprawy, które przynajmniej częściowo kwalifikują się na postępowania prokuratorskie. Tym razem o ewentualnych zarzutach albo umorzeniu nie będzie decydować PiS-owska prokuratura w jakimś Wieluniu czy innym Łasku.
Wczoraj usłyszałem też, że za wszystko odpowiada Mariusz Węgrzynowski, a krytyka innych osób ma jedynie odwracać uwagę od realnej skali odpowiedzialności byłego starosty. Nie zgadzam się z tym. Dlaczego mam nie zadawać pytań dotyczących Pauliny Sochy, powołanej na stanowisko dyrektora finansowego szpitala? To odpowiednik głównego księgowego w firmie. Taka osoba nie może tylko czerpać profitów — musi też ponosić odpowiedzialność.
W polskim systemie prawnym za korupcję odpowiada zarówno ten, kto przyjmuje łapówkę, jak i ten, kto ją wręcza. W tym przypadku nie można udawać, że nie widzi się osoby „biorącej w kieszeń”. W jaki sposób ma to rzekomo rozmydlać odpowiedzialność Węgrzynowskiego? Przecież to „transakcja”, z której także on odniósł korzyści.



























































Napisz komentarz
Komentarze