Kiedy blisko rok temu dowiedzieliśmy się, że dr Wiesław Chudzik przestanie być prezesem Tomaszowskiego Centrum Zdrowia – a więc jedynej spółki, której właścicielem jest powiat tomaszowski – a na jego miejsce powołano urzędnika, pracującego wcześniej w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, związanego z Antonim Macierewiczem, Marka Utrackiego, pojawiły się oczywiste pytania o jego doświadczenie w zakresie zarządzania spółkami prawa handlowego oraz placówkami ochrony zdrowia.
Mogliśmy się wówczas dowiedzieć, że to doświadczenie jest zerowe, ale… nowy prezes wszystkiego się nauczy. Na wszelkie uwagi, że ta branża jest wyjątkowo specyficzna i wymaga specjalistycznej wiedzy merytorycznej, radni – tacy jak Szczepan Goska – reagowali histeryczną agresją. Sekciarskie partyjniactwo było ważniejsze niż dobro pacjentów.
Dzisiaj żadna z tych osób w najmniejszym stopniu nie poczuwa się do odpowiedzialności. Za to jako winnych wskazuje się tych, którzy przed katastrofą ostrzegali. Kiedy przez rok mówiono o złych decyzjach, niewłaściwym zarządzaniu, słyszeliśmy, że to hejt oraz szczucie, a szpital jest w doskonałej kondycji. Teraz prawda wychodzi na jaw, ale narracja się nie zmienia.
– Celem moim jest przedstawienie rzeczywistej sytuacji finansowej spółki na dzień objęcia jej przeze mnie oraz identyfikacja kluczowych zagrożeń, jakie dla tego podmiotu występują. Analizy wskazują na gwałtowne pogorszenie stabilności finansowej spółki w 2025 roku oraz na dalsze ryzyko destabilizacji w kolejnych latach. Wszystkie dane, które przedstawiam, pochodzą z naszego działu finansowego oraz wydziałów merytorycznych TCZ – mówił na wstępie prezes Konrad Borowski.
Zobowiązania spółki na koniec 2024 roku, a więc gdy odchodził prezes Wiesław Chudzik, wynosiły 24 miliony złotych. Na koniec 2025 roku wyniosły one już 31 milionów złotych. Oznacza to finansowanie bieżącej działalności zobowiązaniami.
Tomaszowskie Centrum Zdrowia na koniec 2024 roku posiadało na swoim koncie 23 miliony złotych środków pieniężnych. W ciągu roku zarządzania ekipy Mariusza Węgrzynowskiego i Marka Utrackiego z kasy szpitala ubyło 10 milionów złotych. Jest to aż 43% posiadanych wcześniej środków, pochodzących z wcześniej wypracowanych zysków. Konrad Borowski podkreśla szybkie zużywanie rezerw finansowych spółki na przestrzeni zaledwie 12 miesięcy.
Zysk na działalności operacyjnej szpitala w roku 2024 wyniósł wyniósł prawie 4 miliony złotych. Rok później strata wyniosła ponad 9 milionów złotych. Pogorszenie tego wyniku to aż 13 milionów złotych.
- Jest to najbardziej niepokojący wskaźnik, ponieważ okazuje się, że podstawowa działalność spółki okazała się głęboko nierentowna - wyjaśniał Prezes.
Wynik netto z działalności spółki w roku 2024 wyniósł ponad 7 milionów złotych. W kolejnym roku strata wyniosła ponad 4 miliony. Spółka przeszła z poziomu wysokiej rentowności do olbrzymiej straty netto.
Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że wraz ze stratą nastąpiło zmniejszenie zapasów materiałowych szpitala o kilka milionów złotych. Oznacza to, że zarząd spółki za wszelką cenę starał się ratować wynik „na papierze”, ograniczając stany magazynowe i zakup środków na bieżące potrzeby pacjentów.
Prawdziwa strata powinna uwzględniać także różnice wynikające ze zmian zapasów.
Jeszcze bardziej niepokojące są prognozy na kolejny rok. Plan finansowy przygotowany przez Marka Utrackiego i zaakceptowany – jak można się domyślać – przez Radę Nadzorczą oraz reprezentującego właściciela Mariusza Węgrzynowskiego, zakłada stratę na poziomie aż 35 milionów złotych. Co więcej, na samej działalności operacyjnej planowana strata ma wynieść ponad 40 milionów złotych.
- Utracono przychody. Straciliśmy przychody z usług ratownictwa medycznego oraz Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. jest to 17 milionów złotych. Duża część kosztów jednak przy szpitalu pozostała. Obecnie istnieje duże ryzyko utraty płynności finansowej w przypadku utrzymania obecnych trendów. Poduszka bezpieczeństwa finansowego, jaką mieliśmy spadła o 82 procent. Spółka zaczęła konsumować już nie tylko aktywa obrotowe ale i posiadany kapitał własny. Za 4-5 miesięcy może zabraknąć środków do prowadzenia Tomaszowskiego Centrum Zdrowia - tłumaczył Borowski
Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał Szczepan Goska, który był najbardziej aktywnym i agresywnym obrońcą powołania Marka Utrackiego na prezesa spółki. Nie zainteresowały go jednak zaprezentowane przez Konrada Borowskiego wyniki finansowe. Nie zapytał też o źródła powstałych strat.
Radnego z Olszowca najbardziej zaciekawiło to, czy na kolejnej sesji będzie prezentowana kolejna informacja na temat szpitala oraz jak to się stało, że obecny prezes zdołał się w krótkim czasie przygotować do sesji.
Borowski odpowiedział krótko, że każdy zdroworozsądkowy człowiek, który przejmuje spółkę z budżetem na poziomie ponad 200 milionów złotych i zatrudniającą 1200 osób, powinien takie dane zgromadzić w jak najszybszym terminie, by móc nią racjonalnie i skutecznie kierować.
Mariusz Strzępek przypomniał, że rok temu ostrzegał przed powoływaniem na funkcję prezesa szpitalnego podmiotu osoby bez doświadczenia w zarządzaniu. Zwrócił też uwagę, że wszelkie zapytania, jakie kierował do TCZ przez niemal rok, były zbywane i pozostawały bez odpowiedzi.
Pytał również, czy był ktoś, kto przez ostatni rok w spółce prowadził rachunkowość i kto za nią odpowiadał. Podkreślił, że straty powinno się sumować, by mieć prawdziwy obraz kondycji finansowej.
– Czy pan analizował, co się z tymi pieniędzmi stało? Kto prowadził rachunkowość? Kto sprawował bezpośredni nadzór? – pytał radny. Konrad Borowski odpowiadał, że jest dział finansowy, dyrektor Paulina Socha (radna powiatowa), ale że całą odpowiedzialność za funkcjonowanie i finanse bierze zarząd.
Włodzimierz Justyna, który – będąc wicestarostą – miał w swoim pionie nadzór nad szpitalem, pytał o wydatki na początku stycznia ubiegłego roku oraz podwyżki wynagrodzeń dla pielęgniarek. Jak podkreślał, chodziło mu o to, by zaznaczyć, że poprzedni prezes nie wziął brakujących pieniędzy do własnej kieszeni. Jego zdaniem sprawozdanie przedstawione przez Konrada Borowskiego było… jednostronne i ma przedstawiać wizję szpitala w ruinie. Proponował też, by na kolejną sesję zaprosić Marka Utrackiego.
Propozycja była dość zaskakująca, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę, że dr Wiesław Chudzik o tym, że przestaje być prezesem, dowiedział się z… SMS-a wysłanego w Sylwestra. Nikt też nie zapraszał go, by wypowiedział się na temat spółki. Zamiast tego atakowano poprzedni zarząd w związku z nagrodami, jakie wypłacono pracownikom – w tym kadrze kierowniczej.
Borowski odpowiedział konkretnie, że wydatki, o których mowa, nie były finansowane ze środków własnych szpitala, lecz pochodziły z dotacji.
Piotr Kągankiewicz pochwalił rzetelność i kompleksowość przekazanych przez prezesa TCZ danych finansowych. Porównanie z rokiem poprzednim uznał za w pełni uzasadnione, a przedstawione dane – za pokazane we właściwej perspektywie czasowej. Nie uważa też, by informacje były jednostronne – wskazał, że wynikają one z bilansu oraz rachunku wyników. Jego zdaniem Włodzimierz Justyna próbował odwrócić uwagę.
Kągankiewicz podkreślał też, że doprowadzono do sytuacji, w której szpital w Tomaszowie oferuje wynagrodzenia dla lekarzy na najwyższym poziomie w województwie, co jest niezwykle uciążliwe dla dyrektorów innych placówek. Potwierdził również to, o czym wcześniej mówił Mariusz Strzępek – że rada przez cały poprzedni rok nie miała rzetelnej informacji na temat szpitala.
Radny Mariusz Strzępek zapytał o zabezpieczenie szpitala pod względem zasobów kadrowych. Konrad Borowski odpowiadał, że na chwilę obecną nie ma większych problemów z personelem medycznym. Nikt jednak nie dopytywał, co z politycznie zatrudnionymi w szpitalu dyrektorami i innymi działaczami partyjnymi, których przydatność od początku budziła liczne wątpliwości.
Radny Kazimierz Mordaka pytał: „od czego w spółce jest Rada Nadzorcza?” Próbował też wskazywać współwinnych w osobach: Michała Czechowicza, Grzegorza Glimasińskiego i Piotra Kągankiewicza. Wszyscy mieli – według niego – mieć bezpośredni wpływ na funkcjonowanie szpitala. Szybko jednak okazało się, że żadna z tych osób ze szpitalem w czasach „rządów” Marka Utrackiego nie miała do czynienia. Z ramienia zarządu nadzór sprawował natomiast – wspomniany wcześniej – Włodzimierz Justyna.
W Radzie Nadzorczej zasiadali natomiast działacze znani z list wyborczych PiS oraz osoby związane ze stowarzyszeniem, które swego czasu miało siedzibę w domu należącym do Mariusza Węgrzynowskiego.
W międzyczasie postanowił głos zabrać Jarosław Feliński. Także i on – niespodziewanie – okazał się „specjalistą” od ochrony zdrowia. Uznał, że dane finansowe, które usłyszał, to lincz na poprzednim zarządzie.
Kto więc tak naprawdę odpowiada za zaistniałą sytuację? Przede wszystkim Mariusz Węgrzynowski, który jednoosobowo podejmował decyzje personalne. Następnie radni PiS, którzy całkowicie bezkrytycznie podchodzili do zarządzania powiatem. Problemami szpitala się nie interesowali. Odpowiedzialność w szczególnym wymiarze ponosi też Paulina Socha, która przyjęła posadę dyrektora finansowego spółki, nie posiadając przy tym elementarnej wiedzy. Z kolei na sesji próbują wyśmiewać Konrada Borowskiego. Prezes zapytał więc: jakie konkretne oszczędności na wydatkach osobowych poczyniliście?
Czy to już wszyscy? Oczywiście nie.
Współwinnymi są także radni Koalicji Obywatelskiej. Na początek dopuścili do tego, by odwołano z zarządu powiatu Marka Kubiaka i Zofię Szymańską. Gdyby do tego nie doszło, Mariusz Węgrzynowski nie mógłby swobodnie i jednoosobowo decydować o tym, co dzieje się w powiecie tomaszowskim. Stworzono w ten sposób niemal homogeniczny, „pisowski” zarząd.
Dalej – opieszałość w odwoływaniu zarządu, upieranie się przy Alicji Zwolak-Plichtcie jako staroście, mimo że była osobą nieakceptowalną dla wszystkich poza Kazimierzem Mordaką i Michałem Jodłowskim. Na koniec pojawiła się próba całkowitej destabilizacji i wprowadzenia zarządu komisarycznego. Gdyby te działania się powiodły, TCZ zakończyłby rok z planowaną stratą na poziomie 40 milionów złotych.
Odpowiedzialność ponosi również sama Alicja Zwolak-Plichta. Okazuje się, że bycie szefową Komisji Zdrowia, Rodziny i Spraw Społecznych to coś znacznie bardziej odpowiedzialnego niż kierowanie fundacją, która nie musi składać sprawozdań finansowych.



























































Napisz komentarz
Komentarze