Już od pierwszych minut było widać, że stawka spotkania mocno wpływa na sposób gry obu zespołów. Zarówno Arka, jak i Widzew skupiały się przede wszystkim na zabezpieczeniu własnej bramki, przez co tempo meczu było dość zachowawcze. Gra toczyła się głównie w środku pola, a zawodnicy obu ekip popełniali sporo błędów i fauli.
Pierwsza w miarę groźna akcja pojawiła się dopiero w 26. minucie. Po dalekim podaniu Sebastiana Kerka przed szansą stanął Dawid Kocyła. Skrzydłowy Arki próbował przelobować Bartłomieja Drągowskiego, ale bramkarz Widzewa nie dał się zaskoczyć. Kilka minut później Kocyła ponownie znalazł się w centrum wydarzeń, jednak jego uderzenie zostało zablokowane przez defensywę gości.
Widzew także miał problemy z tworzeniem klarownych okazji. Jedną z niewielu sytuacji łodzian w pierwszej połowie przerwał Alassane Sidibe, blokując w polu karnym próbę Sebastiana Bergiera.
Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił. Widzew próbował przyspieszyć, ale brakowało dokładności pod bramką rywali. Najlepszą okazję goście stworzyli na początku drugiej połowy, gdy Emil Kornvig opanował piłkę przed polem karnym Arki, lecz jego strzał wyraźnie minął bramkę Damiana Węglarza.
Najwięcej emocji przyniosła sytuacja z 72. minuty. Sędzia Damian Sylwestrzak podyktował rzut karny dla Widzewa po starciu Oskara Kubiaka z Marcelem Krajewskim. Po analizie VAR arbiter zmienił jednak decyzję i odwołał „jedenastkę”, uznając, że przewinienia nie było.
W końcówce jeszcze po rzucie wolnym główkował Sebastian Bergier, lecz Damian Węglarz pewnie interweniował. Ostatecznie statystyki najlepiej oddają przebieg spotkania – obie drużyny oddały zaledwie po jednym celnym strzale.
Remis oznacza, że żadna ze stron nie może być w pełni zadowolona z wyniku. Zarówno Arka, jak i Widzew wciąż pozostają w dolnej części tabeli, a zdobyty punkt niewiele zmienia w ich sytuacji w walce o utrzymanie.
Warto jednak pamiętać, że w bezpośrednich meczach lepszy bilans ma Widzew. Jesienią łodzianie pokonali Arkę u siebie 2:0, co może mieć znaczenie przy ewentualnej równej liczbie punktów na koniec sezonu.
Spotkanie w Gdyni z trybun obserwował m.in. selekcjoner reprezentacji młodzieżowej Jerzy Brzęczek. Na stadionie pojawiło się blisko 12 tysięcy kibiców.





























































Napisz komentarz
Komentarze